Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Cmentarz dla magicznych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz dla magicznych - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime14.02.19 0:05

First topic message reminder :

Cmentarz dla magicznych

Założony około roku 1930 przez czarodziejów i czarownice chcących ułożyć swoich zmarłych krewnych w ustronnym, bezpiecznym miejscu, które jednak wciąż mogło znajdować się w pobliżu centrum miasta. Postanowiono zagospodarować odseparowane tyły parku i wykorzystać je na swój użytek. Pierwszy nagrobek został postawiony 14 czerwca 1932r. - upamiętnił żywot Margaret Blicks, słynnej powieściopisarki - a jej rodzina rozpoczęła tradycję zaklinania rzeźb tak, by te dbały o groby swoich właścicieli. W taki też sposób cmentarz zapełnił się ożywionymi posążkami skrzatów i nimf, przyozdobionymi skrzydłami elfami i cherubinami, magicznymi stworzeniami i drobnymi podobiznami przedstawicieli magicznej społeczności. Z roku na rok przybywa coraz więcej nagrobków, a co za tym idzie - coraz więcej kamiennych strażników.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Heath Macmillan
Heath Macmillan

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime24.07.19 20:22

Zbyt dobrze go oceniała. Akurat to, że nie przejmował się swoimi zadrapaniami było jedynie efektem tego, że był do nich przyzwyczajony. Chcąc grać w quidditcha i do tego jeszcze na pozycji obrońcy nie miał większego wyboru i musiał dzielnie znosić drobne urazy. Co to byłby za obrońca, który się boi uderzenia kaflem?
-No… pewnie to daleko… szkoda, że nie może mnie tak oddteleportować z powrotem. - westchnął ciężko co musiało wyjść dość komicznie.
-No! Tylko musiałabyś mieć jakieś grzeczne pieski. Bo jak wszystkie będą chciały pobiec w różnych kierunkach to się nie uda.- zauważył jeszcze i porzucił temat, bo Clementine zaczęła mu tłumaczyć zawiłości jazdy na łyżwach. -Czyli te całe łyżwy to tak jakby taniec tylko na łyżwach? - w sumie to chyba w miarę pojął istotę rzeczy, ale jeszcze do końca nie mógł sobie to wszystko wyobrazić. -Można na nich szybko jeździć? Albo się ścigać? - sam taniec i jemu pochodne nie wzbudzał zbyt wielkiego entuzjazmu w małym Macmillanie, ale wyścigi? To już było dużo ciekawsze.
-Naprawdę?- prawie podskoczył w miejscu z radości gdy Clementine mu powiedziała, że kiedyś może zabierze go na łyżwy. Co z tego, że znał ją dopiero od paru minut? Była fajna.
-Kim jest twoja mama?- kolejne pytanie. Clem pewnie już zauważyła, że Heath w ogóle zadawał całkiem sporo pytań. -Zupy są super! Moja ulubiona to pomidorowa, a twoja? - to chyba oznaczało, że chłopiec chętnie pójdzie z czarownicą do jej domu. -No nie wiem… a jak źle wypowiem nazwę i trafię jeszcze gdzie indziej? - zamrtwił się trochę. Od dawna nie używał już sieci fiuu, głównie przez działanie anomalii, ale dla takiego chłopca parę miesięcy to całkiem spory szmat czasu. -Może po prostu napiszemy sowę do mojego taty i poczekam na niego u Ciebie? - zaproponował rozwiązanie, z którego już parę razy korzystał gdy czkawka go wyrzuciła w jakieś nieznane miejsce. No chyba, że Clementine była zajęta i nie mógł u niej poczekać. To komplikowałoby nieco sprawy, ale może akurat wszystko się uda?


Powrót do góry Go down
Clementine Thorne
Clementine Thorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
'Of course you aren't scared of me. I'm not the wolf. You are!'
OPCM : 12
UROKI : 10
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Goodnight.

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime24.07.19 23:53

Malec naprawdę rozczulał. W takich momentach naprawdę żałowała, że nie ma dzieci. Gdyby tak ogarnąć małą Clementine uwielbiającą latać na miotle albo wyczyniać cuda na lodzie, mogłyby stworzyć dwu- lub trzyosobowy zespół! A przede wszystkim nikt nie rozumiałby jej jak jej córka. Dziewczyny zawsze powinny trzymać się razem, no nie?
Uśmiechnęła się pocieszająco i odruchowo wyciągnęła rękę, by potarmosić czuprynę chłopca. Zrobiła to kompletnie mimowolnie, z przyzwyczajenia. Kiedyś także krochmaliła tak czuprynę swojego młodszego brata, aż w końcu dorósł. Teraz już nie mogła tak robić, bo by go nie dosięgła.
Nie martw się, na pewno znajdziemy na to jakiś sposób. – odparła cała w skowronkach, jakby dopiero co nie martwiła się o to, jak z Heathem postąpić. Sytuacja nie była wcale taka zła, jak się wydawało!
Zachichotała wiewiórko na wzmiankę o psach. Tak, nie znała się na tresurze, ale faktycznie psy musiały ciągnąć sanki w jedną stronę, inaczej sanki nie ruszyłyby z miejsca. Co najwyżej uległy zniszczeniu jak miękki kocyk, o który w dzieciństwie pokłóciła się z rodzeństwem i który później omyłkowo skończył w strzępach.
Masz rację, kiedyś sobie takie sprawię. – odpowiedziała dość krótko, ale zgodnie z prawdą. Wszystkie psy były przecież takie kochane!
Na pytanie o łyżwy po prostu przytaknęła. Nie było sensu dłużej się nad tym rozwodzić. Takie wytłumaczenie powinno mu wystarczyć, przynajmniej na razie.
Tak, można na nich robić, co tylko ci się podoba. – dodała rozmarzona. – Nawet latać, jeśli postarasz się przy piruecie!
Przechyliła głowę w bok, uśmiechając się od ucha do ucha i pokazując śnieżnobiałe zęby z charakterystycznie wyrośniętymi kiełkami. Ten malec naprawdę był uroczy. Gdyby nie miał rodziny, chętnie by go zatrzymała!
Nie za bardzo wiedziała jak odpowiedzieć na to, kim jest jej mama. Postanowiła rzucić więc jedynie krótkie:
Dobrą kobietą i utalentowaną czarownicą. Tak sądzę.
Clementine miała do niej bezgraniczne zaufanie i tylko to się liczyło. Wracając do domu, czuła się dobrze, więc chyba jej rodzicielka nie należała do złych osób. Inaczej Clementine na pewno poczułaby się nieswojo, co nie?
Ja uwielbiam tę z czarnej polewki, jest bardzo smaczna!... wiem, bo młodsi kuzyni mieszkający na granicy z Polską mi ją zaserwowali. I nie wiem, czemu ciocia ich za to tak zganiła, skoro ta zupa smakowała obłędnie!
Zastanowiła się przez chwilę i no – Heath miał rację. Kominek czasem nawalał, lepiej było zawiadomić rodzinę chłopca. Może Heath miał braci albo kuzynów? Chętnie by się z nimi pobawiła, jeśli ojciec brzdąców by im na to pozwolił!
Taak, tak chyba będzie najlepiej. – potarła głowę zakłopotana. Czasami bywała kompletnie nierozsądna, chcąc jak najszybciej ruszać innym z pomocą. – Wskakuj, powiozę cię do mojego domu. Będzie szybciej.
Machnęła głową w kierunku sanek. Musiał tylko uważać oczywiście na pakunki, ale spokojnie – jeśli postawić je na przedzie to na pewno nic się nie potłucze.
Chodźmy! – pisnęła żwawo, zabierając się za ciągnięcie sanek.

[z/t, jeśli Heath pozwoli XD]




I'm hunger. I'm thirst.I can drink a river of blood and not burst. Show me your enemies.

Powrót do góry Go down
Heath Macmillan
Heath Macmillan

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime25.07.19 19:06

Skoro Clem kazała mu się nie martwić to miał zamiar jej posłuchać. To ona była dorosła i mądra w tym towarzystwie, więc na pewno wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Od tego przecież byli dorośli, prawda?  Heath nie uciekł przed dłonią Clementine gdy ta z rozpędu potarmosiła go po włosach. Tak w zasadzie to chłopiec całkiem lubił ten gest. Może dlatego tak bardzo nie lubił nosić czapki?
-Latać?- otworzył szeroko oczy. No bo latać na miotle czy na skrzydlatym koniku… to wiadomo. Podobno na dywanie też się dało latać z tego co kojarzy, ale o latających łyżwach nigdy nie słyszał. Może kiedyś faktycznie spróbuje? Będzie musiał faktycznie kiedyś poprosić tatę, żeby pozwolił mu wziąć lekcję łyżwiarstwa u Clem. Może w następną zimę by się udało. O ile oczywiście mały Heath do tej pory nie zapomni sobie o tym spotkaniu. Rok to strasznie dużo czasu dla takiego malucha jak on.
Szybko przeskakiwali z tematu na temat i zanim Heath zdążył zadać jakieś pytanie już rozmawiali o czymś innym. Dopiero zatrzymali się na moment przy temacie ulubionych zup i mały Macmillan chciał już dopytać o to czym jest ta cała czarna polewka o której nigdy nie słyszał, a podobno miała być smaczna, ale gdy tylko otworzył buzie i nabrał głębszego wdechu Clementine wskazała na sanki. Oczy mu rozbłysły, ostatnio nie miał okazji jeździć na sankach. Oczywiście dużo fajniej byłoby zjeżdżać w dół, ale bycie ciągniętym też było niezłe. Jak to mówią lepszy rydz niż nic. -Naprawdę? Będziesz ciągnąć sanki?- dopytywał prawie skacząc w miejscu, a potem szybko śmignął w kierunku rzeczonych sanek. Szybko poprzekładał pakunki tak żeby zrobić sobie na nich w miarę wygodne miejsce. Jakimś cudem nawet niczego nie potłukł i wtarabanił się na siedzisko. Przez moment jeszcze wiercił się w miejscu tak, żeby znaleźć jak najwygodniejszą pozycję, aż wreszcie zakomunkował - Jestem gotowy! - cieszył się z jazdy gdy czarownica go tak ciągnęła i od czasu do czasu zgarniał sobie śnieg rękawiczką robiąc dodatkowy ślad za sankami.

| zt x 2


Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f27-parszywy-pasazer https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime28.08.19 17:06


29 grudnia '56


Chłód bił od wyciosanych w gotyckim przepychu nagrobnych figur, świątobliwie niemych w wyuzdaniu ornamentów. Minął właśnie opływającą smutkiem nimfę, przepasaną szarfą goryczy i żałoby wykutej w marmurze na wieczność, gdy szeroka alejka przewęziła się, ostatecznie rozwidlając się. On, zgodnie z tym, co podpowiadała mu pamięć, skręcił w lewo, pozwalając zamknąć się nad sobą szponom karykaturalnie powykrzywianych, ogołoconych drzew, które utworzyły nad jego głową tunel, tylko połowicznie zaciemniając ścieżkę, gdyż przez prześwity napływała łuna wynurzającego się z otchłani nocy słońca.
Promienie skrzyły się na strukturze śniegu melancholijnie, sprzyjając otępieńczej zadumie. W gąszczu przysypanych białym puchem mogił odnalezienie niewyróżniającego się niczym niewielkiego obelisku wymagało sporych pokładów cierpliwości i wytrwałości, zważywszy na to, że burza nie odpuszczała, przytłaczając rzeczywistość ciężarem trudnych do wytrzymania warunków. Przywykł już do tego, że ostatnimi czasy trzeba było pozostawać w gotowości na zmierzenie się z każdą ewentualnością kaprysów anomalii, więc gdy bielmo zmiany rozlało się na gniewnym granacie burzowego nieba, poczuł się lekko zaskoczony, bez wątpienia pozytywnie.
Wysłużony płaszcz, przesiąknięty zapachem deszczu, utrzymywał się na lekko drżących z zimna ramionach, wisząc smętnie - materiał skostniały na zimnym wietrze tworzył skorupę, lodowatą zbroję, sztywną i nieprzyjaźnie ocierającą się o skórę.
Jaśniało - gwałtownie; blask bijący z nieba nie miał w sobie nic naturalnego. Instynktownie pochwycił wyślizganą rączkę różdżki, zastanawiając się, czy od ciszy przed burzą nie gorsza jest ta tuż po niej.
Wtem fragmenty firmamentu zaczęły się od niego odrywać, płatki błękitu przecinały powietrze, wirując w trzech kształtach; krople deszczu zmieszały się z drobinkami śnieżnego pyłu i kulkami gradu. W kawałkach lodu pulsowały błękitne ogniki - a może to tylko złudzenie?
Na otoczce puchu pokrywającej wyciągniętą w jego stronę, otwartą dłoń elfiej figury, osiadła jedna z lodowych łez płynących w strugach światła z uspokojonego nieba.
Coś się zmieniło - przegapił moment, w którym nadeszła zmiana i mógł obserwować jedynie kształtującą się na jego oczach nową rzeczywistość. Podejrzanie łagodna energia, wypełniona czymś dobrym - mógł to wyczuć całym sobą - wabiła; nęciła, by po nią sięgnąć. Po dłużej chwili zawahania ugiął się, metaforycznie i dosłownie, pochylając się nad pulchną rączką kamiennego stworzenia.
I znowu coś się zdarzyło - na jego oczach z lodowej poczwarki wyłonił się skrzący się kryształ - namacalna obietnica zmiany, kryształowa nadzieja na lepsze jutro?
(Albo - w co łatwiej było uwierzyć - nic nieznaczący dar nieba, kolejny owoc anomalii, jeszcze nieprzegniły krwią i złą energią, dopiero do tej fazy dojrzewający?)


Powrót do góry Go down
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime05.09.19 2:49

Tocząca się po londyńskim bruku magiczna dorożka delikatnie się chybotała. Nie było możliwości by wznieśli się w taką pogodę bez ryzyka więc samotny testral leniwie przeciągał ją, jak i woźnicę przez miasto w stronę najbliższego świstoklika, którym mogłaby wrócić do Lancashire. Wyjątkowo długo dziś pracowała. Odczuwała to na wielu płaszczyznach. Brakowało jej świeżości, wigoru. Włosy wychodziły jej nieporadnymi kępkami z wysoko upiętego koku. Kręciły się, puszyły od wilgoci. Samą głowę podpierała o niewielkie okienko w drzwiach dorożki. Ciepłe powietrze uchodząc z płuc przez nosek rozbijało się parą na chłodnym szkle w melancholijny rytm serca. Zmęczone spojrzenie błądziło tylko po to by w drugiej chwili złapać rozbijające się o niewidzialną taflę szyby zlepki śniegu. Patrzyła jak te kurczą, zapadają się w sobie i znikają (a może płocho umykają?) za krawędź niewielkiej okiennicy pod postacią wodnistych smug. Ostatnimi czasy czuła się właśnie jak ten śnieg - rozbita. Wydawało jej się, że uderza raz po raz o coś niewidzialnego nie wiedząc nawet kiedy i dlaczego. Kuliła w sobie, chcąc utrzymać swą postać jak najdłużej. Tą ciepłą, ofiarną, wdzięczną. Coś jednak ją dociskało, rozmazywało. Może to było przepracowanie. Trudno było jej odmawiać, a w dobie takiego kataklizmu komunikacyjnego wszyscy ją prosili o pomoc. Każdego dnia wydawało jej się, że sięga nowej granicy. Jak długo. Praca i obowiązki odciągały ją od najbliższych i choć przebywała wśród ludzi to czuła się samotna. Do tego ponura, czarno-magiczna aura owijała się wokół niej grubym, nieprzeniknionym płótnem. Czuła się jak gnijący z braku światła kwiat - wyblakła, słaba.
Coś się w niej poruszyło gdy brązowe tęczówki pochwyciły kanciaste kształty bramy. No tak, byli w tej okolicy. Na ustach zakołysał się nieśmiały uśmiech, a ten zaś wybudził chęć. Trzy sykle - na tyle woźnica wycenił swoje zobojętnienie i cierpliwość. Zapłaciła cztery obiecując, że potrwa to krócej niż sądzi. Odważnie wyciągnęła różdżkę przywołując nad głowę proste zaklęcie parasola szczęśliwie nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Trzymając w drugiej ręce latarnię za szybkami której kołysał się płomień magicznej świecy ruszyła w stronę cmentarza witając za jego bramą kamiennych strażników pochylonym czołem. Mrużąc oczy szukała znanej sobie ścieżki, która w plątaninie cieni i elektrycznych kaskad wydawała się odleglejsza, niż była w rzeczywistości. Odnalazła jednak przyjaciółkę, jej kamienna płytę i rozpościerającą nad nią opiekę parasol marmurowych skrzydeł anielskiej figury. Nie wyczuwała jej ducha co też wcale jej nie zdziwiło - nie zapowiedziała się z wizytą. Nie miało to i tak większego znaczenia. Sama obecność tu wzbudziła wspomnienia, które wykrzesały odrobinę ciepła. Ciepła które mieniło jej się blaskiem przed oczami, wisiało w powietrzu... właściwie minęła dłuższa chwila, nim zdała sobie sprawę z tego, że to nie jej wyobraźnia. Chyba.
- Przepraszam...? - podniosła nieco głos w stronę mężczyzny, którego chwile wcześniej wzięła za konar - Pan też to widzi...? - wiedziała, że pytanie pewnie brzmi głupio, lecz właśnie była światkiem tego, jak na jej oczach niebo, po raz pierwszy od dwóch miesięcy, otwiera się. Przez wyłam cedziło się światło oraz niespotykanego rodzaju deszcz. Mienił się dobrem, wypełniał spokojem. Wmieszane w niego kryształki lodu roztrzaskiwały się o kamień, lecz jeden z tychże ostał się na nagrobkowej płycie. Shelta sięgnęła ku niemu dłonią niepewnie, nieco nieufnie. Zupełnie jakby obawiała się, że postradała zmysły, a to wszystko to był wytwór jej przepracowanej głowy. Trochę łatwiej byłoby wówczas wyjaśnić ciepło bijące z kawałka lodowego kryształu, który pod jej dotykiem...przeobraził się.





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star
Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f27-parszywy-pasazer https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime21.09.19 18:10

Pewien był tylko jednego - rozumiał coraz mniej z otaczającej go rzeczywistości.
Kamienne figury z chłodnym zainteresowaniem śledziły jego szamotanie się na przestrzeni czterech metrów kwadratowych; tonął w śnieżnej zaspie, w której niknęły również lodowe kryształy. Nie spodziewał się czyjejkolwiek obecności na cmentarzu o tej porze (nieludzkiej, prędzej porze dusz wędrujących pośmiertnie po ziemskich połaciach). Poza kilkoma duchami, które snuły się gdzieś w porannej mgle w oddali, cisza rezonowała wiecznym spokojem.
Nieznajoma w świetlnej łunie nasączającej poranek miękkimi barwami sama wyglądała przez chwilę jak zjawa zza kurtyny życia, lecz jej namacalna obecność nie była w żadnej mierze niepożądana. Wprost przeciwnie - on również potrzebował zapewnienia, że nic z tego, czego właśnie był świadkiem (jedynie w rzeczywistości wykreowanej przez własną wyobraźnię?), nie było ułudą.
- Ja... Nie jestem pewien, czym jest to, nigdy wcześniej... to kolejny skutek anomalii? Myśli pani, że teraz przez najbliższe tygodnie zamiast burzy będzie nam towarzyszył opad... kryształów? - bo przecież właśnie to się wydarzyło - w niebie pojawiła się szczelina, z której zaczęły wysypywać się kryształowe drobinki. - Może zabrzmi to irracjonalnie, ale czy nie pani wrażenia, że... emanują ciepłem? - nie patrzył jej w oczy, zadając to pytanie, koniuszki uszu musnął pigment czerwieni, prawdopodobnie z powodu zimna, być może z innego; całą jego uwagę w tym momencie zdawał się pochłaniać tylko trzymany przez niego dar nieba.
- Ten... jest inny; niech pani spojrzy, nie chodzi tylko o czarną barwę, ale... - poruszył nim, sprawiając, że światło zawirowało na powierzchni, a potem rozproszyło się, stało się wątłe, zupełnie tak, jakby kryształ je pochłonął. Ciemność spiła wątłe promienie, zdawała się być nienasycona - fale jasności jedynie rozbijały się o czerń faktury. - Pochłania światło? - i... może coś jeszcze?
Znowu spojrzał na nią tak, jakby miała go wybawić od niepewności, utwierdzić w przekonaniu dotyczącym wniosków z obserwacji (nie ufał swoim oczom, swoim zmysłom - bardziej zawierzał jej, kobiecie, którą spotkał po raz pierwszy w życiu). - Każdy z nich zdaje się być zupełnie inny, nie chodzi tylko o kształt i wielkość, ale... - nie wiedział, w jakie słowa to ubrać - musiała (musiała?) jednak rozumieć, o czym myślał; każdy z kryształów, choć zdawały się mieć to samo serce, tętnił innym rodzajem magii; czuł to intuicyjnie, lecz wciąż niewiele zmieniało to w ogólnym rozrachunku. Przynosiło jedynie więcej pytań.
Co się właśnie stało? Co stać się miało? Co zwiastowało to wydarzenie?
Szukał odpowiedzi, lecz im żarliwiej starał się je znaleźć, tym bardziej czuł się tak, jakby kotłujące się w głowie pytania były pochłaniane tak jak światło przez trzymany przez niego kurczowo element tajemniczej układanki wszechświata.


Powrót do góry Go down
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime16.10.19 2:59

Trzymaną w dłoni latarnię odstawiła na marmurową płytę nagrobka chwytając w dłonie kawałek kryształu, który wytopił się w jej dłoniach w domyślny kształt i strukturę. Czarownica czuła bijącą pod jego powłoką magię, tak bardzo podobną do struktury jednego z eliksirów - czuła dłoń numerologa oraz wprawne oko alchemika potrafiło to wycenić. Mimo to jakaś wątpliwość co do malującej się przed nią rzeczywistości garnęła się do jej duszy. To wszystko w odniesieniu do blisko ponad dwóch miesięcy nieustannych mroków wydawała się tak bardzo abstrakcyjne, że nie potrafiła tego zwyczajnie z chwili na chwilę przyjąć do wiadomości. Oparcia szukała w jednym z licznych cieni będącym jednak żywszym od większości napotkanych. Szczęśliwie również - uprzejmiejszym, lecz niemniej skołowanym co ona.
- To nie wrażenie... - ciemne brwi nachyliły się ku sobie w geście zamyślenia. Zaklęcie parasola które podtrzymywała wzniesioną w niebo różdżką rozwiało się zgodnie z jej własną wolą tylko po to by mogła wnieść pekanowe drewno wyżej, nad głowę. Zatoczyła nim okrąg, a potem miękki łuk poruszając niewidzialne, magiczne struny przestrzeni chcąc uchylić materiału ciężkiej kotary tajemnicy by spojrzeć na scenę rzeczywistości. Już teraz, kiedy ciepłe krople deszczu rozbijały się o skrawki nieosłoniętej skóry czuła miękkość owijającej się wokół niej aury bardzo dobrze jej znanej, wyczekiwanej. Wiedza po którą sięgała, a potem zyskała wymalowała się na jej twarzy radością i niedowierzaniem jednocześnie - I to nie skutek anomalii, a białej magii - zadarła głowę ku niebu, ku jasnej łunie - Napiera od zewnątrz wiążąc niestabilną magię, a kryształy zdają się być tego efektem - jej myśli wirowały próbując zrozumieć tajemnicze zjawisko, które postępowało kilkadziesiąt metrów nad nią, a którego doświadczała po raz pierwszy raz w życiu. Czując na sobie spojrzenie mężczyzny wróciła na ziemię pozwalając zaintrygowaniu zmniejszyć dzielący dystans.
- Mogę? - mruknęła niepewnie wyciągając dłoń w jego stronę. Nie chciała wyjść na nachalną, a jednak nie mogąc nie ulec ciekawości - Jeśli pan pozwoli, to będę mogła powiedzieć panu coś więcej. Zajmuję się magią zawodowo - dodała więc, chcąc przekonać czarodzieja do podarowania jej na krótką chwilę czarnego kamienia. Uśmiechnęła się do niego miękko pozwalając by wilgoć oczyszczającego deszczu spływała jej po policzku strugą. Być może jego zagubienie lub coś nie tak odległego, znajomego w jego postawie oraz spojrzeniu sprawiało, że nie czuła potrzebny nieufności, ostrożności. Kiedy otrzymała od niego kamień, schowała różdżkę tak by móc oburącz zbadać czarny kryształ - Nie do końca pochłania, bardziej sprawia złudne tego wrażenie. W rzeczywistości... jest w stanie pochłonąć i rozłożyć magię - postukała ostrożnie paznokciem jego strukturę - a właściwie zrobi to, jeżeli zostanie rozbity - ścianki tego kryształu są delikatniejsze niż się wydaje. Proszę uważać - przestrzegła oddając mu jego znalezisko. To o czym mówił później nie kończąc zdania zaprzątało i jej głowę - Odnoszę wrażenie, że jakiś rodzaj zjawiska oparty na białej magii wiąże i zaklina niestabilną magię anomalii w kryształy. Jeżeli anomalie są rozsypanymi po podłodze zabawkami, a kryształy potraktujemy jak skrzynie to coś właśnie postanowiło uporządkować nasz pokój - przeszła do prostej analogii, a bardziej codziennego porównania będące być może dla mężczyzny czymś bardziej przystępnym. przygryzła dolną wargę w zamyśleniu czy aby na pewno ujęła to odpowiednio w słowa.





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star
Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz dla magicznych - Page 2 SZkQsQ6

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime05.11.19 20:08

11 III 1957

Pojawił się na cmentarzu wraz z formującym się brzaskiem, który stopniowo rozganiał ciemność dobiegającej końca nocy. Jasna poświata tworzona przez znajdujące się jeszcze poza horyzontem słońce sprawiła, że pierwsze gwiazdy, te o najsłabszym blasku, przestały już być widoczne na nieboskłonie. Mrok ustępował powstającej jasności i było w tym coś pocieszającego. Właśnie dlatego bardziej cenił wschody słońca od jego zachodów – początki wydają się łatwiejsze od zakończeń. Pobudki dają jeszcze nadzieję na jakąś zmianę; po zapadnięciu w sen pozostaje już tylko bezczynność, nie można niczego dokonać, coś się bezpowrotnie kończy. Ostatnio trudniej było mu zasnąć i nie było to tylko wynikiem braku czasu na odpoczynek, może i nawet zasłużony, choć zawsze spoczywał z przekonaniem, że można było zrobić więcej. Powodem niechęci do zatopienia się w wygodnej pościeli były prześladujące go myśli. Wspomnienia z przeszłości powróciły, a wraz z nimi wyrzuty sumienia, które tak bardzo chciał pogrzebać w najdalszych zakamarkach umysłu. Ale jego największy wyrzut sumienia miał ludzką postać i nagle powrócił. Niezapowiedziany, nierozwiązany, niechciany. W najmniej odpowiednim momencie Kieran znów musiał stanąć przed straszliwą prawdą o sobie samym i podchodził do tego ze zwyczajowym krytycyzmem. Rineheartowie nigdy nie powinni pozwalać sobie na żadne słabości, tymczasem on czuł się niebezpiecznie odkryty, jakby brzask walczył również z mrokiem skrytym w jego duszy.
Kiedy Vincent znalazł się znowu w pobliżu, czuł, że do tego spotkania prędzej czy później dojdzie, dlatego zdecydował się przejąć inicjatywę. To nie było dla niego łatwe i z początku próbował całkowicie zignorować zaskakujące wieści, gdy już wreszcie do niego dotarły. Na przekór sobie nie wybuchł w pierwszej chwili gniewem, całą sprawę zbył milczeniem. Wydawać by się mogło, że jego życie naprzemiennie składa się z dwóch stanów, ciszy i krzyku, jakby nie było nic pomiędzy. Teraz właśnie trwał w ciszy i otulała go ona bardziej szczelnie niż ciepły płaszcz, który w nowym domu zapinał naprędce. Nowy dom. Nie, nie traktował w ten sposób Opoki, ta miała być przede wszystkim miejscem bezpiecznym, gdzie będzie mógł ułożyć głowę do snu i najeść się do syta. Jego domem był nagrobek, przed którym stał niby niewzruszony, świadomie narażając się na przeszywający na wskroś chłód. Swój dom odnalazł w Niej. To wokół Niej zbudował swoją rodzinę. Co miał począć, kiedy Jej zabrakło? Przecież to właśnie dla Niej starał się ze wszystkich sił, aby wykrzesać z siebie więcej ciepłych uczuć, choć nie bardzo potrafił.
Bez wyrazu przyglądał się kamiennej figurze przygarbionego starca, która również pozostawała nieruchoma, jakby i ona wyczuwała, co może się wydarzyć. Kieran czekał, choć nie miał nawet pewności, czy ten, którego chciał zobaczyć w ogóle się zjawi. Z premedytacją wybrał to miejsce na ich spotkanie, bo jeszcze trzymał się tej nadziei, że przez pamięć o zmarłej żonie utrzyma swój temperament w ryzach. Łudził się też, że z tego samego powodu Vincent również nie rozpocznie serii wzajemnych oskarżeń. Syn mógł mieć mu wiele do zarzucenia, ale obaj kochali tą wspaniałą kobietę, której Jackie nawet nie miała szansy dobrze zapamiętać. Gdyby zdążyła ją poznać, strata byłaby znacznie dotkliwsza. Nie ciążyła jej świadomość, że z dnia na dzień przestała być bezgranicznie kochana przez istotę pełną łagodności i spokoju w sercu.
Dopiero po kilku kolejnych chwilach odkrywał, że pod pozorem dania wolnego wyboru Vincentowi postawił mu okropne ultimatum. Pozostawił mu wybór pory spotkania, ale nie pozwolił wyznaczyć bardziej dogodnego dnia. Jednak to młodszy Rineheart miał tak naprawdę więcej czasu, aby oswoić się z perspektywą ponownego spotkania po latach. Musiał o tym dużo myśleć i snuć różne scenariusze, skoro zdecydował się w końcu wrócić. Kieran nawet nie dziwił się, że był tym, który o tak ważnej rzeczy dowiedział się ostatni, nigdy nie nauczycieli się ze sobą prawidłowo rozmawiać. W jednym było za dużo szorstkości, w drugim za dużo wrażliwości, a złoty środek został nagle wyrwany z ich rzeczywistości.
Usłyszał czyjeś kroki. A może tylko mu się wydawało? Nie odwrócił wzroku od wygrawerowanych w kamieniu liter, czekając na chwilę, w której druga postać przystanie obok i z równie wielką czułością oraz bólem spojrzy na drogie im imię. Było tak drogie, że aż przestał je wymawiać.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : pośrednik, łamacz klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność
że to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime06.11.19 0:07

W przeciwieństwie do niego preferował samotne zachody. Majestatyczne, krótkotrwałe zjawiska, których różnorodność za każdym razem zachwycała prostego, niewymagającego człowieka. Jakże piękna była ich struktura, gdy rozgrzane słońce ukrywało swe oblicze za długą linią horyzontu. Wszystko wyglądało wtedy tak bajecznie, atrakcyjnie, nietuzinkowo. Najwspanialsza okazywała się niepoznana gama kolorów ułożonych w najdziwniejsze kształty. Przecinała chmury pojedynczym błękitem, soczystą pomarańczą, subtelnym liliowym różem, lub gniewną czerwienią. Przeplatała, mieszała, kombinowała, aby jak najbardziej nacieszyć oko spragnionego obserwatora. Całości towarzyszył subtelny, ledwie wyczuwalny zapach oddychającej ziemi. Świat układał się do snu natchniony magicznym, uspokajającym widokiem. Świadomość przejścia do krainy błogiego odpoczynku wydawała się jedyną, upragnioną czynnością. Zmęczenie obezwładniało kończyny zapraszając na bezkresną wizytę w ramionach Morfeusza. Miał nadzieję, że ona też go uściskała. Na zawsze – jak wiernego przyjaciela. Ten miesiąc miał okazać się przełomowy. Nic nie wskazywało na to, aby spokojny wieczór przeciął gwałtowny, donośny trzask. Nie nastawiał się na nadejście bezwzględnego armagedonu. Mężczyzna siedział na niewielkim fotelu zgłębiając znalezioną w domu, porzuconą i niechcianą lekturę. Zbiór krótkich, nieskomplikowanych fraszek mających umilić nadchodzące godziny. Nieznajoma listonoszka uderzyła w zmrożone szyby z wyjątkowym impetem. Domownik poderwał się gwałtownie o mały włos nie zrzucając wolnostojącego kubka z ostygniętym, ciemnym, niezidentyfikowanym napojem. Pospiesznie udał się do zastawionych okiennic, aby prześledzić sytuacje. Ogromna sowa siedziała skulona łypiąc groźne spod pierzastego łebka. Podczas gdy ciemnowłosy przybierał się do otwarcia szklanych wrót, ptasi przybysz pospiesznie szykował się do bolesnego podszczypywania wąskich, bladych placów. Była wściekła, rozgniewana i niechętna. Z ogromną łaską pozwoliła na odwiązanie specyficznego pergaminu, aby następnie, wydając nieprzyjemną nutę wyruszyć w hebanowe przestworze. A on stał – zdezorientowany, poruszony, nieświadomy. Kartka, którą trzymał ciążyła niczym najpotężniejszy, marmurowy głaz. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby rozpoznać charakterystyczne pismo, niedbałe linie, konkretne inicjały. Żołądek powędrował do gardła, a wnętrzności wykręciły niebezpiecznie. Nieobecny wypatrywał ucieczki w oddali bezkresnej, wyciszonej nocy. Zimne powietrze owiewało zaczerwienione policzki, odkryte ramiona - wnikało w rozedrgane kanaliki zaskoczonego ciała. Mróz wyciskał pojedyncze krople, bezwładnie opadające na drewniany parapet. Demony powróciły. On powrócił. Stało się to, co nieuniknione.
Podobno podejście do najtrudniejszego wymaga najwięcej cennego czasu. Dziwnym zwyczajem blokuje najcieńsze, skomplikowane warstwy mięśni uniemożliwiając podstawowe odruchy. Wprowadza tą bezgraniczną niechęć, znudzenie, a nawet paraliżujący strach. Wciska wizje najokrutniejszych, nieodwracalnych konsekwencji pogrążających na resztę przemijających dni. Zabrania swobody, podejmowania kolejnych absorbujących działań. Wytwarza niewidzialną barierę, ciąży, krępuje wszystkie kończyny. Dopóki nie zostanie zwalczone, osobnik pozostaje przegrany, bezwładny, a przede wszystkim niewidzialny. Tak było w tym przypadku – strach przed konfrontacją odpychał od oprawcy w najdalsze zakątki zaludnionego miasta. Codziennie wprowadzał się w nieistniejącą ułudę – przecież nigdy się nie dowie, prawda? Bezproblemowo urządzi sobie życie tuż obok zrujnowanej przeszłości. Nikt go nie zauważy, nie doniesie, wytrzyma? Czy plotki nie roznoszą się szybciej niż najszczersza prawda? Czy przez ostatnie trzy miesiące nie spotkał na swojej drodze zbyt wielu zwiastunów dawnej, bolesnej rzeczywistości? Czyż nie wsiąknął w ich strukturę, historie, problemy. Przejął część win, trosk, niepowodzeń, a może drobnych zwycięstw? Wchłoną bezgraniczne emocje, gromki krzyk, cichy płacz, bolesne zaklęcia pozostawiające subtelne blizny. Dlaczego mimo tak wielu wydarzeń nadal obawiał się jedynego? Nikczemnika, przeciwnika, truciciela, wroga. Wychowawcy, mentora. Ojca.
Zmaterializował się gdzieś w południowej części obszernego cmentarza. Opadł lekko w rozbieloną strukturę wchłaniając głuchą, spokojną atmosferę. Dzień powoli budził się do życia wyganiając bezwzględne strużki zatrważającego mrozu. Pamiętał to miejsce. Mnogość wydeptanych uliczek, monumentalnych pomników, kamiennych strażników, ulokowanych w centralnej części wąskich nagrobków. Tajemnicza, sakralna aura napawała niewypowiedzianą fascynacją. Klimat cmentarza wytwarzał przenikające wibracje – przypominające szepty tych, którzy odeszli. Za młodu pozwalał sobie na samotne wędrówki, poznając odległe, zdumiewające daty, trudne nazwiska, zaczytując w przepięknych skomplikowanych cytatach, często w nieznanych językach. Tym razem skupiał się na innym, wymagającym celu. Powolnym krokiem rozpoczął cierpiętniczą wędrówkę. Dłoń nieświadomie spoczywała w głębokiej kieszeni głaszcząc głogową różdżkę. Nauczony doświadczeniami sprzed kilku tygodni z największą ostrożnością wnikał w zamglony, niepoznany teren. Nie miał czasu na przemyślenia. Snucia kolejnych, bezwartościowych scenariuszy, badania intencji, które skłoniły do wykonania pierwszego kroku. To dziwne, lecz bez słowa sprzeciwu przystał na propozycje drogiego rodziciela. Przyjął informacje, przeszedł do realizacji. Odepchnął wszelkie skłębione myśli, wyciszył umysł. Musiał być przygotowany – na wszystko. Droga do odpowiedniej alejki wydawała się trudniejsza niż początkowo przypuszczał. Wydawało mu się, że zna ją na pamięć. Że z zamkniętymi oczami trafi przed kamienne, chłodne sklepienie. Lecz misja nie zawsze okazywała się łaskawa. Zatrzymał się w odpowiedniej, bezpiecznej odległości. Nie mógł go usłyszeć. Starannie kamuflował kroki, zanurzone w wilgotnym śniegu. Wiatr zarzucił pierwszą, poranną melodię, a on stanął zahipnotyzowany tutejszym widokiem. Rosła sylwetka starszego mężczyzny widniała nad niewielkim nagrobkiem. Pochylony, zamyślony, wyglądał na zmęczonego, zapracowanego, lekko załamanego. Dokładne rysy twarzy zasłaniał gruby materiał zimowego odzienia, a pierwsze promienie, bezkarnie ograniczały wyraźną widoczność. Spoglądał, analizował, wydzierał wszystko co zasłonięte. Nie czuł żadnych emocji. Bezgraniczna pustka wypełniała jego wnętrze, okalała umysł i zmysły. Brakowało skrajnych reakcji, niezrozumiałych odczuć. Sentymentu, przywiązania, żalu. Był pusty. Wciągając pobudzające powietrze ruszył przed siebie pewnym, wymownym korkiem. W tym momencie chciał, aby go zobaczył. Pewnego, dorosłego, sprężyście przemierzającego niewielką odległość. Pewnego siebie, odmienionego. Zwycięskiego. Bez ciągłego, wewnętrznego strachu, niepokoju i chęci ucieczki. Witaj ojcze, tęskniłeś? Mimika twarzy pozostawała nienaruszona. Gdy zbliżył się do nieznajomego, zatrzymał się, aby skonfrontować spojrzenie tych samych przenikliwych, błękitnych tęczówek. Przytrzymał swą pewność, bez słowa, bez wyrazu, bez gestu. Po chwili, niemalże bezwładnie pochylił się nad pomnikiem; uklęknął na ziemi opierając czoło o zimny kawałek szarawego kamienia. Zamarł, wspomniał, chyba cierpiał. Witaj mamo, nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem.


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef biura aurorów
Wiek : 52
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 41
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz dla magicznych - Page 2 SZkQsQ6

Cmentarz dla magicznych - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz dla magicznych   Cmentarz dla magicznych - Page 2 I_icon_minitime11.11.19 21:16

Podejrzewał, że skazany zostanie na czekanie do samego wieczora, a echo przeszłości zjawi się wraz dogasającym słońcem, gdy już ostatnie promienie oddadzą władanie nastającej nocy. Najwidoczniej Vincent nie pokusił się o taki przejaw okrucieństwa, choć nie musiał przecież pojawiać się wcale. Ale był tu, tak całkowicie realny, nie dając rozwiać się chłodnym podmuchom wiatru hulającego pomiędzy cmentarnymi alejkami. Nieruchoma dotychczas sylwetka zmieniła swe położenie, by czujne spojrzenie niebieskich oczu mogło powędrować do zbliżającej się powoli postaci. Każdy postawiony krok zagnieżdżał się w umyśle, tworzył odrębny ruch i był częścią całej wędrówki, która powoli niszczyła dystans. Całe ciało krzyczało, aby postawić pierwszy krok do odwrotu, a jednak uparcie trzymane było w paraliżu, który nie pozwalał już drgnąć. Rineheart wpatrywał się w kroczącemu w jego stronę mężczyźnie i próbował wyłapać niepokojące oznaki, znajome szczegóły, ale i różnice, których z pewnością pojawi się najwięcej, bo właśnie tak działa mijający czas – zmienia wiele, jeśli nie wszystko.
Jest wyższy. To było pierwsze dokonane przez umysł Kierana spostrzeżenie. Dobrze pamiętał, że już w nastoletnim wieku jego syn był wysoki, jednak teraz był mężczyzną i brakowało mu zaledwie kilku centymetrów do własnego ojca. Zapewne mało kto mógł nad nim górować w ten najbardziej prymitywny, fizyczny sposób. Zmężniał. Przybrał na masie, jego sylwetka nie była już tak drobna, ramiona były szersze, silniejsze. Tak dziwnie było konfrontować obraz z przeszłości z rzeczywistą postacią z chwili teraźniejszej. Wciąż jednak dwa obrazy miały wspólne punkty. Na swoim miejscu pozostawał zniekształcony po złamaniu nos, z brody nie zniknął pieprzyk. Za to w tych niebieskich oczach, niezmienionych przecież, odnajdywał całkowicie inny wyraz – zamiast wściekłego buntu kryło się coś na wzór chłodnej zaciekłości, tłumionej przez niewzruszoną powagę, jaką przybrał na twarz niczym maskę. Po prostu dorósł. Ostatnia myśl zakuła go boleśnie, gdyż ten proces dorastania nie był jego udziałem, a mimo to pozostawali do siebie podobni, jakby natury nie dało się oszukać.
Jeszcze nie padło pomiędzy nimi choćby słowo, a już lodowata nieufność zagnieździła się pomiędzy nimi. Obaj doskonale to czuli, tego nie dało się uniknąć, to było słyszalne w ich oddechach; ten kieranowy pozostawał wyważony, spokojny, świadomy, bo poddany pełnej kontroli. Nie zamierzał odkrywać zdenerwowania pierwszy, nawet jeśli takowe bliskie było poskręcania mu wszystkich trzewi. Liczył się tylko widok kamiennego nagrobku, wygrawerowanego na nim imienia, dowód wciąż żywej pamięci o zmarłej. Nawet surowy ojciec nie był w stanie wytknąć przez lata nieobecnemu synowi brak złożonych wyrazów szacunku przed nagrobkiem, ponieważ wiedział, że Vincent o utraceniu matki pamiętał zbyt dobrze. Chyba tylko oni dwaj wspominali ją nadal, z nabożną czcią, pełni tęsknoty i żalu, że odeszła zbyt przedwcześnie. Stary Rineheart był nawet przekonany, że w głębi duszy jego syn nieraz wznosił modły o to, by ziemia zamiast matki pochłonęła ojca, bo to ona przecież kochała go prawdziwie, bezwarunkowo. Oddany pracy auror nie potrafił wykrzesać z siebie podobnej wyrozumiałości, równie wielkiej czułości, takie dobro wydobywała z niego tylko miłość ukochanej kobiety.
Wpatrywał się w klęczącego przed grobem czarodzieja, dostrzegając wreszcie wyraz synowskiego oddania, z którym sam nigdy się nie spotka. Łączyły ich więzy krwi, ale to wcale nie czyniło ich sobie bliskimi. Nigdy nie potrafili ze sobą rozmawiać, to Abigail trafiała do wszystkich z łatwością, gdy uśmiechała się promiennie, w ten prosty sposób czarując wokół siebie całą przestrzeń. Marzył o tym, aby i ten nagrobek potrafił oddziaływać na nich równie kojąco, lecz ten wciąż pozostawał jedynie chłodnym głazem. Nie istnieje już osoba, która mogłaby pozbierać tę rodzinę na nowo. Już zawsze będę sobie obcy, najwyżej obaj będą krążyć gdzieś w pobliżu Jackie, w niej jeszcze dostrzegając zalążek rodziny.
Wróciłeś – po tym jednym słowie oczywiste pytanie zawisło nad nimi, choć niewypowiedziane. Po co wróciłeś? To było kluczowe zagadnienie, bez którego rozwikłania nie ruszą w żaden sposób dalej. Wydawać by się mogło, że wojenna zawierucha nie miała znaczenia dla tego spotkania po latach, a jednak konflikt toczył się dalej i zapewne przybierze na sile, niszcząc po drodze wiele istnień, mniej lub bardziej winnych przelanej krwi. Już jedno dziecko pchnął w tę niebezpieczną zawieruchę, nie chciał odpowiadać również za marny koniec drugiego. Wciąż nie wiedział, jakie Vincent ma plany i na co właściwie liczy. Chciał zabrać Jackie z dala od tego zamieszania? Zamierzał ją chronić? A może liczył na to, że zdoła wynagrodzić jej swe zniknięcie, którym skazał ją na samotną walkę przeciwko ojcowskiej tyranii? Co tu robisz, Vincencie?
Nastały niespokojne czasy – oznajmił ochryple, nie chcąc w tym miejscu podnosić głosu. Już zdążył obiecać żonie, że tym razem zrobi wszystko, aby nie wybuchnąć gniewem. Wiedział, że nie uda mu się nigdy zyskać jej przebaczenia za to, jak wiele krzywdy wyrządził ich dzieciom. Bez niej nie potrafił być dobrym ojcem, to było ponad jego siły, niezgodne z tym, co jemu wpojono w dzieciństwie. W jego pamięci rysował się obraz surowego ojca, więc sam takim ojcem się stał. – Jeśli nie jesteś gotowy na wojnę, wyjedź. Nie oglądaj się za siebie, nie myśl o nikim, przed jej końcem nie wracaj. Klnę się na własne życie, że zrobię wszystko, aby ochronić Jackie, więc możesz wyjechać z czystym sumieniem.
W jego mniemaniu syn nie miał żadnych obowiązków wobec rodziny, od której uciekł. Czuł się przegnany przez ojca, czy też nie, dokonał wyboru i nic nie mogło go cofnąć, tak jak i nic nie wymaże tych błędów, których winien jest sam Kieran.




When one must fight, he had to do it without hesitation, according to his own nature
Powrót do góry Go down
 

Cmentarz dla magicznych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19