Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Oaza
AutorWiadomość
Oaza [odnośnik]30.01.18 22:36
First topic message reminder :

Oaza

Niedługo po przegnaniu z Azkabanu czarnoksięskiej mocy, na wyspie zaczęło budzić się życie. Drzewa wypuściły szybko, w kilka tygodni przypominając kilkunastoletnie olbrzymy, które rzucały cień na falujące w nadmorskiej wietrze wysokie trawy. Ogromna ilość białej magii wezbranej w tym miejscu zdawała się odżywiać rośliny, wspomagając ich rozrost. Właśnie między nimi wzniesiono pierwsze obozowisko gotowe na przyjęcie uchodźców pochodzących z niemagicznych rodzin, zmuszonych ukrywać się przed nienawistną władzą. Obozowisko nazwane zostało Oazą, przez wielu nazywanych Oazą Harolda lub Oazą Feniksa. Jeden z namiotów zajął zresztą sam Longbottom. Biała magia jest tu nie tylko wyczuwalna, ale i widoczna: jej moc krąży raz za czas pod postacią unoszących się w powietrzu bezpiecznych ciepłych ogników. Wydaje się, że naga ziemia na wyspie jest gorąca - dlatego nisko nad nią, poniżej kolan, na wilgotniejszych terenach wyspy unosi się gęsta mgła. Mówią, że za ten stan rzeczy odpowiadają ostatnie zdarzenia.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 31.03.18 23:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Oaza - Page 35 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Oaza [odnośnik]22.06.22 0:01
Chyba powinien był się tego spodziewać. Przecież od zawsze wiedzieli: że Oazę wypełniała niezrozumiała dla nich magia; że wioska wznosiła się na gruzach zniszczonego więzienia, do niedawna zamieszkałego przez jedne z najstraszniejszych istot; że pogoda bywała tu kapryśna, nieprzewidywalna, nieokiełznana. Pamiętał, jaki niepokój budził u niego każdy większy sztorm – wtedy, gdy jeszcze razem z rodziną mieszkali w Skamielinie; nie zliczyłby, ile razy naprawiał zerwane przez silny wiatr dachy, nie spamiętałby też tych wszystkich momentów, kiedy zastanawiał się, czy wzburzone morze przypadkiem nie przedrze się przez wysokie klify – a jednocześnie tkwiło w nim irracjonalne i naiwne przekonanie, że to miejsce, ta wyspa, ten wyrwany losowi skrawek terenu, były nietykalne.
Powinien był lepiej uczyć się na własnych błędach.
Nie potrafiąc wydusić z siebie żadnego kolejnego słowa, skinął głową Michaelowi, gdy auror zaproponował, że weźmie ze sobą Marcela; widząc, jak znikają z lewej strony korytarza, podszedł do Samuela i Floreana, i wskazał im prawy – przed opuszczeniem sali zebrań obracając się jeszcze za siebie, żeby sprawdzić, czy na pewno nikomu w trakcie wstrząsu nie stała się krzywda. – Sp-p-prawdzę pomieszczenia po tej stronie – zaproponował, znacznie spokojniej niż się czuł – wskazując na parę drewnianych drzwi, prowadzących do bocznych pomieszczeń. Większość z nich była otwarta na oścież, co sugerowało, że znajdujący się w nich ludzie zdążyli je opuścić – ale zapobiegawczo zajrzał do każdego, z ciężkim sercem rejestrując przewrócone krzesła i porzucone, fajansowe kubki; w jednym z przejść mignęła mu twarz starszego mężczyzny, w którym rozpoznał jednego z pracujących pod rozkazami lorda Longbottoma aurorów – ale widząc, że ma sytuację pod kontrolą, skinął mu jedynie głową, przechodząc dalej korytarzem, żeby spotkać się z przyjaciółmi przy wyjściowych drzwiach. – Zaraz tam dotrę – powiedział, zatrzymując spojrzenie na niewielkiej grupce mieszkańców, którzy zgromadzili się wokół ratusza; część musiała być w środku w momencie trzęsienia, reszta – prawdopodobnie ściągnęła tu z najbliższej okolicy, podejrzewając, że być może na głównym placu odnajdą odpowiedzi. Jego wnętrzności wykręciły się nieprzyjemnie, gdy jego wzrok przemknął po ich twarzach; większość z nich uciekła tu przed wojną, szukając bezpieczeństwa, spokoju – poczucia stałości, które właśnie wymykało im się w rąk tak samo, jak uciekała zawieszona w powietrzu, biała magia.
Kiedy dołączył do pozostałych członków Zakonu na placu, byli tam już niemal wszyscy – zatrzymał się na krawędzi niewielkiego okręgu, zauważając, że dołączył do nich Steffen. – Steff. W-w-widziałeś, co się stało? – zapytał, zatrzymując na moment spojrzenie na kuzynie, a później przemykając nim po reszcie twarzy – w myślach licząc i odhaczając kolejne imiona, sprawdzając, czy na pewno wszyscy, którzy byli obecni na spotkaniu, dotarli przed ratusz. – Na łące białych kwiatów p-p-podobno pękła ziemia – stąd ten wstrząs – powiedział, tak mówili gromadzący się coraz liczniej mieszkańcy; ktoś z nich musiał to sprawdzić – i jeśli rzeczywiście była to prawda, zabezpieczyć wyrwę. – Część budynków w wiosce jest uszkodzona, ktoś m-m-może być uwięziony w środku albo ranny. I – tu się zawahał; to, co ludzie mówili o sytuacji na krańcach wyspy wydawało mu się nierealne – coś p-p-podobno stało się na wybrzeżu, przy mogiłach – powinniśmy się podzielić i to sprawdzić. Ludzie mogą p-p-potrzebować pomocy – zasugerował. Nie wydawał poleceń, nie próbował dyrygować grupą – obok niego znajdowali się Zakonnicy posiadający w tym znacznie większe doświadczenie.

| dla wygody - przeklejam tu jeszcze mapki i kostki <3

1. Zabezpieczenie szczeliny (żółty kolor na mapce, samą szczelinę zaznaczyłam czarną kreską); legenda do k6:
1:
2:
3:
4:
5:
6:

2. Chaos w wiosce (niebieski kolor na mapce); legenda do k6:
1:
2:
3:
4:
5:
6:

3. Ożwieńcy (czerwony kolor na mapce); legenda do k6:
1:
2:
3:
4:
5:
6:


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Oaza [odnośnik]22.06.22 7:37
Było tak wiele kwestii do omówienia. Lucinda nie spodziewała się, że spotkanie Zakonu przyniesie tak wiele emocji, ale też informacji, kwestii koniecznych do poruszenia. Charaktery mieszały się ze sobą dając im szansę na konfrontację, a ta przecież rzadko bywa lekka. Blondynka słuchała w ciszy już ustalanych kwestii. Potrzebowała chwili by sobie to wszystko poukładać, a jeśli czegoś nauczyła się na tej wojnie, to tego, że słowa mają siłę i nie warto jest rzucać je na wiatr. Postanowiła dać sobie czas. Odetchnąć, wrócić do domu i przemyśleć wszystko co się dzisiejszego dnia wydarzyło. Finalnie to nie było jej dane. Już nie pamięta dnia, w którym by się nic nie wydarzyło. Szła gdzieś z jakimś zamiarem, konkretnym planem, a potem plany zmieniały się na rzecz niespodziewanych zdarzeń. To samo stało się dzisiaj. Ich rozmowy przerwał głośny huk. Lucinda nie spodziewała się walki, nie myślała o atakach na Oazę i w pierwszej chwili zadrżała idąc właśnie tym tropem. Dopiero po chwili dotarło do niej, że wszystko wokół nich się trzęsie i widocznie nie jest to spowodowane atakiem ze strony wroga. Kubek stojący przed nią przewrócił się zalewając stół, duże drewniane drzwi prowadzące do Ratusza teraz otwierały się zamykały jakby smagane wiatrem. Nigdy wcześniej nie doświadczyła trzęsienia ziemi chociaż już wcześniej doszły do niej słuchy, że takowe zdarzają się w ostatnim czasie znacznie częściej. W końcu jeszcze kilka dni temu razem z Tonks pozbywały się skutków jednego z nich.
Kiedy trzęsienie ucichło Lucinda przejechała wzrokiem po obecnych w Ratuszu. Chciała mieć pewność, że nic nikomu się nie stało. Badawczo przyjrzała się również skutkom trzęsienia ziemi i choć Ratusz wciąż pewnie stał i nic poważnego tu się nie wydarzyło, to jednak nie mogli mieć takiej samej pewności co do reszty Oazy. Wyspa rządziła się swoimi prawami. Lucinda od zawsze to wiedziała. W końcu uczestniczyła w misji w Azkabanie i widziała jaka magia się tu znajduje. Widziała jak więzienie się zmienia dając im nowe miejsce na ziemi. Teraz to miejsce pokazało swoje oblicze. Ruszyła za innymi na zewnątrz.
Blondynka wsłuchała się w słowa wypowiedziane przez Williama. Przy mogiłach? – zastanowiła się, bo nie wiedziała co mogłoby się tam zdarzyć. Od razu pomyślała o tym, że poziom wód mógł się podnieść, ale to spekulacje nie potwierdzone żadną teorią. Już to po prostu kiedyś widziała. – Sprawdzę szczelinę. Nie wiem czy jesteśmy w stanie jakoś ją zabezpieczyć, ale to mógł nie być ostatni wstrząs. – dodała. Musiała to zobaczyć na własne oczy.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Oaza - Page 35 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Oaza [odnośnik]22.06.22 18:51
Pierwszy sygnał, że coś było nie tak nadszedł niespodziewanie, a lord Greengrass zamarł, uważnie przyglądając się twarzom zakonników i sojuszników zebranych podczas spotkania. Każdy wyraźnie orientował się dokładnie tak samo co do tego, co właściwie miało teraz miejsce. Atak? Zwykłe trzęsienie ziemi?
Panika? Czy tak wyglądała noc piątego stycznia w domostwach w Staffordshire? Czy ich przypuszczenia co do tego, że wróg próbował ich wywabić z domów, czy kryjówek, i sprawić, aby zaczęli się kontaktować, a możliwe że i spotkać tak jak tego dokonali dzisiaj, były prawdziwe? Nie mogli niczego wykluczyć, może właśnie dlatego już od moment, w którym podniósł się od stołu, aby udać się na zewnątrz wraz z resztą, ściskał w dłoni różdżkę. Nie wiedzieli, czego mogli się spodziewać na zewnątrz. Bombardy? Ataków? Mrocznego znaku na niebie?
Niezależnie od tego jakie niebezpieczeństwo miało teraz miejsce, jego myśli od razu powędrowały do narażonych mieszkańców Oazy, którzy przecież przeżyli już własne tragedie. Mieli tutaj być bezpieczni, ale czy bezpieczne miejsce w ogóle istniało? Nie tylko w Anglii, nie tylko tutaj na wyspie powstałej po Azkabanie - czy gdziekolwiek było miejsce, które mogłoby zapewnić odrobinę bezpieczeństwa komukolwiek?
Wiedział, że musiał je zapewnić w Derby - że niezależnie od rozwoju sytuacji, musiał wrócić do domu, nie mogąc pozwolić, aby Mare się martwiła; nie w stanie w jakim była. Ale ile kobiet przy nadziei mogło mieszkać w tych domach? Ile z nich potrzebowało ochrony? Ilu starszych? Ile dzieci, dla których zakończenie wojny mogło być najistotniejsze, bo przecież to ich świat stał pod znakiem zapytania.
Zdawało się być znacznie chłodniej, a z oddali były słyszalne dźwięki chaosu, jednak nic z tego nie mówiło jasno, co dokładnie miało miejsce.
Zacisnął mocniej palce na drewnie jabłoni. Gotowało się w nim do działania. Nie mógłby stać i spoglądać bezczynnie - to dla niego było największą torturą, kiedy nie można było podjąć skutecznych działań natychmiastowo. Z wiekiem nauczył się panować nad swoją złością i frustracją, i wszystkimi emocjami, które się w nim gotowały, jednocześnie w podobnym okolicznościach było to trudne. Zdanie na czas i żmudną pracę, która ukazywała efekty dopiero z czasem nie było mu obce, a jednak było czymś co paliło go wewnętrznie.
Powinni się rozdzielić, zapewnić ochronę i pomoc doraźną tym, którzy tego potrzebowali, uspokoić ludzi - ale i rozeznać się w zagrożeniu, które panowało i zlokalizować czy nie czekało na nich większe niebezpieczeństwo. Myśli biegły wokół tego - czy ludzie byli bezpieczni? Czy nic nie groziło i samym zakonnikom, którzy odczuli tupnięcie i huk.
Ludzie byli wyraźnie w panice, nie można było wiele zrozumieć poza tym, że coś miało miejsce - i to wyraźnie w wielu miejscach. Czy zagrożenie mogło płynąć z większej ilości stron, czy szczelina była tylko jednym ze środków ataku?
Czy byli pod atakiem?
Zacisnął szczękę, a na jego twarzy malowało się zmartwienie. W jakim stanie była wioska? Mieszkańcy? Jeśli trzęsienie było tak wyraźnie odczuwalne, powinni zająć się sprawdzeniem tego, co tak naprawdę się tam wydarzyło i czy mieszkańcy nie potrzebowali pomocy. Budynki mogły ucierpieć - pytaniem było w jakim stopniu. I czy czekało na nich inne zagrożenie? Rekonesans był w końcu równie ważną istotą. Czy zagrożenie szło wyłącznie od szczeliny, czy również z powietrza, od morza?
- Pomogę przy rannych i zapewnię im bezpieczeństwo, szczególnie jeśli nie wiemy jeszcze czy to wszystko co na nas czeka - powiedział, chociaż najchętniej udałby się wszędzie - jednak nie mógłby tego zrobić, nie byłby w stanie znaleźć się wszędzie na raz. Może to bezsilność? Brak umiejętności, aby zaradzić wszystkiemu tak bardzo go irytowała?

| Z Maeve i Roselyn pomożemy opanować chaos w wiosce w szpitalu polowym.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Oaza [odnośnik]22.06.22 19:34
Ratusz wydawał się bezpieczny. Cokolwiek wywołało drżenie i przeraźliwy huk, nie znajdowało się w budynku, a ci, którzy się w nim dziś znaleźli, szybko zajęli właściwe pozycji, ogarniając najbliższy chaos, który powstawał. Nie licząc zwykłych mieszkańców, mugoli szukających schronienia, każdy w Oazie mniej lub bardziej potrafił zadbać o swoje bezpieczeństwo, chociaż to przekonanie zapowiadało się dziś zostać co najmniej nadszarpnięte.
Nie zajęło wiele czasu gdy znaleźli się na zewnątrz, odnajdując zebranych na placu. To, co dostrzegał i pospieszne informacje, które po drodze zebrał, potwierdzały szczerzące się zagrożenie i nieprzyjemną prawdę. Przenikliwy chłód, unoszący się w powietrzu pył, nie tak opanowane twarze mieszkańców, którzy mijali ich w popłochu, intensywne napięcie wypełnione magią i czymś paskudnie niebezpiecznym co drażniło język, osiadało goryczą i wywoływało odruch splunięcia. Wszystko to malowało obraz narastającej grozy i przeciwnika, z jakim do tej pory nie mieli okazji walczyć.
Szczególnie intensywnie zareagował na drżący głos podtrzymywanej przez innych kobiety, która w panice tłumaczyła, że widziała wypełzającego gdzieś ze szczeliny nieboszczyka. I to ta sprawa w perspektywie doświadczenia, postawiła się w priorytecie obowiązku. Jeśli mieli do czynienia z inferiusami, gdzieś tam musiał być twórca, a jeśli nie - źródło plugastwa, które wzruszyło do "życia" to, co powinno być martwe. Skojarzenie było naturalne, intuicyjne, nie mogąc jednak wykluczyć innych odpowiedzi. Czymkolwiek były, musiał potwierdzić, prawdopodobnie potem, złożyć także raport. Na początek, zbierając fakty - z czym właściwie przyszło im się mierzyć. I jak wielkie szkody mieli tym razem do pokonania. Słysząc rozmowę Williama ze Steffenem, zmrużył oczy - Słyszałem o powstałych z ziemi martwych - odezwał się poważnie - Sprawdzę wybrzeże - zakomunikował, przelotnie rozglądając się po towarzystwie i szukając ewentualnych chętnych na towarzystwo. Pracował jako auror, ale miał świadomość, jak zdolnych mieli w okolicy czarodziejów. A zastałe niebezpieczeństwo nie wybierało przeciwników.
- Gdyby była potrzeba, wyślę patronusa - odezwał się na zakończenie, nim sięgnął po miotłę, odbił się od ziemi i ruszył w stronę wybrzeża.

| Lecę na wybrzeże usypiać umarlaków.


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 54
UROKI : 31
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Oaza - Page 35 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Oaza [odnośnik]23.06.22 2:13
Wybiegł z ratusza, tym samym biegiem dołączając do pozostałych zgromadzonych Zakonników, po okolicy rozglądał się ze zbyt szybko bijącym sercem i przerażeniem wypisanym w jasnych tęczówkach: ta wyspa miała być spokojną, bezpieczną i dobrą przystanią dla tych, którzy uciekali przed grozą wojny. Kobiety, dzieci, szczególnie ważni uchodźcy, nie mogli pozwolić, aby to wszystko utracili. Zatrzymał się obok Castora, uwagę kierując na Billy'ego  - co to miało znaczyć: że pękła ziemia? czy wyspa miała zatonąć? Czy wioska była zagrożona? Czy trzeba było ewakuować tych wszystkich ludzi? Pytań gromadziło się coraz więcej, ale odpowiedzi nie było żadnych. Zakonnicy zaczynali rozchodzić się w różnych kierunkach, na wybrzeżu ani przy szczelinie tylko by przeszkadzał, ale pomoc we wiosce wymagała wyłącznie chętnych rąk i otwartej życzliwości. Mieli zamienić kilka słów, lecz zamieszanie sprawiło, że w tym momencie o tym nie myślał.
- Może sprawdzimy polanę rozładunkową? - zapytał Sprouta, po chwili zastanowienia, przenosząc pytające spojrzenie na Billy'ego. - Tam jest zawsze pełno dzieci, a w ładunkach przewożą eliksiry i komponenty. Jeśli coś się potłukło i wymieszało... może się zrobić niebezpiecznie. - O polanie pomyślał jako pierwszej, bo to tam pojawiał się z kradzionymi zapasami. O eliksirach wiedział tyle, co nic, ale wiedza Castora powinna pozwolić na zabezpieczenie terenu - chyba, że ten stwierdziłby brak podobnej konieczności. I bez widoku potłuczonych fiolek był przecież w stanie lepiej oszacować potencjalne zagrożenie. Jednak jeszcze nim zdążył mu odpowiedzieć, kątem oka dostrzegł problem we wiosce.
- Castor, tam! - Skinął głową na widoczną z ich pozycji chatę; nie powiedział nic więcej, runął w jej kierunku biegiem, wiedząc, że Sprout również nie będzie w stanie stać bezczynnie. Zebrana przy chatce sterta drewna, zapewne przeznaczonego na opał, posypała się po wstrząsie i wyglądało na to, że drewno przygniotła starszego czarodzieja. Panika we wiosce sprawiała, że nikt nie zwrócił na ten incydent uwagi, a mężczyzna z całą pewnością potrzebował pomocy. Z daleka trudno było stwierdzić, czy problemem był ciężar drewna, czy jego uderzenie, czy może jedno z drugim.

marcel + castor lecimy przez wioskę na polanę?, chyba że mnie ktoś sprostuje


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Oaza [odnośnik]Wczoraj o 11:24
Nie wiem jakim cudem zachowałem względny spokój, kiedy wybiegłem z ratusza. Nie sprawdziłem niczego o co William nas prosił, bo w pierwszej kolejności musiałem dobiec do Jamy i upewnić się, że jeszcze stoi. Serce biło zaniepokojone, kiedy w końcu dotarłem na miejsce (zajęło mi to naprawdę niedużo czasu, ale i tak miałem wrażenie, że minęła godzina) – podświadomie dopuszczałem do siebie wiadomość, że w środku mogę zastać coś strasznego, że Florence nie udało się uciec. Szczęście wciąż się nas trzymało, bo nic jej nie było, ale nigdzie nie mogłem znaleźć Norvela. – Norvel? – Zajrzałem pod łóżko, gdzie lubił się chować przed hałasem i zamieszaniem, ale go tam nie było. – Norvel! – Wybiegłem na zewnątrz, próbując zoczyć tego niedużego kundla, ale nigdzie go nie było. Nie mogłem dłużej tracić czasu na poszukiwania. Nie miałem innego wyjścia jak zaufać w jego zwierzęcy instynkt i mieć nadzieję, że wkrótce znajdzie drogę do domu. Rozejrzałem się jeszcze raz, i... i jeszcze jeden, tak na wszelki wypadek, zanim pobiegłem z powrotem pod ratusz. Po drodze mijałem przestraszonych ludzi, którzy nie mieli pojęcia co właśnie się wydarzyło – gdyby nie Zakon, zachowywałbym się podobnie, ale przynajmniej wiedziałem, że mam zadanie do wykonania i nie mogę dać się ponieść emocjom.
J-jestem – Zakomunikowałem, dysząc ze zmęczenia. Musiałem złapać dwa głębsze oddechy zanim się wyprostowałem i kontynuowałem. – Tam w wiosce jest chaos – Zgodziłem się z Williamem, ale co innego bardziej mnie zaniepokoiło: pęknięta ziemia, umarli? Nie mogłem w to uwierzyć, Oaza miała być bezpieczna. – Pójdę z Samem – Powiedziałem od razu, kiwając mu głową. Musiałem to zobaczyć na własne oczy, choć wciąż miałem koszmary po wizycie w Kruczej Wieży sprzed kilku lat. Zaraz jednak się zreflektowałem, że to nie musi od razu oznaczać tych strasznych kreatur. – Powstali martwi jak inferiusy czy... duchy? – Upewniłem się, prosząc Merlina, by to jednak było to drugie. Z duchem sobie poradzę.
Gdybyście przypadkiem znaleźli psa, niedużego biszkoptowego kundla z białą plamą na szyi, nazywa się Norvel – rzuciłem do zebranych, mając nadzieję, że znajdzie się gdzieś cały i zdrowy. Nic nie poradzę, że przywiązałem się do tego znajdy. – Powodzenia, uważajcie na siebie – rzuciłem jeszcze do zebranych zanim ruszyłem biegiem w stronę wybrzeża, znałem dobry skrót.

Norvel mompls


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Oaza - Page 35 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Strona 35 z 35 Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35

Oaza
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach