Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kościół z cmentarzem

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kościół z cmentarzem - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime05.04.15 20:53

First topic message reminder :

Kościół z cmentarzem

Kościół stojący przy głównym placu wioski robi największe wrażenie ze wszystkich znajdujących się tam budowli. A może raczej nie tyle, co robi największe wrażenie, ale bardzo się wyróżnia. W przeciwieństwie do innych zabudowań jest cały z drewna, bardzo stary. W jego oknach stoją kolorowe witraże przedstawiające sceny biblijne. W środku zaś niewielkie ławy i wiszące nieliczne obrazy tworzą to święte miejsce bardzo przytulnym. Charakterystyczny zapach sosnowych bali unosi się w nim nieprzerwanie od setek lat i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie sytuacja ta miała się zmienić.
Z tyłu kościoła znajduje się cmentarz. Niewielki, ale bardzo stary. Znaleźć można na nim groby nie tylko wielu mugoli, którzy w Dolinie Godryka zmarli, ale także licznych czarodziejów. Wśród nich rodziny Dumbledorów, leżą na nich kwiaty od tych, którzy wdzięczni są Albusowi za walkę w ich obronie, do której stanął i w której stracił własne życie. Innym nagrobkiem mogącym budzić zainteresowanie, jeśli odgarnie się z niego liście bluszczu jest tajemnicza, stara mogiła ze znienawidzonym znakiem Grindenwalda wyrytym w kamieniu. Niemalże zamazany napis głosi zaś „Ignotus”.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kościół z cmentarzem - Page 9 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime09.01.21 22:00

Gdyby tylko ognista whisky nie mąciła mi tak w głowie i zagłuszała rozsądek, nie miałbym wątpliwości co do intencji panny Clearwater. Nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi, łączyła nas praca i tajemnica jeszcze z Biura Aurorów, teraz także i Zakon Feniksa, wiedziałem, że to porządna kobieta. Nie odmówiłem jej pomocy, kiedy pojawiła się przed rokiem w naszym Departamencie, choć mało kto chciał z nią rozmawiać, świadom, że śledztwo w sprawie morderstwa Caleba Clearwatera utknęło w martwym punkcie, rozumiałem jednak jej stratę.
Pewnie teraz Maeve wydawało się, że wie, co teraz czułem, ale to nieprawda. Nikt nie mógł wiedzieć, bo było mi za bardzo wstyd, aby komukolwiek wyznać całą prawdę i tylko prawdę. Opowiedzieć o wszystkim co się stało i dlaczego. Najbardziej było mi wstyd przed samym sobą i to nie dawało mi spokoju.
Zaczynałem gubić się we własnych myślach, rozdarty pomiędzy podejrzliwością i niechęcią, powstrzymywany przez cichy głos rozsądku, podpowiadający, że panna Clearwater nie zasłużyła na tak niegrzeczne traktowanie i jednocześnie podjudzany przez chęć powrotu do przeżywania swojej straty w zupełnej samotności.
- Dobrze, że nie znalazłaś grobu - odparłem krótko.
Niedobrze, że znalazłaś mnie.
Niedobrze, że w tym stanie. Niedobrze, że w tej chwili. Niedobrze, że w tym miejscu. To był bardzo nieodpowiedni moment, Maeve. Moment, w którym powinienem być sam. Czy trwała przy mnie, bo chciała pomóc? Tak mi się wydawało. Kobiety miały miękką naturę, były bardziej skłonne do empatii. Myśl o tym, że pewnie zrobiło jej się mnie żal jakoś mnie złościła. Jednocześnie chciałem niczyjej litości i czułem, że nie powinienem być pocieszany - bo na pocieszenie nie zasługiwałem.
- I co w związku z tym? Nie jestem dzieckiem, nie boję się ciemności - odpowiedziałem, kiedy Maeve zasugerowała, że niebawem się ściemni. Tak jak i deszcz nie robiło to w tym momencie mi żadnej różnicy. Nawet, gdy cmentarz przy kościele pogrąży się w mroku, to będę wciąż widział złote litery na nagrobku i tę fotografię - wyryte w mojej pamięci były tak wyraźne jak mało co. Nawet w tym stanie. Żadna ilość ognistej whisky nie mogła ich rozmazać.
- Kiedyś mieszkałem. Dawno temu.
Tego raczej nie dało się ukryć, skoro pogrzebano tu moją żonę i córkę. Na cmentarzu można było też znaleźć inne płyty nagrobne, pod którymi na wieki spoczywali inni Dearbornowie - w tym mój ojciec. Nie ukrywałem zresztą nigdy, że wychowałem się w Dolinie Godryka.
- Kogo szukałaś? - spytałem beznamiętnie, nie patrząc na Maeve; skoro już wspomniała, że miała powód, by tu być, a ja znałem wielu mieszkańców Doliny Godryka, to mogłem choć rozwiać jej wątpliwości co do tego, czy znajdzie to nazwisko na którymkolwiek nagrobku - i lepiej, abym mógł temu zaprzeczyć. Dość już śmierci.
Na propozycję odprowadzenia mnie do domu odpowiedziałem milczeniem. Od Oazy dzieliło nas w tym momencie pół kraju i konieczność rzucenia patronusa tak potężnego, że przekraczało to w tym momencie moje możliwości. Nie chciałem zresztą pojawiać się tam w takim stanie. To nie wchodziło w rachubę.
- Nie wracam dziś... Dziękuję za propozycję, to bardzo miłe z twojej strony, Maeve, lecz radzę sobie - powiedziałem w końcu zmęczonym tonem, lecz złośliwy los postanowił dać pannie Clearwater dowód, że to było wierutne kłamstwo, bo kiedy uczyniłem krok do przodu, by podnieść wieniec strącony przez nagły podmuch wiatru, to poślizgnąłem się na mokrej trawie i poleciałem do przodu, mocno uderzając łydkami o twardy marmur - prosto w kość. Syknąłem z bólu i mimowolnie wyciągnąłem ręce, aby podeprzeć się na grobie, a wtedy jedna stopa wyślizgnęła się do tyłu. Obrazu nieszczęścia dopełniło błoto na szacie. Niech to szlag.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

wipe those tears off
and make your heart proud

OPCM : 20
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime11.01.21 8:26

- To prawda – przytaknęła lakonicznie, cicho, jej głos niemalże zlewał się z szumem mżawki i wprawiającym liście w drżenie wiatrem. To dobrze, że nie znalazła grobu. To niedobrze, że nie potrafiła ustalić, gdzie w takim razie znajdowała się pani Roots. Bo choćby próbowała kurczowo uchwycić się optymistycznego scenariusza, uznać, że może starsza czarownica zwyczajnie wyjechała z Doliny Godryka i jest teraz zupełnie bezpieczna, że przebywa z najbliższymi, to nie potrafiła. Tacy ludzie nie porzucali swych domów, często przekazywanych z pokolenia na pokolenie, stanowiących kopalnie wspomnień, z łatwością. A jeśli nie natrafiła na nią ani tam, w wybudowanej na uboczu chatce, ani tu, wśród skąpanych w ciszy i mgle mogił, to co to znaczyło? Że powinna szukać dalej, przeczesać cały cmentarz wzdłuż i wszerz, by w końcu odnaleźć odpowiednie nazwisko, zyskać pewność odniesionej straty. A może – że czarownica umarła, lecz nie z przyczyn naturalnych. Że dopadli ją, skatowali, a w końcu porzucili ciało wśród korzeni wiekowych drzew, nie zadając sobie nawet trudu, by przysypać je liśćmi, zakopać w ziemi.
Kiedy Dearborn znów przemówił, musiała zacisnąć dłonie w piąstki, zmusić się do spokojniejszego oddechu, by nie pozwolić napięciu przejąć nad sobą kontroli. Widziała w nim siebie, nie potrafiła przejść obok pogrążonego w rozpaczy czarodzieja obojętnie, lecz również z uwagi na te podobieństwa, znajomą, oślą upartość i łatwą do przejrzenia, jedynie pozorną uprzejmość, skutecznie burzył krew. Chciała mu pomóc. Odprowadzić do domu, upewnić się, że jest cały i zdrowy, a później zniknąć, ruszyć w swoją stronę. Tylko tyle i aż tyle. – Może i twojej twarzy nie ma na plakatach, nie obnosisz się z magią, wolałabym jednak nie dowiadywać się później, że i ciebie wpakowano do Tower. Albo że ktoś zobaczył cię z dziwnym patykiem w dłoni i doszło do samosądu – wytłumaczyła powoli, mierząc go wzrokiem, nie odnosząc się do jego niewinnej zaczepki, bo tak rozumiała przecież wypowiedziane przez towarzysza słowa, jako uszczypliwość. Nie bał się ciemności, nie był dzieckiem, miała tego świadomość. To nie były jednak czasy na samotne włóczenie się nocą, choćby i po odległej od stolicy, serca zepsucia, Dolinie Godryka – nie kiedy było się aurorem, rebeliantem, pijanym, a przez to podatniejszym na zaczepki mężczyzną. Czy potrafiłby zachować zimną krew, gdyby ktoś, ktokolwiek, spróbował go sprowokować? Jakie panowały w wiosce nastroje? Czy niemagiczni szukali tylko okazji, by rozlać krew, zemścić się za odniesione krzywdy…?
Skinęła głową, gdy przyznał, że kiedyś tu mieszkał. Myślała, że może nadal tak jest, choć z drugiej strony – i ona zmieniła lokum wraz z rozłamem departamentu, Ministerstwo znało przecież ich adresy. – To gdzie teraz mieszkasz? – zapytała, nie odpuszczając, zmuszając się do tej poufałości, w końcu to nie był jej interes; strzepała z kaptura osiadające na nim krople deszczu, przelotnie uciekając wzrokiem ku złotym literom nagrobka. – Roots – dodała po chwili, wzdychając przy tym krótko. – Nie pamiętam, jak miała na imię. Była już starszą czarownicą. Po sylwestrze trafiła do szpitala, wiem jednak, że stamtąd wyszła – dopowiedziała, obejmując spojrzeniem nie tylko unikającego jej wzrokiem Cedrica, ale i grób jego najbliższych, który go tu sprowadził, a teraz czarował wspomnieniami lepszych czasów, trzymał w miejscu. Wiatr zawiał mocniej, wieniec zsunął się na bok, zanim jednak zdążyłaby cokolwiek zrobić, auror zrobił krok do przodu, poślizgnął się, wyrżnął w kamienną płytę. Radził sobie? Skróciła dzielącą ich odległość, podeszła bliżej, ostrożnie, lecz stanowczo łapiąc go za rękę, próbując pomóc zebrać się do pionu. Mógł mówić co chciał, pokładała jednak większą wiarę w to, co widziała, niż w wypowiadane tylko po to, by ją odstraszyć, słowa. Współczuła mu, choć nie mogła pojąć pełni straty; nie podejrzewała nawet, jaki ciężar spoczął na jego ramionach wraz ze śmiercią żony i córki. – Proszę cię, po prostu chodź. Pomogę ci, a później oboje o tym zapomnimy – obiecała, próbując podchwycić przy tym jego ciemne, zasnute mgłą alkoholu spojrzenie; twój sekret będzie ze mną bezpieczny. Nie była silna, nie była najlepszym możliwym oparciem, mimo to chciała zmusić go, by otoczył ją ramieniem, tak będzie łatwiej zachować równowagę. Tylko gdzie powinna go zaprowadzić? Nie wyobrażała sobie lecieć z nim teraz na miotle, nie w takich warunkach, z kolei teleportacja łączna leżała poza jej zasięgiem. – Co z tym domem, w którym kiedyś mieszkałeś?




there is thunder in our hearts
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kościół z cmentarzem - Page 9 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime17.01.21 14:40

Na tłumaczenia Clearwater przewróciłem jedynie oczyma i prychnąłem. Nawet teraz sam czułem, że moje zachowanie było wręcz dziwne, dla mnie samego niezrozumiałe, lecz uparcie chciałem zostać sam i drażniło mnie sugerowanie, że nie wiem co robię, że sam siebie narażam.
- Ludzie mnie tu znają - burknąłem. Przynajmniej większość z nich. Nie obawiałem się tego, że ktoś mógłby zechcieć mi wymierzyć sprawiedliwość za czary akurat tutaj. Wypita ognista whisky wprawiała mnie w niesłuszne poczucie bezpieczeństwa, usypiała czujność, odwracała myśli od plakatów, listów gończych. Dziś potrafiłem myśleć jedynie o Allyi i Annie.
Wspomniane przeze mnie kiedyś było terminem o wiele odleglejszym niż ostatnia wiosna, kiedy i ja, i wielu znanych mi czarodziejów i czarownic wyniosło się z Londynu dla własnego bezpieczeństwa. W Dolinie Godryka spędziłem większość swojego życia, lecz opuściłem ją już kilka lat temu. Krótko po śmierci żony i córki. Nasz dom był pełen ich obecności, wspomnień o nich, których na początku trzymałem się kurczowo, a później zaczęły mnie przytłaczać, sprawiały, że odchodziłem od zmysłów. Aby zachować jasność myślenia, żyć jakoś, musiałem sprzedać wspólny dom i zamieszkać gdzieś indziej, byle gdzie. Wybór padł na Londyn, skąd miałem blisko do Ministerstwa Magii. Pozbyłem się także i tego mieszkania, teraz właściwie pozostając bez własnego miejsca. Trudno domem było nazywać tę chatę w Oazie, którą zajmowałem razem z Debbie. Zwłaszcza, że pojawiało się coraz więcej potrzebujących i czułem, że powinienem był ją zwolnić, znaleźć dla siebie inne miejsce.
- W bezpiecznym miejscu - mruknąłem. - Daleko stąd, wiesz gdzie - uściśliłem, wciąż dość mgliście, lecz byłem przekonany, że Clearwater jest na tyle bystra, że zrozumie co miałem na myśli i dlaczego nawet teraz nie mówiłem o tym wprost. Niby byliśmy na cmentarzu sami - nie licząc tych wszystkich martwych spoczywających pod ziemią - ale lepiej było zachować ostrożność. Nawet tak pijany nie mogłem o tym zapomnieć.
- Pani Roots? - powtórzyłem za czarownicą. - Znam ją. Z tego co pamiętam, to miała syna. Może wyniosła się do niego. Podpytam, jeśli ci na tym zależy - zaproponowałem, spoglądając w końcu na Maeve; chwytałem się czegokolwiek, byleby zmienić temat ze mnie na kogoś lub coś innego. Wiedźmia strażniczka nie zamierzała jednak odpuszczać, mimo zapewnień, że sobie poradzę. Los chciał mi jednak utrzeć nosa, poślizgnąłem się niefortunnie, ona zaś znalazła się przy mnie, łapiąc za łokieć i pomagając dźwignąć się do pionu.
- Poradzę sobie - warknąłem rozdrażniony, bardziej własnym zachowaniem niż jej obecnością. Czułem wstyd - przez samego siebie. Nagle uświadomiłem sobie jak straszne było, że stałem nad ich grobami w takim stanie. Ledwie przytomny, chwiejny, pijany. Na wszystko do tego patrzyła jeszcze Clearwater, na którą nie potrafiłem teraz spojrzeć. Ukryłem twarz w dłoniach. Miałem w głowie taki mętlik i chaos myśli. Nie byłem już pewien, czy powinienem zostać, czy iść. W końcu, pod wpływem jej słów, pomyślałem, że lepiej będzie przetrzeźwieć i nie hańbić ich pamięci odwiedzając cmentarz w tak podłym stanie.
- Dobrze, chodźmy - zgodziłem się zrezygnowanym tonem, kapitulując w końcu; dźwignąłem się do pionu i otoczyłem Maeve ramieniem, zgodnie z jej życzeniem, próbami pomocy. - Którym? - spytałem nieprzytomnie. - Dom rodziców stoi pusty. Na końcu bocznej ulicy, na wschód stąd - wytłumaczyłem w końcu. Dom, jaki zajmowaliśmy z Allyą dawno był sprzedany, mieszkała w nim już inna rodzina. Na całe szczęście nie musieliśmy koło niego przechodzić. - Dom z białym płotem, z czerwonej cegły, z boku stoi stara buda - dodałem bełkotliwie.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

wipe those tears off
and make your heart proud

OPCM : 20
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime17.01.21 18:36

- To akurat niczego nie gwarantuje – odcięła się ostro, nie próbując już nawet brzmieć miło, przyjemnie, wyrozumiale. Widziała przecież, jak przewrócił oczami, jej uwadze nie umknęło również prychnięcie. Pokłady cierpliwości topniały z każda kolejną chwilą, może naprawdę powinna go tu zostawić, pozwolić na pogrążanie się w rozpaczy, najwidoczniej na tym mu właśnie zależało, na zapijaniu smutków i rozpamiętywaniu przeszłości. Rozsądek jednak nie pozwalał na zlekceważenie ryzyka, jakie niosłoby ze sobą podjęcie takiej decyzji, decyzji o odwróceniu się na pięcie i pójściu w swoją stronę. Nie wierzyła, by był tu bezpieczny – nawet jeśli on tak uważał. Pamiętała o Norwich, o strachu, który paraliżował i odbierał zdolność logicznego myślenia; nie potrafiłaby się obronić, gdyby dopadli ją tam, wśród innych mugoli. I nawet jeśli Dearborn nie byłby całkowicie bezbronny bez swej różdżki, nie poradziłby sobie z kilkoma przeciwnikami jednocześnie. A co gdyby znaleźli go szpicle nowej władzy? Wiedźmia straż wciąż działała w najlepsze, nie brakowało takich, którym nie przeszkadzały porządki Malfoya. Mogła się założyć, że otrzymali nowe, nakazujące skierować wzrok ku rebeliantom i członkom Zakonu Feniksa wytyczne.
- Wiem gdzie – mruknęła tylko, odruchowo rozglądając się dookoła, choć przecież byli sami, całkiem sami. Prawda? Skrzywiła się na widok przyglądającego im się ptaszyska, może to już paranoja, może była przewrażliwiona, zaraz jednak kruk odleciał, zniechęcony silniejszym powiewem wiatru. Odstawienie czarodzieja do Oazy nie wchodziło w grę. Nie tylko dlatego, że prowadzący do niej portal znajdował się niezwykle daleko, ale również – bo nie potrafiła z niego skorzystać. Umiejętność ta leżała poza jej zasięgiem, zaś czy będący na rauszu Cedric miałby w sobie na tyle siły, by otworzyć przejście, nie chciała sprawdzać. – Gdybyś mógł, byłabym wdzięczna – przyznała cicho, choć bez większego entuzjazmu; coś mówiło jej, że pani Roots wcale nie uciekła do syna. Że wciąż znajdowała się tutaj, w taki lub inny sposób. Mimo to nie miała zamiaru gardzić taką poszlaką.
- Jasne. Jasne, że sobie poradzisz – odpowiedziała beznamiętnym tonem głosu, robiąc użytek z przyswajanych latami nauk; zapanowanie nad kotłującymi się w piersi emocjami, irytacją, złością, poczuciem bezsilności, nie było łatwe, lecz w tej chwili jawiło się jako konieczność. Wdech i wydech, musiała go stąd zabrać, a później – bezpiecznie wrócić do Lancashire. Westchnęła cicho, gdy ukrył twarz w dłoniach, bezbronny i rozbity. Drapał, wierzgał, stawiał opór, czuła jednak, że może teraz dojdzie do przełomu, Cedric przejrzy przez opary alkoholu, do głosu dojdą charakteryzujące go rozsądek i opanowanie. Niezależnie od tego, jak bardzo mu współczuła, to nie było miejsce i czas na dłuższe dyskusje, dysputy na temat żałoby czy wspólne milczenie nad grobem zmarłych czarownic, zbyt młodych na to, co je spotkało. – Dziękuję – odpowiedziała tylko, kiedy auror poddał się jej woli, zgodził na opuszczenie pogrążonego w mroku, rozświetlanego nielicznymi płomykami cmentarza. To jednak był dopiero początek; czy naprawdę będzie w stanie go gdziekolwiek doprowadzić? Skrzywiła się lekko, gdy posłusznie otoczył ramieniem, zapach Ognistej stał się jeszcze wyraźniejszy; w zamian objęła go w pasie, zakleszczając palce na materiale przemokniętego płaszcza, odnajdując wzrokiem majaczącą w oddali, skąpaną w blasku dwóch latarni bramę, którą powinni wydostać się na główny plac wioski. Powoli ruszyli w tamtą stronę, uważając na rozmoknięte ścieżki i głębokie cienie zalegające między kolejnymi pomnikami. Wolną dłoń trzymała w kieszeni, stale zaciśniętą na różdżce, mimo to łudziła się, że miał rację, że w Dolinie Godryka nikt nie spróbuje im robić im problemów.
- Na wschód stąd, czyli teraz w prawo, zgadza się? – upewniła się, kiedy stanęli już na ulicy, po czym nie bez trudu skierowała ich we wspomnianą stronę. Prowadzenie Dearborna nie było wygodne; co prawda nie opierał na niej całego ciężaru, szedł o własnych siłach, lecz kilka razy musiała silniej pociągnąć, by nie zachwiał się w przeciwną stronę, nie stracił równowagi. Nie chciała nawet myśleć, ilu mieszkańców wioski przyglądało się im teraz zza firanek. – Wiesz coś o zabezpieczeniach? – dopytała i po to, by przerwać ciężką, upiorną ciszę, i po to, by wiedzieć, czego powinna się spodziewać, kiedy dotrą już do białego płotu i czerwonej cegły. – Uważaj, wystający kamień – dodała jeszcze, oczyma wyobraźni widząc hipotetyczną katastrofę.




there is thunder in our hearts
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kościół z cmentarzem - Page 9 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime18.01.21 23:45

Dla mojego zachowania w tamtym momencie nie było żadnego usprawiedliwienia. Cierpkie słowa same cisnęły mi się jednak na usta, wypowiadane jakby przez kogoś innego, kogoś, kto desperacko pragnął zostać sam i odepchnąć pomocną dłoń, bo głęboko wierzył, że na nią nie zasługuje. Jakby ktoś - a raczej coś w postaci ognistej whisky - przejęło nade mną kontrolę. Pannie Clearwater i tak dość długo udawało się całkiem to ignorować, zachowywać jak gdybym wcale nie był dla niej naprawdę paskudny i szorstki, wciąż wyciągać ku mnie dłoń, lecz w końcu usłyszałem w jej głosie wyraźną nutę rozdrażnienia, jakby traciła do niezrozumiałego dlań zachowania cierpliwość. Tak mnie z jakiegoś powodu zaskoczyło, że nie odpowiedziałem już, nie wiedząc zwyczajnie co, zabrakło mi słów. W głębi ducha miałem świadomość tego jak niewdzięczne to było zachowanie, nieuprzejme i wręcz gburowate, zupełnie do mnie niepodobne, lecz z drugiej strony, w tym stanie niewiele mnie to obchodziło.
Liczyło się tylko to, że niewidoczna rana w klatce piersiowej krwawiła i pulsowała bólem, bólem tak silnym, że niemal nie do wytrzymania - a wstyd jeszcze posypywał ją solą, skraplał sokiem z cytryny.
- To żaden problem - mruknąłem, choć odpowiedź Maeve na propozycję zasięgnięcia wieści o pani Roots nie była specjalnie optymistyczna. Może nie doceniała jak skuteczne potrafi być niewielkie środowisko jakim była społeczność sąsiedzka Doliny Godryka. W takich miejscach jak to wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich.
Poczułem się potraktowany jak dziecko, kiedy przytaknęła mi beznamiętnie, a ja mimo wszystko czułem, że wcale mi nie wierzy. Przyznać było trzeba, że właściwie nie czułem się tak od bardzo dawna. Nikomu nie pozwalałem traktować się protekcjonalnie, zawsze ja wchodziłem w rolę tego, który sprawuje nad drugą osobą opiekę, czułem się za nią odpowiedzialny - niekiedy nawet zdarzyło mi się przesadzać, w przesadzie tej ujawniała się dominująca, apodyktyczna część mojego charakteru, nielubiąca sprzeciwu i przekonana o swojej racji.
W pierwszej chwili poczułem się tym wręcz urażony, lecz z każdym krokiem, w którym mi pomagała, bym nie upadł znów na błotnistą alejkę cmentarza, zaczynałem myśleć o tym inaczej. Czy nie dałem jej jednak powodu do takiego zachowania, reakcji? Im dłużej się nad tym zastanawiałem, im bardziej mokłem w siarczystym deszczu, a chłód przywracał trzeźwość myślenia, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że w pełni zasłużyłem na to, by tak mnie potraktowała. Całą drogę przez główną ulicę, a później jedną z bocznym milczałem, czasami potykając się lekko, lecz dzięki wsparciu Maeve zachowując pozycję stojącą. Skinąłem jej głową, gdy upewniała się co do kierunku. W końcu dom rodziców zamajaczył mi na horyzoncie. W tej samej chwili zrobiłem duży krok, unikając kamienia, kiedy mnie przed nim ostrzegła.
- To tamten - mruknąłem, wskazując na dom lewą ręką. - Nikt tam już od kilku miesięcy nie mieszka, chwilowo nie jest zabezpieczony - odpowiedziałem zmęczonym tonem. Może powinien jednak być? Nie znajdowało się tam już nic na tyle cennego, by zainteresowało włamywaczy, lecz co stałoby na przeszkodzie Rycerzom Walpurgii, aby zniszczyć pomnik mojego dzieciństwa, gdy dowiedzą się o moim uczestnictwie w rebelii?
Przeszliśmy przez furtkę, minęliśmy zarośnięty ogród, który ktoś dawno powinien przystrzyc i starą budę, gdzie niegdyś mieszkał psidwak należący do mnie i Liz. Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni szaty, by wygrzebać klucz i kilka nieznośnie długich chwil mocowałem się z nim, nie mogąc trafić nim do zamka. Nie patrzyłem na Maeve, podejrzewałem jednak, że traci cierpliwość. W końcu udało mi się trafić kluczem do zamka, szczeknął cicho, a my weszliśmy do pogrążonego w mroku korytarzyka. Pachniało tu teraz kurzem, a stare meble przykrywały prześcieradła. Od razu poszedłem na prawo, do kuchni, otwierając szafkę. Tak jak podejrzewałem - była pusta. Nawet kapka whisky się nie ostała. Dla niepoznaki wyjąłem za to szklankę i zaklęciem napełniłem ją wodą. Oparłem się o kuchenny blat, spoglądajac w końcu na czarownicę w drzwiach izby.
- Dziękuję i... - wydusiłem z siebie w końcu. W ustach miałem potwornie sucho. - Przepraszam. Mam dziś... bardzo zły dzień. Cholernie zły.
Mówiłem cicho, a w moim głosie dało się wyczuć zawstydzenie, ból i jakieś... poczucie poniżenia. Spojrzałem na nią z nadzieją, niewerbalnie pytając, czy to zostanie między nami.
Mogę ci zaufać?





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

wipe those tears off
and make your heart proud

OPCM : 20
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Kościół z cmentarzem - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Kościół z cmentarzem [odnośnikKościół z cmentarzem - Page 9 I_icon_minitime19.01.21 8:26

Starała się omijać wszelkie kałuże, nierówności, nie było to jednak takie proste, gdy prowadziła ze sobą reagującego z pewnym opóźnieniem Cedrica. Musiała kalkulować odległości, czas potrzebny na skorygowanie kierunku powolnego marszu, a przy tym zachowywać stałą czujność – w milczeniu odliczała kolejne domy, z nieprzyjemnym napięciem zauważając ciemne sylwetki na tle sączącego się zza okna światła. Nikt im jednak nie przeszkadzał, nikt nie postanowił zaczepić. Drgnęła tylko wyraźniej, gdy do mijanego płotu podbiegł zaalarmowany obecnością intruzów pies – psidwak? – i zaczął ujadać, próbując ich odstraszyć. Chłód mżawki, ciężkiej mgły i wrześniowego wieczoru skutecznie studził nerwy. Nie była już zła czy zirytowana, może też dlatego, że towarzysz w końcu poddał się, przystał na jej propozycję. I jeśli nawet wciąż oburzał się czy złorzeczył w myślach, to przynajmniej nie musiała tego słuchać. – Rozumiem. Zaraz tam będziemy – mruknęła cicho, odczuwając namiastkę ulgi na widok opisywanego już wcześniej domu, nareszcie wyłaniającego się z mlecznobiałych oparów. Jeszcze tylko trochę, kawałek i znajdą się na miejscu. Nie skomentowała nawet słowem kwestii zabezpieczeń, choć wydało jej się to dziwne, nierozsądne, by pusty, pozostawiony sam sobie dom nie został obłożony żadnymi pułapkami. Czyżby wynikało to z wiary, że potencjalni złodzieje nie odnajdą tam niczego cennego? Albo – że sąsiedzi będą mieć oko na posesję, we dnie i w nocy…? Szybko skrytykowała się w myślach, to nie była jej sprawa.
Skręcili w odpowiednią furtkę, nie bez trudu mieszcząc się w wąskim przejściu, wolała jednak nie ryzykować i nie puszczać jego płaszcza, jeszcze nie teraz. Z asekuracyjnego uścisku uwolniła go dopiero wtedy, gdy stanęli pod samymi drzwiami wejściowymi i Cedric zaczął szukać klucza, a później zmagać się z trafieniem nim w zamek. Marzła, ziąb wdzierał się pod kolejne warstwy ubrań, nie powiedziała jednak nawet słowa. Zamiast tego zajęła się uważnym obserwowaniem fasady budynku, oceną stanu okien. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało jak należy, nie dostrzegała żadnych śladów włamania, jednak czy powinni ryzykować? Homenum Revelio, pomyślała, dbając o to, by ruch różdżką był odpowiednio dokładny, a przy tym nie rzucał się w oczy dla ewentualnych obserwatorów. Za drugim razem magia usłuchała, rozświetlając sylwetkę wciąż majstrującego przy zamku Dearborna, a także jakichś małych stworzeń, pewnie szczurów, poruszających się kilka metrów pod ziemią, w piwnicy.
Posłusznie ruszyła za nim do środka, gdy już drzwi stanęły otworem. Uniosła wyżej brwi, kiedy bez choćby śladu zawahania skręcił w prawo, do pomieszczenia, które okazało się kuchnią. Zaraz jednak napełnił szklankę wodą, a jej podejrzliwość nieco zelżała – nie powinna być zdziwiona, że go suszyło, nie po takiej ilości alkoholu, którą musiał w siebie wlać. Stała w progu, w zakurzonym, opuszczonym domu o chroniących meble prześcieradłach czując się jak intruz. Podchwyciła wzrok aurora; nie była mu już potrzebna. Jeśli tylko przeczeka tutaj do rana, prześpi się choćby kilka godzin, wytrzeźwieje, wszystko powinno być dobrze. – Nie dziękuj – odpowiedziała cicho, widząc, że trudno mu o tym mówić. Mimo to jego reakcja, może i jedynie kurtuazyjna, sprawiła, że resztka irytacji zniknęła. – I nie przepraszaj. Przykro mi, że… – urwała; nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów. Nie potrzebował jej słów. – Odpocznij, Dearborn. A jutro oboje o tym zapomnimy. – O tym spotkaniu, o Ognistej i potykaniu się o nagrobek. Bo przecież nie o zmarłych. – Dobranoc – dodała na koniec, z ociąganiem odwracając się w kierunku wejścia z zamiarem dostania się na podwórze. Chciała jak najszybciej wrócić do Lancashire.

| 2xzt <3




there is thunder in our hearts
Powrót do góry Go down
 

Kościół z cmentarzem

Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Somerset, Dolina Godryka-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21