Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kryjówka pisarzy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kryjówka pisarzy - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime04.12.16 0:57

First topic message reminder :

Kryjówka pisarzy

W jednej z bocznych uliczek można znaleźć wyjątkowe miejsce, magicznie ukryty pokój, określany mianem kryjówki pisarzy z racji spotykającej się tam grupy artystów szukających natchnienia. Pomieszczenie nie jest duże, wypełnione starymi fotelami i kanapami, w rogu znajduje się kominek i sterta bardzo starych gazet.
Wieść niesie, że natchnienie zbierających się tu osób to nie jedyny powód odwiedzin, a plotki lubią rozchodzić się echem. To duch pięknej śpiewaczki, wili, nawiedzającej dawny dom, stanowi główne źródło weny, tym bardziej, że duch eterycznej istoty lubuje się w udzielaniu przybyłym niezwykłych, artystycznych porad. Czyż można dziwić się młodym mężczyznom, stęsknionym zgubionych ideałów piękna, które ofiaruje im duch? A może i ty się skusisz?

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 08.01.19 7:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
Morgoth Yaxley

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime08.01.19 8:40

Spod jego palców wydobyła się kakofonia dźwięków, która zdecydowanie nie była muzyką, jednak w akcie desperacji nie mógł wymyślić nic innego. Yaxleyowie nie byli muzykalną rodziną, preferując zupełnie inne dziedziny. Bardziej praktyczne niż instrumentalne próby ujarzmienia nut, jednak kto mógł wiedzieć, że przyda się to w takiej sytuacji jak ta? Przybywając na naprawę anomalii, nie wiedzieli, co będzie ich czekało, jednak rozdzielenie talentów i dobranie towarzysza, który znał się na innych tematach, okazało się być strzałem w dziesiątkę i drogą do sukcesu. Ryzykowali swoim bezpieczeństwem, ale obaj wiedzieli, że warto było je podjąć dla szansy powodzenia. Zaakompaniowanie duchowi było zaskoczeniem dla Yaxleya, na szczęście miał przy sobie Quentina, który od razu zareagował i przyszedł z pomocą muzykalnemu beztalenciu. Przesunął się ku niemu, by zmienić początkowe kocie wycie na prawdziwą muzykę, a Morgoth tylko przez moment przyglądał się skaczącym klawiszom. Szybko przeniósł uwagę na ducha, który początkowo niezadowolony, zaczął śpiewać głośniej, wyraźniej i w ton zasłyszanej melodii. Najwyraźniej kobieta okazała się być bardzo usatysfakcjonowana ze spotkania równego sobie muzyka, bo gdy tylko umilkła, uśmiechnęła się do Burke'a ciepło, Śmierciożercę nie obdarzając ani jednym spojrzeniem. Cóż. Nie dziwił się jej, bo talentem nie grzeszył. Wypowiedziała melodyjne pożegnanie i zniknęła wciąż śpiewając delikatnie pod nosem zadowolona z efektu, którym obdarzył ją Quentin. Gdy tylko rozpłynęła się w powietrzu, Morgoth zerknął na towarzysza. - Dziękuję - powiedział jedynie, lecz można było wyczytać z tego jednego słowa o wiele więcej. Przekazany w tym szacunek, wdzięczność, również i podziw za ukazanie swoich umiejętności i brak porażki. Yaxley wiedział, ile ryzykowali, przychodząc tutaj. Z natury byli też podatni na osłabienie ze względu na swoje choroby genetyczne, ale już drugi raz stawali obok siebie przeciwko szalejącej magii i chociaż za pierwszym naprawa okazała się totalną porażką, tak drugie, aktualne podejście zniwelowało każde niepowodzenie.





They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
Quentin Burke

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime14.01.19 12:05

Nie pochodzę z muzykalnej rodziny, ale gra wydobywająca się spod palców sunących po klawiszach fortepianu wyraźnie mnie odpręża. Szczególnie podczas trudnego, wymagającego kursu alchemicznego, gdzie rzadko kiedy miałem siłę na cokolwiek. Jedynie dźwięk wgrywanej własnoręcznie melodii ukajał zmysły, pozwolił się zrelaksować po ciężkim dniu. Oczyścić umysł i iść dalej, prosto w objęcia Morfeusza. Nie spodziewałem się jednak, że w takich warunkach podołam zadaniu. Moje umiejętności nie przedstawiają się ani imponująco, ani nawet przeciętnie. Reprezentuję podstawowy poziom zdolności do ugłaskania instrumentów muzycznych. Pianina konkretnie, gra na innym jest dla mnie równą abstrakcją co balet. Cieszę się zatem, że moja wytrwałość zostaje nagrodzona. Muzyka wybrzmiewająca w pomieszczeniu zadowala kapryśnego ducha, który wkrótce znika z naszego pola widzenia. Oddycham wtedy z ulgą, chociaż doprowadzam utwór do końca. Ceniąc sobie jego dźwięk, rytm oraz fakturę nie chcę urwać go w niedopowiedzeniu. Dopiero po kilkudziesięciu długich sekundach odejmuję palce od klawiszy i obracam głowę w stronę Morgotha siedząc cały czas na zdezelowanym stołku. Płuca poruszają się miarowo w rytm odzyskiwanego spokoju. Jestem trochę zestresowany drugą naprawą anomalii. Nie spodziewałem się, że tym razem nam się uda. A jednak - dokonaliśmy tego. Bez większych przeszkód. Nawet próbuję się uśmiechnąć, ale na twarzy wykwita raczej przerażający grymas, dlatego przestaję robić durne miny. Jeszcze Yaxley się przestraszy i pomyśli, że duch śpiewaczki mnie opętał.
- To ja dziękuję. Dokonaliśmy tego wspólnymi siłami - odpowiadam mężczyźnie. W oczach odbija się zadowolenie z wykonanej pracy. Zapanowanie nad źródłem anomalii, potężną, czarnomagiczną mocą, w dodatku mocno niestabilną nie jest wcale niczym prostym. Wymaga to sporych umiejętności i o ile młodszy arystokrata je posiadał, tak ja nie bardzo. Rozwijam się głównie pod kątem eliksirów, to nie jest umiejętność bojowa. Czarna magia jest mi znana, nie mogłaby nie, ale muszę zdecydowanie więcej poświęcić jej czasu. Niedługo się okaże, że nie jestem godzien swojego nazwiska skoro tak zaniedbałem się w nauce tej umiejętności. - Myślę, że trzeba się powoli zbierać zanim kolejny duch nas nie zaatakuje. Lub co gorsza będzie kazał napisać wiersz - stwierdzam z niesmakiem na samą myśl, że mógłbym zostać do tego zmuszony.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
Morgoth Yaxley

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime14.01.19 12:38

Quentin najwidoczniej nie miał pojęcia o tkwiącej w nim duszy muzyka, a przypadkowe zrządzenie losu ukazało mu jego potencjał i możliwości, które się za tym chowały. Morgoth nie sądził, by jego towarzysz miał go zawieść - na poprzedniej próbie to on wykazał się kompletnym brakiem odporności, przez co musieli czym prędzej uciekać. Teraz jednak było inaczej i mógł odkupić swoje winy za niepowodzenie. Być może z lekką przekorą ich aktualne miejsce naprawy również znajdowało się w dzielnicy portowej jako nieuciekanie przed porażką. Wyszli jej naprzeciw i spełnili zadanie, które przed sobą postawili. Od którego zależało czy Rycerze Walpurgii mieli wyprzedzić Zakon Feniksa w ów staraniach, czy upaść. Yaxley natchniony i zmotywowany aktualnym stanem rzeczy, wiedział, że posunie się do kolejnych starań o zapanowanie nad miejscami, w których panowała nieustabilizowana energia. Zaangażowanie każdego z nich, musiało być widoczne oraz konsekwentne. Wszyscy, nie osobno, mieli szansę na zrealizowanie postawionych celów. Quentin robił aż nadto - wszak poświęcał się grupie badawczej, ale nie odmówił kolejnego uczestnictwa w wyraźnie niebezpiecznym zadaniu. Odstawił na chwilę eliksiry, by pochwycić w dłoń różdżkę i zrobić coś więcej. Morgoth to doceniał, chociaż milczał, lecz ani on, ani Burke nie potrzebowali słów, by wyrazić szacunek. To właśnie w ciszy mogli go ugruntować w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa. Skinął głową na słowa towarzysza. Musieli się stąd wynosić i nie marnować cennego czasu na tkwienie w bezruchu. Yaxley przeszedł przez pokój i zanim wyszedł, odwrócił się, by przenieść ostatnie spojrzenie na wnętrze kryjówki pisarzy. Lokal znajdował się teraz pod panowaniem Rycerzy Walpurgii i, jeśli kiedykolwiek mieli tu trafić, mieli mieć przewagę. - Zrobiliśmy swoje - powiedział, gdy znaleźli się przed budynkiem, skinąwszy głową Burke'owi jedynie zamiast pożegnania. Musieli być ostrożni - mimo że ujarzmili chaotyczną, nieposkromioną wcześniej magię, nie mogli czuć się wystarczająco bezpiecznie. Wszak w każdym momencie patrolujący teren Departament Kontroli Magicznej mógł zainteresować się ciszą i brakiem wycia niezadowolonego ducha. Śpiewaczka nie miała już jednak nikomu przeszkadzać. Morgoth upewnił się, że jego towarzysz bezpiecznie mógł opuścić to miejsce, po czym sam przywołał do siebie moc czarnej mgły i zniknął.

|zt





They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

The grass was greener
The light was brighter
With friends surrounded
The nights of wonder

OPCM : 17
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime16.02.20 19:30

| 19 marca

Nieśpiesznie przemierzała kolejne portowe uliczki, a stukot jej obcasów echem odbijał się od sięgających ku niebu, wybudowanych z cegły budynków. Najgorsze mrozy już minęły, po śniegu i skuwającym podłoże lodzie nie został nawet ślad, co dawało nadzieję na cieplejszą, nie tak kapryśną wiosnę. I dobrze – miała już dosyć odmarzniętych dłoni, podrażnionych i zaróżowionych przez to policzków. Teraz jednak nie była sobą, a przynajmniej nie z wyglądu, skrywając swą tożsamość pod maską nie wyróżniającej się z tłumu czarownicy o przeciętnym wzroście, równie przeciętnej twarzy… Tylko oczy miała swoje. Wciąż pamiętała o tej feralnej, nie tak dawnej przemianie, podczas której boleśnie połamała sobie żebra – nie chciała myśleć, co by się z nią stało, gdyby nie szybka reakcja słodkiej Poppy – zaś zmiana koloru tęczówek była niezwykle trudna, dlatego też nie chciała stawiać sobie poprzeczki zbyt wysoko, nie na taką pogadankę. Zmierzała w końcu do miejsca zwanego przez niektórych kryjówką poetów; to tam zwykła spotykać się z jednym ze swych informatorów, z dala od ciekawskich spojrzeń mieszkańców portu, odpoczywających na stałym lądzie marynarzy. Choć mówiło się przecież, że najciemniej bywało pod latarnią – może następnym razem powinni umówić się na osławionej arenie Carringtonów? W cyrku nigdy nie brakowało ludzi, tłumy wyczekiwały występów gibkich, przyjemnych dla oka tancerek, podniebnych akrobatek czy imponujących swą muskulaturą siłaczy…
Nie mogła się rozpraszać; choć okolica wyglądała na spokojną, prawdopodobnie było tak tylko i wyłącznie ze względu na wczesną godzinę, nie było nawet południa – musiała liczyć się z tym, że wspomniany stan rzeczy mógł ulec zmianie w każdej chwili. Nie zapominała ani o końcoworocznych niepokojach na Pokątnej, ani o ataku na Dolinę Godryka. Coś wisiało w powietrzu, najprawdopodobniej zwiastun kolejnego nieszczęścia, nie potrafiła jednak doprecyzować, czego bała się najbardziej. Tego, że nie wytrzyma już dłużej w ministerstwie? Że dojdzie do jeszcze jednej pokazowej napaści? A może tego, że zginie kolejna bliska jej osoba? Westchnęła cicho, mimowolnie, rozglądając się przy tym na boki; upewniła się, że w uliczce, gdzie znajdowało się wejście do kryjówki, nie ma żywej duszy – nie liczyła przecież przebiegającego drogę kota – i tym samym powolnym, leniwym krokiem pokonała ostatnią prostą. Cały czas chowała dłonie w kieszeniach płaszcza, w prawej ściskając asekuracyjnie różdżkę, wszak w ukrytym magicznie pokoju zawsze mógł zjawić się ktoś jeszcze, ktoś, kto nie był Runcornem. Po krótkich i ostrożnych oględzinach przekonała się, że w zakurzonym, zaniedbanym lokum była sama; wyglądąło na to, że nawet objawiający się tutaj duch dawnej śpiewaczki, wili, zaszył się gdzieś w innej części budynku. Spotykający się w klitce arystyści zostawili po sobie bałagan, po zakurzonej podłodze walały się puste butelki, na kilku fotelach leżały porozrzucane w nieładzie ubrania, jednak dla strażniczki najważniejszym było, że będą mieć kryjówkę do swej dyspozycji. Przezornie rzuciła na nią muffliato, po czym sięgnęła po zegarek, by sprawdzić godzinę.
Nie minął jeszcze kwadrans, a w kryjówce zjawił się informator, zdyszany i rozedrgany. Maeve, celując w niego różdżką, posłała mu krytyczne spojrzenie. – Mam nadzieję, że nie biegłeś – zaczęła cicho, z dezaprobatą; wciąż się nie odmieniła, najpierw musiała upewnić się, że rozmawia z Runcornem, nie z kimś, kto się pod niego podszywał. Opuściła zadbany, wypolerowany patyk dopiero wtedy, gdy podał hasło; widziała jego urażone spojrzenie, oburzał się za każdym razem, kiedy zachowywała środki ostrożności, jednak nic sobie z tego nie robiła. Wolała być cała i zdrowa niż oszczędzić sobie wymalowanych na twarzy chłopaka pretensji. – Czy ktoś cię śledził? – zapytała, unosząc przy tym brwi, wwierając w dziobatą, pokrytym kilkudniowym zarostem twarz rozmówcy uważny, podszyty podejrzliwością wzrok. Potrafił przetrwać na ulicach Nokturnu, potrafił poradzić sobie w dokach, wciąż jednak zapominał, że te spotkania były ceną, którą płacił za swe przewiny. Nie gnił w Tower, by móc przysłużyć się czarodziejskiej społeczności w inny sposób. – Nie, nikt mnie nie śledził – odpowiedział od razu, w jego wysokim głosie pobrzmiewała irytacja. Z cichym sapnięciem zajął miejsce na jednym ze znajdujących się w pomieszczeniu foteli, a kiedy już usiadł, zaczął wystukiwać obcasem nerwowy rytm. Coś sprawiało, że nie czuł się przy niej swobodnie; rozumiała, że miał obiekcje przed, jak to nazywał, donosicielstwem. Tego marcowego dnia zachowywał się jednak jeszcze dziwniej niż zwykle, nie potrafił nawet udawać, że wszystko jest w porządku. – Czy dowiedziałeś się tego, o co cię prosiłam? – zapytała po krótkiej chwili milczenia; nie zamierzała siadać, wciąż stała, krzyżując przy tym ręce na piersi. Chciała, by dotarł tam, gdzie ona nie mogła. Albo raczej – zwykle nie sięgała, obawiając się ryzyka, jakie niewątpliwie wiązało się ze zbyt częstymi wycieczkami na Nokturn. Wspomniana część Londynu zdawała się żyć własnym życiem, rządzić własnymi prawami, o których nie wiedziała jeszcze tyle, ile by mogła. – Nie – odpowiedział cicho, spoglądając w stronę swych podniszczonych, ubłoconych butów. Najwidoczniej nie był z siebie zadowolony… I słusznie. Musiał zdawać sobie sprawę z faktu, że jeśli przestanie współpracować, jeśli okaże się nieprzydatny, może odwiedzić go magiczna policja, tym razem zabrać do aresztu na dłużej. – Nie wszystkiego – sprostował, niepewnie wznosząc wzrok ku twarzy strażniczki. – Rozwiń, proszę – odpowiedziała, robiąc krok w jego stronę, panując nad swą mimiką; nie chciała okazywać rozczarowania, choć liczyła na to, że to spotkanie przyniesie jej więcej odpowiedzi niż kolejnych pytań, że dzięki niemu pchnie śledztwo do przodu. – Ostatnio zmienił się właściciel Mantykory, poprzedni wyjechał z miasta... Lokalu jednak nie zamknięto. W-w-wątpię, żeby miało to związek z przemytem. – Wzruszył ramionami, jego spojrzenie zrobiło się rozmyte, nieuważne. Mimo to z brzmienia głosu wnioskowała, że mówił prawdę. A przynajmniej to, co uważał za prawdę, wszak żadnej takiej rewelacji nie brała za gwarant, a jedynie za poszlakę. Coś, co musiała potwierdzić z innymi źródłami. – Co z handlarzami używek, Runcorn? – Zrobiła kolejny krok, skracając dzielącą ich odległość. W wypowiadanych zgłoskach pojawił się chłód; liczyła na to, że surowość go otrzeźwi, pomoże w skupieniu się na tym, co istotne. – Ja... Próbowałem rozmawiać z jednym, kupić coś... Na potrzeby naszej współpracy, oczywiście... Ale wtedy przyszedł ten dupek, Wroński... – urwał, lecz nie ze względu na otworzone szerzej oczy Maeve, na przelotne zamarcie w bezruchu, a na własne wzburzenie. Musiał zajść mu za skórę już wcześniej. – Który Wroński? – odezwała się powoli, ważąc przy tym słowa; pamiętała przecież o młodszym bracie Daniela, kto wie, może i on kręcił się teraz na Nokturnie. Miała jednak dziwne przeczucie, że nie chodzi o obcego jej mężczyznę, a właśnie o tego, który w trakcie sylwestra zdradził się ze swym obecnym miejscem zamieszkania. Łudziła się, że uda się tego uniknąć, mieszania go w śledztwo, teraz nie miała już jednak takiej pewności. Tym bardziej musiała dowiedzieć się, co on tam robił - i czy współpracował z przemytnikami, których ścigała. – Bo ja wiem... Po prostu Wroński... Wysoki, ma wąsy... – Znów wzruszył ramionami, nie spodziewając się raczej, że zacznie go o niego wypytywać. Albo że są jacyś inni Wrońscy, o których powinien wiedzieć. – Gdzie to było? Myślisz, że siedzą w interesie razem? – zadała kolejne pytania, próbując zachować przy tym neutralny ton głosu, choć przecież serce przyśpieszyło swój bieg, a na języku rozlewała się gorycz. Dopiero wtedy młodzik rozgadał się bardziej, korzystając z okazji, że na ten temat mógł powiedzieć coś więcej; podał jej pseudonim czarodzieja, który miał rozprowadzać po Nokturnie diable ziele, ale i podobno śnieżkę, opisał również wspomnianego dupka, przyznając, że mógł on posiadać interesujące ją informacje, lecz nie był przy tym skłonny do dyskusji. A przynajmniej nie z nim.
Potrzymała go tam jeszcze kwadrans, wypytując o wszystko, co wydawało jej się istotne, a także zlecając zdobycie kolejnych plotek – choć Mantykora nie interesowała strażniczki tak bardzo, jak wspomnienie nieudanej transakcji, to poprosiła i o podsłuchanie pogłosek dotyczących tożsamości nowego właściciela przybytku. Możliwe, że nie było w tym nic niezwykłego, że poprzedni po prostu zapragnął opuścić Londyn, wyjechać na wieś, albo miał też problemy finansowe, z których wykaraskać się mógł jedynie sprzedając lokal. Chciała jednak wiedzieć o wszystkim, o czym tylko mogła. Dopisać to do skrupulatnie tworzonej mapy Nokturnu. Kiedy skończyli rozmawiać, puściła Runcorna przodem, przypominając, by nie biegał więcej, bieganie przyciągało zbędną uwagę. Niewiele później i ona opuściła kryjówkę pisarzy, planując wrócić do ministerstwa – i dokładnie przemyśleć sobie to, czego się dowiedziała.

| zt (~1300 słów)




With your fear flowing out behind you
As you claw the thin ice
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime21.09.20 22:50

11 sierpnia 1957 r.


Po prawie pięciu miesiącach te myśli stały się ponure. Tak samo ponure jak rzeki trupów rozkładające się w londyńskich zaułkach, jak te pojedyncze krzyki rozpaczy ginące między mglistymi kominami portowej dzielnicy. Po pięciu miesiącach nadzieja już bladła, a serce siostry zaczynało się kruszyć. Skończył się szacunek dla własnych dróg i tajemnic, dla misternych obietnic powrotu. Jeśli nie umiał wrócić, to należało go sprowadzić. Dłużej nie mogła czekać. Dławiła się przesuwającymi się zbyt mozolnie dniami, nałogowo zatapiała oko w krzywym kawałku lusterka, wyobrażając sobie, że w końcu ujrzy skrawek uśmiechu, siny policzek lub choćby kawałek wytarganej czupryny. Brakowało jej go. Był jednym z dwóch ludzkich istnień, które musiała mieć przy sobie od lat, nad którymi obiecała czuwać już do końca świata. Tylko świat się nie kończył, choć dla wielu Londyn umarł wraz z nadejściem wiosny. Philippa nie chciała się żegnać. Przeczuwała, że istnieją drogi, okna, twarze, które znały odpowiedzi i potrafiły pokazać jej, dokąd poszedł i czy wciąż żyje.
Istniała także więcej niż jedna dusza, która odczuwała niepokój. Nie wolno mu było rozpływać się w powietrzu, nie wolno mu było dać się zadeptać jakiejś uprzedzonej szui między mdłymi błyskami ulicznej latarni. Mógł jednak potrzebować pomocy, a one wychodziły temu naprzeciw – czy tego chciał czy nie. Znów podążały jedną ścieżką, badając niemożliwe ślady pośrodku wielkiego bałaganu, w sercu wojny wspinającej się nachalnie po pokruszonych kamienicach portu. Nigdy nie pomyślałaby, że właśnie tak to będzie. Złączyła je troska, uparta, niewyciszona potrzeba odnalezienia swojej zguby. Czy spodziewał się tego? Czy jeszcze o nich pamiętał? Dziesiątki razy wyobrażała sobie ten powrót, własne wrzaski, rękoczyny, kubeł wody spływającej wodospadami po wstrętnym pysku, krzywe spojrzenia, kąśliwe uwagi i stuletnie, nieporuszalne oburzenie, które jednak zniknie, jak tylko będzie mogła zamknąć go w ramionach. Ryzykowały. Hania szczególnie, ale przedłużająca się cisza nie potrafiła najwyraźniej utrzymać ich w kryjówkach. Philippa zaczęła węszyć już w lipcu. Udało jej się dotrzeć do Frances, ale ta nie wiedziała niczego o swoim bracie. Zupełnie jakby przestał istnieć, pozostał nienaruszalny jedynie w ich wspomnieniach. Nie miała przeczuć, nie wierzyła żadnym łatwym do przyswojenia scenariuszom. Nie poprzestała, kiedy na horyzoncie nie pojawił się już żaden trop. Marynarze milczeli, Boyle miał ją w nosie, a jego jeszcze bardziej. Tkwił w swoich sprawach, nie służąc jej żadnym swoim kontaktem. Działa więc sama, ale ta batalia z tygodnia na tydzień stawała się bardziej dobijająca. Może dlatego dziś znalazły się tutaj razem. Jako te dwie, może ostatnie dwie, które pamiętały. Szły razem, Philippa ściskała w dłoni skarpetkę Keatona, którą co jakiś czas podsuwała pod nos psidwakowi. Skupiony ciągnął je za sobą, trzymał pysk blisko zabłoconych chodników i tylko czasem gubił trop, kiedy jakiś trup znalazł się w zasięgu jego nosa. Ciągnął mocno, gnany zwodniczą pewnością. Czy wiedział, że poszukiwał swojego pana? Wieczorem zapachy stawały się bardziej wyraźne, było sucho, otoczenie wydawało się szorstkie, głuche i śpiące. Nie miała pojęcia, czy uda im się dowiedzieć czegokolwiek, ale musiała iść dalej. Popatrzyła zamyślona na Hannah. Chyba w głębi czuła ulgę, że nie jest sama, że nie walczy z tą tęsknotą w samotności.
– Zawsze miał głupie pomysły – mruknęła nagle, przerywając ciszę. Skrzywiła usta. Ścisnęła mocniej w dłoni ten przeklęty kawałek materiału. – Keat, Keat, ten święty bohater. Porywał się nagle do tych wielkich historii. Merlin jeden wie, dokąd go pociągnęło tym razem. Pewnie ratował jakieś mugolskie dziecko i ktoś go potraktował paskudnym zaklęciem. Albo coś go przytłoczyło i zwiał stąd, daleko stąd – dywagowała głośno, ale zaraz potrząsnęła w proteście głową. – Nie, nie zrobiłby tego. Nie rzuciłby tego wszystkiego tak po prostu. Przynajmniej tak mi się wydaje. Może wplątał się w jakieś szemrane towarzystwo. Wszystkie tropy okazały się puste, zupełnie jakby przestał istnieć – mówiła przygnębiona. Dość miała już wrzucania na luz, wiecznego podnoszenia się na duchu i szanowania jego własnych, męskich spraw. To przestało być tylko jego sprawą. – Uduszę go, Hannah. Przysięgam, uduszę – rzuciła szorstko po chwili i przeniosła spojrzenie na dzielnego Nochala. Świetnie sobie radził. Prowadził je… Właściwie gdzie? Następna boczna uliczka kryjąca milion sierocych dramatów. – Cieszę się, że jesteś tu ze mną – dodała po chwili, zbyt ckliwie i zbyt szczerze.




Ostatnio zmieniony przez Philippa Moss dnia 04.12.20 22:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kryjówka pisarzy - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime21.09.20 22:50

The member 'Philippa Moss' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Kryjówka pisarzy - Page 5 PB0XXgd


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kryjówka pisarzy - Page 5 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime22.09.20 13:57

Tak wyczekiwane zmiany nie nadchodziły. Nie dokonali niczego przełomowego, nie udało im się odbić miasta, pokonać Rycerzy, konflikt trwał, wojna miała się w najlepsze. Ci, którzy dopchali się do koryta korzystali ile mogli, tarasując drogę wszystkim pozostałym. Bogacili się łowcy ingrediencji, kupcy, poszukiwacze artefaktów, zielarze, alchemicy. Popyt na drogocenne dziś towary był ogromny, nagle okazało się, że wielu tym, którzy dotąd stali z boku i tylko śledzili polityczne rozgrywki zaczęło się to opłacać. Zostali w Londynie, wyrzekli się swych przekonań dla obietnicy dobrobytu, który po wojnie gwarantowałby im dostatnie życie. Straciła kontakt z wieloma dostawcami, handlarzami z Pokątnej. Dziś jej głowa była na wagę złota, nie mogła ufać nikomu. Zmienił się też port. Odmówiono jej transportów, które nigdy wcześniej nie były problemem. Marynarze, dla których liczyła się tylko butelka i pełna sakwa zadeklarowali, że ugoszczą ją szczególnie. Wiedziała, co to oznacza. Mieli szybko się wzbogacić dzięki jej głowie. Listy gończe rozwieszone po Londynie już każdemu wryły się w pamięć. Mieszkańcy wiedzieli, jak wyglądało chodzące złoto, wiedzieli, co zrobić, aby je dostać. A tu, po przejęciu portowych dzielnic przez Rycerzy Walpurgii, zrobiło się jeszcze bardziej niebezpiecznie.
Ale nie mogła nie sprawdzić, czy naprawdę się tu nie ukrywał; czy list Philippy nie był tylko wrednym żartem. Czy naprawdę wydarzyło się coś złego.
Zawsze miał głupie pomysły. To zdanie, jeszcze nim zostało wypowiedziane głośno, szumiało jej w głowie od tygodni. Był też odważny, ale i młody, butny. Sądził, że jest w stanie wszystko zrobić sam, wepchnąć się w największą kabałę wybrnąć z niej jakoś. No właśnie, jakoś to wszystko będzie, poukłada się. Jakoś zrosną się połamane kości, jakoś się wykaraska. Potrafiła go sobie wyobrazić takiego, wzruszającego ramionami, z pewnym, zabójczym wręcz spojrzeniem i zacięciem na twarzy. Blizny dodawały mu powagi, wieku, a krzywy nos od dawna sprawiał, że z twarzą dziecka nie miał nic wspólnego. Marynarzom, pijakom, dałby radę. Nie widziała go dogorywającego w rynsztoku, złamanego, pobitego i nie mogącego wrócić do domu. Ale mogło stać się coś gorszego. Widziała na spotkaniu Zakonu jego chęć działania i zapał do pracy, wiedziała, że nie spocznie póki nie zrobi czegoś więcej, póki nie osiągnie swojego celu. Enigmatyczny list jaki jej wysłał początkowo zlekceważyła, wciąż niepewna jak czuje się z myślą, że jego i Tonks relacje były znacznie bliższe niż mogłaby przypuszczać. Później uznała, kiedy w końcu mijały dnie, tygodnie, a on się nie pojawiał, że to zemsta nim kierowała. Odpłacając się pięknym za nadobne odwrócił się z dnia na dzień, znikając z jej życia jak ona z jego przed pięcioma laty.
— Boję się, że wpadł na pomysł, by wejść na Nokturn i tam, po cichu...— zawahała się, ale przecież nie było już tajemnic tych i tamtych. — Inwigilować wrogów. — Naszych, bo Keat był jednym z nich.— Mógłby to zrobić. — stwierdziła smętnie, nie patrząc Na Philippę. Odgarnęła tylko z twarzy gęste złote loki, przykryte ciemnym kapturem, które miały choć trochę skonfundować łowców głów. — Udać jednego z nich, ludzi Sama Wiesz Kogo, by rozpracować ich od środka. Miał do tego głowę. Miał też nosa, gdzie wejść, do kogo zagadać. Ale czy dla własnego bezpieczeństwa, zniknąłby tak bez słowa?— spojrzała na Philippę. — Sprawdzałaś, czy w Parszywym nie ma jakiś dziwnie wyglądających fiolek?— zmarszczyła brwi, spoglądając znów na psa. Może powinna spróbować włamać się do jego chaty w Oazie, sprawdzić, czy nie zostawił tam czegoś cennego. — Może musiał porzucić dotychczasowe życie, żeby gdzieś działać pod przykrywką — gdybała, ale czy wtedy nie dałby znać o tym nawet Just? Nie chciała myślec o tym, że jej dywagacje prowadziły do prostych konkluzji. Nie chciała w to wierzyć; wszystko musiało być z nim w porządku.
Skręciły w uliczkę, prosto za psem tropiącym zapach swojego pana. Zadumała się na chwilę, wyrywając z odrętwienia dopiero, kiedy się odezwała. Spojrzała na nią niepewnie; nie znały się za dobrze, a każda komórka jej ciała ostatnim razem mówiła jej, że siostra Keatona nie pałała do niej szczególną sympatią. Uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.
— Znajdziemy go — obiecała, po czym zamilkła nasłuchując. Gdzieś słychać było czyjeś kroki. Zamarła, serce podskoczyło jej do gardła. Pies stanął pod drzwiami jakiegoś lokalu, może warto było to sprawdzić. Naciągnęła kaptur mocniej na głowę, włosy wyciągając spod niego do przodu, by jak najmocniej okryły twarz z plakatów. Pchnęła drzwi i weszła do środka jako pierwsza. Ryzykowała, ale kto dziś w tej paskudnej rzeczywistości tego nie robił?





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime08.11.20 23:48

Deszczowy Londyn był zawsze ponurym miejscem. Takie wyznanie z ust kogoś, kto pół życia spędził w lochach Tower brzmiało może dziwnie, ale miasto z każdym dniem mojej wolności coraz bardziej przypominało więzienie. Szare budynki ograniczające widok nieba i ciemne chmury zasłaniające gwiazdy potrafiły wywołać w człowieku poczucie duszności. Zimno, wilgotno i bez oczywistej drogi ucieczki z labiryntu identycznych uliczek, u których zakończenia najczęściej widniał zaślepiający ją budynek z czerwonej cegły, dziwnie poszarzałej w londyńskim powietrzu. Nie było takiej chwili, by większość miasta nie znajdowała się w cieniu. Czy to zwiastujących opad chmur, czy blokujących słońce domów. A cieniem przemykały szczury i koszmary. Rynsztokami płynęła brudna deszczówka, którą co jakiś czas rozchlapywały buty spieszących się czarodziejów. Ludzie przemierzali ulice jakby nie mieli twarzy, ukryci pod kapturami, kapeluszami i parasolami, pochyleni, by nie moczyć wystających spod kołnierzy policzków.
Z tym zawsze kojarzył mi się Londyn. I tak też zawsze widziałem go, gdy wspominałem go z drugiego końca świata. Zasnuty mgłą i deszczem krajobraz, z szumem ściekających po bruku strumieni. Dlatego dziwne było dla mnie miejsce, w którym ostatnio się znalazłem. Pełne słońca i ciepłe. Dachy zdawały się nie rzucać takiego cienia jak zwykle, a chmury pozwalały słońcu bez przeszkód tańczyć na suchych i zakurzonych ulicach. Powietrze było suche, owiewało gorącem zamiast kleić się do ciała, a kroki na ulicy rozbrzmiewały bez charakterystycznego chlupotu. Wszystko to sprawiało, że czułem się jakbym wyjechał na więcej niż ledwie kilka miesięcy. Nie poznawałem tego miejsca, choć układ ulic wydawał się być wciąż ten sam i ani razu nie miałem problemu z odnalezieniem właściwej drogi. Nowy Londyn był słoneczny, suchy i przyjemny. A to sprawiało, że czułem się w nim źle. Za mało cieni, którymi mogłem przemykać wraz ze szczurami, za mało deszczu, który zmywał każdy poprzedni dzień z murów i za mało dusznego przytłoczenia, które zmieniało miasto w więzienny labirynt. Nowy Londyn był mi obcy. Nie lubiłem gorąca, nie lubiłem upałów. Byłem człowiekiem trzaskających mrozów i wiecznego zimna, nie przywykłem do ciągłego uczucia ciepła.
Szedłem niespiesznym krokiem, po wcześniej zaplanowanej trasie. Dzielnica portowa nawet latem śmierdziała rybami. Przynajmniej to jedno się nie zmieniło. Spacerując rozglądałem się uważnie szukając czegokolwiek niezwykłego. To był mój sposób na spędzanie wolnego czasu. Szukanie tych, którzy nie zgadzali się z nowonastałym porządkiem. Patrolowałem ulice w poczuciu patriotycznego obowiązku, upewniając się, że nikt nie maluje na murach opozycyjnych haseł ani nie próbuje rozdawać Proroka Codziennego czy innych, nielegalnych broszur. Nie najważniejszy był jednak efekt. Spacery okazały się świetnym sposobem na oczyszczenie głowy i zebranie myśli.
Drzwi do Kryjówki pisarzy były kolejnym punktem na mojej mapie. Nieczęsto kogoś tu spotykałem, ale miejsce zawsze wydawało mi się dobre na tajne spotkania. Nikogo nie dziwiło, że przychodziło tu dużo obcych ludzi, a jednocześnie mało kto zaglądał tu bez powodu. A poza tym, lubiłem wili śpiew. Świetnie zracjonalizowałem sobie powód, dla którego zawsze, gdy moja trasa wypadała na dzielnicę portową, zachodziłem właśnie tu. Nie potrzebowałem twórczych porad, ale z przyjemnością wsłuchiwałem się w aksamitny głos i wdawałem w konwersację z uroczą, nieco przeźroczystą panną. Oczywiście, zwykle byłem tu sam. Nie tym razem. Wychodząc zza rogu zobaczyłem znikający w wejściu rąbek szaty. Złapałem za klamkę zanim drzwi uderzyły we framugę i ponownie je otworzyłem. W środku dostrzegłem odwrócone do mnie tyłem dwie sylwetki oraz psa.
- Cóż za urocza niespodzianka - za moimi plecami kliknął zamek, gdy drzwi wreszcie się zatrzasnęły. - Zawsze miło spotkać inne, artystyczne dusze - nie miałem powodów podejrzewać niczego niezwykłego. Poza faktem, że w obecnych czasach niespecjalnie ufałem postaciom w kapturach. Zapewne dlatego, że na dworze było za ciepło, by uszy mogły marznąć. Zapewne dlatego, że sam z nich korzystałem, gdy chciałem ukryć swoją twarz przed tymi, którzy mogliby na moją głowę wciąż polować. Nie jednak też na tyle, by wyciągać w kierunku nieznajomych różdżkę. Wystarczyło mi, że była jak zawsze pod ręką. Uśmiechnąłem się zimno w oczekiwaniu na odpowiedź.




And I find it kinda funny, I find it kinda sad
The dreams in which I'm dying
are the best I've ever had
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime13.11.20 14:08

– I tam wejdę, jeśli trzeba – odparła bez melodii strachu skrywającej się w kącikach ust, bez drżenia serca pod ciemnym płaszczem. Bez zawahania. Prowadził ją rydwan przerażających emocji. Możliwe, że nigdy wcześniej nie czuła takiej udręki i takiej złości. Pustka wydawała się jeszcze kilka miesięcy temu wręcz niemożliwą iluzją, żartem sennego scenopisarza. A teraz dławiła i to całkiem realnie. Miała przeczucie, gardło pęczniało chorobliwym niepokojem, stopy nie umiały powstrzymać kroków. Przez tę chwilę zdawało jej się, że wyciągnie go nawet z tronu śmierci. Jakkolwiek to uczynią, miał zaraz stanąć tu przy nich i już nigdy więcej nie robić takich numerów. – Jak będzie trzeba, to zrobię z nim dokładnie to, co z psidwakiem. Zapnę na smyczy. Cholerny Keat. Jak wlazł na Nokturn, sądząc, że tam mnie jeszcze nie widzieli, to się grubo pomylił. Zaraz sobie przypomnę, kto z tamtejszych jest mi winien przysługę i sprawę załatwimy szybko – oświadczyła ostro, patrząc uparcie przed siebie. Prawie natychmiast przywołała niewdzięczne pyski z ponurego londyńskiego świata. Choćby Wrońskiego, choćby i tego całego… Jeffreya od piersiówki i bardzo wygodnej komody. Wokół niej kręciło się wielu takich, którzy mieli swoje za uszami. A ich czyny z pewnością przerastały szczeniackie gównoplany Keatona. Znajdą go, złapią i wrzucą prosto w jej ręce. Philippa była zdeterminowana, roznosiło ją. Nie miała w sobie spokoju, nie myślała powoli, nie zamierzała wiecznie czekać na dobre okazje i moment, w którym sam zastuka w jej drzwi i uklęknie, dzierżąc w łapie zbitkę zwiędłych badyli z Psiej Wyspy. On już dobrze wie, z kim zadarł i wie, że ona nie przestanie. Może zaangażowania Hanki się nie spodziewał, ale Philippa w ogóle go nie powinna dziwić. Choćby się schował w najciemniejszej jaskini na środku oceanu, wkurwienie Moss powinien czuć na setki mil. O tak. Mieli do pogadania. – W Parszywym żadna flaszka nie wygląda normalnie. Zresztą nie tam bym szukała jego ciemnych sprawunków. Zanim zniknął, załatwiłam mu trochę mikstur. Oby pomogły mu przeżyć, a nie wpędziły do grobu. Skurczybykmruknęła, na końcu zginając swój gniew w kamiennej pięści.
– W cokolwiek teraz gra, dowiemy się tego. Ubzdurał coś sobie i nie chce odpuścić – podsumowała gorzko, wyraźnie niezadowolona z tej tak krzykliwej oczywistości. Port i Parszywy byli za blisko Moss, więc jeśli faktycznie kombinował coś większego, nie podałby się jej tak na tacy. Musiał więc zniknąć. Mimo to zdawało jej się, że pierwszy trop musiał być gdzieś tutaj. I że zabłądzona łódź w końcu wróci do swojej przystani. Albo nie wytrzyma, albo popełni błąd i tak wpadnie prosto w ich pułapkę. Na to liczyła, choć cudów też się nie spodziewała. To spryciula, umiał się ukryć, nie żył w tym syfie od wczoraj. Może miał mleko pod nosem, ale nie był głupi. Wiedział, co się z czym je i za dobrze znał ją. A może i je obydwie? Tylko z pewnością nie spodziewał się takiej drużyny. Gdyby Moss wyrzuciła z siebie kotłującą się lawinę przekleństw, zapewne upadłyby stare portowe kamienice. Zupełnie jakby była bombardą. Rozwali połowę miasta, ale wreszcie go znajdzie.
Moss w przeciwieństwie do Wright nie musiała się kryć. Nie potrzebowała też kapturów i osłon, które odebrałyby brzydkiemu otoczeniu widoki jej ładnej buzi. Może to nierozsądne, może mogłaby przyciągać za bardzo tych, na spotkanie z którymi nijak nie miały teraz ochoty. A może właśnie mogło jej to przysłużyć? Na ulicach portowej dzielnicy widok barmanki z doków nie powinien jednak już na nikim robić wrażenia. Jej buzia nie zdobiła słupów i zapewne nigdy na nich nie zawiśnie. Nie żałowała. Przynajmniej mogła robić, na co tylko miała ochotę, zupełnie wbrew temu, co niektórzy tak chętnie jej radzili. Niedoczekanie.
Pies szedł pierwszy, wyprzedzał je ze swoim czułym nosem. W tajemniczej kryjówce mógł go wręcz uczulić ten bukiet niespotykanych woni. Obcy, sekrety, podejrzane substancje i Merlin jeden wie, co jeszcze się tam znajdowało. Gniazdko gagatków, gniazdo naćpanych portrecistów. Czy tym było to nietypowe wnętrze? Kroki za plecami skupiły uwagę psidwaka. Uniósł łeb, a zaraz potem Philippa zachęcona jakże serdecznym głosem, obróciła się w stronę tego wielkiego artysty. Czy możliwe, by znała ten głos? Echem niosły się niepokoje, ale nie przestraszyła się ich. Odważnie popatrzyła w stronę tajemniczej postaci w kapturze. – O tak, poszukujemy natchnienia – przyznała, robiąc krok w stronę niewiadomej sylwetki. – Wydaje mi się, że ty jesteś bardzo natchniony. I że znam twój głos – kontynuowała w zamyśleniu. Lekko uniosła brew. Nawet w tym mroku mógł widzieć jej spojrzenie. – Kim jesteś? – zapytała więc ostatecznie. Dłoń wystrzeliła w powietrze, by zwolnić gdzieś w połowie tej drogi. Sięgnąć chciała do skrawków kaptura, aby obnażyć jego sekrety, by zaspokoić ciekawość, by zajrzeć pod.
Oby Hannah gdzieś tam za nią nie zbladła na ten gest. Z rumianymi policzkami wzbudziłaby więcej zaufania u przypadkowych portowych.. hultajów.


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kryjówka pisarzy - Page 5 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Kryjówka pisarzy - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Kryjówka pisarzy [odnośnikKryjówka pisarzy - Page 5 I_icon_minitime30.11.20 1:16

Spojrzała na Moss spojrzeniem, którym obdarowywało się chojraków gotowych przenosić góry, nie umiejąc nawet podnieść głazu. Nie powiedziała jednak nic, nie chcąc odbierać jej determinacji. Bo tego nie mogła Philippie odmówić. Determinacji. Martwiła się o Keata, chciała go odnaleźć i wierzyła, że była gotowa pójść za nim wszędzie. Ale Aleja Śmiertelnego Nokturnu to nie doki, ani nawet Wyspa Psów. To było siedlisko zła. Prawdziwego, czystego, żywego. Nikt o zdrowych zmysłach się tam nie zapuszczał, a już na pewno nie sam. Przytaknęła cicho, przyglądając jej się dłużej. Kto z Nokturnowych potworów mógł wisieć jej przysługę? Z jakimi potworami się zadawała?
— Dużo takich znasz? — spytała, podłapując temat. — Czarodziejów z Nokturnu?— Nie odrywała od niej spojrzenia; może błędnie sądziła, że Moss nie ma z tym światem nic wspólnego. Ale tym gorzej dla niej. Jakiekolwiek powiązania z Nokturnem nie czyniły jej silniejszą tylko słabszą. Ci, którzy rzekomo wisieli jej przysługę pozbyliby jej się raz dwa. Nie zwerbalizowała jednak swoich myśli; wyjątkowo dziś zamknięta we własnych przemyśleniach i rozterkach. Gdzie u licha był Keat?
— Jakich mikstur?— dopytywała. Jeśli Burroughs się do czegoś skrycie przygotowywał to musiał planować jakieś bagno. Tonks nie wiedziała, co się z nim dzieje, nie mógł więc robić tego na polecenie Zakonu. Ale czy na pewno? Czy powrót Freda nie dowodził, jak bardzo była w błędzie? — Phills— zaczęła, nabierając powietrza w płuca, po chwili jednak zrezygnowała z powiedzenia czegokolwiek. Pokręciła głową tylko. Keaton, nawet jeśli jeszcze w czerwcu gdzieś mignął jej w Oazie, nie odezwał się od maja ni słowem. I sama nie wiedziała czego spodziewać się po chwili, gdy go odnajdą — bo musiały, w końcu musiały na niego trafić. Zaczynała się niepokoić. Martwić. Podejrzewać go o głupstwa, których może nigdy by nie popełnił, ale jeśli nawet jego siostra nie miała pojęcia, gdzie się podziewał, coś było nie tak. Bardzo nie tak.
Poprawiła ciemny kaptur peleryny, wkraczając za barmanką do lokalu. Rozejrzała się po nim ukradkiem. W pierwszej chwili nie usłyszała, że drzwi za nią się nie zatrzasnęły — ktoś włożył między nie a framugę nogę, przytrzymał je dłonią. Dopiero głos, który jakimś cudem przeszył ją na wskroś, paraliżując na moment, sprawił, że zesztywniała. Nie odwróciła się; może nie mówił do nich? Przypadkowy klient, gość. Ale Moss się odwróciła, by mu się przyjrzeć i była przekonana, że już gdzieś go słyszała. Ona nie. Była pewna, że zapamiętałaby. W jego tembrze był coś niepokojącego; coś, co nakazywało jej odwrócić się nie odsłaniając twarzy i wyjść, a potem szybko zwinąć się z portu. I wbrew szeptom rozsądku nie zrobiła tego. Ale nie odwróciła się też, choć pewnie jeszcze bardziej lekkomyślnie było stać tyłem do kogoś, kto mógł jej zrobić krzywdę. W twarzy Philippy próbowała odczytać jakieś emocje — poznawała go? W jej oczach, choćby chciała, nie mogła jednak dostrzec odbicia za plecami. Spod kaptura palcami wyciągnęła blond kosmyki, niby niewinnie, w dbałości o fryzurę wyszarpała ich więcej z luźnego upięcia, licząc na to, że okryją silniej jej twarz. I zsunęła go na tyle, by odsłonić jej kawałek, nie chcąc przyciągać uwagi próbą ukrywania się. Dopiero wtedy spojrzała za siebie przez ramię; katem oka spoglądając na postać za sobą.
Nie odezwała się, przynajmniej na razie, polegając całkowicie na Moss. Być może był to ktoś, kogo znała i kto mógłby jej wskazać poszukiwanego gnojka. Kiepsko radziła sobie z aktorstwem, więc zostawiła barmance pierwsze skrzypce, sama przesunęła się dalej, mijając ją i zaczęła rozglądać się za znajomą, barczystą sylwetką, za krzywym nosem wciśniętym do jakiegoś kufla.





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
 

Kryjówka pisarzy

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20