Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Schody
AutorWiadomość
Schody [odnośnik]04.08.21 15:59
First topic message reminder :

Schody na piętro

Wyłożony zakurzonymi dywanami korytarz ciągnie się przez całą długość domu, a na samym jego końcu wpada w pokój, w którym znajdują się schody prowadzące na piętro. Rośliny zajmujące większą część przestrzeni nie potrzebują pielęgnacji. Zaklęte przez profesor Bagshot, nie schną, ale też nie rosną. Tutaj też znajduje się wyjście do zarośniętego, zaniedbanego ogrodu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Schody [odnośnik]25.09.21 12:48
Byli tutaj wszyscy razem – szczęśliwi, spokojni, beztroscy. Chociaż na chwilę pozbawieni bólu i rozmyślań, jak sobie dadzą radę dnia następnego, rozważając, czy będzie co włożyć do garnka. Teraz byli po prostu oni – uszczęśliwiony Marcel, z tortem i prezentem, dobrzy ludzie, którzy właśnie witali się z nim. Widziała Jamesa szczęśliwego bo…bo po prostu był szczęśliwy. Uśmiech zagościł na twarzy Sheili kiedy tylko sięgnęła dłonią ku Thomasowi i Eve, zaraz też musząc ich jednak wypuścić, głównie rozumiejąc, że teraz sami mieli swoje zajęcie. Nie próżnowała jednak, zaraz łapiąc dłoń Neali.
- Spokojnie, nie zamierzam cię zostawić! Dobrze się bawisz, Nelu? – Miała nadzieję, że tak, przypuszczając, że to nie było towarzystwo, w którym zazwyczaj się obracała Nela. Cyrkowcy, cyganie, magipsychiatrzy…cóż, najlepiej aby wszystko było w porządku dla niej, jeżeli czuła, że potrzebują wyjść na spacer, to wyjdą! Albo może na drzemkę!
- Możesz częstować pigwówką kogo chcesz, Jimmy…po prostu może nie do momentu, kiedy trzeba będzie kogoś trzymać. – Spojrzała na niego z zainteresowaniem, zwracając uwagę na jego ton. – Ale bądź miły, Jimmy – zaśmiała się jeszcze, wiedząc jak potrafił czasem przytłaczać kogoś, kto go nie znał.
Delikatny ruch w okolicach jej włosów zwrócił jej uwagę – odwróciła lekko głowę, spoglądając teraz na Aidana i posyłając mu kolejny uśmiech. Dopiero jednak kiedy wszyscy odśpiewali nieco dziwacznie życzenia solenizantowi, sama podeszłą też w stronę Marcela i Finnie, tego pierwszego mocno ściskając i mając nadzieję, że nie ma jej za złe zamknięcie go w lekkim uścisku. Zaraz też odsunęła się uśmiechając się w jego stronę, ostrożnie przejmując od niego szampana.
- Wszystkiego najlepszego, Marci. Mam nadzieję, że wszystko będzie teraz dobrze…Demelza przyniosła dużo produktów i dzięki niej mamy ten wspaniały tort, napracowała się nad nim! Teraz zaś możemy go zjeść….tylko może bez tego papierosa, co go wsadził do środka James… - zaśmiała się lekko, chociaż w tym momencie znacząco spojrzała na brata, mając nadzieję, że nigdy więcej nie wpadnie na równie pokręcony pomysł. Teraz ktoś będzie musiał jeść kawałek ciasta z jego śliną i popiołem który spadł z papierosa…no na litość, Jimmy.
Spojrzała jeszcze na Leona, pochylając się tym razem w stronę Neali z zainteresowaniem, kiedy jeszcze sama podawała jej kieliszek z szampanem, wznosząc toast, szturchając jeszcze przyjaciółkę łokciem.
- Lord Longbottom dziś tutaj z tobą?

[size]Rzut na szampan 1k3 + 4[/size]


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 12:48
The member 'Sheila Doe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 13:58
Wreszcie przyszła kolej na życzenia blondyna, ale... niespecjalnie wiedział, czego mógł życzyć nieznajomemu, nowopoznanemu koledze. - Jeszcze nie mieliśmy okazji. Ollie. - złapał dłoń Marcela w powitalnym uścisku, obdarzając go lekkim uśmiechem i skinieniem głowy. Co miał teraz powiedzieć, do czego sięgnąć, aby życzenia brzmiały... sensownie? Niezbyt przesadnie, ale też niezbyt płytko; wystarczająco na pierwsze spotkanie, ale też nie będące przejawem nadmiernej zażyłości. Olek... z serca te życzenia, od siebie..., podpowiadał mu wewnętrzny sobowtór od chwil kilku, kiedy wszyscy składali mniej lub bardziej osobiste życzenia.
- Cieszę się że mogę cię poznać. Trochę ciężko mi dobrać słowa... - speszył się nieco, odruchowo drapiąc się po głowie z lekkiego stresu, jaki go opanował. Miał nadzieję, że nikt nie przysłuchuje się jego wylewnościom, które miały zaraz nadejść. - Chciałbym ci życzyć jak najwspanialszych chwil, takich jak dzisiaj, z bliskimi i przyjaciółmi. Patrząc ile wszyscy włożyli pracy żeby sprawić ci radość wierzę, że takich dni będzie więcej. Wszystkiego co najlepsze no i... i czego tam jeszcze potrzebujesz. - zaczął porządnie, jak mu się wydawało, ale później brakło mu już wyobraźni i słowa nie kleiły się w nic sensowniejszego.
Po wszystkim wycofał się znowu na bok, robiąc miejsce dla innych, ewentualnie chętnych do składania życzeń osób - a wiedział, że takich na pewno będzie więcej! Zaraz jego uwagę przykuł tort niesiony przez Jamesa, który zamiast świeczki miał w sam środek wciśniętego skręconego papierosa, i mimowolnie parsknął pod nosem, przysłaniając jednak usta dłonią. Nie chciał wierzyć, że nie było innej opcji na udekorowanie cukierniczego dzieła - sposób ten był wyjątkowo mugolski w swej improwizacji, godny znajomych Olliego z dzieciństwa. Uzdrowiciel mógł jedyne założyć, że panowie lepiej wiedzieli, z czego Marcel mógłby się tak naprawdę ucieszyć. Nie umknęło mu jednak zachowanie Demi, której chyba wizja tytoniowego tortu nie przypadła do gustu, bo zaraz dopadła jednego z braci w nieco konspiracyjnym chwycie. Blondyna nawet bawiło takie zróżnicowanie charakterów, aż strach pomyśleć jak rozwinie się ta noc!
Odebrał kieliszek szampana, przygotowując się do wzniesienia toastu za solenizanta. Wzrok Olliego zdawał się jednak gdzieś uciekać, być może zupełnie nieświadomie, a być może całkowicie celowo, kiedy kątem oka mimowolnie dostrzegł romantyczne zbliżenie Finnie i Castora. Zakłuło go nieznośnie w okolicach żołądka, pewnie z głodu. Nawet Mocarz wydawał się być teraz bardzo atrakcyjną opcją, z której po głębokim wdechu i szybkim odetchnięciu, postanowił nie skorzystać. Uniósł kieliszek alkoholu wraz ze wszystkimi.
- Zdrowie Marcela! - zawtórował z tłumem a cała zawartość napoju w szkle natychmiast znalazła się w jego żołądku, aż sam się po sobie tego nie spodziewał. Niespecjalnie był zainteresowany procesem krojenia tortu, choć z pewnością nie mógł się doczekać tego wspaniałego, ostatnio zupełnie obcego smaku! Korzystając z chwili i przypływu emocji, postanowił podejść do wazonu z wyzwaniami i wylosować zadanie, mając tylko nadzieję, że nie będzie tego później żałował. Tak się złożyło, że znalazł się w ten sposób, zupełnie przez przypadek, tuż przy Steffenie i Leonie.
- Hej Leon. Co kombinujecie? - zapytał dość wesoło z zaciekawieniem, starając się ukryć mniej przyjemne emocje, jakie mu przez moment towarzyszyły. Ukradkiem i bardzo konspiracyjnie zerknął na wylosowaną karteczkę.
Ollie Marlowe
Zawód : uzdrowiciel i magipsychiatra w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 6
UROKI : 1
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 21
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10401-ollie-marlowe https://www.morsmordre.net/t10455-wicher#316648 https://www.morsmordre.net/t10433-uzdrawiajacy-slon-mugolak#315360 https://www.morsmordre.net/f390-dolina-godryka-cichy-domek https://www.morsmordre.net/t10567-szuflada#320177 https://www.morsmordre.net/t10445-ollie-marlowe#315624
Re: Schody [odnośnik]25.09.21 13:58
The member 'Ollie Marlowe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 2

--------------------------------

#2 'k60' : 59
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]26.09.21 1:32
Cieszył się, że wszyscy potrafili się na tyle zorganizować, aby zorganizować to przyjęcie, nie tylko ku uczczeniu Nowego Roku, ale również urodzin Marcela. Wszyscy tu znaleźli się więc nie tylko po to, aby dobrze się bawić, ale i dlatego, że chcieli celebrować urodziny wspólnego kolegi, a sama ta myśl rozgrzewała mu serce. Dobrze było widzieć blondyna takiego - uśmiechniętego, z błyskiem w oku. Zadowolonego i szczęśliwego. Rozglądnął się na boki zauważając, że wszyscy mieli dość podobną ekspresje, zapewne jakby spojrzał w lustro zobaczyłby to samo. I dobrze. Zasłużyli. Każde jedno z nich. Słysząc pytanie Jamesa uniósł głowę wpatrując się w niego przez chwilę w końcu uśmiechając się w jego stronę chcąc przełamać pierwsze lody. Zerknął w stronę Sheili przysłuchując się jej odpowiedzi, na którą zaśmiał się krótko. - Lepiej żebyście mnie położyli, a nie trzymali. Będzie lżej. - Jego spojrzenie znów wróciło do Jamesa, w którego stronę kiwnął głową jakby z niemym podziękowaniem. Przyzwolenie miał, znaczy no nie musiał mieć... czy musiał? Ale miał i jakoś mu lżej z tym było. Z tego też powodu w końcu i on poczęstował się tajemniczym specyfikiem mając cichą nadzieję, że jednak tego nie pożałuje.
Na uśmiech Sheili odpowiedział tym samym, choć ten od dłuższej chwili nie schodził z jego twarzy. Jak mógł skoro było co i świętować? Na widok tortu poczuł ślinę w ustach, choć mina mu zrzedła widząc zamiennik świeczek Jamesa. Cóż, trochę fee, ale no jakby, ten kawałek to wciąż jest jadalny. Bardziej zaniepokoił się reakcją Demelzy. Zrozumiałą, ale zdenerwowane dziewczyny naprawdę potrafiły być przerażające. Hucznie odśpiewali piosenkę, choć przeboju raczej razem nie nagrają, wystarczył mu dźwięk jego własnego fałszu rozbrzmiewający mu w uszach. Ale starali się! Liczyły się w końcu chęci, czyż nie?
Cierpliwie poczekał na swoją kolej, aby w końcu samemu móc podejść do Marcela i złożyć mu swoje życzenia.- Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia i w ogóle czego sobie tylko życzysz.- Oby ta wojna skończyła się jak najszybciej, a on, jak i reszta mogli być tacy beztroscy częściej. Wrócił na swoje miejsce samemu sięgając po szampana nie mogąc ominąć toastu. Jak na zdrowie, to na zdrowie. Jutro się będzie martwić, choć miał zamiar wytrwać jakoś do tej północy.

Jestem początkującym alkoholikiem piję i mocarza i szampana. Jakby co to zostawcie mnie na serio na tej podłodze.


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Schody [odnośnik]26.09.21 1:32
The member 'Aidan Moore' has done the following action : Rzut kością


#1 'k60' : 13

--------------------------------

#2 'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]27.09.21 2:08
Czas przeciekał przez palce, pędził ku północy, chcąc odegnać wszystko, co tylko złe i nawet jeśli ociągali się tylko troszeczkę w dołączeniu do ogólnego odliczania, tak nikt nie powinien się o to dąsać - przecież zgromadzeni bawili się świetnie, niepomni na to, iż para cyrkowców zaprzedawała właśnie własne dusze dla paru galeonów zapewne liczonych teraz skrupulatnie przez pana Carringtona, to byłoby zbyt okrutne z ich strony, czyż nie? Roziskrzony popiół spojrzenia przemykał między twarzami, odnajdując znajome rysy oraz zupełnie obce miny, a ciepło jakieś na duszy osiadło, bo przecież pojawili się w tym samym celu: by bawić się, zapomnieć, a zarazem uczcić czyjeś szczególne istnienie. Oczywiście, że była więc pełna entuzjazmu, kociego rozbawienia, nadziei na spędzenie wspaniałej nocy pośród tych, którzy wciąż poddawali się zawirowaniom młodości. Nawet naiwność Steffena miała w sobie coś kojąco niewinnego, niezezwalającego na zderzenie chłopca z twardym murem rzeczywistości. Zresztą, nie kłamała tak do końca, butelka szampana zdecydowanie była napiwkiem, być może nie dobrowolnym, ale koniecznym. Dokładnie tak.
- Jak możesz! - oburzyła się Finnie, opuszki palców do ust w zdziwieniu przysuwając, kiedy szare oczy śmiały się ku Eve szczerze - Pędziliśmy do was przecież na skrzydłach samego wiatru - dodała, unosząc nosek zadziornie, jakby wcale a wcale nie zaginęła z główną atrakcją wieczoru w roślinnym labiryncie, jakby w ogóle nie wygłupiała się pośród lodowych rzeźb. Na gwiazdy, kto normalny zapragnąłby przegapić okazję do zatonięcia w świecie, który był tak dla nich niedostępny? I tancerka pomyślała, a coś śmiesznie załaskotało ją w żołądku, że być może istniała taka osoba, przesuwająca się między gośćmi powoli tłoczącemu się wokół postaci solenizanta. Jednak nim zdołała pochwycić antracyt tęczówek, tak czyjeś ramiona otoczyły drobną sylwetkę i lekkie jak piórko ciało uniosło się, czubki palców w zimowych butach nagle straciły grunt pod sobą. Mięśnie zesztywniały, a blada skóra opinała kości, czyniąc fizyczną powłokę nieznośnie ciasną, a serce jęło uderzać boleśnie o pręty kościanej klatki, w rytmie trwożliwego uciekaj, uciekaj, uciekaj, gdy metaliczny smak wymieszany z goryczą nieznanego osadu rozlał się po powierzchni języka. A przecież to strasznie głupie, tak się zachowywać, kiedy głos wypowiadający jej imię był znany, pełen uciechy ton, każda żywa reakcja, ta przyjacielska nuta. Znała Fleamonta, lubiła Fleamonta, a mimo to wszystko w niej krzyczało, żeby nie dotykał, nie dotykał, nie dotykał, nie dotykał bez pozwolenia. To przecież dziecko, zauważyła ta rozsądniejsza, dojrzalsza strona dziewczęcia, spozierająca na tę mniejszą, kulącą się w podświadomości cząstkę, tłumiącą wszelkie dźwięki wokół. Dopiero niski tembr, znajoma smukłość palców, twardy grunt pod roztańczonymi stopami wyrwał ją z wewnętrznych dyskusji. Zamrugała trochę nieprzytomnie, wzmacniając uścisk na ręce Castora, zupełnie tak jakby tonęła, a tylko ciepło jego dłoni mogło utrzymać ją na powierzchni.
- Hej, kurczaczku - zwróciła się miękko w stronę Fleamonta, usta wygięły się posłusznie w łagodnym uśmiechu - Dobrze się bawisz? - zapytała podlotka, który dopiero co wydawał się stawiać pierwsze kroki na ścieżce dorosłości. I oby nie była dla niego zbyt kręta, młody Potter nie zasługiwał na trudności większe, niż te dotyczące życia codziennego. Uwaga jej nie mogła być nazbyt długo skupiona na brunecie, bo Sprout był tuż obok, ich ręce wciąż splecione, a kiedy obróciła się zgrabnie, tak jak chciał, tak spomiędzy karminu warg rozległ się dziewczęcy chichot. Napięcie zniknęło, moment zagubienia również, skóra przestała być więzieniem dla duszy, zwłaszcza gdy opiekuńcze ramie objęło ją w talii, a oddech łaskotał płatek ucha, wywołując lekki rumieniec. Ach, różnica temperatur musiała dawać się we znaki zmęczonemu organizmowi.
- Doprawdy? - cichy szept, zniżony niemal do pomruku, którego nikt poza nimi usłyszeć nie mógł - Jak bardzo? - uniosła aż brew, chcąc się podroczyć chwilę z Castorem, jednak te miłe plany pokrzyżowała równie miła osoba i nigdy chyba nie mogłaby mieć tego Steffenowi za złe. Steffenowi patrzącemu na nią jakoś tak intensywnie, z różem pląsającym na policzkach. Jego komentarz potraktowała raczej jako coś uroczego, zdecydowanie niespowodowanego pobudkami innymi, niż potencjalne przełamanie niezręczności, jaka mogła zapaść między trójką czarodziejów.
- Dzięki Steff...wszystko w porządku? Jesteś strasznie czerwony - zmarszczyła lekko brwi, gotowa się nadąsać, że zaczęli pić bez nich w większych ilościach, trochę też zmartwiona, ale Cattermole się ulotnił w stronę kolejnej nieznajomej osoby i Jones mogła tylko w zdziwieniu zerknąć na Casa, zupełnie nic z tego nie rozumiejąc. Nawet Demelza wydawała się jakaś dziwna, zaciśnięte w linie usta, odwrócenie wzroku od alchemika. O-ho, coś złośliwego i z lekka współczującego przemknęło przez umysł igrającej z ogniem, ale Thomas zaczął grać i wszyscy rozpoczęli śpiewać, w większości fałszując, nieważne jak delikatnie brzmieć pragnęli, ale zdołała wychwycić parę czystych nut, choć te najbardziej krzywe i powyginane wybrzmiewały tuż przy niej. Ale to nic, bo opieranie się o tors Sprouta wynagradzało podobne niedogodności, widok tortu z prowizoryczną świeczką śmiech wywołał, kiedy dźwięcznie dołączyła do urodzinowej przyśpiewki. Gdy ta wreszcie ucichła, a tort jeszcze nie został krojony, uściskiem lekkim dała znać Castorowi, że i ona życzenia Carringtonowi złożyć pragnie, nawet jeśli musiała nieco poczekać. Wreszcie wspięła się na palce i odgarnęła z czoła akrobaty nieco wilgotne kosmyki włosów, drobny gest świadczący o sympatii, pocałunki pozostawiła innym dziewczątkom, które bardziej doceni.
- Dla ciebie nawet i trzysta lat, obyś dał radę je wszystkie przetańczyć. Niech gwiazdy nad tobą zawsze czuwają, a los często podsuwał butelki szampana jako napiwek. Wszystkiego najlepszego Marc - uśmiechnęła się figlarnie w stronę Marcela, nim przepuściła kolejną osobę, sama cofnęła się ku Castorowi. Jak tylko powitania i życzenia się skończą, tak pomknie ku sypialni, może Eve pomoże jej z kostiumem? Rozejrzała się, chcąc zlokalizować przyjaciółkę, bo przecież poświęci dla niej kilka swych cennych minut? Ale wpierw szampan, tort i jeszcze trochę śmiechu. To miała być dobra noc.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

Płonie las, płonie nasz dom,
O nadziejo w sercu mym płoń...

OPCM : 3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_nvrbn58hjJ1qg8dzlo4_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Schody [odnośnik]27.09.21 2:08
The member 'Finley Jones' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]27.09.21 23:27
Przysłuchiwała się rozmowie Doe, chociaż spojrzenie zatrzymała na Aidanie, który kręcił się ciągle obok młodszej cyganki.
Uśmiechnęła się zadziornie, kiedy James zareagował, uciekając przed palcami wbijającymi się w żebra. Nie przejmowała się tym widocznym w spojrzeniu skarceniem, unosząc lekko brodę, jakby co najmniej rzucała mu wyzwanie.- Skąd wiesz, że nadal jest twoje? Ktoś mógł już je odebrać.- odparła z lekkim uniesieniem brwi, ale ton podszyty rozbawieniem, zdradzał ją zbyt mocno, aby dała radę zabrzmieć nawet odrobinę poważniej.- Przebiegły z Ciebie złodziej.- szepnęła jeszcze na tą kradzież.- Umierałam z nudów, będąc pewną, że to nigdy się nie skończy.- westchnęła dramatycznie. Faktycznie lubiła jego towarzystwo przez wzgląd na wieloletnią przyjaźń, ale równie dobrze bawiła się bez niego, a tu nie brakowało interesujących osób. Spojrzała na chłopaka z jawną ciekawością, kiedy zdradził, że miał coś dla niej.- Jesteś okrutny.- burknęła, widząc już po jego zachowaniu, iż nie powie jej nic więcej. Była zdecydowanie zbyt ciekawską osobą, a on igrał z tym bezczelnie.
Ciemne tęczówki skupiły się na Marcelu, kiedy postanowił jej odpowiedzieć. Nie wątpiła w jego słowa. Poza tym nie było, co się oszukiwać, że sama nie zrobiłaby podobnie. Kazała czekać na siebie dla momentu beztroski i rozrywki, a już zwłaszcza w urodziny.
Zaśmiała się miękko na teatralność Finley.- Wybacz mi.- poprosiła przyjaciółkę, by w podobnym geście oprzeć opuszki palców na ustach, lecz próbując maskować śmiech. Spoważniała dopiero obserwując scenę, która miała miejsce chwilę później. Spoglądała na Fleamonta, który zamknął w uścisku Jones i chwilę później interweniującego Castora. Uniosła delikatnie brew, kiedy były pan prefekt otwarcie przyznał, co łączy go z tancerką ognia. Zaraz znów powróciła do Finnie, patrząc na nią jawnie pytająco i z cieniem zaskoczenia. Nic mi nie powiedziałaś?
W końcu skupiła swoją uwagę na solenizancie, a gdy wszyscy dołączyli do śpiewania, nie pozostawała cicho. Zaczęła również śpiewać, by umilknąć z chwilą, kiedy James wyciągnął ją do kuchni. Przyjrzała się tortowi, który czekał już na stole na swoją kolej, aby trafić do Marcela. Wyglądał świetnie, ale faktycznie brakowało jeszcze jednej rzeczy o której chyba nikt nie pomyślał. Prychnęła cicho, widząc jaki zamiennik wymyślił Jamie. Gdyby chodziło o kogoś innego, zaprotestowałaby wobec takiego rozwiązania, ale tym razem zdała się na męża. Kto jak kto, ale on pewnie najlepiej z całego towarzystwa wiedział, co znajdzie aprobatę Sallowa. Znali się przecież, miała okazję przez długi czas obserwować, jak znajomość tych dwóch staje się przyjaźnią bliższą niż jakakolwiek inna, którą widziała. Dlatego nie oceniała i ufała, że papieros na środku tortu, nie wywoła niechęci u tego, którego zdanie w tej chwili liczyło się najbardziej. Wracając z tortem, uważała, aby nikt nie trącił ją przez przypadek, mimo asysty Jamesa.
Zerknęła z uśmiechem na Marcela, kiedy zabrał papierosa z tortu.- Dla Ciebie wszystko.- mruknęła z rozbawieniem. Odstawiła tort na bok, aby pozostał już w zasięgu wzroku, ale jeszcze nie był w centrum uwagi, gdy na to nadal zasługiwał przyjaciel. Wzięła od Jamesa kieliszek wypełniony szampanem i uniosła delikatnie, by zaraz upić za zdrowie przyjaciela.
Korzystając z chwili, gdy kolejne osoba odeszła do Sallowa, sama podeszła znów do niego.- Wszystkiego najlepszego, Marc.- podjęła, przytulając go lekko i składając krótki pocałunek na chłopięcym policzku.- Niech los ci sprzyja i pomaga spełniać wszystkie marzenia, bo na to zasługujesz, jak mało kto. Jesteś najlepszy i nigdy się nie zmieniaj, a jeśli już to tylko dla siebie, a nigdy dla innych.- uśmiechnęła się nieco mocniej, spoglądając na twarz Marcela. Uścisnęła go jeszcze raz, by zaraz odejść na bok i dać ostatnim osobą szansę na złożenie życzeń. Zatrzymała się obok Jamesa, wsuwając dłoń w jego i splatając ich palce razem w najbardziej naturalnym dla siebie geście, podyktowanym bezmyślnym odruchem, który przypomniała sobie na nowo. Rozejrzała się, a ciemne oczy natrafiły na smukłą sylwetkę przyjaciółki. Zostawiła swojego męża i podeszła do Finley.- To za mną się tak rozglądasz, mam nadzieję.- podjęła żartobliwie.- Podzielisz się nią dziś ze mną? Chociaż na chwilę? – spytała zaraz Castora, przenosząc na niego spojrzenie i uśmiechając się z jawnym rozbawieniem.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Schody - Page 3 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Schody [odnośnik]27.09.21 23:27
The member 'Eve Doe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]29.09.21 10:36
Zawiesił wzrok na butelce szampana — coś podpowiadało mu, że musiał być wspaniały, skoro był tak drogi i tak nieosiągalny dla takich jak oni. A potem przyglądał się przyjacielowi — był przyzwyczajony do bycia w centrum zainteresowania, do blasku świateł, kolorów, dużej ilości ludzi wokół, ale dobrze go było widzieć takim. Naprawdę szczęśliwym, radosnym. Odkąd stracił mamę wiele się zmieniło, on także się zmienił. Spoważniał. W jego śmiechu nie było już tyle beztroski i radości, co dawniej. Pewnie mało kto był to w stanie dostrzec, ale dzisiaj było trochę jak dawniej. On, był trochę bardziej szczęśliwy. Podsunął kieliszki jak najbliżej, ale nieszczególnie się z tym spieszył, jakby lejący się szampan, tryskający przez kilka sekund, tuż po odrzuceniu korka w górę, był czymś o wiele bardziej wartym uwagi. Rozdał szkło, komu się dało, kogo miał najbliżej, a potem wzniósł wypił łyk, przedwcześnie, jeszcze zanim Marcel wzniósł własny do toastu.
— Jest obrzydliwy— gorzki jakiś, ciężki i jednocześnie strasznie musujący. Nie był to zdecydowanie najlepszy trunek, jaki pił — i nie wiedział, czym się zachwycali arystokraci, ale uśmiechnął się zaraz szeroko i wypił wszystko duszkiem. Zaśmiał się, jeszcze oblizując wargi z szampana, gdy przyjaciel krzyknął z radości. TO były takie chwile, dla których warto było to wszystko robić. Papieros zdał egzamin, wiedział, że będzie zachwycony. Dym buchnął z jego ust prosto w górę, do sufitu. Leć, spełniaj życzenia, sprawiaj, by wszystko było takie, jak być powinno. Kiedy wszyscy wznieśli kieliszki, jego już był pusty, więc uniósł tylko brwi i uśmiechnął się niewinnie. Zerknął na Demi, która znalazła się niebezpiecznie blisko niego. Kąciki ust wciąż były lekko uniesione, nie spodziewał się z jej strony napaści, a jednak… Złapała go za rękę, szybko poczuł uporczywie wbijające się w skórę paznokcie. Nie bolało to tak, by spróbował wyrwać rękę nawet w odruchu, ale spojrzał na nią z przestrachem, a wargi mu zadrżały w powstrzymywanym śmiechu. Zamiast jednak to zrobić, wrzasnął, pisnął, wysokim tonem. Oj, nie. Nie, Demelzo, chciałaś to zrobić po cichu.
— Nie krzywdź mnie! Nie krzywdź mnie! Nie! Nie! Nie rób mi krzywdy! Nie! — zaczął panikować i krzyczeć z wyraźnie rozbawionym wyrazem twarzy, próbując przy tym zrobić jak największe larmo. Ściągnął ramiona ku sobie, próbował się odsunąć, ale ani na moment nie oderwał od niej śmiejącego się spojrzenia. Potem zrobiło się niebezpiecznie, bo wzięła do ręki nóż, więc odsunął się, przechodząc z drugiej strony Eve, zaciskając usta mocno, żeby nie parsknąć, przy tym.
— Myślisz, że nie zorientowałbym się, gdybym został okradziony? — spytał Eve, unosząc brew. Drgnęła jednak niepewnie w górze, patrzył jej przez chwilę oczy. Żartowała, prawda? Przez te dwa lata nie wydarzyło się nic, co mogłoby to zmienić. Anne zajęła Marcela, Steffen zrobił się nagle cały czerwony. Miał ochotę poklepać go po plecach i spytać się, czy żyje, ale ostatecznie sam łapał się na tym, że nogi tancerki ognia po prostu przyciągały uwagę. Jego także. Zerknął na siostrę, kiedy chwila pozwoliła na to, aby odpowiedziała mu na propozycję częstowania Aidana — chłopak już teraz stał blisko, uniósł na niego wzrok z podstępnym uśmiechem, ale zaraz potem, wrócił spojrzeniem ciemnych oczu do młodszej siostry.
— To bardzo interesujące. Mówisz z własnego doświadczenia? — Jedna z brwi szybko wzniosła się wyżej, a on ledwie pohamował wybuchnięcie śmiechem. — Ale to bardzo dobra myśl— Uniósł palec ku górze i zgrabnie wyminął najbliższe towarzystwo, by ruszyć tanecznym krokiem po słój z alkoholem. On powinien tu być, latać z nimi, towarzyszyć im wszędzie. Czemu Steff nie mógł wymyślić samoobsługującego się barku? Naczynie było zbyt ciężkie, by przywoływać je zaklęciem, nie ufał sobie na tyle, by to zrobić. Mocarz rozbiłby się na pierwszym zakręcie.
Kiedy zszedł z powrotem wszyscy wydawali się już całkiem rozluźnieni. Zerknął na siostrę, która kończyła składać Marceliusowi życzenia, a która spiorunowała go wzrokiem za tego papierosa. To tylko papieros. Przewrócił oczami zerkając na [u
Olliego, [u]Nealę i Leona, którym, jako pierwszym nalał do kieliszka chochelką mocarza — niezależnie od tego, czy zdołali już dopić swojego szampana. — Pierwszy wspólny kieliszek, na dobre rozpoczęcie — mruknął informacyjnie, zerkając na nieznajomego chłopaka — chłopaka Neali? Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się lekko, ale nic nie powiedział. W końcu mieli sprawdzić, czy się bała, czy nie. Stanął przy Eve, zapełnił swoje i jej szkło, a potem Thomasa. — Ty jesteś za mała — pomijając Sheilę ze złośliwym uśmieszkiem. Złapał słój do jednej dłoni, spoglądając na Marcela, który miał pokroić tort i poczekał chwilę, by się nie nadziać na talerzyki z tortem. Poczuł ciepłą dłoń Eve. Od razu wiedziony przyjemnym uczuciem spojrzał na nią i uśmiechnął się czule, na krótką chwilę zaciskając swoje palce na jej, jeszcze nim go zostawiła. Musiał skończyć nalewanie wszystkim Mocarza, nikt poza jego siostrą nie mógł się przed tym ukryć. Nalał więc Aidanowi, Steffenowi, a potem Monty’iemy, na którego zerknął niepewnie, ale zalał kieliszek alkoholem bez wahania. W trakcie kursowania od osoby do osoby, zerknął na Finley i Eve, kiedy te znalazły się przy sobie. Jones nalał do kieliszka po szampanie, poważniejąc raptownie.
— Chwila.... To wy się... znacie? Od kiedy? Coś przegapiłem?— spytał niepewnie, a na jego twarzy po raz pierwszy pojawiło się coś co graniczyło pomiędzy zakłopotaniem, a niezrozumieniem. Nie przypominał sobie, by którakolwiek z nich coś o tym wspominała. Finley na pewno, nie dzielili się miedzy sobą podobnymi rzeczami, a Eve? Ani słowem o niej nie wspomniała. Wypełnił kieliszek Castora, a na końcu Demelzy i Marcela, który nie miał ręki — bo trzymał nóż. Odstawił naczynie z alkoholem na bok, obok wazonika z wyzwaniami i wziął oba, przystając gdzieś między nimi — Marcelem, Demelzą, Eve, Finley i Castorem, podejrzliwie przyglądając się dziewczynom. — No to siup!— powiedział w końcu, spoglądając — nieco poważniejszy, skonfundowany — na wszystkich po kolei i pierwszy raz spróbował trunku, który upędzili z Marcelem.


| Rozpoczynam trzecią kolejkę, dajmy sobie na nią 72h (w dowolnej kolejności). Szampan wypity fluffy Rzucam za siebie, na szampana(1k3+4) i na mocarza (1k6 +3). Przy okazji proszę następną osobę o piosenkę!


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Schody [odnośnik]29.09.21 10:36
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 3

--------------------------------

#2 'k6' : 2

--------------------------------

#3 'k20' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]29.09.21 11:46
Kiedy pojawił się na pierwszym treningu, usłyszał, że może będzie lepszym szukającym od poprzedniego, ale zupełnie nie skojarzył słów ówczesnego kapitana z Marcelem! Właściwie, to w ogóle niczego z niczym nie skojarzył, zbyt podekscytowany wizją grania w gryfońskiej drużynie quidditcha, a później... och, jak to Monty, później o wszystkim zapomniał. Jego umysł nie był tak lotny jak Margaret; ona potrafiłaby połączyć kropki, przeprowadzić małe śledztwo i dojść do sedna sprawy; Fleamont natomiast miał swe pięści, różdżkę i duże pokłady głupoty odwagi. A przegrane w przeszłości mecze? To wina Ślizgonów i tego, że oszukiwali! — Tak!! — pokiwał entuzjastycznie głową, nie wiadomo jednak, na które z pytań Marcela odpowiadał. Najwidoczniej na oba naraz.
I, jak na wzorowego Gryfona przystało, nie myślał o konsekwencjach. Właściwie, to nie myślał w ogóle byłoby najbardziej trafnym określeniem. Kiedy poznał Finley, w jego życiu była już Rosemary, a on lojalnie nie śmiał patrzeć na żadną inną znaną (jak i również nieznaną) mu dziewczynę w tych kategoriach. Tęsknił za nią, za długimi rozmowami, znów wróciły do niego wspomnienia; Finnie i Mary razem przy stole w kuchni, letnie popołudniowe słońce tworzące wokół ich głów jasne poświaty, śmiech, dużo śmiechu. Zaraz potem głowa podsunęła mu inne, mniej przyjemne obrazy, lecz ciepłe ciało, bijące serce przy jego uchu i jej melodyjny głos szybko je odgoniły,
Jones była prawdziwa. Była żywa.
Tak! Gdybym wiedział, że będziesz, to... — radość spotkania nie trwała długo, bowiem do akcji wkroczył Castor. Zupełnie nie rozumiał dlaczego ich rozdziela, dopóki nie powiedział, że Finley jest jego dziewczyną. Jesteś zazdrosny? Jakby było o co!, chciał powiedzieć, lecz zamiast tego wypalił coś znacznie głupszego.
Myślałem, że twoją dziewczyną jest... — urwał, przenosząc spojrzenie na Demelzę, może w sposób zbyt oczywisty i jasno sugerujący co Fleamont chciał powiedzieć. Zaraz jednak zdał sobie sprawę z całej sytuacji, zdał sobie sprawę z tego, że spojrzenia wszystkich były wbite właśnie w niego, a jego policzki zapłonęły czerwienią. Nie wiedzieli, jakie uczucia nim kierowały, to zrozumiałe. Ale nie musieli patrzeć na niego jak... jak... jakby zamierzał co najmniej skrzywdzić Finnie. — Och... To świetna wiadomość! Gra...tulu... tuluje...?kiedy to się stało? Dlaczego nic nie mówiłaś? Oczywiście, że nic nie powiedziała. Jak miała to zrobić, kiedy to Monty się od wszystkich odsunął?
Hep!
Biedaczek ze stresu przeniósł się z powrotem do pustego salonu. Czy to ta słynna czkawka teleportacyjna, na którą z niewiadomych powodów zapadali czarodzieje? Przynajmniej nie wyrzuciła go do Londynu, prosto na... na... gdzie właściwie w tym momencie powinni znajdować się ci wszyscy źli czarnoksiężnicy z szlacheckich rodzin? Pewnie na jakimś balu pełnym snobów, o!
Chciał wrócić na schody, nawet udało mu się dyskretnie wyjąć z wazonu kolejne wyzwanie. Słyszał coś o Lordzie Longbottomie i w pierwszej chwili pomyślał, że zaszczycił ich sam Harold! Ale... ale co Harold miałby robić na przyjęciu młodych dorosłych w Dolinie Godryka? Chciał sprawdzić, cóż to za szlachetną krew im przywiało, stanął nawet na palcach, żeby wszystko lepiej widzieć zza pleców Jamesa, ale wtedy ponownie odezwała się czkawka.
Hep!
Huk, łoskot i coś ciężkiego na głowie wraz z zapadającą ciemność. Chyba wciąż był w Dolinie, skoro nadal słyszał znajome głosy, teraz jednak przytłumione. Zdjął z głowy garnek i rozejrzał się po kuchni. Uff, cóż za ulga, że nie trafił do ogrodu. I co powinien teraz zrobić? Mama zawsze sugerowała, żeby napił się wody, kiedy męczyła go czkawka, dlatego tak też zrobił; chwycił za pustą szklankę i napełnił ją wodą z kranu, którą następnie szybko opróżnił i wytarł usta wierzchem dłoni. Nieprzyjemne uczucie gdzieś w okolicach żołądka ustało, a on był gotów do dalszej zabawy.
Wyglądało jednak na to, że chyba spóźnił się na toast. Zamierzał dyskretnie wypić czekający na niego przez cały czas szampan, ale wtedy zjawił się Doe z kolejnym trunkiem.
Przepraszam, chyba... A zresztą, nieważne... — rzucił rozbawiony, patrząc, jak James dolewa mu Mocarza do nieruszonego kieliszka. Co złego może się stać, jeżeli zmiesza różne alkohole?

| Rzucam na szampana k3+4 i znów piję Mocarza k6+3 i k20 efekt, kradnę jeszcze jedno wyzwanie (k60), a mój stan upojenia to na ten moment to 47/56.

Za dużo akcji jak na jednego nieogarniająca Fleamonta, dlatego proszę kolejną osobę o piosenkę :pwease: + Przepraszam, jeżeli kogoś pominęłam, jestem chora i sama nie ogarniam mompls
Fleamont Potter
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 17
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Rozpacz? Więc za przykładem trzeba iść skorpiona, co się zabija, kiedy otoczą go żarem?
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10421-fleamont-potter#318973 https://www.morsmordre.net/t10539-daphne#319483 https://www.morsmordre.net/t10524-lwiatko-z-doliny#318980 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10523-skrytka-nr-2280-szuflada#318975 https://www.morsmordre.net/t10522-fleamont-potter#318972
Re: Schody [odnośnik]29.09.21 11:46
The member 'Fleamont Potter' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 2

--------------------------------

#2 'k6' : 5

--------------------------------

#3 'k20' : 14

--------------------------------

#4 'k60' : 13
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Schody [odnośnik]02.10.21 14:54
Działo się naraz tyle różnych zdarzeń, że Leon odzwyczajony od przebywania w dużych grupach ludzi ledwo nadążał, a nie był nawet pijany. Może tylko lekko zmęczony. Zarejestrował co prawda kilka rzeczy, na przykład chwilową obecność Steffena Cattermole'a.
- Proszę Cię, Steff, nie mów tak do mnie. – odpowiedział błagalnie, lekko się czerwieniąc – Nie, ja ognistą - - O... – przerwał, gdy nagle jego towarzystwo się zmieniło i stanął obok Ollie MarloweCześć, Ollie. Nic specjalnego. Tak właściwie, to powinienem chyba... – porozumiewawczo kiwnął głową na aktualne centrum zainteresowania bawiących się sylwestrowiczów. Wszyscy zebrali się wokół nieznanego Longbottomowi mężczyzny, składając mu życzenia. Zasłyszawszy jego imię, również dołączył się do grupy, by dodać od siebie, gdy przyszła na niego kolej:
- Marceliusie, Leon Longbottom. Pięknych chwil, takich jak ta. Zdrowia, siły, bliskich ludzi wokół i na ile to możliwe w obecnych czasach, wewnętrznego spokoju. Wszystkiego najlepszego. – uśmiechając się, ścisnął mu nieporadnie swoją lewą dłonią jego prawą, po czym zwolnił miejsce potencjalnej kolejnej osobie.
Jak doszło do tego, że podczas powrotu na miejsce, w którym przed chwilą zamienił słowo ze Steffenem oraz Olliem, zdołał wypić lampkę szampana, a już w chwilę później miał w kieliszku owianego sławą „mocarza”? To była prawdziwa magia. Podszedł do nich młody chłopak, z którym również Leon nie miał okazji się poznać i począł nalewać im chochelką zdradziecki napój. Longbottom chciał się przedstawić, jednak stracił rezon, widząc napełniany właśnie kieliszek w rękach jego nieletniej kuzynki. Nie chciał jej wprawdzie robić scen, więc nawet gdy James odszedł, by obsłużyć resztę towarzystwa, Leon rzucił Neali tylko spojrzenie, mówiące coś w rodzaju ”Nie przesadź.”, jakie usłyszeć by mogła od swojego rodzonego brata. Za to kiedy tylko wykonał swój kuzynowski obowiązek, wychylił kielich i wykrzywił w grymasie twarz.
- Rzeczywiście mocarz. – rzucił na odchodne, bo korzystając z okazji, że nie był jeszcze całkowicie pijany, udał się na ubocze, żeby nastawić w gramofonie kolejną piosenkę. Bowiem wraz z ucichnięciem głośnych i radosnych życzeń kierowanych w stronę jubilata, poczuł, że to czas na zmianę podkładu muzycznego.

dużo kostek, po kolei: szampan 1k3+4, mocarz 1k6+3 i k20 na efekt oraz zmiana piosenki 1k3 i 1k10
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Schody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach