Wydarzenia


Ekipa forum
Ogródek pani Turner
AutorWiadomość
Ogródek pani Turner [odnośnik]16.07.19 20:14

Ogródek pani Turner

★★
Ogródek pani Turner to urokliwe miejsce odgrodzone budynkiem od głównego gwaru ulicy - wpierw należy wejść do kamienicy, potem - za sprawą tylnego wyjścia - znaleźć się na podwórku. Otoczony wysokim murem i tak jest słoneczny, jednocześnie dość zacieniony, by bladolice damy mogły pozostać w kojącym cieniu. Wewnątrz ogródka unosi się słodki zapach kwiatów, ziół oraz drzew, istny raj dla zmysłu powonienia i piekło dla alergików. Rozłożyste błękitne hortensje kwitną kępkami, kwiaty jabłoni są zaczarowane tak, by wypuszczały kwiaty przez cały sezon, akacje obezwładniają zapachem, a wysokie malwy wabią wielobarwne motyle. Mniejsze lawendy, mięty oraz kocimiętki raczą gości intensywną, ale przyjemną wonią. Białe stoliki porozstawiane są na zwieńczeniach piaskowych ścieżek utwardzanych kamieniem tak, by nie sprawiać problemów spacerującym kobietom, przy krzesełkach oraz ławeczkach znajdują się poduszki i koce, którymi można się okryć w chłodniejsze dni, a pomiędzy wysokimi krzewami w głębi ogródka dostrzec można także dużą bujaną huśtawkę. Pani Turner jest pucułowatym karłem, lubi zdobne suknie i zwykle przebywa przy jednym ze stolików, obserwując, czy wszyscy jej goście są w pełni usatysfakcjonowani wygodą. Zamówienia zbiera jej skrzatka, Pustka, która serwuje słodkie desery oraz ciepłą angielską herbatę w różnych smakach i świeżo wyciskane soki, głównie z tutejszych jabłoni. Przy stołach zawsze leży przynajmniej kilka egzemplarzy Czarownicy - możesz po nie sięgnąć, jeśli chcesz. Oprócz aktualnego, zwykle leży także archiwalny.

Rzuć kością k10:
1: Modna mimo niepogody, grudzień 1956
2: Inwazja bahanek, marzec 1957
3: Podsumowanie towarzyskie, styczeń 1957  
4: Za skorowidzem..., kwiecień 1957
5: Być kobietą..., czerwiec 1957
6: Lato na sportowo, lipiec 1957
7: 50 twarzy Francisa Lestrange, październik 1957
8: Rozwój godzien szlachty, styczeń 1958
9: Nowy rok - nowa Ty!, styczeń 1958
10: Sabat Ostara, marzec 1958
Lokacja zawiera kości.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:22, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]28.04.20 2:04
| 3 maja

Piękny, wiosenny dzień sprawiał, że Dudley aż źle się czuł siedząc w domu. Chwycił więc książkę („Skuteczne techniki magicznych pojedynków” słynnego Josepha Harolda Juniora), zmienił buty i wyszedł na Pokątną, oddychając nań pełną piersią. Jak tu było cudownie! Wprawdzie Londyn wyraźnie opustoszał, ale Sheridan nie miał zamiaru na ten fakt narzekać. Przeciwnie wręcz! W końcu Pokątna nie cuchnęła aż tak bardzo i w końcu dało się po prostu po niej przejść, bez przeciskania się przez tłum. Ci, którzy nie mieli zamiaru rejestrować różdżki, już dawno opuścili stolice, więc Dudley był przekonany, że w końcu mijają go porządni czarodzieje. Ci, którzy przypadkiem nie zarażą go jakąś mugolską zarazą. Brr. To byłoby straszne.
Doskonale znając każdy zakątek – wszak wychował się właśnie na taj ulicy! – wszedł do jednej z kamienic, aby następnie trafić do niewielkiego, urokliwego ogródka. Lubił to miejsce. Choć na pobliskiej ulicy panował zgiełk, tu zwykle rządziła cisza, przecinana tylko ptasim śpiewem. Przychodził tu od lat, niegdyś razem z matką, i często studiował tu bardziej i mniej ciekawe lektury.
Przysiadł przy jednym z krzeseł, odgarniając z czoła pojedynczy loczek. Och, chyba w końcu musi ściąć te włosy! Tylko jakoś tak… nie śpieszno mu było do fryzjera. Miał zawsze ciekawsze rzeczy na głowie. Chociaż te jego włosy to chyba Frances całkiem lubiła. Prawda, że lubiła?
Pustka nawet nie podchodziła do chłopaka, doskonale wiedząc, co zamówi stały klient. Herbata z sokiem winogronowym w tym miejscy to było to! Dudley zawsze zamawiał to samo, niezależnie od tego, jak upalny był dzień. Gdy w końcu przysiadł i dostał swój napój, natychmiast zaczął czytać.
A cóż to była za lektura! Opowiadała o tym, jak należy się pojedynkować. Jakich zaklęć używać, a jakich lepiej nie. Autor pisał o skuteczności Flurgo i tłumaczył różnorakie sposoby na prędkie powalenie przeciwnika. Młody Dudley, od lat zafascynowany pojedynkami, regularnie do niej wracał i zawsze odnajdował coś nowego, kolejną warstwę do odkrycia. Ciekawy był też rozdział o samej historii pojedynków, do którego chłopak nie raz i nie dwa zaglądał. Praca Harodla Junora była absolutnie doskonała i choć Dudley w swoich rękach miał już wiele pozycji o takiej tematyce, ta konkretna zajmowała szczególnie miejsce w jego sercu.
Gdy czytał, kątem oka przyuważył jeden ze starych numerów „Czarownicy”. Raczej po nią nie sięgał, ale Frances chyba tak? Wprawdzie była inteligentną kobietą, ale dalej kobietą – a one chyba lubiły to pismo. Sheridan odłożył więc na chwilę książkę, sięgając po gazetę.
Ciekawe, czy te treści w ogóle mają jakąkolwiek wartość?


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]28.04.20 2:04
The member 'Dudley Sheridan' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]29.04.20 15:25
Spacery po Londynie od ponad miesiąca można było uznać za czystą przyjemność. Gdy pracowała w Mungu starała się pokonywać drogę do Westminster możliwie jak najszybciej, bo wszechobecne tłumy i brzęczenia śmiesznych mugolskich maszyn przyprawiały ją jedynie o ból głowy. A wcale nie była szczurem domowym - lubiła wychodzić na zewnątrz, oddychać przestrzenią, wędrować w celu pozbierania myśli albo wręcz przeciwnie, rozproszenia ich w otaczającym świecie. Najlepiej uczyła się przez ruch i praktykę, zawsze najbardziej upodobała sobie te zajęcia kursu uzdrowicielskiego, które spędzali w prosektorium z preparatami albo ćwicząc zaklęcia lecznicze. Włożyć w coś rękę, machnąć różdżką, obejrzeć z bliska, spróbować, to zawsze było lepsze od biernego sporządzania notatek, choć oczywiście po tylu latach nauki magomedycyny i ten aspekt miała opanowany do perfekcji. Potrafiła się koncentrować nad książkami, a w każdym razie przez większość czasu, ponieważ ostatnie problemy z pieniędzmi i ważne decyzje, które podejmowała, skutecznie zaprzątały jej głowę, gdy tylko przez długi czas siedziała w ciszy w jednym miejscu.
Nic więc dziwnego, że zdecydowała się wykorzystać ładną pogodę i zawędrować z torbą gdzieś, gdzie nie będzie się czuć tak bardzo przytłoczona. Niezbyt daleko, nie było sensu opuszczać Pokątnej, skoro i tak wkrótce wróci. Na czarodziejskiej ulicy zazwyczaj wrzało od czarodziei, którzy załatwiali swoje sprawy upchnięci w jednym miejscu, ale od kiedy całe miasto się przerzedziło, nawet tutaj dało się znaleźć wygodny, odludny punkt. Postawiła na ogród nie ze względu na estetyczne walory, na których przecież jej nie zależało, lecz przez względną dyskrecję. To jasne, że nie przyniosłaby ze sobą w publiczne miejsce książek o wątpliwej moralności, ale świeże powietrze doskonale nadawało się, by poczytać nieco o zwykłej, legalnej magii obronnej. Frustrowało ją to niemiłosiernie, ale musiała przyznać, że w tym temacie wciąż miała wiele do nadrobienia.
Okazało się, że u Turner, gdzie jeżeli już przychodziła to tylko na mocną kawę i cynamonowe ciastko (z ciastka zrezygnowała, bo skoro i tak musiała oszczędzać, równie dobrze mogła zrezygnować z tego, co tuczy) nie będzie dzisiaj sama, co początkowo przyjęła z wymownie wzgardliwym, acz bezgłośnym westchnięciem. Po paru chwilach tkwienia milcząco w wejściu do ogrodu postąpiła kilka lekkich kroków w głąb, dając upust ciekawości. Chłopiec (nie znała go co prawda, ale loki mimowolnie skojarzyły jej się bardziej z nieopierzonym nastolatkiem niż prawdziwym mężczyzną) również przyniósł ze sobą książki i miała zamiar spojrzeć mu dyskretnie przez ramię, by odczytać tytuły.
A więc magia pojedynkowa?
Cóż, w tym wypadku mieli wspólny punkt, a raczej mieliby, gdyby kretyn zamiast kontynuować pożyteczną lekturę nie sięgnął po jedną z wielu bezużytecznych gazet, które Turner wszędzie rozkładała.
- "Nie odzywaj się niepytana"? W życiu nie słyszałam większej szowinistycznej bzdury - zdradziła się z obecnością, nachylając nad stołem i omiatając gazetę długimi blond włosami. - Choć panu by to zapewne odpowiadało?
Skoro już tutaj przyszła, mogła przynajmniej spróbować przepędzić niechcianego towarzysza jakąś soczystą sprzeczką.





everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
rotten
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]29.04.20 20:09
Dudley otworzył leżące przed nim czasopismo, natychmiast trafiając na artykuł opisujący to, jak dama powinna zachować się w towarzystwie. Kiwał z uznaniem głową, czytając kolejne punkty. Wszak to było co najmniej oczywiste, że dama nie powinna interesować się polityką. Upomniał też sam siebie, aby unikać tak drażliwych tematów przy Frances. Powinna skupić się na alchemii i nauce, a nie politycznych zagrywkach, chociaż uznawał, że kobieta powinna mieć choć drobne pojęcie na temat tego, co się działo. Choćby dlatego, że to przecież wpływało i na ceny, i na modę. Kobieta stojąca u jego boku powinna wiedzieć, jak należy zachować się w towarzystwie w danej sytuacji! To było kluczowe, jeśli Sheridan miał wspinać się po szczeblach kariery.
A alkoholem nikt nie powinien gardzić, zaś kobieta powinna znać wszystkie upodobania swojego mężczyzny. Tak, by wiedzieć, co należy podać! Przeszło mu przez myśl, że to pisemko nie było wcale tak głupie. Choć rozrywkowe, pełniło też funkcję edukacyjną. Jeśli Frances faktycznie je czyta, Dudley nie miał zamiaru protestować!
Zaczytany, nie zwrócił uwagi na jasnowłosą kobietę, która pojawiła się na ogrodzie i aż podskoczył, gdy się odezwała tuż przy jego uchu.
Och, eeee… em… pani nie doczytała reszty! – odrzekł natychmiast. – Wszak tu o politykę chodzi! – powiedział nerwowo, natychmiast zamykając pismo, czując się trochę głupio, że został przyłapany na czytaniu czegoś kobiecego. Jeszcze sobie by pomyślała, że jest jakimś… jakimś zboczeńcem, czy coś! A on tylko z ciekawości! Naukowej ciekawości! Musiał wiedzieć, co mogło potencjalnie interesować jego ukochaną! – Nikt nie powinien odzywać się niepytany, jeśli się na czymś nie zna – powiedział pewnie, siadając prosto jak ściana i unosząc wysoko głowę. – Nie sądzi pani? Toż to głupie jest! I nieodpowiedzialne, bo można bzdury pleść! – stwierdził, jedną z dłoni obejmując okładkę swojej własnej książki. On tu przybył ją czytać! A nie zagłębiać kobiece pisemko!
Wziął głęboki oddech, po czym dodał:
Poza tym to też dotyczy wyższych sfer! Każdy z nas powinien wiedzieć, jakie zasady obowiązują go w towarzystwie arystokracji! – dodał.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]03.05.20 14:35
Odgadła, chłopiec bez wątpienia musiał być młody - nie miałaby nawet pewności, czy jest dorosły, gdyby nie to, że początkiem maja zdecydowana większość uczniów nadal siedziała w szkole i przygotowywała się do egzaminów. Cieszyła się, że ma to już za sobą - uwielbiała się uczyć, ale nie cierpiała porażek, więc zawsze zarywała noce i rwała sobie włosy z głowy, byle tylko dostać zadowalające ją stopnie. Teraz nikt nie dyszał jej w kark, nie poganiał terminami, nie groził zamknięciem drogi do przyszłego zawodu, ale i tak czuła się niezwykle zobligowana do tego, by poświęcać każdy wolny moment na edukację. Odczuwała ten sam rodzaj stresującej i słodkiej zarazem motywacji, co podczas poszerzania wiedzy medycznej. Wiedziała, że wszystko to przyda jej się w praktyce, być może już wkrótce.
Przez krótki moment obserwowała jak chłopiec plącze się zabawnie, wybity z rytmu i zażenowany tym, że przyłapała go... właściwie na czym? Tak naprawdę niewiele ją obchodziło, co czyta w wolnym czasie (jakkolwiek pustym pismem nie byłaby Czarownica), chciała jedynie, żeby sobie stąd poszedł. Niby nie miała praw do tego, by zawłaszczać sobie kawałek terenu publicznej kawiarni? Phi, wkrótce się przekona.
Ze złośliwym uśmiechem odrzuciła włosy z powrotem za plecy i usiadła przy stole naprzeciwko chłopaka, ani na chwilę nie przestając spoglądać mu prosto w oczy. Sama wyglądała raczej skromnie, była szczuplejsza, bledsza, bardziej koścista niż przed dwoma miesiącami - nawet jasna, nieco zaróżowiona skóra opinała się ciaśniej na kościach jarzmowych. Nie dbała o makijaż, czy biżuterię, na ramiona zarzuciła tylko lekką, czarodziejską szatę o barwie granatowej z czarnym wykończeniem, bezkształtną, z rodzaju tych, których nie dało się zakwalifikować konkretnie do kategorii damskich lub męskich.
- O-czy-wiś-cie - odparła zimno, gdy nieznajomy bąknął coś o polityce. No tak, przecież jak taki zamknięty w ciasnej ramce reguł młodzieniec mógłby kiedykolwiek połączyć ze sobą słowa "kobieta" i "polityka". To prawie jak z "mężczyzna" i "własny rozum", za grosz dopasowania.
Słuchała go dalej z brodą podpartą na wąskich dłoniach, mrucząc w potwierdzeniu, choć tak naprawdę czuła wyłącznie rozbawienie i frustrację.
- Nie wypada mówić o tym, czego się nie rozumie, racja, ale w takim razie pozwoli pan, że zapytam: na czym mogą znać się kobiety? Jeżeli polityka odpada z góry, dobrze byłoby znaleźć alternatywy.
Uważnie oczekiwała odpowiedzi, równocześnie przygotowując się do ataku.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
rotten
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]03.05.20 18:04
Dudley wcale nie zadawał sobie sprawy z tego, że jest odbierany przez otoczenie jako uczeń. Elvira nie była wyjątkiem w ocenie Sheridana, jednak ten zawsze uznawał siebie za dojrzałego ponad wiek. Wszak mało kto tak dobrze rozumiał rywalizacje, jak on! Mu nigdy (ale to nigdy!) nie zdarzyło się płakać przez przegraną w trakcie turnieju czy też zazdrościć komuś talentu. Doskonale wiedział, że jeśli chciał coś osiągać, musiał sam ciężko pracować. A ta wiedza świadczyła przecież o jego prawdziwej, najprawdziwszej dojrzałości. Nie był jak inni jego rówieśnicy, nie wiedzący co chcą od życia. Nawet taki Steffen, choć starszy, był o wiele bardziej dziecinny.
Gdy Elvira usiadła tuż przed nim, odruchowo wyprostował się, jakby podświadomie chcąc odsunąć się od blondwłosej kobiety. Nie wzbudzała u niego najcieplejszych uczuć. Nie dość, że przeszkadzała mu w czytaniu to jeszcze dosiadała się bez pytania. Tak się nie robi! Czy nieznajoma nie rozumie zasad dobrego wychowania?
Zmieszał się na kolejne jej słowa. Nie chciał przecież panny w żadnym razie urazić, to nie było nigdy jego celem! A ona go atakowała, jakby… jakby powiedział coś złego! Przecież nawet nie wspomniał, że kobieta nie może być politykiem! To, że pań w tej dziedzinie życia nie było wynikało niewątpliwie z ich braku talentu do niej bądź też brakiem zainteresowania. To było jasne jak słońce.
Poza tym panie i tak miały za dużo na głowie z tymi wszystkimi… dziećmi i ładnym wyglądem. Skąd miałyby mieć  czas na karierę, wyłączając oczywiście jednostki specjalnie uzdolnione (jak Frances)?
Eee… ale ja nie mówiłem, że polityka z góry odpada! – stwierdził, próbując się jakoś wybronić. – Ale przecież panna chyba rozumie, że eee… większość dam się tym no, tego! Nie interesuje! Ja nie będę mówić, czym mają się interesować! Ale to jasne jak słońce, że większość dam zainteresowana jest tą… no… modą, I gotowaniem. To eee… takie tego… naturalne no. – Pokiwał głową. – Tak ten… Merlin… świat stworzył, nic ani ja, ani panna nie poradzimy – zakończył swój wywód, zadowolony, że udało mu się tak zgrabnie wybrnąć z całej tej, średnio wygodnej sytuacji.
Czy to oznaczało, że nieznajoma panna zaraz sobie pójdzie i pozwoli mu czytać książkę? Naprawdę miał gorącą nadzieję, że tak!


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]06.05.20 12:14
Elvira znała zasady dobrego wychowania na tyle, na ile zostały jej przekazane w rodzinnym domu i w szkole. Multonowie dbali o tę edukację jedynie w ograniczonym zakresie - chociaż płacili za nauczycieli i przypominali Elvirze wyrywkowo o takiej lub innej regule, w rzeczywistości niczego nie potrafili jej odmówić, ponieważ była ich pierworodną, ich małą muzą. Muzą, która właśnie dzięki ich spolegliwości nauczyła się jak przyjemne i korzystne mogło być owinięcie sobie drugiego człowieka wokół palca, jak wiele zyskiwało się po przywdzianiu maski. Potem przyszedł Hogwart, dorośli, którzy nie pozwalali sobie wejść na głowę, dla których była tylko uczniem - jednym z wielu - do tego krnąbrnym i nieposłusznym. Zasady narzucano jej siłą przy pomocy szlabanów lub nagan, wtedy też doszła do wniosku, że nienawidzi być ograniczaną. Od tamtej pory sama wybierała sobie reguły, do których i kiedy chce się dostosować. Młokos z ogródka pani Turner z pewnością nie był na tyle godnym rozmówcą, żeby próbowała się przed nim popisywać manierami.
Fakt, czasami przyjemnie było patrzeć, jak towarzysz miesza się w odpowiedzi na elokwencję i klasę, ale w tym wypadku nie było to potrzebne. Wystarczyło, że patrzyła mu cały czas w oczy, uśmiechała się lekko kącikiem ust i nie dawała za wygraną. Dzieciak już jąkał się i kręcił zażenowany głową, a ona jeszcze nawet dobrze nie zaczęła.
- Merlin świat stworzył - powtórzyła z nieznacznym rozbawieniem, zaplanowanym, słodko sarkastycznym.
Chwilę później skinęła głową kelnerce, która przyniosła jej zamówioną kawę. Była zupełnie czarna z nieznacznymi przebłyskami brązu, bez mleka, pokusiła się jednak o małą łyżeczkę cukru ze stojącej między nimi porcelanowej cukiernicy. Wykorzystała moment, by dać chłopakowi złudną nadzieję, że wreszcie dała mu spokój.
- Brzmisz na bardzo niezdecydowanego - zaczęła znów miękkim tonem, wsuwając kościsty palec w ucho filiżanki i bezwiednie obracając nią po stole. - Raz mówisz o modzie, raz o gotowaniu, a w międzyczasie jeszcze, że nie zamierzasz wydawać osądów za kobiety - Wychyliła się do przodu, opierając drugi łokieć na stole. - Konkluduję, że nie miałeś okazji poznać zbyt wielu dam. Czyżby od ciebie stroniły? Ale w porządku, dam ci szansę - Uniosła łyżeczkę i oblizała ją powoli. - Spróbuj zgadnąć: czym ja się interesuję?
Było ciepło, dostała nareszcie swoją pierwszą dzisiejszego dnia kawę, więc jej humor stał się podejrzanie dobry.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
rotten
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]06.05.20 14:19
Trudno było Sheridanowi nie pokiwać głową i nie wydobyć ze swojego gardła krótkiego:
No, tak chyba było.
Niezbyt to było bystre, jednak Dudley, skupiony na próbie opanowania nerwów, nieszczególnie potrafił to zauważyć. Sięgnął po napój, omal go nie wylewając, jednak na szczęście koniec końców nie uronił ani kropli. Spojrzał na Elvirę, uśmiechając się nieco głupio. Nieznajoma kobieta, choć wyraźnie od niego starsza, miała całkiem ładną twarz. Jasnowłosa, ze szlachetnymi rysami, mogłaby być nawet piękna, gdyby nie jej całkiem skwaszona mina.
Jak stronią! Nie stronią! – stwierdził, nieco oburzony tą teorią nieznajomej. – O, nawet panna… panna ze mną siedzi teraz! Znam panny! Co się zajmują i… i… sztuką, i… i… alchemią! I historią również! – mówił. O sztuce kłamał, ale przecież matula była historyczką, a Frances doskonale znała się na alchemii. Mówił więc tak prawie prawdę.
Towarzystwo tej kobiety naprawdę zaczynało Sheridana irytować. Czuł, że nieznajoma próbuje z niego drwić, a chłopak tego zdecydowanie nie lubił. Przecież był szanowanym archiwistą! To znaczy, młodszym archiwistą, ale jednak! Już nie sprzątaczem. Nawet najpiękniejszej kobiecie na świecie (jaką była Frances) nie mógłby pozwolić na takie traktowanie! Z drugiej jednak strony nie mógł być przecież być niegrzeczny w stosunku do kobiety. To on był umysłem i tarczą. Musiał wykazać się większym taktem niż jakaś tam nieznajoma.
Ale ja panny nie znam, jakże mogę zgadywać! – uznał. Zamyślił się jednak na chwilę, dodając jednak: – Ale ma panna ładne włosy, to może fryzjerstwo pannę interesuje? – powiedział, kiwając głową. – Ręce zdaje się mieć panna delikatne, więc zgaduję, że ani panna nie gotuje za dużo, ani nie para się archeologią – uznał. Doskonale pamiętał, że dłonie jego matki zawsze były sfatygowane, a jej przyjaciółka pracująca jako kucharka zawsze miała poparzenia na dłoniach.
Jakże mogła dawać mu takie zadanie! Nie znał nawet jej imienia! Jak więc mógł dopasowywać do niej zawód? Chociaż z tak ciętym językiem to mogłaby być jakąś urzędniczką. One zawsze były nieprzyjemne i nerwowe, jakby siedzenie za biurkiem zepsuło ich marzenia o rodzinie z pięknymi dziećmi i bogatym mężem.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]14.05.20 12:24
Elvira lubiła szczycić się naturalną, nietkniętą przez magiczne specyfiki urodą. Natura obdarzyła ją wszystkim tym, czego poskąpiła jej matce, dzięki czemu przez każdą rysę jej gładkiej, wciąż młodej twarzy przebijała szlachecka wyniosłość godna czystokrwistej lady. Włosy jasne i miękkie niczym futro demimoza również odziedziczyła po kądzieli, ale w przeciwieństwie do starej Multon potrafiła o nie zadbać, zadbać o siebie, dzięki czemu dopełniały obrazu lodowej dziewicy zamiast odznaczać się jak jedwabna chusta na słomianej kukle. W duszy nosiła przekonanie, że jest najpiękniejszą kobietą na Ziemi, piękniejszą nawet od osławionych arystokratek, w rzeczywistości jednak nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielkie piętno na urodzie odciskało przewlekłe zmęczenie do pary z nieskrywaną złośliwością. Nie dbała o siebie tak, jak robiły to dziewczęta dworskie, nie miała na to czasu, a wulgarne obycie i pogarda wykrzywiały jej niewieści wizerunek wystarczająco, by stał się odpychający.
- Naprawdę myślisz, że usiadłam tutaj dlatego, że mnie zainteresowałeś? - zapytała, nie mogąc powstrzymać ironicznego parsknięcia. To pytanie było kluczowe, pierwszy trop w kierunku jej prawdziwych intencji, których nie omieszkała wytknąć. - Zdecydowanie preferowałabym, gdyby cię tu nie było. - Wymownym gestem oparła jasną dłoń na przyniesionych ze sobą książkach. - Skoro znasz kobietę-historyczkę i kobietę trudzącą się alchemią, to dlaczego pierwszym, co przyszło ci do głowy, było gotowanie i moda? - wytknęła z udawanym oburzeniem; seksizm w rzeczywistości ją drażnił, ale spotykała się już ze znacznie bardziej frustrującymi jego przejawami. - Wydaje mi się, że kłamiesz - Upiła łyk kawy, ani na chwilę nie przymykając powiek i nie tracąc go z oczu. Była to z jednej strony złośliwość, a z drugiej zwyczajna ostrożność. Chłopcy, zwłaszcza tak młodzi, bywali głupi i nieprzewidywalni, gdy nadepnęło im się na ego.
W odpowiedzi na oburzenie jedynie wzruszyła niedbale ramieniem.
- To test psychologiczny - wyznała enigmatycznie. - A ty właśnie go oblałeś - Odłożyła filiżankę i nachyliła się dla efektu. - Jestem uzdrowicielem. A moja diagnoza dla ciebie to skrajna niedojrzałość i patologicznie wąskie perspektywy. - Uśmiechnęła się cierpko i sięgnęła po jedną ze swoich książek, otwierając ją na zakładce.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
rotten
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]19.06.20 21:27
Czemu ostatnio tak często czuł się źle w towarzystwie kobiet? Nie w przypadku Frances, oczywiście, że nie. Ale te inne… budziły w nim nerwowość i stres. Sprawiały, że nie wiedział co powiedzieć i jak powiedzieć, bo odnosił wrażenie, że każdy drobny ruch denerwuję tę żeńską rasę. Starał się być przecież szarmancki, miły i… i uczynny! Potrafił się przecież wysławiać, nie był byle-kim! A one go tak od razu atakowały, nawet jak się starał i trzymał język za zębami.
Życie w szkole było jednak łatwiejsze. Tam mógł po prostu trzymać się kolegów. Nastolatki raczej nie podchodziły do męskiej grupy, a jednocześnie Dudley nigdy nie był na tyle samotny, aby musieć to zrobić. Chłopaki w Hogwacie to jednak było coś. Właściwie… gdyby mógł odzyskać tamte czasy. Tamte, w których był prymusem w pojedynkach i prymusem w historii magii, lubianym przez chłopaków i czasem nawet cicho adorowanym przez młodsze koleżanki… chyba nie zawahałby się i oddał za to nawet swoją relację z Frances. Może i dziewczyna była mu bliska, ale tamte czasy jednak naprawdę były dużo łatwiejsze.
Eee… no ale… tu jest dużo… dużo miejsca – mruknął, rozglądając się wokoło. U pani Turner zwykle było dość cicho i pusto, szczególnie teraz, gdy Londyn opustoszał. Przecież właśnie dlatego tu przychodził. A jednak nieznajoma postanowiła usiąść właśnie naprzeciwko niego. To chyba coś musiało oznaczać.
Bo przecież każdy musi jeść! I… eee.. się ubierać! – powiedział, starając się opanować nerwowość. Szczerze mówiąc, dość nieudolnie. Musiał to przyznać nawet sam przed sobą. – Czemu miałbym? – Głos Sheridana zrobił się nienaturalnie wysoki.
Słysząc coraz to kolejne obelgi wziął głęboki oddech. Musi się opanować i wyjść z tej sytuacji z godnością, po prostu musi! Tylko jak do tego doprowadzić? Pyskówka z wciąż młodą i piękną kobietą raczej nie sprawi, że będzie przez nią lepiej postrzegany. Poza tym wydawało mu się, że nieznajoma już spisała go na straty, nawet nie dając mu szansy na wykazanie się. A przecież naprawdę się starał!
Zamknął więc książkę i z lekkim wahaniem, wstał.
Jeśli panna nie chce mojego towarzystwa to ja po prostu się usunę – powiedział, siląc się na suchy, pozbawiony emocji ton. – Wszak jak niedojrzałego mężczyznę z patologicznie wąskim spojrzeniem na świat przystało, muszę ustąpić kobiecie, która, zapatrzona w swój własny świat i ego, nie ma w sobie ani krzty damy nawet spotykając nieznajomą osobę – powiedział za szybko, na jednym wydechu, wyraźnie urażony.
A potem odwrócił się i odszedł, obiecując sobie, że będzie unikał tego miejsca. Nie miał ochoty na kolejne spotkania z jasnowłosą uzdrowicielką.

| zt Dudley


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogródek pani Turner EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]23.06.20 13:12
Fakt, że młody chłopiec z ogródka Pani Turner nie miał jeszcze okazji dobrze się zapoznać ze wszystkimi elementami hierarchii społecznej z każdą chwilą stawał się dla Elviry dobitniejszy. Nawet jeżeli utrzymywał regularne kontakty z kobietami - w to nie śmiała wątpić, zwłaszcza, że wyglądał na młokosa świeżo po szkole, a raczej nie sprawiał wrażenia chorowitego szlachcica, którego rodzice mogliby zapragnąć edukować w domu - to z całą pewnością nie mógł liczyć na różnorodność opinii. Elvira podczas stażu i pracy zawodowej spotykała się z najróżniejszymi ludźmi, a także niezwykle spolaryzowanymi zdaniami na temat najmniejszych spraw. W większości się ze swoimi pacjentami lub współpracownikami nie zgadzała, często też uznawała ich wywody za śmiechu warte, ale ten tutaj... taki był zszokowany i oszołomiony, jakby pierwszy raz w życiu miał do czynienia z kimś, kto mu na wejściu nie przytakuje. Gdyby miała w sobie więcej empatii, może by mu współczuła - zapowiadało się, że jeszcze nie raz dostanie kopniaka od życia.
Krótka wymiana zdań z jakże irytującą i zaczepną uzdrowicielką na tyłach kawiarni była jedynie wstępem.
- Każdy musi jeść i się ubierać. Elokwentnie - rzuciła, gdy zbierał się do odejścia, ponieważ mimo osiągnięcia celu, nie mogła powstrzymać strumienia złośliwości. - Na twoim miejscu też bym się tym zainteresowała. Kobiety nie lubią przeciętnie ubranych mężczyzn - Obrzuciła go wymownym spojrzeniem. Komentarz był fałszem rzuconym nad wyrost, ponieważ nie mogła mówić za wszystkie, a sama nie przywiązywała najmniejszej wagi do tego, czy facet jest ubrany w przeprany limonkowy kitel, czy w najlepsze szaty. Nie interesowało jej to, dbała wyłącznie o siebie.
Odchodząc, chłopak zdołał niejako podnieść Elvirze ciśnienie swoim brakiem szacunku do starszej i wyższej pozycją nieznajomej, ale prędko odzyskała rezon, rozkoszując się ciszą i samotnością. Nareszcie miała ogród dla siebie, dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała. A jeżeli jakiś wyrostek świeżo po szkole nie uważał jej za damę, cóż z tego? Jego definicja damy ograniczała się do grzecznej, podporządkowanej patriarchatowi trzpiotki, która interesuje się modą i gotowaniem. Taką damą nie zamierzała stawać się nigdy.

/zt <3



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
rotten
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]23.08.20 20:57
| 5 sierpnia 1957 r.

Celem zdobycia rzadko spotykanej rzeczy pojawiła się w ogródku jeszcze przed południem. Początkowo miała obawy – które swoją drogą pozostały – ale ostatecznie zdecydowała się spotkać z kimś, kto miał dostarczyć jej mugolską krew. Nie była ona jednak taka zwykła. Według najnowszego wydania „Czarownicy” miała poprawiać stan cery i odmładzać. Przypisywano jej także wiele innych różnych pozytywnych działań, Angelica wolała jednak nie kombinować. Nauczona doświadczeniem z eliksirami, wiedziała, że nie wszystko nadaje się do rozpylenia w powietrzu czy do wąchania, a jeśli nawet, może przynieść naprawdę tragiczne skutki.
Wygładziła więc sukienkę i usiadła z wdziękiem przy jednym ze stolików. Dostawcą miała być kobietą i to zdaje się, że o egzotycznej urodzie, więc Angelique domyślała się, że jeszcze jej tu nie ma – w przeciwnym wypadku ćwierćwila pewnie by ją zauważyła. Nie było zresztą o tej godzinie na tyle tłoczno, by mogła ową kobietę pominąć – o wiele więcej klientów przychodziło tu na popołudniową herbatkę niżeli w ramach południowej rekreacji.
Słodki zapach hortensji i widok kwiatów jabłoni były dla niej prawdziwą gratką. Gdyby nie to, że wiedziała, że całe lokum mieści się na Pokątnej, pomyślałaby, że siedzi teraz gdzieś daleko w otoczeniu łąk i dzikich sadów. Jak w raju. Chociaż o takim miejscu na Ziemi mogła tylko pomarzyć. Mimo wszystko ogródek pani Turner miał niezaprzeczalnie swój urok i Blythe postanowiła, że musi jeszcze nie raz je odwiedzić.
Zaczęło dłużyć jej się trochę czekanie, więc – z racji, że herbatę już wypiła w domu – przywołała skrzata i zamówiła świeżo wyciskany sok z jabłek, a do tego kruszonkę. Co prawda powinna dbać o linię, ale chyba jako potomkini wil przytycie aż tak bardzo jej nie groziło? A przynajmniej jeden kawałek ciasta nie powinien zmienić… I tak starała się przecież ograniczać łakocie.
W końcu zaczęła się zastanawiać, czy może by tak nie wziąć się za jakąś lekturę. Miała do wyboru którąś „Czarownicę”… Co prawda większość z nich już czytała, ale naprawdę nie miała już co robić. Robiła się powoli zniecierpliwiona. Powinna przyjść później, niepotrzebnie zjawiła się tu tak wcześnie z czystego zdenerwowania. Nie chciała być przecież przyłapana na tak zawstydzającej czynności jak inwestowanie we własną urodę – która dziedziczka wilich genów tak robiła? Wszyscy myśleli, że każda czuła się ze sobą dobrze, nawet o siebie nie dbając… Co za brednie. A już zwłaszcza w przypadku Angelici – czasem tak bardzo brakowało jej pewności siebie, że rezygnowała ze spotkania czy nie wychodziła przez kilka dni z domu, byle tylko nie musieć narażać się na niepochlebne opinie.
Wyciągnęła rękę w kierunku stosiku gazet leżącego na stoliku. Zrobiła zmartwioną minę. Które z wydań powinna wziąć?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Ogródek pani Turner Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]23.08.20 21:38
Pierwszy raz od wielu miesięcy zlecenie nie wymagało od niej zbyt wielkiej siły w nogach; ogródek pani Turner był czarownicy dobrze znanym, uroczym zakątkiem na ulicy Pokątnej, gdzie równie dumnie stała podstarzała kamienica, w której wynajmowała mieszkanie. Spacer nie był więc długi - nie równał się niczym wyprawą do rozsianych po Wyspach szlachetnych dworków, nie przypominał niepomiernie długiej drogi od bram rodowitych posiadłości do drzwi frontowych, a polegał zaledwie na przekroczeniu znanych sobie uliczek i kątów, i dotarcia do miejsca, które niegdyś odwiedzała z ochotą. Wtedy, gdy czasu było więcej, a wrażliwości na piękno natury i doznania węchowe nie zastępowało uznanie wyłącznie artystycznych walorów góry ułożonej ze złotych monet.
O klientce nie wiedziała dziś zbyt wiele. Charakterystyczną informacją mającą pomóc rozpoznać ją wśród odwiedzających przybytek pani Turner dam miał być kolor sukienki - błękitny niczym niebo ciepłego dnia, niezmącone chmurami. To, oraz złote włosy spięte w elegancką fryzurę, której ułożenie przekraczało jej własne zdolności, czego dowodziły czarne włosy opadające na plecy swobodnie, udekorowane kilkoma srebrnymi koralikami wplecionymi w niewielkie kosmyki z tyłu głowy, na wysokości szyi. Wiedziona kilkoma danymi pozyskanymi listownie Wren przemierzyła zatem prowadząca do celu kamienicę i stanęła na soczyście zielonej trawie w wejściu do ogrodu, pośród drzew emanujących słodkim zapachem i kwiatów o spektrum niebieskich barw, spojrzeniem poszukując kobiety, na której zlecenie miała się tu dziś zjawić. Zamówiony przez nią specyfik znajdował się w torbie, spoczywał w spokoju wśród masy innych przedmiotów, zabezpieczony gąbką w puzderku, otoczony schładzającymi do pożądanej temperatury zaklęciami, by nie utracił swych możliwości.
Na szczęście tego dnia amatorek rajskich widoków i oszałamiających aromatów nie było zbyt wiele, a umówioną czarownicę dostrzegła bez problemu, siedzącą tyłem w przyjemnie zacienionej oddali. Z głębszym, naznaczonym zadowoleniem wydechem wstąpiła na usypaną piaskiem dróżkę i ruszyła w jej kierunku, mijając przy tym chmarę owładniętych pięknym tańcem motyli pląsających nad klombami malw, wprost do białego stolika, przy którym miejsce zajmowała nieznajoma.
- Panna Blythe, jak mniemam? - odezwała się będąc już nieopodal złotowłosej - a gdy ta odwróciła się w jej stronę, momentalnie zwątpiła w trafność wyboru. Twarz kobiety była zjawiskowa. Posągowa, pozbawiona jednej rysy, świeża i piękna, jawiła się raczej jako stworzenie o wiele doskonalsze od przeciętnego człowieka - czy ktoś taki mógł potrzebować jej usług? Tylko dlatego Wren zamarła na chwilę, zapominając, że powinna uraczyć młodą kobietę własnym imieniem, upewnić się, że nie czekała zbyt długo, nawet jeśli sama Chang pojawiła się na miejscu kilka minut przed czasem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Ogródek pani Turner [odnośnik]09.09.20 23:35
Domyślała się, że widok, który zastanie nieznajoma, mógł być całkiem niecodzienny. W końcu, która ćwierćwila na tyle wątpiła w siebie, żeby kupować od jakiejś nieznajomej kobiety fiolkę mugolskiej krwi? Nie dość że świadczyłoby to o jej naiwności – bo przecież jak zweryfikować, że jej prawowita właścicielka była rzeczywiście dziewicą, a nie jakąś przypadkową ladacznicą? – to jeszcze o braku podstawowej wiedzy. Każda potomkini wil bowiem była obdarzona zjawiskową urodą; bijącym od niej czarem, który był w stanie roztopić nawet najtwardsze serca.
W przypadku Angelici jednak sprawa była trochę inna. Od dziecka nie grzeszyła śmiałością… Przez pewien czas miała nawet problem z tym, by śpiewać w pierwszym rzędzie. Nie lubiła się wyróżniać ani być nadmiernie chwalona. Czasem nawet miała wrażenie, że wolałaby się zapaść pod ziemię niżeli wszędzie robić za ikonę czarodziejskiego społeczeństwa. Z założenia półwile powinny być traktowane z odpowiednią czcią, ale ona akurat czuła się bardziej jak jakieś magiczne stworzenie w cyrku, gdzie każdy chciał jej dotknąć lub być blisko niej. Nienawidziła tego.
Krew, którą miała otrzymać, była dla niej poniekąd wybawieniem. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, kim była i co potrafiła, nie umiała pozbyć się wrażenia, że jeśli coś z nią będzie nie tak, nikt nigdy nie raczy ją o tym poinformować. Bez względu, czy dotyczyło to detali twarzy, sylwetki lub – co gorsza! – włosów, wiedziała, że wszyscy będą ją wychwalać pod niebiosa. Nawet jeśli jej stan zdecydowanie się pogorszy. To z kolei sprawiało, że nie potrafiła jakoś w pełni im zaufać… I odruchowo chowała się w skorupie, bo sądziła, że nie wygląda tak dobrze, jak mówili. Fiolka specyfiku miała niemalże stuprocentową gwarancję skutecznego działania, którym była nieskazitelna cera i młody wygląd – a przynajmniej tak głosiła uwielbiana przez wszystkie dobrze wychowane damy „Czarownica”. Angelique chciała w to wierzyć i utwierdzić się choć trochę w swojej wartości i w tym, że istnieje chociaż jedna osoba, która byłaby w stanie dokładnie powiedzieć, że coś nie gra i jak to „coś” naprawić. Nawet jeśli miała być nią ona sama.
Już miała wziąć któreś czasopismo, by zabić dłużący się czas lekturą, ale jej wzrok spoczął na osobie, która wymówiła jej nazwisko. Owszem, to o nią chodziło. Siłą logiki kobietą stojąca przed Blythe musiała być…
Tak – odparła prosto. – Mam przyjemność rozmawiać z panią Chang, prawda? – Pytanie było zadane raczej dla szybkiego upewnienia się. Kto inny mógłby wiedzieć, gdzie obecnie przebywała i znać jej nazwisko? No, może poza jakimś naprawdę zażartym wielbicielem, ale kobieta stojąca obok niej na niego nie wyglądała.
Poczuła, jak wzrok nieznajomej przez dłuższą chwilę skupia się na jej twarzy. Ewidentnie przyglądała się ćwierćwili. To trochę wprawiło Angelicę w zakłopotanie, a jednocześnie i zawstydzenie, więc poruszyła się niespokojnie na krześle. Dużo osób potrafiło wgapywać się w nią godzinami… Ale wolała nie czuć tego tak bezpośrednio, w spotkaniu jeden na jeden.
Proszę – dopowiedziała, gestem dłoni zapraszając, by ta zajęła miejsce obok niej i próbując ostudzić cisnący się na policzki rumieniec. Byłoby trochę nieodpowiednio siedzieć, kiedy druga osoba stoi. – Ma pani to, o co prosiłam?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Ogródek pani Turner Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Ogródek pani Turner
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach