Wydarzenia


Ekipa forum
"Pod ziemią"
AutorWiadomość
"Pod ziemią" [odnośnik]17.07.17 1:51
First topic message reminder :

"Pod ziemią"

★★
Niegdyś miejsce to stanowiło podziemny łącznik pomiędzy Pokątną a mugolską częścią Londynu. Aktualnie przejście zostało zaadoptowane na sprzyjające prywatności miejsce spotkań czarodziejów. Na pierwszy rzut oka zwyczajowe "Pod ziemią" przypomina karczmę — znajduje się tu wąski bar z niewielkim zapleczem usytuowany w jednej z wnęk, a wzdłuż ścian ustawione zostały stoły, przy których można napić się ognistej whisky, a także zjeść niezbyt wymagającą strawę. W tunelu znajduje się wiele świec stanowiących jedyne źródło światła, a z sufitu zwisają otwarte klatki, w których częściej śpią nietoperze niż sowy. Miejsce to nie jest tłumnie odwiedzane, ale zawsze można tu spotkać czarodziejów lubujących się w rozmaitych zakładach i kościanych grach.
Możliwość gry w kościanego pokera.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: "Pod ziemią" [odnośnik]30.10.20 2:56
Odruch brwi unoszonych przez kuzynkę nie dawał spokoju. Aquila uważała, że podsumowała jedynie niezaprzeczalny fakt jakim było odpowiednie zachowanie. Tymczasem Forsythia zdawała się być co najmniej urażona. A co jeśli w tym lokalu zasiadałby potencjalny kandydat na jej męża i właśnie zobaczył co wyprawia? Panna Black w końcu również musiała dbać o swój wizerunek.
- Mowa o... - ściszyła głos rozglądając się jeszcze na boki by sprawdzić czy nikt nie podsłuchuje - ...o Amacie, Aszy i Althedzie. Wiesz, tych z baśni Barda Beedla - dumnie wypięła pierś. - To mógłby być, mówiąc nieskromnie, może nawet mały przełom, ale ostatnio czuję jakby wszystko było pod górkę. Powiedz mi lepiej na czym Ty teraz pracujesz? Czy praca w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami jest taka jak ją sobie wyśniłaś?
Problemy pierwszego świata jakie męczyły damę wydawały się błahe. Często sama łapała się na tym, że są sprawy znacznie ważniejsze, jak chociażby zagrożenie ze strony mugoli oraz sytuacja polityczna na londyńskiej scenie. Tymczasem, syzyfowe prace którym była poddawana nie dawały spokoju.
- Tak, wiem... - spuściła lekko głowę na słowa kuzynki o zaręczynach.
Faktem było, że Forsythia nie miała w miłości szczęścia. Jej narzeczony, zamordowany w tragicznych okolicznościach przez paskudną szlamę, był człowiekiem przyjemnym. Co prawda nie poznali się dobrze, ale szczęście widoczne w uśmiechu kuzynki było wystarczającym dla spokoju ducha. Ciężko było myśleć o tym co przeżywała widząc poturbowane ciało swojej miłości rozbryzgane na bruku.
Najmocniej jednak poruszyły ją następne słowa, o pechu jaki panna Crabbe przynosi mężczyznom którzy się do niej zbliżą. Zginął jej narzeczony, zginął też jej brat... Aquila przełknęła głośno ślinę na samo wspomnienie o Perseusie. Co prawda nie mieli już od lat takiego kontaktu jak niegdyś w szkole, ale te zaledwie pół roku które minęło od śmierci mężczyzny, pomimo szumnych wydarzeń wokół, wywoływało w duszy ból, czasem nie do zniesienia. Momenty w których Aquila pozwalała sobie na taką słabość odbywały się jedynie w samotności. Nigdy nie pozwoliłaby sobie by ktokolwiek dowiedział się co takiego łączyło ją z Perseusem. Pogrzeb kuzyna był zresztą wydarzeniem tragicznym, które nie pozwalało o sobie zapomnieć, ani tym bardziej zakończyć ten rozdział. Rozpacz Forsythii rozbrzmiewała jeszcze długo echem w uszach najpewniej wszystkich którzy przybyli na tę okoliczność. Black udało się wtedy utrzymać, stała lekko z tyłu, pogrążona w żałobie chlipała wspominając każdą chwilę spędzoną z jej pierwszą miłością.
- Nie mów tak, proszę... - co innego mogłaby powiedzieć? - Forsythio, miałaś w życiu wiele strasznych chwil i ja bardzo Ci ich współczuję. Naprawdę... Ja... - głos powoli zaczynał jej się trząść, jednak nie mogła sobie pozwolić na takie przypływy, więc uspokoiła go instynktownie. - Ja chciałabym dla Ciebie wszystkiego co dobre, kuzynko.
Dokładnie taka była prawda, chociaż Crabbe albo nie mogła tego dostrzec albo definiowała dobre zupełnie inaczej. Jednak ta definicja ostatecznie nie należała do żadnej z nich, należała do norm w jakich przyszło im się obracać i w świecie jaki stworzono.
- Wiem, że dobry mąż dałby Ci po prostu spokój na jaki zasługujesz i stabilność jakiej potrzebujesz. Przyznaj mi się... Czego tak naprawdę chcesz?
Czy sądziła, że kuzynka powie jej prawdę? Zapewne nie. Czasy Hogwartu i problemików związanych z obgadywaniem innych uczniów na korytarzach już dawno minęły.
- Jeśli w Twoich myślach nie ma teraz znalezienia odpowiedniego męża to zastanawiam się co tak naprawdę Ci je zaprząta, droga Forsythio?
Aquila podniosła znów kości ze stołu. Mogłaby cieszyć się bardziej swoimi dobrymi rzutami, widocznie krótkie dmuchnięcie w dłoń przynosiło jej wiele szczęścia. Tymczasem trudne tematy od których zaczęły rozmowę wcale nie dawały atmosfery rozluźnienia. Jedynie zespół w tle dalej grał skoczny jazz, jak na ironię.
Dmuchnęła w dłoń i wyrzuciła ostatni raz kości. Liczyła na kolejne szczęście, chociaż wartość tych dwóch galeonów nie miała znaczenia innego niż sentymentalne.
- Moi kandydaci? - zaśmiała się sztucznie. - Forsythio, doskonale wiesz jak wybredna jestem. Potrzebuję mężczyzny o dużych zdolnościach, o niebywałym umyśle i wspaniałym nazwisku. Najlepiej takiego o szalonym spojrzeniu i zapadającym w pamięć uśmieszku - rozmarzyła się lekko.
Prawda była taka, że ostatnio w jej głowie przebywał głównie Craig Burke. Poznali się dawno temu, spędzili ze sobą wiele czasu na francuskich przyjęciach, tańczyli, śmiali się, gawędzili. Jednak to nie tamten okres zostawiał takie myśli, a jego ostatnia wizyta przy Grimmauld Place 12. Nie do końca rozumiała dlaczego tak naprawdę lord Burke błąkał się po jej umyśle, nie wydarzyło się między nimi nic szczególnego. Czyżby była to kwestia bycia w wieku rozrodczym?

Wyniki:



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.


Ostatnio zmieniony przez Aquila Black dnia 30.10.20 3:00, w całości zmieniany 1 raz
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]30.10.20 2:56
The member 'Aquila Black' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3, 3, 3, 4, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]31.10.20 15:27
Baśnie Barda Beedla znało każde dziecko wychowane w magicznej rodzinie i choć mogłoby się wydawać, że to zwykłe opowiastki, niewiele znaczące, tak w każdej z nich kryło się ziarno prawda. Czyżby lady Black poszukiwała tych ziaren? Forsythia, choć słyszała postawione w jej kierunku pytania ani myślała odpuszczać kuzynce rozpoczętego tematu, a opowieści o pracy mogły poczekać. - Aquilo, do czego dążysz w tym odkryciu? Przecież fontanna nie była zaczarowana – mówiła co najmniej skonfundowana. – Asza została uzdrowiona, Altheda zajęła się ziołolecznictwem i eliksirami, a… Amata zyskała upragnionego kochanka, znaczy męża… Chyba że poszukujesz magicznej, wielkiej glisty, w tym mogę ci pomóc – zauważyła, uśmiechając się lekko i spijając łyk alkoholu z kieliszka. – Tylko „zapłać mi smakiem twojego bólu” – zacytowała wręcz z lekka lubieżnie, słowa wspomnianego wcześniej potwora. Problem lady Black był dla Forsythii odrobinę zabawny, ale przecież jej badania były również potrzebne światu, literatura i historia stanowiły trzon do budowania wyedukowanego społeczeństwa. Nagle dziewczę zmarszczyło brwi, spoglądając podejrzliwie na kuzynkę, zdając sobie sprawę z jeszcze jednego aspektu baśni. - Chwileczkę, a może chcesz mi powiedzieć coś bardzo zdrożnego – wyglądała na zaniepokojoną, lecz w rzeczy samej świetnie się bawiła. Ściszonym głosem zaczęła więc podpuszczać kuzynkę. – Baron Pechowiec był mugolem, a Amata czarownicą... Aquilo, wiesz, że takie związki są zakazane, a studiowanie ich… - pokręciła głową z udawaną dezaprobatą, po czym zmierzyła lady Black wzrokiem godnym szlachetnej krwi płynącej w jej żyłach po matce. Co najmniej jakby przez te kilka chwil była arystokratką o nieposzlakowanej opinii, gardzącą szlamami.
Temat jej narzeczeństwa był tym, z którym zdążyła się po trosze już pogodzić. Paradoksalnie było jej o nim łatwiej rozmawiać po większej tragedii, jaką była śmierć jej brata. Narzeczonego kochała, lecz nie tak żarliwą miłością, jaką by chciała, ale był po prostu dobrym człowiekiem, dobrą partią. Mogła pozwolić sobie przy nim na wiele, choć nie na wszystko, czego pragnęła, co wiązało się z późniejszymi skutkami. Najpewniej małżeństwo, gdyby zostało zawarte, byłoby całkiem zgodne i szczęśliwe… Lecz czegoś by w tym brakowało – pasji, którą czuła do kogoś zupełnie innego. Westchnęła, przyglądając się kuzynce, zastanawiając się, z jak wieloma konwenansami musiała się zmagać w swojej miłości, bo przecież… czuła, że coś łączyło ją z Perseusem i gdyby tylko zechciała wbić kuzynce szpilę, za szpilę, mogłaby z łatwością poruszyć jego temat.
Wszystkiego, co dobre, ale w czyim mniemaniu? Pytanie przemknęło przez jej myśli, naruszając zaufanie, jakim darzyła krewną. Ich poglądy były odmienne, zresztą dziewczęta i ich podejście do życia zdawało się niebywale różnic, niemniej jednak było to najwyraźniej nie tylko kwestią różnicy charakterów, ale przede wszystkim wychowania. Mimo to od zawsze znajdowały wspólny język, którym mogły porozumiewać się nawet przy najgorszych spięciach. Choć ucieszyła się na pierwsze słowa Aquili, tak stwierdzenie o mężu niemal wybiło ją z równowagi, ale należało utrzymać twarz i nie zdemaskować swej pogardy względem nie tylko samego słowa „mąż”, ale także tego, z czym jej kuzynka wiązała określenie. Upiła kolejny łyk rumu porzeczkowego i szczęściem było, że zaczynał się kończyć, ponieważ mogła sprytnie wymigać się od sensownej odpowiedzi. – Więcej porzeczkowego rumu, kochana – uśmiechnęła się, przenosząc wzrok w kierunku baru, a gdy tylko nawiązała kontakt z kelnerką, ta podeszła niemal natychmiast. Panna Crabbe, choć jeszcze nie całkiem skończyła swój drink, tak poprosiła o jego kolejną porcję już teraz, aby nie czekać przy pustym kieliszku. Kuzynka jednak nie zdawała się odpuszczać tematu, na co Forsythia przewróciła oczami. – Chcę się rozwijać, Aquilo, bez niepotrzebnego balastu – ucięła nieprzyjemnie. Mając w głowie nie tylko męża, ale i obowiązki żony, w tym rodzenie i wychowanie dziecka. Nie widziała siebie jako matki, nie w tym momencie. Zresztą przez śmierć swojej rodzicielki, miała głęboki uraz do ciąży samej w sobie. A dzieci? Cóż, była dobrą ciocią, łatwo łapała też kontakt z maluchami i… była całkiem niezłą opiekunką, ogólnie rzecz ujmując. Jednak tak było z obcymi dziećmi, swoich nie chciała, nie wyobrażała tego sobie, a może… odrobinę się bała? Wychowywać dzieci w takim świecie? Było to niemal czyste szaleństwo.
Spojrzała na ilość oczek wyrzuconych przez kuzynkę i zaprzepaściła całkowicie nadzieje na swoją wygraną. Trudno… będzie musiała pożegnać się z tymi galeonami, mając nadzieję, że lady Black nie zrobi z nich użytku, a postawi piękną pamiątkę jako dekorację swej sypialni.
- Ach… Twoje wymagania, więc żaden nie ma szans – wzniosła wzrok ku sufitowi, jakby szukając w nim jakiegoś wsparcia, ale już po chwili znów spoglądała na lady Black. – Czyli żadnych konkretów? W porządku, zachowaj swe tajemnicze nazwiska – zachichotała znad drugiego kieliszka, a potem pochwyciła kości, przerzucając je niedbale, pogodzona ze swoją niechybną przegraną.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]31.10.20 15:27
The member 'Forsythia Crabbe' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6, 6, 6, 5, 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]01.11.20 16:19
Cóż za obrzydliwe oskarżenia! Aquila z każdym kolejnym słowem kuzynki o związku Amaty z mugolem wywoływała złość i wstręt na twarzy kuzynki.
- Forsythio, nigdy w całym swoim życiu nie pomyślałabym, że akurat TY mogłabyś wysunąć takie twierdzenia, jeszcze w stosunku do MNIE - wylewała się z niej gorycz. - Badam ich życie, a nie błędne wybory i zaufaj mi, mało obchodzi mnie jakikolwiek paskudny mugol w tej historii, a jedyne co mnie interesuje to ta głupia fontanna - chociaż ściszyła głos to niemal wykrzyczany przez nią szept zwrócił uwagę paru czarodziejów dookoła ich stolika. - Droga Forsythio, takie oskarżenia są absolutnie nie na miejscu, nawet jeśli postanowiłaś sobie ze mnie zażartować... - wróciła do zwykłego ciepłego szeptu. - Bard Beedle pisał baśnie, ale mam informację, mam dowód, że..., och, nie chcę o tym tu rozmawiać... - dostrzegła sąsiednie stoliki dalej podejrzliwie łypiące na dwie kobiety.
Jak mogła coś takiego powiedzieć? Jak Forsythia Crabbe mogła zwrócić się przeciwko niej i wygłosić tak błędne podejrzenia, pomyśleć nawet, że lady mogłaby kiedykolwiek zainteresować się akurat tym aspektem tej baśni. Poglądy Aquili na temat czystej krwi i bratania się z mugolami były bardzo stanowcze, nie pozwalała sobie na jakiekolwiek odstępstwa. Czarodzieje byli warci o wiele więcej niż te brudne glizdy. Nauczył ją tego ród i nauczyło ją tego życie. Ile wspomnień kryły stare pamiętniki gdzie młoda panna Black dokładnie opisywała wszystkie krzywdy jakich doświadczyła od szlam, wszystkie krzywe spojrzenia i nieprzychylne komentarz. Jak ktokolwiek o tej skażonej krwi jak tamci uczniowie śmiał odezwać się do niej?
Dobra krew miała znaczenie większe niż przeciętny czarodziej mógłby przypuszczać, a historię swojego rodu należało przedłużać pozwalając by linia błękitnych krwi płynęła dalej w rytmie wspaniałego świata czarodziejów. Forsythia jednak zdawała się patrzeć na to w zupełnie inny sposób, była w wieku w którym dobrze urodzone panny wychodziły już za mąż. Oczywiście, śmierć jej narzeczonego, śmierć brata, musiały mieć wpływ na jej podejście do tego wszystkiego, ale przecież małżeństwo nie było po to by się kochać.
- Forsythio, może gdybym ja przedstawiła Ci kilku kawalerów...? Spojrzałabyś na nich przychylniej? Wiesz, że nie chcę Twej krzywdy - zapytała ze stoickim spokojem.
Nie chodziło o to by jak najszybciej wydać kuzynkę za mąż, nie była to nawet jej broszka, tym powinien martwić się jej ojciec. Jednak myśl o tym wszystkim co przeżywała panna Crabbe i jaki wpływ mogło to mieć na jej krew, na jej ród i na jej płodność, był wręcz przytłaczający. W końcu jej dzieci miały się bawić z dziećmi Aquili, tak samo jak Aquila bawiła się z Forsythią i Perseusem. Nie chciała by ta wizja nigdy się nie spełniła ponieważ kuzynka wybierze bycie starą panną albo, co gorsza, wyjdzie za kogoś nieodpowiedniego.
Dama była już niemal pewna swojej wygranej i odzyskania tych pamiętnych 2 galeonów, nawet Forsythia nie wydawała się zaangażowana w grę i ostatnie kości wyrzuciła jakby od niechcenia. Szybkie spojrzenie na stół, spodziewając się słabego wyniku i... miała karetę... 50 punktów...
- Dobra gra... - wycedziła przez zęby widząc jak szybko jej triumf upada na korzyść jednego dobrego rzutu przeciwnika. - Chyba szczęście Cię nie opuszcza.

Wyniki:



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]02.11.20 23:50
Dziwna satysfakcja przemykała przez myśli panny Crabbe, gdy słuchała panicznego tłumaczenia się swojej kuzynki. Nawet nie spodziewała się aż tak emocjonalnej reakcji. Obserwowała z zaciekawieniem gorycz i pasję, skrzące się w ciemnych oczach kobiety, czyniąc sobie z tego rozrywkę. Pyszałkowaty uśmiech zalśnił na jej ustach, lustrując obruszoną damę, jednak ostatecznie pokręciła głową. – Wybacz, nie mogłam się powstrzymać – mruknęła znad kieliszka. Lecz gdy go odstawiła to spoważniała nieco, marszcząc brwi na dalszy brak informacji. – Dowody na istnienie fontanny? – przekrzywiła głowę, a jej szept zdawał się na tyle cichy, że być może sama Aquila nie była w stanie dosłyszeć, co wypluła ze swych ust jej towarzyszka rozmowy. Skrzyżowała dłonie w zamyśleniu, a potem jej dłoń bezwiednie powędrowała do ust, które muskała palcem wskazującym. – Przypuśćmy, że znajdziesz to magiczne źródło. Po co ci ono, kuzynko? Czego pragniesz, a czego dostać nie możesz? – zapytała, szczerze ciekawa, czy poza naukowym podejściem kryło się coś jeszcze w próbie odnalezienia fontanny. Mimowolnie jednak, myśli panny Crabbe potoczyły się do jej własnej wizji otrzymania możliwości kąpieli w magicznej wodzie. Co miałaby zaspokoić? Zdrowie? Urodę? Pieniądze? Było wiele opcji, lecz odpowiedź była typowa dla Forsythii, przez co nawet wzgardziła samą sobą na taką myśl i postanowiła w pełni skupić się na tym, co miała do powiedzenia jej przeurocza krewna.
Sythia zdawała się nie dopuszczać do siebie słów ojca o przedłużeniu rodu, zresztą, jeśli byłaby klaczą rozpłodową, to musiałaby przyjąć inne nazwisko, a to nijak miało się do rozciągania wici Crabbe’ów. Męski potomek ojca gnił w grobie, ale właściwie nim jego ciało zdążyło ostygnąć stary pan Crabbe już dawno próbował starać się z nową żoną o kolejnego męskiego potomka, który nie przyniósłby mu zawodu. Ciężko westchnęła na kolejne słowa kuzynki, ale postanowiła przystać na jej propozycję z czystej ciekawości, kogo lady Black widziałaby jako swojego nowego kuzyna. – Przedstaw teraz, może któregoś z nich będę kojarzyła – zaoferowała, chwytając ponownie kieliszek i wypijając kolejny łyk. – Absolutnie cię kocham i wierzę, że nie robisz tego w złej wierze – dodała z lekka już pijanym głosikiem. – Może któryś z nich nie będzie chciał mej zguby i zaoferuje mi krokodyla – westchnęła, przewracając oczami. Choć tak naprawdę Forsythia była nieprzekupna pod tym względem. Czym były wszelkie bogactwa świata, jeśli do danej osoby nie czuło się czegoś więcej? Głębszego i pociągającego nawet najdalsze gałęzie duszy. Biznesowe podejście w tej kwestii wydawało się pannie Crabbe z lekka krzywdzące, bo miłość była najpiękniejszym uczuciem na świecie, a niszczono ją dla zysku i polityki. Chociaż… tak było ze wszystkim w tej zepsutej i zgniłej rzeczywistości.
Wygrana przybyła niespodziewanie w karocy, niczym Kopciuszek, któremu wróżka postanowiła wyczarować powóz w ostatnich chwilach, aby księżniczka nie spóźniła się na upragniony bal. Los w tym wydaniu jawił się właśnie jako ta wróżka – matka Chrzestna, a karoca wiodąca do zwycięstwa leżała tuż przed oczami panny Crabbe. Młoda kobieta przygryzła dolną wargę, tym samym próbując stłumić uśmiech pragnący rozkwitnąć na jej twarzy. – Najwyraźniej galeony pozostaną nadal w mych objęciach – stwierdziła, sięgając długimi palcami po puzderko. – A nowe... na pewno świetnie będą się bawić ze swoimi… przodkami? – zawahała się, a potem roześmiała, mając już nieco rozchwiane od alkoholu myślenie. Wpakowała pieniądze do puzderka i schowała je w torebce, zaś potem ułożyła łokcie na blacie i splotła dłonie, tworząc z nich hamak dla własnej brody. Cisnął jej się na usta dosyć nieprzyzwoity żart w kwestii odruchu, jaki wykonywała lady Black przed każdym rzutem, lecz ostatecznie pozostawiła to dla samej siebie, mając jedynie iskierki w oczach, świadczące o uknuciu tego jakże okropnego i chamskiego żartu.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]03.11.20 17:41
Wybacz, nie mogłam się powstrzymać. Czy naprawdę czas jaki nastał w świecie magicznym to dobry moment do tak niepoważnych rozważań? Łącznie się czarodziejów z mugolami było absolutnie obrzydliwe w opinii Aquili Black. Jeśli miała zdecydować się na bycie starą panną albo ślub z mugolem, bez chwili zawahania wybrałaby to pierwsze. Ba, nie wyobrażała sobie nawet bliższego obcowania ze szlamami w których organizmie płynęła ta brudna krew. Oczywiście, starała się patrzeć na to wszystko przez pryzmat zwykłej logiki i historii, jednak i te były po stronie panny Black. Przez lata mugole tłamsili czarodziejów zmuszając ich do ukrycia się podziemiu, starali się zrobić z panów zwykłych niewolników, zbyt wystraszonych by ostatecznie przejąć kontrolę, a przecież moc którą posiadali czarodzieje przewyższała jakiekolwiek mugolskie zdolności. Rola kochanka Amaty w Baśni Barda Beedla nie miała wielkiego znaczenia, nigdy również nie chodziło dziewczynie o poznanie historii trzech czarownic z tej opowieści, zawsze interesował ją cel ich podróży i ta mistyczna fontanna.
- Wiem, że bywało wiele pogłosek, pare wód zostało nawet okrzykniętych wodami fontanny szczęścia, ale nigdy nie miały takiej skuteczności - zaczęła znów ściszając głos. - Nie chcę jej dla siebie... - ta myśl wywołała pogodny uśmiech. - Forsythio, badam historię... Pragnę jedynie by była głoszona przez lata - najlepiej z jej nazwiskiem w tle.
Właściwie po tym pytaniu nastąpił pierwszy moment gdy Aquila faktycznie pomyślała do czego ona sama użyłaby tych wód, ale do głowy nie przychodziło jej nic oprócz najskrytszego pragnienia potęgi dla własnego imienia. Ostatnio zastanawiała się jak daleko mogłaby się posunąć by na zawsze została zapamiętana. Zamoczenie lub nawet wypicie wód fontanny nie stanowiłoby dla niej najmniejszego problemu, tak długo jak osiągnęłaby upragniony cel.
- Forsythio, we Francji poznałam wielu uroczych lordów. Na przykład lord Malecrit, potomek tego Malecrita, który napisał sztukę "Biada mi, transmutowałem swoje stopy"! Co prawda jest wdowcem, ale może...? Albo Thibaud Vallée! To gracz quidditcha reprezentacji narodowej Francji. Trochę wyrośnięty byk, przyznam, że niezbyt inteligentny... Ale z dobrym pochodzeniem! - do głowy przyszło jej jeszcze paru mężczyzn, ale po głębszym zastanowieniu się... czy któryś z nich rzeczywiście pasował do Forsythii Crabbe? - Krokodyla? Forsythio, czy zaczęłaś warzyć eliksiry? Serce krokodyla nie jest tak trudno dostępne... - dopiero po chwili zrozumiała kolejny żart kuzynki.
Forsythia potrzebowała jednego dobrego rzutu i całkowicie wygrała partię pokera na jaką dziewczyny umówiły się. Lady Black jedynie wypuściła powietrze i popchnęła w stronę kuzynki dwa galeony które wcześniej położyła na stole. Przez cały ten czas niemal nie ruszyła swojego drinka, zbyt skupiona na rozmowie i grze, ale teraz... gdy już przegrała... pociągnęła duszkiem niemal całą szklankę co poskutkowało lekkim zakręceniem się w głowie.
- Niech Ci służą, może następnym razem wygram od Ciebie cztery...
Czemu każde spotkanie z Forsythią było kompletnie oryginalne? Aura którą roztaczała panna Crabbe zmieniała się przez lata, zwłaszcza przy okazji ostatnich wydarzeń jakie miały miejsce w jej życiu. Ciekawe czy była szczęśliwa...
- Forsythio... Powiedz mi jak się czujesz, tylko tak naprawdę - spróbowała wpatrując się w oczy kuzynki.
Nieważne jak często wywracały na siebie oczami i jak często wypominała jej te paskudne ślimaki które Crabbe wrzuciła na jej nogi w szkole, były rodziną, nawet jeśli nie o jednym nazwisku. Wskazując palcem na szklankę zamówiła to samo od kelnerki.

[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]04.11.20 16:36
Uniosła pytająco brew, nie do końca wierząc w czysto naukowe pobudki kuzynki, lecz nie drążyła tego tematu dalej. Przynajmniej nie w tej chwili. – Skoro tak twierdzisz… - mruknęła pod nosem, spijając kolejny łyk porzeczkowego rumu, a potem oddała się przysłuchiwaniu opowieści o kandydatach. Pierwszy z nich brzmiał nawet ciekawie, w końcu był artystą, a to do nich panna Crabbe miała niebywałą słabość. Do tych wrażliwych i inteligentnych dusz, spoglądających na świat zupełnie inaczej. – Wdowcem? – wtrąciła, krzywiąc się. Fakt istnienia poprzedniej miłości ani trochę nie cieszył Forsythii, bo z góry założyła, że taki szlachcic już nie pokocha innej tak mocno, jak poprzedniczkę. Chyba że małżeństwo było aranżowane… a co jeśli sam pozbawił się żony? Może miał tajemnice, których nie chciał wyjawić? Uśmiechnęła się kącikiem ust, na myśl o takich zawiłościach rodem z dramatu obyczajowego. Jednak nie chciałaby poślubić kogoś takiego, owszem mogła śledzić poczynania, lecz branie w nich czynnego udziału, ani trochę jej nie ciekawiło.
Drugiego kandydata nie kojarzyła, zresztą quidditchem nigdy się nadto nie interesowała – sport jak każdy inny, istniały piękniejsze formy aktywności. Chociażby łyżwiarstwo, które sama Forsythia całkiem lubiła. – O nie, nie. Doskonale wiesz, że celuję w odwrotne cechy. Nie lubię, gdy mężczyźni górują wzrostem… i to jeszcze tacy mało rozgarnięci - weszła ponownie w słowo kuzynki, wzdychając przeciągle, jak gdyby faktycznie rozważała propozycje lady Black. – Poproszę kolejnych – stwierdziła butnie, może odrobinę już prześmiewczo. Niemniej jednak ciekawiło ją, co - a raczej kogo - jeszcze Aquila miała w zanadrzu.
Natomiast pomysł z eliksirami wydał jej się całkiem zabawny, tym bardziej że posiadała niebywały talent do psucia przepisów i tworzenia wybuchowych mieszanek, które niejednokrotnie niszczyły kociołki, pomieszczenia, ubrania i fryzury… Nie musiała jednak odpowiadać na ten pomysł, bo zoczyła, że lady Black w końcu dostrzegła kryjący się za tym żart. Niemniej jednak… krokodyl jako prezent zaręczynowy byłby czymś ciekawym – oryginalnym! Mogłoby się nawet obyć bez pierścionka, bo tych miała na pęczki, a i tak nosiła je jedynie z przymusu. Spojrzała wówczas na swą dłoń, którą zdobił srebrny sygnet z lapisem lazuli. Dosyć ciężka biżuteria jak na kobietę, lecz pannie Crabbe było z nim do twarzy, szczególnie jako urzędniczce Ministerstwa.
- Jak się czuję? – zapytała w eter. – Nie wiem, czy to dobre miejsce na szczerą odpowiedź – stwierdziła, rozglądając się po lokalu, a potem zatrzymała wzrok na kuzynce. – Wiesz… mam całkiem dobrze zaopatrzony barek w domu, chciałabyś z niego skorzystać? – zapytała, delikatnie się uśmiechając i sugerując zaproszenie. Forsythia lubiła gościć u siebie innych, nie miała czego się wstydzić, wszak flamandzki styl kamienicy był jedyny w swoim rodzaju, pośród londyńskiej codzienności. Odmienny wręcz, schludny, może odrobinę ascetyczny w umeblowaniu, lecz nadrabiał to dodatkami na ścianach, mozaikami czy pięknymi arrasami. Natomiast sam barek również był niczego sobie – jeden w salonie, jeden w szafce w pokoju, a w piwnicy leżakowały nadobne zapasy gromadzone przez różnych członków rodziny, czekające tylko na dwie młode panny, które zechciałyby się nimi uraczyć.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]04.11.20 23:57
Forsythia i te jej wymysły. Aquila jedynie przewróciła oczami wybuchając śmiechem. Może i w tym śmiechu było wręcz coś rozpaczliwego, związanego z niemocą sprowadzenia kuzynki na właściwe tory. Dziewczyna doskonale pamiętała jej wybory gdy były jeszcze w Hogwarcie. Był nawet jeden chłopak o bardzo wątpliwym pochodzeniu, chociaż Black nie do końca pamiętała co właściwie się z nim stało. Wolała unikać tego niepewnego typu ludzi, a już zwłaszcza gdy przywdziewali czerwone krawaty, za to Forsythia... Cóż. Wręcz do nich lgnęła.
- Kuzynko, mam wrażenie, że nie bierzesz tej sprawy na poważnie, a ja nie mam ochoty bawić się z Tobą w kuguchara i szczura - założyła ręce z obrażoną miną. - Opamiętaj się w porę. Nasi synowie mają być przyjaciółmi, pamiętasz jeszcze? - czy wszystkie rozmowy na błoniach o przyszłości i planach tak po prostu uciekły?
Kapela zaczęła grać śnięte kawałki które miały zachęcić zebranych czarodziejów do powolnych tańców. Cóż, na co dzień preferowała nieco odmienną muzykę, chociaż musiała przyznać, że "Pod Ziemią" miało swój urokliwy klimat. Może gdyby była kimś innym sama oddałaby się romansom na parkiecie dla czystej rozrywki, jednak Aquila Black była przede wszystkim damą, reprezentantką swojego rodu. Znała powierzone sobie cele i zadania, a z szacunku do ojca i nestora nigdy nie pozwoliłaby sobie na takie wybryki.
Na słowa kuzynki zmrużyła oczy. "Całkiem dobrze zaopatrzony barek" z pewnością brzmiał jak zachęta, jednak umówione spotkanie na jutrzejszy dzień, i to w południe, sprawiało, że nie mogła sobie pozwolić na za dużo. Musiała zachować trzeźwość umysłu, pełną kontrolę nad sytuacją.
- Może ewentualnie na jednego drinka... Robi się późno, a jutro muszę załatwić kilka spraw na Pokątnej - zawahała się. - TYLKO jednego, Forsythio Crabbe. Pamiętaj o tym.
Ile to już razy w towarzystwie kuzynki nie skończyło się na jednym drinku? Potrafiły przesiedzieć całą noc rozmawiając i śmiejąc się głośno, tak jakby nie liczyło się nic. Dziewczęta wstały od stołu i wyruszyły w stronę drzwi mijając gentlemana który pokłonił się nisko ściągając z głowy szary melonik.

przechodzimy tu
zt x2



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]08.11.20 21:40
| przychodzimy stąd


Panna Frey w towarzystwie nowo poznanego czarodzieja przekroczyła próg baru. Pod ziemią nie było miejscem, które odwiedzałaby często. Zwykle odwiedzała bary oferujące muzykę na żywo w których przyszło jej występować, najczęściej swoje kroki kierując do Piwnicznego Klubu Jazzowego którego właściciel był wyjątkowo sympatycznym czarodziejem. Wybranie bliższego lokalu wydawało się jej posunięciem bardziej rozsądnym, zwłaszcza gdy jej towarzysz wydawał się być wyrwany z obecnych realiów... Przynajmniej w jej, jakże skromnej ocenie.
Ciemne spojrzenie przesunęło się po pomieszczeniu w poszukiwaniu miejsca, jakie mogliby zająć. Późna godzina sprawiała, że w lokalu znajdowało się więcej osób niż zwykle, większość z nich całkiem dobrze już wstawiona. I Emma miała zamiar dołączyć do nich w przyjemnym poczuciu otępienia zmysłów i ciepła, pozostawianego w gardle przez procenty.
Czarownica wybrała miejsce przy barze - na tyle blisko, aby przywołanie barmana nie było problemem, lecz na tyle daleko, aby nikogo nie korciło zaczepianie towarzyszącego jej podlotka. Wdzięcznie wsunęła się na barowe krzesło, zsuwając przy tym ze stóp wysokie obcasy. Szeroki uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy zauważyła znajomego barmana, z innego lokalu. Ciemnowłosa starała się ze wszelkimi barmanami trzymać jak najlepsze relacje - wiedzieli, co lać; wiedzieli jak kantować oraz wiedzieli, w jakich momentach reagować.
- Ty draniu! - Rzuciła w kierunku stojącego za barem mężczyzny, by wstać na krzesełku i zwyczajnie, bez większego skrępowania przechylić się przez bar, reszcie lokalu prezentując wypięte krągłości. Na policzku barmana pozostał czerwony ślad po szmince, zdobiącej usta dziewczyny. - Co tu robisz? - Spytała, wyraźnie zachwycona jego obecnością. Dobre drinki nie zrobią się w końcu same. Barman zadowolonym spojrzeniem omiótł postać panny Frey, zapewne zbyt długo zatrzymując się oczy na jej talii.
- Drugi etat. A Ty? - Dopiero teraz barman omiótł spojrzeniem Hectora, zdawał się jednak nie być zbyt zadowolonym z jego obecności. Czego z pewnością panna Frey nie zauważyła. Dziewczę wróciło na swoje miejsce, zakładając nogę na nogę, odsłaniając przez rozcięcie kawałek smagłego uda. Czerwone usta nie przestawały układać się w zadowolony uśmiech.
- Drink po pracy... No, ale do rzeczy, dla mnie... Doskonale wiesz, co chcę. - Rzuciła w kierunku barmana, posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie. Doskonale wiedział, jej gust w alkoholach był całkiem prosty i nie trudny do zapamiętania. - A Ty? Whisky? Rum? Czysta? Herbata? Mleko? - Spytała, ciemne spojrzenie kierując wprost na Hectora. I nie mogła powstrzymać się przed delikatną uszczypliwością.



I put a spell on you
Emma Frey
Zawód : Artystka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
But darlin the truth is
In darkness I’m ruthless
I wanna scream your name
Again and again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8908-emma-frey#265948 https://www.morsmordre.net/t8913-dali#266331 https://www.morsmordre.net/t8912-emma-frey#266330 https://www.morsmordre.net/f308-mayfair-avenue-69 https://www.morsmordre.net/t8915-skrytka-bankowa-nr-2099#266340 https://www.morsmordre.net/t8914-emma-frey#266336
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]09.11.20 3:33
Puchonka? Trochę go zaskoczyła, nie zamierzał jednak długo nad tym rozmyślać - mówiła coraz więcej, sprzedawała ciekawsze i bardziej pasjonujące informacje. Przynajmniej w ten sposób postrzegał je Hector - o ile często miał okazję do rozmów z artystami różnej maści, o tyle jeszcze nigdy nie spotkał artysty tak ciekawego i wolnego jak Emma! Właśnie ta swoboda go tak bardzo zastanawiała. Czy mogła czuć się swobodnie w pełnym niebezpieczeństw Londynie?
I może dlatego - przez ciekawość -  tak szybko zapomniał o Pallas Manor - o ewentualnym niebezpieczeństwie, o tym że wciąż mogła go zabić, szczególnie dlatego że wystawił się jej jak na tacy, że przedstawił się prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Wiedział, że słowa dziewczyny mógł interpretować na nieskończenie wiele sposobów, z oczu zaś zdecydowanie nie dałby rady wyczytać jej prawdziwych intencji. Czy zamierzał jej jednak zaufać? Tak. Nie miał zresztą większego wyboru - była jego ostatnią nadzieją, wydawała się zresztą wystarczająco miła, żeby poczuł się choć trochę swobodnie.
Dlatego posłusznie za nią podążał, zatrzymując się dopiero w momencie gdy pojawili się przed wejściem do wybranego przez nią baru. Tutaj nadeszła pierwsza chwila zawahania - czy powinien? W tym pomieszczeniu nie miał szans na uniknięcie kontaktu z czarodziejami nieczystej krwi. Kto zresztą wie co na niego czekało? Czy powinien nadwyrężać zaufanie ojca? Cóż, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Raz, dwa, trzy.
Początkowo przeżył szok. "Pod ziemią" zdecydowanie różniło się od bankietów na jakich miał okazję bywać - ludzie nie byli ubrani wystarczająco elegancko, miejscu brakowało klasy a jedną z niewielu dekoracji okazały się... klatki z nietoperzami? Zapowiadało się specyficznie!  Poprawił niepotrzebnie szatę i powoli ruszył za Emmą, zajmując miejsce przy barze i obserwując jak nachyla się do barmana? Nie powstrzymał się też od krótkiego spojrzenia w te szczególne miejsce - był tylko nastolatkiem, zresztą - ciężko było nie zwrócić na nie uwagi!
Oprócz tego zauważył także, że Emma Warbeck - choć poruszała się z gracją - zdecydowanie łamała wszelkie zasady etykiety! Ale czy i on dzisiaj wszystkich nie złamał? Złamał! I teraz siedział w tym... lokalu, spojrzeniem przez chwilę omiatając całe pomieszczenie, później zaś wracając nim do barmana i rozweselonej Emmy.
— Wystarczy rum. — odpowiedział trochę cicho, bo wciąż był trochę przytłoczony panującą atmosferą. Czuł się kompletnie nieswojo, a uszczypliwe komentarze Emmy jedynie sytuację pogarszały! Co więc miał zrobić? Procenty powinny pomóc się rozluźnić - obiecał sobie jednak, że nie wypije zbyt dużo. Coś mu się wydawało, że Warbeck - jako stała bywalczyni barów wszelkiej maści, pewnie weteranka - mogłaby go łatwo ośmieszyć. Kiedy - o ile - barman odszedł (założył, że zapłacą na końcu), odchrząknął i zwrócił się do towarzyszki. — Zakładam, że jesteś tutaj częstym gościem. Co do przystojnego lorda, cóż, przed ewentualnym mariażem chyba musielibyśmy porozmawiać z twoim... przyjacielem? — rzucił, wskazując na barmana, z którym przed chwilą tak otwarcie się witała. — Może fanem? Masz wielu fanów? Wygląda na to, że jesteś tu dość rozpoznawalna. — stwierdził, tym razem spojrzeniem omiatając pijanych mężczyzn, którzy uważnie obserwowali Emmę. Patrzyli na nią jak na ukochaną śpiewaczkę, wymarzoną kobietę? Pewnie jedno z drugim.
Gość
Anonymous
Gość
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]09.11.20 14:15
Ciężko było przestrzegać jakiejkolwiek etykiety, jeśli nie miało się o niej najmniejszego pojęcia. Emma darzyła szacunkiem starszych członków rodziny bądź społeczeństwa - zasada, cholernie mocno wpojona przez ojca oraz jego rodzinę. Po za tym… Cóż, kierowała się własnym, mocno zniekształconym poczuciem resztek moralności. Nie raz przekraczała wyznaczane granice. I nie uważała tego za coś złego, w końcu… Sztuka nie znała granic. A ona uważała się za uosobienie sztuki. Specyficznej, bezwstydnej, nie dającej się złamać bądź uwięzić.
W przyjaznych powitaniach nie widziała nic złego, zwłaszcza z tymi, z którymi bliskie znajomości przynosiły korzyści w jej, jakże specyficznym zawodzie.
Panna Frey uniosła z zaciekawieniem brew ku górze, gdy ten uraczył ich odpowiedzią.
- Podwójnie, słonko. -  Rzuciła do barmana, posyłając mu perskie oczko. Zamawianie pojedynczych drinków mijało się z sensem, przynajmniej w jej pojęciu. Barman nie będzie musiał tyle razy chodzić, a i Ems szybko się nie znudzi… I gdzieś w środku kusiło ją, aby upodlić młodego lorda. Jak nikt inny na tym świecie nie potrafi.
- Nie, nie jestem. - Odpowiedziała, wzruszając delikatnie chudymi ramionami. W zasadzie bar przypominał każdy inny bar, w jakim nie raz przyszło jej występować. Otoczenie niemal naturalne i jakże często odwiedzane bądź zwyczajnie obserwowane. - On? - Rozbawienie błysnęło w czarnych oczach, a Ems parsknęła śmiechem, jakby usłyszała co najmniej dobry żart. - Pracuje w klubie, w którym najczęściej śpiewam. A najlepsze co można zrobić, to mieć dobre relacje z barmanem. - Wyjaśniła, delikatnie oblizując czerwone usta. Zbyt często spotykała się z chamskimi gośćmi barów, by nie doceniać wagi obsługi, darzącej jej sympatią.
- Raczej niewielu. Występuję dopiero od kilku lat, w różnych miejscach, raczej niszowych, a oni… - Panna Frey, jak gdyby nigdy nic ułożyła dłoń na kolanie chłopaka, by ostrożnie nachylić się w jego kierunku. Zapewne po raz kolejny przełamywała społeczne bariery, zupełnie nic sobie z tego nie robiąc. Czarne spojrzenie błysnęło rozbawieniem, a Ems przysunęła usta do ucha chłopaczka. - Nie wydaje mi się, żeby chodziło im o mój głos. - Mruknęła konspiracyjnym szeptem, owiewając jego skórę ciepłym oddechem. Po za barmanem nie znała tu nikogo, sądząc jednak po godzinie, barowe towarzystwo miało już trochę w czubie. A lepkie spojrzenia pijanych czarodziejów obserwowała aż nazbyt często… Zwłaszcza, gdy po za nią niewiele innych kobiet znajdowało się w lokalu. Z pewnością mogłaby czuć się niczym owieczka pośród wilków. Barman przyniósł drinki, czarownica odsunęła się, nie zabrała jednak swojej dłoni, nadal spoczywającej na męskim kolanie.
- No, to za spotkanie! - Rzuciła toastem, po czym przysunęła szkło do ust, by wlać w siebie połowę drinka na raz. I dla tych, którzy lepiej ją znali nie było to żadnym, imponującym wyczynem. Emma odstawiła szklankę na blat, czerwone usta na chwilę wykrzywiły się, a gardło przyjemnie zapiekło procentami.
- Robisz coś po za wylegiwaniem się na złotych kanapach i bajerowaniem szlachcianek? - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brwi. Nie znała się na arystokratycznej codzienności, a jedyny lord którego znała był tak ekscentryczny, że aż nie pasował do reszty obrazka.



I put a spell on you
Emma Frey
Zawód : Artystka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
But darlin the truth is
In darkness I’m ruthless
I wanna scream your name
Again and again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8908-emma-frey#265948 https://www.morsmordre.net/t8913-dali#266331 https://www.morsmordre.net/t8912-emma-frey#266330 https://www.morsmordre.net/f308-mayfair-avenue-69 https://www.morsmordre.net/t8915-skrytka-bankowa-nr-2099#266340 https://www.morsmordre.net/t8914-emma-frey#266336
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]10.11.20 2:27
Podwójnie, słonko? Uniósł brew, ale nic nie powiedział. Idąc tutaj liczył na jednego drinka i późniejszą pomoc w powrocie na pozornie bezpieczną Ulicę Pokątną. Emma Warbeck chyba miała nieco inne plany - może zamiast drinka czy dwóch zamierzała wypić z nim wiele więcej? Tak trochę podejrzewał. Postanowił jednak na razie to zignorować i spróbować wyluzować - to zresztą jedyna sensowna opcja. I chociaż poczucie humoru panny Warbeck powinno mu w tym wyluzowaniu się pomóc, to na razie jedynie wprawiało w zakłopotanie! Uznał jednak, że lepiej być zakłopotanym niż znudzonym. Zawsze trzeba szukać plusów. Wychodząc z Pallas Manor obiecał sobie, że spróbuje miło spędzić czas, a chyba właśnie w ten sposób mógł go miło spożytkować? W końcu Emma, która wydawała się idealnym przykładem pozbawionego szlachectwa mieszkańca magicznego Londynu, musiała się na tej zabawie znać! On zaś powinien z tego towarzystwa korzystać, czyż nie? Być może była to pierwsza i jedyna okazja na poznanie życia toczącego się poza bezpiecznymi murami rezydencji - życia, którym zawsze się interesował, a którego nigdy nie było mu dane skosztować.
— Cóż, wygląda na to, że jesteś w swoim żywiole. Zapamiętam tę radę, może kiedyś uda mi się zaprzyjaźnić z barmanem. — odpowiedział wreszcie i pokiwał głową. Oczywiście, że znała się na rzeczy, przecież właśnie w tego typu barach występowała!
Musiał przyznać przed samym sobą, że odrobinę (odrobinę mocno!) go onieśmiała! Kolejna różnica między Hectorem a resztą arystokracji - zazwyczaj to przedstawiciele wyższych sfer wprawiali w onieśmielenie, nie na odwrót. Czy było jednak możliwym zawstydzić Emmę Warbeck? Szczerze w to wątpił. Wydawała się zbyt pewna siebie, zbyt wolna i niezależna - pozbawiona granic.
Wyzwolona, wolna i pozbawiona granic! Słowa klucz! Nie mógł tej dłoni nie zauważyć, ona zaś nie mogła nie zauważyć jak nagle zrobił się dziwnie sztywny, prostując się trochę nienaturalnie, ale zachowując - z trudem, bo z trudem - kontakt wzrokowy. Zdążył jeszcze zauważyć pełen rozbawienia wzrok, a potem już czuł jej usta przy uchu. Damy na bankietach zdecydowanie się tak nie zachowywały, zdecydowanie! Wysłuchał jej słów, rozszerzył z ich powodu oczka i zszokowany wlepił wzrok w podniszczony blat.
I chociaż Emma mogłaby czuć się w barze jak owieczka pośród wilków, to w tamtym momencie jedyną owieczką był Hector, teraz zupełnie ogłupiały, zdezorientowany i chyba trochę zawstydzony, co też mogła zauważyć po delikatnie zaróżowionych uszach. Nie zabrała dłoni! I co miał zrobić? Czuł się dziwnie - dziwnie miło i po prostu dziwnie.
Z odsieczą przyszedł - o zgrozo - barman, którego niespodziewanie zaczął darzyć sympatią. Od razu obiecał sobie, że nagrodzi go większym napiwkiem.
— Tak, za spotkanie. — wzniósł z nią toast i upił trochę rumu. Nie pił go po raz pierwszy w życiu i chociaż smak i zapach okazały się znajome, to mimo wszystko nie potrafił się delikatnie nie skrzywić. A kiedy odstawił drinka na blat ze zdziwieniem zauważył, że Emma pozbyła się już połowy. — Merlinie, chyba rzeczywiście jesteś wprawioną zawodniczką. Mam nadzieję, że zaraz nie skończysz jak oni? — omiótł wzrokiem zachowujących się jak dzikusy mężczyzn.
Na wzmiankę o arystokratycznych zwyczajach parsknął śmiechem, upił - chyba chcąc jej dorównać - jeszcze trochę rumu i nagle humor zaczął się poprawiać!
— Och, wszyscy jesteśmy bardzo produktywni. — miał na myśli arystokratów. Upił kolejną dawkę rumu i kontynuował. — Każdego wieczora zasiadamy do uroczystej kolacji, w trakcie zabijamy upolowaną wcześniej dziewicę i wspólnie kąpiemy się w jej krwi. To dlatego wyglądam tak młodo. Cały sekret. — mrugnął. — Ale masz trochę racji. Bez Hogwartu odrobinę się nudzę, między innymi dlatego w ogóle tutaj jestem. Czasem zdarzy mi się coś narysować czy zbudować, ale to nic wielkiego. — nawet nie pamiętał kiedy ostatnio miał czas na zaspokojenie wiedzy na temat wszelakiej sztuki! To znaczy czas miał, nie miał jednak chęci... Tak się rozleniwił. — Chciałem też wrócić do treningów Quidditch'a, ale teraz, gdy już się nie uczę, ojciec uważa to za stratę czasu. Wystarczy więc jazda konna. — prawdę mówiąc to trochę mu tego Quidditch'a brakowało, nie wiedział tylko czy przez przyzwyczajenie czy pasję. No i to pozwalało mu na utrzymanie takiej a nie innej formy!
Nagle zdał sobie sprawę jak nudno i dziwnie musiały brzmieć wszystkie te zainteresowania, więc odchrząknął i wpatrzył się w jej ciemne oczy.
— A ty? Też kąpiesz się w krwi dziewic? To pewnie dlatego nasi kulturalni goście ślinią się na twój widok. — rzucił i wyszczerzył ząbki. Mężczyźni ich pokroju patrzyliby w ten sposób nawet na najbrzydszą czarownicę w Londynie, ale może miał być to - przynajmniej w jego mniemaniu - pewien komplement?
Upił więcej rumu, przebiegł spojrzeniem od oczu do szkarłatnych ust, teraz pewnie lekko startych i ponownie zabrał głos. — Co robisz w wolnym czasie? Pewnie czasem masz dość śpiewania, na pewno masz jakieś inne zajęcia. — dodał i rozsiadł się nieco wygodniej na krześle. Prezentował się coraz gorzej! Och, jakby tatuś się dowiedział.
Gość
Anonymous
Gość
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]10.11.20 19:42
Zabawnym było obserwowanie jaśnie lorda w otoczeniu, jakże dla niego nienaturalnym. Takie bary z pewnością nijak miały się do wielkich, zapewne cholernie nudnych, bankietów wystawianych przez arystokrację. Sama Ems mogła jedynie wyobrażać sobie, jak to bywał w wyższych sferach. I mimo czystej krwi matki jaka płynęła w jej żyłach, wymieszanie jej z mugolską krwią ojca, w dodatku pochodzącego z narodu, którym gardzono najmocniej sprawiała, że pannie Frey przyszło przywyknąć do swego rodzaju marginesu. Wpierw odrzucani w mugolskim świecie, później odtrącana przez magiczny świat z powodu kroczących za nią demonów… Historia Emmy z pewnością nie należała do tych dostatnich bądź szczęśliwych.
Onieśmielenie panny Frey z pewnością nie było zadaniem łatwym, gdyż już dawno temu dziewczyna wyzbyła się wszelkiego wstydu. Przez wiele lat trzymał ją w klatce i dopiero pozbawienie się go pozwoliło jej jako - tako nabrać odrobinę większego oddechu.
Rozbawienie pojawiło się na twarzy ciemnowłosej, gdy zauważyła zaskoczenie wymalowane na buzi młodego lorda. Emma Frey piła niczym facet, mimo iż nie posiadała bardzo mocnej głowy. Miesiące depresji robiły jednak swoje, pozwalając jej nabyć swego rodzaju przyzwyczajenia do procentów.
- Spokojnie, nie będzie mnie trzeba nigdzie odnosić… A Ty? Skończysz tak jak oni? A może mnie czymś zaskoczysz? - Wyrzuciła z siebie kolejne pytania, uważnie wodząc ciemnym spojrzeniem po buzi arystokraty. Ostatni raz przejechała palcami po jego kolanie, by zabrać swoją dłoń. A gdy chłopak zaczął swoją opowieść, ciemnowłosa dziewczyna oparła łokieć o blat baru, by oprzeć ciemną czuprynę na swojej dłoni.
- Wspólne kolacje, wspólne kąpiele w dziewiczej krwi… Jeszcze mi powiedz, że po tym wszystkim urządzacie wesołą, wspólną orgię… - Mruknęła z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Nie sądziła, aby ktokolwiek, gdziekolwiek był na tyle obrzydliwy, żeby kąpać się w czyjejś krwi. I nie miała pojęcia, że szlacheckie damy faktycznie uskuteczniały podobne zabiegi kosmetyczne.
Dziewczyna zmrużyła oczy, uważnie przyglądając się chłopaczkowi gdy odkrywał kolejne karty. Dziwne podejście, lecz przynajmniej musiała przyznać, że barwa jego głosu idealnie pasowała do tego, co jej powiedział.
- Nudziłeś się, więc uznałeś, że błądzenie po londyńskich zaułkach po zmroku jest dobrym pomysłem? I tak po prostu Cię wypuścili bez obstawy? - Spytała, unosząc brew ku górze. Nie znała się na szlacheckich obyczajach, jednak w obecnej sytuacji i zwykłym czarodziejom z pewnością wydałoby się to podejrzane. Szalał dziwny konflikt, kto wie, może szlachta była pod jakąś specjalną protekcją? Nie wiedziała, jeśli jednak było to prawdą, ta znajomość z pewnością będzie warta podtrzymania.
- Co rysujesz? Jaką techniką? I co budujesz? - Panna Frey wyraźnie ożywiła się na wspomnienie o jakiejkolwiek sztuce. od zawsze uwielbiała wdawać się w artystyczne dyskusje, zwłaszcza jeśli były połączone z wymianą i analizą dzieł drugiej osoby.
- Zwykłe konie czy konie magiczne? Dobrze jeździsz? - Ach, Emma doskonal pamiętała dwie kare śliczności, jakie należały do jej ojca. Uwielbiała spędzać czas w ich towarzystwie, nigdy jednak nie miała okazji nauczyć się jeździć. Ojciec zmarł nim była na tyle duża, aby móc spokojnie utrzymać się w siodle. Słodko-gorzkie wspomnienia najpiękniejszych lat jej życia.
Panna Frey uniosła szklankę do ust. Nie opróżniła jej jednak do końca, zamiast tego biorąc dwa, duże łyki. Jej towarzysz odstawał w tempie picia łaskawie więc postanowiła odrobinę na niego poczekać. Delikatny, leniwy uśmiech pojawił się na jej twarzy, a Ems poprawiła się delikatnie na swoim siedzeniu, niby przypadkiem zahaczając bosą stopą o łydkę mężczyzny.
- Och… Uważasz, że można ślinić się na mój widok? - Odbiła pałeczkę, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Czyżby obdarzył ją dziwnym komplementem? - Uważam, że z dziewicami da się robić znacznie ciekawsze rzeczy, niż kąpiel w ich krwi. - Stwierdziła, delikatnie wzruszając ramionami. Fakt, iż zapewne na taką kąpiel byłoby ją stać jedynie, gdyby własnoręcznie poderżnęła jakiejś gardło wolała przemilczeć. Nie przepadała za przemocą, przynajmniej w momentach takich jak ten, gdy alkohol był nieopodal, przyjemnie rozleniwiając swoim działaniem.
- Fotografuję. To niszowa sztuka, moim jednak zdaniem całkiem interesująca. Od paru tygodni chodzę na lekcje malarstwa, gdyż ciotka namówiła mnie, aby do niego wrócić. Błądzę po galeriach bądź pracowniach znajomych, upijam się z nimi winem, by wdać się w artystyczne dyskusje. Czasem karmię koty mojej sąsiadki… I próbuję nie utonąć. - Odpowiedziała, na chwilę uciekając wzrokiem. I jej codzienność wydawała się całkiem zwyczajna, choć przepełniona jakże kolorową oraz cudowną sztuką. Wiedziała jednak, że nie każdy jest w stanie to zrozumieć.



I put a spell on you
Emma Frey
Zawód : Artystka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
But darlin the truth is
In darkness I’m ruthless
I wanna scream your name
Again and again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8908-emma-frey#265948 https://www.morsmordre.net/t8913-dali#266331 https://www.morsmordre.net/t8912-emma-frey#266330 https://www.morsmordre.net/f308-mayfair-avenue-69 https://www.morsmordre.net/t8915-skrytka-bankowa-nr-2099#266340 https://www.morsmordre.net/t8914-emma-frey#266336
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]16.11.20 13:23
Wzmiankę o zaskakiwaniu skwitował krótkim uśmiechem. Owszem, mógł ją zaskoczyć, ale chyba tylko jedynie słabą głową, która zresztą zawsze była jego małym przekleństwem. Może powinien częściej wpadać na Emmę, pozwalać się rozpijać w przybocznych barach, a co za tym idzie - wzmacniając tolerancję na alkohol? Przydać to się mogło nawet na arystokratycznych bankietach, gdzie głupio byłoby zrobić się czerwonym od lampki wina.
— Nie, orgii już nie urządzamy. Ale wy może tak? — wyszczerzył ząbki i po raz kolejny omiótł wzrokiem lokalne towarzystwo. Żartował, ale kto wie do czego cała ta gromada była zdolna? Przecież zachowywali się jak zwierzęta! Och, gdyby tylko wiedział o najdziwniejszych zachowaniach innych arystokratów! Hectorowi również nie przyszło do głowy, że ktoś może kąpać się w krwi dziewic! A to z pewnością nie najgorsze na co szlachtę było stać.
Na kolejne pytanie zwęził nieznacznie usta, dopił trunek i dopiero wtedy zabrał głos, trochę zmieszany, bo znowu przypomniał sobie, że kochany tatuś nie mógł dowiedzieć się o jego zniknięciu! Pewnie i tak nie zauważył jego obecności, ale w główce Hectora sprawa miała się inaczej.
— Nie wiedziałem, że tak łatwo się tu zgubić. Planowałem tylko obejść Pokątną, nic więcej... tam chyba nie ma zbirów, hm? — odparł, a w głosie mogła wyczuć dziwną nadzieję wymieszaną z niepewnością. Bo był pewien, że mimo całej tragicznej sytuacji na pewno nikt nie mógł mu zagrozić! Przecież ojciec by się o wszystkim dowiedział, czyż nie? Cóż, Hector zawsze był trochę nawiny: opuszczając rodową rezydencję nie przypuszczał, że ktoś mógłby go zaatakować. Uświadomiła go o tym dopiero Emma!
Na szczęście alkohol i jej luźne podejście pozwoliło mu o Pallas Manor szybko zapomnieć, co za tym idzie - skupić się na o wiele ciekawszych tematach! Albo na ciekawszych widokach, bo o ile przed chwilą myślami błądził w grubych murach bezpieczengo budynku, o tyle teraz wpatrywał się jedynie w hipnotyzujące ciemne oczy towarzyszki.
— Powiedzmy, że nie narysowałbym twojego portretu, ale przy odrobinie szczęścia stworzę plan ładnego dworku! Więc kiedy już nauczę się co i jak, zgłoś się. — posłał jej uśmiech i wypił trochę z drugiej szklanki. — Na zwykłych. Chyba dobrze, ale najlepiej będzie jak sama się przekonasz. — wspólna jazda konna zawsze była mile widziana, zawsze!
Kolejny łyk, tym razem wraz z Emmą Warbeck, i kolejny niewinny gest. Dopiero teraz zauważył, że do tej pory nie założyła butów i chociaż trochę za długo zawiesił wzrok na jej nagiej stopie, to szybko wrócił do oczu.
— Wydaje mi się, że dobrze zdajesz sobie z tego sprawę. — odparł i wysłuchał jej kolejnych słów. Na wzmiankę o dziewicach rozbłysły mu oczy, ale na szczęście szybko przeniosła temat na... fotografię? Cóż, sztuka rzeczywiście - przynajmniej w jego odczuciu - trochę niszowa, ale zawsze sztuka. A sama Emma Warbeck okazała się jeszcze ciekawsza niż przedtem.
— Śpiewasz, malujesz, fotografujesz... — wyliczył. — Masz tak wiele talentów, że naprawdę odnalazłabyś się na salonach. Ale to chyba rodzinne? No wiesz, u Warbecków. — stwierdził, podejrzewał bowiem że jest spokrewniona z Celestyną.
— Co lubisz uwieczniać? Jakich zdjęć robisz najwięcej? Co cię inspiruje? Na przykład dziewice? Skoro jest coś ciekawszego niż kąpiel w ich krwi... — wyszczerzył ząbki, dopił trunek do końca i wpatrzył się w pustą szklankę, teraz już kompletnie czerwony i rozluźniony. A widać to było nie tylko w jego oczach, ale także postawie! No i Hector - gdyby tylko trzeźwy posłuchał swoich głupotek - strasznie by się załamał. — A może sama się inspirujesz? Bo mnie na przykład inspirujesz. — przyznał przypatrując się jej uważnie. Emma Warbeck naprawdę go urzekła: jej liczba zainteresowań, te specyficzne podejście do życia, zarażająca energia!
Gość
Anonymous
Gość

Strona 6 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

"Pod ziemią"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach