Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Schody
AutorWiadomość
Schody [odnośnik]04.08.21 15:59
First topic message reminder :

Schody na piętro

Wyłożony zakurzonymi dywanami korytarz ciągnie się przez całą długość domu, a na samym jego końcu wpada w pokój, w którym znajdują się schody prowadzące na piętro. Rośliny zajmujące większą część przestrzeni nie potrzebują pielęgnacji. Zaklęte przez profesor Bagshot, nie schną, ale też nie rosną. Tutaj też znajduje się wyjście do zarośniętego, zaniedbanego ogrodu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Schody [odnośnik]22.09.21 17:35
Niespodziewane wydarzenia po kieliszku tajemniczych, pigwowych płynów zdawały się jeszcze rozbrzmiewać echem w głowie uzdrowiciela, który był przekonany, że napój został jakimiś magicznymi sposobami ulepszony. Zostawiał sobie rzecz jasna furtkę na to, że mógł się zwyczajnie mylić - czasem dusza i serce podpowiadały najdziwniejsze rzeczy, którym nie dało się zaprzeczyć, a to napędzało do niecodziennych działań. Czy tak też było tym razem? Czy działał wyłącznie pod wpływem mikstury? Sam do końca nie wiedział, ale coś w tym alkoholu było. I to coś trzeba było sprawdzić jeszcze raz! Miał o wiele mniej wprawy w warzeniu eliksirów niż choćby Castor, ale nieraz przewinęły mu się przez palce mugolskie, chemiczne środki czy magiczne, uzdrowicielskie specyfiki o wątpliwym zapachu. Na pewno będzie w stanie wyczuć o co z tym Mocarzem chodziło...
Więcej ludzi zaczęło zbierać się wreszcie przy schodach więc sam też postanowił sprawdzić przyczynę takiego gwaru. Przypomniało mu się wtem, że przecież jeszcze ktoś miał do nich dołączyć! Zbliżył się z ciekawością do tłumu, dość szybko wyłapując nowe twarze Marcela i Finnie. O ile twarz Marcela wydawała mu się bardziej obca, to twarz Finley była dość znajoma - nie wiedział jeszcze skąd ją kojarzył, ale na pewno kojarzył. I czy to nie była ta dziewczyna, z którą miał go zapoznać Castor?
Gromkie sto lat wygrywane przez Thomasa rozniosło się po pomieszczeniu, choć głosy do śpiewu początkowo przybywały nieśmiało, a "zmowę" milczenia przełamała w pierwszej kolejności Neala. Niedługo po tym Ollie sam dołączył do śpiewu, licząc na to że pozostali również pójdą w ich ślady i nie pozostawią pozostawią muzycznego życzenia w tercecie.
W międzyczasie uwagę uzdrowiciela przykuł również Monti, a w szczególności jego nagła wylewność. Marlowe nie znał chłopaka na tyle długo aby określić, czy był to jego naturalny stan jak już się trochę przyzwyczaił do towarzystwa, czy może podarowane mu wcześniej piwo weszło mocniej niż powinno. Dopiero gdy zobaczył, jak Monti przytula się policzkiem do piersi Finley zdał sobie sprawę, że... chyba niemądrym pomysłem było oddawać mu swoje piwo... Aż Ollie zaczął mieć z tego tytułu nieprzesadzone poczucie winy! Uniósł brwi w lekkim zdziwieniu, a na twarzy zakwitł mu mimowolny, delikatny, nieogarniający choć rozbawiony uśmiech. Na bezpośrednie życzenia i zapoznania postanowił jeszcze chwilkę poczekać, chcąc dać najpierw przestrzeń dla najbliższych im osób.
Ollie Marlowe
Zawód : uzdrowiciel i magipsychiatra w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 6
UROKI : 1
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 21
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10401-ollie-marlowe https://www.morsmordre.net/t10455-wicher#316648 https://www.morsmordre.net/t10433-uzdrawiajacy-slon-mugolak#315360 https://www.morsmordre.net/f390-dolina-godryka-cichy-domek https://www.morsmordre.net/t10567-szuflada#320177 https://www.morsmordre.net/t10445-ollie-marlowe#315624
Re: Schody [odnośnik]22.09.21 19:09
Z każdą kolejną sekundą, gdy język przestawał piekielnie palić po wcześniejszym przypadku z Mocarzem, z każdą sekundą, gdy wzrok wędrował na sylwetkach wszystkich, tylko nie nieszczęsnego Olliego, humor Castora zdawał się nie zatrzymywać. Przypominał dzisiaj wodę wprawioną w ruch, morze z przypływami i odpływami, lecz teraz, w ekscytacji naznaczonej bardzo bliskim pojawieniem się Finley zdołał otrząsnąć się z wszystkiego, co ciążyło mu na sercu i może trochę na sumieniu. Podobnie jak ptak otrząsa pióra z wilgoci deszczu, tak i Castor gotowy był poderwać swe serce do prawidłowego lotu, bo oto nadeszła ta pora.
Pogrążony we własnych myślach, oparty o ścianę, na której w drodze wyjątku, w jedną i to w dodatku najwspanialszą noc w roku, zwisł obraz żadnego innego futrzaka, a Dyni samej w sobie, przebudził się, dopiero gdy zaczęło go mijać coraz więcej osób. Tknięty przeczuciem, typowo prefekckim (obiecał sobie, że nie będzie, lecz prefekt z człowieka nigdy nie wychodzi w całości), zmarszczył jasne brwi w pierwszym odruchu podejrzliwości. Dopiero później odbił się plecami od ściany i najpierw sięgnął do wazonu z wyzwaniami, dopiero później kierując swe kroki ku schodom, gdzie zebrała się większa część imprezowiczów.
Zobaczywszy solenizanta we własnej osobie, uniósł żwawo podbródek w geście przywitania, pozwalając sobie jednocześnie na raczej ciepły, ale nieangażujący uśmiech. Były rzeczy, o których lepiej było nie rozmawiać, przynajmniej nie na urodzinach i nie w towarzystwie tylu chętnych do podchwycenia plotek uszu. Cieszył się tylko, że nie był w tej chwili na Wrzosowisku, że nie musiał właściwie niczego, tylko życzyć dobrze temu artyście, jak nazywał go przed kilkoma miesiącami Thomas. Jak ten czas leci...
Zaraz jednak jego wzrok prześlizgnął się na czerwień i zieleń, na drobną postać w cyrkowym stroju, aż nabrał głębszy, niemal świszczący oddech. I może faktycznie w takich tłumach robiło się goręcej, dziwnie jakoś duszno, bo na blade policzki Sprouta wypłynął delikatny rumień, choć szarobłękitne oczy skrzyły całkiem pewnie, wtórując podobnie niespodziewanemu uśmiechowi na bladych wargach. Bo usta Castora rozchyliły się prędko, jak przecięte nożem, dłoń zaplątała się między przydługie, miodowe loki i nawet drobny błysk brokatu z wczoraj wciąż był w nich obecny.
W podejściu do dziewczęcia przeszkodził mu jednak nie kto inny niż sam kuzyn Monty. Widząc, cóż takiego wyczynia z jego partnerką, Castor podszedł do niego bez większej gwałtowności. Spokojnie, choć stanowczo ułożył jedną dłoń na jego ramieniu, drugą po omacku odnajdując drobną, zimną jeszcze od podróży rękę Finnie. O tyle o ile kuzyn został przez niego odsunięty, w miarę możliwości delikatnie, lecz bez miejsca na protesty, o tyle palce ptaszyny złączył prefekt ze swoimi.
— Monty, miło mi przedstawić ci Finnie, moją dziewczynę — antracyt spojrzenia skupił na kuzynie, jakoś podświadomie traktując go — znowu — jak małe dziecko. Ale jeżeli zachowywał się jak takie... chyba miał powód, czyż nie?
W następnej kolejności, mając już pewność, że Potter odkleił się od panny Jones, zwrócił całą swą uwagę właśnie na nią. Chyba spodobało mu się to całe tańczenie, uniósł więc ich splecione dłonie w górę, inicjując obrót, który miał zaprowadzić ich do zatrzymania się w pozycji, w której Castor stanął za nią i objął ją w talii. Nachylił się wtedy nad uchem tancerki ognia.
— Zupełnie się mu nie dziwię, wyglądasz zjawiskowo, ale... — ciepły oddech, chyba już bez śladów po pigwie, muskał delikatną skórę dziewczyny, gdy szeptał jej do ucha swe krótkie tłumaczenia. — Może jestem odrobinę zazdrosny? Nie mogłem się ciebie doczekać — złożył nawet krótki pocałunek na jej policzku, dostrzegając wnet, że nie tylko dłonie miała zimne. Dlatego też jeszcze chwilę przed rozpoczęciem zaintonowanej przez Thomasa piosenki—życzenia, dodał prędko — Przyniosłem twoje rzeczy. Są w sypialni, torba z czerwoną wstążką.
A później ułożył podbródek na czubku głowy Finnie, starając się dołączyć do chóru. Bo w chórze przecież nikt nie usłyszy, że ktoś fałszuje, może tylko Finnie, biedna artystka będzie musiała przeżyć jakieś katusze. Wzrokiem znów powędrował do Marcela, do niebieskich piór i butelki... szampana? I ugryzł się w wyimaginowany język, bo nie będzie pytał, skąd go ma i dlaczego nie dostał go zapewne legalnym sposobem. To jego urodziny, dwudzieste, o ile go pamięć nie myliła i cały świat miał być u stóp Carringtona.
Dlatego pewnie pomyśleli o prezencie w formie obuwia.
Na pewno dlatego.


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Schody [odnośnik]22.09.21 19:09
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


'k60' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]22.09.21 21:32
Nieobecność Thomasa i Jamesa nie umknęła jego uwadze. Ba! Wstydliwie nieco się na nią ucieszył mogąc nieco się rozluźnić w towarzystwie. Nie to, że ich nie lubił, bo ich po prostu nie znał, ale wiedział jak to jest, bracia to bracia, a Sheila... miał nadzieję, że spędzą dzisiejszego wieczoru nieco czasu razem, swobodnie, a nie ze wzrokiem, któregoś z jej nich wbitym w ich plecy. Rozluźnił się, ośmielił. Rozmawiał, śmiał się, tańczył, korzystał z ostatniej nocy tego roku. Nie był może najbardziej wygadany, czy rozrywkowy, ale starał się chociaż nie odstawać od reszty towarzystwa. Podekscytowany podążył za Nelką stając za nią i za Sheilą, ze względu na wzrost wciąż będąc jednak w stanie obserwować to co działo się przed nimi. Nowo przybyłych przywitał szerokim uśmiechem, a widząc butelkę szampana w dłoniach zaśmiał się krótko. Było ich sporo, ale naprawdę nie miał pojęcia kto miał wypić cały ten alkohol. Nie wiedział na co się bardziej cieszył: na północ, czy właśnie ten moment. Uwielbiał takie niespodzianki, a sprawienie takiej komuś podwójnie go cieszyło. Gdy wszyscy zebrali się w kupę, a prezent został przekazany w ręce solenizanta, padły pierwsze życzenia i rozbrzmiała znajoma chyba wszystkim melodia. Śpiewakiem to on nie był, dało się to usłyszeć, ale wraz z resztą, solidarnie dołączył się do zaśpiewania "sto lat" wygrywanego przez Tomasa, ciesząc się w duchu, że nie był teraz na miejscu Marcela. Jakoś go to śpiewanie dla niego zawsze peszyło. No bo tam tak stoisz i stoisz, reszta śpiewa, dołączyć się nie dołączysz, bo sobie sto lat życzyć no niby można, ale nie wypada, to stoisz dalej, kiwasz głową bo coś musisz zrobić ze sobą i się głupkowato uśmiechasz, bo przecież jest ci miło, ale z drugiej strony to też niezręcznie. Po wszystkim jak ciele w malowane wrota patrzył na Castora i Finley mając nieodparte wrażenie, że coś ważnego go ominęło, a gdy chłopak pochylił się by złożyć na jej policzku pocałunek coś go jakby w piersi zakuło. Odwrócił od nich wzrok by ten po raz tysięczny tego wieczoru znów powędrował do Sheili. Jej włosy zasłaniały mu nieco widok na jej twarz nie odważył się jednak ich odgarnąć, ale pozwolił sobie unieść dłoń i poprawić jeden z kwiatów wpiętych w jej włosy, który wcale poprawienia nie potrzebował, aby zaraz później całą swą uwagę przenieść znów na solenizanta.


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Schody [odnośnik]23.09.21 1:23
Stał i czekał, czekaniem — nawet jeśli krótkim — już mocno zniecierpliwiony. Miał ochotę wyjść na parkiet, napić się, skosztować wszystkiego, co znalazło się w kuchni, tym bardziej, że już podczas podróży słyszał jak burczy mu w brzuchu, a cyrkowcy ociągali się z drogą z ulicy aż do drzwi. Kiedy tuż obok niego pojawiła się Sheila z Thomasem i Eve, uśmiechnął się niewinnie do siostry i zanim zdołała zadać jakiekolwiek niewygodnie pytanie, przechylił głowę i zadał pierwszy:
— Dobrze się bawisz? Nie będziesz mieć nic przeciwko jeśli zaproponuję twoj... temu Aidanaowi kieliszek pigwy? — Uniósł brwi w górę, przechylając głowę i spoglądając na Sheilę wymownie. Nie umknęło mu, że ten nie spuszczał z niej oka, kiedy jeszcze tu był, a kwiaty na dłoni nie były zwykłym, przypadkowym podarkiem. Musiał mieć względem niej szczególnie intencje. Dłoń Eve w międzyczasie powędrowała po żebrach, aż w końcu szczupłe palce tancerki wbiły się między nie, na co w odpowiedzi szybko zareagowało jego ciało, wyginając się w łuk w zupełnie drugą stronę, próbując uciec przed śmiertelnym ukłuciem. Zaśmiał się i spojrzał na nią z udawanym wyrzutem. — Hej!— Upomniał ją i skarcił wzrokiem, chociaż szeroki uśmiech sugerował, że był rozbawiony. Przysunął się bliżej niej.
— Winny jestem tylko kradzieży twego serca— mruknął z teatralnym przejęciem. — Nudziłaś się beze mnie? Jak bardzo?— Nie było ich nieco dłużej niż zakładał, ale wierzył, że zdążyła opanować parkiet, skosztować alkoholu, porozmawiać ze wszystkimi i bez niego zanudzić się prawie na śmierć. — Mam coś dla ciebie, ale pokażę ci w domu.— Obiecał szeptem, zadzierając wyżej brodę, z dumą i lekką złośliwością. Nie, nic jej nie powie, póki nie wrócą do Londynu.
Zaraz potem zerknął na Steffena, który chwilowo pozostał osamotniony — i korzystając z okazji pojawił się z pigwówką. Uniósł brew, chwilę go obserwując, ale spojrzenie szybko natknęło się na przytuloną do siostry Nealę, która łypała na niego wzrokiem. Zrobił już coś nie tak? Ledwie się pojawił. Puścił jej oko, z niemałą satysfakcją, odrywając się od futryny, kiedy drzwi otworzyły się, a w progu stanął Marcel z Finnie. Odczekał, decydując się podejść jako jeden z ostatnich. Demelza, w imieniu ich wszystkich przekazała mu coś dla wygody i coś dla brzucha, ale sam umierał już z ciekawości, jaka karta kryła się przy czekoladowej żabie. Zagwizdał przeciągle i wymownie zerkając na Castora odsuwającego przyklejonego do piersi jego dziewczyny, Finley Monty’iego, witając tancerkę krótkim skinięciem głowy. Prezentowała się jak zwykle cudownie, makijaż na dziewczęcej buzi przyciągał wzrok, podobnie jak długie, wyeksponowane nogi. Gdy zaś dopchał się wreszcie do przyjaciela, zamknął go w niedźwiedzim uścisku. Tyle lat już się znali.
— To teraz już tylko maść na skrzypiące stawy, laska i suchy chleb dla kaczek w parku, nic więcej ci nie pozostało. Sto lat, dziadygo— Poklepał go po policzku wcale nie lekko i stanął obok, by zobaczyć, czy mogli już otwierać sławionego szampana. Thomas wyciągnął harmonijkę i zaczął im przygrywać, Neala zaczęła śpiewać, zawtórował jej głośno i wyraźnie, zachęcając towarzystwo do tego samego. Przeszedł między Siostrą, a Eve, łapiąc żonę za rękę i pociągnął do kuchni. Z korytarza dochodziły do nich śpiewy, ale podszedł do stołu, by zerknąć na tort.
— Czegoś brakuje — mruknął w konsternacji, podając Eveline ciasto, które ci bardziej gastronomicznie uzdolnieni upiekli poprzedniego dnia. Zmarszczył brwi, szybko uzmysławiając sobie problem. No przecież! Z kieszeni wyciągnął samodzielnie skręcanego papierosa, odpalił go szybko za pomocą różdżki, po trzech szybkich buchach wsadził w sam środek tortu żarzącą się końcówką ku górze. Potrzeba matką wynalazków, jak to mówią. Ruszył przodem, torując Eve drogę, tak, by nikt nie wpadł na nią, kiedy będzie szła z ciastem, dołączając się znów do odśpiewywanych życzeń. Po drodze zgarnął dwa kieliszki, dla siebie i dla niej i stanął z boku już, kiedy znaleźli się przy akrobacie. — Pomyśl życzenie i zapal — ponaglił go; zerkając już łapczywie na trzymanego w rękach szampana.

| Rozpoczynam drugą kolejkę, dajmy sobie na nią 72h (w dowolnej kolejności). Byłoby miło, gdyby pierwszy odpisał Marcel i wszystkim polał. Kto pije szampana korzysta ze wzoru: 1k3+4. Szkło przetransmutował Thomas.

Do kuchni dodano: tort biszkoptowy przekładany frużeliną zrobioną z mandarynek i żelatyny, ozdabiany migdałami. Jest boski.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 1:32
Uśmiechnął się szeroko na entuzjazm Finley, gdy wkraczali do środka budynku, gdzie powital ich Steffen; tancerka odpowiedziała na jego pytanie szybciej niż on, zapewne dlatego Marcel jedynie kiwnął głową, rozkładając ręce w geście kapitulacji zapewniając ją tym samym, że  nie zamierzał wyprowadzać przyjaciela z błędu. Jego naiwna wiara w ludzi miała w sobie coś ujmującego, a jeśli sumienie pozostanie czystsze, jeśli wyprze przykrą prawdę o kradzieży, mogło takim pozostać: nie było przecież winy w okradani bogatych, którzy mogli pozwolić sobie na takie butelki pewnie nawet codziennie.
- Żartujesz, Demi? To szampan, prawdziwy szampan prosto z salonów walniętych arystokratów - oznajmił z dumą, podnosząc butelkę za szyjkę tak, by każdy mógł ją zobaczyć. Nie znał się na wykwintnych alkoholach, w zasadzie w ogóle nie znał się na alkoholu, ale nawet taki ignorant jak on wiedział, jak ceniony był na świecie prawdziwy szampan. Nie od razu zrozumiał, co się działo, kiedy podeszła do niego Fancourt, jakoś tak dziwnie, bardziej uroczyście niż zwykle; nie sądził, że jego przyjaciele sprawią mu taką wielką niespodziankę - byli naprawdę niesamowici. Jedyni w swoim rodzaju. Wspaniali. Byli mu najbliżsi, jak rodzina.
- Nie trzeba było - odpowiedział jej ze śmiechem, przytulając ją ciepło po tym, jak złożyła życzenia, uśmiechając się równie szczerze, gdy poczuł na policzku miękkość jej ust. - Dziękuję - dodał, odbierając od niej prezent. Nie otworzył go od razu, nie chcąc odciągać uwagi od pozostałych gości, podejrzał tylko, rozchylając wieko pudełka, by pokręcić głową z niedowierzaniem i jeszcze raz przytulić Demelzę, to ona musiała je przygotować. - Jesteś najzdolniejszą czarownicą, jaką znam - zapewnił ją ze śmiechem, nim odłożył prezenty na bok. Przeniósł roziskrzone radością spojrzenie na Thomasa, kiedy wygrał melodię urodzinowej przyśpiewki, nie zdążył jednak zareagować, kiedy przed nim zmaterializował się Monty. Wciąż z ciepłym uśmiechem na ustach wysłuchał jego słów; w innej sytuacji pewnie zastanowiłby się, czy chłopak się z niego naśmiewa, czy nie, ale nie w tej: przecież jasno powiedział, że się minęli. Nie wiedział pewnie, ile meczy Gryffindor wtopił tylko przez niego. - Cześć, Monty - powitał go i on, wyciągając rękę, by uścisnąć jego na powitanie. Zawsze lubił poznawać nowych ludzi. - Byłeś Gryfonem? - zapytał, chyba chcąc trochę uciec od poprzedniego tematu. - Mam nadzieję, że udało ci się zdobyć puchar domów? - Jemu nie, a odkąd skończył szkołę nie wiedział nic o sukcesach swojej dawnej drużyny. Odebrał od niego prezent, ze śmiechem, kręcąc głową. - Nie trzeba było - powtórzył z uporem. - Samo to, że jesteście i pamiętaliście jest najlepszym prezentem - dodal całkowicie szczerze, podarki byly miłym dopelnieniem tradycji, ale naprawdę cieszył się z tego, że mógł spędzić ten dzień z nimi. - Monty...  Monty? - rzucił bez przekonania, ściągając brew, kiedy młody zdecydowanie przekroczył granicę intymności Finley, ale Castor zdążył opanować sytuację, a Marcel tylko spojrzał na niego porozumiewawczo. Młodego chyba trzeba było mieć na oku tego wieczora. - Neala! - powitał i ją, nie znali się dobrze, ale milo było ją tutaj zobaczyć. To ona pierwsza podniosła głos w rytm melodii, Marcel roześmiał się jeszcze raz, a centrum uwagi zdawało się nie peszyc go wcale - był przyzwyczajony grać tę rolę na scenie. Nie wypuszczając z rąk szampana rozpostarł ramiona na boki jakby zbierał właśnie głośny aplauz na cyrkowej arenie, po czym - pod koniec - skłonił się, wciąż ze śmiechem na ustach, w sposób przepełniony gracją i płynnością wyćwiczonych ruchów. - Zatrzymały nas sprawy najwyższej wagi - wyznał Eve, musieli zgubić się w roślinnym labiryncie. Był absolutnie pewien, że każdy z tu obecnych skorzystałby z podobnej okazji. - Ale to tajemnica zawodowa - dodał z teatralna poufałością, zaraz potem zanosząc się śmiechem. Czuł się dobrze w ich towarzystwie, a niespodzianka, jaką mu sprawili, cieszyła, bawiła i wzruszała jednocześnie. Skinął głową Aidanowi, dostrzegając u jego boku Sheilę - uśmiechnął się i do niej, nie omijając wzrokiem łączących ich czułych gestów. Nie wiedział, że byli razem. Na koniec uścisnął mocno Jamesa, a uśmiech nie schodził mu z ust - nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł tylko beztroski, szczęścia, zwykłej ludzkiej radości. Czy to miał być początek zmian, czegoś zmierzającego ku lepszemu?
- Ale pójdziesz ze mną nakarmić kaczki, co?  - upewnił się, jeszcze nim się odsunął; w czasie, w którym Doe zniknął z Eve, Marcel odnalazł spojrzeniem nieznajomego gościa. - My się nie znamy - zwrócił się do Olliego, wyciągając ku niemu dłoń, by uścisnąć jego. - Jestem Marcel - przedstawił się, choć jego imię - po zakończonej przyśpiewce - pewnie nikomu nie umknęło. Kiedy wszyscy brali wyzwania - wziął i on, przechwytując jedną z karteczek. Na koniec otworzył szampana - nieumiejętnie, niewprawnie, robiąc to po raz pierwszy; korek głośno wystrzelił w sufit, odbijając się i z mniejszą siłą spadając gdzieś między nich. Spieniony szampan wylał się częściowo na podłogę, ale ledwie moment później zaczął wypelniać przygotowane przez Steffena, Thomasa i Jamesa kieliszki. Roześmiał się na głos na widok papierosa, bez zawahania chwytając go między palce. - Zrobiliście to dla mnie? - zapytał, zatrzymując wciąż śmiejące się spojrzenie na torcie. Sam jego widok był pyszny. - Nikt na świecie nie ma takich wspaniałych przyjaciół jak ja! - zawołał, nim skupił uwagę na życzeniu.
Chciałby, żeby tak było już zawsze: żeby mogli spotykać się w ten sposób i zapomnieć o całym świecie. Żeby mogli być szczęśliwi, zapomnieć o troskach i zmartwieniach. Być razem, świętować razem, bez łez, bez tęsknoty, którą zaleczyli. James, Eve, Sheila i Thomas już się odnaleźli, Neala wyglądała na bezpieczną pomimo jej pochodzenia, Demelza byla piękna i ciepła jak zawsze, Finley i Castor, podobnie jak Aidan i Sheila, jak Jimmy i Eve, jak Steffen i Bella, zdawali się cieszyć swoją obecnością. Chciał tego dla nich na zawsze, szczęścia i beztroski, jakby na te kilka ułamków chwil zapomniał o złowieszczych wichrach szargających szarą i brutalną rzeczywistością na zewnątrz tego budynku. W tym momencie - dla niego nie istniały. Zaciągnął się mocno papierosem, wypuszczając gęsty szary dym w górę, tryumfalnie wyciagając w górę ramiona, jakby wlaśnie udało mu się rzeczywiście zdmuchnąć dwadzieścia rozpalonych świec. Nie potrzebował ich, jeden papieros od serca znaczył dla niego więcej, a teraz zachłyśnięty był tą cudowną chwilą.
- Wasze zdrowie! - zawołał, wznosząc toast szampanem, próbując tego wykwintnego alkoholu samemu.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali



Ostatnio zmieniony przez Marcelius Sallow dnia 24.09.21 1:40, w całości zmieniany 1 raz
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 1:32
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


#1 'k60' : 37

--------------------------------

#2 'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 11:42
Ciemne brwi tancerki uniosły się lekko, gdy Sallow zaprzeczył jej teorii o zawartości ładnej butelki.
- Naprawdę? Jak ci się udało go zdobyć? - spytała zaskoczona, ale przyjemnie. Uwierzyła mu od razu, czemu by nie. - Gdzie byliście tego wieczoru? - dopytała jeszcze z czystej ciekawości. James wspominał, że byli w pracy. Czyżby...?
Powróciła do korytarz z paczką w rękach, gdy akurat Castor stanął obok Finley i przedstawił ją Fleamontowi jako... swoją dziewczynę. Demelza lekko zmarszczyła brwi w zdziwieniu. Zauważyła już wczoraj jak Sprout patrzy na jasnowłosą akrobatkę, nie sądziła jednak, że sytuacja jest już na tyle poważna. Do tego poczuła się lekko... urażona. Jej nie przedstawił wczoraj Finley jako swoją ukochaną. Właściwie nic Demelzie o tym nie wspominał, a podobno byli przyjaciółmi i mówili sobie wszystko... Przynajmniej ona mówiła mu wszystko. Tymczasem Castor najwyraźniej uznał ją za zbędne, by powiedzieć o tym przyjaciółce.
Demelza zacisnęła usta w wąską kreskę i pełnię uwagi skupiła na kimś, kto potrafił docenić obecność drugiego człowieka i posiadanych przyjaciół - Marcelliusie. Widziała, że ledwie spojrzał na zawartość paczki, lecz była pewna, że przez obecność wielu osób, które czekały, by także złożyć mu życzenia.
- Och, przestań, na pewno nie najzdolniejszą... - zaprzeczyła Fancourt, śmiejąc się; krawcowa była z niej dobra, lecz magią władała dość miernie, czarownica była z niej kiepska. - To skóra kelpii, ma magiczne właściwości, później powiem ci więcej - dodała jeszcze, zanim odeszła na bok, aby podsycić ciekawość Marcela. Niech nie myśli, że dostał zwykłe buty.
Stała z boku, obserwując jak inni podchodzą do solenizanta, a James znika w kuchni. Miała ochotę palnąć się w czoło - mogła zaczekać z prezentem aż obok pojawi się i tort. No i gdy Thomas zaczął przygrywać, powinni byli zaśpiewać sto lat... Chyba się pośpieszyła, lecz myśli od tego oderwał widok Jamesa z tortem w którym tkwił... papieros zamiast świeczki. Marcelliusa wyraźnie to rozbawiło, ale gdy Demelza podeszła, aby i jej nalał szampana, zaraz potem znalazła się przy Jamesie i zacisnęła dłoń na jego przedramieniu wbijając dłuższe paznokcie w skórę.
- Zabiję cię za tego papierosa. Nie mogłeś przetransmutować wykałaczki w świeczkę? Wystarczyło zawołać - wysyczała tak cicho, by tylko do skrzypka dotarły te słowa. Demelza lubiła, gdy wszystko było i d e a l n i e, a tort jaki upiekły z Sheilą tak ładnie się prezentował... - Ty zjesz ten kawałek z fajkiem - ostrzegła go, kręcąc głową z dezaprobatą, po czym złapała za nóż do krojenia tortu, leżący na brzegu tacy, by za chwilę wcielić swój plan w życie. Zamierzała podać go Marcelowi, aby ukroił pierwszy kawałek, a przy rozdawaniu ich gościom ona już mu pomoże...
Mężczyźni, zwłaszcza tak młodzi jak James, miewali takie pomysły, że można było tylko usiąść i zapłakać.
Wzniosła kieliszek z szampanem ku górze, kiedy Marcellius wzniósł toast i napiła się, a świadomość, że jest to drogi, prawdziwy szampan sprawiła, że smakowało jej chyba bardziej niż naprawdę.
- Twoje zdrowie, Marcel... - powiedziała, unosząc kieliszek raz jeszcze, przed drugim łykiem. Rozejrzała się po wszystkich, wymownie zerknęła na Thomasa, po czym nieśmiało zaintonowała... - Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam...


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 12:23
The member 'Demelza Fancourt' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 16:24
Wciąż nie odważyła się spróbować dziwnego specyfiku, który przyniósł James; było zdecydowanie za wcześnie, choć tańce, które spowodowały przyspieszenie serca i obsypały policzki drobnym rumieńcem, zdecydowanie informowały o pełnoprawnym rozpoczęciu zabawy. Ale mieli przed sobą cały wieczór, a nawet noc i nadchodzący poranek; Beddow nie zamierzała z niczym się spieszyć.
Być może też przez to, a być może przez zwyczajne speszenie, podreptała za resztą dopiero po dłuższej chwili, gdy w pomieszczeniu znalazł się Marcel z koleżanką, o której wspominali inni. W końcu Sylwester łączył się z jego urodzinami, więc dopiero jego przybycie mogło oficjalnie otworzyć ich przyjęcie.
Z przejęciem spoglądała na Demelzę i pakunek, który podała solenizantowi, swoje zawiniątko wciąż obracając w palcach, a kiedy Thomas doraźnie i efektownie przejął rolę wodzireja, wygrywając rytm urodzinowej melodii, dołączyła do śpiewających równie głośno, wciąż obserwując młodego Carringtona. Choć w istocie przybyło mu lat, a w ścisłości aż jednego roku, wciąż wyglądał tak samo, nie licząc dziwnego uczucia, które zrzuciła na fakt, że dawno się nie widzieli.
Hamując krótkie prychnięcie na widok świeczki w wykonaniu Jamesa, ograniczyła się tylko do pokręcenia z rozbawionym powątpiewaniem głową. Po odświętnym sto lat dołączyła do oklasków, niedługo później, wciąż szczerząc się z wyraźną, czystą radością, przenosząc spojrzenie i uwagę na Marcela. Zasługiwał na to wszystko – i na prezent, i na tort, na całe przyjęcie i ich wszystkich tutaj; chociaż tyle mogli sobie nawzajem ofiarowywać. Ostatni dzień roku wydawał się dodawać do całej okazji niesamowitej podniosłości.
Gdy kieliszki zostały rozdzielone, uniosła dłoń wraz z resztą do toastu, częstując się później alkoholem – prawdę mówiąc po raz pierwszy w życiu, choć mówiono o nim tak wiele. Smakował dobrze, choć nieco zabawnie przez bąbelki i słodko-cierpki posmak. Po dwóch łykach dołączyła do Demelzy, posyłając jej krótkie, radosne spojrzenie powtórzyła jej słowa, później dodając kolejne.
- Jeszcze raz, jeszcze raz - niech żyje, żyje naaaaam ..... – zaśpiewała miękko, przenosząc roziskrzony wzrok na Marcela. Podeszła do niego dopiero po dłuższej chwili, kiedy kolejna część urodzinowej piosenki dobiegła końca – Hej – zabrzmiało nieco wstydliwie, przez co od razu zaśmiała się cicho, nieco zarumieniona i wciąż zaaferowana całym tym przedsięwzięciem – To nie dużo, ale na pewno ci się przyda – stwierdziła, przysuwając w jego stronę paczuszkę obwiązaną błękitną wstążką, która kryła smakołyki, jakie udało jej się zgromadzić – Wszystkiego dobrego, Marcel – powiedziała raz jeszcze, pozwalając sobie zaraz potem skraść mu krótkiego całusa w policzek.

w paczce dla Marcela mam ładnie zapakowaną paczuszkę czarnej herbaty, zawinięty w haftowaną chustkę plaster miodu, butelkę Quintinu i opakowanie Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Schody [odnośnik]24.09.21 16:24
The member 'Anne Beddow' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 2:10
Odzwyczaił się od imprez. Wpływ na to miało zdecydowanie szkolenie aurorskie, którego podjął się po ukończeniu szkoły i na którym skupił praktycznie całą swoją uwagę. Godziny ślęczenia nad książkami, treningów bojowych, testów psychofizycznych zmieniają człowieka. Chciałby o sobie powiedzieć, że spoważniał, jednak doskonale wie, iż stał się po prostu nudniejszy. W dodatku wydarzenia ostatniego roku, jakie ze względu na długotrwałą pourazową rekonwalescencję przespał w domu – cała ta sytuacja odcisnęła na nim swoje piętno. Spięty jak odbyt ognistego kraba, wyczekiwał tylko ostatniej sesji psychiatrycznej z Panną Ronją Fancourt, by otrzymać pisemne zaświadczenie o pełnym powrocie do zdrowia i gotowości do wykonywania zawodu. Marzył tylko, żeby pomachać świstkiem ojcu przed twarzą i uwolnić się wreszcie z tego rodzicielskiego więzienia. Radosna prośba rudej kuzynki wzbudziła w nim więc mieszane uczucia. Trochę jak przeszkoda w drodze do celu, w dodatku Leon wierzył, że nie powinno się urządzać zabaw w trakcie wojny. Prośba ta dotyczyła bowiem jego uczestnictwa w imprezie sylwestrowej, na którą została zaproszona. Chciała go tam zaciągnąć czy to z troski o jego samopoczucie, czy ze względu na to, że ostatnio nie widywali się zbyt często, czy tak o, po prostu, chciała żeby był... W każdym razie była to sprytna pułapka. Longbottom nie mógł odmówić. Byłoby to nieeleganckie, to po pierwsze. Po drugie – nie mógł, wiedząc o jej udziale w zakrapianej imprezie, pozwolić jej tam pójść i do woli rozrabiać – jest przecież nieletnia, podatna na wszelkiego rodzaju wyzwania, zawadiacka i praktycznie pozbawiona hamulców. Kochał ją jak brat, ale taka była prawda. Po trzecie – Neala dobrze wyczuła swojego kuzyna i jego duszoną pieczołowicie w zarodku potrzebę zrzucenia z barków zmartwień i poczucia obowiązku. On mimo wszystko tego chciał – chociaż nigdy by się nie przyznał, nawet przed samym sobą.
Przystał więc na prośbę Panienki Weasley. I, jako że miał reprezentować swoją rodzinę, podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie. Dzień przed rzeczoną zabawą, pojawił się na miejscu z Pestką, skrzatem domowym, by pomóc w przygotowaniu wydarzenia. Razem, oczywiście. Kiedy Leon użyczał swych ramion przy przenoszeniu sprzętów i sprzątaniu, Pestka pomagała w kuchni. Spod jej małych łapek wyszły w sumie trzy potrawy – Lancashire hotpot, zapiekanka z ziemniakami, cebulą i jagnięciną, spotted dick z marakują, a także przygotowywany wcześniej, na inną okazję, wędzony łosoś, którego Leon bez wiedzy ojca zdecydował się przynieść na przyjęcie. Prócz tego dodał od siebie do imprezowego asortymentu butelkę ognistej whiskey, woreczek kawy, trochę herbatników, bułeczki maślane i słoik truskawkowych konfitur. Następnego dnia, przed wyjściem, zwędził z domu także pędzony przez Donovana bimber.
Minione godziny spędził w domu Bathildy Bagshot jak cień, ograniczając się tylko do kilku skromnych powitań i lakonicznych wymian zdań. Nie znał wszystkich, prawdę mówiąc tylko tych kilka osób, które zbliżone były rocznikiem do jego. Stał teraz przy schodach i obserwował zgromadzonych tam gości. W lewej ręce, opuszczonej wzdłuż ciała, trzymał opróżnioną chwilę temu szklankę ognistej – nie ufał zbytnio reklamowanemu mu „mocarzowi”, dlatego sięgnął po lepiej mu znany alkohol. Za to w palcach prawej dłoni mielił papierek, wyłowiony wcześniej nieśmiało z imprezowego wazonu.
Jak już tu jesteś, to spróbuj się bawić... – powtarzał sobie w myślach, zerkając co chwilę na Nealę czy czasem sobie nie nadużywa.


przyniosłem pyszności: zapiekankę Lancashire hotpot (jagnięcina, cebula, ziemniaki, przyprawy), deser spotted dick (łój, marakuja, mąka, drożdże, mleko, jajka), wędzonego łososia 0,5kg, butelkę ognistej whiskey, butelkę bimbru Longbottomów 1l, kawy 100g, herbatników 5 sztuk, bułeczek maślanych 8 sztuk i konfitury owocowej 200g |
rzucam na ognistą i wyzwanie
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 2:10
The member 'Leon Longbottom' has done the following action : Rzut kością


#1 'k6' : 6

--------------------------------

#2 'k60' : 47
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 5:12
Gdy upił łyk alkoholu zwanego Mocarzem, przez głowę przemknęło mu, że nigdy nie pił niczego tak dziwnego. Skrzywił się leciutko, ale szybko przywołał na twarz uśmiech aby zebranym nie było przykro, skoro James i Marcel tak napracowali się przy tej nalewce. Następnie powiódł wzrokiem po zebranych, tak jakby próbował wyczytać z ich twarzy wrażenia po alkoholu - choć nikt oprócz niego nie pił chyba tego trunku - jego wzrok prześlizgnął się po Marcelu, zatrzymał na Finnie i...
...świat się zatrzymał. Do Steffena ledwo dotarło, że szampan to faktycznie napiwek. Skinął tępo głową, bo przez chwilę nie docierało do niego nic. Zatęsknił nagle za Isabellą, której nie miał jeszcze w zasięgu wzroku, a potem pomyślał o tym, że pewnie tak właśnie ubierają się arystokratki na wystawne bale, a potem zatrzymał wzrok na nagiej skórze Finley i zrobiło mu się gorąco, bardzo gorąco. Zupełnie tak, jak wtedy, gdy przypadkiem rozwiązał Isabelli kilka sznureczków gorsetu, ale teraz tej nagiej skóry było widać jakoś więcej. A może tak mu się wydawało?
Finley jest naprawdę bardzo śliczna - przemknęło mu przez głowę i ta myśl była jeszcze jego, była niewinna i komplementująca. A Marcel pewnie tańczy z nią cały czas, gorąca skóra ociera się o skórę, och, czemuż z Isabellą nie mogę tak tańczyć i czemu nie zostałem tancerzem? - ta, zazdrosna i wątpiąca i dziwnie namiętna, już nie. Szkoda, że nie zagadałem do Finley, gdy jeszcze była okazja, Tomek jest ślepy, może ja też byłem i szkoda, że nie zostałem tancerzem, wtedy podobałbym się dziewczynom od zawsze, bo nie mówiłbym im że jestem tancerzem jak Marcel, ale po prostu byłbym tancerzem, i wtedy mógłbym nacieszyć się kawalerskimi latami, to ostatnia okazja, niedługo będę mężem, a jestem jeszcze taki młody... - gorące myśli galopowały coraz szybciej, Steffen zatrzymał wzrok na smukłych nogach Finley o sekundę dłużej niż wypadało (Merlinie, jeszcze byłby gotów przesunąć spojrzenie na dekolt, ale na szczęście wybawił go od tego Monty, bo głowa kolegi nie była w połowie tak atrakcyjna jak nogi koleżanki) i...
-Finley, ty... - wydusił, nagle rumieniąc się jak b u r a k. Naraz uświadomił sobie, o czym myśli, ale nie potrafił powstrzymać dziwnych emocji, które splotły się z przerażającym wstydem. Musiał się cofnąć o krok, odnaleźć Bellę i... może coś powiedzieć, na wypadek gdyby nie wiedziała, czemu tak na nią patrzy? -...masz bardzo - ładny kostium, skomplementuj jej kostium -ładne nogi - zarumienił się i szybko oderwał wzrok, sięgając po szampana. -...w tym kostiumie! - wybrnął, a potem Castor oznajmił, że Finley to jego dziewczyna i chyba nikt już o tej uwadze nie pamiętał?!
Oby!
Steffen uśmiechnął się do nich promiennie.
-Szczęściarz z ciebie, stary! - wypalił do Sprouta, choć w głębi duszy chciał zapomnieć o tej chwili i o tym, jak poczuł się zupełnie-nie-wiedział-dlaczego. Tak, wymaże ją z pamięci i te uczucia też. Po prostu będzie się dobrze bawił i jeszcze się napije, wtedy zapomina się o niezręcznościach. Desperacko rozejrzał się, w poszukiwaniu innego towarzystwa.
-Lordzie Longbottom! - zwrócił się do młodzieńca przy schodach z typowym dla siebie wyczuciem (lub jego brakiem, powinien nazywać Leona Leonem, ale LORD brzmiało tak DOSTOJNIE). Leon wyglądał jakoś smętnie! -Też pijesz mocarza? - dopytał cicho, ale nie czekał na odpowiedź, bowiem wszyscy zaczęli składać życzenia.
Marcelowi świeciły się oczy, uśmiechał się promiennie, prezent ewidentnie mu się podobał, a niespodzianka - wyszła. Steffen uśmiechnął się do niego od ucha do ucha.
-Wszystkiego NAJLEPSZEGO! - podkreślił, a potem dodał ciszej, poważniej. -Oby ten rok był lepszy. - na moment zatrzymał spojrzenie na tęczówkach przyjaciela. Wiedział, jak odcisnęła się na nim śmierć mamy, widział go w Oazie, był cholernie dumny z jego zaangażowania w Zakon, razem okradli dom, a duma i szczęście i żałoba i smutek i nostalgia splotły się w tych życzeniach. Oby było lepiej, musi być lepiej. Dla Ciebie, Marcel.
-...nieeech żyje naaaam! - włączył się w piosenkę, choć śpiewać nie umiał.



85/92 (mocarz 4+3), odgrywam [tajemnica] < 3
rzucę poglądowo na śpiew, -40, czy fałszuję?


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 5:12
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Schody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach