Wydarzenia


Ekipa forum
Piwniczny Klub Jazzowy
AutorWiadomość
Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]17.07.17 1:43
First topic message reminder :

Piwniczny klub jazzowy

★★
Jak mawiają, potrzeba matką wynalazków - tak też narodził się piwniczny klub jazzowy. Jest to pierwszy tego rodzaju lokal na Wyspach, na który pomysł narodził się po wyprawie właściciela do Stanów. Nie każdego bowiem stać na wycieczkę do Cliodny, za to prawie każdy lubi się bawić przy dźwiękach muzyki na żywo. Wejście do klubu znajduje się pod poziomem ulicy, prowadzą do niego schodki umieszczone na końcu ślepego zaułka. Na drzwiach przywieszony jest plakat przedstawiający tańczącą kobietę w sukience w kropki. Gdy podejdzie do niej mugol nic się nie stanie, jednak jeżeli po schodach zejdzie czarodziej kobieta ruszy w tan, by śpiewnym, rozbawionym głosem poprosić o hasło. To zaś nie zmienia się nigdy; wystarczy powiedzieć "czy mogę prosić do tańca?", a kobieta zaśmieje się perliście i uchyli przed tobą drzwi do roztańczonego świata jazzu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Piwniczny Klub Jazzowy - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]20.01.21 19:09
Bardzo ciężko było mu oderwać wzrok od barmana, jednak kiedy zmontowane drinki pojawiły się na ladzie przed nim, poczucie obowiązku zwyciężyło. Rigel zapłacił mu, zostawiając przy okazji całkiem solidny napiwek. Mężczyzna za barem uśmiechnął się do niego szeroko i puścił mu oko, sprawiając, że młody Lord Szlachetnego i Starożytnego rodu, spalił buraka, jak uczniak, co pierwszy raz wymówił na głos słowo “cycki”.
Następny przystanek — stolik miłych Pań. Idąc w tamtą stronę, Black zauważył, jak Francis, zamiast wracać do nich do stolika, wychodzi gdzieś z jakąś kobietą.
Eh, Lordzie Lestrange... Czyli tak się zamawia drinki? Dlaczego TO nie mogło poczekać do końca dzisiejszego wieczoru?
Przewrócił oczami i poszedł wypełnić swoją część krzesłowej umowy. Kiedy ponownie udało mu się uniknąć porwania przez uhahane kobiety, czatujące na kolejnego sponsora, wrócił do stolika… dokładnie w tym samym czasie co Francis.
-O, ty już? - zdziwiony zapytał mężczyznę, zajmując swoje poprzednie miejsce.
Niektórzy to mają wprawę...
Nie do końca jednak rozumiał, co ten miał na myśli, mówiąc “przesrane”. Czy to była aluzja na... trójkąt? Zamiast jednak zapytać wprost, co wydarzyło się za tamtymi drzwiami, wolał postąpić delikatniej. - O, a to czemu?
Uznał, że nie będzie komentować swojego nowego klubowego imienia, jakie zostało mu nadane, a skupi się na oglądaniu zawartości szklanki. Drink wyglądał bardzo ciekawie wizualnie. Zestawienie barw przypominało mu jedną z jego ulubionych jesienno-zimowych koszul.
-Za styl i szyk na parkiecie, - dodał pośpiesznie i wypił napój, który dzięki sile swojego smaku zaserwował mu nagły skurcz mięśnia twarzy.
-Ożeszjaciewmordę, - wysyczał, rozcierając sobie dłonią lewy policzek. - Ssalkiem smaszne.
Nie było mu jednak dane w spokoju kontemplować dziwne reakcje ciała na tutejsze alkohole, gdyż został wywleczony na parkiet. Miał pewne obawy, jak to się potoczy. Za każdym razem, kiedy brał się za tańczenie, a raczej jego marne próby, zawsze działo się coś niespodziewanego. To jako dziecko wylewituję pod sufit nauczyciela, to robiąc jakąś ładną figurę, nadepnie partnerce na brzeg sukni, robiąc sprawą dziurę w kreacji… Ciekawe, czym ta lekcja go zaskoczy. Cóż, na razie szło dobrze. Łapanie luzu po drinku było o niebo łatwiejsze. Nawet nie aż tak głupio mu było być w pozycji prowadzonego przez Forsythię.
-Wiesz co, - zwrócił się do niej, ciut głośniej, jednak nie na tyle, żeby inni goście mogli podsłuchać.- Może olej to ministerstwo i załóż szkołę tańca? Daję głowę, że znalazłabyś wielu chętnych.
Kapela grała z wielkim zapałem. Widać było, jak dobrze bawią się nie tylko spędzając czas na scenie, ale i samą muzyką. Jak uśmiechają się, improwizują, pozwalając instrumentom prowadzić ze sobą dialogi.
-Pójdę porozmawiam z orkie...eee kapelą, czy zagraliby...klawy kawałek… żebyśmy mogli poćwiczyć kroki?— zapytał reszty, starając się naśladować język, jaki udało mu się słyszeć w tłumie. Teraz, kiedy muzyka ucichła, ktoś mógł wyłapać, że mówią inaczej niż inni.
-Zaraz wracam. Franklin, miej oko na dziewczyny. - rzucił i skierował się do zespołu, który robił sobie krótką przerwę techniczną na piwo i papierosa. Trochę ciężko było Blackowi dokładnie przekazać, o jaki utwór mu chodziło. Nie znał jego nazwy, słyszał go z raz przypadkiem, ale mniej więcej zapamiętał motyw przewodni. Śpiewanie nawet prostych melodii nigdy nie było jego mocną stroną, na szczęście miał do czynienia z zawodowcami, którzy zrozumieli, o co mu chodzi i nawet się zgodzili to zagrać. Albo też mieli dość tortur, jakie zaserwował im “Riley” swoim brakiem muzycznego słuchu?
-Załatwione! Będzie grane. - powiedział triumfalnie, dołączając do reszty.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]31.01.21 17:52
Towarzyszył jej dziś zbyt dobry humor i wątpiła, by cokolwiek mogło zepsuć ten nastrój. Obecność przyjaciół dodawała energii, była otwarta na to, co nowe. Nie wiedziała kiedy i czy w ogóle będzie miała jeszcze możliwość być w takim miejscu, zamierzała więc czerpać z tego doświadczenia pełnymi garściami. Żartobliwy ton Francisa utrzymywał ją tylko w przekonaniu, by dzisiejszy wieczór traktować z przymrużeniem oka. Nie planowała przekonywać sędziego, że to im należy się dzisiejszy puchar, nie była już lekkomyślną nastolatką, wykorzystującą swoje umiejętności w każdej sytuacji, ale kto wie czy po kilku sławnych za granicą drinkach nie nagnie i tej granicy.
- Oh nie, wszystko w porządku! - zaraz zaprzeczyła na troskliwe pytanie Forsythii. - To po prostu natłok trosk i obowiązków. - O ile utrzymywanie pozytywnych relacji z kawalerami, potencjalnymi kandydatami do jej ręki, są uważane za obowiązki. - Tragiczna historia króla Leara i opowieść o szaleństwie, nie tylko literackim, zdaje się bardzo ją wzburzyła. - Nie miała pewności czy panna Crabbe orientowała się w plotkach krążących na arystokratycznych salonach i czy miała przyjemność poznać lorda Carrowa, mężczyznę porywczego i dość zagubionego w świecie, w którym przyszło mu żyć. Od spotkania z Primrose minęły dwa dni, a ona wciąż nie miała chwili, by napisać do kuzyna. Biedna panna Burke, musi odchodzić od zmysłów! Pięknie, Evandro, tak traktujesz najbliższych przyjaciół? Obiecała sobie, że zajmie się tym nazajutrz, optymistycznie uznając, że dzisiejszy wieczór nie będzie miał żadnych negatywnych skutków na jej samopoczucie. - Do drugiej? - powtórzyła za nią podekscytowana. Z wielką chęcią zostałaby w tym miejscu do samego końca, ale spodziewała się, że Francis będzie naciskał na szybszy powrót. Już teraz wystarczająco się denerwował, nie będzie przecież wystawiać jego cierpliwości na szwank. A bynajmniej nie teraz. - Myślę, że z tym nie będzie większego problemu. - Zerkając dyskretnie na Forsythię, poprawiła się na krześle, starając się usiąść nieco luźniej. Z kłamstwem nie od dziś było jej do twarzy, tylko czy w decydującym momencie będzie umiała znaleźć słowa, jakie nie ściągną na nich kłopotów? - Brzydko? Według mnie nonszalancko i dość zalotnie. Jesteś pewna, że żaden z artystów nie uznał cię za swoją muzę? - Utkwiwszy znaczące spojrzenie w swej przyjaciółce oparła brodę na wierzchu dłoni, zupełnie porzucając już towarzyszące jej przed momentem wątpliwości. Była tu po to, by się bawić, a nie by rozglądać się nerwowo.
Drama? Zdziwione spojrzenie przesuwało się z Francisa na Rigela, ale widząc, że nie zamierzają zagłębiać się w szczegóły, sama nie drążyła wspomnianego tematu. Krzesła dostawione, drinki podane, toasty wzniesione i...
- Ugh… obrzydliwe! - Skrzywiła się niemal natychmiast, bo wygląd napoju niczym nie zwiastował smaku, jaki rozlał się po przełyku Gin. Szkło wylądowało z powrotem na blacie, a na twarzy kobiety pojawił się szeroki uśmiech. - Od dziś mój ulubiony! - Byłoby to absolutną bzdurą, bo przecież wedle lady Rosier nic w świecie nie mogło równać się z Le Kir Royale, ale dla Ginger nic nie stało na przeszkodzie, by sięgnąć po niego ponownie. Oczywiście zaraz po kolejnym punkcie programu, do jakiego wszyscy jej towarzysze już się rwali. Podążyła za nimi na parkiet, gdzie pełna zapału, jak i rozbawienia, powtarzała kolejne kroki prezentowane przez Lizzie. Mimo iż od zawsze chciała nauczyć się tańca współczesnego, tak dziś traktowała go jak zabawę, czerpiąc z niego samą przyjemność. Zwariowane pląsy w niczym nie przypominały fokstrota ani walca, ale mocno wybijany w takt rytm ułatwiał jej zadanie, nawet jeśli stopy nie chciały się układać we wskazany przez ich dzisiejszą instruktorkę sposób. Kiedy już myślała, że zdążyła załapać - a może to zbawienny wpływ idealnego partnera? - prawie wpadła na postać, jaka zatrzymała się u ich boku. Ginger wybałuszyła tylko oczy, zdumiona że ktoś używa zaklęć niewidzialności w tak zatłoczonym miejscu, dopiero wtedy orientując się, że ma do czynienia z półgoblinem.
- Jak słodko! - zawołała na widok czerwonej róży i zwróciła się do Franklina. - Proszę bardzo, nie krępuj się. Jesteś na mnie skazany na resztę życia, krótką chwilę pozwolę ci odetchnąć. - Nie sądziła, że będzie chciał skorzystać z jakże łaskawie zaoferowanej dyspensy, ale nie wypadało przecież odmawiać… pięknej damie (?).



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]04.02.21 23:56
-Tak mi mów - nie powstrzymuję się, a przechodząc obok Forsythii prawie dotykam policzkiem jej policzka. Zniosło mnie, a poza tym, skoro jesteśmy tu razem, to nam wolno. No dalej, jaka jest nasza historia, upleciemy ją po plastikowej nitce, będzie równie sztuczna, jak breloki, które uczniowie przypinają do swych toreb. Ale też: kolorowa, zwłaszcza w kontraście do szarości londyńskich ulic i nudnych ludzi, siedzących w swoich fotelach i polerujących nestorskie pierścienie. Spoglądam zaraz na Wandzię, zna mnie - ale tak samo wie, że muchy bym nie skrzywdził, chyba że w szeroko zakrojonym polowaniu i walce o przetrwanie. Kiedyś odwracaliśmy żuki, co leżały na plaży brzuchami do góry i niemrawo przebierały odnóżami, nie mogąc się podnieść. Za jednym zaraz drugi, cała ścieżka tak poskładanych robaczków, ale w końcu oboje mieliśmy dość i zrezygnowaliśmy z tej misji ratunkowej. Tak, czy inaczej, serdeczność ze mnie paruje, więc chętnie się nią dzielę. Po swojemu, ni to zalotnie, ni to zadziornie, ni po prostu irytująco, lecz zaraz namierzam granicę i... zatrzymuję się przed grubą, czerwoną kreską, która jeszcze mogłaby popsuć nam zabawę. Sprytnie znikam, zanim rozpętuję piekło, wierząc, że Wandzia jest w dobrych rękach. Na Rigela nie liczę tak, jak na Forsythię, cóż, akcja z szczeniętami trzygłowego psa daje mi do myślenia; na wszelki wypadek powinienem zdradzić szczegóły siostrze. Co prawda, szanse, że Cerber w miniaturze pogoni za jej spódnicą są niewielkie (mniej niż zero-o-o-o-o), lecz nie ma chuja we wsi, dziwniejsze rzeczy się zdarzają. No i, przyznajcie, kto opowie lepszą pijacką anegdotkę ode mnie i Forki?
Tyle, że to musi poczekać, bo choć dopiero dziesiąta, to mamy już pierwszy zgon. Z ciałem radzę sobie całkiem nieźle, chociaż po powrocie mam ślady szminki na kołnierzu, panna była cóż, klejąca. Przysuwam sobie z impetem to krzesło i lekko unoszę brew, nie do końca chwytając, o czym nawija Rigel.
-Jak już? Trochę mi zeszło przez tamtą pannę - mówię, a chwilę później moja twarz wygładza się wyrazie olśnienia, a zaraz po tym - marszy się, jakbym wyruszał na kampanię wojenną - oszalałeś - fukam na niego, wywracając oczami - czy wy słyszycie, co on mi... - wzdycham głośno - przyszliśmy potańczyć. Razem - jednak opinia zaczyna mnie wyprzedzać, a tak szczerze, to ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio ruchałem - dziewczyna opowiedziała mi caaalutką historię swojego związku z niejakim Danem. Palant, zostawił ją dla innej - wyjaśniam - pięć minut jęczała mi na ramieniu i machała jego zdjęciem, a z twarzy to był dziwnie podobny do ciebie, Riley - dodaję, zwracając się do Blacka tym razem poprawnym imieniem - wezwałem jej powóz, bo nie dość, że ledwo trzymała się na nogach, to nie wiem, co by zrobiła na twój widok - wyjaśniam, machając ręką, no nie oczekuję tu wiwatów. Mam wprawę w ogarnianiu pijaków, trzymanie włosów, transportowanie do domu lub chociaż do pierwszej lepszej powierzchni płaskiej, na której da się przekimać, podawanie wody, ocieranie spoconego czoła, przebieranie z orzyganych ciuchów... Honey, I've been there. Stukamy się szklaneczkami, a ja, jak to starszy brat, kontroluję, czy Wandzia nie bawi się za dobrze. Jezu, przesada, to dopiero pierwszy - po którym nawet mi wykręca mordę - ale muszę liczyć w pamięci. I bardzo, bardzo się postarać, by nie poddać się presji i nie udoskonalić sobie nieco tego wieczoru xd
-Pokażesz to jeszcze raz? - zwracam się do Forki, kiwając się do muzyki - mogę cię tak trzymać? Za biodra? - upewniam się przed Wandzią, nie, żebym nie wiedział, lecz... To moja siostra. No i pozory powinny utrzymywać się jak najdłużej, tak do czwartego drina, co najmniej; biorę Evandrę za rękę i żywiołowo okręcam ją wokół własnej osi. Do rytmu, choć gdyby nie jej zręczność, pewnie by mi się wymknęła, znowu: w tańcu pozostaje zgrabniejsza ode mnie. W konwersacji też. I... naprawdę, muszę jeszcze wyliczać? - bawisz się dobrze? Co zrobisz, jeśli wygramy i trzeba będzie wyjść na środek? - na sali balowej bym szeptał, nachylając się do niej, tu, muszę prawie krzyczeć do jej ust. I skupiać uwagę, mało brakowałoby, a i ja, i ona wylądowalibyśmy na podłodze.
-Co do... - mruczę pod nosem, w ostatniej chwili chwytając Evandrę, przed prawdopodobnym upadkiem - och - spoglądam na istotę, nieco speszony - ee, to bardzo, bardzo miłe. Dziękuję - skłaniam lekko głowę - Ginger, wybacz mi na moment - zakłopotanie już paruje, tamta dwójka kręci się blisko, nic się nie stanie. Różę przekazuję w ręce siostry, prosząc, by jej popilnowała, a sam, oddalam się na parkiet z półgoblinem.
-Przepraszam, czy mogę spytać o godność? - zwracam się do istoty, iście po dżentelmeńsku - ja jestem Franklin - przedstawiam się i bez zbędnych ceregieli ujmuję rękę mej dzisiejszej randki. Zero zaimków, ani wtedy, gdy potrząsam biodrami, ani, kiedy kręcimy się pod naszymi złączonymi dłońmi, co dla mnie jest niesamowicie niewygodne - było niesamowicie, ale muszę uciekać. Przyjemność, po mojej stronie - dodaję na sam koniec, puszczając dłoń istoty i puszczając do niej oczko. A co mi tam, a wracać faktycznie powinienem. Nie widzę, by Wandzia podpierała ścianę, co z jednej strony mnie satysfakcjonuje, a z drugiej niepokoi. Merlinie, i skąd tu w ogóle taki tłok? Rozglądam się dookoła, starając się dojrzeć choć jednego ananasa, ale cienko to idzie...

k1 - typ obok mnie wszczyna bójkę, a że stoję blisko, to przypadkiem dostaję w oko. Będę mieć limo, a bramkarz wyrzuca mnie z lokalu razem z awanturnikiem
k2 - nie mogę ich poszukać, za to do tańca prosi mnie wyjątkowo ładna dziewczyna. Zgadzam się i wtedy odkrywam, że potwornie śmierdzi jej z ust
k3 - nie widzę swoich dzieci, więc idę do baru się napić
k4 - niezidentyfikowany półgoblin podchodzi i proponuje mi, żebyśmy poszli razem do łazieki, bo ma ze sobą co nieco
k5 - znajduję ekipę w trymiga
k6 - zespół dedykuje mi piosenkę i widzę, jak Forka, Rigel i Evandra mi machają


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Piwniczny Klub Jazzowy - Page 9 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]04.02.21 23:56
The member 'Francis Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Piwniczny Klub Jazzowy - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]17.02.21 18:52
Przewróciła teatralnie oczami, kręcąc głową z lekkim niedowierzaniem. Ależ ten Francis bywał perfidny, może nawet w tym wszystkim uroczy, lecz okropnie prowokacyjny. – Zobaczymy czy zasłużysz na więcej – rzuciła za nim kapryśnie, praktycznie niewzruszona samym gestem zetknięcia policzków. Skupiona na słowach i tej drobnej potyczce, całkowicie zapominała o cielesnej formie, gdy umysł zaczynał wieść prym. A przecież byli tu by tańczyć!
Forsythia już dawno przestała zaprzątać sobie głowę szlacheckimi plotkami, jedynie czasem usłyszała coś od kuzynki, niemniej jednak nigdy nie pociągały ją rozmowy o romansach czy aferach. Zresztą nie popierała takiego wścibstwa i wtykania nosa w nie swoje sprawy. Inaczej było jeśli chodziło o przyjaciół, lecz tu słuchała z czystej troski i zmartwienia, a także szczerej chęci pomocy tym, którzy jej potrzebowali. Zmarszczyła lekko brwi, starając się zrozumieć czy za słowami Evandry kryło się coś jeszcze, jednakże ścisnęła zaledwie usta w zamyśleniu i przekręciła lekko głowę. – Nie tylko literackim? O czym mówisz, moja droga? – zamrugała kilkakrotnie, spuszczając spojrzenie na swoje własne dłonie, z lekka onieśmielona wzrokiem pięknej lady Rosier.
Później pokiwała energicznie głową, samej zdarzało jej się kilkukrotnie przetańcować zdecydowanie zbyt wiele godzin. Zresztą do tej pory pamiętała niektóre wieczory, spędzone w objęciach jednego aurora… Czasem zastanawiała się po kim była, aż tak bardzo nierozważna. Przecież mama była przykładną i ułożoną kobietą, czasem odrobinę uparta i stawiającą na swoim. Ojciec? Cóż, jego pociąg do magii i władzy mógłby tłumaczyć, dlaczego młoda czarownica tak łatwo popadała w nałogowe objęcia.
Wzniosła lekko brwi, widząc zmianę w pozycji koleżanki. Według niej wciąż pozostawała w niej ta elegancja i gracja godna prawdziwej damy, lecz teraz nie budziła już takich podejrzeń. Chciała nawet ją pochwalić, lecz słowa wytrąciły ją z animuszu. Och, Evandro gdybyś tylko wiedziała, że jeden artysta skradł me serce lata temu… Westchnęła nostalgicznie, a potem roześmiała się lekko, lecz w tym wszystkim był ten ewidentny smutek. – Nie, wydaje mi się, że nie – skłamała, a zaraz potem zerknęła gdzieś na bok, odnajdując w tłumie ciekawe twarze, na których mogłaby się skupić. – Niemniej jednak dziękuję – dodała po chwili, wracając wzrokiem na damę. – Ty pewnie masz prywatnego portrecistę, hm? Tristan dba o ciebie, jak o skarb, prawda? - zapytała z czystej ciekawości. 
Wymiana zdań między mężczyznami była oczywista, na co panna Crabbe zaledwie uniosła brew w zdziwieniu, postanawiając oszczędzić sobie komentarza. Dopiero dalsza część historii uspokoiła ją nieco, a jednak lord Lestrange miał w sobie przyzwoitość! Uśmiechnęła się pod nosem, próbując wyobrazić sobie awanturę, jaka rozpętałaby się w lokalu, gdyby tylko młoda dama dostrzegła Rigela. Swoją drogą, fascynujące było to, że kuzyn miał swojego klona, może ona też jakiegoś gdzieś miała? Chciałaby poznać osobę podobną do niej, porozmawiać o poglądach i zrozumieć sposób myślenia – czy byłby podobne zaledwie z zewnątrz, a może wnętrza również spajałyby się w jedno? – Prawdziwy bohater – zaśmiała się pod nosem, ironicznie wypowiadając słowa. Nie chciała obrazić Francisa, a zaledwie lekko go podrażnić, gdyż kiedy miałaby na to okazję, jeśli nie teraz? – Rycerz bez konia, ratujący damy, topiące smutki w alkoholu – kontynuowała, nie mogąc się powstrzymać, a zaraz potem zamieszała swoim trunkiem.
Toast nastąpił prędko, a wyrazy uznania ucieszyły pannę Crabbe. Nie spodziewała się chyba najbardziej reakcji Evandry, lecz w jakimś sensie uspokoiła ją swoim stwierdzeniem. Uśmiechnęła się pociesznie w kierunku kuzyna, mając nadzieję, że alkohol nie uderzy mu zbyt prędko do głowy.
Pokazując figury oraz kroki, bawiła się nadzwyczaj dobrze, cały stres i przykrości wydawały się odpływać na tratwie, aby w końcu zatonąć w oceanie frywolności. Jej stopy umykały przed krokami kuzyna, gdy tylko było o włos od katastrofy. Całe szczęście taniec współczesny miał w sobie więcej wolności, niżeli taniec balowy. Chociaż ten klasyczny miał swoje zalety, tak brakowało w nim odejścia od perfekcji, do której próbowała pchać ją ambicja. Słowa kuzyna nieco ją rozproszyły i zaśmiała się donośnie, kręcąc głową w natychmiastowym zaprzeczeniu. – Schlebiasz mi, kuzynie, ale wiele mi brakuje – westchnęła, a potem zmarszczyła lekko brwi i ze śmiechem okręciła Rigelem, jakby to on został partnerką w tańcu. Zaraz potem pochyliła się do jego ucha i z chichotem zażartowała. – Następnym razem to ty ubierasz kieckę – odsunęła się, mrugnąwszy do niego wymownie i zerknęła na Francisa, który skierował do niej pytanie. – Oczywiście! Spójrz… Raz, dwa, trzy, cztery – wytańczyła kroki, a potem zerknęła na swoich „uczniów”. Muzyka nieco się zmieniła, a słowa kuzyna wywołały u niej lekką salwę śmiechu. Przysłoniła więc usta i pokręciła głową. – Jasne. KLAWY  kawałek – powtórzyła, zerkając na Francisa oraz Evandrę, lecz ci najwyraźniej byli zajęci niespodziewanym gościem. Przyjrzała się półgoblinowi, jednocześnie podchodząc do Evandry i splatając delikatnie swoje palce z jej dłonią. – Pozwolisz w takim razie, że ja porwę ciebie? – zaoferowała niemal zalotnie, a potem nie czekając na odpowiedź okręciła lady Rosier wokół własnej osi. Nigdy nie miała problemu, ani nie widziała go w tym, aby przyjaciółki tańczyły wspólne, więc nawet nie pomyślała, że dla kogoś mogłoby być to niewłaściwie. Na szczęście po chwili dołączył również Rigel i sprawa została załatwiona jeszcze ciekawiej, gdy panna Crabbe niejako zainicjowała tańczenie w kółeczku. Niemal jak na jakiejś zabawie w Hogwarcie! Och, słodkie czasy dzieciństwa!
Po skończonym utworze zerknęła za amatorem tańca z półgoblinami, lecz zaledwie zdążyła dostrzec, jak Francis dostaje w twarz i zaczyna się bójka. – Nie wierzę… - mruknęła pod nosem. Wystarczyło na chwilę spuścić go z oczu, aby zrobił rozróbę? Pociągnęła prędko za sobą Evandrę oraz Rigela, przeciskając się przez tłum zaraz za ochroniarzem lokalu. Oczywiście, to był właśnie ten Prawdziwy Bohater w postaci Francisa. Ten, który zostaje panem marudą i niszczycielem dobrej zabawy. Skrzywiła się na myśl, że w ten sposób ich wieczór właśnie legł w gruzach, lecz przecież nie będzie na niego krzyczała. Puściła Evandrę przodem, wierząc, że z pewnością będzie chciała znaleźć się jak najbliżej brata, zaś sama powędrowała za nią, pociągając za sobą kuzyna. Rzuciła groźne spojrzenie bramkarzowi, a potem cudem powstrzymała się od podejścia i nawrzeszczenia na awanturnika, który wszczął bójkę. Właściwie był tak samo winny jak lord, ale ostatecznie spuściła z tonu, zaledwie lustrując obcego mężczyznę wzrokiem godnym wychowania, które próbował wpoić jej ojciec. – Nic ci nie jest? – skierowała się w końcu do Francisa, wypuszczając z siebie powietrze powoli, starając się zabrzmieć na mniej zirytowaną, niż w rzeczywistości była, a niechybnie pomagał w tym fakt, że jednak trochę się zmartwiła.


| Co jeszcze dostajemy?
k1 – przed lokalem znajdujemy kusząco wyglądające, bezpańskie miotły. Może mały lot nad Londynem?
k2 – jakiś dzieciak podbiega do nas i próbuje okraść losową osobę (kolejna osoba w turze rzuca na bezsensownym turlaniu, na kogo wypadnie).
k3 – awanturnik pod lokalem obraża Evandrę i Forsythię od ladacznic, zdzir i [tu wstaw dowolne obraźliwe słowo, jakie przyjdzie Ci do głowy], chcąc dalej bić się z Francisem. 


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]17.02.21 18:52
The member 'Forsythia Crabbe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Piwniczny Klub Jazzowy - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]01.06.21 23:34
Udawanie zwykłych ludzi było niesamowite. Rigel czuł się trochę jak połączenie badacza i szpiega - uważnie obserwował otoczenie, ale i starał się jak najszybciej nauczyć się tego, jak ci ludzie funkcjonowali, poznać ich - przynajmniej na odległość. No i nadrobić te wszystkie braki, żeby jak najmniej się rzucać w oczy przez swoje zachowanie. Ubranie to inna sprawa - chciał, żeby inni podziwiali jego kreację na dzisiejszy wieczór. Bardzo się starał, żeby mimo prostoty wybranego stroju całość prezentowała się olśniewająco.
Dość mocno wstawione panie, które łaskawie użyczyły krzesła w zamian za drinki, były zachwycone.
No i barman.
Było mu z tym mało komfortowo, ale z drugiej strony…
Odpędził szybko tę myśl, skupiając się na powieści Francisa, powracającego z eskapady z piękną zapłakaną lady.
-No właśnie! Bohater! - pokiwał głową ze szczerym uznaniem - w odróżnieniu od Forsythii. W duchu naprawdę bardzo się ucieszył, że dzięki Lestrangeowi uniknął skandalu.
-Jak nic wiszę ci drinka... stary. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Czarodziej był z siebie dumny, że tak szybko udało mu się przysposobić usłyszaną podczas wyprawy do baru konstrukcje zdania. Jeszcze trochę i nikomu nie uda się poznać, że nie jest tym, za kogo tutaj się podaje. Gdyby tylko udało się zwalczyć ten głupi akcent...
Ciepło od wypitego alkoholu przyjemnie rozgrzało całe jego wnętrze, dodając sił i odwagi, żeby zmierzyć się ze wszystkimi niespodziankami, jakie może szykować mu dziś los. A przede wszystkim przełamać pewną wewnętrzną barierę, przez którą byłoby mu strasznie głupio wyjść na parkiet.
-Och, nie przesadzaj. Ja wiem, co mówię! - teatralnie przewrócił oczami na komentarz Forsythii, a następnie lekko zdziwiony dał się poprowadzić w tańcu, jakby to on był tutaj panną.
-Nie ma sprawy. - odparł śmiertelnie poważnym tonem. - Każda kobieta w tym lokalu, a nawet i w całym Londynie, może pozazdrościć mi takich łydek! - uśmiechnął się łobuzersko, pokazując na swoje nogi teatralnym gestem kolekcjonera, który chwali się największym skarbem ze swoich zbiorów.
Cały misterny plan, aby tańczyć razem w niewielkiej grupie, poważnie ucierpiał przez nagłe pojawienie się półgoblinki, która porwała Francisa do tańca.
No nieźle. Ten to ma powodzenie.
Korzystając z okazji, kiedy wszyscy, oprócz potomka Starożytnego i Szlachetnego Rodu, byli zajęci wirowaniem na parkiecie, ów potomek poszedł przysłowiowo podpierać ścianę, przy okazji obserwując to, jak bawią się ludzie w sali.
Dziś był kim innym, był prostym chłopakiem - Rileyem, i mógł sobie pozwolić na takie chamskie gapienie się na ludzi. Głupi alkohol podsuwał jeszcze głupsze pomysły i myśl, żeby może znowu udać się do baru, nie w celach pozyskania kolejnego drinka, już nie wydawała się aż taka… dziwna?
To tylko jeden raz… co się może stać?
Kiedy już pewnym krokiem skierował się w stronę przystojnego obiektu, został przechwycony przez przyjaciół, który przypomnieli mu, po co właściwie tu przyszli.
Tak, tańczyć! A barman mi nie ucieknie przecież.
Niestety, jak to w życiu Rigela bywało, wszystkie jego plany dały w łeb, kiedy po raz kolejny Francis stał się gwiazdą wieczoru, dostając od jakiegoś wściekłego typa prosto w twarz. Bramkarz, chyba przyzwyczajony do podobnych interwencji, bez słowa wywlókł, jak kocięta głównych zadymiarzy, także reszcie towarzystwa pozostało również opuszczenie lokalu.
Na odchodne Black rzucił tylko przepraszające spojrzenie w stronę rosłego mężczyzny, mając nadzieje, że następnym razem, kiedy zawitają do klubu, nie zostaną od razu wystawieni za drzwi. Przecież to takie znakomite miejsce!
Razem z Forsythią podszedł do Francisa, żeby ocenić skalę problemu.
-Chyba ci nic nie złamał… - zmarszczył nos. - No co za skurw…
Urwał, kiedy kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Ktoś biegł i to, o zgrozo, wprost w stronę Evandry!


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]02.06.21 9:12
Nie o szlacheckie plotki chodziło Evandrze, a o stan przyjaciółki, która pełna wzburzenia kreśliła do niej słowa o wątpliwościach względem jednego z lordów.
- Nie wiem czy to coś istotnego, zwyczajne poróżnienie, ostrzejsza wymiana zdań. Znasz mojego kuzyna, Aresa? - spytała, nachylając się do niej i ściszając nieco głos, by ich misternie skonstruowana przykrywka nie wydała się przy drobnym potknięciu. - Spotkali się na przyjęciu po spektaklu i… zdecydowanie nie zapałali do siebie sympatią. - Nie wypadało plotkować o przyjaciółce, zwłaszcza gdy ta w zaufaniu wyznała jej swoje obawy względem lorda Carrow, lecz miała przecież pewność, że Forsythia, będąc ich bliską znajomą, nie będzie czynić szkody panny Burke.
Zdziwiona uzyskaną odpowiedzią, westchnęła tylko z wyrazem zawodu, wszak chętnie podziwiałaby portrety panny Crabbe, której uroda oraz wdzięk zasługiwały na to, by zostać upamiętnione. - Mam kilka portretów - przytaknęła wymijająco, oszczędzając przy tym szczegółów i nawiązań do męża. Choć przez ten jeden wieczór chciała bawić się, nie oglądając za siebie.
Powrót Francisa i jego porywająca historia o przygodach przy barze wywołała na twarzy Evandry lekką konsternację, gdy przenosiła wzrok z brata na Rigela, nie wiedząc czy opowiedzianą anegdotę traktować na poważnie, czy też jako żart. Całe szczęście nikt nie wymagał interpretacji, a wszyscy uznali Francisa za bohatera wszelkich cnót, więc i półwila skinęła głową z uśmiechem, oddając mu tę cześć.
Kiedy już miała odejść kilka kroków, usuwając się z parkietu, splatane z nią palce dłoni zatrzymały ją w miejscu, uniosła wzrok, łącząc ze sobą ich spojrzenia. - Odmówić, tobie? Niedoczekanie! - Puściła Forsythii oczko, z przyjemnością poddając się prowadzeniu. Taniec w tak zatłoczonym miejscu budził z początku drobne wątpliwości, ale radosne twarze okolicznych uczestników zabawy pozwalały jej zatracić się w nowym, niespotykanym doświadczeniu. Sielanka, jak miała w zwyczaju, nie trwała jednak długo. Dostrzegłszy wyraz twarzy panny Crabbe, Wanda powiodła wzrokiem w tym samym kierunku. - Co do… - Przekleństwo cisnęło się już na usta, pociągnięta w stronę wyjścia, ruszyła za resztą swych towarzyszy, nie uraczywszy bramkarza spojrzeniem. Winien wszak być obrońcą, dostrzec kto był prawdziwym prowodyrem bójki, a nie wrzucać ich do jednej kategorii. Evandra już zapisała sobie w pamięci, by wystosować pismo do właściciela tego przybytku.
Wieczorny chłód uderzył jej policzki, kiedy postawiła pierwsze kroki na brukowanej uliczce. Pospiesznie dołączyła do reszty ze zmartwioną miną, chcąc dowiedzieć się czy z bratem wszystko w porządku. Czując nagłe szarpnięcie, odruchowo wsunęła dłoń do kieszeni, chwytając za wiązowy trzonek o prostym, eleganckim wykończeniu. Natychmiast odwróciła się za siebie i wymierzyła różdżkę w chłopca, który chciał skorzystać z zamieszania.
- Pullus! - Snop jasnego światła poszybował w kierunku chłopca i nim ten zdążył przestąpić kilka kroków, pokrył się jasnym pierzem, a ręce przerodziły się w skrzydła. Skurczył się do połowy wysokości Evandrowych kolan, i kiedy ta wyłapała ostatnie spojrzenie przerażonego chłopca, sekundę później w jego miejscu stała gęś.
- Jak śmiesz mnie atakować?! - odezwała się chłodnym głosem z różdżką wciąż wymierzoną w niecnego delikwenta. Zadarła dumnie brodę i ściągnęła brwi, czujnie obserwując najdrobniejszy jego ruch. - Należało wybrać się na fakultet z manier, wnet pojąłbyś, że bezczelność nie wróży świetlanej przyszłości. - Dopiero wtedy, biorąc oddech, sięgnęła do kieszeni, chcąc sprawdzić czy nic z niej nie ubyło. Chłopiec może i był zwinny, ale jedyne co, to urwał drobny guzik. Na twarzy półwili wymalowało się niezadowolenie, choć nie można było stwierdzić czy spowodowane było samym zniszczeniem, czy też zbyt małym przewinieniem sprawcy.
Wtem zerknęła na resztę towarzyszy, trochę skrępowana swoją nagłą reakcją. Czy zareagowała zbyt ostro? W czasach, w których w podobnych miejscach wciąż kręcili się różni ludzie? W sytuacji, w której brat ostrzegał ją o potencjalnych niebezpieczeństwach i że należało zachować szczególną ostrożność.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]15.11.21 0:28
Zanim Rigel zdążył zareagować, zaklęcie Evandry pomknęło w stronę napastnika, zmieniając go w gęś. Nigdy nie widział przyjaciółki aż tak wzburzonej, nawet w szkole. Może wypity alkohol zmienił jej gniew w palącą wściekłość? Dodał odwagi, aby unieszkodliwić przeciwnika bez mrugnięcia okiem? Po prawdzie Black domyślał się, że mimo obiegowej opinii, Evandra nie była delikatnym kwiatuszkiem, który nie wie jak reagować w sytuacji zagrożenia. Znał ją, uczyli się razem i wiedział, że jeśli nadejdzie taka potrzeba, lady już-nie-Lestrange będzie w stanie o siebie zadbać.
Ale odruchowo Black również wyciągnął różdżkę - na wypadek, gdyby pechowy kieszonkowiec z powrotem odzyskał ludzką formę i spróbował zaatakować.
-Doskonale go załatwiłaś! - pochwalił przyjaciółkę, podchodząc bliżej. - Może powinniśmy zawołać służby? Ktoś taki nie powinien chodzić po mieście bezkarnie. Nie po tym, co próbował zrobić...
Rigel wbił w miotającą się i robiącą okropny zamęt gęś lodowate spojrzenie.
-Oh, już cicho bądź! Drętwota! - syknął przez zaciśnięte zęby, chcąc również ukarać przebrzydłego złodziejaszka i przy okazji go uciszyć. Wiązka zaklęcia uderzyła w ptaka, a ten w jednej sekundzie zamarł i odrętwiały opadł na wilgotny bruk, o centymetr mijając wyjątkowo głęboką kałużę.
Nikt nie będzie okradać moich przyjaciółek. Nikt.
Jednak już po chwili do młodego lorda Blacka dotarło, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, była zbyt krępująca, żeby przedstawić ją służbom, które na pewno zaczęłyby zadawać pytania… Trzeba było tłumaczyć, jak to się stało, że część z nich nie mają zarejestrowanych różdżek, przepychać się z funkcjonariuszami i udowadniać, że nie są przysłowiowymi wielbłądami, tylko poważnymi ludźmi ze szlachetnych rodów. No i najważniejsze - co takie osobistości robią w mało luksusowym miejscu, co się stało Francisowi, że tak okropnie krwawi oraz dlaczego żona nestora Rosiera miota zaklęcia w słusznym gniewie i do tego jest wstawiona.
Raban, jaki powstał, sprawił, że dookoła powoli zaczęli gromadzić się gapie. Musieli się zmywać, bo inaczej czekał ich okropny skandal i głośne artykuły w "Czarownicy". Pismaki tylko to robą - wszędzie węszą, szukając soczystych tematów i afer.
-Evandro, musimy się zwijać, bo będziemy mieć problemy... - delikatnie pociągnął ją za łokieć. - Twój mąż nas wszystkich zabije, jeśli się dowie, gdzie byliśmy…
Podobno Tristan nie popierał żadnych wypadów swojej żony w ciekawe miejsca. I pewnie zrobiłyby wszystko, żeby ponownie zamknąć ją w domu, a taka sytuacja - to jak dawanie mu broni do ręki. Jeszcze jak Pollux się dowie, gdzie Rigel z przyjaciółmi byli i co robili, to chyba już w ogóle powinien rozważyć rzucenie się do Tamizy - taki koniec bolałby najmniej.
Te myśli sprawiły, że czarodzieja przeszedł nieprzyjemny dreszcz.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]18.11.21 13:24
Jakby z oddali dotarł do niej głos lorda Blacka, który zaraz znalazł się tuż obok ze słowami pochwały. Nieznacznie uniosła kąciki ust, rozświetlając bladą twarz półwili. Wzdrygnęła się, widząc jak gęś pada na bruk. Wycofała się o krok, powoli opuszczając wiązową różdżkę. Poczuła narastające w dole brzucha mdłości sięgające ściśniętego gardła. Czy rzeczywiście powinni wezwać straż? W głowie Evandry pojawiły się podobne wątpliwości co do sposobu wyjaśnienia sytuacji władzom. Sprawa mogłaby pójść za daleko, nawarstwiające się pytania były zbyt niewygodne, by pójść zaproponowanym torem.
- Nas? Prędzej tych niewdzięcznych smarkaczy - prychnęła wciąż zdenerwowana, opanowując znajome wrażenie mrowiących ciepłem dłoni. Krążący we krwi alkohol tylko dodatkowo podburzając ognisty temperament, jakiemu nie zwykła często dawać upust. Ustąpiła pod naciskiem i odwróciła wreszcie wzrok od nieruchomej gęsi, przenosząc go na Rigela, w którego oczach malował się strach. W jednej chwili poczuła jak oblewa ją zimny dreszcz, dopiero wtedy orientując się, że na ulicy powoli zbierają się przechodnie. - Masz rację, chodźmy stąd - przytaknęła mrukliwym tonem i zaraz wycofała się do Forsythii i Francisa, wciąż w pogotowiu zaciskając palce na różdżce. Spojrzała na lorda Lestrange, starając się krytycznym okiem ocenić jego stan. Płynący z jego nosa potok krwi już ustał, lecz czerwony ślad nadal znaczył nos i brzeg rękawa.
- Jak się czujesz? Możesz wstać? - zwróciła się z troską do brata, pochylając się nad siedzącą na krawężniku postacią. Otrzymawszy względnie pozytywną odpowiedź, odetchnęła z ulgą i robiąc krok w tył, by dać mu przestrzeń. Posłała porozumiewawcze spojrzenie pannie Crabbe, a następnie jeszcze obejrzała się krótko na uliczkę. Czy kiedyś wrócą do Piwnicznego Klubu Jazzowego? W sercu zagościło ukłucie żalu i niedosytu. Współczesny taniec i żywa muzyka za bardzo przypadła Evandrze do gustu, myśl że nieprędko będzie miała okazję, by ponownie zakosztować szaleńczej zabawy będzie ją prześladować przez kolejne dni. Cała czwórka ruszyła pospiesznym krokiem w górę ulicy, oddalając się od zamieszania.

| zt dla wszystkich



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]01.05.22 23:20
|24.04.1958

Tak wiele się zmieniło. Tę parę miesięcy, które upłynęły, od kiedy Rigel ostatni raz pojawiał się w tym miejscu, przerodziły się w odległe lata. Albo inne życie, które odeszło gdzieś w niebyt.
Lord Black wślizgnął się do zadymionego, głośnego pomieszczenia wraz z grupką już lekko wstawionych osób. Bardzo nie chciał być zauważony, a tym bardziej rozpoznany. Nie potrzebował plotek, pragnął jedynie odpocząć i uzupełnić swoje zapasy nielegalnych substancji, dlatego strojem dostosował się do otoczenia, by jak najmniej wyróżniać się z tłumu - ot prosta biała koszula, szara zwyczajna kamizelka i klasyczne spodnie, do tego okrągłe okulary. Przydługie włosy związał w ciasny kucyk. Było też jeszcze coś, co sprawiało, że mało kto rozpoznałby go na pierwszy rzut oka - lord Black obecnie przypominał cień tego, kim był jeszcze parę tygodni temu. Bledszy, z wyraźniejszymi cieniami pod powiekami i dziwnym, nieobecnym spojrzeniem. Tego nie były w stanie ukryć nawet najlepsze kreacje, ale do dzisiejszego “przebrania” te drobne detale pasowały jak ulał.
W pewnym momencie czarodziej zaczął żałować, że zgodził się spotkać z dealerem właśnie w tym miejscu. Żywa muzyka jazzowa, tak bardzo niepasująca do tego, jak się czuł, sprawiała Rigelowi prawie fizyczny ból, zamiast ukojenia, którego czarodziej tak bardzo potrzebował. Z zazdrością obserwował bawiących się ludzi, wirujących w tańcu na parkiecie i tłoczących się u przetartego drewnianego baru. Oni byli szczęśliwi, żyli tym jaskrawym ułamkiem sekundy, jakby za ścianami klubu nie było wojny. Carpe diem. Tak po prostu.
Niestety, Black nie mógł do nich dołączyć. Jego ciało jakby nie było w stanie wykrzesać z siebie żadnej, nawet najmniejszej iskry radości… a przynajmniej nie bez pomocy pewnych substancji. Doskwierała mu też samotność, kiedy tak wpatrywał się w szczęśliwe i roześmiane pary. Czuł, jak przepełnia go niemoc, pustka i ogromna tęsknota, której nie dawało się opisać żadnymi znanymi mu słowami. To w końcu musiało nastąpić, gdyż ledwo był w stanie przeżyć śmierć brata oraz odejście przyjaciela, jednak śmierć ukochanego złamała go ostatecznie. Teraz zupełnie przestał sobie radzić z emocjami. Tym bardziej że musiał ukrywać swoją żałobę przed światem. Ile by dał, by uciszyć, zagłuszyć szalejącą falę odczuć.
Niech to się już skończy.
Albo może by tak zrobić inaczej i utonąć w nich ostatecznie, takich gorących, lepkich? Zamknąć oczy i wyobrażać sobie, że na miejscu pierwszego lepszego mężczyzny, którego uda mu się uwieść, jest zupełnie kto inny… ktoś, kogo już nigdy nie ujrzy.
Głupie, ale potrzebne lekarstwo na samotność. I jedyna możliwość, by skutecznie zabić czas w oczekiwaniu na działkę smoczego pazura.
Wózkowy pył, wciągnięty niczym tabaka gdzieś w ciasnym i śmierdzącym kiblu, miał w tym wszystkim pomóc. Przyniósł ze sobą otępienie i lekkość, zupełnie jakby Black ponownie przeniósł się do chwili, kiedy zjawił się tu po raz pierwszy. To wspomnienie wywołało przyjemną falę ciepła.
Mężczyzna doskonale pamiętał, że wtedy też stał za barem pewien czarodziej, który wydawał się zainteresowany niestandardowym spędzaniem czasu z mężczyznami. Gdyby tylko udało się go odnaleźć w tym kolorowym i głośnym tłumie!
I w końcu dostrzegł go, jednak tym razem mężczyzna nie stał przy barze, a odpoczywał przy jednym ze stolików. Jasne włosy, estetyczny profil. Tak, to musiał być on! Ciekawe, czy nadal go pamięta? Black wiedział jedno - jeśli nie sprawdzi, to nigdy się tego nie dowie.
Podszedł więc od tyłu do jasnowłosego czarodzieja i kiedy tylko znalazł się tuż obok, ostrożnie, z pewną czułością położył mu dłoń na ramieniu.
-Witaj. Dawno się nie widzieliśmy - odezwał się cicho, prawie mrucząc. - Mam nadzieję, że twoja propozycja jest nadal aktualna...
Niestety lord Black nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się pomylił.

|zużywam działkę wróżkowego pyłu


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]12.06.22 21:59
W klubie pojawił się z paroma osobami z trupy, dość szybko przejmując parkiet dla siebie; ich umiejętności znacząco odbiegały od umiejętności większości gości, a ich żywiła atencja i podziw wobec tych zdolności. Chciał zapomnieć, chciał nie myśleć, w trakcie akrobacji, podczas intensywnego wysiłku, myśli nie biegły daleko, często nie biegły wcale, a przeraźliwej wojnie, o niedawno oderżniętej ręce, o przyjacielskiej zdradzie, alkohol lekko szumiał w głowie, a gdy oddech zaczynał stawać się cięższym - opadł na jednym z krzeseł, wymieniając siedzącego przy stoliku znajomego, który dołączył do pozostałych. Przez oparcie przewiesił kurtkę już wcześniej, rękawy poszarzałej koszuli podwinięte miał aż do łokci, gdy taniec w połączeniu z wszechobecnym zaduchem podniósł temperaturę ciała. Stało przed nim kolejne piwo, a on wahał się w myślach, czy wolał wypić więcej i zapomnieć mocniej, czy odpuścić i nie mieć nazajutrz problemów z porannym treningiem. Obrócił szklankę pszenicznego w rękach, ze zrezygnowaniem upił łyk, wypatrując przyjaciół w tłumie, kącik ust uniósł się ciepło na widok wyjątkowo udanej trudnej figury, gdy poczuł na ramieniu dotyk tak czuły, że w pierwszej chwili pewien był, że był dotykiem kobiety.
Najpierw drgnął z zaskoczeniem i uśmiechnął się do siebie, bo podobne sytuacje nie zdarzały mu się nigdy często, lecz mrukliwy głos już wcześniej musiał obedrzeć go z jakichkolwiek nadziei, gdyż niewątpliwie należał do... mężczyzny?
- Wal się, dewiancie - odparował szybciej, niż pomyślał, gwałtownie obracając się przez ramię; odnalazł twarz mężczyzny, właściwie młodzieńca, dostrzegając w nim coś przedziwnie znajomego, lecz w pierwszej chwili nie był w stanie dostrzec co konkretnie. Przewinął się przez cyrkową trupę? Różni ludzie, różne istoty przewijały się przez Arenę. Również tacy. - Co? - Dopiero po chwili rysy jego twarzy zaczynały się krystalizować. Zupełnie nie przypominał dzisiaj kogoś, kto na z trwającej wojny winien czerpać dobrobytu. Nie ktoś, kto triumfował i sycił się wszechobecną śmiercią. A jednak - był przecież bratem tej wynaturzonej fałszywej suki, która była odpowiedzialna za całe cierpienie Celine. I za tę hecę na placu, pozbawioną elementarnego szacunku wobec straconych tam ofiar reżimu. - Czekaj, to ty? - Z zaskoczeniem poszukiwał spojrzenia jego oczu, grymasu, który nadałby mu znajomego brzmienia, lecz i w nienaturalnie szerokich źrenicach dostrzegał coś dziwnego. Niepokojącego. Wolno mu było w ogóle przebywać w miejscach takich jak te? W stroju takim jak ten? Bezwiednie rozchylone usta zdradzały zaskoczenie, brak zrozumienia odbijał się w błękitnych tęczówkach dosadnie, gdy wreszcie dopadła go wątpliwość: czy potrzebował dziś pomocy? Nie wstał, ale bez przekonania kopnął sąsiednie krzesło, odsuwając je od pustego stołu - niemo zapraszając go do siebie. Wciąż nie był pewien, czy na pewno miał przed sobą Blacka, ale niezależnie od tego - gość wyglądał, jakby potrzebował usiąść.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]29.07.22 1:00
Black popełnił błąd. Stanowczo nie powinien był ryzykować, podbijając do mężczyzn w klubie, który nie był dostosowany, do tego typu interakcji. Przecież pierwszą rzeczą, jaką musiał zrobić, to upewnić się, że obiekt jego zainteresowań był tym, za kogo Rigel go uważał. Takie luźne podejście do tematu był niebezpieczne.
A co, jeśli ktoś się dowie?
A co jeśli ktoś zobaczy?
Te myśli prześladowały młodego lorda na co dzień, lecz nie teraz. Nie, kiedy jego życie rozsypało się na milion odłamków, a on był pod wpływem magii, płynącej wprost od samych elfów. Wszystkie wątpliwości i natłok zbędnych myśli, paraliżujący strach - wszystko to obecnie, było problemami jutrzejszego Rigela.
-Och, Marceliusie… - uśmiechnął się szeroko, chociaż nawet szczęśliwy wyraz twarzy nie był w stanie ukryć głębokich cieni pod oczami i ogólnego małozdrowego wyglądu. - Wybacz. Musiałem cię z kimś pomylić.
Przez sekundę Black rozważał, czy może jednak nie spróbować namówić szkolnego kolegę na spędzenie czasu w bardziej prywatnej atmosferze gdzieś na zapleczu klubu, lecz szybko odpędził te myśli. To samotność próbuje przejąć kontrolę nad zdrowym rozsądkiem. Raz, że to by była zdrada, a dwa - był pewien, że próba namówienia Marcela na coś podobnego, mogła się skończyć rozbitym nosem i złamanymi kończynami. Przecież po tym chłopaku można było spodziewać się dosłownie wszystkiego!
Kopnięte krzesło, które odsunęło się od stołu, wyraźnie zasugerowało, że Sallow tym razem nie miał zamiaru robić rzeczy, które wyraźnie odstraszyłyby Rigela. A ten miał zamiar wykorzystać nadarzającą się okazję, żeby w końcu pogadać.
Nie byli nigdy bliskimi przyjaciółmi. Utrzymywali jakiekolwiek w miarę przyjacielskie relacje dzięki Steffenowi, ale ostatnio wszystko zaczęło się walić. A zaczęło się to wszystko prawie rok temu.
Bez zbędnych komentarzy, obrócił krzesło, siadając na nim okrakiem i kładąc ręce na oparcie.
-Dobrze cię widzieć. - Uśmiechnął się do rozmówcy szczerze i szeroko. - Co tam u ciebie? Jak się trzymasz?
Zwykli obywatele musieli się mierzyć z głodem i bieda każdego dnia. Black pamiętał nieufne spojrzenia ludzi, których próbowali nakarmić i chaosie, jaki ostatecznie powstał. To było okropne.
-Powiedz, czy występowałeś może na sabacie? Ten pokaz był nieziemski. Wprost nie mogłem oderwać oczu! - Rigel wiele by dał, żeby być równie giętkim i zwinnym, a nie walczyć z własnym ciałem każdego dnia, robiąc wyczerpujące ćwiczenia, które de facto nic nie dawały. - Chciałem też zrobić spotkanie noworoczne... gdzieś. Wiesz... jak za starych dobrych czasów. Ale się nie udało.
Westchnął.
Pewnie, gdyby nie wróżkowy pył, siedziałby cicho. Zamknął się w sobie, próbując walczyć z emocjami, tłumaczyć je sobie, oczywiście - bezskutecznie. Ale teraz dzięki tej niesamowitej substancji, czuł się na tyle pewnie, by poruszać nawet najtrudniejsze kwestie. I co z tego, że mówił chaotycznie?
-Nadal złościsz się za ostatnie spotkanie?
Black pamiętał, że Marcel równie szybko wpadał w furię, co się uspokajał. Nie był jednak pewien, czy i tym razem. Teraz czasy były zupełnie inne.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]13.08.22 22:27
Patrzył na Rigela z lekko uniesioną brwią, krytycznie przyglądając się szerokiemu uśmiechowi kwitnącego na jego twarzy pomimo inwektywy, którą go uraczył, pomimo oczywistego znużenia rzucającego się na jego twarz głębokim cieniem. Pomylić z kimś? Jego? Tamtymi słowy? Z kim? Nie wypowiedział jednak na głos żadnej z tych wątpliwości, po prostu wpatrując się w lorda Blacka zasiadającego do jego stolika na jazzowej potańcówce; czy jego rodzina wiedziała, że tu był? Czy tolerowała... jego zainteresowania?
Dobrze cię widzieć? Co u ciebie? Po tym wszystkim, jak ulice spłynęły krwią, jak ludzie zaczęli cierpieć głód, jak wprowadzono na ulice piekielny reżim, który nie pozwalał pierdnąć bez pozwolenia Ministra - Rigel Black pytał go, co u niego słychać? Jak bardzo musiał być odklejony od rzeczywistości? Nie odwzajemnił ani jego uśmiechu ani jego entuzjazmu, zamiast tego upił łyk z butelki piwa.
- Świetnie - odpowiedział. - Wszystko jest świetne - Ale nawet nie próbował udawać, że naprawdę miał to na myśli. Ton jego głosu wydał się oschły i ostry, jak zeschnięty leśny chrust, wyprostowana sylwetka wpatrywała się w Blacka bez entuzjazmu, za to z dużą czujnością. Jego siostra była straszną suką. A on nie był lepszy, pamiętał rozmowę z tamtego dnia. Pamiętał, jak usprawiedliwiał przemoc i krwawe mordy śmiesznymi wymówkami zdobiącymi dzień w dzień nagłówki Walczącego Maga. Chyba nawet wypisujący je reporterzy nie wierzyli w ich sens. Czy dziś wciąż ktokolwiek wierzył, że ten konflikt zrodził się z potrzeby, nie nienawiści? Ale dalsze słowa Blacka sprawiły, że coś w nim zmiękło, wciąż na niego patrzył, a gniewne iskry w jego oczach zastępowało coraz silniejsze skonfundowanie.
- Byłem tam - odpowiedział, bez przekonania, jakby w jego słowach wciąż szukał podstępu, ukrytego dna. Czegoś, co mu umykało i czegoś, czego dalej nie potrafił zrozumieć. - Dostałem parę knutów za występ. Widziałem stoły uginające się pod stosami żarcia i roześmianych, pijanych gości, którzy obżerali się tym do nieprzytomności. Myślałem, że wystarczy na dobre mięso dla mojej przyjaciółki, która wraca do zdrowia po... Nieważne. Nie wystarczyło. - Patrzył na niego, wypowiadając każdą głoskę, nawet nie mrugnął. Ton jego głos nie zmienił się ani trochę, formując się w werbalną zadrę. Spektakl miał przenieść gości w baśniową krainę, pełną sensualnych snów, zabawić, zachwycić, rozmarzyć. Odnieśli sukces, ale czas poza murami Hampton Court nigdy się nie zatrzymał. Nie wstyd im było bawić się w ten sposób, kiedy na zewnątrz umierali ludzie? Połowę z tego jedzenia musieli wyrzucić, a w tym czasie kilka tuzinów czarodziejów umarło z głodu.
Nie odpowiedział na wspomnienie spotkania noworocznego, zamiast tego wpatrywał się w niego wciąż tak samo ostro. Wydawało mu się, że mogli spędzić razem gwiazdkę? Usiąść, jeden obok drugiego, wznieść razem toast, wypierając rzeczywistość?
- Od tamtego dnia niewiele się zmieniło - odparł, gdy spytał, czy Marcel nadal się złościł. - Pamietasz w ogóle co mnie zdenerwowało? - Obchodziło go to w ogóle? Był jak oni wszyscy, zatracony we własnym świecie, zajęty własną zabawą. Przychodził tu po obrzydliwe rozrywki, bo w swoim znudzeniu spróbował już pewnie wszystkich tych, które dawały pieniądze. Łatwo przychodziło mu oceniać ludzi, zwłaszcza tych, którzy żyć musieli ze z góry określonym ciężarem. - Co jest z tobą nie tak, Rigel? - zwerbalizował w końcu kotłujące się w nim myśli, nie potrafiąc zachować ich dla siebie. Grymas wykrzywiający usta ukazywał tylko brak zrozumienia.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Piwniczny Klub Jazzowy [odnośnik]07.11.22 13:19
Rigel od najmłodszych lat był uczony, że za wszelką cenę należy zachować pozory. Uśmiechać się, mimo bólu, który rozdzierał duszę na strzępy; prowadzić neutralne rozmowy o pogodzie, kiedy z całego serca pragnął wykrzyczeć, jak bardzo coś go denerwuje. Musiał pasować do idealnego obrazka, jaki starała się malować jego rodzina. Odarty z emocji, pragnień i tożsamości, przyjmujący każde życzenie nestora za swoje własne najskrytsze marzenie. Jak i większość osób z ich środowiska.
Chciał przynajmniej raz spróbować, jak to jest funkcjonować inaczej, jednak wyssane z mlekiem matki reguły zmusiły go, by zacząć rozmowę w taki sposób: typowy dla klas wyższych, a dziwaczny dla całej reszty. I nawet, mimo iż Rigel bardzo się starał uchodzić w tego typu miejscach za zwyczajnego mieszkańca Londynu, przepaść była zbyt wielka, by dało się ja załatać przebraniem, czy akcentem, mającym uchodzić za miejscowy.
Odpowiedź Marcela mieściła się w kanonach zwyczajnej, uprzejmej rozmowy przy piwie, choć ton jego głosu zdradzał wszystkie emocje.
Może po prostu nie powinni grać w tę grę, kiedy każdy z nich wie, a przynajmniej się domyśla, jaka jest prawda?
-Zapłacili wam stanowczo za mało. - Mężczyzna delikatnie zmarszczył brwi, czując nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca. - Powiem ci szczerze, że nadal nie rozumiem decyzji organizatorki noworocznego Sabatu. Nie powinno się tonąć w przepychu, kiedy ludzie głodują. Ostatnio przecież było to samo. Tyle osób przyszło na wręczenie medali, a nawet nie dostali gorącej herbaty.
Irytowało go, że mimo wojny, środowisko, w którym się obracał, wydawało się nie zauważać problemów zwykłych ludzi. Tylko nieliczni otwierali oczy na cudze krzywdy, próbowali pomagać, ale było ich stanowczo za mało.
-Posłuchaj, jeśli potrzebujesz pieniędzy albo jedzenia, lekarstw… Ja ci to załatwię. - Black nie wiedział, czy jego rozmówca sięgnie po wyciągniętą dłoń. Zawsze był dumny, zawsze miał własne zasady, ale nie zaszkodzi chyba spróbować?
-Oczywiście, że pamiętam - wymamrotał i zgarbił się, kiedy poczuł na sobie gniewny wzrok Marcela. Pamiętał jego słowa, doskonale pamiętał. Wtedy nie chciał w to wierzyć, chociaż zauważał, że wszystko w ich nowym pięknym świecie kręci się wokół walki i przemocy. Wtedy wolał żyć w błogiej nieświadomości, zamykać oczy i udawać, że wszystko jest w porządku. Teraz jednak było inaczej, choć Rigel nadal usiłował zrozumieć, kto próbował oszukać go bardziej.
Tylko czy teraz ma to jakiekolwiek znaczenie?
-Powinienem był cię wtedy wysłuchać, Marceliusie. Ale byłem głupi… nadal jestem! - odpowiedział ze smutnym uśmiechem na ustach. Czuł się jak jedna wielka pomyłka, jak najbardziej pechowy i samotny człowiek na ziemi, który nie ma absolutnie żadnej kontroli nad własnym życiem. - Właśnie to jest ze mną nie tak. Że próbuję robić rzeczy, które nie mają sensu. Próbowałem dowiedzieć się o tym, jak zginął mój brat, no i oczywiście, wyszło, że to wielka tajemnica. Chciałem, żeby moje badania zostały zauważone, ale nikomu to niepotrzebne. Pragnąłem kochać, a co dostałem? Kogoś, z kim nie miałem prawa być, kto i tak umarł, a ja nawet nie mogę odbyć żałoby, bo mnie zlinczują.
Nie powinien był tego mówić, ale ciężar, jaki nosił w sobie te wszystkie dni, w stał się już nie do zniesienia. Słowa, razem z bólem i złością wylewały się z niego zupełnie jak krew z podciętych tętnic. Z każdym wypowiedzianym dźwiękiem zdawał sobie sprawę, jak bardzo chciałby oddać wszystko, by cofnąć czas i zmienić tak wiele rzeczy.
-Niestety, czasu nie da się już cofnąć. Nic się już nie da zrobić.
To ostatnie powiedział bardziej do siebie niż Sallowa.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Piwniczny Klub Jazzowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach