Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Droga do Tyneham

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Droga do Tyneham   17.07.17 1:50

First topic message reminder :

Droga do Tyneham

Tyneham — wieś niegdyś zamieszkiwana zarówno przez czarodziejów, jak i mugoli, od przeszło dziesięciu lat gromadzi jedynie magicznych obywateli, po tym jak ludzi przymusowo wysiedlono, rzekomo z powodówu dziwnej wojny. Tak naprawdę mieszkańcy opuścili wioskę ze względu na uciążliwą dla nich aurę— krucze gromady, stroniące od ludzi, dzikie koty, stale unosząca się mgła, wszechobecne i trudne do wyjaśnienia w lecie zimno i wiecznie zachmurzone niebo, a do tego wszystkiego niewyjaśnione zniknięcia niemagicznych mieszkańców. Mieścina od wieków była szczególnie lubowana przez wiedźmy i pasjonatów czarnej magii, którzy podobno bez skrupułów odbywali swe praktyki na niewinnych mugolach. Droga do miasteczka prowadzi od północy i u jego stóp znajduje się drewniany most, który każdemu, kto na niego wejdzie snuje krótkotrwałe psikusy, mające zniechęcić włóczykijów, lękliwych czarodziejów i mugoli przed wtargnięciem.

Po wejściu na most należy rzucić kością k6.
1 - Most zaczyna się kołysać delikatnie na boki, powoli, coraz mocniej. Woda pod nim zaczyna delikatnie bulgotać i parować. Otaczająca cię aura wzbudza strach, lecz jest niegroźna. Wystarczy przezwyciężyć dziwny, nieuzasadniony lęk i ruszyć dalej.
2 - Liny utrzymujące most przemieniają się w spętane ze sobą węże, które żółtymi ślepiami śledzą każdy twój ruch. Nim zdołasz zejść na drugi brzeg spróbują cię pokąsać.
3 - Deski, po których stąpasz zaczynają się rozpuszczać z każdym twoim krokiem, jakby twoje podeszwy parzyły. Musisz ruszyć szybko przed siebie, aby uniknąć kąpieli w bagnie — ST przedostania się na brzeg wynosi 40 (do rzutu należy doliczyć unik). Jeśli ci się nie powiedzie i wpadniesz, ktoś szybko musi udzielić ci pomocy, inaczej zaczniesz się topić. Na szczęście chroniąca to miejsce magia ma jedynie odstraszyć, nie zabić, więc bagno samoistnie wyrzuci cię na brzeg.
4 - Jedna z desek dosłownie zapadła się pod tobą, na szczęście szczelina była wystarczająco niewielka, by utknęła ci w niej jedynie noga. Nabawiłeś się kilku zadrapań i siniaków, lecz oprócz tego jesteś cały. Jeśli dalej chcesz — możesz przejść na drugi brzeg bezpiecznie.
5 - Most stanął w płomieniach. Musisz szybko zdecydować, co robić — ugasić pożar (obowiązuje ST spisu zaklęć), ruszyć biegiem na któryś brzeg (ST dotarcia wynosi 60, do rzutu należy doliczyć unik) lub zaryzykować teleportacją (ST uniknięcia rozszczepienia wynosi 70). Jeśli nie uda ci się przezwyciężyć ognia zostaniesz poparzony i stracisz 10 PŻ.
6 - Nie wydarzyło się zupełnie nic — najwyraźniej jesteś tu mile widziany.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   31.07.17 22:44

The member 'Quentin Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#143987
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 24
UROKI : 17
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   01.08.17 9:03

Jay nie przejmował się nastawieniem swoich rozmówców z tego względu, że z każdym z nich chciałby zamienić parę słów. Nawet jeśli byłyby to monosylaby. Tak jak w przypadku tego mężczyzny, który nie wyglądał na specjalnie zadowolonego z całego zajścia. Zresztą był ciekawy nie tylko otaczającego go świata i spraw, o których nie miał pojęcia, ale również był ciekaw ludzi. Nigdy nie było wiadome kogo się tam spotka. Jak dla przykładu teraz, choć zupełnie nie planował tego zbicia dwóch różnych światów. Świstoklik wciąż leżał w jego kieszeni i mógł być użyty dosłownie w każdej chwili, jednak Jayden nie chciał jeszcze odchodzić. Praktycznie zapomniał, że w taki prosty sposób mógł się przenieść gdzieś indziej. Nie, kiedy to wszystko wydarzyło się w ciągu mrugnięcia okiem. Co dalej w takim razie czekało ich w tym miejscu? Zaraz jednak znowu coś innego przykuło jego uwagę, a mianowicie nazwa którą usłyszał. Otworzył szerzej oczy i powtórzył za mężczyzną:
- Tyneham? Nic dziwnego, że tak tu ponuro.
Urwał jednak, widząc minę nieznajomego. Chyba pasował do tego miejsca, a Jay nie chciał powiedzieć za dużo. Dlatego też się zamknął na moment, nabierając przysłowiowej wody w usta. Poszedł za nim, ale jak ten wpakował się w bagno, JJ został parę kroków z tyłu. I pomimo że chciał pomóc, nie udało mu się. Nie był z tego faktu zadowolony, ale nie każdy mógł mieć wszystko, prawda? Zresztą czarodziej przed nim musiał być bardzo pewny swego, skoro stwierdził, że nie potrzebuje dodatkowej różdżki, żeby się wyswobodzić z okowów błoto... Błotoryjca? Czy jakoś tak... W każdym razie Vane zamierzał uszanować jego decyzję. Może jednak za drugim razem już by się udało? Opuścił jednak magiczną broń, mając w głowie pewną melodię, którą zasłyszał bodajże u Evey w domu. Lekko nią kołysał w rytm wewnętrznej muzyki.
- Może jednak? - spytał, stojąc na brzegu z przekręconą w prawo głową i przyglądając się całemu zajściu. Na siłę pomagać nie zamierzał, ale to wszystko stawało się jeszcze gorsze niż wcześniej. Syknął, widząc że mężczyzna znowu się skrzywił - zapewne poprzez mocniejsze wbicie się zwierzęcia w nogę. To musiało boleć.




I BELIEVE A TRUE  sacrifice

IS A
 victory
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   03.08.17 18:53

Nie znamy się, a ja nie nawiązuję nowych znajomości zbyt szybko. Mało kontaktowy ze mnie typ. Nie jest mi zresztą z tego powodu zbyt przykro bądź niekomfortowo - chociaż czasem zdarza mi się żałować nieposiadania daru krasomówstwa oraz nieograniczonej charyzmy. A także odwagi w zwykłych rozmowach z kobietami. Nie dziś. Dziś jestem skoncentrowany na zadaniu, które co chwilę coś lub ktoś mi uniemożliwia. Pozgrzytałbym zębami gdyby nie czas, który mnie goni. Nie wiadomo w końcu czy ktoś już mi przypadkiem nie gwizdnął tego przedmiotu. Dodatkowa kula u nogi najpierw w postaci nieznajomego mężczyzny, a następnie ognia oraz błotoryja nie jest mi do niczego potrzebne. To jednak dobitnie ukazuje skalę mojego problemu zwanego pechem absolutnym - nic dziwnego, że Felix felicis nie odnalazł u mnie swojego miejsca. Wzdycham na przypomnienie sobie o tej porażce, następnie powinienem westchnąć widząc nasze nieudolne zmagania ze zwierzęciem. Coraz boleśniej wbijającym się w moją nogę. Szkarłat posoki powoli odznacza się na moich ubraniach, co nie wpływa pozytywnie na to co mówię i co robię. Nawet nie przychodzi mi do głowy myśl, że mógłbym swoimi słowami kogoś urazić - a nawet jeśli to wiedza ta nie leży w kręgu moich zainteresowań.
Milczeniem kwituję słowa dotyczące Tyneham, a spojrzeniem pełnym złości pytanie, które zawisło między nami. Tak, wiem, że zaklęcie się nie powiodło. Wiem, że to rozsierdziło stworzenie jeszcze mocniej. Niestety dobitnie jestem to w stanie poczuć. Zaciskam mocno zęby, starając się jak najmniej wydobywać dźwięków. I tak na niewiele się to zdaje - ciszę chwilę późnej przeszywa kolejny chrapliwy dźwięk.
- Na pewno - mruczę przez zaciśnięte zęby, szczęki i w ogóle nawet to wymaga ode mnie niesamowitej koncentracji na zadaniu traktującym o czymś innym niż pozbycie się z nogi szkodnika. Wreszcie zaczynam się denerwować do tego stopnia, że unoszę nogę, którą uderzam o najbliższy pień. Błotoryjem. Wnet słyszę piskliwe zawodzenie oraz upadek jego cielska na ziemię. Kończyna nieprzyjemnie piecze, więc odsuwam się o kilkanaście kroków kuśtykając.
- Znasz się na magii leczniczej? - pytam, ale usłyszawszy zaprzeczenie, postanawiam nie kontynuować podróży. Z nieznajomym rozdzielamy się, a ja po podreperowaniu nogi postanawiam spróbować jeszcze raz dobyć to, po co tutaj przybyłem.

zt. x2




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

I was born with an insatiable appetite for destruction


OPCM : 16
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 24
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   07.05.18 22:42

- Niewiele jest rzeczy, których nie odważyłabym się zrobić - odparła beztrosko, nie mniej niż on pewna własnych słów; mogli się tak przegadywać do samego rana, przerzucać coraz to wymyślniejszymi argumentami i kąśliwymi uwagami, a najpewniej żadne drugiego nie przekona. - Na niektóre zwyczajnie nie mam ochoty - dodała z udawanym żalem, wzruszając przy tym ramionami. Mulciber nigdy należał do typu mężczyzn kolokwialnie określanych jako cwaniacy, nie epatował pewnością siebie tańczącą na granicy arogancji, lecz w rzeczywistości ego miał niezwykle rozbuchane, a mniemanie o sobie bardzo wysokie. Im bardziej miał zamiar się upierać, tym goręcej chciała zaprzeczać, choćby po to, by utrzeć mu nos. - A dlaczego by nie? Wstydzisz się? - zakpiła lekko, wtykając sobie papierosa do ust, następne słowa wyrzekła wciąż go w nich trzymając. Nie mieli nastu lat, niewinni nie byli nigdy, oboje nie zważali na obowiązujące konwenanse. Podejście do cielesności miała wyjątkowo otwarte i liberalne, może aż za nadto - a pikantnych historyjek nigdy dość. Przewróciła oczyma na stwierdzenie z najpiękniejszymi. - Pólwile się nie liczą - powiedziała natychmiast; to nie sztuka być tak piękną, gdy ma się za matkę wilę. Odporna na urok i czar tych istot Sigrun patrzyła na to trzeźwiejszym okiem. Na prawdziwe uznanie zasługiwały wszak te, które zachwycały oko bez magicznych genów. Pokręciła głową ze znów udawanym żalem. - A masz taką? - pytanie było retoryczne; oczywiście, że nie miał. Byłaby skłonna się o to nawet założyć, ale może nie o własną rękę - któż wie co naprawdę chodziło mu po głowie? Nie łudziła się nawet, że się tego domyśla. Ramsey Mulciber przywodził jej na myśl niezwykle skomplikowaną, numerologiczną zagadkę, które tak sobie umiłował.
Pytał z powagą, choć dostrzegła drgające kąciki ust, Rookwood nie miała zamiaru się powstrzymywać; roześmiała się głośno i szczerze na samą myśl o poślubieniu go. - Nie - odpowiedziała bezlitośnie, znów śmiejąc się pod nosem. - Ale potraktuj to jako komplement. Moi mężowie źle kończą - wyciągnęła prawą dłoń, tym razem nie po to, by zabrać mu papierosa, lecz sięgnęła do jego ręki na stole, by poklepać go po niej pocieszająco. Prawda była taka, że męża miała jednego, przed siedmioma laty, lecz z całą pewnością nie chciałby podzielić jego losu; nie musiała mówić wiele więcej, Mulciber znał tę historię. Alpharda Montague pozbyła się dość szybko i przebiegle, zanim jeszcze zdążył prawdziwie napsuć jej krwi. Była zmuszona zrobić to po cichu, aby odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia - do dziś nie mogła odżałować, że nie zabawiła się z nim nieco dłużej. Głośno powtarzała jedynie, że przeboleć nie moze jego straty.
Uśmiech na ustach zgasł z wolna, wysłuchała jego słów w milczeniu, paląc papierosa; nie zasmuciły ją, ależ skąd. Próżno było szukać zdziwienia, czy szoku w jej oczach - nawet, gdyby powiedział, że zabił ich sam. - Dlaczego musieli umrzeć? - zapytała w końcu, Była jedynie paląca ciekawość, którą pragnęła zaspokoić; bratobójstwo nie byłoby zbrodnią większą, niż te których się dopuszczał, których niejednokrotnie dokonywali razem - często wyłącznie dla własnej rozrywki. Sigrun była pewna, że ona nie zabiłaby własnego brata; nie dlatego, że nie pozwoliłyby jej na to uczucia, ależ skąd. Kręgosłup moralny nie był skrzywiony, wcale go nie posiadała. Miała jednak pewność, że wszyscy bracia nie daliby sobie wzajemnie powodu, by drugie musiało posunąć się do podobnego czynu. - Najwyraźniej - stwierdziła lekko, znów wzruszając ramionami.
W związku ze wstąpieniem w szeregi Rycerzy Walpurgii mogła żałować jedynie jednego. Służba Czarnemu Panu wiążała się z koniecznością pogodzenia się ze swoim miejscem w hierarchii, a ponieważ dołączyła doń zaledwie przed miesiącem - nie była ta nikim ważnym, w przeciwieństwie do Mulcibera; musiała więc akceptować władze, jaką nad nią tym sam miał i nie wątpiła, że by to wykorzystał. Bardzo boleśnie. Z trudem trzymała ręce przy sobie; uśmiechała się, przyjmując maskę komediantki, lecz jednocześnie zaciskała zęby, a na szyi lekko pulsowała żyła.
- Skąd pewność, że nie uciekłam? - spytała kpiąco; nawet jeśli miała zamiar powiedzieć mu tej nocy o tym, co wydarzyło się kilkukrotnie pomiędzy nią, a jego ojcem, to plany te właśnie się rozwiały. Nigdy nie potrafiła zrozumieć dlaczego Mulciber i jej bliźniaczy brat darzyli się tak jadowitą niechęcią; Chrstopher był wszak jej odbiciem, połową tego samego, zgniłego jabłka. Wszystko byłoby znacznie ciekawsze i łatwiejsze, gdyby tylko skończyli z podobną dziecinadą, bo inaczej ująć w słowa się tego nie dało. Znów przewróciła oczyma. Szybko straciła zainteresowanie kelnerką, uwagę skupiając na w połowie pełnej szklance; pozbawiła ją zawartości, gdy Mulciberowi zachciało się opuścić te skromne progi. Nie miała nic przeciwko, zabawa tu nie zaoferowała im wiele; narzuciła na ramiona płaszcz podszyty futrem z lisów, na które schwytała sama.
Ledwie przekroczyli próg kasyna, a rozległ się głośny trzask oznajmiający teleportację obojga; rozpłynęli się w powietrzu, w jedno uderzenia serca pojawiając się setki kilometrów dalej. Gdzieś w Dorset, pośród zimnej, lepkiej ciemności; nad koronami starych, wysokich drzew tańczyły gwiazdy wielkiego wozu. Mroźne powietrze jęło nie tylko szczypać w policzki, lecz ostudziło nieco złość Sigrun; opatuliła się mocniej płaszczem, wsuwając dłoń do kieszeni i zaciskając palce na różdżce. W takim miejscu jak to, lepiej było mieć ją w pogotowiu. - Rozumiem, że tu czeka nas noc pełna niezwykłej rozrywki? - brodą wskazała na drewniany most, prowadzący ku wiosce zamieszkanej (ponoć) przez samych czarnoksiężników. Ruszyła w jego kierunku.




she wears strenght
and darkness eqully well.
the girl has always been
half goddess, half hell.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   07.05.18 22:42

The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   23.05.18 14:48

Nie wątpił wcale w jej słowa, ale niezmiennie lubił ją prowokować, zmuszać do przesuwania granic, ciągłego udowadniania wartości i wagi swoich słów. Dla zabawy, po prostu. Nie raz przekonał się, że z łatwością sięgała po to, czego pragnęła, nawet jeśli było zakazane i pozornie niedostępne. Choć byli zupełnie różni — ona, przypominająca ogień, gwałtowny, nieposkromiony, niszczycielski, będąca wyraźnym światłem, do którego ciągnęły niczego nie podejrzewające ćmy i on, ocean spokoju, cierpliwości, pozornie niegroźny i stabilny, lecz wyjątkowo zwodniczy w swej naturze, bo gdy nadchodził sztorm nikt nie miał z nim żadnych szans, ani z górami lodu, które pływały po dalekich i nieznanych nikomu morzach — szanował ją i cenił. Jej groźby zawsze znajdowały rezultat, nie były słowami rzucanymi na wiatr. Miała swoje zdanie, burzliwy temperament i wyjątkowo zmienną, nawet jak na kobietę naturę. Łączyła ich wewnętrzna niestabilność, nagłe i nieoczekiwane zwroty akcji w sposobie myślenia, humoru i nastroju. On nie okazywał niczego, ona przedstawiała zaś wszystko. Łatwo ją było rozczytać, malowała się jak na dłoni, ale to nie czyniło z niej mniej groźnej oponentki. Wiedział, że nie należało jej lekceważyć. I o ile nie obawiał się z jej strony ani ataku, ani zdrady — łączyła ich wspólna sprawa, a ona zgodnie z nią musiała szanować obowiązującą hierarchię — nie przestawał być przy niej czujny. Wydawało mu się, że im dłużej się znali, tym bardziej ostrożny się robił w jej towarzystwie, a może ogólnie, z natury. Była metamorfomagiem, potrafiła przybrać twarz dowolnej osoby, a on, choć był spostrzegawczy, mógł być oszukany; mógł popełnić błędy, których powinien się wystrzegać.
— Niech więc tak będzie — przytaknął jej niemalże śpiewającym tonem, wzruszając niewinnie ramionami. Włożył po raz ostatni papierosa do ust, przytrzymując go palcem wskazującym i kciukiem, za sam koniuszek bibułki, po czym zaciągnął się nim, wysysając z niego już wszystko, co miał do zaoferowania. Dobre, poczciwe Stibbonsy. Niedopałek wyrzucił nonszalanckim pstryknięciem przed siebie, kiedy szli w obranym przez nią kierunku.
— Nie znam poczucia winy, nie znam więc i wstydu.— Wierzył, naprawdę głęboko wierzył, że nie było w nim nic, co musiałby próbować ukryć przed światem, przy tak wyraźnym ubóstwie uczuć uznając ten stan za permanentny. Ale niegdyś nie miał nic do stracenia poza swoim własnym bytem, bardziej umysłem i duszą niż ciałem, które nie miało znaczenia. Uparcie odrzucał od siebie świadomość, że w jego życiu istniało więcej takich bytów, o których myślał, o które na swój pokrętny i irracjonalny sposób dbał. Nie powinien ich mieć, stanowiły czułe punkty, które mogły doprowadzić do jego zguby, uczynić go słabym, a co gorsza, bezbronnym. Odrzucał te koncepcje, racjonalizował związki, wiążąc je wyłącznie z korzyściami, jakie otrzymywał w zamian. Ignotus, potężny czarnoksiężnik z niejasnych przyczyn stał mu się bliski. Czuł się od niego silniejszy, ale jego zdolności samozachowawcze, instynkt, głęboka mądrość go fascynowały. Cassandra, uzdrowicielka, która nie raz postawiła go na nogi, to dzięki niej wciąż żył, karmiła go i leczyła, dbała o formę. I wreszcie Lysandra, najmniej zrozumiała dla niego istota, była drogą do porozumienia z jej matką. To była jego wersja, którą powtarzał w głowie jak mantrę, ignorując echo dziwnych, podświadomych zażyłości, które się w nim rodziły. — Skończyłem z nimi — półwilami. — Przestały mnie bawić.— Każdemu kiedyś coś się nudzi. Jemu znudziło się piękno, które wymagało uwielbienia. Idealne, pozbawione skaz, doskonałe. Było dla niego zrozumiałe na wskroś. Już dawno zdał sobie sprawę, że potrzebuje czegoś więcej, innych bodźców, silniejszych wrażeń. Nie potrafił doceniać piękna, nie znał się ani na muzyce, ani na sztuce. — Miałem — odparł zgodnie z prawdą, rozglądając się dookoła. Zmieniła się sceneria. Wokół nich rosły surowe, pozbawione liści drzewa, dookoła zalegała gęsta mgła, wokół czuć było błoto i wydobywającą się z ziemi źródłami siarkę. Znał drogę, która prowadziła do tego miasta. Była zwodnicza i trzeba było na niej wyjątkowo uważać. — Ale już nie mam.— Stare dzieje, o których nikt już nie pamięta. Nawet on nie zostawił sobie w głowie miejsca na arystokratkę zamieszaną w mezalians, która miała mu oddać swoją rękę.
Na dźwięk jej śmiechu, spojrzał na nią, odrywając wzrok od ciemnych i ponurych okolic.
— Byli słabi. Na tym świecie nie ma miejsca dla słabych jednostek. — Taką zasadę zawsze uznawał i dlatego nie tkwił w żałobie po Grahamie ani chwilę, nie wspominając już o Vasylu, którego chciał zabić osobiście. Jego brat bliźniak powinien być silniejszy, nie powinien dać się tak łatwo zabić. Nie wracał myślami do niego za często. Utracone dzieciństwo, odseparowane dzieci nigdy nie miały szans nadrobić straconego czasu i więzi, która mogła ich łączyć. Dziś sądził, że tak było lepiej. Bo był sam. Sam jeden.
— To nawet mnie zaciekawiło — przyznał, gdy zbliżali się do mostu. — Porozmawiajmy teraz o twoim typie, Siggy — zaproponował, zwalniając tempa, gdy wchodzili na most. Coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Spojrzał pod swoje nogi, deski, po których stąpali wydawały się być niestabilne, lecz może tylko on to czuł. A w końcu, gdy Sigrun go wyprzedziła, zobaczył, jak deski pod jej podeszwami się topią, rozpuszczają. — Powinniśmy zejść z traktu. Jak najszybciej — ostrzegł ją. I jego każdy kolejny krok sprawiał, że tracił równowagę. Bez chwili zawahania podjął decyzję o tym, by zmienić się w kłąb czarnego dymu i wznieść ponad rozpuszczający pod nimi most.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   23.05.18 14:48

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 62


Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

I was born with an insatiable appetite for destruction


OPCM : 16
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 24
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   13.06.18 15:08

- Sumienie czyste, bo nieużywane, co? - zażartowała, powtarzając wszystkim znany frazes, który był banalny i wyświechtany, lecz w ich przypadku boleśnie prawdziwy. Żadne z nich nie czuło ciężaru wyrzutów sumienia, a tym bardziej wstydu, choć dopuszczali się czynów strasznych, nieludzkich, obrzydliwych. Może po prostu urodzili się z bezpowrotnie skrzywionymi kręgosłupami moralnymi, bądź nie posiadali ich wcale - każde sądziło, że postępuje właściwie, bo czyż szlam nie zasłużył na traktowanie ich z bezwzględną pogardą, a zdrajcy krwi śmierć w męczarniach? Walka o wyjście z cienia, służba Czarnemu Panu, przywrócenie na świecie właściwego porządku - wydawały się absolutnie właściwe.
Ze względu na wychowanie w rodzinie o poglądach niezwykle konserwatywnych, może takie tematy winny akurat ją zawstydzać, skoro urodziła się kobietą, lecz cóż - akurat do tego Sigrun podejście miała aż za nadto liberalne.
- To dobrze - powiedziała takim tonem, jakby była jego matką i dostała właśnie sowę z listem gratulacyjnym od dyrektora Hogwartu przez same Wybitne, które zgarnął na sumach. - Są nudne - dodała tonem znawcy; nie, żeby wiele o nich wiedziała, lecz spotkała w życiu kilka z nich. Jako kobieta była odporna na ich urok, patrzyła na piękne twarze trzeźwo i (prawie) obiektywnie. Niesamowita uroda, godny pozazdroszczenia wdzięk - wszystkie to miały, każda tak samo, niczym lalki, które wyszły spod ręki tego samego lalkarza. Wszystkie eteryczne i uzdolnione artystycznie, co za nuda. Umarłaby przy takiej ze znużenia, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo nigdy nie poczuła fascynacji, którą półwili czar potrafił w mężczyznach wzbudzać.
- Miałeś? - spytała nie ukrywając zaskoczenia. A to ci niespodzianka! - Kto to był? - dopytała; chciała wiedzieć, bo bywała czasami wścibska.
Byli słabi. Odpowiedź nie zaspokoiła ciekawości Sigrun; jakie znaczenie kryło się pod tymi słowami? W jakim sensie byli słabi? Słabości było wiele. Pokiwała głową ze zrozumieniem i aprobatą; ufała osądowi Mulcibera i zgadzała się ze stwierdzeniem, ze słabe jednostki należy wyeliminować. - Jak umarli? - dopytała bez skrępowania; temat nie wydawał się dla Ramseya drażliwy, a przynajmniej nie potrafiła dostrzec tego w jego oczach, czy twarzy, zwłaszcza w tych ciemnościach. A nawet jeśli miałaby tego świadomość, to i tak by zapytała; Sigrun nie była ani zbyt taktowna, ani nie miała skrupułów przed tym, by szarpać cudze rany.
- Myślałam, że znasz mnie już na tyle, by to wiedzieć - powiedziała, splótłszy ręce na piersi i udając naburmuszoną; nigdy specjalnie nie ukrywała się przed nim z własnymi romansami, dłuższymi, czy chwilowymi, choć najpewniej o znajomość z jego ojcem mógł jej w tym momencie nie podejrzewać. - A jeśli nie, to spróbuj zgadnąć - rzuciła figlarnie, ruszając w kierunku mostu.
Deski zaskrzypiały złowieszczo pod jej stopami, gdy stąpała po ich ostrożnie; zdążyła uczynić jednak tylko kilka kroków, a zaczęły rozpuszczać się niczym kostki cukru w wodzie, jak gdyby podeszwy butów były rozgrzane jak węgle. Przeklęła pod nosem, gdy ujrzała ponad głową kłąb czarnego dymu; niezmiennie zazdrościła Śmierciożercom znania tajemnicy tej sztuki. Zacisnęła usta w wąską kreskę i rzuciła się biegiem, aby przedostać się na drugą stronę bagna, gdzie zmaterializował się Mulciber. Wolała nie ryzykować teleportacją w chwili poddenerwowania; ostatnie, czego było jej potrzeba, to rozszczepienie na krótko, przed wyruszeniem do Azkabanu.




she wears strenght
and darkness eqully well.
the girl has always been
half goddess, half hell.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Droga do Tyneham   13.06.18 15:08

The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 99


Powrót do góry Go down
 

Droga do Tyneham

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga
» Królewski Szlak

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18