Wydarzenia


Ekipa forum
Ogniste Wrota
AutorWiadomość
Ogniste Wrota [odnośnik]29.04.16 12:33
First topic message reminder :

Ogniste Wrota

13 sierpnia, podczas Nocy Spadających Gwiazd w lesie powstało wiele szczelin i zapadlisk, ale jedno z nich było tak głębokie, że według badaczy miało sięgać samego jądra ziemi. Ogniste Wrota, które dla czarodziejów stały się symbolem przejścia ze świata żywych do umarłych zapłonęły wtedy ogniem i płoną nim cały czas pomimo wielu prób ugaszenia przez służby. Gaz wydobywający się ze szczeliny podsyca ogień, a zniszczone i połamane wokół drzewa schną od wysokiej temperatury w ognistym leju. Teren nie jest uznawany za bezpieczny z powodu ognia i ulatniającego się gazu, jednak z powodu kryzysowej sytuacji w kraju pozostał niezabezpieczony i przyciąga wielu naukowców, badaczy i ciekawskich, a przede wszystkim, bezdomnych, którzy wokół krateru szukają niekończącego się źrodła ciepła.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 07.12.23 20:15, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogniste Wrota [odnośnik]23.11.23 20:29
Przez dłuższą chwilę nie był świadom tego, że czas się dla niego zatrzymał, tak po prostu, gdy umysł kurczowo trzymał się jednej chwili, gdy jeszcze nie wydarzyło się nic niepokojącego. Wszystko wokół było ledwie abstrakcją, od kiedy przenikliwe spojrzenie starej wiedźmy spoczęło na nim niczym niewypowiedziany osąd, pozostawiając na czole transparentne piętno. Czuł jego ciężar, nie rozumiejąc skąd ten się bierze i dlaczego w ogóle zaczęło go prześladować dziwne czucie. To ten las musiał na niego wpływać, te żałobne pieśni, przejście przez każdy kolejny portal zdawało się wysysać z niego resztki szczęśliwości. Ledwie usłyszał słowa wypowiadane przez brata, podążając przy jego boku bezwiednie, w obranym przez przód korowodu kierunku, potrafiąc tylko żałować, że to nie przy niej stawia kroki. Było ciemno, wąsko, dziwnie ciasno, do jego uszu dotarł odgłos trzepoczących skrzydeł, lecz nie ptasich, nietoperze kotłowały się nad głowami zgromadzonych. Kobieta krocząca przed jego bratem wpadła w panikę, cofając się trąciła go w bark i potem padła na ziemię, jakby przemawiało przez nią przerażenie przed ruszeniem dalej. Histeria rozległa się także za nimi i to przeraziło go bardziej. Zatrzymał się, odwrócił i próbował dostrzec cokolwiek pomiędzy sylwetkami pchającymi go do przodu.
Nagła jasność opanowała nieboskłon skryty przez korony drzew, nastała cisza, a potem rozpętał się chaos. Nietoperze w jednej chwili padły martwe, ziemia pod nogami zaczęła drżeć, a do jego uszu zaczęły docierać krzyki i odgłosy, które podpowiadały, że coś ciężkiego pada głucho i niknie w tym mroku. Rozsądek podpowiadał, aby jednak kroczyć do przodu pomimo wcześniejszego ataku paniki czarownicy, lecz nie potrafił ruszyć dalej, gdy zostawiał za sobą nie tylko chaos. W tym zamieszaniu tkwiła Imogen i choć była wcześniej blisko brata, mogło wydarzyć się coś przerażającego, co mogło ich rozdzielić.
Arsene, muszę się cofnąć – zwrócił się do brata jakby półprzytomnie, jednak był w pełni świadomy tego na co się porywa, choć sytuacja nie była klarowna, a jemu brakowało doświadczenie co do działania w chwili kryzysu. Zebrał jednak w sobie resztki odwagi, nie oczekując jednak od brata, że ślepo podąży za nim. Rzucił w jego stronę ostatnie spojrzenie pełne determinacji. – Muszę znaleźć Imogen. – Tylko to miało znaczenie. Mocniej ścisnął różdżkę i starał się wymijać ludzi, którzy zgodnie ze wszelką logiką uciekali do przodu. W tej próbie zwinności wykonał ruch różdżką, spokojnie wypowiadając inkantację zaklęcia: – Oculus.
Potrzebował rozeznać się w sytuacji, rozgorączkowanym spojrzeniem szukał dobrze znanej mu sylwetki półwili, lecz ciężko było przedrzeć się przez tłum i mrok. Zaczął więc nawoływać ile sił w płucach: – IMOGEN! IMOGEN, DO PRZODU!

1. rzut na zwinność, staram się wymijać ludzi prących do przodu, gdy sam się cofam
2. zaklęcie Oculus
3. rzut na spostrzegawczość (poziom I), próbuję wypatrzeć Imogen
Sophos Bulstrode
Sophos Bulstrode
Zawód : asystent zarządcy kasyna Elizjum
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
we all wear masks
and the time comes when we cannot remove them without
removing some of our own skin
OPCM : 6 +2
UROKI : 4 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej
life is the most exciting bet
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11929-sophos-bulstrode https://www.morsmordre.net/t11944-pygmalion#369278 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f377-hertfordshire-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t11945-skrytka-bankowa-nr-2592#369279 https://www.morsmordre.net/t11942-s-bulstrode#369247
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]23.11.23 20:29
The member 'Sophos Bulstrode' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 30

--------------------------------

#2 'k100' : 64

--------------------------------

#3 'k100' : 26
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]23.11.23 23:27
Obumarły nagle spokój pochodu, jak oderwany od gleby czarny popiół – niesprzyjający ludziom – z podobną lekkością niesie się wiatrem paniki od płaszczyzny ziemi. Aura ta, odbita echem fizyczności w płaczu i w lamencie, jest nie do zbicia, nie do sforsowania. Panika bowiem, raz wślizgująca się pod nogi zebranych, na podobieństwo robaków, jakie oplatają innych, zaciska pnącza niepewności na prostych liniach żył i obejmuje czarodziejski korowód emocją strachu oraz mnożących się wciąż wątpliwości.
Widzi to w twarzach obok siebie i w błąkających się pod drzewami nietoperzach, niezdolnych przebić się przez klosz korony. Obserwuje, jak nastroje, pogrążone w negatywnych emocjach, pozostają pyliste (duszące od strachu) i niegodne czarodziejów – złożone ze zezwierzęconych reakcji, budzących się w ludziach w akcie desperacji. Brud paniki wciska się w nozdrza i w gardła zebranych w postaci co rusz większych absurdów. Objawia się krzykiem, szlochem i cichym lamentem.
On sam również czuje wyraźnie, jak każdy jeden mięsień jego ciała napina się w emocjach i ściąga się twardo w próbie czuwania. Jak barki, naprężone w naturalnej mu ostrożności, nagle sprawiają wrażenie zbyt rosłych, jakby nie mieściły się pod połami płaszcza, gdy w swoim najeżeniu, napinają włókna wełnianego płaszcza.
Nie ma dobrego pola do obserwacji – wciąż stoi w linii pochodu z białą świecą, dającą mu marny ogląd na sytuację, próbuje jednak przez mgłę i przez mrok dostrzec coś znaczącego wzrokiem... cokolwiek, co podpowiedziałoby mu, czy iść dalej, czy zatrzymać się w miejscu. Skupienie jest tak mocne, a harmider wokół niego tak znaczący, że od samej tej próby zaczyna boleć go głowa.
Dźwięki, zapętlone w spazmach zaskoczenia, mieszają się ze sobą. Dzieje się wszystko naraz, wszystko przed nim i wszystko za nim, a nawet pomiędzy ich (ludzkimi) skudlonymi w tłumie oddechami. Puls skroni wibruje w niepokoju, gdy dostrzegając cień sylwetki przed nim, w pierwszym momencie próbuje się odsunąć i uniknąć niechcianej przez niego stłuczki. Kobieta jest jednak szybsza, a przede wszystkim – znacznie mniej zainteresowana zachowaniem spokoju. Wyraźnie wariuje, torując sobie drogę do wolności przez ramiona tłumu i, jak się niedługo później okazuje, także przez jego własny bark, gdy machając rękami na oślep, przy narastającym w krtani krzyku, uderza w niego silnie, posuwając go o krok do tyłu. Gdy Pani Obca pada na ziemię, wierzgając nogami, tylko parę sekund wystarcza mu, by ocenić świadomie, że nie chce jej pomagać. Nie zna jej, nie ma dostatecznie silnej motywacji, by zajmować się sprawami, które bezpośrednio jego nie dotyczą, a przede wszystkim, nie ma tak żelaznej szczęki, by podkładać ją pod buty jej paniki. Robi więc coś, co nie przystoi dżentelmenowi, ale co absolutnie przystoi sytuacji, w jakiej się znajdują: ignoruje nieznajomą, przechodząc obok niej wraz z wciąż poruszającym się do przodu pochodem.

Twarz ziemi, zamaskowana czarnym gipsem nocy, bryluje i zwija się w przestrzeni. Czarodzieje, pogrążeni wtedy w mroku za sprawą licznych, gasnących nagle świec i zasnuwających przestrzeń stworzeń, giną w obłokach ciemności. W zamian widzi tylko ciemne plamy, zlatujące chaotyczną piką w dół na głowy zebranych, i ręce nieszczęśników, poruszone w kontrataku, gdy niektóre z nietoperzy wplątują się w ubrania i włosy swoich ofiar... A potem, przez chwilę, nic nie czuje, nic nie widzi. Nic się nie dzieje. Świat staje w miejscu. Gips czerni pęka niepostrzeżenie i ostrą wyrwą blasku spływa na tłum, samego Arsene'a zmuszając do zasłonięcia oczu rękawem płaszcza. To wtedy też, patrząc pod buty, dostrzega żaby, węże i robactwo, które budzą w nim nie więcej i nie mniej, niż obrzydzenie. Porusza się do boku, nie schodząc jednak ze ścieżki, a jednak, gdzie tylko nie stanie, zadeptuje pod sobą stworzenia ziemi.
W całym zamieszaniu gubi Sophosa. Nie słyszy go już, lub nie zdąża przeanalizować jego słów, by odpowiedzieć na czas, gdy ten znika między ludźmi, mówiąc coś o poszukiwaniu Imogen.
Czy sam powinien szukać Margaret? Czy w ogóle przyszła na pochód?
Głowa, ciężka od decyzji, targa chwilę niepewnością, gdy próbuje uspokoić myśli. Najlepszym do tego sposobem jest skoncentrowanie się na jednym tylko, konkretnym zadaniu. Oddycha głębiej, ponownie próbując przedrzeć się wzrokiem przez ucisk tłumu. Jest to jednak nieskuteczne, a przede wszystkim, karkołomne.
Na Merlina... przychodzi mu do głowy, gdy zamyka na moment oczy. Sylwetka, wciąż wyprostowana i dumna, pomimo zamieszania, porusza się do przodu, gdy w porywie impulsu, wyciąga różdżkę do zaklęcia:
Expecto Patronum! — dudni mu w uszach głos własnej inkantacji, przede wszystkim jednak, dudni w uszach także echo pytania. Udało się? Nie jest pewien tego, czy w obliczu takiego zamieszania, potrafi dostatecznie dobrze skupić się na własnym wspomnieniu. Bez względu jednak na wynik czaru, to jedyny, który wydaje mu się słuszny. Jakakolwiek siła ściągnęła śmierć na Elfi szlak, to siła pozytywnej energii i jasna aura, tkwiąca w patronusie, ma szansę z nią walczyć.

A może się myli?
(Lepiej, żeby się nie mylił)

1. Nie pomaga Pani Wierzgającej Się, bo żuchwa sama się nie naprawi.
2. Gubi Sophosa w tłumie, bo uciekł do Imogen, Merlin jeden wie gdzie.
3. Rzuca na patronusa, bo może i innych pomysłów mu brak.

PS. Przepraszam, gapa jestem, zapomniałam o kości, uzupełnienie w szafce tutaj

Wynik: 82 (kość) + 1 (różdżka) + 15 (OPCM)
Arsene Bulstrode
Arsene Bulstrode
Zawód : twórca konstrukcji i pułapek magicznych
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Mów, jak Tobie mija czas - i czy czas coś znaczy, gdy się jest Tobą
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11953-arsene-bulstrode https://www.morsmordre.net/t11982-arsene#370241 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f377-hertfordshire-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t11985-skrytka-bankowa-2599#370261 https://www.morsmordre.net/t11984-arsene#370255
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 0:29
Magiczny kompas nie wskazał mu niczego, srebrząca się w świetle różdżki igła tańczyła niczym szalupa na wzburzonych sztormem falach – co tylko wzmogło szarpiący zakończeniami nerwowymi niepokój. Nigdy wcześniej nie widział, by instrument zachowywał się w ten sposób, nigdy wcześniej go nie zawiódł; teraz natomiast mówił mu jasno, że dookoła nich nie było skrawka bezpiecznego miejsca. Co tu się działo, czego byli świadkami? Zamknął kompas stanowczym ruchem ręki, żeby sekundę później schować go do wewnętrznej kieszeni szaty; szczęka zacisnęła się mocno, szepczące mu do ucha głosy nie cichły – ale czy były tym, przed czym powinien uciekać – czy wprost przeciwnie?
Nie wypuścił z uścisku ramienia Melisande, przez cały czas popychając ich oboje do przodu, dalej od rosnącej w oczach wyrwy; słyszał niosący się pomiędzy drzewami głos Tristana, nie miał wątpliwości, że pierwszy ze Śmierciożerców wiedział, co mówił – nie mogli się zatrzymywać, nie teraz; musieli wydostać się z lasu i dotrzeć do jednej z polan, gdzieś, gdzie mogliby się zebrać i zastanowić nad tym, co właściwie się stało. – Nie zatrzymujcie się – powiedział, zwracając się zarówno do siostry, jak i do żony. Obecność kobiety towarzyszącej Imogen (Gudrun) ledwie zarejestrował, podobnie jak nie zwrócił uwagi na pojawienie się Vergila, który najwidoczniej uznał, że był to odpowiedni moment na kurtuazyjne powitania. Skierował na niego spojrzenie jedynie na chwilę, nie śledząc jego poczynań – dbając jedynie o to, by nie zgubić rodziny, czując ciążącą na barkach odpowiedzialność.
Kakofonia głosów nie dawała mu spokoju, w końcu sprawiając, że w odruchu sięgnął ku szyi, opuszkiem palca wskazującego zahaczając o cienki łańcuszek; pociągnął go, ułamany kamień wysunął się spod materiału. Zacisnął na nim palce, tamtego dnia w forcie cienie stanęły po ich stronie – czy teraz też mogły to zrobić? Prowadźcie nas, powiedział w myślach, poruszając się pośród gęstniejącej ciemności.

| przepraszam za post na kolanie, jutro nie będę mieć możliwości




some men have died
and some are alive
and others sail on the sea
with the keys to the cage
and the devil to pay
we lay to fiddler's green

Manannan Travers
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
so I sat there,
beside the drying blood
of my worst enemy,
and wept
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25 +4
CZARNA MAGIA : 6 +4
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manannan-travers https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t12133-manannan-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 9:08
Mogła głośno zaprzeć, ale fakty pozostawały niezmienne, niepokój owinął się wokół niej skutecznie, wraz z krzykiem niesionym polaną i ludźmi wokół kiedy szereg pochodu walił się, jak domek z kart na który ktoś dmuchnął. Waliły się też drzewa, ciemność zaczynała pożerać wszystko w rytmie dudniącego coraz mocniej serca. Bała się.
Nie oponowała poddając się każdemu z gestów męża przyzwyczajona w jakiś sposób by zwyczajowo oddawać kontrolę nad sytuacją w czasie zagrożenia mężczyźnie. Nie byle jakiemu, nie obcemu, bo by oddać siebie w czyjeś dłonie, potrzeba było zaufania. A najmocniej i najbardziej nie ufała jeszcze Manannanowi. Zaoferowała mu jednak oddanie wszystkiego, chciała mu zaufać całkowicie. Ale wiedziała też, że zaufanie nie rodziło się z dnia na dzień. A może były to jedynie wnioski i tezy, bo nie poddawała się obijającemu wewnątrz niepokojowi całkiem właśnie dlatego, że był obok? Nie miała czasu żeby teraz rozkładać to wszystko na czynniki pierwsze. Postawiła kilka więcej kroków, żeby na nim nadążać, ale nic nie powiedziała. Zerkając za siebie, sprawdzając, czy Imogen podąża za nimi razem z towarzyszącą jej obok kobietą, której nie znała (Gudrun). Pojawienie się gdzieś obok mężczyzny, którego spotkała przy ogniskach prawdopodobnie nie zwróciłoby jej uwagi zajęta sobą gdyby się do nich nie odezwał. Jej brwi uniosły się w zaskoczeniu do góry.
- Niechże się pan przyda, proszę iść za moją szwagierką i baczyć na jej zdrowie. - odezwała się jednak do Zabiniego, wyznaczając mu zadanie. Niech nastawi za nich karku, byli tego warci. Oni wszyscy - z pewnością też Imogen.
Drgnęła dopiero po chwili tchnięta znajomym głosem, na krótką chwilę, jedno uderzenie serca gubiąc krok.
- Manannan - wypadło z jej głosu i myśli, kiedy chcąc pomóc bez zakończenia rozpoczętej myśli jeszcze niepewnej dopiero się rodzącej - jednocześnie z potrzeby rodzącej się wewnątrz, ale i by nie być gołosłownym - dochodziła do wniosku, że było miejsce w którym było najbezpieczniej. Tristan był z Deirdre - oboje zaś mieli w sobie potężne duchy. Przy nich było jednocześnie najbezpieczniej i najmniej bezpiecznie. Wysiliła wzrok rozglądając się wokół, chcąc zorientować się, czy i gdzie znajdował się jej brat - jeszcze przed nimi, czy zostawiali go już za sobą?

| ja też na szybko rozglądam się za bratem i Deirdre, spostrzegawczość I



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.



Ostatnio zmieniony przez Melisande Travers dnia 25.11.23 10:14, w całości zmieniany 1 raz
Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 9:08
The member 'Melisande Travers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 38
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 14:05
-Jeśli znajdziesz dla mnie czas, pani, to z wielką chęcią posłucham o tym projekcie. O ile nie jest to sekret - odparł cicho, nie chcąc przeszkadzać innym zgromadzonym. - Lady doyenne zapewne odpoczywa. W jej stanie jest to jak najbardziej wskazane.
Rigel był pewien, że wiadomość, jakoby Evanda spodziewała się dziecka, już dosięgły uszu Wendeliny. W ich środowisku takie informacje rozprzestrzeniają się bardzo szybko, a na dodatek gazety również poruszały ten delikatny temat, obrzydliwie sugerując, iż lady Rosier przybrała na wadze.
Teraz jednak nie był to ani właściwy czas, ani miejsce, by plotkować, dlatego mężczyzna umilkł, skupiając się na podniosłym nastroju wydarzenia. Atmosfera była gęsta, nie tylko przez tłum i unoszące się w powietrzu zapachy świec i perfum. Świat zatrzymał się, wstrzymał oddech, w oczekiwaniu na coś, co miało za chwilę nadejść.
Pierwsze wyczuły to zwierzęta. Ptaki wzbiły się w niebo, a nietoperze zaczęły wpadać na ludzi, wplątywały im się we włosy, powodując rosnącą panikę w tłumie. Black patrzył na to wszystko, nie wiedząc, co właściwie jest źródłem tak wielkiego strachu wśród miejscowej fauny, niestety, skupiony na otoczeniu, nie zauważył szybującego wprost na niego nietoperza, który najpierw uderzył w jego klatkę piersiową, po czym zaczął się po nim wspinać, drapiąc ostrymi pazurkami. Zupełnie jakby próbował odnaleźć schronienie w fałdach drogiej szaty. W tym samym czasie lady Selwyn również zmagała się ze zwierzęciem, który, zaplątany w rude pasma, miotał się bezradnie.
Black wiedział, że nie może pozbyć się świecy, gdyż wtedy oboje utonął w mroku i w ogarniającym otoczenie chaosie, dlatego zacisnął zęby na wyciągniętej wcześniej różdżce, by mieć wolną rękę. Najpierw spróbował odczepić od siebie nietoperza, ale widząc, że Wendelina wpada w coraz większą panikę, rzucił jej się na pomoc.
Nie panikuj - mówił do siebie w myślach, wiedząc, że tylko zachowując spokojny umysł, będzie w stanie zdziałać cokolwiek.- Wdech i wydech. Pamiętasz, co było ostatnio? To nie może się powtórzyć.
-Jesztem tu, pani. - zapewnił kobietę. - Zarasz pomogę go wydostacz.
Zdążył jedynie dotknąć jej włosów, kiedy wszystko, co ich otaczało, zalała oślepiająca jasność. Przez sekundę, zanim został zmuszony, by mocno zacisnąć powieki, Blackowi wydawało się, że ziemia pod ich nogami, usłana była wszelkim możliwym robactwem i stworzeniami, które za dom wybrały sobie wysoką trawę i glebę. Wszystko, każda żywa istota próbowała uciec, przeczuwając, że tu czeka je jedynie śmierć. Czarodziej zamarł. Jego wyobraźnia zaczęła malować przed nim obrazy straszliwej pożogi, zmieniającej wszystko i wszystkich w sterty popiołu. Był już nawet gotów na to, że w jednej sekundzie poczuje ostry, palący ból, jednak to nie nastąpiło. Blask zgasł, również jak życie, szamoczących się nietoperzy. Mężczyzna rozejrzał się i dostrzegł, że kometa, która towarzyszyła im od tygodni, w którą wpatrywał się co wieczór, próbując zrozumieć ten fenomen, w końcu zniknęła.
Nie był to jednak koniec, gdyż ziemia pod ich stopami zaczęła się trząść, a drzewa upadać. Huk, trzask drewna i krzyki ludzi zlały się w straszliwą kakofonię.
-Kometa przepadła! - krzyknął do lady Selwyn, wyciągnąwszy wcześniej różdżkę spomiędzy swoich zaciśniętych warg. - Nie widzę jej!
Te wszystkie rzeczy musiały być ze sobą powiązane. Black pamiętał, jak na sympozjum naukowym profesor Vane mówił o swoich badaniach. O teorii jakoby magia przybyła na ich planetę z samego kosmosu. Czy właśnie teraz wszyscy tu zgromadzeni są świadkami podobnego zjawiska? Jakiejś jego pochodnej? Wyładowanie magii, które spłoszyło zwierzęta? Arystokrata starał się za wszelką cenę połączyć fakty, by dokładnie zrozumieć, z czym się mierzą. Zrozumienie dawało mu jakiekolwiek poczucie kontroli.
Uderzyła go jeszcze inna rzecz.
-Primrose - wyszeptał. Jego przyjaciółka była gdzieś tam w tłumie, a Rigel nie miał pojęcia, czy obok niej był ktoś, kto ochroniłby ją w takiej chwili. - Nie możemy jej zostawić!
Uniósł świece w taki sposób, by ujrzeć w drżącym świetle jak najwięcej, znaleźć w tłumie lady Burke i być gotowym, żeby ruszyć jej na pomoc, jeśli tylko ją dostrzeże.

|1 - rzut na numerologie (III)
2- szukam Primrose: rzut na spostrzegawczość (I + bonus +5 ze świecy)


HOW MUCH CAN YOU TAKE BEFORE YOU SNAP?
Rigel Black
Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wszystko to co mam, to ta nadzieja, że życie mnie poskleja
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 14:05
The member 'Rigel Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 70

--------------------------------

#2 'k100' : 54
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 17:16
Chmura cieni, która jeszcze przed momentem zdawała się lecieć wprost na nią, w ostatniej chwili zdecydowała się ją oszczędzić, najwidoczniej upatrzywszy sobie ciekawsze cele. Otrząsnęła się z szoku i upewniwszy się, że jej brat i madame Mericourt wciąż znajdują się w zasięgu wzroku, wytężyła słuch. Krzyki kolejnych kobiet dochodziły już ze wszystkich stron i coraz bardziej zagłuszały żałobną pieśń, którą teraz słychać było jedynie z przodu orszaku. Panika rozprzestrzeniała się z prędkością prawdziwej pożogi, a narastające wołania o pomoc wpadających na siebie ludzi jedynie ją podsycały.
  Nagle do jej nosa dotarł obrzydliwy swąd spalenizny, a oczom ukazała się chmara owadów, które momentalnie ją osaczyły. Ich skrzydła wydawały się błyszczeć w blasku świecy, a ruchy były gwałtowne i niezorganizowane. Część z nich wpadła prosto w płomień, wypełniając powietrze nieprzyjemnym zapachem, który odurzał zmysły, ale zdecydowanej większości udało się pokonać przeszkodę i osiąść na płaszczu Vivienne, po którym lgnęły w kierunku jej twarzy. Instynktownie próbowała je od siebie odgonić, wymachując lewą ręką, a w prawej wciąż ściskając świecę, którą teraz uniosła nieco wyżej w nadziei, że w ten sposób uda jej się skupić uwagę robactwa na płynącym z niej świetle.
  — To tylko owady, nie zrobią mi krzywdy — cicho powtórzyła za madame Mericourt, jakby próbując przekonać samą siebie, że kobieta ma rację i cały ten koszmar wkrótce się skończy. Noc wciąż jednak była młoda i, o czym Vivienne miała się przekonać lada chwila, nadal skrywała wiele niespodzianek.
  Zachwiała się na nogach, gdy pierwsze trzęsienie ziemi przeszyło grunt; chwilę po nim oślepiający blask zalał wszystko dokoła, jeszcze mocniej konfundując zmysły. Kark przeszedł ostry dreszcz, a na twarzy czuła coraz większą ilość wszędobylskich insektów, które nie dawały za wygraną. Sama również nie miała zamiaru się poddawać i w akcie desperacji przysunęła świecę jeszcze bliżej policzków, coraz mocniej odczuwając bijący od niej żar. Płomień tańczył teraz niepokojąco blisko pojedynczych kosmyków włosów wylewających się spod chusty, a ona, chociaż wiedziała, że jeden nieodpowiedni ruch może spowodować, że te momentalnie zajmą się ogniem, gotowa była na takie poświęcenie.
   Delikatnym skinieniem głowy, uważając przy tym, by się nie poparzyć, przyjęła polecenie towarzyszki, by trzymać się obok, podświadomie czując, że może jej zaufać. Od czarownicy emanowała teraz zupełnie inna energia niż jeszcze kilka minut temu – roztaczała wokół siebie aurę autorytetu, a w serce tchnęła nowe pokłady odwagi i nadziei – i Vivienne nie miała innego wyjścia, jak tylko wierzyć, że jedynie kontynuując marsz uda im się ujść z tego cało.

| Staram się odpędzić latające robactwo przy pomocy świecy (zwinność?)


If you dance, I'll dance
And if you don't, I'll dance anyway
Vivienne Rosier
Vivienne Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
 If I can stop one heart
from breaking,
 I shall not live in vain
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 8 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11886-vivienne-rosier#367332 https://www.morsmordre.net/t12160-bard#374434 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t12084-vivienne-rosier#372313
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]24.11.23 17:16
The member 'Vivienne Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 59
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]25.11.23 0:44
Wendelina sięgnęła po różdżkę i w ostatnich chwilach pełnego skupienia przywołała przed siebie lewitujące oko. Próbując się wycofać mogła ujrzeć to, co działo się z całym pochodem - rozsypywał się. Nie było już zwartego szyku, ludzie rozpierzchli się po Elfim Szlaku. Czarownica w ciemności nie mogła dostrzec dokładnych miejsc zapadliska, oko znajdujące się nad głowami wychwytywało pojedyncze źródła światła i chaos w ciemności — dopóki wysoko nie pojawiły się dwie błyszczące kule. Wtedy, wszystko stało się jasne. Serce czarownicy waliło jak szalone, zaczynała powoli tracić oddech. Kołatanie w klatce piersiowej było intensywne. Jej kark zwilżył się od potu, a ona sama zaczęła mieć duszności, napady zimna i gorąca naprzemian. Drżała, czując wszechogarniający strach. Jej słabe, umęczone chorobą ciało źle znosiło stres. Przed oczami pojawiły się mroczki, a świat wirował. Towarzyszący jej Rigel prędko spróbował jej pomóc, a potem rozeznać się w sytuacji, ale to, co działo się wokół przekraczało jego pojęcie i nie był w stanie dopasować zdarzeń do znanych mu wzorów i schematów zapisanych w księgach o numerologii. Rozglądając się jednak wokół bez trudu dostrzegł Primrose, która znajdowała się na samym tyle. Lady Burke zdusiła w sobie narastającą panikę, dzięki czemu mimo łomoczącego w piersi serca z powodzeniem strzepnęła z siebie robactwo i zgniotła to, które zdołało wpełznąć jej do buta. Z końca jej różdżki błysnęło światło, które mogło jej pokazać wszystko to, co działo się pod jej nogami — pełzające, a raczej wydostające się z ziemi insekty i bezkręgowce, a także owady, które gromadziły się miedzy ludźmi. Potrafiła szybko zlokalizować postać Rigela i Wendeliny, mogła także do nich bez trudu dołączyć.

Kiedy Maria wpadła w dziurę Marcelius nie zawahał się, padając na kolana, aby jej pomóc. Dziewczyna była drobna i krucha, a on silny i wytrzymały. Bez trudu mógł ją wydostać z niedużego zapadliska, szczególnie kiedy desperacko odepchnęła się od grząskiego gruntu. Ten się pod nią osunął, zapadł niżej, ale Sallow trzymał ją mocno i wykorzystując jej współdziałanie szybko wyciągnął ją na pokrytą robactwem ściółkę. Ruszyli przed siebie. Ludzie wokół zaczęli przesuwać się chaotycznie. Część do przodu, część w bok, szczególnie ci, którzy dostrzegli po jednej stronie łamiące się drzewa. Chłopiec próbował przepychać się między nimi, nie oszczędzając żadnego mężczyzny, który mógł im zagrodzić drogę, a dzięki jego gabarytom i praktyce w podobnych ucieczkach stosunkowo prędko udało mu się zostawić większość osób w tyle. Minął wszystkich, minął także namiestniczkę Londynu z towarzystwem. Marcelius spostrzegł jej krwiste łzy i posokę wyciekającą z nosa i uszu, ale próbował przedrzeć się dalej, ale kiedy wydawało mu się, że ma przed sobą już pogrążone w chaosie kobiety w czarnych opończach, które próbowały w tym chaosie odnaleźć w kimś oparcie, ktoś zamachnął się dramatycznie, łokciem trafiając prosto w nos akrobaty. Coś chrupnęło, do oczu napłynęły łzy, a krew trysnęła gęsto na białą koszulę. Ból dopiero po chwili rozsadził jego twarz, a potem głowę, pulsując i odbierając mu chwilowo orientację. I choć zapłacił za to dotkliwą cenę udało mu się Marię zaprowadzić na sam przód całego pochodu.

Kiedy wokół wszystko zaczęło się walić, Yana próbowała znaleźć swoich bliskich. Bez trudu, pomimo narastającego mroku przy gasnących co rusz świecach dostrzegła Elvirę, a także odchodzącą od niej Marię w towarzystwie jasnowłosego chłopca. Oboje przemknęli prawie obok niej, ale rozdzieliła ich para czarodziejów, a Blythe nie mogła złapać krewniaczki, kiedy ciągnięta przez chłopca do przodu popędziła między ludźmi aż zniknęła jej z oczu. Sama Maria nie rozpoznała nawoływania, krew w głowie szumiała jej, a serce dudniło w piersi; echo jej imienia niosło się za nią, przez co mogła być pewna, że to Elvira. Ale i ją Yana dostrzegła prędko w krytycznej sytuacji, kiedy ziemia się pod nią zapadła i bezwzględnie potrzebowała czyjejś pomocy. Blythe nie potrzebowała dużo czasu, by dojść do wniosku, że drżąca ziemia do złudzenia przypomina trzęsienie ziemi. Narastające drgania na całym terenie wskazywały na działania podziemne, na które z pewnością oddziaływała magia komety — tej jednak, choćby chciała — nie mogła dostrzec już na częściowo przysłoniętym koronami drzew niebie. Wycofując się z Elfiego Szlaku, głębiej wchodząc w las mogła uniknąć zderzenia z innymi ludźmi, ale także lepiej widzieć, co działo się w jego obrębie. Sama była też lepiej widoczna, ale las nie był łaskawy, a skrzypiące drzewa podczas trzęsienia ziemi nie były najlepszym miejscem, w którym można było szukać schronienia. Tymczasem Elvira była w bardzo złej pozycji. Pod jej stopami nie było gruntu, nie miała jak się wydostać, a leśna ściółka nie dawała jej żadnego stabilnego punktu zaczepienia, powoli sunąć razem razem z nią coraz głębiej w dół. Liście, ziemia, robactwo, którego się trzymała — wszystko to zgarniała do siebie, tracąc jakąkolwiek przyczepność. Różdżka w dłoni czarownicy tkwiła nieruchomo — a czarowanie wymagało ruchu całym nadgarstkiem, nie tylko przypadkowym drgnięciem. Inkantacja nie przyniosła zamierzonego efektu, a zaklęcie nie wspomogło Corneliusa w wychodzeniu z zapadliska; szepty wciąż towarzyszyły Elvirze, wciąż je słyszała, a teraz, kiedy prawie już spadała w zapadlisko, słyszała je dużo głośniej i wyraźniej. Sallow wydostał się na ściółkę o własnych siłach*, tarzając w truchłach nietoperzy i robactwa, które zaczęło wspinać się po jego tułowiu, dopóki nie stało się tylko iluzją. Rycerz Walpurgii zdecydował się pomóc czarownicy — jako jedyny z najbliższego otoczenia, które pogrążone w chaosie dbało wyłącznie o swój los. Skierował na nią własną różdżkę, ale w tej chwili u jego boku pojawił się skrzat.
— Muszę cię stąd zabrać, sir, pani kazała— powiedziała cicho skrzatka, chwytając czarodzieja i oboje zniknęli z cichym trzaskim deportacji, pozostawiając Elvirę wiszącą w dole całkiem samą i skazaną na samotną śmierć.

Valerie upadła na plecy, a mała córka tuż obok niej pisnęła przerażona. Kocioł, który miał miejsce zmusił czarownicę do natychmiastowej reakcji — kiedy podniosła się z ziemi spróbowała odejść na bok, by zejść z drogi każdemu, kto mógł ją stratować. Ale wokół robiło się coraz większe zamieszanie, a drzewa zaczęły trzeszczeć złowieszczo. Na jej wezwanie odpowiedziała natychmiast skrzatka, która z niepokojem rozejrzała się wokół.
— Tak jest, pani— powiedziała prędko i zniknęła, rozmywając się w powietrzu tak samo szybko, jak szybko się zjawiła u jej boku. Śpiewaczka kucnęła na ziemi wraz z córką i obie zasłoniły głowy rękami, próbując radzić sobie w kryzysie. Nie minęło kilka chwil, jak Cornelius pojawił się przy Valerie i Hersilii trzymany za ubranie przez skrzatkę.
— Czy mam zabrać stąd państwo, sir?— spytała czarodzieja, ale zaraz potem niespokojnie spojrzała na Valerie.

Szepty wciąż nękały Manannana. Na jego pytanie odpowiedziały dźwięcznym, wielodźwiękowym śmiechem. Końca, końca, końca, końca, końca, końca, końca, końca, końca, końca, zaszumiało wokół niego z różnych stron, różnymi głosami z różnym natężeniem. A potem znów zaczęły szeptać, ciszej, tak, że lord Travers był w stanie pojąć, jak wielkie zamieszanie rozgorzało wokół niego. Objąwszy ramieniem żonę zbliżył się do siostry, kiedy ziemia pod nim drżała, a zapadlisko powiększało się ciągnąc w las. Drzewa przechylały się ku sobie, ku środkowi. Różdżka czarodzieja rozjaśniła się intensywnym blaskiem, który zalał szalejący kompas w dłoni korsarza. Nie mógł pewien, co do tego, dokąd powinien się udać. Kompas był dotąd niezawodny, ale teraz zdawał się bezużyteczny, kiedy zmieniał kierunek co chwilę, nie mogąc pokazać jednego stałego i bezpiecznego miejsca. Imogen,  słuchając ostrzeżenia brata odsunęła się od zapadliska, znajdując bezpieczny kawałek przestrzeni, choć wokół ludzie kotłowali się między sobą i zaczynali obijać o ciała, nie patrząc gdzie szli, gdzie odskakiwali, czego i kogo się chwytali. Półwila bez trudu pojęła, jakie paskudztwo po niej chodziło. Wielkie, napęczniałe i cuchnące krocionogi, dżdżownice, chrabąszcze, chrząszcze, opuchlaki, mrówki. Robactwo wszelkiego sortu próbowało wspinać się po jej nogach. Tymczasem niewzruszona atakiem nietoperza Melisande wyciągnęła jego truchło z opończy i schowała w wiadomym tylko sobie celu do niewielkiej torebki. Martwe zwierzę rozepchało ją całą. Próbując kierować się rozsądkiem w trudnej sytuacji, podjęła decyzję o wycelowaniu różdżki z swojego męża. Myśląc o kotach wypowiedziała inkantację, a oczy lorda Traversa zmieniły się na iście kocie. On sam zaś przestał widzieć świat jak wcześniej. Otoczenie straciło barwy, a noc wokół zrobiła się niebieska, jaśniejsza niż wcześniej, postaci nabrały żółtego odcienia. Doskonale widział detale od włosów na opończy własnej żony, aż po robactwo, które pełzało pomiędzy nogami nieszczęśników, w tym po własnej siostrze. Ale choć świetnie wychwytywał szczegóły i najmniejszy ruch otoczenia, trudniej było mu się rozeznać w całym ogóle sytuacji. Potrzebował czasu, by przyzwyczaić się do intensywności oglądanych ruchów, a nawet drań tętnic, czy mikroruchów gałek ocznych. W spokoju byłoby to doskonałe narzędzie, ale w zamieszaniu i zamęcie ilość bodźców mogła przytłaczać. Widział więcej w mroku, ale chaotyczne ruchy i panika czyniły obraz nieco zamazanym, a orientacja w przestrzeni przez chwilę była nieco zaburzona. Każdy jeden zmysł jednak zaczynał podpowiadać Traversowi, że ucieczka była najlepszym rozwiązaniem. Melisande próbowała wypatrzyć w tłumie brata i kiedy wokół pojaśniało od świetlistych lumos maxima, dostrzegła go dalej, bardziej na przędzie w towarzystwie wielkiego, cienistego stwora. Vergil, który pojawił się przy Traversach niespodziewanie czuł jak ziemia pod jego stopami drży, jak wszystko się trzęsie i zapada. Wyciągnąwszy różdżkę rzucił zaklęcie, które wzmocniło stojących przy nich Traversów i Gudrun. Choć sam nie poczuł przypływu sił i możliwości, zdecydował się zaraz potem rozeznać w sytuacji, której nie rozumiał. Zaklęcie, które rzucił z powodzeniem nie odpowiedziało na jego wątpliwości w żaden sposób. Stworzenia, które dzięki zaklęciu Tristana stały się iluzją, dla Vergila znów wydawały się całkiem prawdziwe. Ale Zabini nieświadom mocy, jakiej użył przywołał też mrok. Z zapadliska, które znajdowało się najbliżej lordów i lady Norfolku wyskoczył wilk utkany z cienia. Jego błyszczące czerwone ślepia skierowały się w stronę Vergila. Cienisty stwór przez chwilę zbliżał się do czarodziejów, aż w końcu wyskoczył do ataku na nieszlachetnego mężczyznę. Gudrun, znajdująca się przy Imogen przekazała półwili świece i nie opuszczając jej wyciągnęła różdżkę przed siebie. Próba rzucenia zaklęcia i sprawdzenia skupisk źródeł magii nie powiodła się; czarownica była zbyt zestresowana sytuacją wokół, popełniła drobny błąd w ruchu nadgarstkiem.

Śmierciożerczyni zachowywała względny spokój, a odczuwana moc wzmacniała ją. Majestat bił od niej podobnie jak siła. Wyjęta różdżka zalśniła intensywnym światłem i zawisła nad głowami uczestników Czuwania, rozjaśniając otoczenie każdemu z nich, dzięki czemu wszyscy mogli dostrzec pełzające po ziemi robactwo, wylęgające się z ziemi, leżące na ściółce martwe nietoperze, które każdy z nich deptał mniej lub bardziej świadomie. Czarodzieje bez trudu mogli teraz dostrzec swoje twarze i odnaleźć bliskich i znajomych w ciemnościach. Deirdre miała także szansę przyjrzeć się wszystkiemu co działo się dookoła niej. Widziała chłopca, który ciągnął znaną jej Marię przed wszystkich, widziała jak przypadkowo dostał od jednego mężczyzn z łokcia, kiedy ten obracał się, próbując znaleźć odpowiedni kierunek na ucieczkę. Oboje znaleźli się na samym przędzie pochodu, pomiędzy kobietami w czarnych woalkach. Mericourt dzięki światłu widziała czarodziejów, którzy lepiej i gorzej radzili sobie z sytuacją, widziała rozszerzające się zapadlisko — olbrzymi rów, który ciągnął się w las i niknął w ciemnościach. Łatwo było uznać, że był głęboki. Ale to z tamtego rowu usłyszała nawoływanie, szepty. Tristan przejął niezbędną w zamieszeniu rolę przywódcy. Kiedy wszyscy wpadali w popłoch i zaczęli plątać się w chaosie, zwrócił na siebie uwagę krzykiem. Świetlista kula lumos maximy błysnęła dalej, rozjaśniając bezpieczną drogę. Słowa Śmierciożercy rozbrzmiały rozkazem, ale jego postawa, wygląd, krwiste łzy i aura sprawiły, że przerażeni czarodzieje spojrzeli na niego widząc w nim kogoś, kogo musieli i chcieli posłuchać. Kogoś, kogo w tym momencie bardzo potrzebowali, by wskazał im kierunek, działania i bezpieczną drogę. Pochód ruszył więc zgodnie z nakazem Śmierciożercy, a z jego różdżki błysnęło światło i wszystkie stworzenia — truchła nietoperzy i robactwo stało się iluzją, która przestała niepokoić przerażonych już czarodziejów. Pod nogami Rosiera poruszyła się mocniej ziemia, ale spostrzegł to tylko on — i tylko on dostrzegł  jak pęka, choć nie zapada się, a z pęknięcia wypełza cień. Rósł, rósł wysoko, zachodząc Śmierciożercę od tyłu, a kiedy stał się tak wysoki jak sam Tristan, mógł go ujrzeć każdy w blasku połyskujących kul pod koronami drzew. Cień stojący za Tristanem rósł dalej, aż stał się dwukrotnie wyższy od czarnoksiężnika, zyskał przygarbioną sylwetkę rogatego stwora i błyszczących, czarnych ślepiach. Cień miał nienaturalnie długie, zaburzające sylwetkę przednie ramiona, na których się podpierał, a na ich końcach szpony długości ludzkiego piszczela. Cień stał blisko przy Rosierze i choć on sam czuł, że go wzmacnia, czuł jednocześnie jakby coś spętało go z nim kajdanami — jakby jego życie było życiem cienia stojącego za nim. Zatrzymany przez lorda Kentu młodzian spojrzał na niego i na cień z nim z przerażeniem, ale nie uciekł. Szybko drążyć głosem odpowiedział:
— Do serca lasu, panie, tam gdzie rozstawione zostały stoły na ko-kolację. Tam zmie-erzaliśmy, ta-am pewnie są-ą ludzie.— Spojrzał na niego, oczekując czegoś więcej — polecenia, rozkazu, zalecenia? Patrzył na niego jakby pytał: co robić, ale bał się zrobić to głośno. Wtedy też cień stojący za Tristanem zwrócił się w stronę tyłu pochodu, do zapadliska. Śmierciożerca nie musiał tego robić, instynktownie poczuł co zwabiło jego uwagę i był to inny cień — wyskakujący ze szczeliny wilk, który rzucił się na Vergila, stojącego przy Traversach.

Sophos próbował się zatrzymać, a potem pójść pod prąd, by odnaleźć arystokratkę. Był szturchany i popychany, do czego z pewnością nie przywykł, ale ludzie nie patrzyli dokąd idą, po prostu, słuchając Tristana szli przed siebie. Młody lord, chcąc zwiększyć swoje szanse sięgnął po różdżkę, a w efekcie nad nim pojawiło się lewitujące oko, które potrafiło zobaczyć dla niego więcej niż on sam. Przede wszystkim lord widział to, co działo się z pochodem, a kiedy świetliste lumos maximy rozjaśniały nad głowami, także ludzi, twarze i szczelinę, która ciągła się aż od Traversów w głąb lasu. I właśnie tam był w stanie dostrzec Imogen w towarzystwie rodziny, Vergila i Gudrun. Brakowało mu do niej kilku metrów. Arsene zgubił brata, w końcu zatrzymał się sam w tłumie ludzi, tak samo popychany jak on. Nie wiedząc, co powinien uczynić, sięgnął po białą magię. Świetlisty kruk za sprawką pozytywnego wspomnienia wyfrunął z tłumu, niosąc wszystkim wiarę i nadzieję na to, że wszystko się dobrze skończy. Jego obecność nastrajała pozytywniej w tych trudnych chwilach, a błękitny blask rozlewał się po twarzach zgromadzonych. Kruk mknął przed siebie, prosto na przód pochodu. Tristan poczuł coś, ale i usłyszał wzmagające się wokół niego szepty i nieprzychylne pomrukiwanie. Świetlisty kruk leciał w jego kierunku, choć nie wyglądał jakby planował zaatakować, jakby miał walczyć z dementorami, których wokół nigdzie nie było. Nim zniknął samoistnie, cień Tristana wyciągnął po kruka szponiaste dłonie i jednym zamachnięciem rozbił świetlistą wiązkę białej magii, która posypała się na Marceliusa, Marię, Vivienne[/u], która z powodzeniem za pomocą świecy odpędziła się od atakujących ją owadów. Cień zastygł za śmierciożercą jak milczący strażnik, a para błyszczących oczu, jak gwiazdy na nocnym niebie, spoglądały na czarodziejów.

Koszmar rozgrywający się pod koronami drzew dopiero się rozpoczynał. Trzask łamanych gałęzi, ale nawet grubych i starych konarów poniósł się wokół, zwracając uwagę wszystkich. Kilkuset letnie drzewa wpadały w zapadlisko jak zapałki, a szczelina w ziemi, już widoczna dzięki dwóm kulom lumos maxima gołym okiem wydłużała się od korowodu głębiej w las. Walące się drzewa coraz dalej i dalej były jedynym prawdziwym sygnałem dla wszystkich uczestników Czuwania, że szczelina zmieniła się w zapadlisko, a zapadlisko w rów tak głęboki, że był w stanie pochłonąć stare, wysokie na kilkadziesiąt metrów drzewa. Niebo pojaśniało w jednej chwili, choć nie było to tak oczywiste dla wszystkich, kiedy dwie kule migotały nad głowami — wielu nie pomyślało o tym, by spojrzeć w górę i spróbować dojrzeć coś więcej niż tylko światło z magii. Ci, którzy się na to zdecydowali przystanęli w miejscu na chwilę. Korony drzew przysłaniały sporo nieba, ale między nieruchomymi gałęziami intensywnie połyskiwały gwiazdy. Rosły, z sekundy na sekundę powiększały się w różnym tempie, aż w końcu z drobnych, migocących kropeczek stały się kulami, a każda z nich ciągnęła za sobą iskrzące smugi. Dopiero wtedy wszyscy znawcy i miłośnicy astronomii mogli pojąć co się stało. Światło, które oślepiło ich wcześniej było eksplozją komety na niebie — potężną i bardzo silną, która wpłynęła na wszystko wokół. Odłamki rozpadającej się komety błyszczały na firmamencie i choć można by przypuszczać, że znikną, spalą się w atmosferze zdawały się mnożyć zamiast znikać, a z każdą upływającą chwilą ich rozmiar się zwiększał.

I tak zaczęła się Noc Tysiąca Gwiazd.

A te w końcu zaczęły przypominać ogniste kule, za którymi ciągnęły się sznury iskrzącego, wybuchającego dymu. Ziemia wciąż się trzęsła. Drżała na tyle, że trudno było nieruchomo ustać na nogach, ale widowisko było niesamowite i zapierające dach w piersiach — niebo nad głowami zaczęło płonąć. I większość stała i patrzyła, póki ktoś nie krzyknął w panice, że zaraz zginą. Panika wsród innych pojawiła się natychmiast, czarodzieje zaczęli uciekać przed siebie, nie bacząc na innych, tratując się w wzajemnie, porzucając to, co ze sobą mieli. Ścieżką Elfów biegły czarownice, potykające się o własne suknie, ale kiedy lądowały na ziemi, ci za nimi, deptali bez opamiętania. Pozbawiona pomocy i wsparcia Elvira osunęła się w ciemność, wpadając kilka metrów w dół, w dziurę, która wciąż drżała i wciąż miała się zapadać. Różdżka wypadła jej z dłoni przy upadku, ale znalazła się tuż obok i mogła pochwycić ją bez trudu. Tak wielki strach ogarnął ludzi, że niektórzy nie chcąc przepychać się traktem, pobiegli prosto w las, nie wiedząc, że zapadlin było więcej, a oni sami na ślepo gnali, by już nigdy nie powrócić. Waltham wypełniło się krzykiem i płaczem. Szum wypełnił uszy, gorąc, jak od palącego słońca zalał Elfią Ścieżkę, a tuż nad koronami drzew, paląc ich czubki przeleciał meteor z wielką siłą uderzając w skraj lasu. Niebo pokryło się szarymi kłębami dymu, w których iskrzyły drobne wybuchy i ogień. Uderzenie było tak blisko i było tak silne, że wszyscy ujrzeli zanim usłyszeli, jak drzewa za ich plecami łamią się jak wykałaczki, a kiedy siła dotarła do uczestników pochodu, impet zmiótł wszystkich z nóg na wilgotną ziemię. Prawie wszystkich - cienista istota, która znajdowała się z plecami Tristana rozrosła się, a potem stanęła na dwóch tylnych, krótszych łapach. Kiedy tumany kurzu rozeszły się wokół [/u] Tristan stał wciąż, jakby to do niego nie dotarło. Mimo to, czuł ból. Rozrywający w klatce piersiowej ból, a kiedy dotknął własnej piersi poczuł na mostku lepką posokę. Dopiero po chwili za uderzeniem rozszedł się dźwięk. Straszliwy huk pełen wibracji, zupełnie jakby każdy leżący na ziemi czarodziej stał w epicentrum samej bombardy maximy. Ludzie na kilka chwil stracili się  oczu; powietrze było lepkie, gorące, a unoszący się wokół pył, drobiny, gazy drapały w gardło i utrudniały oddychanie.

A potem przyszła już tylko cisza. Smutna, żałobna cisza.

Mistrz Gry wita was w nowym okresie końcem świata. Jesteście gotowi, by zawalczyć o swoje przetrwanie? Czas na odpis upływa 30 listopada o godz: 21:00. Nie możecie rozpoczynać wątków w nowym okresie póki trwa wydarzenie. Możecie w tej turze dokonać do trzech akcji angażujących; jeśli zakładacie ucieczkę lub bieg na dalszą odległość niż dwa metry to traktujecie to jako jedną z tych czynności. Nie musicie wykorzystywać żadnej z nich, jeśli nie czujecie potrzeby. W tej turze nie będzie postów uzupełniających, nie odnosimy się więc do efektów własnych działań. Jeśli planujecie ucieczkę, musicie wyraźnie to zaznaczyć.

Przed podjęciem się jakiejkolwiek aktywności fabularnej w tym okresie należy dopełnić swojego obowiązku w tym temacie (każdą postacią osobno).

Powodzenia.

Jeśli chcecie zobaczyć kogoś, kto nie stoi obok was, rzucacie kością k100, ST ujrzenia wynosi 50. Rzutu można wcześniej dokonać w szafce i nie odbiera akcji.

*rzut przyjęłam za wydostawanie się z dołu; zaklęcie rzucone przez Elvire z powodu okoliczności nie mogło być udane, rzucenie go na nią zostało tez uznane za przerwane z powodu interwencji skrzata

Rigel Black rzuca kością na skutki po evencie czerwcowym.
Vergil, zaatakował cię cień.

Zaklęcia:
Oculus Wendeliny: 1/3 - zniszczone
Oculus Sophosa: 1/3 - zniszczone

Fera ecco Manannan
Traher 1/3
Magicus Extremos +6 od Vergila dla Melisande, Imogen, Manannana

Żywotność:
Wendelina: 135/160 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Valerie: 190/220 (obrażenia tłuczone -10; psychiczne -20) KARA: -5
Manannan: 215/240 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5 (+5 do rzutu za splamienie)
Imogen:  192/227 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -30) KARA: -10
Marcelius: 195/260 (złamany nos -40; obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -10
Melisande: 195220 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Derdre: 226/231 (obrażenia tłuczone -5) +20 do rzutów dzięki opętaniu
Yana: 182/207 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Maria: 192/227 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -30) KARA: -5
Elvira:  181/211 (obrażenia tłuczone -15; psychiczne -15; ) KARA: -10 (+5 do rzutu za splamienie)
Primrose: 190/215 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Cornelius: 205/220 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -10; )
Tristan: 195/200 (obrażenia cięte -5) (+20 do rzutu za opętanie)
Vergil: 212/232 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -15; ) KARA: -5
Gudrun: 199/214  (obrażenia tłuczone-5; obrażenia psychiczne -10)
Sophos: 207/232 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Arsene 193/218 (obrażenia tłuczone -10; psychiczne -15) KARA: -5
Rigel:  130/155 (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: -5
Vivienne: XXX/XXX (obrażenia tłuczone -5; psychiczne -20) KARA: ?? jest proszona o zaktualizowanie wsiąkiweki z żywotnością

Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]25.11.23 22:04
Mogłabyś być jej siostrą. Być może łatwiej byłoby jej uznać słowa za komplement, gdyby nie były obiektywną prawdą. Elvira zachowywała urodę mimo starzenia się, miała to w swojej starożytnej krwi zarówno ze strony matki jak i odległych pokoleń rodziny ojca, w tych cholernie odległych czasach, gdy nazwisko Multon jeszcze coś znaczyło. Niezależnie jednak od jej walorów zwyczajnie nie mogłaby być matką Marii, dzieliło ich zbyt mało lat. Nie była całkiem pewna dlaczego mimo to czuje się od niej tak starsza, ale podejrzewała, że wiele wpływu miały na to jej doświadczenia szpitalne i wojenne, mroczne sztuki, w które się zagłębiała oraz, rzecz jasna, rażąca w oczy naiwność i bezbronność samej Marii.
To nie miało znaczenia. Ich relacja nie mogła być siostrzana, gdy czuła się za nią tak wyraźnie odpowiedzialna.
A jednak pozwoliła na to, by Maria ją wyprzedziła, zagapiła się, zwolniła na tyle, że pary zaczęły ich wyprzedzać, a w wąskim tunelu elfiego szlaku nie mogła już się między nimi przepchać. Westchnęła niemo, a potem pokręciła głową. To nie tak, że w środku uroczystości mogłoby im się zdarzyć coś złego. Jedyne co na nią czyhało to zbyt ładni chłopcy, a kiedy Cornel potwierdził jej obawy i kazał jej wysilić wyobraźnię, spojrzała na niego krytycznie ze zmarszczonymi brwiami.
- Za mną nikt się nie uganiał. Choć mogłam tego nie zauważać, tak się skupiałam na tym, żeby dostać się na kurs uzdrowicielski. Te egzaminy... - W którym momencie pochodu, podczas którego mieli wspominać zmarłych, zaczęli szeptem przywoływać szkołę? Skrycie oboje mieli chyba tyle samo poszanowania wobec anonimowych ofiar wojny. - Nigdy nie szukałam uniesień serca. Do dzisiaj sądzę, że miłość jest tylko konceptem, który ubiera pożądanie w ładniejsze szaty. Ostatecznie wszystkim chodzi o to samo. O stabilizację. O seks. O dzieci. O niebycie samotnym - Pokręciła głową, z jej warg wyrwało się niewesołe parsknięcie, ale zaraz zacisnęła wargi i pokornie schyliła głowę, gdy nad ludźmi gniewnie przefrunęły nietoperze. Zwierzęta były rozjuszone, spięła się instynktownie, sądząc, że ją zaatakują. A jednak Wszechświat nie kpił sobie dzisiaj wyłącznie z niej, nie, tym razem uwziął się na wszystkich. Nie zdążyła odpowiedzieć Corneliusowi na pytanie o to jak okiełzna Marię, ale może to i lepiej. Może sama nie miała na to jednoznacznej odpowiedzi.
Zaczęło się, jak zwykle, od ciszy. Milczenia lasu przeszywanego krzykami kobiet ostrymi jak pchnięcia noża - potem w jej głowie narosły szepty, głosy, które powinna znać dobrze, lecz za każdym razem zaskakiwały ją tak samo. Cały pochód zwalniał, by zatrzymać się ostatecznie, gdy zatrząsnęła się ziemia, a robactwo, niewidoczne pod mgłą, oblazło ich stopy. Czuła czerwie wspinające się po sznurówkach jej wysokich butów i tylko podziękowała sobie w duchu, że były solidne zanim z sapnięciem straciła równowagę. Nie trzymała Corneliusa już od kilku chwil, od kilku chwil w dłoni miała tylko różdżkę, a obie pięści dociskała do skroni. Upływ czasu zdawał się inny, gdy wszystkie dźwięki - i na zewnątrz i wewnątrz niej - zostały wygłuszone przez mamrotane groźby nie mające źródła innego niż może jej czarna, zepsuta dusza.
Nie wychwyciła co niemal krzyknął Cornelius, gdy oboje zapadli się do szczeliny. Patrząc na niego widziała tylko poruszające się wargi i sama z ledwością rozumiała własny głos, gdy natychmiast przystąpiła do wydawania mu poleceń. Mogła też krzyknąć za Marią. Mogła... ale nie była już tego wcale pewna.
Adrenalina pulsowała jej w żyłach wraz z gorącą krwią, była wściekła, przerażona, zdeterminowana, wściekła raz jeszcze, przede wszystkim. Nie wiedziała, czy jej zaklęcie zadziałało, miała powody w to wątpić, ale Corneliusowi udało się wygrzebać na w miarę stabilny grunt. Z każdą chwilą jednak ziemi i robali osypywało się więcej, obłaziły Elvirze dłonie i ramiona, ale nawet nie zwróciła na nie uwagi, gdy w poczuciu zbliżającej się katastrofy wyciągała rękę do Sallowa.
- Wyciągnij mnie - powiedziała, a może krzyknęła? Głosy w jej głowie zagłuszały wszystko, wszystkie krzyki i panikę podnoszoną przez innych uczestników pochodu. Gdzie była Maria?
Chcemy cię, chcemy cię, chcemy cię.
I chociaż spięła całe ciało i ufnie rozłożyła palce, Cornelius zniknął nagle jak zmora zanim jeszcze porządnie uniósł różdżkę. To mogła być wina skrzatki, która zaledwie mignęła jej przed oczami. Mogła, bo wypowiadane przez nią słowa zrozumiała tylko częściowo. Liczyło się jednak tyle, że znowu - kto by się spodziewał - znowu została zupełnie sama.
- Faceci - zdążyła jeszcze wycedzić sama do siebie. Potem, choć próbowała panicznie utrzymać się na powierzchni, zapadła się jeszcze głębiej. Nie miała czego się chwycić, świat spychał ją w odmęty razem z całym robactwem i brudem, wprost do... właściwie czego? Piekła?
Wzięła głęboki oddech, a potem wypuściła z dłoni ostatnie gałęzie i osunęła się w mrok. Była gotowa na długi upadek, ale nie zdążyła nawet wypuścić powietrza nim uderzenie plecami o ścianę rozpadliska wydusiło je z niej siłą, boleśnie siniacząc jej żebra. Gdzieś w tym wszystkim straciła różdżkę, ale w odruchu niemal warunkowym natychmiast zaczęła obmacywać wszystko wokół, aż wygrzebała ją z rozmiękłej ziemi. Uniosła głowę. Szepty były coraz głośniejsze, narastały jakby dołączały do nich kolejne, ale przygryzając własne wargi do krwi Elvira zdołała przekonać samą siebie, że wydostanie się stąd żywa i sama. Nie potrzebowała cholernego Corneliusa, nie potrzebowała tchórzliwej Marii, nie potrzebowała Macnaira, nie potrzebowała nikogo. Tylko siebie samą, swój szmaragdowy naszyjnik (teraz wreszcie gorący, a może tylko zroszony jej własnym potem) i różdżkę.
- Pieprzcie się wszyscy - powiedziała pod nosem, może do głosów we własnej głowie, a może do tych słabych wrzeszczących ludzi na powierzchni. Uniosła głowę i choć ziemia nadal drżała gwałtownie i osuwała się pod jej stopami, zapatrzyła się na rozjarzone niebo. Połyskiwało jak w dzień, wibrowało, pulsowało, płonęło. W powietrzu czuła zapach siarki, dymu i własnej krwi, do oczu osypał jej się ciemny pył. Co do cholery się działo?
Zacisnęła zęby i zacisnęła palce na różdżce. Nie obawiała się nieudanych teleportacji, prawda?
- Abesio!

1. Łapię swoją różdżkę
2. Abesio, chcę się teleportować na w miarę stały grunt obok rozpadliny


you cannot burn away what has always been
aflame
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Uzdrowicielka, koronerka, fascynatka anatomii
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Once you cross the line,
will you be satisfied?
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +6
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
unsteady
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t12162-elvira-multon#374517 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]25.11.23 22:04
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 65
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]26.11.23 16:24
Choć Wendelinie daleko było do specjalistki w dziedzinie zaklęć obronnych to mimo panującego wokół chaosu, udało jej się wyczarować gałkę oczną, która pomknęła ponad głowy innych. Przełknęła ciężko ślinę, powoli czując zbliżający się atak choroby.
Jak to… przepadła? – spytała w przestrachu, zaczynając mówić, co widzi przez swoje trzecie oko: – Wszyscy się rozbiegli, panuje chaos, nikt nad nim nie panuje… Na Morganę, czy to… czy to ona…? – spytała, bardziej sama siebie, niż Rigela.
Poczuła, jak jej serce zaczyna zdecydowanie zbyt szybko bić, próbując nadrobić braki w krwi. Takie sytuacje zdecydowanie nie były dla takich, jak ona… Czemu nie wzięła ze sobą żadnej fiolki z eliksirem? Niech to Merlin… Rigel mógł poczuć, jak Wendelina opiera się na nim mocniej, niż przed chwilą, wyraźnie słabnąc. Jej ciało drżało i choć próbowała walczyć z nim siłą woli, na niewiele się to zdawało.
Poradzi sobie. Lordzie Black, robi mi się słabo, muszę… muszę stąd… iść… – Urywany oddech lady Selwyn sugerował, że nie kłamała i nie próbowała żadnych forteli. Nie miała jednak sił, aby ciągnąć mężczyznę dalej za sobą, próbując wyprowadzić go z tego całego chaosu.
Za to, próbując odgonić napad choroby, skupiła się na znakach, które widziała wokół. Co dokładnie się stało? Dlaczego kometa spadła? Przecież takie rzeczy się nie dzieją, a jeśli nawet to nie w taki sposób. Tak nie wyglądało zwyczajne uderzenie meteorytu. Panujący wokół huk, ogólny chaos oraz problem ze zdrowiem na pewno tego jednak nie ułatwiały, ale przynajmniej pozwalały lady Selwyn oczyścić trochę umysł.
Gdyby mogła, wzięłaby po prostu nogi zapas, badając całe wydarzenie z zacisza pałacu lub biblioteki. Wiedziała jednak, że w tych warunkach samodzielny bieg mógłby skończyć się wyłącznie omdleniem, dlatego czy tego chciała, czy nie, była zdana tylko i wyłącznie na pomoc i wsparcie Rigela. Miała tylko nadzieję, że mężczyzna wybierze mądrze i nie postanowi lecieć ratować tą cholerną Primrose. Jeśli tak mu na niej zależy to czemu na jej palcu nie ma jeszcze pierścionka?

| próbuję zrozumieć, o co chodzi, astronomia III, -5 do rzutu


Czas to przestrzeń.
Poruszasz się przez galaktykę.
Zaczekaj na
najjaśniejsze gwiazdy
Wendelina Selwyn
Wendelina Selwyn
Zawód : alchemiczka, astrolożka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30+5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
Czy to płomyk, czy prawdziwy pożar?
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t12169-wendelina-selwyn#374871 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#374079
Re: Ogniste Wrota [odnośnik]26.11.23 16:24
The member 'Wendelina Selwyn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 94
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogniste Wrota - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 9 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Next

Ogniste Wrota
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach