Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Cannock Chase
AutorWiadomość
Cannock Chase [odnośnik]29.07.21 9:14
First topic message reminder :

Cannock Chase

Niegdyś las królewski, dziś rozległy park przyrodniczy obejmujący urokliwe lasy liściaste, iglaste, dzielące je barwne wrzosowiska i kilka pomniejszych pięknych jezior. Stosunkowo niska gęstość zaludnienia i przeważające wiejskie tereny od zawsze czyniła ten obszar otwarty na rzadsze gatunki magicznych zwierząt, a zwłaszcza ptaków. Do lokalnego folkloru przedarło się też wiele doniesień o błąkających się w trakcie pełni wilkołaków - ze względu na liczne lasy oddalone od domostw wydaje się bezpiecznym azylem dla objętych klątwą likantropii.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Cannock Chase - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Cannock Chase [odnośnik]04.11.21 17:02
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Cannock Chase - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cannock Chase [odnośnik]15.11.21 23:14
Ostatnimi czasy słyszał, że próbowano sklasyfikować naturę magii. Jej pochodzenie. Znaczenie. Skamander podchodził do tego sceptycznie, ale - nie należał do intelektualistów, którzy będą drążyć teoretycznie wyznaczniki działań, które dawało mu doświadczenie. Zbyt wiele razy naukowe podstawy upadały, zupełnie, jakby rzeczywistość sama doprowadzała do tego, broniąc dostępu do tajemnic, które strzegła. To, czego świadkami byli, mocy, jaką otrzymali, jaką spotykali także u wrogów - wymykała się z ram teorii, sięgając daleko, poza ustalenia twierdzeń. W końcu, gdyby tak nie było - nie byliby w stanie podjąć się karkołomnej i zdecydowanie trudniejszej - ścieżki rebeliantów. Stróże prawa, poza oficjalnym prawem.
Nie wracał już do poruszonej dygresji na temat tajemniczej, magicznej aktywności. Na uwadze mieli skończoną walkę i napięcie naelektryzowanego od ciskanych zaklęć powietrza. Dla dwóch pokonanych wrogów - była to głupia śmierć, chociaż zastanawiał się przez moment, czy mając chwilę do namysłu, wycofaliby się, czy jednak pycha i chciwość, przysłoniły całkowicie logikę myślenia. Na słowa tylko przytaknął i chociaż żadne słów nie pojawiło się na ustach, kącik drgnął w czarnej namiastce humoru. Listy gończe wyraźnie podkreślały ich status, chociaż pamiętał też, ze znajdowały się tam nazwiska, których ciężko było przypisać miano niebezpiecznych.
Tylko przez moment spoglądał na dwa, mało rozpoznawalne w tożsamość ciała, które pochłonęła ziemia. Dla nich nie miał litości i bez wahania podążył w stronę kryjówki - Raczej na pewno usłyszeli. Mało tu było subtelności - krótko, bez żalu skwitował słowa Michaela. Były zadania, które wymagały podchodów i zakradania, ale tutaj waga zysków i strat przeważyła na stronę bezpośredniej konfrontacji. Celem byli ukrywający się mugole, przyjaciele kobiety, która otrzymała list i wskazała im bardzo dokładne koordynaty miejsc. Takich, miał wrażenie było więcej, niż czarodzieje mogliby przypuszczać. Po obu stronach barykady.
Zgrzyt i nierówne, wciąż wyczuwalne drżenie, gdy otworzyło się zamknięte przejście musiało zaalarmować nie tylko ich. Jeśli mugole znajdowali się tam od dłuższego czasu, musieli być nie nie tylko nieufni, ale i przerażeni, albo agresywni. Być może intuicyjnie zdecydował się zejść pierwszy, trzymając w pogotowiu różdżkę, czujnie upatrując zagrożenia. A to - nadeszło błyskawicznie. Mężczyzna, chociaż wychudzony, pogrążony w półmroku pomieszczenia, wydawał się bardziej zdesperowany, prawdopodobnie decydując się na efekt zaskoczenia. Skamander znał takich ludzi i - rozumiał. Coraz więcej też samych niemagicznych w ich postępowaniu, dlatego, zamiast sięgnąć po magię, w wyuczonym latami treningu ruchu, zdecydował się zblokować atak uniesionym przedramieniem na tyle szybko, by nieznajomy zachwiał się, wystawiając się aurorowi. Samuel wykorzystał okazję chwytając nieszczęśnika za ramię i pociągając w dół i przytrzymując* - Jesteśmy, żeby wam pomóc, ale jeśli zamierzasz dalej walczyć, może się to przeciągnąć - głos miał spokojny, ale pewny, jednocześnie zerkając przelotnie na towarzysza - przysłała nas Lydia - dodał, przypominając sobie pospiesznie tożsamość mugolaczki - córki zamordowanego mężczyzny z masakry i adresatki jego ostatniego listu. W końcu, to ona była przyczyną ich aktualnych działań. Dopiero wtedy, puścił dłoń mężczyzny na swoisty znak i potwierdzenie prawdziwości wypowiedzianych słów - Zabierzemy was w bezpieczne miejsce - omiótł spojrzeniem drugą postać, kobietę, która w panice, niemal przywierała plecami do ściany.

|*Tutaj krytycznie blokuję uderzenie mugola - jego siła = 7


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 51 +3
UROKI : 29 +2
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Cannock Chase - Page 5 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Cannock Chase [odnośnik]16.11.21 5:30
-Bywaliśmy subtelniejsi, pamiętasz? - kącik ust drgnął lekko, wspomnienia sprzed paru lat - z czasów zanim Harold Longbottom dał im licencję na zabijanie - wydawały się przymglone i bardzo odległe, choć nie były aż tak dawne. -Teraz... jakoś wolę robić piorunujące wrażenie. - wyznał, a choć w słowach dźwięczał czarny humor, to auror zatrzymał na Samuelu śmiertelnie poważne spojrzenie. Nie miał śmiałości zadać jednego pytania, choć być może nieme słowa odbiły się na twarzy albo w głębi źrenic: jak sobie z tym radzisz? Że już nie mają nas za aurorów, a za morderców?
Ruszył za Skamandrem - różdżkę trzymał opuszczoną, ale mocno zaciskał na niej palce. Nie miał zamiaru podejmować niepotrzebnego ryzyka i wiedział, że - gdyby mieli broń - mugolskie kule śmigają równie prędko jak magia. Być może rozproszył go zapach krwi, a być może ślepo zdał się na Samuela, ale nie zareagował w porę - nieznajomy rzucił się na drugiego aurora. Magia świerzbiła pod palcami, ale Michael najpierw dostrzegł pięści - nie miał pistoletu. Mógł odczekać, dać zareagować Skamandrowi, podjąć gambit by zyskać zaufanie mugola. Drugi auror poradził sobie zresztą śpiewająco - zyskując przewagę dzięki zwinności i sprawności, których Tonks mógł mu pozazdrościć. Pełnia wysysała z niego siły, miesiąc za miesiącem.
-Lydia... znacie ją? - wydusił przytrzymany mężczyzna.
-Przybywamy w imieniu Zakonu Feniksa. Współpracujemy z Lydią, prosiła nas o pomoc dla was. Na granicy Staffordshire czekają ludzie, którzy odeskortują was do bezpiecznej kryjówki. Przeprowadzimy was tam. Droga jest czysta, pozbyliśmy się ludzi, którzy... mogli was szukać. - streścił rzeczowo Michael, biegnąc spojrzeniem od mugola do przerażonej kobiety. Starał się nadać głosowi łagodności i przemawiać spokojnie, ale nie mógł zataić niewygodnej prawdy - musiał wyjaśnić odgłosy walki.
-Staffordshire... tu działy się okropności, n..nie wychodzimy od szóstego stycznia, chyba że nocą. N.. nie wiem, boję się wyjść... - wybąkała kobieta, odruchowo dotykając brzucha.
Mike zwrócił uwagę na ten gest.
-Tym bardziej wiecie, że nie możecie tu zostać. Zabierzemy was w ciepłe miejsce, zapewnimy dostęp do uzdrowicieli, współpracujemy też z niemagicznymi pielęgniarkami... i położnymi. - zniżył lekko głos. -Proszę, zaufajcie nam. Ktoś ryzykował życiem, byśmy dostali informacje o waszej kryjówce. Tworzymy siatkę podobnych, lepszych i włączonych w działani Zakonu Feniksa - a nasi ludzie przetransportują was do Derby, które jest pod protekcją Greengrassów, gdzie straże są wzmożone, a wszyscy - magiczni czy nie - pod ochroną. - zaproponował, usiłując rozwiać ostatnie opory i strach. Mugole nie mieli wyboru - jeśli tu zostaną, zginą.
Mężczyzna zdawał się to rozumieć, odsunął się od Samuela, delikatnie wyrywając się z uścisku.
-Daleko do tej granicy...?

perswazja I


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Cannock Chase - Page 5 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Cannock Chase [odnośnik]17.11.21 21:58
Bywaliśmy subtelniejsi, pamiętasz? - Skamander drgnął, zwalniając kroku, jakby tknęło go jakieś wspomnienie. Czy kiedyś byli zmuszani do brutalności? Do widoku rozszarpywanych przez wygłodniałe zwierzęta ciała, albo rozczłonkowywane czarną magią? W tym ostatnim, w zasadzie byli wprawieni, może ograniczeni, dziś targała nimi wojna i to ona rządziła ich losami i działaniami. Na krótko zmarszczył brwi w ulotnym zamyśleniu, obracając twarz ku towarzyszowi - Nie wolę - odpowiedział w końcu poważnie, w jakimś skupionym nacisku - To pewna konieczność, na którą się decyduję. Czas na półśrodki skończył się dawno temu, a nasz wróg musi wiedzieć, że ich zbrodnie nie pozostaną bezkarne - nawet, jeśli miano go - ich - nazywać mordercami. I nawet - wśród swoich. Zakończył wypowiedź już tylko urwaną myślą. Be żalu godził się na taką ścieżkę. I nie żałował. Po prostu działał tak, jak podpowiadał mu wyznaczany do tej pory cel. Ten - wymagał stanowczych działań. Nie raz i śmierci. Sam zbyt wiele razy ocierał się o nią. Wciąż jednak trwał na stanowisku - tak aurorskim, jak i zakonnym.
Milczał przez większość, całkiem już krótkiej drogi, która wyznaczała odnalezienie ukrywających się mugoli. Szedł pierwszy, naciągając na głowę kaptur mocnego płaszcza. Sprawdzał się w każdych warunkach i nie pierwszy raz dostrzegał, jak bardzo pomagał mu nie tylko chroniąc przed zimnem, ale i podczas trudniejszych warunków. Jak walka. Wchodząc do odkrytego przejścia, nie oczekiwał ciepłego powitania. Zdziwiłby się bardziej gdyby tak było i szukał podstępu. Dlatego atak - odczytywał - wbrew pozorom - za dobry znak. A na pewno, próba uderzenia pięścią, a nie magią. Większe prawdopodobieństwo, ze mieli do czynienie z mugolem. Albo - kimś pozbawionym różdżki. Ale i te konkluzje rozwiały się w kilku następujących po sobie akcjach.
Zdarzało mu się używać fizycznej siły w starciach. Tutaj, chociaż z zaskoczenia, był w  stanie wywarzyć cios na tyle, by nie zrobić faktycznej krzywdy mężczyźnie. Nie bez powodu. Przytrzymał go jednak wystarczając skutecznie, by dać wszystkim zebranym na odpowiednią refleksję i działanie. Moment zawahania mugola wystarczył też, by rozluźnił chwyt, a Tonks podjął przekonanie dwójki uciekinierów. Nie sądził by mieli z tym większą trudność. I wpływ na to miała także desperacja nieszczęsnych lokatorów kryjówki - Zapewne uratowało wam to życie - odezwał się dopiero, gdy głos zabrała kobieta pod ścianą. Mówił łagodniej, wiedząc, że dopóki chcieli ich słuchać, nie potrzebował naciskać.
Pozwalając też, by nieznajomy rozmasował wypuszczone z uścisku przedramię i podszedł do żony - Kawałek. Ale z nami jesteście bezpieczni - śledził twarz mężczyzny w poszukiwaniu wahania lub innych emocji, które świadczyłyby o podjęciu decyzji - Jeśli to możliwe, chcielibyśmy użyć mioteł. - zerknął na Michaela, szukając dodatkowej podpowiedzi, by właściwie wytłumaczyć cel - polecimy na nich. Przynajmniej część drogi. Jeśli poczujcie się źle, pójdziemy pieszo, ale ze względu na warunki, to będzie najszybsza droga. I najbezpieczniejsza - zmarszczył mocniej brwi w zamyśleniu, oczekując ostatecznej decyzji. Wsparciem okazał się oczywiście Tonks, który zdecydowanie lepiej rozumiał świat niemagicznych i ich niepokoje.
Ostatecznie, Skamander przewiózł na miotle ciężarną kobietę, pewnie utrzymując  jej wychudzone ciało przed sobą. Nie lecąc szybko, ani tym bardziej wysoko. A jednak, droga była zdecydowanie bardziej wygodna, niż gdyby mieli całą droga pokonać pieszo. Na mugolach, wolał tez nie testować magii. Czasy anomalii, wciąż średnio mu się z nimi kojarzyły. Tonks przewiózł mężczyznę, by w końcu, bezpiecznie już bez większych problemów, docierając na granicę i przekazując opiece uzdrowicieli, dwójkę wyczerpanych ludzi. Nim opuścili posterunek, małżeństwo poprosiło o przekazanie krótkiego listu, który napisali na urwanym pergaminie. Kolejny list, tym razem wieszczący dobre wieści, miał trafić do Lydii.

| Latanie na miotle II


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 51 +3
UROKI : 29 +2
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Cannock Chase - Page 5 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Cannock Chase [odnośnik]17.11.21 22:43
-Chciałbym... - zawahał się, ale po chwili mówił dalej. -By ci, którzy wymordowali tamtych ludzi w Derbyshire faktycznie o tym wiedzieli. Uratujemy tych, o których dała nam znać Lydia, ale zginęło kilkanaście osób, a ci szmalcownicy, ta bezczelność... widziałeś tam ślady czarnej magii, czują się jak u siebie. - wzdrygnął się lekko. -Muszą wiedzieć, że ich zbrodnie nie pozostaną bezkarne. - powtórzył jak echo za Skamandrem. Może gdyby uderzyli zdecydowanie, wytępili całą grupę, to wieść rozniosłaby się po innych okrutnikach szukających łatwego zarobku.
To myśli o wendecie zaprzątały jego głowę w trakcie krótkiej drogi znad dołu z ciałami szmalcowników do mugolskiej kryjówki - potem jednak szybko zapomniał o przemocy i odnalazł w sobie empatię, skupiając się na potrzebach dwójki przestraszonych ludzi.
Słowa o pielęgniarkach i położnych zdawały się ich zaskoczyć, ale zarazem wzbudzić zaufanie. Zderzenie mogolskiego i czarodziejskiego świata było dobrą metodą perswazji - gdy niemagiczni orientowali się, że czarodziej płynnie porusza się w ich codzienności, instynktownie nabierali do niego zaufania. Dlatego Tonks starał się mówić więcej lub zaczynać rozmowę pierwszy, gdy miał przy sobie osoby znające się na mugolskim świecie nieco gorzej. Wtedy mugole zaczynali odnosić się przyjaźniej do wszystkich sojuszników - mężczyzna patrzył na Samuela łagodniej, już bez śladu agresji. Skamander wiedział zresztą o niemagicznym świecie na tyle wiele, że poradziłby sobie i bez Michaela - mugol zaatakował ich jeszcze zanim się odezwali, a Tonks kojarzył z ostatniej wspólnej akcji, że jego partner rozpoznaje już nawet ciężarowki.
-Miotły będą najszybszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Wiem, że może to się wam wydawać jak z bajki, ale działają stabilniej od helikopterów. Może tylko być trochę zimno. - przytaknął drugiemu aurorowi. Małżeństwo przetrwało jednak kilkanaście dni w prowizorycznym schronie, mieli na sobie po kilka warstw ubrań. Zdeterminowani, by dostać się w bezpieczne miejsce, pokiwali głowami.
Samuel wziął ze sobą kobietę, a Michael zaprosił na miotłę jej męża - mężczyzna był w nieco lepszej formie, więc mógł usiąść za aurorem i mocno się go trzymać.
Po kilkunastu minutach lotu znaleźli się na granicy Derbyshire, gdzie czekała już grupa, której mogli przekazać uciekinierów.
-Dasz znać Lydii? - upewnił się cicho. -Jutro działam w Derbyshire, autorzy sprawdzają już kryjówki z mojego listu - ale będę gotowy pomóc też z tymi, które powierzono tobie. - zaproponował. Czekał ich długi tydzień, w znalezionych listach odkryli multum przydatnych informacji - a czarnoksięskie masakry sprawiły, że odnalezienie i ochronienie tych ludzi stało się priorytetem. Mugolska para ze Staffordshire wymagała ewakuacji ze względu na sytuację w hrabstwie, ale większe i liczniejsze kryjówki w Derbyshire będzie można odpowiednio zabezpieczyć pułapkami i włączyć w siatkę działań Zakonu.
-Jedna z kryjówek z mojego listu jest niedaleko, Carter już tam podobno działa, ale sprawdzę jak mu idzie. Do zobaczenia, Sam. - uśmiechnął się blado do bruneta i znów wsiadł na miotle, pomknąć do kolejnego przystanku.

Latanie na miotle II
/zt x 2


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Cannock Chase - Page 5 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Cannock Chase [odnośnik]13.03.22 18:57
| 10 stycznia

Ogrom zniszczeń ją przerażał, a to co może zrobić jedna osoba drugiej przyprawiała zaś o dreszcze. To co widziała w Stoke-on-Trent łamało serce. Myśl o tym, że w jednej chwili ludzie tracili wszystko na co ciężko pracowali całe swoje życie, to co było im najcenniejsze, albo jeszcze gorzej, najbliższych, bądź swoje własne życia, była czymś okropnym. Rzeczywistość była jednak jaka była - okrutna. Ziemie te, jak i wszystkie inne, nasączone były krwią, potem i łzami niewinnych osób. Wszyscy musieli jednak jakoś żyć, iść do przodu, nawet jeśli to nie było łatwe, nawet jeśli początkowo mogło wydawać się niemożliwe. Musieli walczyć i walczyli. Gdy zjawiła się tu niedługo po ataku część ludzi nie miało już siły, poddali się, załamali po tym co przeżyli i zobaczyli. Nie dziwiła im się. W wielu jednak wciąż płonął ogień, nadzieja, złość na niesprawiedliwość, która ich spotkała, złość na ludzi, którzy im to zrobili. Gniew ten przerodzili w czyny. Ci co mogli chcieli pomóc jeśli nie w odbudowie tego co zrujnowane, to w walce o lepsze jutro dla nich i dla wszystkich innych. Szczerze ich wszystkich podziwiała. Tu nie chodziło tylko o przetrwanie. Wszyscy pragnęli normalnego życia, lepszego świata dla ich dzieci, sprawiedliwości. Wiedzieli, że jeśli dziś spotkało ich takie okrucieństwo, jutro może to czekać kogoś innego. Nawet w najgęstszym mroku światło było widoczne z wielu mil. W porcie wola walki została zduszona w zarodku, a wszelkie buntownicze uniesienia wyrwano jak chwast razem z korzeniami. Ludzie byli przepełnieni gniewem, oczywiście, ale to było za mało, gdy dobrze zdawali sobie sprawę, że sami niczego nie zdziałają. Tu widoczne było zarówno wsparcie rodu Greengrass, jak i samego Zakonu Feniksa oraz oczywiście tych, którzy po prostu chcieli pomóc z dobroci swego serca. Do mieszkańców wyciągnięto dłoń, którą ci z wdzięcznością pochwycili zdając sobie dobrze sprawę z tego, że bez pomocy wstanie na równe nogi będzie trudne, jak nie awykonalne.
W Stoke-on-Trent zjawiała się od kilku dni, nieregularnie, ale starając się pomóc na tyle ile mogła. Od Franka - mężczyzny, który wprowadził ją, Olliego i Lucindę do miasta siódmego stycznia dowiedziała się o tym, że pomoc przydałaby się nie tylko tutaj. Opowiedział jej o tym co wydarzyło się w Newcastle-under-Lyme, gdzie doszło do istnej rzezi, a miasteczko pogrążyli w ogniu szatańskiej pożogi. Na miejsce razem z nią udał się Frank, a zastali tam istne zgliszcza. Pierwsza, doraźna pomoc dotarła już na miejsce, nie było tu jednak bezpiecznie, a wiele osób wciąż czekało na ewakuacje, niektórzy zaś nie mieli najmniejszego zamiaru opuszczać swych ziem. Zacisnęła palce wokół różdżki dobrze zdając sobie sprawę, że miejsce to dalekie jest od bycia bezpiecznym, fakt jednak, że nie była sama podnosił ją na duchu. Zresztą, niewiele by tu zdziałała w pojedynkę i to nie tylko jeśli chodziło o obronę. Nie miała pojęcia gdzie wszyscy ci ludzie się kryją, na dodatek nie znali jej, więc oczywiście stanowiła dla nich zagrożenie. Nikt by jej nie zaufał i mieli do tego jak największe prawo.
Poruszali się ostrożnie, gotowi w razie konieczności w każdej chwili się teleportować. Pierwszy w kolejności była mała chatka skryta praktycznie w gąszczu lasu. Wydawać się by mogło, że mieściła zaledwie jedną, może dwie osoby, ale w samym środku spotkali aż dwanaście. Upchani jeden na drugich, mężczyźni, kobiety i dzieci. Samego gospodarza przybytku Frank wydawał się znać bardzo dobrze. Pierwsze co zrobili po przywitaniu się to podarowanie im tego co przynieśli ze sobą - woda, jedzenie, koce. Niewiele, ale musiało starczyć też i dla innych. Rozejrzała się po pomieszczeniu zdając sobie sprawę, że tak naprawdę, prócz Franka oczywiście, znajdowało się w nim zaledwie dwóch mężczyzn i to już nie w sile swego wieku. Jak się okazało wyrastające ponad głowy kobiet sylwetki nie należały do mężczyzn, a młodych chłopców, młodszych niż Paul, ale o równie gniewnym spojrzeniu, który jednak pod swymi warstwami skrywał istne przerażenie. Nie byli w stanie ich stąd zabrać. Mogli spróbować, ale zbyt wiele by ryzykowali, gdyby coś poszło nie tak. Pomoc przyjdzie, zabierze ich stąd wszystkich za bezpieczną granice dopóki ziemie te znów nie trafią do prawowitych właścicieli.
Nie czekając ani chwili dłużej przeszła do wywiadu dowiadując się wszystkiego czego potrzebowała. W pierwszej kolejności zajęła się ranami jednego z dzieci. Dziewczynka była pokryta licznymi ranami ciętymi, w które wdało się zakażenie, a ją samą trawiła gorączka. Znieczuliła ją, a następnie przeszła do oczyszczania ran i spuszczania z nich nagromadzonej ropy. Rany były zaognione, ale nie doszło jeszcze do martwicy tkanek, więc mówić mogli tu o prawdziwym szczęściu. Na rany rzuciła Curatio Vulnera Horribilis, a temperaturę zbiła. Chłodnymi dłońmi nałożyła na zagojone rany maść, a następnie wszystkie miejsca zabandażowała, chcąc przyśpieszyć ich regeneracje. Najgorsze było już za nią, ale przypomniała reszcie domatorów o tym, że muszą ją nawadniać. Wiedziała, że nie za wiele mogą zrobić w tej sprawie z ograniczonymi środkami, ale dobrze by było, gdyby pamiętali o tym przy racjonowaniu. Drugą osobą, którą się zajęła był mężczyzna znajomy Frankowi. Miał on wybity bark, który do tego czasu zdążył cały spuchnąć i zsinieć. Nastawiła go, usztywniła i zabandażowała bez większego trudu, aby w następnej kolejności zająć się posiniaczonym i obolałym ciałem. Później zajęła się kostką u nogi jednej z kobiet, która podczas badania okazała się być zwichnięta. Reszta była w dużo lepszym stanie mając na sobie większe i mniejsze sińce oraz skaleczenia, którymi oczywiście też się zajęła.
Zapewniając wszystkich, że pomoc nadejdzie lada dzień, a oni nie zostaną pozostawieni sami sobie ruszyli dalej w poszukiwaniu jednej z wielu ziemianek, w których kryli się uciekający z miasteczka mieszkańcy. Dojście tam nie zajęło im dużo czasu, a Frank wydawał się poruszać po okolicy, jakby znał to miejsce na wylot. Dopiero zapytany o to przez Yvette wyjaśnił jej, że się tu urodził. Co musiał czuć patrząc na swój niegdyś dom zrównany z ziemią, na cierpienie swych sąsiadów? Wraz z mężczyzną wkroczyła na ukrytą ścieżkę, która zaprowadziła ich do zakrytego wejścia do piwniczki. Pięć osób, ale w dużo gorszym stanie niż w domku, w którym byli jeszcze kilkanaście minut temu. W czasie gdy mężczyzna zajął się podawaniem jednej z kobiet wszystkich rzeczy, które mieli do zaoferowania, Yvette przeszła od razu do leczenia. Najpierw udała się do leżącego na ziemi mężczyzny ze zgrozą odkrywając, że ten już nie żyje.- Papa wyjdzie z tego, prawda? - Usłyszała za sobą szept jednej z dziewczynek. Czuła jak zaciska jej się gardło nie mogąc wydusić z siebie odpowiedzi, bo i co miała powiedzieć? Mężczyzna nie żył od zaledwie kilku godzin odchodząc najprawdopodobniej w śnie, ale i niestety w niemałym cierpieniu sądząc po jego obrażeniach. Uniosła głowę, aby spojrzeć na Franka, który uchwycił jej wzrok. Subtelnie pokiwała głową w zaprzeczeniu, co mężczyzna od razu zrozumiał. Uchwycił kobietę stojącą obok niego delikatnie za ramiona nachylając się nad nią i szepcząc kilka słów. Yvette nie wiedziała czy była w tak wielkim szoku, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że mężczyzna odszedł, czy może chwytała się nadziei podobnie jak towarzyszące jej dzieci. Frank w końcu podszedł do blondynki, aby wynieść z ziemianki ciało uspokajając ją, że zaraz wróci, towarzysząca jej kobieta zaś podeszła do dzieci tłumacząc im, że papę zabiorą teraz w bezpieczne miejsce, aby mu pomóc, a później wrócą i po nich.
Zamknęła oczy zaciskając pięści do tego stopnia, że czuła jak w skórę wbijają jej się paznokcie. Po chwili jednak opanowała się, aby stanąć na równe nogi i zająć się pierwszym z dzieci, powtórnie, w pierwszej kolejności, zajmując się uśmierzeniem ich bólu. Skrzętnie przebadała dziecko odkrywając odmrożenia, które zaleczyła dzięki Figidu Horribilis. U drugiego dziecka występowały duszności, udrożniła więc jego drogi oddechowe i przeszła do poszukiwania przyczyny. Jak wskazało Diagno haemo chłopiec miał zapadnięte płuco, najprawdopodobniej na wskutek urazu klatki piersiowej. Wiedziała, że będzie potrzebować zabiegu, a tego nie była w stanie przeprowadzić w takich warunkach. W milczeniu wyleczyła potłuczenia na jego piersi, aby przejść w następnej kolejności do jego siostry, która miała poparzone dłonie. Dokładnie usunęła martwe tkanki, aby następnie odkazić rany, wyleczyć i zabandażować. Dziewczynka potrzebowała jednak przeszczepu. Nie wszystkie tkanki zregenerują się w pełni. Ostatnia była matka dzieci, wdowa, bez domu, bez niczego. Z troską ujęła jej dłonie zajmując się i jej ranami. Odmrożenia, rany cięte, złamane dwa żebra, brak trzech palców. Nie była też w za dobrym stanie psychicznym, ale czy ktokolwiek mógłby jej się dziwić? Wciąż jednak była silna dla dzieci, zachowując ograniczoną, ale przytomność umysłu. W chwili, gdy bandażowała zagojone już rany w miejscu gdzie niegdyś znajdowały się palce kobiety Frank wrócił cały zaalarmowany ogłaszając, że muszą wracać, bo w ich stronę zbliża się patrol szmalcowników. Musieli wyjść natychmiast, aby przypadkiem nie nakierować ich na tą kryjówkę sprowadzając na rodzinę nieszczęście. Zanim jednak wyszła zwróciła się do kobiety z propozycją zabrania ze sobą drugiego chłopca, którym się zajmowała tłumacząc jej, że jeśli jego duszności się pogorszą ta może nie być w stanie mu pomóc. Zapewniła ją, że się nim zajmie, znajdzie mu miejsce, w którym będzie mógł zostać do czasu, aż ona i reszta jej dzieci zostaną ewakuowani. Kobieta zgodziła się bez większego namawiania wiedząc dobrze co było najlepsze dla jej pociech, wdzięczna za daną im okazję i pomoc. Nie darowała sobie jednak uścisku, zbyt krótkiego, zbyt gorzkiego. Kazała być mu grzecznym i cichym jak mysz na co ten z determinacją pokiwał głową. Wyszli. Tylko w trójkę oddalając się szybko od kryjówki i zbliżających się szmalcowników i teleportując się w bezpieczne miejsce.

| zt/1505 słów


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 30 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Cannock Chase
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach