Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Przytułek dla ubogich w Coventry
AutorWiadomość
Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]08.08.21 3:05
First topic message reminder :

Przytułek dla ubogich

Założony w 1529 roku z inicjatywy Williama Forda, czarodzieja półkrwi, który postanowił wspomóc bezdomnych mieszkańców zapewniając im ciepły kąt oraz miskę gorącej zupy. W murach przytułku schronienie mogli znaleźć wszyscy członkowie magicznej społeczności, którzy z różnych powodów utracili dach nad głową oraz mugole. Obowiązkiem stałych mieszkańców była praca w budynku, aby jego funkcjonowanie nie zostało naruszone i mógł działać przez kolejne lata.
W 1621 roku wraz ze zmianą właściciela wprowadzono nowe reguły, jakie wyraźnie negowały obecność niemagicznych. Wywołało to ogromny bunt, który nie przeszedł bez echa, lecz nie przyniósł żadnych rezultatów. Prawo te nie uległo zmianie do dnia dzisiejszego, aczkolwiek coraz częściej w Coventry mówi się o nagminnym jego łamaniu.    
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]14.06.22 12:14
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 2, 7, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]14.06.22 19:13
Kiedy przebywało się tyle czasu na Nokturnie i w sklepie, zapachy takie jakie unosiły się w piwnicy nie były niczym nowym. Może nie w aż takim natężeniu, ale nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie, ewentualnie lekko drażniło w nos. Na całe szczęście potrafił się szybko do takich warunków przyzwyczaić.
Mimowolnie lekko uśmiechnął się pod nosem słysząc wymianę zdań między Prim, a Drew. Kuzynka miała słuszność, psidawki bywały o wiele bardziej karne niż ich zarządca na łańcuchu. Osobiście nie spuszczałby go z łańcucha, aby bardziej cierpiał, ale to była jej decyzja. Mężczyzna i tak nigdzie im nie ucieknie, nie był w stanie chodzić, nie wspominając o rozległych poparzeniach na ciele.
- Możesz być spokojna, dowiemy się wszystkiego co trzeba. - odparł spokojnie kiwając głową.
O ile wiedział, że kuzynka jest silną kobietą, to jednak mimo wszystko wolał jej oszczędzić widoków, które z pewnością będą tutaj zaprezentowane. Niech chociaż trochę niewinności w niej zostanie, o ile było to w ogóle możliwe w dzisiejszych czasach. Fakt, że Elvira postanawia towarzyszyć Primrose na górze przyjął z ulgą. Lepiej żeby miała kogoś przy sobie, chociaż nie podejrzewał aby więcej przeciwników znajdowało się w sierocińcu. Odprowadził więc obie panie na spokojnie wzrokiem, po czym już przeniósł spojrzenie na Deirdre i Drew.
Wyłapał to znaczące spojrzenie ze strony Macnair’a i mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Burke nie miał nic przeciwko brudzenia sobie rąk, chociaż może nie użyłby tak mugolskiego sposobu jak kopniak w brzuch, co nie zmieniało faktu, że pewnie w jakiś stopniu odniosło to sukces. Widząc jak Drew po mistrzowsku straszny, i tak już przerażonego, Tremblay’a, sam stanął obok Madame Mericourt. Zerknął na nią na moment, ale widząc, że kolory powoli wracają na jej twarz, dzięki pomocy Multon, skupił się już na schwytanym przeciwniku. Potem ewentualnie zaproponuje jej pomoc w ewentualnym rozszyfrowaniu znaków na jej ręce, które mu nie umknęły.
- Tremblay was wydał jak na talerzu. Nie widzę powodu, dla którego miałbyś mu być teraz wierny. - odparł spokojnie, ale niesamowicie chłodno, patrząc na mężczyznę – Nie wierzę, że tylko wasza czwórka to wszystko zorganizowała, nie na taką skalę. - pokręcił głową – Radzę odpowiadać na pytania zadane przez Madame. Z kim jeszcze działacie, a przede wszystkim jak się komunikujecie? - uniósł brew ku górze.
Na razie zamierzał zadawać pytania, na groźby przyjdzie czas za chwilę. No chyba, że okaże się, że mężczyzna zacznie współpracować.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]20.06.22 22:25
|Primrose i Elvira

Spojrzała jeszcze raz na pojmanych czarodziejów wiedząc, że gdy wyjdzie ci będą mogli odliczać czas do swojej śmierci, bo ta czaiła się już za ich plecami gotowa zakończyć ich żywot. Nic w spojrzeniach kuzyna, Drew i Deirdre nie wskazywało na to, że ujdą cało, jeżeli liczyli, że przeżyją to musieli być bardzo naiwni. Spojrzenie Tremblaya uświadomiło ją, że ten wie do czego to wszystko zmierza, a jego żona leżąca na górze była skazana na łaskę lady Burke i Elviry Multon, która pokazała, że potrafi być niebezpieczna.
Primrose skinęła do kuzyna kiedy ten zapewnił ją, że zajmą się resztą, a potem odwróciła się gdy Drew dosięgnął mocno wroga wymierzając mu precyzyjny cios w brzuch. Będąc już na schodach usłyszała jęk czarodzieja i głośne kasłanie gdy zostały złamane dwa żebra. Odwróciła głowę w stronę Elviry kiedy ta ujęła ją pod rękę i razem udały się na górę, gdzie wciąż przebywała żona zarządcy i cały przytułek.
-Nie jeden będzie testował co też szlachcianka potrafi. - Odparła niezrażonym i spokojnym tonem. To był dopiero początek, ale wykonała kolejne kroki na ścieżce, którą ośmieliła się kroczyć łamiąc zasady, które przypisywało się jej płci i pochodzeniu. Drzewo różane nadal ściskała mocno w jednej dłoni nie chcąc poluzować uchwytu w obawie, że różdżka upadnie na podłogę. Przechodząc przez drzwi na korytarzu nie spotkały żywego ducha, przytułek zdawał się być martwy, przepełniony przerażającą ciszą, która dzwoniła w uszach. Gdyby mogły usłyszeć oddechy mieszkańców te były płytkie, ledwo dostrzegalne jakby w obawie, że głębszy wdech sprowokuje obydwie kobiety.
-Wejdziemy do pani Tremblay. Została potraktowana petryfikusem, a potem otrzymała klątwą kiedy Zarządca nie chciał współpracować. - Wyjaśniła lady Burke skręcając w stronę gabinetu. Kobieta leżała na ziemi tak jak ją zostawili z przerażeniem w oczach. Nikt nie przyszedł jej z pomocą. Ale czy na pewno? -Homenum Revelio - wypowiedziała, ale nic się nie zadziało. Podobnie za drugim razem, najwidoczniej starcia w piwnicach dość mocno nadszarpnęły energię i siłę młodej czarownicy. Dopiero trzecie podejście ukazało świetlistą postać zza drzwiami, za które wcześniej chciał uciec mężczyzna. -Wyjdź. - Poleciła oschle, bardziej niż chciała, tonem który nie świadczył o tym, że była w nastroju do jakiekolwiek niesubordynacji. Po chwili ich oczom ukazała się uzdrowicielka z lecznicy w przytułku, z którą Elvira miała już okazję rozmawiać gdy była tu po raz pierwszy. Podniosła spojrzenie zmęczonych oczu na obydwie kobiety.
-Chciałam pomóc pani Tremblay. - wyjaśniła ledwo dosłyszalnie.
-Pani Tremblay uznana została zdrajczynią, która działała na szkodę Ministerstwa Magii oraz społeczności czarodziejskiej. - Oznajmiła Primrose i dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że brzmi jak polityk na wiecu. Przymknęła oczy. -Pani Tremblay pozwoliła na to aby narazić dzieci z przytułku na niebezpieczeństwo. Miała za zadanie je chronić.
-Tak, wiem. - Uzdrowicielka kiwnęła nieznacznie głową starając się nie patrzeć na leżącą na ziemi kobietę. -Zapewne chce lady z nią porozmawiać.
-Panna Multon na pewno ma wiele pytań do pani Tremblay. - Primrose spojrzała na Elvirę ustępując jej pola i pozwalając na działanie. Liczyła się z tym, że będzie więcej ofiar niż ci na dole. -A pani mi poda imiona i nazwiska wszystkich pracowników, następnie powie, którzy już opuścili przytułek. - Ucieczka była jawnym przyznaniem się do winy.

Udany rzut

|Drew, Xavier i Deirdre

W piwnicy śmierdziało strachem zmieszanym z krwią poległych towarzyszy. Tolan i Tremblay znajdowali się na łasce trójki czarodziejów, która była teraz władcami życia i śmierci. Zarządca jęknął gdy otrzymał silny cios od Drew, a dwa żebra poszły z głuchym trzaskiem niosąc się po kamiennych ścianach pomieszczenia. Z ust pociekła strużka krwi, którą charknął na Drew gdy ten szarpnął go za kołnierz. Nie bał się już śmierci, ale świadomość, że całe to miejsce może pójść z dymem napawało go większym strachem. Wzrok wodził za Deirdre, która zadała jako pierwsza pytanie.
-Farma Owiec… - Odpowiedź padła ze strony Tolana, a Tremblay rzucił się prawie w jego stronę, ale rany jakie nosił na ciele uniemożliwiły mu pełen ruch. -Tam się spotykaliśmy… - Najwidoczniej ratował skórę albo uważał, że nie ma już nic do stracenia. Tylko czy mówił prawdę?
-Zostawcie Alice w spokoju… - Wycharczał Tremblay, który chyba nie miał jeszcze świadomości, że jego żona właśnie może przeżywać własne tortur. Lady Burke i Multon zniknęły za drzwiami już jakiś czas temu, ale na zewnątrz nadal trwała cisza, niczym zwiastun czegoś bardzo niebezpiecznego. Ciężkie chmury zawisły nad przytułkiem, mury wręcz pociemniały czekając na apogeum, które ma się zaraz wydarzyć. -Dzieci nic nie zrobiły…
-Stanford Carter - Sypał dalej Tolan nie spuszczając wzroku z Xaviera. -Owen McGill




May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 7 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]22.06.22 14:17
Widok krztuszącego się naczelnika potraktowanego z brutalnością należną społecznym szczurom nie robił na Elvirze żadnego wrażenia. Za murem obojętności zatliły się być może co najwyżej przebłyski niemoralnej przyjemności. Zadawanie bólu było w czasie wojny środkiem do celu, gwarantowało też jednak upajającą władzę nad drugim człowiekiem. Poszukiwanie granicy wytrzymałości ofiary było czynnością interesującą na najbardziej prymitywnym poziomie, pozwalało także testować organizm i podziwiać jego funkcje adaptacyjne w sposób niespotykany nigdzie indziej.
Ale nie mogła zostać dłużej ani podziwiać spektaklu żałości, ani zatrzymać jeszcze na moment wzrok na Drew, który zawsze wydawał jej się najbardziej fascynujący i pociągający wtedy, gdy był wściekły. Chyba, że był wściekły na nią. A może nawet wtedy.
- I niejeden gorzko tego pożałuje - odparła bez zawahania do Primrose już na parterze, opuszczając duszne odmęty piwnic i oddychając pełniejszą piersią. Aromat krwi nie miał prawa tu sięgać, ale i tak zdawał się osiąść w powietrzu, na ich włosach i połach szat, podążając za nimi niczym ponury zwiastun nadchodzącego cierpienia.
Nie spotkały na schodach żadnych dzieci, żadnych dorosłych; przytułek wstrzymał oddech i zamarł bez ruchu, oczekując na ich kolejny krok. Kara musiała zostać wymierzona, choć koniec końców zgadzała się z Primrose, że nie powinna ona dotyczyć dzieci. Te dało się zrehabilitować, sprowadzić na lepszą drogę, nawet jeśli ich przyszłość malowała się smętnie, bo były sierotami i biedakami. Ktoś musiał zapełnić najniższe szczeble społeczne, pracować na wykształconych, zdolnych i silnych. Spotka ich łaska, ale nie dotknie ona swoim złotym palcem pani Tremblay, co do tego nie miała większych wątpliwości.
Wysłuchała słów towarzyszki w milczeniu, a potem bez komentarza ani prób pomocy czekała aż zbierze siły, by rzucić zaklęcie. Pojedynki wyczerpywały, zwłaszcza w tak spaczonych miejscach jak tamta piwnica, nie winiła jej ani nie zamierzała rzucać na wiatr bezcelowych przytyków.
Zmarszczyła lekko nos w wyrazie pogardy, gdy przedstawiła im się znana już uzdrowicielka. Elvira nie czuła najmniejszej sympatii do swoich sióstr w karierze, które odznaczały się patetyczną misją niesienia pomocy bez względu na wszystko. Marnowały zasoby i litość na tych, którzy sami się jej wyrzekli swoimi głupimi decyzjami. Niech szlag weźmie przysięgi uzdrowicielskie; sama była zbyt uzdolniona, by ofiarować moc i dłonie zdrajcom.
Skinęła głową, gdy Primrose powierzyła jej zadanie przesłuchania kobiety. Łechtało to jej ego i przyjemnie rozpalało ambicję. Fakt, że miała teraz tę kreaturę całą dla siebie sprawiał, że przestawała żałować nieobecności na spektaklu w piwnicach.
Zbliżyła się do Tremblay i przykucnęła obok niej, podwijając ponad kostki spódnicę poszarzałą i wilgotną po walce, w niektórych miejscach przesiąkłą drobnymi szkarłatnymi plamami, które mogły być wyłącznie krwią. Luźne kosmyki wymykające się z ciasnego warkocza, bordowa obwódka pod niedokładnie otartym nosem i blask w pozornie niewzruszonych oczach powinny dać do zrozumienia, że żonie naczelnika nie przyjdzie rozmawiać z kimś łagodnym - mimo całej dziewczęcej aparycji.
- No i na co ci to było, powiedz? Ukrywanie zbrodni - wyszeptała, dłońmi badając ciało spetryfikowanej kobiety w poszukiwaniu różdżki. Nie była delikatna, szarpała za kieszenie i wciskała palce między żebra. Dopiero, gdy upewniła się, że nie ma żadnej broni ani ochrony, ciągnęła dalej. - Zrobiłaś to ze współczucia? Ze wstydu? Co było dość silne, by narazić na śmierć i demoralizację dziesiątki dzieci, które przewinęły się przez ten przytułek i które bezgranicznie ci zaufały? Bo chyba nie miłość do niego? - Do męża i jego zachcianek. - Powiem ci coś. Miłość ma swoją cenę, a jest ona cierpka i krwawa. Zaraz się o tym przekonasz. - Lekkim jak piórko ruchem odgarnęła kosmyk włosów za ucho przerażonej kobiety, obrysowując paznokciem jej zaczerwienione policzki i kąciki ust. - Nie został nikt kto może ci pomóc. Twój mąż nie żyje. Żyją jednak dzieci. I przeżyją i dostaną nową opiekę, nowe ciepło i troskę, bo dzieci są przyszłością. Żeby się to jednak dopełniło, musisz za nie zapłacić, bo nie ma nic za darmo. Odczaruję cię, a ty nie wstaniesz z podłogi i wyjawisz mi wszystko co ukrywał twój mąż. Kto nałożył zabezpieczenia w piwnicach. Ilu ludzi przewinęło się przez te piwnice i dokąd zostali odesłani. Kto jeszcze brał udział w spisku. Skąd braliście pieniądze na pomoc przestępcom. - Przechyliła głowę, zmrużyła oczy i uśmiechnęła się blado. - Umówmy się: jedna informacja za jedno żywe dziecko. Jeśli mnie zadowoli, oczywiście. Jeśli będą niepotrzebne albo będzie ich za mało, by uratować wszystkie dzieci, przyprowadzę je tutaj jedno za drugim i będę musiała je zabić. - Patrzyła w oczy kobiety z nieodpartą intensywnością, chcąc wzbudzić w niej świadomość, że nie żartuje. Może naprawdę nie żartowała. Sama nie wiedziała już, do czego była zdolna. Choć wcześniej zgodziła się z Primrose, rosnące podniecenie władzą odbierało jej skrupuły. Miała tylko nadzieję, że lady się nie wtrąci; nawet gdyby do niczego nie doszło, nie mogły dać kobiecie wierzyć, że by się zawahały. - Boli mnie to bardziej niż ciebie. Nie zmuszaj mnie do tego - dodała miękko, prawie z żalem, choć był on okryty obłudą, o której świadczyła krew wsiąkającą w krawędzie spódnicy. - Już pora. Nie zawiedź ich. Liczą na ciebie przecież, to tylko dzieci.
Ścisnęła różdżkę w palcach i ściągnęła z kobiety unieruchomienie. Oczekiwała w milczeniu, znacząco uderzając obcasem pantofla o podłogę. Czas uciekał.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]23.06.22 13:00
Przez dłuższą chwilę naprawdę zastanawiała się, czy nie przystać na nieme zaproszenie Macnaira i nie pociągnąć z piersiówki rozgrzewającego płynu, na pewno będącego alkoholem a nie ciepłą herbatką. Ciągle było jej zimno, ból mijał, osłabienie rozmywało się, lecz nie czuła się w pełni dobrze; ognista whisky mogłaby dodać jej nieco sił (i animuszu), ale finalnie zrezygnowała z tego sposobu zacieśnienia więzi z Drew. Musiała poradzic sobie bez wspomagaczy, za to przy wydatnym wsparciu bezpardonowego śmierciożercy.
Przyglądała się jego działaniom bez mrugnięcia okiem, przemoc fizyczna nie brzydziła jej, była prosta - prostacka? - i zaskakująco skuteczna, tak samo jak finezyjne groźby, opisywane malowniczym językiem Macnaira. Uśmiechnęła się do siebie lekko, prawie nieświadomie: bardzo lubiła obserwować w akcji innych magów, stanowiło to wyjątkową rozrywkę. I inspirację do ewentualnych kontynuacji przykrych działań. Wymagających nasilenia, mężczyźni owszem, rozpoczęli współpracę, lecz wydukane przez nich słowa nie były satysfakcjonujące. Czarownica podeszła jeszcze bliżej, zachowując jednak bezpieczny dystans, by nie ubrudzić się śliną, krwią i ogólną, ohydną wonią szlamolubów.
- Spotykaliście się tam regularnie? W jakich terminach - w konkretne dni tygodnia lub wieczory faz księżyca? - pytała dalej, chcąc zebrać wszystkie cenne informacje. - Jak się ze sobą porozumiewaliście? Mieliście ustalone hasła bezpieczeństwa lub zawołania? - dodała, zerkając przez ramię na Xaviera; być może on też posiadał w zanadrzu pytania wymagające drobiazgowej odpowiedzi. Carter, McGill, kto jeszcze? - naciskała, sugerując tonem i surowym spojrzeniem, że nie będą czekać w nieskończoność na dalsze rozmowy. - Może zachęć panów do szybszego przemawiania, Drew - zawiesiła znacząco głos, wiedząc, że postać Macnaira oraz ryzyko ponowienia przez niego brutalnych działań może zadziałać zbawiennie na chęć rozwinięcia swych wypowiedzi. Nie mieli przecież całego dnia, a zatrzymani rzezimieszkowie nie należeli też do priorytetów, którym mogliby poświęcić kilkanaście godzin oraz pełnię swych czarnomagicznych umiejętności z zakresu tortur. I tak ofiarowali dużo cennego czasu na starcie w ciasnych korytarzach podziemi.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]23.06.22 19:21
Dobrze, zaczął mówić, chociaż nie koniecznie dużo. Zdecydowanie należało ich bardziej zachęcić do współpracy. Nie przewidywał jednak aby zarządca im coś powiedział. Sam fakt, że rzucił się, mimo prawie całkowitego braku możliwości poruszania się, w stronę towarzysza broni, kiedy ten zaczął mówić, sprawił, że Burke zdał sobie sprawę jak dużo wie ten mężczyzna. Nie zamierzał jednak odbierać frajdy Drew, który zdecydowanie dobrze się bawił w tym momencie. W zasadzie sam się o to nie podejrzewał, ale wyciąganie z ludzi informacji w taki sposób, groźbą i bólem, a nie tylko zwykłą rozmową czy łapówką, sprawiał, że czuł coś na wzór zadowolenie...może nawet lekkiego podniecenia? Władza jaką to dawało było pochłaniająca, ale nie odbierał tego jako czegoś złego.
- Farma Owiec nam dużo nie mówi. - pokręcił głową – Musi pan zdecydowanie rozwinąć temat. Potrzebujemy dokładnego adresu oraz nazwisk właścicieli. - odparł spokojnie wracając wzrokiem do przesłuchiwanego Tolana.
Jednocześnie wyciągnął z kieszeni papierośnicę i odpalił jednego papierosa. Zaciągnął się spokojnie i przez chwilę milczał.
- Alice z całą pewnością jest w dobrych rękach. Panna Multon posiada doskonale umiejętności uzdrowicielskie, które potrafi wykorzystać w odpowiedni sposób. - odparł uśmiechając się sugestywnie.
Doskonale wiedział, że posiadając wiedzę Elviry można z całą pewnością zrobić wiele dobrego, ale również i wykonać sporo krzywdy. Odpowiednie zaklęcie mogło zdziałać wiele.
- Tego nie wiemy...wszystko zależy od was. Jedna zła odpowiedź, jedno krzywe spojrzenie i dzieci poniosą konsekwencje waszych decyzji. - powiedział po chwili wracając spojrzeniem na Tremblay’a.
Przez chwilę mężczyźni patrzyli na siebie, po czym Xavier wyłapał kątem oka spojrzenie Deirdre.
- Przekażesz nam wszystkie kody, hasła, sposoby w jaki zbieraliście mugoli i zdrajców. - powiedział twardo, ale spokojnie, po czym zaciągnął się papierosem. - Jak również czy aktualnie czeka jakaś grupa na przerzut, a jeśli tak to gdzie i gdzie mieliście ich dokładnie przerzucić? - uniósł lekko brew ku górze.
Jeśli byli w trakcie jakieś akcji musieli o tym wiedzieć. Należało tych wszystkich ludzi złapać i odpowiednio się nimi zając. Im szybciej tym lepiej.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]27.06.22 22:21
Czując na twarzy paskudną krew właściciela przytułku wygiąłem wargi w ironicznym wyrazie, po czym w ostentacyjny sposób przesunąłem dłonią wzdłuż policzka. Patrzyłem mu przy tym głęboko w oczy – bez krzty złości, poirytowania, lecz rozbawienia. -Szczodry i głupi zarazem. Mogłeś zachować ją dla siebie, przyda ci się każda ilość- skończony dureń. Był żałosny. Słysząc, że jego kolega zaczyna sypać wykonałem kilka kroków ku tyłowi, a następnie przechyliłem głowę przyglądając mu się badawczo. Próbowałem wyczuć lub ujrzeć jakiekolwiek dowody przemawiające za tym, że kłamie wszak tylko wprawny aktor robił czynił to bez zająknięcia. Miałem czujne oko i być może to mogło go zgubić. Nie mogłem się powstrzymać przed kolejnym łykiem alkoholu, kiedy to majaczył o miejscu spędu. Zbyt mało, zbyt wolno. Czy ci obrońcy szlam byli aż tak naiwni? Sądzili, że przeciąganie nieuniknionego sprawi, iż ktoś nadejdzie im z pomocą? Nic bardziej mnie nie irytowało jak brak szacunku do czyjegoś czasu, a to właśnie miało teraz miejsce. Skrzyżowałem przedramiona na piersi, po czym przeniosłem znudzone spojrzenie na Deirdre. -Wyrwałbym im języki, bo najwyraźniej nie wiedzą do czego służą- burknąłem wywracając oczami. -Do brzegu, zaraz wszyscy tu pośniemy- dodałem podniesionym tonem, lecz zamiast konkretów dostaliśmy kolejną falę bzdur, tym razem od samego Tremblaya. No niczym chłopak nas nie zaskoczył. -Dzieci zawsze płacą za grzechy swych rodziców czy opiekunów, szkoda że wcześniej o nich nie pomyślałeś- rozłożyłem szeroko ramiona w geście rzekomej bezradności.
Nie zapomniałem o jego czynie, miał zostać deserem, parszywym dżemem truskawkowym. Wymierzyłem w jego kierunku wężowe drewno, zaraz po tym jak ponownie schowałem piersiówkę, po czym wypowiedziałem w myślach krótkie, ale niezwykle precyzyjne crucio. Pragnąłem, aby jego ciało wygięło się w spazmach, a krzyk postanowił na nogi wszystkich w budynku, choć na me uszy będzie niczym wytworna melodia. Wbiłem w niego spojrzenie i uśmiechnąłem się lekko, czułem że towarzysze nie musieli słyszeć inkantacji, ale doskonale wiedzieli co uczyniłem. Jeśli przyjdzie mu umrzeć, a zapewne tak się stanie, to trudno – jeden wciąż pozostawał przy życiu. -Tik-tak cukiereczku, czas minął- skwitowałem z kpiącym uśmiechem.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Przytułek dla ubogich w Coventry
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach