Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Norwich

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Norwich - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Norwich - Page 3 Empty
PisanieTemat: Norwich [odnośnikNorwich - Page 3 I_icon_minitime21.11.18 9:13

First topic message reminder :

Norwich

Wyjątkowo duże, nowoczesne i pełne ludzi miasto w Norfolk, znajdujące się przy ujściu rzeki Wensum. Kilka kamienic ulokowanych obok siebie jest zamieszkiwanych wyłącznie przez małą wspólnotę czarodziejów, głównie bezdzietne rodziny i starsze pokolenia. Znane jest z malowniczych, średniowiecznych uliczek i monumentalnej Katedry Świętego Jana. Kilka razy do roku, w trakcie pełni księżyca alchemicy i łowcy ingrediencji z całego kraju zjeżdżają się, aby w jej katakumbach zbierać wyjątkowo rzadką odmianę magicznego grzyba, który porasta szczeliny w ścianach podziemi budowli.
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Norwich - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich [odnośnikNorwich - Page 3 I_icon_minitime17.01.21 21:32

Nie widział potrzeby w roztrząsaniu sprawy. Nie znał tutejszej władzy, nie potrafił powiedzieć czy przystąpiliby do właściwej i sprawnej interwencji. Mężczyzna, który tak wyraźnie naruszył przestrzeń osobistą zaniepokojonej towarzyszki mógł być teraz wszędzie; zaszyć się w bezpiecznej kryjówce planując kolejną, nieoczekiwaną zasadzkę. Nie ufał im, śledztwa potrafiły rozciągać się w czasie pomijając najistotniejsze aspekty. Wymagały poświęcenia ze strony poszkodowanego, lecz czy w tej chwili, brunetka, mogła pozwolić sobie na tak absorbujące zadanie? I choć asekuracyjne pytanie, które padło z jego ust miało pomóc zorientować się w sytuacji, nie zamierzał naciskać na konkretne rozwiązanie. To nie była ich sprawa, musieli zapomnieć o niefortunnym zdarzeniu zwiększając swą czujność, rozwagę i wyczuloną obronę. Nigdzie nie było już bezpiecznie, powinni być tego po prostu świadomi. Opuszczając wstrętne, przesiąknięte upałem miasto mogli odetchnąć z ulgą. Piaskowa dróżka, która wyrosła pod ich stopami prowadziła w głąb podmiejskich terenów zielonych pełnych soczystych łąk, małych zagajników, pojedynczych drzew, których gałęzie nie ruszały się nawet o centymetr. Było gorąco, zdecydowanie zbyt gorąco. Zmarszczył brwi lekko niezadowolony: – Mogłem kupić więcej wody. – wyjawił wzdychając ciężko. Gardło domagało się nawilżenia, a mięśnie chwilowego odpoczynku. Czyżby zapomniał tolerancji i przyzwyczajenia do nad wyraz wysokich temperatur? Usłyszawszy odpowiedź, zerknął w kierunku kobiety i skinął głową. Choć do klubu pojedynków powrócił po bardzo długim czasie, zdążył zapoznać się z jego konstrukcją i najważniejszymi zasadami: – Ja również, tym bardziej, że wystąpiłem w tym elitarnym klubie po raz pierwszy od czasów szkoły? – powiedział z nutką niepewności zastanawiając się nad wypowiedzą. – Tak, ostatnim miejscem, w którym brałem udział w takiej formie pojedynków był Hogwart. – zaśmiał się pod nosem. Niewiarygodne, że czas przemknął mu przez place niczym drobne ziarnka wysuszonego maku. – Aż trudno w to uwierzyć. – dodał w zadziwieniu i sentymentalnym wzruszeniu. Potrzebował motywacji, aby kształcić swe umiejętności, zweryfikować poziom, na którym się znajduje. Nie oczekiwał zbyt wiele, ucząc się, że nawet najmniejszy błąd kosztuje.
Szansa, którą podjął została odebrana w bardzo krótkim czasie. Krwawa wojna wisząca nad zainteresowanymi, pozbawiła publicznej formy rozwoju. Musieli radzić sobie sami, aranżować treningi, kształcić umiejętności na własną rękę. Wyczuł bliźniaczy zawód, którym nasiąknął jej głos. Nie byli przyzwyczajeni do adaptowania w tak gwałtownych i wymuszonych zmianach. Sam westchnął ciężko rozglądając się po okolicy. Starał się nie tracić dobrego humoru, który po krótkiej chwili zobaczył również na jej twarzy. Zaśmiał się pod nosem: – Uwierz mi, że było. – skomentował, po czym uniósł brew zaciekawiony swobodną propozycją: – Oczywiście, że tak! Hmm… – ucichł na moment zastanawiając się czy pamięta podstawy wyniesione z kamiennych murów szkoły. – Chyba wolałbym coś prostszego, zahaczyć o podstawy. Nie jestem pewien czy moja wiedza z Hogwartu jest w jakikolwiek sposób utrwalona. - odpowiedział szczerze. Transmutacja nie była dziedziną wiodącą. Z czasem nauczył się dostrzegać jej przydatność, nieprzekraczalne walory. Żałował, że poświęcił jej tak mało uwagi. Idąc śladem koleżanki, zsunął z ramienia skórzaną torbę i rzucił ją pod pod pobliskie drzewo. Wyciągnął ramiona w celu rozciągnięcia, przygotowania do pojedynku. Zrobił również kilka obrotów szyją, gdyż ta dzisiejszego dnia przeszywała go nieregularnym bólem. Uniósł wzrok gdy przemawiała z oddali, machnął ręką jakby od niechcenia: – Nie jesteś ekspertką, ale i tak umiesz więcej niż ja. Co do łomotów, to pokonała mnie jedna, bardzo młoda dziewczyna właśnie na arenie. A gdzieś około stycznia… – zaczął wracając pamięcią do odległych wydarzeń: – Gdy mieszkałem jakiś czas w dzielnicy portowej, wybrałem się na trening z pewną barmanką… O mały włos nie wysadziłem w powietrze jakiegoś starego magazynu. – przyznał się niechętnie wykrzywiając usta w cienką linię. Czy powinien dzielić się tak niefortunnymi perypetiami? – Taki ze mnie rozbójnik. – skwitował na koniec rozładowując atmosferę. Błękitne tęczówki przesunęły się po polanie szukając odpowiedniego miejsca. Jednakże w tym samym momencie, towarzyszka pociągnęła go w stronę małego, liściastego lasku, który wydawał się wyczekiwać niespodziewanych wojowników. – W porządku. – wymamrotał włócząc się posłusznie za nową przewodniczką. Zajął miejsce przy rosłej topoli wyciągając różdżkę. Wyprostował plecy, wysunął nogę do przodu gotowy do konfrontacji. Łapiąc jej wzrok, krzyknął: – Możemy zaczynać. – po czym oddał się skomplikowanej praktyce. Meave okazała się świetną nauczycielką, w szybkim tempie załapał kilka, podstawowych zaklęć. Drewniana broń wypuszczała słupy światła tworzące udane inkantacje. Gdy walka przerodziła się w poważny pojedynek starał się być skoncentrowany, uważny, nie popełniać podstawowych błędów. Do pewnego momentu zachowywał stoicką, niewzruszoną postawę, jednakże zwodniczy urok uderzył wprost pod jego stopy; armia pająków pokrzyżowała mu plany. Próby przerwania zaklęcia kończyły się frustrującym fiaskiem. Pozbawiony głosu postawił wszystko na jedną kartę – przełamał barierę, zaatakował przy pomocy przyrody, która przyniosła mu zwycięstwo. Odetchnął z ulgą zginając się w pół. Był zmęczony, swędziały go stopy, kostki oraz dolna część łydek. Żebra bolały od niekontrolowanej salwy śmiechu, a mina wykazywała skruchę oraz zmartwienie: – Przepraszam jeśli zrobiłem ci krzywdę. Nie chciałem, cały czas uczę się tego zaklęcia. – wytłumaczył zgodnie z prawdą. Podrapał się po karku, czekając na reakcję. Usłyszał coś w rodzaju pochwały, ale czy aby na pewno? - Planta auscultatoris, rośliny stają się posłuszne woli użytkownika. Żeby dobrze zrozumieć jego naturę mocno przydaje się zielarstwo. Nauczę cię, choć sam nie mam nad nim całkowitej władzy. – wypalił jakby usprawiedliwiająco. Był z siebie dumny, starał się walczyć niestandardowo, obierając nieoczekiwane przez przeciwnika strategię. – Ja również. Robi się też trochę późno. Odprowadzę cię. – zaproponował przywołując lekki uśmiech na spierzchnięte wargi. Podchodząc do drzewa zaczął zbierać swoje rzeczy i przygotowywać się do powrotnego spaceru.





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

Hello, Sorrow,
because of you,
I am who I am.

OPCM : 20
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Norwich - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich [odnośnikNorwich - Page 3 I_icon_minitime18.01.21 8:16

- No proszę, nie podejrzewałam cię o takie rozrywki – przyznała cicho, starając się brzmieć lekko i żartobliwie, mimo to przyglądała mu się przy tym z uwagą. Jakiegoś starego magazynu? I czym dokładniej zajmował się w dzielnicy portowej…? To aż dziw, że go stamtąd nie kojarzyła. Nie chciała być jednak wścibska, skrzętnie gromadziła więc te skrawki informacji, którymi dzielił się z własnej woli. Może kiedyś jeszcze o tym porozmawiają, a może nie będzie okazji. Nie przypuszczała nawet, że niewiele później oboje splotą swe losy z działalnością Zakonu Feniksa.
Znaleźli odpowiednie miejsce – takie, w którym nikt nie powinien dojrzeć ich sylwetek, ani tym bardziej wielobarwnych wiązek zaklęć, z biegnącej opodal drogi – i zabrali się do dzieła. Wpierw zajmowała się pokazaniem Rineheartowi kilku prostych, lecz przydatnych czarów z zakresu transmutacji, mając nadzieję, że w ten sposób zainteresuje go tematem, a przy okazji udowodni, ile różnych zastosowań miała wspomniana dziedzina magii. Przemienianie przeciwników w gęsi, żaby czy tchórzofretki było imponujące, a przy tym dość zabawne, oczywiście, lecz poza klubową areną wiele odpowiedniejsze mogły okazać się inkantacje taka jak ta, dzięki której można było zmylić pościg. Vincent okazał się być pojętnym uczniem – co nie stanowiło większego zaskoczenia, znała krukonów aż za dobrze – nie potrzebował wiele czasu, by przyswoić odpowiednie ruchy różdżką i sposób, w jaki powinien akcentować słowa. Po nauce przeszli do zaproponowanego przez czarodzieja rewanżu; chciała się sprawdzić, poćwiczyć, lecz wiedziała, że nie powinna sięgać po zbyt drastyczne ataki – tym razem nie było przy nich nikogo, kto mógłby zająć się pilnym opatrzeniem odniesionych w trakcie pojedynku ran.
Łudziła się, że ta krótka rozgrzewka przygotuje ją do lepszego startu, mimo to dała się zaskoczyć, już na samym początku starcia lądując na plecach. Stawiała opór, uwięziła przeciwnika w pajęczynach, lecz cóż z tego – znów wyrzucił w powietrze silnym, używanym przez funkcjonariuszy źródłem wody, niewiele później nakazał roślinom opleść jej ręce, nogi, wytrącić różdżkę, tym samym kończąc pojedynek nim jeszcze rozpoczął się na dobre. Była zła, głównie na siebie. Przegrała z kretesem, musiała ćwiczyć – nie tylko zaklęcia, ale i władzę nad dochodzącymi do głosu emocjami. Pokręciła krótko głową, gdy Vincent zaczął przepraszać. Podchwyciła jego wzrok, bezwiednie pocierając nadgarstki. – To nic takiego – mruknęła, siląc się na uprzejmy uśmiech. Nie chciała przecież, by robił sobie wyrzuty. Oboje wiedzieli, na co się piszą, dopóki zaś była w stanie iść o własnych siłach, teleportować się do Lancashire, nie zamierzała podsycać poczucia winy, które i tak już mu towarzyszyło. – Teraz już rozumiem, do czego ci ta wiedza o roślinach – dodała z niegroźną kpiną, odnotowując w pamięci inkantację zaklęcia. – Nie przejmuj się. Naprawdę. Przyznaję, wybiłeś mnie z rytmu, ale… Przecież o to chodziło. Skutecznie unieszkodliwiłeś przeciwnika. – Wzruszyła ramionami, próbując go w ten sposób pocieszyć. – Poćwicz. Chętnie się do kiedyś nauczę – dodała łagodniej, nim zaczęła zbierać swoje rzeczy; schyliła się po torbę, czując obolałe, obtłuczone plecy. Wygięła usta w grymasie bólu, nim jednak znów odwróciła się w kierunku rozmówcy, przybrała na twarz maskę opanowania. – Nie wracajmy… tam. Dobrze? – zaproponowała cicho, mimowolnie wracając pamięcią do Norwich i podążającego jej śladem mężczyzny; strach powrócił, usztywniając mięśnie, odbierając pewność siebie. – Przejdźmy się kawałek w głąb lasu. Stamtąd teleportuję się do domu – dodała, siląc się na namiastkę stanowczości. Otrzepała spódnicę z gałązek i trawy, nie prezentowała się najlepiej po tych kilku upadkach, to jednak bez znaczenia. Zaraz wróci do siebie, do mieszkania, weźmie Rolanda w ramiona i wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję za ratunek. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie ty – przyznała szczerze, wdzięcznie, ostrożnie podchwytując przy tym spojrzenie idącego obok Vincenta; okazał jej dobroć, choć byli dla siebie obcymi ludźmi. Nie zamierzała o tym zapomnieć. Niewiele później pożegnała się i zniknęła z cichym pyknięciem, wpierw obiecując, że podeśle mu księgę o podstawach transmutacji.

| zt <3




We will no longer fear
Sirens and despair
Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Norwich - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich [odnośnikNorwich - Page 3 I_icon_minitime18.01.21 14:04

Zaśmiał się pod nosem praktycznie niedosłyszalnie, gdy szczególne zdanie wypowiedziane przez kobietę, wydobyło się na letnią powierzchnię. Westchnął ciężko, jakby sam nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Potrafił wpadać w najgłębsze kłopoty, pojawiać się pośród naprawdę dziwnych zdarzeń, które następnie przekształcały się w nieoczekiwane i niechciane konsekwencje. Los lubił z niego drwić, rzucać na głęboką wodę. Ciekawość przezwyciężała zdrowy rozsądek: – Ja siebie też nie podejrzewałem. – skomentował szybko chcąc usprawiedliwić niereformowalne zachowanie. Dzielnica portowa była jego domem, a w dawnych czasach najprawdziwszym azylem. Ukrywał się przed niesprawiedliwością doczesnego świata, wymaganiami oraz odpowiedzialnością narzucaną przez srogiego i despotycznego rodziciela. Nikt nie miał prawa odnaleźć go pośród blaszanych magazynów, zszarganych łódek, czy poplątanych mostów, dzięki którym przemierzał odległość z największą łatwością. Nigdy nie dostrzegł tam swej tajemniczej towarzyszki. Czyżby załatwiała tam jakieś szemrane interesy? Poszukiwała pracy, wykonywała zlecenie, osobiste śledztwo? Wiele niedopowiedzeń miało pozostać między tą dwójką, choć przeznaczenie coraz częściej krzyżowało ich drogi. Nieświadomie przynależeli też do tej samej, bojowniczej organizacji.
Walka rozpoczęła się w dość nieoczekiwanym momencie. Zazwyczaj preferowałby przygotowanie, uprzedzenie działania, lecz czy nie na tym polegała wojna? Przeciwnik mógł zaatakować w każdej chwili, bezlitośnie. Bez skrupułów, stając za plecami oddałby ostateczny cios pozbawiając cennego, krótkiego życia. Dlatego też bardzo szybko przepędził niestabilne myśli skupiając się na zadaniu. Pytał, analizował, powtarzał wypowiadane inkantacje, aby wycisnąć jak najwięcej cennych informacji. Nie marnował ani chwili zapamiętując płynne ruchy różdżki oraz zastosowanie nowo poznanego uroku. Cieszył się gdy efekt przychodził w tak szybkim czasie – był pojęty, ambitny, konsekwentny w swym działaniu. Posiadał również ogromne pokłady cierpliwości choć w głębi duszy potrafił skarcić się za najmniejszą drobnostkę. Nauka dość płynnie przemieniła się w prawdziwą walkę. Początkowo nie pomyślał o zdrowotnych konsekwencjach, atakując z rozmachem. Niefortunne obicia drogiej przeciwniczki dały do zrozumienia, że odrobinę przesadził; zagalopował się w nieodpowiednim kierunku. Spoglądał przed siebie z wyraźnie zatroskaną miną chowając różdżkę do prawej kieszeni. Wyglądała na obolałą, może odrobinę niezadowoloną? Jeżeli czuła się źle, mógł odprowadzić ją do pobliskiego uzdrowiciela. Kiwną głową ze zrozumieniem: – Jakby coś się działo, to mów od razu. – nakazał wzdychając przeciągle. Co w niego wstąpiło? Skąd ten brak powściągliwości? Jeszcze przez chwilę będzie miał ją na oku. Podchodząc do porzuconej torby, zgarnął ją i zawiesił na ramieniu. Odkręcił się na pięcie podążając w stronę brunetki: – Niektóre dziedziny można wykorzystać w praktyce. – powiedział spokojnie wzruszając lekko ramionami. Magia bywała elastyczna, pozwalała na odkrycie i modyfikację jeśli trafiła na zainteresowanego czarodzieja: – I tak powinienem być ostrożniejszy. – dodał jeszcze z wyraźną dezaprobatą dotyczącą swojej osoby. Poczekał aż odpocznie, pozbiera najpotrzebniejsze szpargały. Późne popołudnie rozkładało się na błękitnym niebie. Słońce obniżyło się o kilka centymetrów rozświetlając szerokie połacie łąk swym najpiękniejszym blaskiem. – Dobrze. – zgodził się niemalże od razu wybierając zupełnie inną drogę. Postanowił towarzyszyć jej, aż do momentu bezpiecznej teleportacji. On sam, idąc jej śladem poprawił pogniecione ubranie i siląc się na nieco mniej żwawą rozmowę poszedł w wyznaczonym kierunku. Temperatura opadła chłodząc rozgrzane policzki. Robiło się coraz przyjemniej, mimo tabunów denerwujących i brzęczących owadów. Może jednak przejdzie się jeszcze na niezobowiązujący spacer? Zatrzymał się zaraz za kobietą. Zerknął w jej stronę i uśmiechnął się lekko nie widząc dlaczego tak często mu dziękuje: – Jak już mówiłem, to drobiazg. Byłem w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Jakbyś czegoś potrzebowała, twoja sowa powinna mnie znaleźć. – zagaił na odchodne oferując dalszą, bezinteresowną pomoc.
– Do zobaczenia. – rzucił jeszcze podnosząc dłoń w wyrazie nieśmiałego pożegnania. Chowając ręce do kieszeni ruszył przed siebie chcąc nacieszyć się piękną pogodą. Odetchnął świeżym, letnim powietrzem rozmyślając nad szaleństwem dzisiejszego dnia. Ciekawie co takiego przyniesie ten następny?

| zt  serce





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
 

Norwich

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Norfolk-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21