Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Boczne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Boczne ognisko   26.09.15 22:24

First topic message reminder :

Boczne ognisko

Palenisko na plaży nieco oddalone od głównego, mniejsze, nie tak okazałe i usytuowane bardziej na uboczu, lecz nie mniej tłumnie nawiedzane w okresie festiwalu lata organizowanego corocznie przez Prewettów. Przez cały rok kamienne palenisko stoi nieużywane, lecz początkiem sierpnia otula się potężnym ogniem, w okół którego przy subtelnych dźwiękach lutni po zmroku tańczą przybyli czarodzieje.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
Zawód : łamacz klątw
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   01.12.15 15:53

To był błąd. Rosalie poruszyła struny, których poruszać nie powinna. Zamiast pięknych melodii wydały kaleczący uszy dźwięk kakofonii. Julius skrzywił się pod naporem słów, którymi obdarzyła go jego towarzyszka. Bo cóż jej miał tak w sumie powiedzieć? Podejrzewał co się z nim działo, ale nie chciał się do tego przyznać. To byłoby przyznaniem się do porażki, a tego niewątpliwie nie chciał. Pomyśleć, że mogło być tak pięknie - mogliby poruszać mało ambitne, niezobowiązujące tematy i odejść zadowoleni. Albo inaczej - Rosalie mogłaby te tematy poruszać. Dzięki czemu żadne z nich nie stąpałoby po cienkim lodzie i byłoby po prostu cudownie. Tak cudownie, jak tylko może być wieczorem przy ciepłym ognisku.
- Nie sądzę, aby mogła mi panienka pomóc - odpowiedział chłodno. Wciąż na nią nie patrząc, jakby płomienie zahipnotyzowały go zupełnie. - Rad byłbym, gdybyśmy na tym zakończyli ten temat i nigdy więcej do niego nie wracali - dodał po krótkiej przerwie. Tonem mocnym, zdecydowanym. Sugestywnym. Musiał w to włożyć wiele, aby w głosie nie zabrzmiała ani jedna nuta pretencji czy gniewu. Nie chciał wcale urządzać scen w miejscu publicznym, szczególnie, że złapał wianek panny Yaxley. Ciężko mu było być idealnym partnerem do umilania czasu.
- Skąd pomysł na wróżby, a teraz zaplatanie wianków? Może jednak liczy panienka na szybkie zamążpójście? - spytał, tym razem neutralnie. Skoro miał udawać towarzyskiego jegomościa, to w porządku. Mogą gadać o głupotach.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 0
UROKI : 17
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   17.12.15 23:29

- Przepraszam, nie było moim zamiarem urazić pana, swoimi pytaniami - odpowiedziałam grzecznie.
Czasami jednak zdecydowanie za bardzo posuwałam się ze swoimi pytaniami. Czemu ani ojciec, ani żadne guwernantki czy nauczycielki nie zauważyły tego wcześniej i nie nauczyły mnie w porę gryźć się w język? Tego nie rozumiałam.
Spostrzeżenia pana Notta były dosyć trafne. Aż mnie to rozbawiło, że tak łatwo udało się mu mnie przejęć. Chociaż zapewne nie było to aż tak trudne.
- Trafił pan, panie Nott - przyznałam mu rację. - Mam wrażenie, że moja młodsza siostra jest bliżej zamążpójścia niż ja. Niestety to trochę działa na ambicję.
Uśmiechnęłam się do niego, oczywistym było, że nie szukałam w tych zabawach kogoś na serio. Gdybym w to wierzyła, teraz zapewne uważałabym, że pan Nott jest mi pisany i prędzej czy później, zostanę jego żoną. A wcale tak nie było. Tym bardziej, że mężczyzna był chyba zaręczony.
- Bardziej jednak, chodziło o dobrą zabawę. A jeśli przy okazji trafiłby się ktoś odpowiedni, nie miałabym nic przeciwko - dodałam. - Ale nie mam zamiaru rozbijać czyiś związków, nie jestem aż taką desperatką.
Znów się zaśmiałam ze swoich własnych słów. Ten ogień dobrze na mnie działał, zdecydowanie poprawił mi nastrój i nawet ponure towarzystwo Juliusa nie stanowiło dla mnie problemu.
- Czy jest już panu ciepło, panie Nott? Naprawdę mi przykro, że się pan tak niefortunnie zamoczył. Nie wiem, czy złapanie mojego wianka było warte mokrych ubrań i złamanego nosa - powiedziałam, zakładając swój wianek na głowę.
Spojrzałam na mężczyznę, potem w niebo. Niedługo będę musiała się zbierać do domu. Ojciec na pewno zacznie się niepokoić.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
Zawód : łamacz klątw
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   11.01.16 15:03

Kobiety. I ich pusta potrzeba rywalizacji, pokazania tej drugiej, że jest tą lepszą. Tym tragiczniejsze, że tyczyło się to rodziny. Julius skwitował to jedynie pełnym pobłażliwości uśmiechem, nie rozumiejąc tego w ogóle. I rozumieć nie chcąc. Pokiwał głową, na to i w ogóle na wszystko, co zostało do tej pory wypowiedziane. Spojrzał ponownie na swoją różdżkę, która powoli wysychała. Obawiał się trochę, że drewno pęknie lub napuchnie i straci swoją magiczną właściwość. Być może przejdzie się niebawem do wuja z prośbą, by rzucił okiem na ten egzemplarz. Najwyżej kupi sobie nową. Zaraz jednak powrócił do wątku siedzącej obok Rosalie i pogawędki.
- Cieszy mnie to. Desperacja jest najgorsza - uznał, nie wiedzieć czemu błąkając się po meandrach swojej przeszłości. Co skwitował krótkim, pełnym powściągliwości uśmiechem. - Wierzę, że się to wkrótce panience uda, lady Yaxley. Tak piękna kobieta nie będzie długo sama - dodał, czyżby był znawcą? Widocznie zostało w nim nieco z Notta. Rzucającego komplementami, brakowało tylko uroku osobistego, który niegdyś posiadał.
Dobrze mu się tutaj z nią siedziało. Nawet, jeżeli przez rodowe obiekcje powinien uciekać od niej jak najdalej.
- Ależ oczywiście, że było. Proszę się nie zamartwiać, gdybym nie chciał, nie ośmieszałbym się do tego stopnia. Na szczęście jestem już prawie suchy - odpowiedział na jej kolejne słowa. Milcząco podziwiał także wianek na jej jasnych włosach. - Wydaje mi się, że już późno, a młodej damie nie wypada tak długo przebywać poza domem. Służę ramieniem - odezwał się po krótkiej przerwie. Wstał i rzeczywiście podał swoje ramię, aby Rosalie mogła je ująć. I aby on mógł ją odprowadzić najdalej jak się dało, a potem wrócić do siebie.

zt x2




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : organizator smoczych wypraw badawczych
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

OPCM : 6
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   21.02.16 20:39

Nie zwracajcie uwagi, rozliczam sierpień.

Ledwie zrozumiał, że ich ostatnie słowa były pożegnaniem, zaczął żałować – egoistycznie, w końcu nie przyszła tutaj z nim – że nie zatrzymał jej dłużej, nawet jeśli musiałby uciec się do głupiutkiej, pozbawionej sensu gadki-szmatki. Która nie byłaby kompletnie w jego stylu; aktualnie nie wiedział już jednak, co właściwie w nim było, rozdarty między chęcią powrotu do bezpiecznego stanu emocjonalnego znieczulenia, a zaciekawieniem tą odradzającą się z popiołów (o, ironio) relacją, zainicjowaną ponownie przez niepozorny, niebieski wisiorek, który z niezrozumiałego powodu podniósł z trawy. I który, wbrew temu, co mówiła Inara, miał znaczący wpływ na wydarzenia wieczoru, bo nie miał wątpliwości, że w innym wypadku żadne z nich nie wyciągnęłoby pierwsze pergaminu i pióra. A już na pewno on by tego nie zrobił.
Uśmiechnął się jednak, bo jeżeli ktokolwiek mógł poszczycić się tym, że zazwyczaj brał życie we własne ręce, to była to Inara; żywa i prawdziwa, nawet wśród tej całej sztuczności, nawet w wyszukanej, czerwonej sukience i nawet pomimo obecności dziesiątek śledzących każdy jej ruch par oczu. – Rozumiem – przytaknął, być może jedynie wyobrażając sobie niewypowiedziany, subtelny żal, który krył się za jej słowami, gdy mówiła o powrocie do przyjaciółki i reszty towarzyszących jej osób. Kiwnął głową, otwierając usta i mając zamiar ostatecznie się pożegnać, gdy znów zrobiła coś, co wytrąciło go z równowagi.
Najpierw owionął go – ponownie – delikatny zapach bzu; później poczuł na klatce piersiowej dotyk drobnych palców, a następnie – lekkie łaskotanie i ciepło na policzku, powodowane zatrzymującym się na jego skórze oddechem. Westchnął cicho (i głupio) zamiast cokolwiek powiedzieć, odzyskując zdolność do poruszania się dopiero, kiedy niewyraźne dziękuję rozpłynęło się już w powietrzu, razem z osobą, która je wypowiedziała.
Podążył jeszcze za nią wzrokiem, próbując odnaleźć mignięcie czerwieni w tłumie, i dopiero wtedy odwrócił się na pięcie, znikając za festiwalową bramą i zastanawiając się, co właściwie zdarzyło się przed momentem.

| zt




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


She wears the smell of blood
and death like a perfume


OPCM : 16
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   13.06.18 17:26

2 sierpnia

Po rozpłomienionym, bursztynowym zmierzchu noc nad Dorset zabarwiła się fioletem, poszarpanymi kruchymi pasmami czerni. Ciemność nikomu nie przyniosła wytchnienia; broczyła lepkim, słodkim zapachem wistarii, nieznośnym aromatem konających z gorąca powojników. Nad Weymouth unosiła się ciepła łuna światła, których źródłem były liczne ogniska wokół których od wczoraj gromadzili się czarodzieje i czarownice z każdego zakątka Wysp. Dźwięki lutni ucichły dopiero o brzasku, by w okolicach południa znów radośnie rozbrzmieć i zachęcić do wspólnej zabawy. Wybrzeże zdawało się jednak dziwnie opustoszałe; większość obecnych w Weymouth drugiego sierpnia udała się na wzniesienie, skąd rozpościerał się najlepszy widok na nieb, niezmącony koronami drzew i blaskiem ognia; tej nocy miało rozegrać się wspaniałe widowisko - według astronomów właśnie dziś spadną z nieba tysiące gwiazd.
Sigrun nie podążała jednak za tłumem; wybrała rozkoszną ciszę i święty spokój jaki oferowało dziś wybrzeże, a przynajmniej dopóki na ziemię nie opadną wszystkie gwiazdy. Gorący piach przyjemnie chrzęścił pod bosymi stopami, a powietrze nasycone morską solą drażniło zmysły. Zboczyła z drogi na sam brzeg morza, chłodna woda obmyła jej kostki, zmoczyła brzeg długiej, lekkiej spódnicy; szli dość długo, jakby bez celu, mijając po drodze nielicznych, którzy jak oni zdecydowali się zostać. Przy jednym ognisku po turecku siedział czarodziej z lutnią w dłoniach, śpiewając jasnowłosej czarownicy obok romantyczną pieśń; Sigrun uśmiechnęła się krzywo, posyłając Muciberowi pełne rozbawienia spojrzenie, choć takie obrazki nie powinny jej przecież dziwić. Nie dzisiaj, nie tutaj, nie wtedy, gdy trwał Festiwal Lata, który zaszczycili swą obecnością. Święto miłości, młodości i piękna; brzmiało to niezwykle ckliwie, nie pasowało ani do natury Sigrun, ani Ramseya, lecz obchodzenie go było stara, czarodziejską tradycją. Hołdem dla starych, lepszych czasów, którego powrotu w pewnym sensie pragnęli oboje - choć w nieco zmienionej formie.
Nigdy nie odmawiała sobie zabawy, uwielbiała wino, taniec i śpiew, a ich na Festiwalu Lata nie brakowało; nie brała udziału w większości zabaw, uznając je za infantylne, bądź ckliwe; wymawiała się statusem wdowy i ironicznie powtarzała, że jej po prostu nie wypada - zupełnie jakby kiedykolwiek przejmowała się tym co wypada, a co nie. Spotkanie Mulcibera nie wzbudziło w niej większego zdziwienia; warto było Festiwal odwiedzić choćby i dla samego jarmarku, który oferował interesujące przedmioty.
Bądź substancje, które bezpiecznie spoczywały w lnianej torbie, którą miała na ramieniu. Szli uparcie przed siebie, pozostawiając w tyle innych i docierając do miejsca, gdzie nie płonęły już ogniska, choć odnalazła krąg z kamieni pełen popiołów i suchego drwa - wycelowała weń różdżką i posłała tam kulę ognia, a ciemność rozproszył jego blask.
- Podobno na jutrzejszy wieczór zaplanowane są wróżby - zagaiła nagle, unosząc dłonie i zaczynając zwijać gęste, pszeniczne włosy w niedbały kok nad karkiem, który związała rzemieniem. - Pojawisz się czynić swoją powinność jasnowidza? - spytała, a głos miała podszyty ironią. - Chyba, że Wiklinowy Mag rozłoży cię na łopatki - zastanowiła się głośno.





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 25
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   20.06.18 17:51

Płonące w złocie i czerwieni niebo wyglądało, jakby ktoś rzucił na nie szatańską pożogę. Wpierw iskrzył płomień, później buchał chaotyczny pożar, by niezwykłe widowisko, które dla odmiany ściągało setki widzów, zakończyć eksplozją barw, które rozlały się po nieboskłonie, ściekały z niego bokiem, jak z niewyschniętego obrazu, skapywały w ziemie, naznaczając ją drobinkami złotego światła. Przeoczył ten zachód. Opuścił mieszkanie, kiedy karmazyny przechodziły w przygaszone fiolety, powoli wychładzając rozpalone, letnie środowisko. Błysk zachodzącego słońca odbijał się w szkiełku zegarka, kiedy na niego spoglądał, podróż miała trwać chwilę, dla niego był to zaledwie moment.
Kiedy szli brzegiem morza ściemniało się powoli. Wybrzeże odwracało się od nich, niczym obrażona nastolatka, która nie spogląda tęsknie przez ramię, choć wyczekuje jeszcze odrobiny atencji. Nie rozkoszowali się chłodem nocnych barw, które powoli zalewały otaczającą ich rzeczywistość, czyniły ich twarze bledszymi niż godzinę wcześniej, gdy ciepło słońca wyostrzało zmarszczki i kontury. Światło blakło, a oni wraz z nim, słuchając szumu fal, które zaczynały się zbierać wraz z nadejściem zmierzchu. Kroczył piaskiem, nie zdejmował butów, od wody trzymał się na bezpieczny dystans, ręce trzymał nonszalancko w kieszeni wąskich spodni, mankiety podwinął ledwie chwilę wcześniej, a mroczny znak na prawym przedramieniu błysnął w znikającym blasku dnia. O tej porze dnia wąż zdawał się żyć, pełzać po skórze, wydzierać się z czaszki o pustych i przepastnych oczodołach. Ci, którzy ich wciąż mijali nie mieli prawa go ujrzeć, nie w tym półmroku — a nawet jeśli, nigdy by się go nie wyparł. W milczeniu dotarli do opuszczonego miejsca, w jeszcze ciepłym popiele rozpalił się ogień — magiczny, zaznaczając okręgiem strefę ciepła — jakby ten dzień nie był wystarczająco przyjemny. Wysokie temperatury mu nie sprzyjały, było mu gorąco. Odpiął dwa, nie, trzy guziki koszuli i spoczął na kawałku drewna, tuż po tym jak obrócił go na bok — by zastąpiło im stabilne i stosunkowo wygodne siedzisko.
— Nie — odpowiedział, sięgając po cienką gałązkę, której koniec włożył do ognia. Trzymał go tak przez chwilę, poczuł na swoich rękach bijący z ogniska żar. Na skórze poczuł lekki ból, choć ogień znajdował się w bezpiecznej odległości od niego — wciąż pamiętał męki, spowodowane poparzeniami po pożodze. Na jego dłoniach wciąż rozciągały się siateczki jaśniejszych blizn, które na wiodącej ręce ciągnęły się wyżej, aż do łokcia. Niezbyt rzucające się w oczy, lecz dostrzegalne dla każdego uważnego obserwatora; ślady na karku po płonącym Ministerstwie już nie drażniły go, gdy nosił koszule, choć te miejsca pozostały wciąż delikatne — i obce. — Lorraine Prewett będzie czynić powinność jasnowidza— odparł po krótkiej chwili milczenia. Nie wychwycił jej ironicznego tonu, był chwilami wciąż nieobecny. Zdarzało mu się to, choć umysł nie stał się mniej bystry — a jedynie przepełniony wspomnieniami.— Ale wybieram się. Zamierzam z nią porozmawiać, sprawdzić ją.— Był jej ciekaw, był też ciekaw jej męża, którego przy odrobinie szczęścia przyjdzie mu spotkać. Magnus sporo o nim opowiadał. — Nie licz na to, że zrobię to, co ona, nawet jeśli przyniesiesz tu wosk i misę z wodą — ostrzegł ją zapobiegawczo. — Nie będę robił konkurencji mniej uzdolnionym, niech walczą z magiem i pokażą co potrafią. Wzięłaś susz?





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   07.07.18 2:50

| kontynuacja

Wykrzywił twarz w zniesmaczonym grymasie, gdy usłyszał bezpardonowe pytanie, z którym nie chciał się mierzyć ani tej nocy, ani żadnej innej. Alkohol nie stępił jego umysłu na tyle, aby to niewygodne pytanie w jakikolwiek sposób złagodzić, nadal nie brzmiało na błahe pomimo lekkiego pulsowania skroni. Zacisnął usta i posłał kobiecie zbolałe spojrzenie, w ten sposób wyraźnie komunikując, że nie udzieli odpowiedzi na to jakże drażliwe pytanie. Przede wszystkim nie chciał nawet rozważać w myślach tego obrzydliwego określenia, jakiego użyła Deirdre wobec siebie samej, choć było ku jego przerażeniu prawdziwe. Alergicznie reagował nie tylko na każdą wzmiankę o Rosierze, również myśli o Wenus rozbudzały w nim irytację. Uparcie ignorował wiedzę o dawnej profesji przyjaciółki, co udawało mu się dopóki nie usłyszał o jej wybawicielu. Teraz tylko jedna para rąk miała prawo dotykać jej ciała, już sam ten fakt decydował o polepszenie bytu, czyż nie? Nie mógł potępić tego, że postanowiła oddać się jednemu mężczyźnie; wybranie lordowskiej opieki było dla niej bardzo korzystne. Przez krótką chwilę pragnął udzielić jej całkowitego rozgrzeszenia, lecz kim był, aby ją osądzać? Ostrzegał ją przez zgubnym wpływem swego krewniaka, jednak nie usłuchała, więc z powodu urażonej dumy odwrócił się od niej. Nie wyciągnął pomocnej dłoni, nie próbował załagodzić skutków pomsty innego Blacka. Kobietą, którą zwie przyjaciółką, nie wzgardziła nim przez to, dlatego i on nie ma prawa nią gardzić.
Nie był pewien, czy rzeczywiście zdusiła w sobie rozgoryczenie, a może tylko skryła je pod pozornym spokojem. Ważniejsze było to, że leśna pani zstąpiła do niego na leśny padół i wciąż dzieliła z nim myśli. Zaprzestał komentować jej położenie, nie analizował już dalej, ponieważ miał pewność, że zdołał dotrzeć do źródła problemu. Jak zwykle wszystkiemu winne były uczucia, a raczej to jedno najstraszniejsze spośród wszystkich, które zmusza ludzi do nieracjonalnych działań. Ucieczka była rozsądnym rozwiązaniem. Dlaczego nadal tkwią w tym lesie, kiedy mogliby zniknąć bez słowa? Domniemywał, że nikt po nich płakać nie będzie, co najwyżej jego rodzina uzna jego tchórzostwo za ogromny dyshonor. Coś ścisnęło go za gardło, gdy pomyślał o wydziedziczeniu. Nie odważyłby się porzucić bliskich.
Smukłe palce przesunęły po jego żuchwie, co ukoiło nerwy, ale nie uchroniło go przed impulsywnością. Dei przyłączyła się do tego chwilowego impulsu, również powstając za jego pomocą, dzięki czemu jego usta wygięły się we władczym uśmiechu. Nawet poczuł się niczym pan tego lasu, a może nawet jak pan swego życia, choć sam spętał się okowami narzeczeństwa. Ale zrobił to po swojemu, nikt nie dyktował mu warunków. Kobiece ciało przylgnęło ufnie do jego pleców, czuł jego ciepło. W tej jednej chwili był w stanie zrozumieć powody, dla których ludzie garnęli się do siebie w poszukiwaniu bliskości. Nie dostrzegał niczego niestosownego w tym, że panna Tsagairt tuliła się do lorda Blacka. To było tak przyjemne, że nawet opinia publiczna nie był w stanie go przerazić. Co komu do tego, że dwie dusze targane emocjami nakazały ciałom poddać się szaleństwu?
Dla twojego śmiechu warto być wariatem – odparł żartobliwie, jednak wypowiedzi wcale nie zdominowała wesoła nuta, to przede wszystkim czułość wylewała się z każdego słowa. Był w stanie roztrzaskać tysiące butelek, w odgłos zniszczenia wplatając ten jej zaiste ezoteryczny śmiech. Pochwycił jej dłoń i delikatnie pociągnął, aby ruszyła za nim ku świetlanej przyszłości, choć ta wcale na nich nie czekała. – Nawet warto mknąć między drzewami przez zielone chaszcze – rzucił po chwili, prawie się przy tym potykając, przez co musiał przystanąć, aby złapać się drzewa. Sunął dalej, krocząc śmiało inną leśną ścieżką, kierując się w stronę odgłosów zabawy. Z każdym krokiem coraz wyraźniej słyszał ludzkie śmiechy, muzykę, a nawet szum morza. W dali między drzewami dostrzegł prześwit wypełniony tańczącym światłem. Przyspieszył kroku, poganiając również swą towarzyszkę, która wcale nie traciła na uroku z rozdartą spódnicą, nabrzmiałymi od alkoholu wargami, nieprzytomnie błyszczącym spojrzeniem. Piękna, choć w innym wydaniu, nieco bardziej dzikim, szalonym, beztroskim.
Leśna ściółka pod jego stopami w końcu przemieniła się w piasek. Wypuścił dłoń przyjaciółki, aby jak najszybciej pozbawić się obuwia i skarpet. Po piasku chciał stąpać boso i właśnie to robił, leniwie zbliżając się do ogniska, wokół którego tańczyli ludzie do dźwięków lutni. Dziwnym trafem nie przejmował się swoimi kiepskimi umiejętnościami tanecznymi. Jako dziecko zmuszany był do lekcji tańca, których długo nie utrwalał, jednak wciąż pamiętał podstawy. Płomienie przyjemnie trzaskały a nogi Alpharda same się ruszały. Śmiało wyciągnął dłonie po Dei, jednoczesnej otwierając przed nią szeroko ramiona.
Zatańcz ze mną, o pani, choć nędzniejszego tancerza tu nie uświadczysz.
Jakoś zabrakło mu cierpliwości, aby poczekać na jej odpowiedź. Śmiało zbliżył się do niej, otoczył jej talię swym ramieniem i przyciągnął do siebie stanowczo. A potem, tak po prostu objął ją, chowając na chwilę przed światem w swych ramionach, brodę wspierając o jej głowę. Zachichotał pod nosem, jakby był niezwykle dumny z udanego żartu, którego nikt inny nie potrafił uchwycić.
Jesteś tu dla mnie – powtórzył słowa, bo to właśnie te zapamiętał najlepiej, dopiero teraz zdradzając własne poruszenie ich treścią. Czym sobie zasłużył na tak wspaniałą noc? Spojrzenia innych nie padały na nich, każdy był zbyt mocno zajęty swoją własną radością, być może pijaną jeszcze bardziej od ich ulotnego szczęścia.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 31
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Boczne ognisko   07.07.18 14:39

Podążała za nim bez wahania, mocno wplatając własne palce - lepkie od rozlanego przed momentem wina, zdobiącego także karmazynowymi kroplami biały materiał rozchełstanej koszuli - w jego, ciepłe i większe, pozbawione znajomej szorstkości. Czuć było w nich dystans, jaki rozdzielił Alpharda z pasją do Quidditcha, oraz lata urzędniczej praktyki, usadzenia za biurkiem, muskania opuszkami setek dokumentów i ważnych pergaminów. Pomimo pozbawienia odcisków od fizycznych zmagań i specyficznej szorstkości, którą nabierała skóra wielokrotnie ochraniana smoczymi rękawicami, miała w sobie wiele stanowczości. Gdyby wahała się, czy przyjąć propozycję szaleńczego zwieńczenia wspólnej nocy, zapewne pociągnąłby ją za sobą i tak, wiedząc, że im obydwojgu chwila zapomnienia przyniesie ulgę. Krótkotrwałą, ale niezbędną; szamotali się w klatkach własnych wątpliwości, przesadnych analiz, doprowadzających w ślepy zaułek błędnych wniosków. Alkohol gwarantował wytchnienie a ostatnia festiwalowa noc pozbawienie zahamowań; wszyscy wokół byli już odurzeni, szczęśliwi, tańczący na grobach ofiar ostatnich tragicznych wydarzeń. Zwracano uwagę na siebie i partnerów danse macabre; na własne pragnienia, mające zdławić wibrujący lęk o nieistniejącą przyszłość. Deirdre także go czuła, gotowa zrobić wiele, by sobie ulżyć. Potrzebowała tego. Wyłączenia pracującego na wysokich obrotach umysłu, rozbłyskującego kalejdoskopem raniących drobinek, lśniących od krwi. Łzy mieszające się z parą wodną unoszącą się znad rozgrzanej kąpieli w łaźni. Koszmar Azkabanu, szron pokrywający czarną posadzkę, szpony dementorów wyciągające po nią dłonie. Samotne zaleczenie świeżej traumy, odnalezienie w sobie nowych sił - a potem odrzucenie, upokorzenie, przekreślające szansę na pewniejsze stanięcie na nogach. Zamierzała uwolnić się od tego wszystkiego, alkohol buzował w żyłach, utrudniając płynne poruszanie się, ale Alphard nie pozwolił na to, by się potknęła.
Kilka razy mocniej wsparła się na jego ręce, w ostatniej chwili, chwiejnie, omijając zdradzieckie korzenie. Wędrówka przez leśne ostępy zdawała się trwać w nieskończoność, jakby utknęli w przesyconej zapachem wilgotnych liści pętli, ze splecionymi dłońmi idąc przed siebie. W pełnej porozumienia ciszy, najcięższe działa zostały wytoczone a pole uświadamiającej bitwy - on kochał i ona kochała: wbrew sobie i pełni lęku - zostawiali za plecami, zamierzając strząsnąć z barków ciężar oświecenia.
Nagle ciemność lasu ustąpiła przed blaskiem bocznego ogniska. Mniej reprezentacyjnego, ale zatłoczonego; wokół tańczyli ludzie, większość arystokracji pokazywała się przy tym głównym lub już udała się do swych posiadłości, mogli się więc łatwiej wtopić w tłum, zniknąć w nic nie znaczącej wspólnocie. Deirdre zaśmiała się znów, cicho - w nagrodę, pamiętając komplement Alpharda - gdy ten wyciągnął ją dalej, nagle przystając, by zsunąć ze stóp buty. Ona sama już od jakiegoś czasu poruszała się boso, w nawet najmniejszych obcasach połamałaby sobie podczas ich spaceru nogi; ściółka lasu zdradziecko groziła postawie pionowej, wolała więc czuć pewnie pod nogami grunt. Cienie igrały na ścianie lasu, z którego właśnie wyszli, a płonące wysoko ognisko przyzywało. Nie słyszała muzyki, czuła ją, w drganiach powietrza, w ruchach skupionych wokół jasności ciał, w głośnych śmiechach i rozmowach. Uśmiechnęła się, nieco dziko lecz szczerze, roziskrzonym spojrzeniem śledząc poczynania Blacka, zapraszającego ją do wstąpienia w korowód tańczących par.
- Potraktuj to jako okazję do ćwiczeń, by niedługo zachwycić tanecznymi umiejętnościami swą wybrankę - odparła w podobnej konwencji; dobrze bawili się wśród teatralnych uprzejmości. Zamierzała dygnąć, ale zanim zdołała choćby pochylić głowę, Black przyciągnął ją do siebie za dłonie. Nagle i mocno, nie spodziewała się tego, nawet nie próbowała zaprotestować, sekundę później znajdując się w ścisłym objęciu. Bliskość, niezainicjowana przez nią, powinna wywołać panikę, wzmocnioną wpływem mar Azkabanu, ale ze zdziwieniem przyglądała się własnym reakcjom. Nie drgnęła, nie skrzywiła się z dyskomfortu, nie wyszarpnęła się z uścisku, wspierając policzek o szeroką klatkę piersiową mężczyzny. Odwzajemnienie przytulenia nie wchodziło w grę, i tak przekroczyła własne granice w lesie, wtulając się w plecy Alpharda, ale przymknęła na chwilę oczy, przekręcając głowę tak, by otrzeć się o jego koszulę drugim policzkiem. - Uważaj na wianek - mruknęła tylko z uśmiechem, dłońmi sięgając ponad jego ramiona, by poprawić splot kwiatów, ciągle zdobiący jej mocno rozczochraną głowę. Słyszała bicie jego serca i znów wspomnienia stały się boleśnie żywe: tak ostatni raz obejmował ją Tristan, mokry i rozgrzany kąpielą, upokarzający ją i wywołujący łzy, żegnając się z nią przed samobójczą misją. Wzięła ochrypły oddech, chwiejąc się na czubkach palców. Ktoś minął ich o ledwie cal, wirując z partnerką wokół ogniska; nieopodal kilka dziewcząt tańczyło samotnie, dalej kawalerowie raczej przepychali się niż próbowali dopasować ruchy do muzyki. Stawała się jednością z tymi, którymi pogardzała; wstawiona i sztucznie szczęśliwa, ale nie oddałaby tej chwili radości za nic. Zbyt długo czołgała się po ziemi, przygnieciona oczekiwaniami i nadziejami. Czas, by je pogrzebać. By miłość zniknęła tak żałośnie i szybko, jak roztłuczona butelka w mrokach lasu.
Podniosła głowę ku górze, jedną dłonią unosząc także męską brodę. - Odpowiednia pozycja to podstawa. Odkryj w sobie aroganckiego lorda - poradziła z rozbawieniem skrzącym się w ciemnych oczach, milknąc, gdy wypowiedział te krótkie słowa. Boleśnie przypominające kogoś innego. - Jestem - odpowiedziała odruchowo, opuszczając luźno ręce, w żaden sposób nie uciekając jednak z objęć lorda Blacka. Przywykła do obecności męskiego ciała i tęskniła za tym, odruchowo, instynktownie, być może żałośnie. Kolejny moment słabości tej nocy, ukrócony przez pragnienie szaleństwa, dołączenia to otaczającego ich święta. - Zasłużyliśmy na to - dodała dumnie, buntowniczo; wycierpieli się wystarczająco wiele, by móc po prostu zapomnieć o troskach chociaż na kilka godzin. Muzyka grała coraz głośniej - Deirdre odsunęła się, zmieniając bliskie przytulenie na zdecydowanie wykraczającą poza granicę przyzwoitości ramę, w jakiej się znaleźli. Lubiła tańczyć, ale nie miała okazji robić tego od bardzo dawna: tym radośniej poddała się muzyce, ciągnąc za sobą Alpharda w festiwalowy amok, w bliskość podyktowaną dźwiękiem, w beztroskie zagubienie wśród cieni i ognia.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Boczne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Boczne ognisko
» Płonące ognisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18