Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Most Godryka
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Most Godryka

Most Godryka, zawdzięczający swoją nazwę imieniu Godryka Gryffindora, znajduje się w ciągu głównej, prowadzącej do wioski drogi. Jest to stara, kamienna, łukowata konstrukcja, zawieszona bezpośrednio nad przepływającą przez okolicę rzeką Pondle Creek, swoje ujście znajdującą w rozlanym szeroko stawie. Solidny i zadbany, swoją dobrą (mimo upływu lat) kondycję zawdzięcza samym mieszkańcom, solidarnie rezygnującym z przebudowania go na modłę bardziej nowoczesną; w efekcie niemożliwe jest minięcie się na moście dwóch pojazdów jednocześnie, czy to wozów, czy nielicznych samochodów. Nikomu zdaje się to jednak nie przeszkadzać, a sam most jest lubianym miejscem spotkań okolicznej młodzieży, regularnie urządzającej zawody w skakaniu z niego do głębokiej wody.
Żyjący w Dolinie Godryka czarodzieje utożsamiają z kolei most z krążącą wokół niego legendą: mówi się bowiem, że został wzniesiony na polecenie samego Gryffindora, który samodzielnie obłożył go silnymi zaklęciami dodającymi odwagi; podobno przejście pod kamiennymi łukami, wieńczącymi początek i koniec mostu, gwarantuje przypływ siły koniecznej do podjęcia trudnej decyzji, a zrobienie tego w pełnię księżyca zawsze skończy się podjęciem tej dobrej.
Tuż przed mostem, na poboczu drogi, od lat stoi stary wóz, który zdaje się nie należeć do nikogo - czasami odwiedza go jednak duch jasnowłosej dziewczyny, śpiewem witającej i żegnającej przechodzących tędy wędrowców, opowiadającej historię miłosną o chłopcu, z którym miała uciec, ale który nigdy nie pojawił się na miejscu spotkania.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most Godryka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Minęła już minuta, może dwie, odkąd niepozorny, ranny ptaszek przemienił się w czarownicę, a Kerstin wciąż nie leżała na ziemi związana ani nikt jej nie oszołomił, ani nie próbował magicznie przepędzić, więc może - tylko może - nie było wcale tak najgorzej, jak jej z początku podpowiadała panika. Do kobiety jakoś tak instynktownie podchodziła z mniejszą rezerwą niż do mężczyzn, chętniej słuchała, co ma do powiedzenia, nie ustając przy tym w próbach odszukania drogi ucieczki. Most jednak znajdował się tuż za nią, musiałaby pobiec w lewo lub w prawo, a dopóki czarownica miała w dłoni różdżkę, wizja oberwania zaklęciem w plecy zdawała się przerażająco rzeczywista.
- Na pewno? - dopytała, przygryzając drżące usta i konwulsyjnie zaciskając dłonie na swojej przemokniętej sukience. Pytanie nie należało do najmądrzejszych, gdyby kobieta miała wobec Kerstin złe zamiary, z pewnością by się do tego nie przyznawała, ale... nie chciała tak od razu przekreślać nieznajomej. Istnieli dobrzy czarodzieje. A ona, jak Kerstin przypomniała sobie po dłuższej chwili, była przecież ranna.
Podobno nie powinna przyznawać się przed magami do tego, kim jest naprawdę, ale szok i wpadnięcie do chłodnej wody na widok zwykłej (chyba?) sztuczki spalił ją właściwie na samym początku. Teraz mogła się tylko zarumienić, zadrżeć ze wstydem i udawać opuszczenie głowy, gdy w rzeczywistości z ostrożności na moment nawet nie oderwała od czarownicy spojrzenia.
- Masz rację. Jestem Kerry... Black - wydusiła, przedstawiając się skróconą wersją własnego imienia i fałszywym nazwiskiem; spanikowała, lecz rozsądek podpowiadał, że nie powinna zdradzać prawdziwych personaliów. W pierwszej kolejności nasunęło jej się Smith, ale to zbyt oczywiste, potem Wright, ale nazwiskiem czarodziejskiej przyjaciółki posługiwać się nie wypadało, więc została przy czymś równie bezosobowym. - Nie będę szlochać, po prostu się wystraszyłam - skontrowała nieco marudnie, ale uniosła przy tym zaciśnięte dłonie do policzków i zaczęła kostkami przecierać pojedyncze łzy, które lęk i nagłe zimno rzecznej wody zdążyły wycisnąć jej z oczu. - Emm, chyba możesz? - Nie zareagowała zbyt pewnie na propozycję pomocy z wysuszeniem ubrań, ale to dlatego, że kobieta wciąż nie wzbudzała jej zaufania, mimo coraz spokojniejszego tonu głosu i zachowywanego dystansu.
Zastanawiała się jak rozwiązać ten impas i wrócić do domu bezpiecznie, ale im dłużej nad tym myślała, tym silniejszy nasuwał się wniosek, że najlepsze, co może zrobić, to również wyciągnąć pomocną dłoń i zobaczyć, co się stanie. Skoro czarownica wiedziała, że jest mugolem i wciąż nie zrobiła niczego groźnego, raczej już nie sięgnie po przemoc.
- Czy kiedy jesteś człowiekiem, to też jesteś ranna? - zapytała Kerstin cicho, przebierając stopami w miejscu. Nie miała pojęcia jak to działa, kiedy czarodzieje zmieniali się w zwierzęta. Mike po pełni był zawsze szczuplejszy, mocno przemęczony, ale raczej nie widziała na jego skórze żadnych trwałych ran. - Potrzebujesz pomocy? Ja... miałam tu gdzieś torbę - Zostawiła ją przy brzegu, kiedy poszła moczyć nogi. - Może będę mieć coś do opatrunków - Zazwyczaj miała, ale nie wiedziała, czy czarownica przyjmie tak zwykłe, niespektakularne wsparcie.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Pozostawiona w zawieszeniu cisza, wcale nie była irytująca. Z tą, Veronica potrafiła współpracować, po wielokroć przekształcając ją na swoją korzyść. W końcu, ta tez potrafiła być informacją. A niewielu zdawało sobie z tego sprawę. I to w tej perspektywie pozostawiała kołujące w myśli słowa, które zdawkowo otrzymała też od jasnowłosej dziewczyny. Pierwsze wrażenie pozostawiła już za sobą, odłożyła na bok zaskoczenie i skorzystała z nawyków, które kazały jej wiedzieć. I chociaż daleko było jej iść w parze z naiwnością, to nie potrafił pozbyć się ulotnego wrażenia, że ma przed sobą kogoś pozbawionego natarczywej, zbyt znajomej, życiowej hipokryzji. Podobna jakiemuś zagubionemu, czystemu duchowi, który zaplątał się w rzeczywistości przypadkowo. Jakby nie znała kłamstwa. A w to przecież nie wierzyła.
- Na pewno - potwierdziła, nawet z dziwnym wrażeniem, unosząc wargi. Nie dała jednak rozbawieniu zagościć na dłużej. Nie bawił ją strach mugolki, a sama idea kolejnego zapewnienia. I absurdu zaistniałej sytuacji. W całej prostocie - prozaiczna, a jednak do tej pory dla Findlay mało prawdopodobna - słowo ptakołaka - mimo wszystko, ostatecznie zaśmiała się, w końcu pozwalając, by struny napięcia rozluźniły się - wybacz - uniosła jeszcze rękę. Miałą być poważna, ale cała sylwetka nieznajomej, skojarzyła jej się z jej synem. Po prostu, jako czyjaś, zagubiona może córka. jedna z wielu, które zaginęły ostatnio, a na które otrzymywała zlecenia poszukiwań. Uznała, że może to też pomóc uspokoić się samej dziewczynie - samo to określenie jest... - niemądre - zabawne - dodała, zamykając usta i poważniejąc na powrót. Zieleń źrenic wciąż śledziła poczynania jasnowłosej - Kerry... - powtórzyła za drżącym głosem - masz bardzo charakterystyczne nazwisko - w oczach błysnęła uwaga. W ich, w czarodziejskim świcie, było ściśle powiązane z arystokracją. A sama dziewczyna nie przypominała Blacka nawet z wyglądu. Mimo to, nie kontynuowała, nie starając się w wahaniu potwierdzać kłamstwa. Nie potrzebowała tego.
Na zapewnienie, skinęła głową, z lekką satysfakcją przyjmując zgodę. A tym samym wykonała kilka drobnych gestów różdżką, by i sukienka młódki pozbyła się całej, rzecznej wilgoci - I gotowe - wyprostowała się lekko, wciąż trzymając zranioną kończynę blisko siebie, bardziej nieruchomo. Zlustrowała dziewczynę, nieco bardziej krytycznie - Nie wszyscy czarodzieje są źli - dodała w końcu, znowu bardziej poważnie, w skupieniu obracając różdżkę w dłoni, by wsunąć ją w jedną z kieszeni przy ciemnej spódnicy - ale ostrożność jest w cenie - odsunęła się od dziewczyny, jakoś z przyzwyczajenia poprawiając materiał koszuli pod cienka peleryną. I właściwie oczekiwała, że na tym dziwna znajomość ustanie. Każda pójdzie w swoją stronę, a Veronica będzie miała jedno, dodatkowe źródło do przemyślenia. Zanim jednak odwróciła się na pięcie, zatrzymał ją ten sam delikatny, uważny głos, który usłyszała na samym początku, jeszcze pod postacią ptasią.
Przestąpiła z nogi na nogę i przechyliła głowę w bok, dosłownie, chociaż nieświadomie, naśladując ptasia manierę ciekawości. Zawahała się, szukając - powtórnie, z drgająca wciąż cicho czujnością - podstępu - Tak - odpowiedziała w końcu równie cicho. Ciężko było jej się przyznawać do słabości, a tym bardziej w sytuacji, gdy potrzebowała pomocy - Jesteś... - jaki był mugolski odpowiednik uzdrowiciela? - potrafisz leczyć? - poprawiła się uważnie, marszcząc jednak ciemne brwi. Usta ułożyła w wąską kreskę. Chciała jej pomóc. Jeszcze przed momentem wystraszyła ją, a ona chciała jej pomóc. Naprawdę zdarzali się jeszcze tak bezinteresownie dobrzy ludzie?
I mimo niepewności, zwyciężyła wrodzona ciekawość. Stanęła bokiem, wolną dłonią rozsupłując cienką pelerynę, odsłaniając zakryte ramię i rozerwana koszulę. Milczała. I wciąż obserwowała.


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930

Powrót do góry Go down

Kerstin była słabym kłamcą i nawet jeżeli próbowałaby ratować się skrzętnymi oszustwami, zapewne nie zdołałaby zrobić tego w wiarygodny sposób. Już i tak ledwo co wydusiła z siebie fałszywe nazwisko, tak jakby język miał problem nadążać za spanikowanym mózgiem i nie rozumiał powodu, dla którego przekręca własne personalia - to nie było w jej stylu, tak samo zresztą jak do tej pory nie miała w zwyczaju opatrywać zwierząt przemieniających się w ludzi ani pocić się ze strachu przed przypadkowo spotykanymi obcymi. Wojna robiła z człowiekiem straszne rzeczy, nie tylko w odniesieniu do wszechobecnego ubóstwa, utraty pracy, bliskich, ale też wystawiania na próbę najgłębszych partii psychiki.
Z tych wszystkich nerwów nie zdołała rozluźnić się nawet wtedy, kiedy kobieta roześmiała się pogodnie i obniżyła uważny ton do znacznie miększego poziomu. Już nie czuła się tak, jakby negocjowała z wrogiem, przy którym każde słowo mogło zostać wykorzystane przeciw niej, a jednak wciąż kuliła ramiona, splatała drżące palce i próbowała znaleźć dla siebie odpowiednie miejsce na wąskim wybrzeżu, w którym nie pomagała ani bliskość ściany ani mknącej rzeczki.
- Emmm... niech będzie? - wymamrotała wreszcie. To miała w końcu rację, czy nie miała? Czarodzieje zmieniający się w ptaki naprawdę się tak nazywali? - Charakterystyczne? - dopytała, dociskając nerwowo dłoń do serca i na moment zupełnie tracąc rezon. Nie no, to chyba nie było możliwe, żeby znowu się tak dała wkopać? Czy to było nazwisko jakiejś ważnej szychy, nie daj Boże z tej złej strony? Absurd.
Kobieta przynajmniej nie drążyła, Kerstin miała zresztą zamiar wykorzystać moment ciszy, aby prędko zmienić temat i możliwie odwrócić uwagę od tego niewielkiego potknięcia.
- A pani jak ma na imię? Miło byłoby wiedzieć. - Nie zabrzmiała złośliwie ani nawet natarczywie, zbliżając się do niej pomału i z wyciągniętymi rękoma, aby dać znak pokojowych zamiarów.
W odpowiedzi na działanie magii jak zwykle zesztywniała; to mógł nie być pierwszy raz, gdy ktoś użył wobec niej zaklęcia, lecz za każdym razem zadziwiało tak samo. Dopiero, gdy miała pewność, że sukienka jest sucha i nic dziwnego się z nią więcej nie wydarzy, otrzepała materiał z niewidzialnych resztek piasku i pozwoliła sobie na cieplejszy uśmiech.
- Nie wszyscy, to prawda - Wielu znała dobrych, z czarodziejskiej rodziny w pewnym sensie pochodziła. - Czy potrzebuje pani pomocy? - dopytała ostrożnie, bo jakoś się przecież powinna odwdzięczyć, a gdy usłyszała pytanie, od razu zaczęła zbierać z ziemi swoją porzuconą torbę. - Hmmm, nie wiem, czy leczyć to dobre słowo, ale na pewno dam radę opatrzyć tak, żeby na razie nie bolało, nie krwawiło... przede wszystkim się nie zakaziło. - A to było naprawdę ważne.
Kobieta nie wyglądała na w pełni przekonaną, ale koniec końców odpuściła, zrzuciła pelerynę i pozwoliła Kerstin spojrzeć na nierówne, brzydkie rozcięcie. Skąd też ono...? Nie, nie będzie tak wścibska, by pytać. W torbie powinna mieć jeszcze z jedną lub dwie fiolki eliksirów, ale obawiała się wyciągać je na widok; skoro już udowodniła, że jest mugolem, nie chciała dawać sygnału, że stale przebywa z czarodziejami, a już zwłaszcza nasuwać myśl, że w Dolinie Godryka może się skrywać ich lecznica. Zamiast tego wygrzebała swoją własną wodę utlenioną, którą nosiła w ramach zapasu (głównie dla siebie, bo na nią eliksiry działały z różnym skutkiem) i po oczyszczeniu rany czystym wacikiem, docisnęła do niego szeroką, rozkładaną gazę, którą potem usztywniła kilkoma warstwami przylepca tkaninowego.
- Teraz nie powinno się tak podrażniać przy każdym ruchu, krwawić ani brudzić, do czasu, aż znajdzie pani lepszą pomoc - uśmiechnęła się nieśmiało. - Nie wiem, czy przetrwa przemianę w zwierzę... no nie znam się na tym kompletnie.
Ale przynajmniej spróbowała pomóc, zrobiła wszystko, co w jej mocy; bo taka już była, że nie zostawiała ludzi w potrzebie, nie potrafiła odpuścić. Nie zawsze miała takie szczęście jak dzisiaj.
A jednak istnieli dobrzy czarodzieje.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Kłamstwo miało w sobie coś z wolno uwalnianej trucizny. Raz zaaplikowana, powolutku, niepostrzeżenie, przenika dalej, głębiej. Nie wiedząc kiedy, zmieniając nawet te rzeczy, które wydawały się nienaruszalne.  W końcu, przyzwyczajasz się do jej obecności, jeśli tylko odpowiednio przystosuje się organizm, może posłużyć za narzędzie... do osiągania celów. I całość tej praktyki, Veronica sobie ceniła. Na własne potrzeby. I mimo wszystko, pozostawiała w sobie zawsze ciekawość osób, które czytało się, jak otwartą księgę, wychwytując zmiany i próby ukrycia prawdy. Naturalnie przychodziło jej wejście w podobny tryb oceny, ale obecność nieznajomej w jakiś sposób odciągały uwagę od nasuniętych z góry priorytetów. Łatwiej było też pozwolić sobie na śmiech i otrząsnąć się z nieufnej formy dystansu, jaki serwowała do tej pory - Nieważne, nie będę już ci mieszać. To po prostu nie jest powszechne określenie - zakończyła taktownym uśmiechem z lekkim westchnieniem skupiając się na czymś zupełnie innym - Tak i to bardzo. Na drugi raz, polecam wymyślić inne - utrzymała spojrzenie zielonych źrenic nieco dłużej na buzi dziewczyny - ...przynajmniej, jeśli nie chcesz przyciągnąć większej uwagi - pewne rzeczy, tak oczywiste dla świata czarodziejów, nie były takie dla mugoli. Ale i odwrotnie. W aktualnej rzeczywistości, to jednak nieświadomość tych drugich była niebezpieczna. Findlay nie była pewna, czy poczuwała się do odpowiedzialności za bezpieczeństwo spotkanej kobiety, ale jeśli mogła przekazać chociaż małą odpowiedź, nie miała powodów do wahania. I jakoś nie chciałaby sobie wyobrażać sytuacji, w której przez nią, jasnowłosa wpadłaby w kłopoty.
Na zadane pytanie, odpowiedziała po dłuższej chwili - Veronica - coś jasnego błysnęło w źrenicach ex wiedźmiej strażniczki. Zupełnie jak dziecko, które puściło liść na płynącą rzekę, zastanawiając się, dokąd dotrze. Uwierzy czy nie, nie miało znaczenia.
Podjęła się drobnej pomocy. Pływanie samo w sobie było czymś wyjątkowym ale nie w ubraniu i nie stojąc nad rzeką - Tak, ale nie wiedziała, że jesteś w stanie mi pomóc - bardziej z ciekawości niż faktycznej potrzeby. Ból doskwierał tak samo, ale miała do kogo zwrócić się w razie kłopotu. Posiadała w zapasie też kilka eliksirów, które pozostawiła w domu - Dobrze - odpowiedziała krótko, w końcu pozwalając zbliżyć się dziewczynie do siebie na tyle blisko, by odkryła przed nią zranione ramię.
W milczeniu obserwowała poczynania jasnowłosej, jak wprawnie zajmuje się rozdarciem. Przygryzła wargę, gdy piekąca fala na kilka chwil rozlała się silniej, ale ostatecznie, otrzymała pewny opatrunek, który nie wydawał się odpaść przy ruchu. Odsunęła się o krok i ostrożnie poruszyła ramieniem - Przetrwa. O to się nie mratw - odpowiedziała pewnie, zatrzymując opuszczoną rękę - Dziękuję, Kerry - tym razem to na ustach Findlay pojawiło się drobne wygięcie, oznajmiające lekki uśmiech - Do zobaczenia - kto wiedział, czy los nie zetknie ich jeszcze raz?
Odsunęła się o kilka kroków, odwróciła i z szumem magii, zmieniał się w ptaka na powrót, by pomknąć tuż nad taflą rzeki i zniknąć z oczu już nie-nieznajomej. Tylko przez moment przysiadła na jednym z drzew, by obserwować, jak dziewczyna wysuwa się spod mostu i rusza w sobie znanym kierunku. Veronica nie zamierzała jej dziś śledzić. Wróciła do siebie.

| zt x2 :pwease:


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930

Powrót do góry Go down

| 13.10.1957

Dzisiejszy dzień mógł uchodzić za, łagodnie mówiąc, niezwykły. Sprawa zaklętej szabli okazała się dla mnie kłopotliwa, jednak teraz sobie uświadomiłem, że pozwoliła na moment rozwiać troski. Pojedynek jak z powieści przygodowej, stare historie i niezwykła magia! Kiedy jednak opuszczałem Kornwalię dotarło do mnie, że skończył się ten zwariowany sen, należało wrócić do ponurej rzeczywistości. Do decyzji, które mogły nie być przyjemne, do scenariuszy przyszłości mogących zwabić lęk.
Droga do rodzinnej rezydencji w zimnym Northumberlandzie była długa, ale po drodze mogłem zawitać do jednego z lubianych przez siebie miejsc - do Doliny Godryka. Chyba czasem rzeczywiście wychodził ze mnie Gryfon, bo odczuwałem irracjonalne przywiązanie do tej miejscowości. Tak, mieszkali tu znani mi ludzie, ale to nie wszystko. Dolina stanowiła pomnik historii, ślad Założycieli poza Hogwartem.
Zajrzałem do Kurnika, ale tam nie potrzebowali mojej pomocy, więc postanowiłem się przejść dla oczyszczenia myśli. Jeszcze chwilę poudawać, że nie ma wojny i mogę normalnie jak człowiek chodzić gdzie chcę.
Niebo przywitało mnie pomarańczem zachodzącego słońca, co ładnie współgrało z barwami Gryffindoru. Po raz kolejny zadałem sobie pytanie, czy wtedy Tiara Przydziału dokonała słusznego wyboru, bo miałem wrażenie, że nie do końca tam pasowałem. Zapewne to nie była żadna nowość, pewnie wielu uczniów miewało wątpliwości, ale one czasem do mnie wracały nawet po latach. Co to znaczyło być Gryfonem? Jak w obliczu takiej rozpaczy zachować odwagę?
Świat się zmienił, a może ja z wiekiem lepiej potrafiłem to wszystko ocenić. W Hogwarcie wszystko wydawało się znacznie prostsze, natomiast niebezpieczeństwa znacznie zabawniejsze. Te czasy jednak minęły bezpowrotnie, zostawiając miejsce na ból i smutek. Tak, odzyskałem dzięki Anthony'emu wiarę, jednak to nie odpędziło całkowicie mroku, a ja nie znałem wszystkich dręczących mnie odpowiedzi. Co spotka mnie, moją rodzinę, Zakon Feniksa oraz tych wszystkich, którzy nie mieli sił, aby się bronić? Nie rozumiałem tak wielu spraw, jak więc mogłem kogoś ochronić? Chyba nie rozumiałem nawet miłości, bo tego nie można się nauczyć z żadnej księgi. Profesor Dumbledore mawiał, że w tym kryła się największa magia...
Wtem zauważyłem, że nogi poprowadziły mnie do starego mostu, nazywanego oryginalnie Mostem Godryka. Przypomniała mi się pewna legenda, mówiąca o przypływie odwagi dla tego, kto przejdzie przez łuki pradawnej konstrukcji.
Niewiele myśląc dałem się porwać opowieściom, zachowałem chyba jednak taką irracjonalną skazę. Przyspieszyłem kroku, pokonując w ten sposób rzekę, mijając te dające odwagę łuki. Zatrzymałem się na moment.
Nie, oczywiście, że nic się nie zmieniło. Dalej czułem lęk w środku, mogłem tylko udawać lwa. Co gorsza, byłem też naiwnym głupcem, który naczytał się zbyt wielu baśni. One nie mogą nikogo uratować, nie mogą nic poradzić na zło tego świata. Z rezygnacją dotarłem do połowy mostu i oparłem się o murek. Mój wzrok powędrował z nurtem Pondle Creek.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Most Godryka - Page 5 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Opowiadała piękne historie. Ta cicha, urokliwa zjawa o smutnym spojrzeniu i wciąż żywym sercu, pełnym miłości, której nie była w stanie pokonać nawet śmierć.
Zauroczona Celine towarzyszyła jej usadowiona na drewnianym powozie zalegającym od lat na poboczu drogi, nieopodal jednego z kamiennych łuków wieńczących długość mostu. Był dzisiaj pusty, im dłużej trwała wojna, tym mniej ludzi szwendało się bez celu wśród uliczek porośniętych czerwonym bluszczem, mniej młodzieży - ona też nie powinna była tego robić, ale w drodze powrotnej od Juliena przyuważyła tę nostalgiczną istotę, skora wysłuchać wszystkiego co tylko miała do powiedzenia. Zatańczyła jej również wśród jesiennych liści. W niemym toaście do wspomnień zaklętych w Beauxbatons, gdzie półwila także miała okazję rozczulać tamtejsze duchy pokładami baletu, jakimi przesycone było jej własne ciało, niskie, wątłe, ale podczas wykonywania choreograficznych figur tak zdecydowane, jakby zbudowane z marmurowego jedwabiu.
Rozumiały się dobrze, właściwie bez słów, a Celine nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że słońce zaczęło zachodzić za horyzont i należałoby już wrócić do domu. Musiała jeszcze pokonać londyńskie uliczki by dotrzeć z powrotem na Grimmauld Place, a to pod osłoną nocy napawało ją pewną trwogą. Niespokojnie czuła się wśród miejsc, w których jeszcze niedawno doszło do... Ach, do ludobójstwa, choć to słowo nigdy nie przeszłoby jej przez gardło. Płakała nad ich losem, czasem, gdy zagubione myśli trafiały do zdeptanych przez rewolucję serc, wyobrażając sobie ich strach i cierpienie.
Pomyślałaby o tym, ale rozproszyło ją teraz nagłe zniknięcie duszki, która bez ostrzeżenia wsiąkła w ziemię, urwawszy opowiadaną przez siebie historię. Celine poruszyła się wtedy na powozie, ubrana w długą, bladożółtą sukienkę, na której wierzchu spoczywał szeroki sweter sięgający połowy ud, o gdzieniegdzie powyciąganych nitkach. Złote włosy falowały delikatnie na jesiennym wietrze, a wieczorny chłód dodawał bladej skórze naturalnych rumieńców. Niewinna jak zawsze, jak zjawa, która towarzyszyła jej jeszcze chwilkę temu.
- Pomogło? - zwróciła się miękko do nieznanego mężczyzny i wychyliła znad krawędzi wozu, oparta o drewno łokciami. Na jednej z dłoni oparła brodę, przyglądając mu się z naturalną sobie ciekawością. - Jest pan już odważny jak lew, nawet taki bez grzywy - może lwica? A w czym to miało pomóc? - pytała gładko, dostrzegła przecież zamyślony, zakłopotany nieco wyraz twarzy, który nadzieja opuściła tak szybko, jak tylko przeszedł przez ostatni z łuków na moście Godryka. Musiał poszukiwać dobroci w legendzie. Natchnienia w samym Gryffindorze. Potrzebował dziś jego wsparcia - ale dlaczego? Celine chciała wiedzieć, nieistotne, że z nieznajomymi nie należało rozmawiać, tym bardziej już po zmroku. Nie wyglądał na złoczyńcę.

|| 52 na urok wili.
> ofiara staje się podatna na sugestie, jeśli napotyka wyraźnie sprzeczny wewnętrzny opór, nie wykona polecenia.
za każdym razem gdy półwila otrzyma rzut wynoszący 50 lub więcej oczek ofiara zaczyna odczuwać fascynację. nie może spać nocą, ma trudności z łaknieniem, koncentracją, myśli skupiają się wokół postaci, która dokonała zauroczenia.




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Co ja właściwie robiłem ze swoim życiem? Dawałem się ponieść fantazji i legendom, kiedy powinienem twardo stąpać po ziemi. Świat stał się zupełnie niepodobny do wszelkich baśni, właściwie nie mogłem już dostrzec połączenia. Chyba nigdy rzeczywistość nie miała wiele wspólnego z marzeniami, tylko ja wykazywałem się wcześniej niepoprawną naiwnością.
Postanowiłem odejść, dość już czasu zabawiłem w Dolinie Godryka. Nie znajdę tu rozwiązań, co najwyżej mogłem dalej błądzić we śnie, karmiąc własne słabości. Chyba ciążył mi ten brak nierozsądnego czaru w moim życiu, ale jak miałem mieć coś w co właściwie nie wierzyłem? Do rozpalenia ognia potrzebna jest iskra, a ja miałem tylko chłód. Pozwalał myśleć racjonalnie, pomagał przy trudnych decyzjach, może dzięki niemu ostatecznie dokonam czegoś dobrego, bo w świecie kalkulacji są małe szanse na błędy. Problem w tym, że nie miałem jak się ogrzać.
Wtedy spostrzegłem stary wóz, który dawno temu pozostawiono na poboczu, porzucony przez ludzi i czas. W nieco prostszych czasach natknąłem się tu na ducha pięknej dziewczyny, która miała uciec z ukochanym. Chyba dalej tu na niego czekała, choć teraz pozostawała skryta przed moim wzrokiem. Było w tym coś dla mnie niezrozumiałego, w końcu to aż brzmi niedorzecznie, powinna już dawno porzucić naiwne nadzieje. Z drugiej jednak strony, trwała tu, może trwać będzie po kres czasu, czekając nierozsądnie na ukochanego. Było w tym coś czarownego...
Wtedy niespodziewanie pojawiła się zjawa, chyba wyrosła wprost z porzuconego przez ludzi wozu, zupełnie jakby moje myśli ją przywołały. Powiem wam, moi mili, wydawała mi się realniejsza i jeszcze piękniejsza niż ją zapamiętałem, może ponure myśli zbliżyły mnie do świata duchów.
- Legendy niestety nie mają w zwyczaju być na każde zawołanie śmiertelnych - odparłem, pozwalając sobie na nieco smutny uśmiech. Coś sprawiało, że chciałem jej mówić szczerze, prosto z serca, choć przecież powinienem zachowywać siłę i pewność. Kto wie, może duchowi mogę powiedzieć o tym, co ze wstydem ukrywałem przed żyjącymi? - Słyszałem, że w naturze to ponoć lwice są tymi odważniejszymi... - dowcipnie udałem hart ducha, jednak coś w jej spojrzeniu sprawiło, że to wydało mi się kompletnie bez sensu. Jakby mnie znała, rozumiała, była kimś, kogo poszukiwałem... co to właściwie miało znaczyć? - Brak mi odwagi, brak mi pewności, choć powinienem przecież jasno wiedzieć co jest w życiu słuszne i jakich to wymaga poświęceń - stwierdziłem, wewnętrznie zdziwiony własną szczerością. Zaraz jednak zdziwienie zniknęło, zastępowane przez straszniejsze, ale zarazem piękniejsze uczucie. Niezwykle zwodnicze w swej naturze.
Zjawa wydała mi się tak realna, że chyba mógłbym ją dotknąć, poczuć ciepło i delikatność skóry. Na Merlina, miałem ochotę to zrobić, choć przecież wiedziałem, że moja dłoń napotkałaby tylko zimną pustkę, właściwie tak dobrze mi znaną. Z poczucia obowiązku oraz własnego tchórzostwa wybrałem taką drogę, odrzucając co było niezrozumiałą słabością... tylko teraz odkryłem, że ja naprawdę chciałem zrozumieć!
- Powiedz, trwasz tu chyba już setki lat, zawieszona między życiem a śmiercią, czekając na ukochanego, który przecież nigdy nie przyszedł... - zacząłem, czując każde uderzenie serce. - Ty mimo to dalej tu czekasz, na przekór rozsądkowi. Czekasz na kogoś, kto nigdy tu nie przybędzie... dlaczego? - zapytałem, nie mogąc oderwać wzroku od jej oczu, gdzie ścierała się zieleń z błękitem. Zawsze takie były?
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Most Godryka - Page 5 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Otaczała go mgła gęsta jak mleko, biała zasłona melancholii ciągnąca się za nim aż od samego wejścia na most. Była niewidzialna, oczywiście, widoczna jedynie w błysku błękitnego oka, w ułożeniu ust pragnących nieporadnie imitować uśmiech. Celine przechyliła się lekko do boku i splotła ze sobą ręce na krawędzi wozu, na nich później ułożywszy ciężar głowy, dwoma palcami odgarnąwszy kosmyk miodowych włosów w nowej pozycji opadający na oczy. Chciała dobrze go widzieć, pomóc, rozweselić, nawet jeżeli jej samej tego dnia było na sercu tak ciężko. Wspomnienie zakopanych w ziemi listów wciąż wydawało się świeże, gorące, wręcz parzące; nic dziwnego, pozbyła się ich zaledwie godzinę wcześniej, może niewiele dłużej, a słowa pamięci tak łatwo nie opuszczają. Nie takie. Nie pełne tęsknoty i niezrozumiałych zapewnień o niewinności, które jedyny w jej życiu mężczyzna kreślił uparcie, pomimo ciążących na nim oskarżeń podpartych dowodami. Co prawda ona sama nigdy tych dowodów nie widziała.
- Muszą być odważniejsze, przecież mają tyle obowiązków, prawda? - odpowiedziała łagodnie, racząc go weselszym, choć jakby leniwym uśmiechem. Podobną rozmowę prowadziła zaledwie kilka dni wcześniej, kiedy w londyńskim zoo razem z przypadkowo poznanym botanikiem miała okazję przyglądać się tym majestatycznym stworzeniom. Bez wsparcia lwic, cóż, wątpiła, by lew był w stanie wychować lwiątko na godnego dorosłego. Bez wsparcia lwic... Przed oczyma półwili na moment stanął portret matki wiszący w salonie dawnego domu, tuż nad kominkiem, a potem znów zmizerniała twarz ojca zamkniętego za żelaznymi kratami. Na kogo pan Lovegood wychował ją? Balenticę bez perspektyw, narkomankę i służącą w domu lepszych od siebie. Ostatnio myślała tak coraz częściej, przytłoczona szarugą codzienności, niespełnionymi marzeniami i odebranymi przez świat snami. Już nie wrócą. - Och, a kto panu powiedział, że pan powinien? - Celine podjęła z wysoko uniesionymi brwiami i zdziwieniem dźwięczącym w melodyjnym, miękkim głosie. Jej też powtarzano, że wiele rzeczy powinna, ale to wynikało z konieczności zrozumienia zawiłych meandrów etykiety panującej w nieznanym jej świecie arystokracji i śmietanki towarzyskiej; nikt jednak nie wymagał, by potrafiła stwierdzić co jest w życiu dobre, a co złe, co wymaga poświęceń, a na co przeznaczać ich nie ma sensu. - Ja myślę, że miło jest nie wiedzieć, chociaż to czasem sprawia, że ściska się żołądek i drżą ręce. Ale gdybyśmy wszystko wiedzieli, jaki byłby w tym wszystkim... powód do radości? Do przeżywania? - To jak poznanie zakończenia książki przed jakimkolwiek podjęciem lektury. Wiesz dokąd zmierza fabuła, a to oznacza, że droga do momentu kulminacyjnego właściwie nie ma już sensu, nie musisz jej poznawać. Tylko tym wątłym promieniem nadziei Celine trzymała się przy życiu. Życzeniem, że pewnego dnia znów będzie szczęśliwa, tak jak sobie to wymarzyła.
Trwasz tu setki lat, zawieszona między życiem a... Czyżby wziął ją za zjawę, choć nie była ani półprzezroczysta, ani tak enigmatyczna jak duchy tkwiące w czyśćcu? Oczy półwili znów otworzyły się szerzej, wargi rozwarły, chciała poprawić go w błędnym założeniu, ale po chwili jej mięśnie znów rozmiękły, a na twarz powrócił senny uśmiech.
- Może właśnie przybył? - skontrowała lekko. Nie śmiałaby przywłaszczać sobie smutnej historii duszki, z którą wcześniej spędziła tyle czasu, ale nic nie stało na przeszkodzie, by ten nieznajomy mężczyzna stał się bohaterem jej własnej niewinnej baśni, przynajmniej na ten jeden wieczór. - Podejdź bliżej. Opowiedz mi o tym co cię martwi. Zaklniemy to w tym powozie i zostawisz te troski tutaj, ze mną - zaoferowała Celine, wyciągnąwszy w jego kierunku dłoń, ale zaraz cofnęła ją z powrotem, nie chcąc jeszcze pozbawiać się przywilejów dusznej maskarady.




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Mgła przynosi ukojenie, kryje przed światem za swoją zasłoną. Na czarowną chwilę wszystko wydaje się takie odległe, naturalnie prowadząc ku zapomnieniu. Stare legendy mówiły, że we mgle czyhają podstępne istoty, gotowe pochwycić nieuważnych wędrowców.
Jak w takim razie było w przypadku mgły nienamacalnej, takiej okrywającej rozsądek? Na swój sposób podobnie, tu też mogło czyhać coś niebezpiecznego dla zbłąkanego podróżnika. Ta pułapka miała jednak znacznie bardziej słodki smak, co czyniło ją tak naprawdę jeszcze bardziej niebezpieczną.
- Prawda, jednak niestety te proste i codzienne akty poświęcenia przechodzą często niezauważone - podsumowałem, odpowiadając podobnym uśmiechem. - Lubimy mówić o czynach wielkich, o brutalnych pokazach potęgi oraz władzy. Przy tym zostaje niewiele miejsca do docenienia tych drobnych aktów, które tak naprawdę czynią nasz świat znośnym... - mówiłem, jednocześnie z każdym słowem dając się ponieść niezwykłej atmosferze.
Rozum jeszcze gdzieś tam bił na alarm, jednak bicie serca zagłuszało skutecznie inne dźwięki.
- Cóż, długo by wymieniać, ale chyba jedna osoba jest tu najważniejsza - ja sam. Sam oczekuję od siebie czegoś więcej, aby sprostać nawałnicy, która rozpętała się wokół mnie - wyjaśniłem łagodnym tonem, na moment odrywając wzrok od dziewczyny i śledząc spojrzenie nurt rzeki.
Zastanowiłem się nad słowami zjawy, doceniając perspektywę kogoś takiego. Umysły duchów działały na innych zasadach niż żywych, ale przecież nie obce były im uczucia lub myśli. Kto wie, może od lat rozmyślała nad tym wszystkim, więc warto było ją wysłuchać?
- Niewiedza ma swój urok, w końcu niewiadoma oznacza wszystko i nic. Jak obietnica, która może się spełnić zgodnie z najśmielszymi nadziejami, ale równie dobrze w innym wypadku zaoferuje gorycz rozczarowania - podjąłem zaproponowaną przez cudną dziewczynę drogę dla naszych myśli. - Wiedza to jednak dar, pozwala nam zrozumieć, czy życie bez pytań nie byłoby pozbawione strachu? - zapytałem, bowiem sam nie wiedziałem co o tym sądzić.
Zdawało mi się, ale po obliczu ducha przemknęła jakaś niespodziewana myśl. Pewnie w innym wypadku zwróciłbym na to większą uwagę, teraz jednak owładnął mną jej czar. Słodka mgła uśpiła rozsądek. Musicie wiedzieć, moi mili, że w tamtej chwili to było wspaniałe uczucie.
- Myślę, że to byłoby w duchu starej baśni - zgodziłem się lekko, choć zaraz poczułem szybsze bicie serca. Jeśli to nie były tylko miłe słowa ku podtrzymaniu rozmowy?
Dałem się prowadzić czarom, podchodząc bliżej do zagadkowej istoty. Z każdym krokiem nabierała jednocześnie realności oraz jakiejś niepojętej fikcji, co było przecież zupełnie bez sensu. Jakbym miał przed sobą ucieleśnienie ideałów, piękno świata zaklęte w ciele z krwi i kości. Przecież to niemożliwe?
- Myślisz czasem, że uczucia są dla nas jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem? - zacząłem dzielić się swymi obawami.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Most Godryka - Page 5 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Wsłuchiwanie się w jego słowa przypominało zagłębianie uwagi w pożółkłych kartach starego pergaminu niosącego wykute przez historię prawdy. Mówił pięknie, nieco filozoficznie, w jej mniemaniu odrobinę też niezrozumiale, bo daleko było jej do wielkich słów, trudnych przemyśleń czy wzniosłych hipotez. Prawdą był taniec, zaledwie i jedynie. To w nim Celine odnajdywała to, czego Artur doszukiwał się w otaczającej ich wszechrzeczy, dywagacje zaklinała w ruchu i pozostawiała do samodzielnej oceny obserwujących, widowni pochwyconej za serce, ciśniętej w okowy wzruszenia. Przychylność nowym tezom rodziła się bowiem w objęciach piękna i wewnętrznego katharsis, zauważyła to już dawno temu, to, że sekwencją ruchów nieidealnych (bo w balecie do perfekcji dążyło się zawsze, do śmierci, w przeświadczeniu, że można było osiągnąć więcej, piękniej, subtelniej) można było rozpalać nie tyle serca, co i umysły.
- Jest pan bardzo mądry - powiedziała miękko, cicho, z sennym uśmiechem akcentującym nie tyle szacunek, co po prostu przyjemność przebywania w jego towarzystwie. Kojarzył jej się z lordem Cygnusem, jednak patrzył na nią w inny sposób, mniej surowy i mniej nauczycielski, dzieląc się myślą, zamiast próbować ją wpajać do jej skądinąd dosyć opornego umysłu. - Ale nie wszyscy z nas są tacy, prawda? Nie wszyscy. W innym wypadku świat musiałby być strasznie smutnym miejscem - półwila westchnęła i delikatnie zmarszczyła brwi. Pozostawać obojętnym, niedostrzegającym przejawów dobroci i miłości dookoła, jak ponurą musiało być to egzystencją? Tatko zawsze uczył ją otwarcia na codzienną symbolikę dobrotliwości człowieczeństwa. I choć ostatnio ciężko jej było praktykować tę metodę, po jego aresztowaniu, utracie wymarzonej kariery i rodzinnego domu, o tyle Celine wiedziała, że nie mogła wyzbyć się tego w pełni. Inaczej pozostałoby jej jedynie cisnąć się w nicość.
- A co to za nawałnica? - ciągnęła, ciekawa, ale nienachalna. Nieznajomy mógł zaprzestać snucia swojej opowieści w każdym dogodnym dla niego momencie, jeśli przekroczyłaby granice - i to właśnie emanowało z jej spojrzenia, z tarcz zielono-błękitnych tęczówek wpatrzonych w jego twarz.
Życie pozbawione strachu... Celine na moment przygryzła dolną wargę. Chciałaby wieść właśnie takie życie. W jej głowie tliła się setka wątpliwości, każda głośniejsza od poprzedniej, a ona nie znała drogi, którą mogłaby od nich uciec. Zamiast prowadzić do błękitnego nieba, schody, po których stąpała, wiodły tylko w dół.
- Akurat nie strach lubię, a to, co... Co może czuć człowiek, kiedy spodziewa się uderzenia, ale zamiast tego dostaje pocałunek złożony na czole. Czuły i ciepły. I przez chwilę wszystko jest po prostu miłe, warte tego drżenia dłoni, ściśniętego żołądka - przyznała, jednocześnie podpierając brodę na niedużych rozmiarów piąstce. Nie zawsze finał pochmurnych myśli okazywał się miłym zaskoczeniem, najczęściej przynosił jedynie zawód, ale właśnie dla tych nielicznych powodów do radości warto było czekać. Próbować. Męczyć się. Cierpieć, płakać. A potem cykl zaczynał się od nowa, zastąpiony kolejną dawką trucizny.
Wolną ręką sięgnęła przed siebie, jakby próbowała zaprosić nieznajomego do powozu.
- Chodź, podejdź. Zdradź mi swoje imię - poprosiła, by później delikatnie przechylić głowę do boku i zamruczeć pod nosem, w myślach ważąc ciężar jego pytania. Most rzeczywiście nie rozwiał męskich trosk. - Bywają okrutne, ale to najcenniejsze co mamy. Bez nich bylibyśmy... Jak bogowie, albo martwi - odpowiedziała Celine, jednak nie bez wahania. Nie władała słowem tak biegle jak on, nie potrafiła także nazwać większości własnych poglądów, wiecznie zmienna, jak mnogość rodzajów jesiennych deszczy. - Przecież nie ma dnia bez nocy, nie ma radości bez łez, błogosławieństwa bez przekleństwa... Prawda?




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

|stąd ->

Wojna zmieniała sposób postrzegania rzeczywistości. Zwłaszcza w oczach kogoś stojącego na samym jej froncie; będącego nie tyle co obserwatorem tragedii, a przyczyniającym się do tej. To nie było łatwe, ludzkie. By sobie z tym radzić niektórzy szukali oparcia w innych, przeganiali senne koszmary ciepłem drugiej osoby, roztaczali niewidzialne nici wiary, przywiązania, tkali poczucie zbiorowości, wzajemnego wsparcia. Ciepło, braterstwo. Skamander nie potrafił znaleźć oparcia w czymś tak kruchym, zmiennym. Czy utrudniał mu to trudny charakter, czy tak też go ukształtowała rzeczywistość - trudno powiedzieć. Wznosił jednak wokół siebie lodową twierdzę do której nikt nie miał mieć wstępu w sposób przerażająco skrupulatny, przemyślany. Mógł liczyć tylko na siebie. Sam dla siebie będzie kompasem swoich działań, decyzji. Tak zadecydował i tak miało być.
Nakreślił więc wyraźną linię Justine, tak jak zrobił to niedawno w stosunku do Kierana który na powitanie powiedział mu to samo. Nie potrzebował wdzięczności ani sympatii któregokolwiek z nich. Potrzebował ich umiejętności i mieli zdawać sobie z tego sprawę. Z tego że nie byli tu dla siebie nawzajem. Były rzeczy które tylko oni mogli zrobić, do których byli potrzebni. Chciał wyryć w nich bolesną świadomość tego.
Doskonale - pomyślał więc, poruszając głową z uznaniem chociaż tak właściwie nie dał jej pola do jakiejkolwiek dyskusji. Skupili się na dalszej drodze.
Choć grupa była zorganizowana to jednak poruszanie się kilkoma obstawionymi powozami wydawało się toporne, a ciągnąca się przed nimi trasa do pokonania wydawała się nie mieć końca. Zmrożona z wierzchu ziemia wydawała się być dobrym gruntem, lecz im dalej tym co jakiś czas pojawiały się bardziej grząskie tereny w których koła zapadały się częściowo. Przed dotarciem do lasu zatrzymali się, a Justine na bardziej zwinnej miotle miała sprawnie zweryfikować potencjalne zagrożenie. Od momentu kiedy zniknęła Skamander poruszył różdżką tworząc chcąc stworzyć niewidzialną ścianę, która miała skryć karawanę - Salvio Hexia - następnie w spokoju i cierpliwością wyczekiwał sygnału lub powrotu gwardzistki.


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most Godryka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Ceniła Skamandera, nie tylko przez wzgląd na jego bezsprzeczne umiejętności, jeśli szło o doświadczenie w walce czy wiedzę w dziedzinie uroków. To wszystko miało znaczenie, ale najmocniej chyba ceniła go za pewnego rodzaju niezłomność i niezmienność w byciu sobą. Czy miał ciężki charakter? Nie była przekonana, może zwyczajnie, nie był ze wszystkimi kompatybilny. Ludzie nawykli do przemilczenia spraw, nie mówienia o tym, co naprawdę sądzili, czy chowania urazy głęboko i w sekrecie. On był w tym względzie innym. Niezadowolony, nie skrywał tego. Kiedy miał inne zdanie i wiedział, że ma słuszność, wyrażał to głośno. Był całkowicie różny od niej i swoją postawą dzisiaj wyraźnie pokazał jej, że nie zależy mu na żadnym rodzaju poufałości. Ostatecznie, żadne z nich nie potrzebowało wzajemnie się ze sobą przyjaźnić, splatać bransoletki na znak łączących więzi i otwierać butelki alkoholu dla celebracji osiągniętych sukcesów. Potrzebowali swoich umiejętności. Reszta nie miała znaczenia. Zdążyła się już nauczyć pracy z osobami, które za nią nie przepadają, nie musieli przecież. Mieli być zgrabnym duetem. Mieli wiedzieć co robić, jak pracować i funkcjonować. W jakiś sposób musieli się znać - swoje mocne i słabe strony. Ktoś zawsze musiał być trochę na przodzie i prowadzić. Dwóch liderów w jednej grupie, to o jednego za dużo. Potrzeba było osoby, które podejmuje ostateczną decyzje, jeśli zachodzi potrzeba. Czasem zwyczajnie każdy wiedział co robić i ta się nie pojawiała. Była już na obu tych miejscach, osoby która podążą i tam gdzie wytycza się szlak. Potrafiła się dopasować i z milczeniem po prostu zrobiła to dzisiaj, przyjmując do wiadomości, przekaz Anthony’ego. Zniknęła w lesie, przesuwając się na miotle do przodu, rzucając zaklęcie, wykrywające co jakiś czas przystając. Monotonna, ale potrzebna czynność przyniosła owoce. Zatrzymała się, kiedy na skraju zaklęcia wyczuła dwójkę ludzi. Przesunęła się bliżej, unosząc rękę, żeby rzucić oko i posłać je w kierunku intruzów. Przyjrzała się im, nie wyglądali, na zagrożenie, ale tego też nie można było wykluczyć. Zdawali się zmierzać w konkretnym kierunku. Stracić ich ze spojrzenia nie zamierzała. Musiała być blisko, żeby w razie problemów zareagować odpowiednio. Dlatego nie zbliżała, się, chcąc pozostać poza zasięgiem ich słuchu. Gdyby skorzystała z sygnału świetlnego, dałby złą informację, że jest czysto. Periculum ściągnie ich spojrzenie właśnie w jej stronę. Patronus też miał szansę zostać zauważonym, pozostawienie z nimi oka i powrót uznała za najlepszy, bo nie informujący o jej obecności i pozwalający na śledzenie ich poczynań. Wskoczyła więc na miotłę pochylając się na niej, by zmaksymalizować prędkość. Niedługo później była obok, mężczyźni zostali daleko za nią, ale kierunek ich drogi się nie zmienił. Zeskoczyła z miotły obok Skamandera.
- Dwójka. Idą z południa, jeśli nie zmienimy trasy nasze drogi się przetną. - zrelacjonowała krótko, oczekując na podjęcie decyzji. Gotowa wrócić i sprawdzić kolejną część trasy, choć ta - jeśli mieli uniknąć spotkania - musiała się zmienić. Drugi powód, dla którego wróciła. Przegrupowanie.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Most Godryka - Page 5 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Wyczekiwał na powrót Justine jednocześnie samemu zbrojąca się w cierpliwość oraz uwagę. Mimo wszystko stali pomiędzy odległym już brzegiem, a bezpiecznym lasem. To nie było w ich sytuacji właściwe. Anthony roztoczył wokół magiczną barierę mającą zakamuflować ich obecność do momentu powrotu Justine. Jeden z aurorów, kiedy czas się wydłużał, podparł się na łęku siodła. Miał wyraźnie ciężką noc, a dzisiejsze przedłużenie tejże było dla niego już wyraźnym obciążeniem. Woźnica z lekkim zobojętnieniem wydłubywał brud zza paznokci. Ostatecznie na horyzoncie pojawił się punkt.
- Wraca - oznajmił nie zdejmując przymrużonych oczu ze zbliżającej się czarownicy. Poprowadził konia do przodu wychylając się zza niewidzialnej kotary zaklęcia tak by wiedziała gdzie się zatrzymać. Skinął głową gdy skończyła mówić, a potem spojrzał za jej plecy w stronę lasu z którego przybyła by zaraz obrócić się przez ramie komunikując reszcie:
- Zmienimy trasę - stwierdził - Podjedziemy pod las, lecz nie będziemy zapuszczali się w głąb. Będziemy poruszali się jego obrzeżem. Justine będzie kontrolowała okolicę. Gdy znajdziemy się odpowiednio blisko Somerset odbijemy na zachód. Mimo że pojedziemy trochę naokoło to droga nie powinna się znacząco wydłużyć. Nawierzchnia będzie tam twardsza - spojrzał na koła powozu, które w tym momencie w pewnym stopniu były zatopione w błocie. Ziemia nie była odpowiednio mocno zmarznięta, a wóz był obciążony - to naturalne, że nieznacznie grzązł - Obiekcje...? - zatrzymał spojrzenie przez sekundę na każdym z osobna, a potem skinął potakująco głową i ruszył przodem prowadząc za sobą korowód. Zgodnie z założeniem zbliżyli się do lasu, lecz nie do niego nie wjechali. Ciągnęli się wzdłuż obrzeży mając po swojej prawej wznoszące się ku górze nagie korony drzew a po lewej pustą przestrzeń. Droga ostatecznie minęła im w ciszy. Zaraz potem zgodnie z założeniem odbili na zachód. Nawierzchnia stała się z czasem bardziej żwirowata. Słońce świeciło już wysoko, lecz wciąż było dość chłodno. Można było już powiedzieć, że byli na ostatniej prostej - Jak dojedziemy do Norton Avenue nie odlatuj. Chciałbym z tobą porozmawiać - nie pytał się czy miała czas więc mogła domyśleć się, że rozmowa miała dotyczyć czegoś służbowego.


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

Postanowiła powrócić, mimo, że zajęło to dłużej i przeciągnęło ruszenie, nie pozwoliło, żeby dwójka mężczyzn zorientowała się, że całkiem nie tak daleko od siebie ma towarzystwo. Trudno było przewidzieć kim byli - a wygląd nieraz potrafił być dość zgubny. Sama była tego przykładem. Mała, niepozorna w tej chwili jeszcze chorobliwie chuda nie sprawiała wrażenia potężnej. A była silną czarownicą, miała tego świadomość, nie była na tyle nieświadoma, żeby udawać, że nie.
Anthony wytyczył jasny plan i zamierzała się go trzymać bez odstępstw. Jeśli sytuacja miała pozwolić, mieli nie wchodzić w kontakt z żądnymi postronnymi jednostkami. Podjęła decyzje - najrozsądniejszą jak sądziła. Zeskoczyła z miotły prosto przed Anthonym który wyszedł z wzniesionej bariery. Przestąpiła z nogi na nogę zdając krótką relację. Oko nadal podążało za dwójką mężczyzn. Wysłuchała kolejno padających słów, na które milcząco skinęła głową i kiedy ruszyli ponownie, wskoczyła na miotłę zapuszczając się odrobinę w las, żeby drzewa ją skryły na wszelki wypadek, i pomknęła w przód. Wyznaczała trasy wokół, co jakiś czas zbliżając się i wzbijając w górę. Wyprzedzając prowadzoną po ziemi karawanę, obserwując z góry czy nic nie stoi na ich drodze. Ale poza dwójką, którą zgodnie z planem ominęli nic nie stanęło im na przeszkodzie. Rzeczywiście nadrobili drogi, więc i ona sama zajęła więcej czasu. Przy jednym z kolejnych jej krótszych postojów przy Anthonym usłyszała wypowiadane w jej kierunku słowa. Patrzyła na drogę przed sobą, nie zerkając ku niemu, choć jedna z jej brwi drgnęła ledwie zauważalnie. W końcu skinęła krótko głową i nachyliła się wypuszczając się znów do przodu. Zacisnęła usta, mrużąc odrobinę powieki, skupiając się na drodze przed sobą, po raz kolejny wzbijając się góry. Chciałby porozmawiać. Cóż, powinna była być gotowa na to, że temat nie skończy się tak szybko. Zatrzymała się na chwilę w górze, przed nimi majaczył Norton Avenue, puściła trzonek miotły i rozprostowała zmarznięte w rękawiczkach dłonie. Uniosła na chwilę brodę, biorąc wdech w płuca. Opuściła jasne tęczówki czując, jak wiatr smaga jej poliki.
- No dobra. - mruknęła do siebie. Przesunęła spojrzeniem po rozpościerającym widoku, ponownie obejmując dłońmi trzonek miotły. Pochyliła się, robiąc jedną z ostatnich tras sprawdzając pozostały kawałek przed wspomnianym przez Skamandera punkcie. Nie dostrzegając nic, co mogłoby ją zaniepokoić zrobiła jeszcze kółko i zabiła się powietrze, wracając trasą poboczem lasu. Zataczając koło za karawaną, by w końcu zeskoczyć płynnie z miotły u boku Skamandera w momencie w którym wkraczali w określony punkt.
- Jestem. - stwierdziła, chociaż było to widoczne. Przełożyła miotłę do lewej ręki i zrównała z nim krok. Nie pytała o czym, bo jak sądziła, zaraz sam wyjaśni to, co chciał poruszyć. Jej myśli mimowolnie pomknęły w stronę placu. A ciało spięło się w reakcji - a może oczekiwaniu na nadchodzący werbalny atak. Raczej nie spodziewała się poklepania po głowie. Zacisnęła mocniej dłoń na miotle wpatrując się przed siebie. Przygotowując na słowa, które mogła - a może spodziewała się - usłyszeć.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Most Godryka - Page 5 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Most Godryka

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach