Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Miasteczko Borrowash
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Miasteczko Borrowash

Borrowash to stare, angielskie miasteczko leżące na południu hrabstwa Derbyshire, nieopodal granicy z Leicestershire. Mieszka tu niespełna cztery tysiące mieszkańców, w tym niewielka ich część to społeczność czarodziejska, która żyje z niemagicznymi w zgodzie. Odwiedzając Borrowash można odnieść wrażenie, że zatrzymał się tu czas. Brakuje tu miejskich kamienic i licznych sklepów, są za to stare, angielskie domy, klimatyczne brukowane uliczki i niewielkie biznesy prowadzone od lat przez te same rodziny. Nawet po głównej ulicy niekiedy biega ptactwo gospodarskie. Przez miasteczko biegnie jednak ważna trasa kolejowa. W jego centralnej części znajduje się dworzec kolejowy z dwoma peronami. Niegdyś pociągi z Londynu zatrzymywały się tu dwa razy dziennie.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Borrowash - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Cenne sekundy, które stracił na nieudanej próbie rzucenia wykrywającego zaklęcia wystarczyły, żeby bezpowrotnie przepadł element zaskoczenia; zaklął pod nosem, dostrzegając dwie przelatujące między pniami wiązki zaklęć, ale nie miał czasu na wyrzucanie sobie błędów. Uniósł różdżkę, wychylając się nieco w siodle, żeby wyczarować tarczę tuż przed sobą i Cieniem; nie mógł pozwolić, żeby wytryskająca z ziemi woda zraniła go albo wystraszyła. – Protego maxima – wypowiedział pewnie, twardo, oddychając z ulgą na widok silniej, srebrzącej się bariery; gdzieś nad jego głową sypnęły iskry, gdy drugie z zaklęć rozbiło się o drzewo, ale nie odwracał się, żeby sprawdzić, czy nie narobiło szkód – bo sylwetki, które wcześniej były jedynie ciemniejszymi cieniami na tle panującego w lesie półmroku, nabrały wyraźniejszych kształtów, a później odepchnęły się od ziemi, wzbijając się w powietrze.
Zareagował później niż Anthony, ale nieznacznie; idąc jego śladem, pogonił aetonana do przodu, pochylając się niżej, nie chcąc pozwolić nieznajomym czarodziejom na zmniejszenie dystansu. Kątem oka widział, jak Skamander próbuje zaklęciem zrzucić jednego z nich z miotły, i w mig zrozumiał, dlaczego: drzewa rosły zdecydowanie zbyt gęsto, by skrzydlate wierzchowce były w stanie w pełni rozłożyć skrzydła czy poderwać się do lotu. – Aeris – rzucił, obierając sobie za cel drugiego z mężczyzn, czując, jak palisander rozgrzewa się pod jego palcami, zmuszając magię do wzniecenia potężnego podmuchu powietrza, gnącego pozbawione liści gałęzie. Miał nadzieję, że strąci z kursu też miotlarza – odwrócony do niego plecami, nie był w stanie się bronić, i zdawało się, że nie spodziewał się też gwałtownego uderzenia wiatru, bo choć nie zleciał na ziemię od razu, to ze sporym impetem rzuciło go na bok; Percival biegł za nim dalej, chwilowo w innym kierunku niż Skamander, wiedział jednak, że auror był w stanie bez trudu poradzić sobie z osamotnionym przeciwnikiem. Skupił się więc na drugim z nich, obserwując, jak stara się odzyskać równowagę, w ostatniej chwili omijając jedną z grubszych gałęzi, ale wpadając na drugą; później poszło już lawinowo, miotła wysunęła mu się z rąk, rozległ się dźwięk pękającego drewna; na kilka chwil czarodziej zawisł na drzewie, na samych dłoniach nie był jednak w stanie utrzymać się długo – pomknął w stronę ziemi, a powietrze przecięła inkantacja zaklęcia chroniącego przed upadkiem. Skutecznego.
Stój! – krzyknął Percival, nie spodziewając się co prawda, że mężczyzna go posłucha, ale chcąc uświadomić mu, że nie miał szans na ucieczkę: zanim stanął z powrotem na nogach, był już prawie przy nim, wyhamowując Cienia i zeskakując z jego grzbietu. – Expelliarmus! – rzucił, chcąc przede wszystkim rozbroić przeciwnika, czerwony promień odbił się jednak od sprawnie wzniesionej tarczy, po czym zniknął gdzieś między drzewami – a zaraz za nim w powietrzu świsnęły ostrza noży. Wydawało mu się, że chybionych, wybrał więc atak ponad obroną, posyłając w przeciwnika chmurę elektrycznych ładunków. Pomylił się jednak w kwestii lamino – choć większość noży w istocie go ominęła, to jeden zbłąkany świsnął tuż przy jego łokciu, rozcinając szatę na ramieniu, drugi drasnął bok; syknął z bólu, ale nie miał czasu na sprawdzanie obrażeń, czarodziej dalej atakował wściekle, w międzyczasie zbierając się z ziemi i zaczynając się wycofywać. Nie miał zamiaru mu na to pozwolić, odpowiadając za każdym razem zarówno obroną, jak i atakiem; mężczyzna wydawał się sprawnie posługiwać magią, był też jednak bardziej zmęczony – możliwe, że dlatego od razu rzucił się do ucieczki – i w końcu jednemu z zaklęć udało się przebić przez jego defensywę. Dzierżona przez niego różdżka przecięła powietrze pozostawiając go bezbronnym; rzucił się między drzewa, lecz nie zdążył zniknąć Percivalowi z oczu – chwilę później w plecy trafiło go esposas, zamykając nadgarstki i kostki w magicznych kajdanach. Czarodziej padł jak długi, klnąc i szarpiąc się, po czym umilkł, gdy pomknęło w niego silecio; jeśli w pobliżu byli jego sojusznicy, lepiej, żeby nie przyszli mu z odsieczą. – Wstawaj – warknął Percival, ani na moment nie opuszczając różdżki. Nie miał pojęcia, jak długo trwała walka, stracił poczucie czasu – ale gdy tylko udało mu się przekonać nieznajomego, że kolejna próba widowiskowej ucieczki nie miała sensu, razem z nim ruszył z powrotem w stronę polany, prowadząc przed sobą czarodzieja. Spojrzeniem szukał Skamandera – i wydawało mu się, że go dostrzegał.



as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Percival Blake
Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 33
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott

Powrót do góry Go down

Silna wiązka zaklęcia chwyciła zasięgiem różdżkę próbującego zbiec czarodzieja. Z dudniącym w piersi sercem Anthony starał się nagiąć podług swojej woli kierunek lotu miotły, lecz czuł silny i nieustający opor. Nie udało mu się zmusić miotlarza do rozbicia o pniu drzewa - otarł się o nie barkiem. Próbował skierować go więc w stronę kolejnego. Było czuć że mężczyzna wie co robi i bez wątpienia był biegły w poruszaniu się na miotle. Auror wiedział już że w ten sposób go nie zatrzyma. Zamierzał więc go przynajmniej spowolnić dopóki nie uda mu się znaleźć bliżej, a gdy tylko mu się tu udało sprawnym ruchem przerwał działanie jednego zaklęcia i wywołał drugie - Caeco! - jedynie doświadczenie i biegłość w urokach sprawiły że zaklęcie powiodło. Oślepiająca łuna zamigotała nad głowami niczym drugie słońce. Oślepiony czarodziej obił się o najbliższe drzewo, a potem bezwładnie opadał dając się spowalniać nagim gałęziom. Jedne sprężyście uginały się pod nim, a inne kruszyły i pikowały wraz z nim w dół. Aetonan wierzgnął w panice. Oślepiający urok nie oszczędził i jego. Anthony kilkoma pewnymi ruchami zmusił zwierzę do względnego opanowania. Zeskoczył z grzbietu następnie pobiegł w stronę upadłego czarodzieja. Grunt był grząski, nagie krzewy szarpały szatę. Ruchem ręki Skamander poluzował klamrę pod szyją pozbywając się spowalniającego go wierzchniego okrycia. Nie obejrzał się za siebie. Podniósł spojrzenie wypatrując kołyszących się gałęzi oraz opadających ku ziemi strząśniętych resztek martwych liści. Zwolnił kiedy wiedział, że jest już blisko. Wciągał zimne powietrze nosem, wypuszczał je ustami starając się narzucić płucom rytm. Z wysuniętą przed siebie różdżką gotową do kolejnej inkantacji wyłonił się przed uciekiniera...który w tym momencie z wyraźnie przekręconym karkiem spoglądał martwo na niego pod niecodziennym kątem. Skamander skrzywił się do trupa z wyrzutem. Bez względu na to jak to zabrzmi to jednak spodziewał się po nim jakiegoś specjalnego popisu zwinności. Jak można było z taką wprawą opierać się silnemu i porządnie rzuconej dementiascopii, a potem tak skończyć po upadku z kilku metrów!? Na Merlina, przecież go na chwilę oślepił, a nie spetryfikował. Natychmiast odsunął jednak na bok rozżalenie starając się wsłuchać w otaczającą go dookoła przestrzeń. Do jego uszu nie dochodziły jednak dźwięki walki, które jeszcze chwilę temu były tłem dla jego własnego pościgu - Widzę, że miałeś więcej szczęścia - zauważył widząc Notta w towarzystwie pojmanego i co istotniejsze żywego czarodzieja.


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

-W jakim Derbyshire, co ty pierdolisz? - przekrzywiam głowę i marszczę brwi. Nie może być, żeby mnie aż tak daleko wymiotło. - To nie jest Middlesex? Kurwa…
Wzdycham ciężko. Co za pierdolony dzień. Derbyshire… Przecież to zupełnie w inną stronę niż Londyn. Jakim cudem mnie tu przeniosło. Jak mógł mi się pomylić kierunek?
Przy okazji uderza mnie jeszcze jedna myśl - jakim cudem tamten skurwol wiedział, gdzie się przeniosę, jeśli nawet ja tego nie wiedziałam. Ma moją krew? Jest jasnowidzem? Za dużo pytań. Za dużo niewiadomych.
-Można powiedzieć, że go znam. Nie wiem, czego ode mnie chce, ale łazi za mną i wkurwia. - podsumowuję bez zbędnych szczegółów. Chuj wie, kim jest typ przede mną - nie ma co wysypywać się ze wszystkiego. To nie jest dobra cena za przepędzenie zjawy. - I psuje mi interesy.
Uważnie, oczywiście na ile pozwala mi na to rozjeżdżająca się ostrość obrazu, spoglądam na blondyna.
-A co, tak pytasz? Chcesz mu urwać łeb przez to, że próbował zajebać jakiegoś parszywego goblina? - ciężko mi powstrzymać śmiech. Ci Anglicy nie mają nic lepszego do roboty? - Niestety, bratku, trafiłeś pod zły adres. Nie załatwię ci dobrego oprocentowania kredytu w banku.
Dym pomagał przetrwać tę rozmowę. Alkohol też by mógł. Te dwa elementy stały się w moim życiu paliwem, żeby jakoś trwać i ucieczką, kiedy świat stawał się nie do zniesienia. Czyli jakieś… dziewięćdziesiąt procent czasu. Pomagały jeszcze drobne przyjemności. Jak ta - w pełni obnażać paskudną ludzką naturę. Nie znoszę tej całej maskarady, prób pokazania, jakim to się nie jest. Każdy jest chujem.
A ja tym bardziej.
Dlatego wściekłość rozmówcy wywołała jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy. No dalej, dalej, przełam się. Widzę, że chcesz mi jebnąć. Co ci szkodzi, panie Wrażliwy Nosku?
-No popatrz… - rozpoznam ten ton wszędzie - ukryte obrzydzenie do wszystkiego, związanego ze służbami porządkowymi. Ciekawe, dla jakiej bandy pracujesz? Czy może też solo? - Weź ze swoimi koleżkami pozaznaczaj teren, bo nie idzie się domyślić, czyj on jest. Chyba że wy nowi w tym biznesie? Bo widzę, że na razie bawicie się w połączenie Robin Hooda i jakichś rycerzy z bajek dla dzieci, a nie prawdziwą robotą.
W tej okolicy nie ma przecież nic - to cholerne puste zadupie. Kto by na takim terenie chciał prowadzić “działalność gospodarczą”? Rozumiem Londyn. Liverpool. Manchester tuż obok… bez sensu.
-Jak masz alkohol, to pogadamy. Jak nie, to nie. - piersiówkę łatwo jest ukryć w takich przestronnych kieszeniach, to prawda. - Ale takie jest życie, kochanieńki. Nie można mieć wszystkiego. Chcesz mieć towarzystwo do rozmowy, to musisz znosić zapach petów. Jaśnie Pan wybaczy, że księżniczce, którą Pan uratował, bliżej do parowozu niż człowieka.
Kiedy już ziemia przestała uciekać spod moich stóp, podjęłam próbę otrzepania się ze śniegu, który już zdążył poprzyklejać się do moich wełnianych spodni.
-Ło panie, dawno to było. We wrześniu jakimś? A gdzie to chuj wie. Jakiś las na południowym zachodzie. - w tamtej sekundzie zauważam, że typ jakoś dziwnie na mnie patrzy. - A czemu się pytasz? To twojego dzieciaka zeżarł? Muszę rozczarować, ale nie ma co szukać zemsty, bo własnoręcznie ubiłam tego kundla.
Westchnęłam ciężko.
-I nikt mi za to nie zapłacił, a skurwiel połamał mi żebra. - spluwam z obrzydzeniem gdzieś pod nogi. - A opieka zdrowotna, kurwa, w tym kraju to jakiś żart i zdzierstwo.
Koleżka wybrał przysługę. Na jego miejscu zrobiłabym to samo. Pieniądze są dobre, ale czasem mają ograniczenia, a słowo to słowo.
-To teraz warunki umowy. - przechodzę na profesjonalny ton, bo w końcu załatwiamy biznesy. - O odebraniu przysługi proszę powiadomić mnie listownie na minimum trzy dni przed tym, jak mam ją wykonać. Nazwisko Raskolnikova. Wszelkie "teraz", “za godzinę” i “na jutro” nie wchodzą w grę. Przysługa nie obejmuje działań na niekorzyść banku Gringotta. Oraz ma nie być śmiertelnie niebezpieczna - zjawa nie była niczym przyjemnym, ale zabić nie mogła, więc stopień niebezpieczeństwa przysługi ma być podobny. Jakieś pytania?



To go wrong in one’s own way is better than to go right in someone else’s.
Zlata Raskolnikova
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i łowczyni nagród po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
ultra-violence
OPCM : 15
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793

Powrót do góry Go down

-Derbyshire. - powtórzył cierpliwie, jak do wstawionych ludzi należało. Middlesex. Londyn. Spodziewał się, że ktoś, kto pracuje w stolicy mieszka niedaleko, ale i tak poczuł ukłucie złości. -Nie potrzebujemy tu konfliktów z Middlesex. Ta zjawa mogła minąć ciebie, zagrozić cywi... ludziom. - syknął, wchodząc w rolę żarliwego patrioty z Derbyshire, skoro nie mógł już otwarcie być aurorem. Szkoda, lubił działać jawnie. Z odznaką, uśmiechem, i tak dalej.
Przynajmniej półgoblinka trochę się rozgadała. Przechylił głowę, słuchając jej uważnie. Stopniowo, wdychając ten przeklęty papierosowy dym, słuchał coraz mniej jako auror i coraz bardziej jako ktoś odrobinę inny, ale poczucie sprawiedliwości było w nim silne, a gniew na nieznajomego tlił się coraz żarliwiej.
Szczególnie, że Zlata zachęcała.
-Urwać łeb? Dosłownie? - zaintrygował się Fenrir. Zrobił to kiedyś, z czyimś ramieniem, ale w innym ciele. Uśmiechnął się drapieżnie. -A wiesz co, chcę mu urwać łeb. Przez to, że próbował zabić półgoblina, na moich oczach, tutaj. I dlatego, że - mam ochotę, ach, zaraz, ludziom nie wypadało się do tego przyznawać -no, mnie też wkurzył.. - wzruszył ramionami.
Tylko jak?
Nudziarzu, pomóż.
Potarł skronie dłonią.
-On wróci po tą butlę, nie? Wiesz coś o tych butlach? Albo sprawdzić, czy nie żyjesz? Jeśli tak, to schowamy się. Poczekamy. Myśli, że jesteś pijana i osłabiona, nie wie o mnie. - zaproponował. -Skutecznie i szybko, nie jestem żadnym Robin Hoodem. - parsknął.
A potem świat na moment się zatrzymał.
Południowy zachód.
Wrzesień.
Dzieciak.
To nie może być przypadek. W jasnych oczach błyszczy wdzięczność.
I cień złocistego strachu - kim ona jest, by zabić wilkołaka?
-Może mój, może nie, nic ci do tego. Życie za życie, wilk za twojego gościa. - uciął szybko. -Dziękuj wszystkim znanym ci bogom, że tylko połamał żebra, a nie ugryzł. - wywrócił oczami, bo ta gadka nie zrobiła na nim wrażenia. Nie wydawała się delikatna.
Zrobiło za to na nim wrażenie, że być może...
...nie, chyba nie. Nie pachniała tak jak oni.
Raskolnikova strasznie dużo gada o tej przysłudze, a Fenrir-Michael słucha trochę jednym uchem, rozglądając się pilnie i myśląc nad fałszywym nazwiskiem.
-White. - wzdycha w końcu, norweski śnieg i kolor własnego futra to pierwsze, co przychodzi mu do głowy. Ściska rękę Raskolnikovej, zerka na zjawę. -Schowajmy się. - decyduje i prowadzi półgoblinkę za jeden z budynków przy torach. Pozostaje im czekać.


wchodzimy do szafki

rzucam na skradanie (I)
1-50 - czarnoksiężnik nas widzi i atakuje pierwszy
50-90 - możemy w szafce jeszcze wykonać jeden ruch
90-100 - totalnie go zaskakujemy!


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Miasteczko Borrowash - Page 4 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 32
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Borrowash - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Krew wciąż szumiała mu głośno w uszach, rozbudzona w trakcie stoczonej dopiero co walki, kiedy starając się za wszelką cenę opanować drżenie ściskających różdżkę palców, zmierzał w stronę majaczącej między drzewami sylwetki Skamandera. Cień podążał cicho za nim, przywołany krótkim gwizdnięciem, Percival jednak nie oglądał się za siebie, spokojny o posłuszeństwo aetonana; znacznie bardziej naglącym problemem wydawał się ten idący przed nim, raz po raz chaotycznie strzelający spojrzeniami na boki, jak gdyby tylko szukał okazji do ucieczki. A może spodziewał się dostrzec nadciągające wsparcie? Nie wiedział, nie spuszczał jednak wzroku z jeńca, ani na moment nie opuszczając też skierowanej w jego stronę różdżki. Wolną ręką sięgnął do twarzy, żeby odgarnąć z niej włosy, wykorzystując ostatnie metry dystansu na uspokojenie oddechu. Skóra na boku piekła go dokuczliwie, ale na razie nie miał czasu na lizanie ran; wystarczyła mu świadomość, że rozcięcie nie wyglądało na groźne, raczej powierzchowne.
- Stój - rzucił sucho, kierując te słowa rzecz jasna nie do Skamandera, a idącego przed nim czarodzieja; wyminął go, zatrzymując się jednak tak, by wciąż mieć go na oku, po czym przeniósł spojrzenie najpierw na aurora, a później na nieszczęśnika, który leżał nieruchomo pod drzewem. Potrzebował paru sekund na połączenie faktów: nienaturalnie powykręcanych kończyn, głowy wygiętej pod dziwnym kątem, oczu otwartych szeroko i utkwionych w nieistniejącym punkcie gdzieś w okolicach połamanych gałęzi. Coś wywróciło mu się nieprzyjemnie w żołądku; odwrócił wzrok od martwego mężczyzny - może trochę za szybko, by wyglądało to naturalnie. - Raczej on miał - odparł na uwagę Skamandera; chciał brzmieć swobodnie, ale głos miał napięty. Przez chwilę wahał się, czy powinien zapytać o to, co zrobią z martwym czarodziejem - planowali go tak po prostu tu zostawić? - ale pytanie nie przeszło mu przez gardło. Może przeczuwał, jak miała brzmieć odpowiedź, a może tak naprawdę wcale nie chciał sugerować innej - bo w tamtej chwili czuł, że powinni przede wszystkim zająć się drugim z mężczyzn, który na widok swojego kompana pobladł wyraźnie i zaczynał wyglądać, jakby było mu wszystko jedno. - Zejdźmy z widoku - zaproponował Percival, przenosząc spojrzenie na Skamandera. Nie miał ochoty czekać, aż towarzysze ich nowego znajomego ruszą mu na odsiecz. - Peak District jest rzut kamieniem stąd, możemy zabrać go do bazy wypadowej. Nie musimy przechodzić przez część administracyjną - dodał, choć czuł wewnętrzny opór przed wprowadzeniem wroga za bramy rezerwatu. Wiedział, że nie spuszczą go z oka, że spętany i obezwładniony nie będzie w stanie narobić szkód - ale sama myśl wciąż budziła w nim niesmak. To było miejsce dla smoków, żaden z nich nie powinien nigdy postawić tam stopy.
Zaczekał na potwierdzenie ze strony aurora, zanim odwrócił się w stronę Cienia. Nie miał najmniejszej ochoty na podróż, nawet krótką, w tak bliskim towarzystwie parszywego szpiega, ale nie próbował nawet proponować Skamanderowi, żeby to on go ze sobą zabrał. Kazał mężczyźnie wsiąść na grzbiet aetonana (pomagając mu trochę, gdy za bardzo się gramolił, choć po części można było tę opieszałość usprawiedliwić wciąż pętającymi ręce i nogi kajdanami), po czym sam usiadł za nim. - Jeśli spróbujesz czegokolwiek, skończysz jak twój znajomy - powiedział, nie tyle grożąc, co ostrzegając - i prawdopodobnie nie mijając się wiele z prawdą, upadek z grzbietu skrzydlatego konia nie mógł skończyć się dobrze.
Skierował Cienia w ślad za wierzchowcem aurora, najpierw w stronę polany, a później - gdy mieli już wystarczająco dużo przestrzeni, żeby aetonany mogły rozpędzić się i wzbić w powietrze - w górę, zataczając pętlę ponad wierzchołkami drzew i stopniowo wznosząc się wyżej. Rozejrzał się, bez trudu obierając kurs na Peak District - znał te wzgórza doskonale, w ciągu ostatniego roku spędzał na nich niemal każdą chwilę - a potem pochylił się niżej, do tego samego zmuszając jeńca. Miał nadzieję, że nie wiózł go na marne, podejrzewał jednak, że nawet jeśli nie był nikim ważnym, to Skamander będzie w stanie wyciągnąć od niego jakieś informacje.

| zt x2



as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Percival Blake
Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 33
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott

Powrót do góry Go down

|wychodzimy z szafki

-Ta, wiem. Czuję. A miało być powoli i boleśnie… Weź na przyszłość poćwicz celowanie, bo jakbyś trafił w płuca, to cały chuj. - spluwam gdzieś pod nogi i już nie tracę czasu na bezsensowne rozmowy. Mam tu pewnego skurwola do ogarnięcia.
Kucam tuż obok niego i chwytam za kołnierz płaszcza, podnoszę, żeby przyjrzeć się jego twarzy. Chcę, żeby patrzył na mnie. To taki to już mój mały rytuał.
Z tej perspektywy mężczyzna nie przypomina mi już osoby, na którą polowałam… albo to ona polowała na mnie? Trop się urwał, ale może jeszcze jest szansa coś jeszcze z tego truchła wydobyć?
-Nazwisko twojego szefa! Mów!- prawie ryczę ze wściekłości. A w odpowiedzi typ tylko śmieje się gardłowo. - Dla kogo pracujesz?
Widzę, że odpływa, ale szarpię go jeszcze parę razy, żeby ocucić. Krople krwi i innych substancji upadają na śnieg i moje ubranie.
-Nie rusza się tego, co nie twoje, ruska szmato.
Jego głowa opadła na bok. Mimo moich starań już się nie obudził.
-Kurwa mać. Kurwa jebana mać. - rzucam zwłoki na śnieg i szybko podnoszę się na nogi. Świat nabrał szkarłatnej barwy, obraz lekko się rozmył. Zaczęłam kopać truchło, jeszcze bardziej brudząc krwią wszystko dookoła.
-Паршивая бялдина, вставай! Вставай и отвечай на мои вопросы! - ale, oczywiście nie wstał i milczał - jak to trup. Kto mnie wpakował w tę historię? Nie był to bank, o nie. To na pewno jedno ze zleceń dla tych pierdolonych szlaciurów. Dla jebanego systemu. Tak, to musi być to. Bo ja zawsze uważam, zawsze jestem ostrożna. A teraz to ja będę obrywać. Zrobili ze mnie cholerne narzędzie. Zataili prawdę. Nie dotrzymali umowy.
Wściekłość nie mogła znaleźć ujścia. Katowanie umarlaka również nie pomagało. Musiałam zrobić coś. Cokolwiek.
Wytarłam krew z twarzy. Już miałam pomysł.
Tak chcecie się ze mną bawić. Dobrze.
To się, kurwa pobawimy.
Bez słów przysuwam trupa magią bliżej budynku, żeby go oprzeć o ścianie, a następnie zanurzam rękę w wypadających flakach i zaczynam wysmarowywać litery po chropowatej powierzchni tuż nad jego głową. Kiedy napis był gotowy, z kieszeni kurtki wydobywam krótki nożyk, służący mi do krojenia prowiantu w drodze, i zatapiam go w poharatanym ciele czarnoksiężnika. Oprawiam go jak zwierzę, a w tym akurat mam wprawę, bo ludzka anatomia nie jest dla mnie w pełni zrozumiała. Na szczęście to umiem znaleźć - serce, już niebijące i ociekające krwią ląduje w mojej dłoni. Chwile spoglądam na trofeum, po czym ładuje je do kieszeni.
Jestem jak w transie, napędzana gorącym gniewem i resztkami alkoholu. Nie mogę się zatrzymać. Nie chcę tego robić.
-To co, panie White, czy jak ci tam? - on nadal tu jest. Na co czeka? - Do zobaczenia?
Dziwny uśmiech zastygł na mojej twarzy sekundę tuż przed tym, jak teleportowałam się do sprawdzonego miejsca pod Londynem.
Znajdę tego kogoś i zapierdolę. Jego krwią i krwią wszystkich tych, którzy staną mi na drodze, wypiszę na każdej kamienicy tego pierdolonego miasta “Śmierć sługusom systemu”. Tak samo, jak to zrobiłam w Derbyshire.

/ztx2



To go wrong in one’s own way is better than to go right in someone else’s.
Zlata Raskolnikova
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i łowczyni nagród po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
ultra-violence
OPCM : 15
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Miasteczko Borrowash

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach