Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Targ w Cromer

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Targ w Cromer - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime28.03.20 21:21

First topic message reminder :

Targ w Cromer

Targ w Cromer mimo swojej niepozorności, pełen jest cennych perełek. Można kupić tu niemal wszystko: od przypraw i alkoholi przez materiały i ceramikę aż po egzotyczne ptaki, trzymane w zmyślnych klatkach. Po targu przechadzają się wyznaczeni pracownicy portu, bowiem nie toleruje się tu złodziejaszków. Między stoiskami roznoszą się zapachy z dalekich stron, nie raz mieszające się w ostre mieszanki, trudnych do odgadnięcia woni. Wiele stoisk oferuje atrakcyjne ceny.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime07.03.21 0:06

| wracamy z szafki

Silna, a za razem dziwna mieszanka skrajnych uczuć uderzyła w sylwetkę ciemnowłosego. Czuł nieokiełznaną wściekłość, potworny żal, pomieszany z bezsilnością i rozczarowaniem. Naprawiali świat, lecz na miejsce odsuniętych barier wyrastały nowe, jeszcze silniejsze, cięższe do pokonania. Zdał sobie sprawę, że napotkane incydenty mają miejsce niemalże codziennie. Są bezkarne, swobodne, nikt nie pokusi się o odpowiedni wymiar sprawiedliwości. Rzeczywistość schodziła na psy, była obrzydliwa, popaprana, nieprzygotowana do normlanego funkcjonowania. Jakim prawem obce jednostki handlowały cudzym życiem? Pastwiły się nad nim, wykorzystywały do własnych potrzeb, bezczelnych przyjemności? Tak wielu rzeczy nie potrafił jeszcze pojąć. Zwątpienie wniknęło w cienkie, przerażone warstwy umysłu. Czy nie robili wszystkie na darmo? Czy ich działania miały jeszcze jakiś sens? Palce zaciskały się na głogowym drewnie. Przyciskał je całą mocą, czując jak paznokcie wbijają się w miękką tkankę. Przez większość drogi nie wydobył z siebie żadnego słowa. Cały czas miał przed powiekami zbezczeszczone zwłoki tak młodej dziewczyny. Ile mogła mieć lat? Dokąd się spieszyła? Jakie marzenia skrywała pod kolorową płachtą jesiennego płaszcza? Dotarli tam zbyt późno. To jego wina. Gdyby nie dał się sprowokować, zareagował odpowiednio, skupił na obronie, może dałoby się ją uratować? Ocalić ostatnie, wątłe tchnienie. Nienawidził siebie i tego, że cały czas zawodził. Bolesny wdech wydobył się z jego piersi. Ściągnął brwi, ostry wzrok utkwiony był w błotnistym podłożu. Usłyszał głos partnerki, lecz nie podniósł głowy. Wysilił się na krótką, dziwnie pustą odpowiedź: – Odszukam jej rodzinę zaraz po skończeniu zadania. – oznajmił twardo. Mogło mu towarzyszyć, lecz nie chciał tego wymagać. Nie wiedział jakie niespodzianki napotkają ich na wyznaczonym miejscu. Czuł się zobowiązany, wyznaczony do przyniesienia tak ciężkich informacji. Pociągnął nosem przeganiając cień łez oraz mroźnego zaklęcia. Dźwięk sylab szlachcianki zadzwonił głęboko w podświadomości. Byli już tak blisko... Szkielety straganów rysowały się w oddali, lecz coś było nie tak. Jeden z handlarzy był w niebezpieczeństwie, dwójka mężczyzn trzymając go za kołnierz przystawiała różdżkę do jego szyi; przeciwna frakcja. Chcieli wyciągnąć z niego pewnie informacje, a może finalnie pozbawić życia? Przedstawiciele Zakonu wkroczyli na zaminowany teren rozpoczynając kolejną walkę. Nie było łatwo, przeciwnicy władali silną magią, byli zmyślni i nieuchwytni. Ostatecznie rozgromili oprawców, a w zasięgu wzroku pozostał tylko jeden. Mężczyzna odetchnął z ulgą, zakasłał kilkukrotnie czując skutki galaretowatego podduszenia. Uniósł wzrok w kierunku partnerki i przyjrzał się jej z troską: – Dobrze się czujesz? Potrzebujesz jakichś eliksirów? Może chwilę odpoczniesz? – zapytał podchodząc i kładąc dłoń na jej ramieniu. Jego postępowanie zmieniło się nie do poznania, wczuł się w zadanie. Postać nękająca handlarza talizmanów wydzierała się w niebogłosy, przekręcił oczami krzyżując wzrok z Hensley i zniżając głos: – Co z nim zrobimy? Musimy zabezpieczyć teren, ale może uda się coś z niego wyciągnąć? – zaproponował od razu licząc, iż jegomość stanie się o wiele bardziej rozmowny. Odkręcając głowę zauważył, że nękany sprzedawca wychylił głowę zza lady. Bez słowa podszedł do niego i stojąc w odpowiedniej odległości zapytał: – Już wszystko jest w porządku. Nic się panu nie stało? – staruszek pokiwał głową powolnie nadal w zbyt dużym szoku. Patrzył na Vincenta szerokimi, zielonymi, zamglonymi oczami szukając wyjaśnień, lecz na nie, nie było teraz czasu.

| czekamy 48h





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Targ w Cromer - Page 2 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime09.03.21 22:40

Nie zawsze mieli wpływ na to co się działo wokół. Mogli robić więcej, starać się bardziej i dosłownie stawać na głowie, ale i tak nikt nie mógł dać im gwarancji, że się powiedzie. Nie zdążyli uratować dziewczyny, ale zdążyli pomścić jej śmierć. Ich obecność w tym miejscu przyczyniła się do czegoś. W końcu mieli szansę pójść po śladach krwi i znaleźć jej ciało. Gdyby nie znaleźli się w tym miejscu i w tym czasie, to rodzina mogłaby nigdy nie poznać prawdy. Pocieszenie? Może i marne, ale Lucinda wiedziała, że nie ma nic gorszego od nadziei. Choć tą warto mieć zawsze, to jednak potrafi ona niszczyć ludziom życie. Oczywiście mogli sobie teraz pluć w brodę, że i tak przecież niczego nie zmienili, bo kobieta nie żyła, ale blondynka nie chciała iść tym tropem. Wiedziała, że wyrzuty sumienia w niczym nikomu nie pomogą. Ona już szła tą ścieżką. Krętą, trudną i przykrą. Nie chciała już do tego wracać. Nie w taki sposób. – Pójdziemy razem – postanowiła spoglądając na przyjaciela. Nie chciała by robił to sam. Wciąż był w tym wszystkim nowy. Wiedziała, że nie musi go niańczyć, że da sobie radę z jej pomocą czy też nie, ale jednak czuła też poczucie obowiązku. Takie momenty zawsze były trudne – dla wszystkich i to bez względu na staż czy ogólne znieczulenie. Coś takiego chyba w ogóle nie istniało.
Pojedynek był dość trudny, a ich przeciwnicy przygotowani. Nie czuła się najlepiej. Oberwała kilkoma zaklęciami, a efekt czarnomagicznego zaklęcia wciąż wywierał na nią swój wpływ. Jeden z ich przeciwników uciekł porzucając swojego kompana. Lucinda nie wiedziała co to za absurd – porzucić własnego kompana w walce. Nie interesować się jego życiem i losem? Nie potrafiła tego zrozumieć i chyba nawet nie chciała. Drugi z mężczyzn wciąż był spętany zaklęciem. Mogli go przesłuchać, mogli go zabrać do Oazy i dowiedzieć się kim jest, ale dla Lucindy teraz ważniejsza była kwestia sprzedawcy amuletów. Spojrzała na przyjaciela, gdy ten zapytał jak się czuje. – Bywało lepiej – odparła z przekąsem i uniosła kącik ust w uśmiechu. – Dam radę – dodała jeszcze chcąc go uspokoić. – Co to było za zaklęcie? Znasz je? Dobrze się czujesz? – zapytała. Ona nie znała się na transmutacji. Widziała jednak jak Vincent walczył z galaretą, która zacieśniała się coraz mocniej.
Blondynka przeniosła spojrzenie na spętanego magicznymi kajdanami mężczyznę. – Spróbujemy, ale najpierw zajmijmy się tym miejscem – dodała oddychając ciężko. Kiedy Vince podszedł do mężczyzny, Lucinda wzięła się za nakładanie pułapek. Musiała się na tym skupić i wybrać odpowiednią. Zawierucha. Wiedziała jak dobrze działa rozproszenie, każdy kto wejdzie na teren targu będzie miał wrażenie, że znajduje się w środku jednej z największych bitew w jakich brali udział czarodzieje. Wymagało to od niej dużego poświęcenia, skupienia i wyobraźni, ale wiedziała, że jest to tego warte.

Nakładam Zawieruchę.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime10.03.21 21:34

Zawsze znajdował w sobie wątły cień obezwładniającej winy. I choć rozumiał niesprzyjające okoliczności, trud zaistniałej sytuacji, która zmusiła do morderczej walki, miał ogromne wyrzuty sumienia. Wyrazisty obraz zakrwawionych, porzuconych zwłok tak młodej kobiety ciążył przed lekko przymrużonymi powiekami. Udało im się pomścić nieznajomą, wypędzić bezwzględnych oprawców, lecz na jak długo? Czy nie powinni poczuć na sobie tego samego? Kościstych palców zakapturzonej kostuchy, która rozdarłaby splecione wnętrzności? Dostrzec rozległe plamy czerwonej posoki rysującej wirujące kształty pomiędzy warstwami wierzchniego ubrania? Wydobyć z siebie przeraźliwy, rozbrajający krzyk, wyodrębnić paniczny wstyd, zarysowany w ciemnych tęczówkach przesiąkniętych nieludzką rządzą prawdziwego mordu? Miał mętlik w głowie. Ich zawirowana i skondensowana struktura odbijała się na nieobecnej, skrzywionej twarzy. Ręce schowane w głębokich kieszeniach zaciskały się na zbielałych knykciach, śliskim trzonku głogowej różdżki. Chciał uwierzyć, że zrobili wszystko co mogli, postąpili słusznie, właściwie… Niewielka koperta spoczywała na dnie skórzanej torby czekając na swoją kolej. Musieli poinformować rodzinę, dopełnić swą powinność. Nie odkręcił głowy, gdy blondynka wypowiedziała konkretne zapewnienie. Patrzył w bezdenną dal stawiając leniwe, posuwiste kroki. Walczył, aby nie upaść w sam środek błotnistej ziemi. Nie mógł jej tego zabronić, dlatego zdobył się na urwane: – Dobrze. – mogła mu towarzyszyć. Pozostawać blisko, gdy drżące gardło wypowie konkretne słowa. Poczują na sobie wyczekujące spojrzenie zatroskanych rodzicieli niedowierzających w brzmienie okrutnych informacji. Szukając zrozumienia, pocieszenia, gromkich wyjaśnień nie utracą nadziei, że ukochana córka, już za chwilę popchnie drewniane drzwi, witając się przyjaznym pozdrowieniem. Jeszcze do niedawna był przekonany, że żadna sytuacja nie będzie w stanie go złamać. Tak bardzo się mylił.
On również odczuwał skutki dwóch, naprawdę ciężkich pojedynków. I choć zawiesisty eliksir zwrócił nieco sił, czuł obolałe mięśnie, przeciążenie ścięgien, kłujące fragmenty, na których rozkwitnął fioletowe siniaki. Spoglądał na towarzyszkę uważnie, dokładnie badając każdą reakcję. Wiedział, że nie będzie chciała martwić stanem swojego zdrowia, lecz on zrobiłby naprawdę wszystko; pobiegł po uzdrowiciela. Westchnął przeciągle zaplatając ręce na klatce piersiowej. Skrzywił się, drażniąc obitą przestrzeń i pokiwał głową ze zrozumieniem. Na kolejne pytania ściągnął brwi w zastanowieniu dodając przeczący gest: – Nie mam pojęcia. Zakładam, że to coś z transmutacji…zgadywał, nie operował tak biegłą techniką nieznanej dziedziny. Przewrotne zaklęcie przysporzyło wiele kłopotów; coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, iż powinien rozpocząć jak najszybsze dokształcenie właśnie w tym kierunku. Wachlarz magicznych umiejętności uległby znaczącemu powiększeniu. – Tak, tak, jest stabilnie. – dodał jeszcze chowając się w rozpędzonych myślach. Zrobił kilka kroków do przodu podchodząc do wytwórcy talizmanów. Zamienił z nim kilka, uspokajających słów, po czym odwrócił się do kobiety, aby utkwić w niej błękitne tęczówki: – Pójdę na północną część targu, nałożę tam zabezpieczenia. Sprawdzę też część wschodnią, tam też może być jakieś wejście. Przejdziesz się tam, bardziej na zachód? – zaproponował łagodnie, po czym skonsultował się z handlarzem, który gestem dłoni wskazał mu odpowiednią drogę. – Jeszcze do pana wrócę, a ty uważaj na siebie. – zapowiedział, po czym szybkim krokiem ruszył w wyznaczonym kierunku niknąć między plątaniną straganów. Stanął przed metalową, uchyloną bramą. Wydzielił odpowiednią przestrzeń, aby dobrze wymierzyć teren dla wybranego zabezpieczenie. Postanowił sięgnąć po Lignumo. Dębowy próg wyrósł w odległości pięciu metrów od przekroczeniu zdezelowanej furtki. Nieproszony, niechciany wędrowiec zostanie spętany przez ciasne i kręte gałęzie.

| nakładam Lignumo przy północnym wejściu na targ

[bylobrzydkobedzieladnie]





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 12.03.21 15:15, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Targ w Cromer - Page 2 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime11.03.21 19:16

Lucinda zdawała sobie sprawę z popełnionych błędów. Nikt nie był idealny. Ona nigdy nie przygotowywała się do wojny, nie była też żołnierzem. Nikt nie pokazywał jej jak walczyć, jak atakować i jak nie dać się zabić. Jedynie jej własna determinacja pozwalała jej wciąż być w grze. Ta jednak stawała się trudniejsza, coraz mocniej agresywna, a jej zasady mało zrozumiałe. Próbowała ze wszystkich sił złapać choć pozorny rytm, ale wiedziała, że wiele zależy od szczęścia. Jej szczęścia. Magia była przewrotna. Czasami każde zaklęcie udawało się bez mniejszego problemu, a czasami nawet te najprostsze sprawiały jej trudności, których nie była w stanie obejść. Już kiedyś próbowała rozwikłać tą zależność, ale nie doszła do żadnego konkretnego wniosku. Podczas treningu jest łatwiej. Działasz w skupieniu, który podczas prawdziwej walki zostaje ci odebrany. Jesteś w stanie przemyśleć kolejny ruch i działać taktycznie. Walka przynosi stres, zmartwienie i szybsze bicie serca. Na treningu nie martwisz się o własne życie i możesz być świadomy tego co robisz, ale nie jest to nigdy prawdziwe i nawet jeśli bardzo chcesz to nie jesteś w stanie przećwiczyć tego co spotka cię w starciu. Przez to blondynka jeszcze mniej ufała swojej różdżce. Brzmiało to absurdalnie, bo każdego dnia powierzała jej swoje życie, ale tak właśnie było. Gdyby miała pewność, że jej wiedza i umiejętności będą w stanie ją ochronić… tej pewności nigdy jednak nie miała.
Blondynka spojrzała na stojącego obok przyjaciela i skinęła głową. – Ja też miałam takie wrażenie. Zapamiętaj inkantacje zaklęcia i zapytamy o to kogoś w Oazie. – dodała. Czy to było teraz tak istotne? Pewnie nie, ale jej zboczeniem zawodowym było analizowanie wszystkiego. Wyciągała wnioski z każdego pojedynku tak samo jak wcześniej potrafiła je wyciągać z każdych poszukiwań.
Po nałożeniu zabezpieczenia, Lucinda podeszła do mężczyzny. – Wie pan kim jesteśmy? – zapytała, a jej głos brzmiał pewnie. Była zmęczona. Czuła każdy mięsień w ciele i wiedziała, że czeka ją wizyta u uzdrowiciela. Miała jednak nadzieje, że uda im się zabezpieczyć teren i zniknąć stąd zanim ktokolwiek zainteresuje się ich obecnością tutaj. Nie byłaby chyba w stanie ustać na nogach przez jeszcze jedno starcie. Kiedy przestraszony mężczyzna skinął głową, Lucinda poszła za jego śladem i zrobiła to samo. – Dobrze. Kiedy skończymy wszystko panu wyjaśnimy. To nie jest dobry pomysł by tu zostać dłużej niż jest to konieczne. – dodała jeszcze i spojrzała na oddalającego się przyjaciela. Cieszyła się, że to właśnie on był tu dzisiaj z nią. Samej byłoby jej ciężko zrobić cokolwiek, a na niego zawsze mogła liczyć.
Zgodnie z poleceniem Rinehearta ruszyła w stronę zachodniej części targu. Skupiła się na kolejnym zabezpieczeniu, którego nałożenie w tym miejscu było konieczne.  W momencie aktywacji zabezpieczenie emituje jasny błysk oślepiający intruza. Ktoś kto przekroczy zachodnie wejście targu będzie musiał zaufać swoim innym zmysłom lub odejść. Lucinda miała jednak nadzieje, że to drugie.

Nakładam Oczobłysk




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Targ w Cromer - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Targ w Cromer [odnośnikTarg w Cromer - Page 2 I_icon_minitime12.03.21 16:57

Nie spodziewał się dołączenia do otwartej wojny jako czynny i waleczny bojownik. Od momentu powrotu na macierzyste tereny deszczowej Anglii, trzymał się na uboczu, podchodząc do wszystkiego z odpowiednią i przemyślaną rezerwą. Rzeczywistość zmieniająca się na przestrzeni miesięcy, wywróciła całą filozofię zakładanego postępowania. Postanowił walczyć o bliskie jednostki, oddać się niebezpiecznej i krwawej wichurze, nie mając pojęcia z czym dokładnie przyjdzie mu się mierzyć. Nie wiedział jak wiele ryzykuje, jak ogromne brzemię ciąży na jego barkach. Musiał chronić swą delikatną tożsamość powiązaną z konkretnymi, ściganymi jednostkami. Trzymać język za zębami, posuwać się do coraz częstszego kłamstwa, ukrywając swe parszywe nazwisko. Zerwać tak wiele bliskich kontaktów opowiadających się po drugiej stronie barykady. Miał teraz prawdziwych wrogów. Osoby, które bez skrupułów wymierzały sprawiedliwość niewinnym jednostkom. Dopuszczali się bestialskich mordów, otwartych tortur, paskudnych intryg, mających na celu przeprogramowanie doczesnego świata. Wszystko uległo zmianie, a on nie mógł stać w miejscu. Mimo wszystko nie rozumiał jeszcze tak wielu rzeczy. Z niektórymi stykał się po raz pierwszy, czuł ogromne obciążenie. Nie dawał rady w ferworze obowiązków, które w ostatnich miesiącach opadły na niego niczym najcięższe głazy. Cały czas zmagał się z szeregiem wątpliwości, niskim poczuciem własnej wartości, przeświadczeniem, że tak naprawdę do niczego się nie nadaje; ale czy na pewno były zgodne z prawdą? Wiele spraw wymykało mu się z rąk: zawinił, zostawił, odpuścił, nie doprowadził do końca. Mimo wszystko stał tutaj na samym środku targowej ulicy tocząc krwawe batalie. Czując na zarośniętych policzkach powiew jesiennego wiatru, władając silnymi strużkami magii, wychodzącej z głogowej różdżki. Instynkt popychał do przodu. Pokiwał głową twierdząco, chcąc poznać genezę przewrotnego zaklęcia. Nie rozumiał go, nie wiedział jak się przed nim bronić, czy miał szansę rozsadzić galaretę, będąc w samym środku pułapki? Potrzebował nowej wiedzy, trenera, który wspomoże odnowić zapomnianą dziedzinę. Była przewrotna, wspomagała walkę. Westchnął głośno odchodząc od miejsca starcia. Rozglądał się na wszystkie strony w poszukiwaniu dodatkowych szczegółów. Był ostrożny, przeciwnik mógł pojawić się w każdym momencie, nie byli jeszcze do końca bezpieczni. Zakończył nakładanie jednego z zabezpieczeń, które zajęło chwilę. Przez cały czas oglądał się za siebie, sprawdzając czy nikt nie okupuje przestrzeni za plecami. Przeszedł na wschodnią część targu; wyglądała niczym magazyn, składowisko opakowań i zniszczonych rupieci. Zauważył szczelinę między siatką, ubytki w ogrodzeniu. Dmuchał na zimne, dlatego sięgnął po strach na gremliny. Zwodnicza pułapka bazująca na iluzji bogina. Przymknął oczy i skoncentrował magię. Skrupulatnie, pewnie, przesuwał różdżką po wyznaczonym obszarze. Kiedy skończył, wrócił do centrum targowiska i spoglądając na blondynkę szepnął: – Wszystko w porządku? – udało im się porozmawiać z napadniętym handlarzem. Wyjaśnili mu całe dotychczasowe zajście oraz cel swej wizyty. Mężczyzna wyznał, że grupka wrogich popleczników już od jakiegoś czasu kręciła się po ogromnej przestrzeni czekając na odpowiedni moment. Obezwładniony mężczyzna, który siedział oparty o jeden ze straganów, również nie umknął ich uwadze. Próby przesłuchania, wydobycie jawnych informacji kończyły się fiaskiem. Nie chciał opowiedzieć o zamiar, współpracownikach, którzy zlecili atak na targ. Nie pozostawił im wyboru; partnerzy sięgnęli po ostateczną inkantację. Odebrali konkretne wspomnienia, wymazali skojarzenia, pozbawili fragmentu pamięci. Widzieli zdezorientowany, rozbiegany wzrok. Mężczyzna zdjął pętające kajdanki i pozwolił mu odejść. Żałował, że wcześniej nie uczynili tego samego z samowolnym uciekinierem. Udało im się w ostatniej chwili. Po dłuższym wywiadzie, odprowadzili do domu przestraszonego kupca, pozostawiając swój kontakt. Sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu, odeszli wolnym krokiem. Czekała ich jeszcze jedna misja. Vincent wyciągnął miotłę i pozwalając, aby dziewczyna rozsiadła się tuż za nim, odleciał w zachmurzone przestworza.

| nakładam strach na gremliny przy wschodnim wejściu na targ
zt x2





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
 

Targ w Cromer

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Norfolk-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21