Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Aleja Theodousa Traversa

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime26.12.15 0:07

First topic message reminder :

Aleja Theodousa Traversa

Jedna z dłuższych alei, wybrukowana szarą kostką. Pomimo lokalizacji tuż przy samej Tamizie, gdzie odbywają się załadunki i rozładunki towaru, spotkać tu można wiele osób - najczęściej amatorów długi spacerów i charakterystycznego zapachu rzecznej toni. To właśnie tutaj  cumuje Jolly Jelly II, jeden ze statków rodziny Travers. Z portu można się na niego dostać poprzez drewnianą, stabilną kładkę. Z kolei woda przy porcie najczęściej jest dosyć chłodna - chodnik oddzielają od niej ponad metrowe żeliwne słupki, połączone łańcuchem zdobionym w morskie stwory.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.


Tańce

Przy jednej z głównych Alei czarodzieje rozstawili ogromny namiot, wewnątrz którego znajdowała się scena - na niej występy dają orkiestry, muzycy, śpiewacy, sztuczmistrzowie, szarlatani i inni. Zebrani czarodzieje oklaskują występy, a przy muzyce - tańczą. Charakter tego miejsca jest różny w zależności od dnia i godziny, popołudniami najczęściej słychać tu muzykę klasyczną, przy której bawią się wyższe sfery, a wieczorami i nocami rozlegają się bardziej współczesne nuty, które gromadzą bardziej rozbrykane towarzystwo. Zabawy codziennie rozpoczynają się w południe, a kończą nad ranem.

Choć wszyscy spodziewali się na zimowym jarmarku występu Celestyny Warbeck, która wciąż utrzymuje się na szczycie, śpiewaczka nie pojawiła się. Ministerstwo oznajmiło, że zatrzymała ją ciężka choroba, ale nieoficjalnie krąży plotka, że wybitna artystka odmówiła propagandowego występu, nie zgadzając się z aktualną polityką władzy.

Występy
Jeżeli jesteś artystą scenicznym i chcesz wystąpić na scenie, możesz napisać w tym wątku opowiadania na co najmniej 800 słów i zarobić w ten sposób 50 pm (należy je dopisać do skrytki samodzielnie, z zalinkowaniem owego opowiadania).

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 22:24, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime24.12.20 23:22

Prowadzili go przez całe miasto jak zdobycz jakąś czy coś. Pod asystą czterech różdżek wycelowanych prosto w plecy i ramiona szedł tak unikając spojrzeń innych. Był zmęczony, najzwyklej zmęczony. Pobyt w Tower był taki jakiego mógł się spodziewać. Gdy ledwo tydzień temu został napadnięty razem z Philippą przez patrol policji nikt nie wiedział jak się to właściwie skończy i tylko parszywy pech i zła wola kiegoś kto tam nad nimi czuwał, o ile taki był, doprowadziły do tego wszystkiego. Wpierw z dyńki walnął jednego i podziałało, padł jak długi na ziemię, potem jednak ten drugi to czort jakiś bronił się jak cholera tą różdżką i za nic nie szło ściany przebić, aż w końcu dziwne noże wyczarował z tego patyka które prosto w Hagrida się wbiły i upuszczając krwi w końcu doprowadziły, że twarzą prosto w bruk poleciał. Obudził się już w celi, a co się dalej działo to o pomstę woła. Tydzień mijał długo jak miesiąc, a chociaż go straszyli, że tam do końca życia posiedzi to jednak wypuścili by tyrał w porcie jak niewolnik. Nadgarstek dalej go bolał od tego noża co mu się wbił w ciało, noga trochę mniej, bo i rzadziej mięśniami ruszał. Cela była mała więc przez tydzień za dużo spacerów sobie nie mógł zrobić. Trochę go przypalili, trochę podźgali różdżkami w mordę, ale w sumie dużo złego nie zrobili. Jeden koleś, taki większy, przyszedł i po brzuchu Hagrida dobre trzydzieści minut tłukł, aż w końcu wątrobę obił. Worek treningowy sobie z niego zrobili, ot co, tak myślał. Bardziej jednak ruszało to co się z tym pierwszym policjantem stało. Hagrid nie chciał go zabić, a tak jeden więzienny klawisz powiedział, że to właśnie zrobił. Unieruchomić trochę? Na pewno. Ale nie zabić. Co prawda któryś kolega ze zbiorowej celi powiedział, że jakby Rubeus policjanta odstrzelił to by go do Azkabanu wrzucili, więc pewno bujdy gadają co by nastraszyć. Konsekwencje jednak musiał ponieść, a widocznie przewinienie nie było aż tak duże by do końca życia w pierdlu siedział.
Dotarli w końcu na jakąś ulicę, po której Hagrid wcześniej wiele razy łaził, i wprowadzili go do budynku, a potem do gabinetu tego całego zarządcy portu. Tam siedział mężczyzna, postawny nawet chociaż do Rubeusa to mu brakowało kilku centymetrów. Źle mu z oczu nie patrzyło, ale wcale zbyt miłego tonu głosu nie miał. Nie to co Pani Boyle. Półolbrzym nie wiedział nawet czy jeszcze ją spotka, czy ten cały typ nie zamknie go gdzieś w piwnicy by mu ziemniaki obierał. Z drugiej strony po co komu Hagrid do obierania ziemniaków jak trudniejsze rzeczy może robić. Oj, marny los, marny.
- Ta..., Panie Goyle - sapnął tylko na to co mu już strażnicy pare razy powiedzieli, że jak Londyn opuści to gorzej przesrane będzie mieć. - A co ja niby umieć mieć mam... - wzruszył ramionami. - Siły mam trochę, coś tam nosić umiem, beczkę czy coś... Bić umiem - nie chciał go straszyć, Hagrid właściwie bał się jak cholera.
Słyszał o Goylu, najpierw coś w Parszywym gadali, potem Tonks mu opowiedział co to za człowiek i z kim trzyma, a po tym co się tydzień temu stało to Rubeus już doskonale wiedział, że nie samymi pięściami człowiek żyje i z różdżką może niewielkie szanse mieć. Podobno kapitanem był. Słyszał, że Goyle z tym całym ciemnym typem trzyma, że to jacyś kompanii są, a te szumowiny przecież do tego wszystkiego co się w Londynie stało doprowadziły. Tonksowi ufał, ale tyle razy już się pomylił jak pobieżnie na człowieka patrzył, a kto to wiedział czy Pan Caelan z własnej woli do tego całego wielkiego czarnoksiężnika poszedł? Chociaż w Parszywym gadali, że tak i to z dumą.
- Co ja tu robić mam... Panie Goyle...? - spytał jeszcze. - Ręce mam dwie, ale na statek się nie nadaje, bo zatopie - czy to go mogło jeszcze uratować?
Hagrid nie siadał, faktycznie nie miał gdzie, bo krzesełko to by połamał rzeczywiście. Rozejrzał się jeszcze po gabinecie, ale tam jakiś czarnomagicznych znaków nie wykrył, chociaż prawda jest taka, że nawet by nie wiedział jak takie miały wyglądać. Teraz to tylko od kapitana zależało co właściwie z Hagridem zrobi, a półolbrzym szykował się już na wszystko, dalej czując obitą wątrobę.





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
Caelan Goyle

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime29.12.20 14:15

Mierzył postawnego, prawie zahaczającego głową o wysokie sklepienie gabinetu mężczyznę uważnym wzrokiem, próbując wyrobić sobie o nim jakieś zdanie – wszak samo to, że był półolbrzymem, niewiele mu mówiło. Dopóki Hagrid nie zjawił się w gabinecie, nie był pewien, czego powinien się spodziewać. Ile to on miał wzrostu? Ze trzy metry? Jednak z każdym kolejnym słowem, spojrzeniem, dowiadywał się o nim nieco więcej. Na przykład – że miał coś dziwnego, czerwonego, na czole. Wpierw nie zauważył odniesionej w boju rany, ginęła ona wśród okalających twarz drągala kudłów, dopiero po chwili, mrużąc przy tym oczy, dostrzegł ślad, który przypominał roześmianą, ubraną w spodenki na szelkach rybę. Na Merlina, kogo mu oni przyprowadzili? Czy to był jakiś niezbyt zabawny żart? – Czy możesz mi też powiedzieć, za co wylądowałeś w Tower? I co się stało z twoją głową? – postanowił dopytać, wznosząc szklaneczkę do ust, upijając z niej łyk rumu; skoro wypuścili go z więzienia, postanowili wysłać do pracy w porcie, nie mogło to być nic szczególnie dotkliwego. Wolał jednak poznać choćby i jego wersję wydarzeń, wszak ministerialny gryzipiórek nie wdawał się w szczegóły, informował jedynie o zwolnieniu brodacza z aresztu, nic więcej. Jakim cudem ta banda idiotów wsadziła go za kratki? Dopiero po chwili zreflektował się, spoglądając w kierunku niemalże pełnej butelki. – Chcesz się napić? – Był względnie miły, milszy niż zwykle, nie wiedział nawet dlaczego. Może z powodu prędkiego odprawienia policjantów, a może z uwagi na wrażenie, jakie robił na nim półolbrzym. Rosły chłop, na sam jego widok niektórym musiały uginać się kolana, czoła rosić zimny pot. Mimo to było w nim coś łagodnego, niemalże dziecięcego; Caelan czuł, że więcej zadziała tutaj choćby namiastką dobroci niż groźbami. Mógł się nim nie przejmować, mógł po prostu wydawać rozkazy, odsyłać od jednego zakątka dzielnicy do drugiego, w ten sposób nie zyskałby sobie jego lojalności. Zaś lojalność kogoś takiego jak on jawiła mu się jako coś cennego, wartego odrobiny zachodu i kilku nie aż tak odpychających słówek. – Rozumiem – skwitował jego krótki wywód bez większych emocji, choć wyobrażenie sobie Hagrida w trakcie walki na pięści odzywało się podskórnym, mimowolnym niepokojem, z drugiej strony – rozbudzało ciekawość; mimo to nie powiedział mu nic zaskakującego, siła, jeszcze więcej siły, to wszystko. Przyda się do rozładunku i załadunku statków, do uporządkowywania magazynów, do bezpiecznego dostarczania przesyłek w odpowiednie miejsca. Zapisał coś na kawałku pergaminu, uważając przy tym, by nie pobrudzić rąk – ani rękawów koszuli – atramentem. – Nie będziesz musiał skakać po pokładach, nie bój się – burknął pod nosem, znów wznosząc wzrok wysoko w górę, ku majaczącej pod sufitem twarzy gościa. Wolał nie sprawdzać, czy mieszaniec potrafił pływać, albo – czy którakolwiek z łajb poszłaby na dno pod jego, z pewnością ogromnym, ciężarem. – Na pewno znajdę dla ciebie odpowiednie zajęcie. Chociażby noszenie towarów. Zapewnianie bezpieczeństwa moim chłopcom. Bo czasem zdarzy się, że ktoś spróbuje im przeszkodzić w wykonywaniu pracy… – urwał, w zamyśleniu pocierając pokrytą kilkudniowym zarostem brodę. Miał doskonałą okazję, by dowiedzieć się, czy poczynione wysiłki przyniosły pożądany rezultat, a port wybrzmiewał plotkami o jego dokonaniach. O Pichardzie, o Larsonie, o wywleczonych z pubu przeciwnikach obecnej władzy. A także o pochwyconej zbrodniarce, Justine Tonks, którą oddał w ręce Ministerstwa; nagroda za głowę Zakonniczki umożliwiła zatrudnienie większej liczby czarodziejów, usprawnienie kontroli wpływających i wypływających z Londynu statków. Chyba powinien jej serdecznie podziękować nim jeszcze skrócą ją o głowę. – Powiedz mi, co o mnie słyszałeś – dodał na koniec, nie prosił, ale też nie rozkazywał, wątpił przy tym, by postawiony przed nim mężczyzna odważył się odmówić.





paint me as a villain
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime31.12.20 3:13

Głowa już go nawet nie bolała, chociaż własnej gęby nie widział od tygodnia to mu zdążyli opowiedzieć co mu na czole wyrosło. Krwawy, już zestrupiony ślad po puszce, która przypadkiem się w tym zachodnim porcie zawieruszyła się i po upadku całym ciężarem wielkiego cielska, po prostu odbiła się na czole. Pech chciał, że wytłoczony na jej denku śledź w spodenkach na szelkach odbił się na czole półolbrzyma jak jakaś pieczęć co go naznaczyć miała. Ci co go z Tower wyprowadzali i mówili gdzie ma leźć, powiedzieli, że namiar ma i, że jak mu się zachce bawić w uciekniera, to i tak go złapią. Hagrid uciekinierem nie był, swój honor miał, ale myśli co tu w takiej sytuacji robić aż biły się w głowie. Dobrze, że wypuścili, z tego się cieszył. Teraz trzeba było tylko pomyśleć jak to dalej rozwiązać. Philippa obiecała, że się tym zajmie i, że zrobi tak by było dobrze, ale ile rzeczywiście mogła to czort jeden wiedział.
- Napadły mnie... - powiedział zgodnie z prawdą, kłamać przecież nie za dobrze umiał, bo i po co się uczyć tego? - Te... Policjanty. Na taką moją te, no... Znajomą. Na nas obydwa. To się broniłem, bo co innego robić? - wzruszył ramionami.
Więcej nie chciał mówić, chociaż coś tam w głębi duszy mówiło, że to temu całemu Goylowi może nie wystarczyć. Może dużo już takich jak on przyjmował, darmowych robotników sobie zapewniał, skoro to taki ważny czarodziej w Londynie był po tym jak się z ciemnymi typami zbratał.
- Wyrżnąłem łbem w puszkę, tak mnie gadali, jak mnie jeden poskładał czarem co mnie ten... A jakieś noże poleciały, ale to już blizna tylko zostanie. No i się odcisnęło, o - wskazał na czoło.
Wystarczającym już wybrykiem był co by się jeszcze śledziem przejmować, chociaż głupio to na pewno wyglądało, to po tym jak go w więzieniu potraktowali, już niewielkie znaczenie miało. Spojrzał na butelkę na stole. Niby w alkohol podobno uciekać nie można było jak coś złego człowieka spotka, ale Hagrid o niczym innym niż o tym rumie to nie mógł już myśleć. Pan Goyle miły człowiek się wydawał, skoro alkohol proponował. Przecież by rumu nie truł, sam pił szklankę czegoś co jak rum wyglądało.
- Znaczy ten... Jakbym mógł to ja... No ta - pokiwał głową i nawet trochę luźniej mu się na sercu zrobiło.
Skoro nie miał na łódkach pływać i mógł w Londynie zostać to ulga to była potężna. Dalej widocznie będzie mógł w porcie siedzieć, a jak dobrze pójdzie to może i by nawet do Parszywego zaszedł, jakby go ten Pan Goyle puścił kiedyś albo pozwolił list wysłać, co by Philippa i pani Boyle nie zmartwiły się nadto, jeśli jeszcze o nim myślały. Słuchał jakie zadania ten będzie dla niego miał, zastanawiając się tylko jak to ma wszystko wyglądać. Czy tu ma jak w więzieniu siedzieć i całą dobę tyrać na jego dobro, czy na godziny przychodzić. Obie opcje lepiej niż to całe Tower. Przynajmniej w porcie mniej rzygiem capiło. Kolejne pytanie jednak, jak grom z nieba jakiegoś, Hagrida zestresowało. Nie był dobry w gadaniu, raczej wolał słuchać albo na flecie pograć zamiast się tłumaczyć. Pogawędki urządzać sobie mógł, ale tu, od tego co powie, pewno dużo zależało.
- Ja żem w Porcie długo nie siedział, ale coś tam słyszałem... Że Pan jest Kapitan tu i, że flotę ma. Że Pan jest z władzą dobrze żyjący - i mugoli zabija. - Że lepij nie podskoczyć... - ostatnie dodał już ciszej.
Jak się czasem zapędził to miał za długi jęzor, ale tu dbał o to co z jego ust się wybija. Trzeźwy był jak cholera, stres to go zjadał od dużego palca u nogi aż do góry, a zmęczony i osłabiony był, to też sił mniej niż zwykle. Panu Goylowi podskoczyć jednak nie chciał.





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
Caelan Goyle

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime01.01.21 18:28

- Rozumiem – skwitował krótko, lakonicznie, mimo to nie spuszczał jeszcze Hagrida z oka. Policjanci go napadli, jego i jego znajomą. To było jasne, lecz co poprzedziło samo zatrzymanie? Nie miał zarejestrowanej różdżki? Czy on w ogóle potrafił posługiwać się różdżką…? – A za co was napadły? – dodał po chwili, próbując podchwycić wzrok rozmówcy, choć z uwagi na różnicę wzrostu nie należało to do najprostszych zadań. Nie starał się brzmieć surowo czy niechętnie, a jedynie pociągnąć go za język. Chciał zrozumieć, w jaki sposób funkcjonariusze magicznej policji zatrzymali półolbrzyma – i jego przyjaciółkę – a także co nimi powodowało. Jeśli nie brak certyfikatów, to może agresywne zachowanie, łamanie innych panujących w stolicy zasad. Włóczyli się po mieście w środku nocy? Wersji mogło być wiele, na pewno jednak nie był rebeliantem, tych traktowali inaczej. I nie wypuszczali na wolność. Uniósł wyżej brwi w reakcji na dalsze słowa nowego pracownika, wyrżnął łbem w puszkę, nic tylko pogratulować szczęścia. I wzoru, który w ten sposób odcisnął się na jego czole. Współwięźniowie musieli być pod wrażeniem groźnego, straszącego czerwienią śledzia w spodenkach. Wygiął usta w czymś, co miało przypominać uśmiech, po czym sięgnął po stojącą obok butelkę, polał do drugiej szklaneczki, podsunął ją w stronę Hagrida. Niech pije. I gada, im więcej, tym lepiej. Nawet jeśli dziwnie formułował zdania, wydawał się nieokrzesany.
Zapisał coś na pergaminie, szykując odpowiednią notkę dla stacjonującego w porcie, robiącego przy kontrolach podwładnego. Nie miał czasu sprowadzać go tutaj, do biura, by zapoznać z oddelegowanym przez ministerialnych urzędników drągalem. Wygodniej było powierzyć Hagridowi liścik – kto wie, może nawet nie umiał czytać – i skierować do ulokowanych nad Tamizą magazynów. Wpierw jednak musieli się rozmówić, dookreślić detale wiążącego ich układu, dopiero później zweryfikować, jak półolbrzym miał zachowywać się bez dyszących mu w karki psów. Zaraz jednak znów objął spojrzeniem zarośniętą twarz mieszańca, wciąż pocierając brodę, w milczeniu oczekując jego odpowiedzi. Nie musiał naciskać, by nakłonić go do mówienia. To dobrze. Uśmiechnął się chłodno, z dziwnym błyskiem w oku, w reakcji na ostatnie słowa, cichsze i wypowiadane z czymś na kształt… obawy? Informacji o flocie nie miał zamiaru prostować, to bez znaczenia – najważniejsze jednak, że opowieści dotarły i do uszu kogoś takiego jak Hagrid. – Czyli ludzie gadają – podsumował, znów sięgając po swe szkło, biorąc kolejny łyk rumu. Dowiedział się już, czego chciał, nie miał zamiaru potwierdzać lub zaprzeczać przedstawionym przez rozmówcę informacjom. – Powiedz mi, gdzie pracowałeś do tej pory? Czy w ogóle jesteś stąd? – kontynuował przesłuchanie, z każdą kolejną chwilą czując się coraz pewniej. Może to tylko pozory, lecz stojący przed nim mężczyzna, wbrew swej pokaźnej sylwetce, groźnej, kudłatej twarzy, sprawiał wrażenie potulnego. Nie próbował sztuczek, nie pyskował. Inna sprawa, czy będzie się tak samo zachowywać, kiedy już opuści budynek, zostanie oddelegowany do współpracy z innymi stacjonującymi w porcie pracownikami. Nie obchodziło go za bardzo, czy ten posiadał przy sobie wszystkie niezbędne do normalnego funkcjonowania przedmioty, musiał dać sobie radę z tym, co miał, prędko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – Byłeś kiedyś na Nokturnie? – dodał jeszcze na koniec, unosząc przy tym brwi.





paint me as a villain
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime05.01.21 1:16

Za co napadły... No długo by gadać. Może za sam Hagrida ryj, kto mógł wiedzieć?
- Szłem se, w Zachodnim żeśmy byli co by sprawunki załatwić, ot co - stwierdził zgodnie z prawdą. - Wyszły zza zakrętu i od razu czarami wzięli i walnęli - no jak to inaczej wyjaśnić?
Hagrid zadumał się przez chwilę. W Tower to miał wiele czasu co by sobie przemyśleć to wszystko. Cichy głos w nim mówił nawet, że głupio zrobił, że do Londynu przylazł, ale kto by tam jakiegoś głosu słuchał jak tu prawdziwa wojna trwała, a tan cały Pan Goyle to do tego całego towarzystwa należał. Na kij tych mugolaków wzięli i mordowali? Jaki to sens miało jak oni wszyscy bezbronni byli? Nie wiedział nikt, a na pewno taki Hagrid to się nie domyślał, bo i czego? Czy to jakaś potrzeba co by komuś dowalić czy może rozmyślania głębokie, nie wiedział nikt.
- Ja żem bym sam to nie... - zaczął. - Ja nie głupi jestem co by na policję się rzucać.
Jak przy tym całym Goylu reagować to pojęcia nie miał. Niby z szumowinami trzymał, ale miły człek się na pierwszy rzut oka wydawał. Patrzył na niego z dołu, ale Hagrid i tak ten respekt czuł. Co się o nim nasłuchał to jego, trzeba było uważać. Jak on tego Ciemnego Typa stronę trzymał to pewno jeden czar i po Hagridzie by było. Ten mu jednak kielona polał, bo inaczej tego nie można było nazwać, tak patrząc na gabaryty Hagrida i szklaneczkę którą miał się raczyć. Wypił wszystko na jeden raz, nie, że spragniony alkoholu, ale zwyczajnego rozluźnienia. Dobry ten rum był, inaczej smakował niż siki z Parszywego, tak jakby ktoś mu niebo na języku położył. W milczeniu podrapał się po brodzie po czym dodał swoje trzy grosze.
- Dobre to, ładnie smakuje. Pan to pewno nie, że własnej produkcji ale sprowadzane, nie? - choć to znaczenia za bardzo nie miało, ale podlizać się trzeba było. - Trunek to tak smaczny jak sam Merlin gołą stópką pędził - skwitował. - Ja żem w Parszywym do tej pory, kojarzy Pan, nie? Taki lokalik ładny w porcie, chociaż towarzystwo to takie no... Ochraniarzem żem był, co żem na wejściu czuwał czasem, w ryj dał czy coś, ale to też od okazji zależało, bo to wiadomo, że nie zawsze okazja, nie? - zaplątał się. - Ja żem spod Forest of Dean tak orygynalnie, ale ostatnie lata to gdzie indziej - rozpraszał się choć mu Tonks mówił żeby gębę na kłódkę raczej trzymał. - Ale w Londynie, bo tu robota - nie skłamał w sumie tak jakby przychylniej spojrzeć.
Na następne słowa Goyla zatrzymał się i przełknął ślinę. O Nokturnie słyszał, ale nie myślał by tam swój własny łeb zanurzać, bo to podobno jakaś czarno magiczna alejka była. Patrzył na Goyla przez chwilę tak jakby czuł co ten kombinuje. Może Hagrida chciał wysłać co by na pewną śmierć go wzięli, ale skoro szklaneczkę rumu dał to taki zły wcale nie mógł być. Odłożył szkło na stół i zmrużył oczy. Po raz pierwzsy w trakcie pobytu u tego całego Kapitana poczuł strach. Jego samego to by pewno w dwa ciosy na glebę położył, ale Ministerstwo mówiło, że namiar, że zakaz opuszczania Londynu, że Hagrid to se przesrał sprawę.
- Nie był... I wcale mi się nie widzi tam leźć, panie Goyle - dumnie uniósł brodę, co jak co ale zabić się nie da. - Ale no... Kłopotów bym wolał uniknąć. Pan mnie tam słać chce? Ja głupi nie jest.





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
Caelan Goyle

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime05.01.21 22:04

Odchylił się do tyłu, wsparł plecy na oparciu, szukając wzrokiem twarzy Hagrida. To policja zaatakowała pierwsza, nie był tak głupi, by prowokować walkę z funkcjonariuszami – może, może mówił prawdę, a może uparcie unikał prawdziwego powodu zatrzymania. Zadawanie tego samego pytania innymi słowami zdawało się pozbawione sensu, najlepiej będzie napisać list do Goshawka i poprosić go o przekazanie wszystkich informacji, które udało im się uzyskać, poznać i odmienną wersję wydarzeń. – W porządku – mruknął tylko, odpuszczając temat powodu, dla którego znalazł się w Tower. Dopiero wtedy, gdy dojrzał ogromną dłoń półolbrzyma sięgającą po malutką szklaneczkę, zrozumiał, że może raczej powinien mu zaproponować miednicę albo kociołek rumu – na to jednak nie był przygotowany. Trudno, niech wystarczy mu ten gest dobrej woli; dzielił się z nim swoim alkoholem, to już o czymś świadczyło. Skinął krótko głową, gdy rozmówca pochwalił posmakowany trunek. – Sprowadzane – przytaknął lakonicznie, kręcąc własnym szkłem, mrużąc oczy. – Z Kuby – dodał jeszcze, przekrzywiając przy tym głowę. Wątpił, by Hagrid był koneserem, by wiedział, po czym poznać dobrej jakości rum. – To Havana Club. Spójrz na tę barwę… – Wzniósł szklankę wyżej, w promienie wpadającego do pomieszczenia słońca, by rozmówca mógł przyjrzeć się jej zawartości. – Im ciemniejszy, im starszy, tym lepiej. – Skończył się produkować, by następnie wychylić resztkę alkoholu. Dolał i sobie, i Hagridowi, w milczeniu wysłuchując dalszych słów oznakowanego śledziem pracownika. – Parszywym? Parszywym Pasażerze? – powtórzył powoli, marszcząc przy tym brwi. Kiedy go zatrudnili? Czy to możliwe, by drągal pracował tam od dawna, by ciągle się mijali? Mało prawdopodobne. Inna sprawa, że od kilku miesięcy nie zachodził już do wspomnianego lokalu, zwyczajnie nie miał na to czasu. – Tak, kojarzę, bywałem tam czasem. Od dawna tam robiłeś? Zatrzymasz się u Boyle’ów? – dopytał, bo przecież gdzieś sypiać musiał, zaś poza Londyn nosa wyściubić nie mógł. Zapamiętywał wszelkie pozyskane od niego informacje, mając nadzieję, że nie były one jedynie stekiem kłamstw. Czas miał pokazać, czy oddelegowany przez Goshawka mieszaniec znalazł się w złym miejscu, o nieodpowiedniej porze, czy raczej zamierzał przeszkadzać, mącić, a może nawet węszyć. Czyż nie powinien zasięgnąć języka, dowiedzieć się czegoś więcej o jego rodzinie…? Zamarł w bezruchu, gdy przez twarz rozmówcy przemknął cień zawahania albo czegoś podobnego, jak gdyby usilnie nad czymś dumał, rozważał wszelkie za i przeciw. Czyżby ten Nokturn tak go zjeżył? – Nikt nie mówi, że jesteś głupi, Hagridzie – odezwał się powoli, bez większych emocji; pozornie cierpliwie, jak gdyby rozmawiał z dzieckiem. Miał przecież doświadczenie, jakoś wytrzymał z Cillianem te jedenaście lat. – Pytam, bo istnieje szansa, że kiedyś potrzebowałbym tam twojej obecności. Sprawy portu. – Uśmiechnął się krótko, bezczelnie kłamiąc. – Nie bój się jednak. Kłopotów tam nie spotkasz. A jeśli, powołasz się na mnie. – Uniósł wyżej brwi, próbując zaobserwować, jak ten zareaguje na podobne wyznania. Może i nie powinien obnosić się ze swoimi znajomościami, inna sprawa, że Ministerstwo było po ich stronie, stronie jedynej słusznej sprawy. Nie obawiał się konsekwencji, nie obawiał się, że powiążą jego nazwisko z Mantykorą.





paint me as a villain
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime11.01.21 3:09

Kosztował tego rumu tak jakby jakieś złoto w płynie istne dostał. Zwykle to nie wybrzydzał. I bimberku wypił i spirytusu i szczochów z Parszywego nawet czy tam innej przydrożnej tawerny. Ten jednak to smakował tak jakby stópki samemu Gryffindorowi całował.
- Bardzo pyszny Panie Goyle - wyszczerzył zęby chociaż tyle w tym uśmiechu prawdy było co w beczce śledzi gorzały.
Rum dobry to prawda, by takiego z pięć litrów mógł łyknąć, ale osoba Goyla to mu wcale się nie podobała. Chamem nie był, bardzo miły człowiek, chociaż różne rzeczy o nim gadali. Ale przymusowo tam trafił, nie, że z własnej woli, a to wcale miłe nie było. Całe życie takiej tułaczki to mieć nie chciał, dumny był z tego kim jest przecież. Nawet jak się na rumach zbytnio nie znał.
- Ano w Parszywym, da - kiwnął głową dopijając do końca na jeden łyk. - Ochrony trza było to żem stanął tam, bo to wie Pan jak to jest jak się banda chłopów nawali, nie? - dalej szczerzył zęby. - Ale tam to takich rumów to ni ma, ja mówię. Jak to jakiś Kuba wziął produkował to ja nie wiem jaki, ale dobrą robotę zrobił, nie ma co - no przecież taka prawda była. - Ano u Boylów żem se został, dobrzy ludzie. Ja to raczej do bitki niż do yntelektualyzmu jakiegoś, to tam mi dobrze, ale ja teraz to nie wiem, bo mnie tu kazali do Pana to ja nie wiem jak to ma ten.
Sam się zastanawiał co z nim dalej będzie. Plany przecież swoje miał, życie miał jedno i zmarnować go nie zamierzał, ale wtedy Pan Goyle to powiedział takie słowa, że aż go wmurowało. Właściwie to mówili. Mówili, że jest głupi. Na sam wpierw jakiś sąsiad po tym jak mu Hagrid płot dupskiem połamał, potem dzieciaki w Hogwarcie jak im się nie spodobało, że mieszaniec z nimi do jednej klasy przychodzi. Przy mugolach to ucichło, bały się go, bo za duży dla nich był. A skoro różdżek nie mieli to też sporawy problem był by jakoś półolbrzyma zaatakować. Tamtemu patrolowi się jednak udało, a Hagrid przez tydzień słuchał obelg na swój temat w Tower. Nerwy miał na wodzy, i tak zmęczony był po tym jak się w niego te noże wbiły, że w pierdolu wolał milczeć jak na niego pluli albo wodę na łeb wylewali. Mówili, że jest szumowina, że jest śmieć, że jest zwykły cep i debil. Zamyślił się przez chwilę i nawet przychylniej na tego jegomościa spojrzał. Nieważne co gadali, miły facet był.
- Panie Goyle, ja to się nie znam - wzruszył ramionami. - Co ja mam do gadania, Pan mnie powie? - no przecież głupi nie był. - Ja se chce spokojnie ten czas przeżyć, kłopotów nie szukam, byle wszystko dobrze było i byleby, ten no, byleby się nie stało nico złego. Ja do gadania to nie jestem jakiś dobry, ale to Pan mądry człowiek, jak coś trza załatwić to przecie załatwie. Pan mnie powie co? - żeby Pan tylko do Ministerstwa nie pisał i gitara będzie, bo to Tower to psia krew miejsce dupne.





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
Caelan Goyle

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime12.01.21 7:44

- Wiem, wiem – mruknął pod nosem, potwierdzając, że zdaje sobie sprawę z faktu, do jakich ekscesów czy żałosności dochodzi, kiedy grupa marynarzy przesadzi z alkoholem. Po porcie kręcił się od dziecka, wychował się na tych śmierdzących rybą uliczkach, pod czujnym okiem ojca-kapitana – i niejedno już widział. Samemu zresztą brał niekiedy udział w karczemnych burdach, może i dobrze, że wtedy za fraki nie próbował wyrzucać go z lokalu taki zwalisty chłop jak Hagrid. – Przekażę Kubie wyrazy uznania – odpowiedział z kamienną twarzą, dopiero po chwili przywołując na nią niemrawy uśmiech. Z początku nie był pewien czy stojący przed nim półolbrzym jedynie udaje głupszego niż jest, bezczelnie się z niego naigrywa, czy naprawdę nie miał pojęcia, że ta Kuba, o której mówił, była miejscem, nie osobą. Coś w spojrzeniu rozmówcy, wolnym od złośliwości czy podstępnej badawczości, sprawiło, że odsunął podejrzliwość na bok. Przynajmniej chwilowo.
Wyprostował się na krześle, po czym znów pochylił nad zapisanym zwitkiem pergaminu, dodał do wcześniejszej wiadomości kilka kolejnych słów. – Dobrze. W takim razie u Boyle’ów i u nikogo innego. Tam będziemy cię szukać, gdybyś przypadkiem nie odpowiedział na wiadomość lub nie stawił się na wskazanym miejscu spotkania – poinformował go krótko, zajmując się zapieczętowaniem rulonu, kątem oka spoglądając ku twarzy rozmówcy; niech uważa, słucha, przyswaja. – Poinstruuję pracowników portu, żeby nie wahali się korzystać z twojej pomocy, Hagridzie, wypatruj więc ich sów. Przenoszenie towarów, porządkowanie magazynów, pilnowanie porządku… Będziesz miał ręce pełne roboty, lecz wierzę, że znajdziesz choć chwilę wolnego na wychylenie szklaneczki rumu, dla poprawy morale – dodał, przesuwając wzrok z trzymanego w dłoni, wyciąganego ku półolbrzymowi pergaminu, w górę, znów szukał jego ciemnych oczu, szukał w nich zrozumienia. – Nie jestem wielkim fanem czarodziejskiej policji, wolałbym więc nie zwracać cię w ich ręce – zaczął po chwili poufale; choćby i drągal o tym komuś powiedział, nie sądził, by Ministerstwo kazałoby mu się tłumaczyć z takich niezobowiązujących sądów. Za to skierowany do niego więzień mógł to docenić, uznać za przejaw sympatii. – Wierzę, że jesteśmy w stanie żyć w zgodzie. Ty będziesz wywiązywać się ze swoich obowiązków możliwie jak najlepiej, ja zadbam o to, byś nie wrócił do Tower – kontynuował spokojnie. – Nie chcę nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdybyś zaczął działać na szkodę portu, na moją szkodę… Lecz po co się nad tym zastanawiać? Na pewno marzysz już tylko o świętym spokoju, z dala od więziennych korytarzy, a ja ten spokój jestem w stanie ci zaoferować – dodał, wieńcząc wypowiedź kolejnym chłodnym uśmiechem. Nie chciał mu grozić wprost, wolał jednak zasiać w jego sercu ziarno obawy. Żeby nie próbował sztuczek, nie próbował mu przeszkadzać, czy to z polecenia Boyle’ów, czy kogokolwiek innego. – Weź ten papier. Idź nad rzekę, do magazynu przy Sandcliff Road. Znajdź tam Rudolfa, przekaż notkę, on znajdzie dla ciebie zajęcie – wyjaśnił, podkreślając, co Hagrid powinien teraz uczynić; nie było czasu do stracenia. Wsparł plecy na oparciu, upił kolejny łyk alkoholu, czując, że rozmowa zmierza ku końcowi. Nie było o czym dłużej gadać, trzeba było sprawdzić nowego pracownika w akcji. – Czy policja oddała ci różdżkę? – Zmarszczył brwi, nie przypominając sobie, żeby eskortujący półolbrzyma funkcjonariusze przekazywali mu cokolwiek przed swym zniknięciem. – Do zobaczenia, Hagridzie. Napiszę do ciebie, kiedy będę cię potrzebować – obiecał jeszcze, wciąż pamiętając o poruszonym temacie Nokturnu.





paint me as a villain
Powrót do góry Go down
Rubeus Hagrid
Rubeus Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Półolbrzym

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime12.01.21 12:37

Hagrid głupi nie był, jak już zresztą sobie ustalili. Jakby wezwanie dostał to by się zjawił, bo ani Panu Goylowi podpaść nie chciał ani Tower dobrze nie wspomniał. Tak źle, tak niedobrze. Teraz trzeba się było zastanowić co robić co by się wyplątać z tego wszystkiego. Terminu nie określili ile to ma trwać, ale żeby tak do końca życia mieli go trzymać to chyba nie?
- Ta jest - kiwnął głową. - Będę patrywał sów. U Boylów ta, gdzie indziej to nie mam jak. Stawie, stawie, co mam nie stawić.
Nie próbował nawet podpatrzeć co tam napisał na tym pergaminie. Chociaż wyżej był, zwłaszcza jak facet siedział, to dostrzec się nie dało. Pewno i tak odbiór przesyłki potwierdzał czy coś.
- Ja się pracy nie boje, Panie Goyle - zapewnił go. - Ta rumu - albo bimberku, dzisiaj to chyba już tylko spirytus. - A bo to takie czasy - machnął ręką - że jak ktoś nie pije to znaczy, że z nim coś nie tak jest. Czasem trza, oby ta - częściej niż czasem nawet, tak patrząc co się dookoła dzieje. - Ale ja Panie Goyle sytuację to rozumim, mi problemy nie potrzebne, ja se wole w spokoju. Pan na mnie liczyć może jak trza.
Coraz się bardziej przekonywał do mężczyzny, ale z drugiej strony wyboru nie miał. Jednak to, że on też za tymi policjami nie przepadał to jakoś Hagrida nawet na duchu podniosło. Mniejsze ryzyko było, że jak cokolwiek nie tak by zrobił, to że ten zgłosi to od razu. Przez całe swoje życie trochę kapitanów poznał, ale to raczej mugole byli. Niewiele się w sumie różnili od niego. Dużo szacunku wymagali, ale też twardzi byli i swój pogląd mieli. Dalej jednak we łbie siedziało mu to co Tonks powiedział miesiąc temu ledwo. Pan Goyle popierał tych co te wszystkie straszne rzeczy robili. Tych co na mugolaczków napadali i powybijali wszystkich. Plotki chodziły, że na palu nadziany ktoś zawisł też słyszał. Teraz wolał o tym po prostu nie myśleć. Jakoś to będzie.
- Będę, Panie Goyle... Podziękował ja - na słowa o zgodzie i, że go do Tower nie wsadzi. - Dużo to dla mnie ten... Dużo znaczy, że Pan w porządku gość jest - kiwnął głową, trochę niżej niż normalnie. - Działać na szkoda nie ja, ja bym se chciał po prostu życie spokojne mieć i żeby inni też mieli - nie skłamał.
Upokarzające to nie było, trzeba było zwyczajnie przetrwać, przynajmniej na razie. Mógłby mu pewnie na raz czaszkę o ścianę roztrzaskać, ale ani nie byłby pewien czy zdąży, Kapitan miał przecież różdżkę ani nawet nie chciałby tego robić. Półolbrzym, ale bał się, taka prawda była. Musiał list do Cioci napisać, co by Ciocia wiedziała, co by się nikt nie martwił i jakiejś rady dostać. Pan Goyle chciał mu spokój w porcie zapewnić, jednak nieważne co się za tym nazwiskiem kryło, ważne, że to nazwisko duże wpływy miało. Był miły, ale przerazić potrafił. Z takim spokojem te wszystkie słowa wypowiadał, przekonany, że nikt mu nie podskoczy. Widocznie rację miał. Rubeus wziął od niego papier i kiwnął głową, gdzie Sandcliff Road wiedział. Teraz tylko miał odbębnić robotę u tego Rudolfa jakiegoś, a potem to już do Parszywego na spokojnie.
Wtem kolejne pytanie aż go w ziemie wbiło i usiąść chciał. Nie przyznawał się, że różdżki nie miał nikomu właściwie. Strażnicy wiedzieli, już się pośmiali zresztą z tego, ale oddali na szczęście, bo i tak do niczego mu się nie mogła przydać, a zawsze to śmieszniej jak półolbrzym z połamaną różdżką chodzi. Wolał ją nosić w kieszeni, a nie lubił o tym mówić. Drażliwy temat co dużo złości powodował. Gdzieś tam w środku w nim emocje narosły, nawet przez chwilę miał ochotę zapytać co to go interesuje gdzie ma różdżkę, może w dupie ma.
- Złamali mi - powiedział. - W sensie Ci z Ministerstwa, policji czy tam zwał jak zwał - spuścił trochę głowę. Nie skłamał, chociaż do tego kiedy to było i z jakiego powodu przyznawać się nie miał zamiaru.
Kiwnął głową na wyjście i dobrze się temu Goylowi przyjrzał. Parszywy los ich sprowadził na siebie, ale Kapitan znacznie przyjemniejszy niż Pan Boyle się wydawał. Jakie to życie nieprzewidywalne było.

zt x2





No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Aleja Theodousa Traversa - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Aleja Theodousa Traversa [odnośnikAleja Theodousa Traversa - Page 11 I_icon_minitime14.01.21 22:11

Tańce

Przy jednej z głównych Alei czarodzieje rozstawili ogromny namiot, wewnątrz którego znajdowała się scena - na niej występy dają orkiestry, muzycy, śpiewacy, sztuczmistrzowie, szarlatani i inni. Zebrani czarodzieje oklaskują występy, a przy muzyce - tańczą. Charakter tego miejsca jest różny w zależności od dnia i godziny, popołudniami najczęściej słychać tu muzykę klasyczną, przy której bawią się wyższe sfery, a wieczorami i nocami rozlegają się bardziej współczesne nuty, które gromadzą bardziej rozbrykane towarzystwo. Zabawy codziennie rozpoczynają się w południe, a kończą nad ranem.

Choć wszyscy spodziewali się na zimowym jarmarku występu Celestyny Warbeck, która wciąż utrzymuje się na szczycie, śpiewaczka nie pojawiła się. Ministerstwo oznajmiło, że zatrzymała ją ciężka choroba, ale nieoficjalnie krąży plotka, że wybitna artystka odmówiła propagandowego występu, nie zgadzając się z aktualną polityką władzy.

Występy
Jeżeli jesteś artystą scenicznym i chcesz wystąpić na scenie, możesz napisać w tym wątku opowiadania na co najmniej 800 słów i zarobić w ten sposób 50 pm (należy je dopisać do skrytki samodzielnie, z zalinkowaniem owego opowiadania; możliwe jednorazowo w trakcie okresu fabularnego).



Powrót do góry Go down
 

Aleja Theodousa Traversa

Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21