Wydarzenia


Ekipa forum
Jezioro
AutorWiadomość
Jezioro [odnośnik]10.03.12 22:12
First topic message reminder :

Jezioro

Umiejscowione nieopodal zagajnika jezioro jest wielkie, ogromne, ale nie niebieskie. Szara tafla wskazuje na dużą głębokość zbiornika. Nad lśniącą, gładką linią wody wije się mgła. Brzeg jeziora zdążyły już zająć wodorosty i glony, nie widać tu śladu ryb. A może to jedynie złudzenie? Może jezioro jest tak głębokie, że zamieszkują je dziwne stworzenia? Z pewnością nie ma tu kaczek, a kiedy zawieje wiatr, tafla niemal wcale się nie porusza. W tym miejscu nie słychać nic prócz szumu wiatru i delikatnego bicia fal o brzeg jeziora. Jest ciche, spokojne, mgliste i przyprawiające o dreszcze - opuszczone, puste, gdyż rzadko kto odważa się tu przyjść. To z pewnością nie idealny zakątek na romantyczny piknik, ale o gustach się nie rozmawia.

Wianki

Do niedawna organizowany w Weymouth festiwal lata, który łączył czarodziejów niezależnie od pochodzenia dobiegł końca wraz z chwilą rozpoczęcia wojny. Pogrążony w chaosie kraj nie miał ani chwili wytchnienia, a wspomnienia o święcie radości i spokoju było ledwie odległym snem. Wynegocjowane w czerwcu zawieszenie broni pozwoliło czarodziejom i czarownicom na powrót do tradycji po dwóch latach walk i rozlewu krwi. Choć strach nie opuszczał ludzi, pozwolił im na chwilowe odetchnięcie od toczonych bitew i ucieczkę przed koszmarami.

Już nie Weymouth, a Waltham w Londynie — symbol odrodzenia, czystości, idei i porządku stał się stolicą nowego święta miłości. Po Bezksiężycowej Nocy w stolicy kraju nie sposób było natknąć się mugola, a wszyscy o wątpliwym pochodzeniu byli sukcesywnie wyłapywani i usuwani. Zgodnie z tradycją, wianki plotły panny szukające miłości. Puszczały kwietne korony na taflę ofiarowując je kawalerom. Dziś nawet niektóre z zamężnych czarownic tęsknie powracają do tej tradycji by przypieczętować swój związek. I choć wyzwaniem nie jest już wzburzone, zimne morze, a głębokie jezioro w sercu Londynu, to wciąż wyraz odwagi i poświęcenia kawalera, którego czarownica nie może odmówić. Dlatego, kiedy czarodziej ofiarowuje kwietny wianek wybrance swego serca, zgodnie z tradycją winna spędzić w nim całą noc, a dzielnemu czarodziejowi oddać choć jeden taniec.



Romantyczne łódeczki

Na jednym z brzegów jeziora w Waltham, przy drewnianym pomoście przycumowane małe, drewniane łódeczki, których pilnuje nastoletni chłopiec. Celtyckim śpiewem i tradycyjnym tańcem na pomoście ściąga uwagę przechadzających się w okolicach brzegu czarodziejów, zapraszając do skorzystania z atrakcji. Za sykla przytrzyma łódeczkę, tak by nie odpłynęła podczas wsiadania. W łódeczce zmieszczą się dwie osoby wraz z paroma drobiazgami.

Jeśli odmówisz chłopcu pieniędzy zostawi cię w spokoju, poszukując innych gości. Jeśli wykażesz się szczodrością, nie tylko pomoże w bezpiecznym zajęciu miejsc w nieco chybotliwej łódeczce, ale także opowie o przepływie przez jezioro i wartych uwagi miejscach — także tym, z którego rzekomo najładniej widać gwiazdy i połyskującą na niebie kometę. Nim odpłyniesz, chłopak poprosi cię o chwilę cierpliwości. W tym czasie pobiegnie na polanę po dwa kielichy z winem lub koktajlem, wedle twojego życzenia (należy w tym temacie rzucić kością i odnieść się do wyniku z polany) i wręczy je wam życząc miłego spędzenia czasu.



[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jezioro - Page 14 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jezioro [odnośnik]13.08.23 12:39
do posta

Nie sądziła, że ta rozmowa będzie miała miejsce właśnie dziś. Parę nieprzemyślanych słów, naprowadziło na pytania, których chyba nie chciała dzisiejszego dnia i w tym miejscu. Spojrzała na niego uważnie, gdy pytanie zawisło między nimi.
- Najwyraźniej, ale do niej chyba w końcu musiało dojść. Stresujesz się? – spytała, sięgając po ton podobny jemu. Tak przecież najczęściej wchodzili w trudne rozmowy i tematy, które normalnie wymagały powagi, lecz im było łatwiej w taki sposób. Może nie powinna dziś tego robić, wiedząc jakie widmo konsekwencji wisi nad nimi. Ostatnie tygodnie powoli pokazywały, że wspólne życie chyba nie jest dla nich, że coś w tym wszystkim przestało się zgrywać. Coś, co początkowo działało bez zarzutu, teraz wyglądało pokracznie usypane wątpliwościami i dystansem z dwóch stron. Nie wiedziała, dokąd może ich to zaprowadzić za kilka dni, tygodni czy miesięcy. Od samego początku wiedziała jednak, że życie z Drew nie będzie wcale łatwe, a mroczny znak na jego przedramieniu, był tego częstym przypomnieniem. Może to ją przerastało, być u boku właśnie takiego mężczyzny? Kiedy tygodniami zdawał się nie być sobą, gdy nawet teraz w pozornym spokoju, słyszała, co działo się w Suffolk. Jego tytuł Namiestnika i nowe obowiązki, które pochłonęły go całkiem, tylko pogłębiły wątpliwości.
Teraz za to chciał odpowiedzi i wiedziała, że nie ustąpi. Spojrzała w kierunku chłopca, pozwalając sobie przeciągnąć ciszę ze swojej strony. Dopiero kiedy znów byli sami, zerknęła na Macnaira.
- Nie, zdecydowanie nie wszystko.- odparła, nie zamierzając aż tak spłycać jego podejścia do wielu kwestii.- Ale to jedno, moim zdaniem tak. Wyprowadź mnie, proszę z błędu, jeżeli się mylę.- dodała, ciekawa jego reakcji. Przypuszczała, że będzie próbował, ale to dobrze.
Uśmiechnęła się do niego, kiedy wspomniał o wątpliwościach względem wina.
- Po namyśle, mógłbyś spodziewać się w swoim winie Veritaserum, gdybym to ja ci je dziś podawała.- pół żart, pół groźba brzmiała w głosie wyraźnie i miała tego świadomość.- Przypadkiem mam jedną... już prawie roczną fiolkę z tym okropnym eliksirem.- uśmiech na jej ustach nabrał niewinności. Nigdy nie sądziła, że dojdzie do momentu w swoim życiu w którym będzie chciała uraczyć kogoś owym eliksirem, ale to brzmiało dobrze.
Zawahała się na krótki moment, gdy powrócił do tematu i najwyraźniej naprawdę chciał wiedzieć.
- Nie wracasz na noc, Drew i nie ma cię przez całe dnie. Wiem, że masz nowe obowiązki, nieporównywalnie więcej teraz spoczywa na twoich barkach, ale zrozum, jak to wygląda. Nie nadaję się na kobietę, która ślepo stoi przy boku partnera i odwraca głowę na wszelkie niedogodności dnia albo jego dziwne zachowania. Nie umiem być bezmyślną ozdobą, która uśmiecha się, jakby zapomniała o innych minach i nie zastanawia się.- podjęła, nie przebierając przesadnie w słowach. Wolała szczerość, granie w otwarte karty.- Nasz związek się chwieje albo może jest już tylko o krok od rozpadu.- dodała, spoglądając na niego.- Ale to nie wszystko.- westchnęła cicho, wiedząc, jak śmiesznie zabrzmi to, co chciała mu powiedzieć.- Nie wiem, czy chcę takiego życia w Suffolk u boku Namiestnika.- przyznała z lekką niepewnością. Chciała swojego względnie prostego życia, o ile takie posiadała kiedykolwiek.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29+5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f447-kent-obrzeza-swanley-cobble-cottage https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Jezioro [odnośnik]25.08.23 14:46
2 sierpnia, wieczór
Święto Lata mijało powoli. Pierwszy dzień obfitował w wyjątkowo silne i intensywne wrażenia, a po przebudzeniu powitał ją magiczny klimat bliskich naturze obchodów. I choć zdecydowana większość czarodziejów zdawała się upatrywać w tych rytuałach okazji do wybicia resztki swoich szarych komórek zbyt mocnym alkoholem lub do triumfalnego zdobycia rzeżączki od pozostałych świętujących, wiedźma do kolejnych składanych naturze ofiar i szeptanych przez wiedźmy inkantacji podchodziła z szacunkiem, na jakie zasługiwało Brón Trogain, święto Matki Ziemi. Sentyment ciągnął jej myśli do Weymouth, jednak zorganizowanie obchodów silniej niż dawniej uwiązanych przy tradycji nie mogło rozproszyć jej na długo. Wiedziała, że to, co ich otaczało, wyglądało dokładnie tak, jak wyglądać powinno - i cieszyło ją, że jej dzieci mogą być tego częścią.
- Czy pamiętasz, jak plotłyśmy twój wianek dwa lata temu? - spytała córki, gdy, prowadząc ją za dłoń, zmierzały razem w kierunku jeziora. Towarzyszyły im również Varya i Yelena, które nie odmówiły zaproszeniu Cassandry. Po raz pierwszy pokazywali się publicznie jako rodzina Ramseya i jako taka winni dopełnić każdego rytuału - nie zamierzała pleść własnego wianka, jej nie był już do zerwania, ale obie panny winny to uczynić. Chciała również nauczyć tej tradycji własnej córki, wiedząc, że na tę zabawę była jeszcze nieco za młoda. Mniejszy niż pozostałe wianki winien być jednak dla młodzieńców dostatecznym sygnałem na to, że nie był to wianek wart z ich strony większego zachodu. - Upleciesz ich jeszcze kilka, rok za rokiem, a każdy będzie piękniejszy, niż poprzedni. Tradycja mówi, że gdy twój wianek zostanie wyłowiony przez kawalera, nie możesz odmówić mu tej nocy tańca - Przeniosła wzrok na Varyę, wiedząc, że dla niej była to tradycja zupełnie obca. - Varyo, czy Yelena przybliżyła ci tę tradycję? - zwróciła się właściwie do obu dziewcząt, a gdy znalazły się na ukwieconej łące w pobliżu mieniącego się w promieniach słońca jeziora wypuściła z uścisku dłoń córki. Zerwała dłuższą łodygę ostropestu, obrała ją z liści i wręczyła córce. - Pozbieraj kwiaty, sroko, pokażę ci, jak je spleść - zaproponowała, nie przysiadając jeszcze na trawie, wpierw musiały znaleźć odpowiednie materiały. - Wiatr niesie zapach szałwii, może zostały jeszcze kwitnące łodygi. Niebieskie kwiaty wywabią głębię twoich oczu, Yeleno - zastanowiła się, kierując się pod wiatr.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

i am my mother's savage daughter

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 28 +10
TRANSMUTACJA : 24 +2
CZARNA MAGIA : 1 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Jezioro [odnośnik]26.08.23 22:06
dla Prim

Niektóre przekonania przychodzą z czasem, inne natomiast stanowią prawdę, której nie powinna usilnie wyszukiwać w czeluściach myśli starszej - i po stokroć mądrzejszej i rozsądniejszej - koleżanki. Nie chciała jej przekonywać, napierać i płoszyć, bo sama po sobie wiedziała, że niewiele się zda batalia dwóch racji. Imogen miała rację, którą sama czuła; przekonania Primrose kryły się w tym, co mogło naruszyć delikatną strukturę emocji kobiety, a Imogen nie chciała pozwolić, by cień tego opadł w tym momencie, gdy ledwie wysunęła dłoń i zbliżyła się do lady Burke. Jeśli przyjdzie jej to zrozumieć, zrozumie to dobitnie i przemożnie - a być może zabierze do piachu swoje przekonania i tylko historia, której wszakże wszyscy tak celebrowali, będzie mogła ją ocenić. Nie chciała tego rokować, na bogów, kim była, by to robić? Sama uciekała od odpowiedzialności, czasami upatrując w tej roli ozdoby coś... lżejszego? Chciała więcej, ale nie chciała światem władać - a z nim współgrać. Poznawać i rozkochiwać w sobie tak, jak i ona pokochała każdy fragment poznany w woluminach spisanych podróży. Była hipokrytką; była nieodpowiednia i daleka temu, co winna reprezentować - ale wiedziała jedno, w tym wszystkim co teraz się przed nią rysowała.
Kobieta przed nią była autentyczna, z krwi i kości, z dumy i kamienia ciosanego w Durham - i choć sama brunetka mogła sądzić, że czegoś jej brakuje, to miała więcej, niż wiele kobiet mogłoby prosić - głos i odwagę. Coś tak nienaturalnego w momencie, w którym Imogen pragnęła stać się kroplą w oceanie i ziarnem piasku na pustyni, bo choć potrafiła podnosić głos i przeć z odwagą, to ktoś przed laty uciął jej język, a teraz mogła tylko skomleć i przeć inne kobiety do przodu w zaciszu i cieniu Norfolku.
Tak, bynajmniej, sądziła.
Niechże los dotrze do naszych stóp i prosi o uwagę. – Bo w niego wierzyła. W tę ułudę bogobojnych życzeń, w uczucie ciepłego pocałunku na dłoni w krótkiej, niezrozumiałej dla niej modlitwie o przyszłość. Wierzyła w los, wierzyła w siłę kontrolującą stan rzeczy, bo gdy traci się tyle w tak młodym wieku - gdy spotykasz się co rusz ze śmiercią, co rusz z pożegnaniem i błaganiem o powrót, to tylko los i nadzieja pozostaje przy drobnym ciele. Zbyt wiele osób straciła w swoim życiu, zbyt wiele musiała poznać na nowo; tylko modły i ster były stałością. Na półwilich ustach zagościł lekki uśmiech, jak gdyby współdzieliła z Prim wspomnienia spływające na kobiece ramiona, te jednak odpłynęły równie szybko co myśl, by wianek trafił do jeziora. Mogły mieć inne poglądy, inne priorytety i inne historie napisane wśród kapryśnych scenariuszy bogów - ale to, co było stałe i pewne, to to, że powinny trwać w nich nawzajem i wspierać się mimo sprzeczności. Jak dziewica i matka; jak starucha i dziecko. Podążały wzdłuż jeziora razem - skrajności i podobieństwa, pokazując światu to, co się liczyło - kompromis i sztukę współpracy.

zt Imogen :pwease:


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolk, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego i przyszła kulturoznawczyni
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
rozpalasz ogień, niech płonie,
nie mógłby żaden z nich temu
zapobiec
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Jezioro - Page 14 E05c2be0eb5d233a5a663a41d78332b3
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Jezioro [odnośnik]27.08.23 11:17
|Na post Cassandry

Natura śpiewała trelem ptaków, gwizdem wiatru w koronach drzew, szelestem traw, tworząc wspaniały koncert. Ubrana w letnią sukienkę szła obok matki wpatrując się szmaragdem oczu w kolorowe kwiecie rosnące przy jeziorze. Plecenie wianków niosło ze sobą wiele radości i zabawy, a tym razem miała to robić w większym gronie niż tylko z Matulą. Ciocia Varaya dopiero się uczyła, tak jak Mała Sroka poznawała jej język, który miał się stać również znajomy dziewczynce wraz z krwią, która płynęła w jej żyłach.
-Tak. - Kiwnęła głową -Miał dużo żółtych kwiatków. - Pamiętała jak je zrywała bo chciała, aby był jednokolorowy. Tym razem nie miała pomysłu na swój wianek. Wizja zapewne zrodzi się w trakcie, kiedy będzie zrywać potrzebne kwiaty. Chciała, aby wychodził tak ładny jak Matuli, ale jeszcze nie miała takiej wprawy. Jednak jak mówiła czarownica, będzie je pleść jeszcze przez lata. Jej wianka nikt nie wyławiał, ale pewnie stawał się ozdobą królestwa wodnika. Słyszała jedną z baśni, gdzie Wodnik wyławiał te wianki, których nikt nie chciał, a następnie odwiedzał w snach panny i z nimi tańcował. Te rankiem budziły się nad jeziorem bose i bardzo zmęczone ale też szczęśliwe. Ciekawe czy z nią też Wodnik zatańczy. Nie podzieliła się jednak tymi myślami na głos tylko pobiegła w łąkę, aby zerwać kwiaty. Pierwszy już miała od Matuli.-O! Tutaj jest dużo niebieskich! - Zawołała do kobiet i zaczęła zrywać rośliny. Tych wszędzie było pełno i nie wiedziała gdzie posiać wzrok, więc zrywała te, które miały najbardziej rozwinięte płatki i sięgały ku słońcu. Przystanęła na chwilę rozglądając się w poszukiwaniu kolejnych zdobyczy i ze skupieniem wymalowanym na twarzy ruszyła przed siebie, a potem obejrzała się na jedną z czarownic. -Ciociu Vi, pomogę w pleceniu wianku. - Powoli zaczynała mieszać ojczysty język, z tym, którego się uczyła. Coraz łatwiej przychodziło jej używanie pewnych słów, chociaż nadal miała problem z wypowiedzeniem pełnego zdania w języku ojca.


The girl...
... who lost things
Lysandra Mulciber
Lysandra Mulciber
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Jezioro [odnośnik]27.08.23 14:47
Dla Imogen

Młode panny na wydaniu winny być dla siebie konkurentkami i przyjaciółkami jednocześnie; tak był stworzony ich świat. Zabiegać winny o uwagę mężczyzn, dążąc do zamążpójścia celem przyniesienia chwały rodzinie i poszerzania wpływów oraz układów jakich za sobą niósł mariaż. Lady Burke zbliżała się niebezpiecznie szybko do miana starej panny. Jeszcze rok, może dwa i już taka nazwa do niej przylegnie. Wtedy przestanie być dla kogokolwiek konkurencją i inne panny chętniej zaczną z nią rozmawiać. Nie będą obawiały się Primrose, uważając ją za straconą.
Nie bała się tego, gotowa przyjąć brzemię społecznej śmieszności. Dawno skazali ją na stratę, wszyscy dookoła przekonani, że lady Burke swoją niezależnością odstrasza co lepszych kawalerów. Choć z Imogen wiele je różniło, tak również posiadały sporo punktów wspólnych, co nadal trochę ją zaskakiwało. Lady Burke nie miała przyjaciółke, poza Evandrą, nie nawiązała z żadną przedstawicielką swojej płci bliżej relacji. Wychowana wśród chłopców zdecydowanie lepiej rozmawiało się jej z mężczyznami, nawet wtedy kiedy starali się udowodnić jej swoją wyższość. Z kobietami, czasami nie wiedziała co powiedzieć, aby ich nie urazić więc celowo budowała dystans, zachowują formalność wypowiedzi ponad koleżeńskiej stosunki. To sprawiało, że nie była zbyt często zapraszana na spotkania ale też żadna z kobiet nie mogła jej niczego zarzucić, poza tym, że Primrose była chłodna, dumna i oschła. Mimo tego, teraz z wiankiem na głowie szła u boku młodszej koleżanki widząc jak rozbieżne są w swoim patrzeniu na pewne aspekty, a mimo to nie odbierała jej słów jako atak na swoją osobę. Nie dostrzegła typowych znaków pogardy czy niechęci, owocującej brakiem kolejnych listów. Zamiast tego Imogen zdawała się cieszyć wspólnie spędzonym czasem.
-Oby posłuchał. - Choć zapewne będzie się szarpał, rwał i uciekła przed ich dłońmi chcącymi go pochwycić. Jednak nie spodziewała się, że szybko zrezygnują. Lady Travers miała w sobie siłę, której nie potrafiła jeszcze nazwać, ale nieśmiało zaczęła podejrzewać, że dalszą drogę będą przemierzać razem, łącząc się we współpracy przynoszącej liczne owoce.

|zt x 2



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Jezioro - Page 14 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Jezioro [odnośnik]27.08.23 20:07
Nie była w stanie rozróżnić woni kwiatów wypełniających przybrzeżne powietrze, przyporządkować ich do kolorowych pąków wychylających się spośród dzikich traw okalających skryte w leśnych głębinach jezioro. Tradycji jednak musiała stać się zadość, a choć Yelena z umiarkowanym podekscytowaniem, jeśli jakimkolwiek, odnosiła się w duchu do idei posłania na wodę własnego wianka i nadziei na płynącą za tym miłość, nigdy nie wyłamałaby się z powinności, którym winni poświęcać czas szanujący się czarodzieje i czarownice. Podążała zatem u boku krewniaczek ku arterii odgradzającej miękką taflę wodnego lustra od zdominowanej roślinnością linii ziemi; materiał długiej, wiśniowej sukienki łaskotał wicie murawy, splecione za plecami dłonie układały się w miękkim zagłębieniu kręgosłupa, maskując w ten sposób poddenerwowane opory. Dwa lata temu jej wianek wyłowił Goyle, a w zeszłym roku wciąż niosła po nim żałobę, choć nie zdążyli przypieczętować obietnicy parą ślubnych pierścieni, ba, nawet okoliczności wówczas były inne - plaże Dorset, zamiast londyńskich jezior, tłumne, frywolne zgromadzenie pod wodzą Prewettów, zamiast optująca za czystymi magicznymi wartościami społeczność. Spojrzała na Cassandrę i Lysę, którą prowadziła przy sobie niedźwiedzica, i uśmiechnęła się pod nosem. Vablatsky, teraz już Mulciber, zawsze wydawała się jej matką, na jaką zasługiwała każda mała dziewczynka, tak zdecydowana, waleczna i stała w swoich uczuciach.
- Rozmawiałyśmy o tym - odparła Cassandrze, wzrok przenosząc z kolei na nieco młodszą czarownicę, śliczną zimę o ciemnych włosach i surowych, syberyjskich rysach. Nie miała cienia wątpliwości, że to, co przybliżyła Varyi, nie spotkało się z entuzjazmem. - Czy w Rosji też przewijają się takie zwyczaje? Chyba nigdy o to nie pytałam - zwróciła się do kuzynki po angielsku, słowa wypuszczając z gardła niespiesznie, tak, by ta bez trudu mogła pochwycić ich kolektywny sens, aczkolwiek żadne z określeń nie należało do skomplikowanych. Rozplotła ręce, nieco wilgotną od napięcia fakturą dłoni rozprostowawszy fałdki sukienki zebranej w talii, podczas gdy spojrzenie taksowało kępy zieleni w poszukiwaniu błękitu, o którym wspomniała szwagierka. - Tak sądzisz? Nie znam ich znaczeń - stwierdziła, zmrużywszy lekko oczy, po czym posłała słodkiej Lysandrze uśmiech. Podążyła za nią, kiedy dziewczynka wskazała skupisko niebieskości na żywozielonych łodygach. Przyjrzała się drobniejszym, jaśniejszym pączkom i wariantowi nieco ciemniejszemu, delikatnie marszcząc brwi; wyglądały znajomo, lecz nie przemawiały do niej ponad mgliste obrazy wybijające się z meandrów wspomnień. - Jakie jeszcze kolory chodzą ci po głowie, Lyso? - zagadnęła maleńką Mulciber, małą srokę, która stała się niedźwiadkiem, samej z kolei sięgając z początku do kwiatów dorodniejszych i ciemniejszych, o dłuższych płatkach, kolorem przywodzącym jej na myśl dostojne indygo. Zatoną w jeziornej otchłani, tym razem nie sięgnie po nie silna dłoń Goyle'a; niewyłowione i na wieczność zagrzebane w mule, mogłyby przynajmniej prezentować się nienagannie podczas spędzanej tam wieczności. Zaraz po nich zerwała nieco kaczeńców. - Ramsey wyłowi twój wianek, Cass? To mogłoby być inspirujące, gdyby namiestnik Warwickshire złożył w ten sposób hołd swojej żonie - zasugerowała, nie mając jednak ni cienia pojęcia o polityce, wiedziała jedynie, że mogłoby być to treścią, które czytelniczki Czarownicy uznałyby za szalenie romantyczną - a to z zamożnymi czytelniczkami Czarownicy głównie obcowała w Cynobrowym Świergotniku, gdzie w ściany atelier regularnie wsiąkały komentowane przez klientki artykuły, umilające im czas podczas zakupów.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 18 +8
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Jezioro [odnośnik]30.08.23 19:01
Po pierwszym dniu następowały kolejne, równie letnie, urokliwe, tkane zapachami kwiatów i uśmiechami młodości. Ten pogodny, słoneczny duch rozprzestrzeniał się szybko, nie mając litości i dla mnie. W myśli natrętnie krążyły spowite niesamowitym, deptanym wciąż zaintrygowaniem wspomnienia ledwie sprzed nocy. Jak sen przebijający się ostro do rzeczywistości. Ja byłam niezmienna, posłuszna, gotowa usłuchać i podążać wiernie za stadem bez wymalowanego na twarzy grymasu, chociaż głęboko wewnątrz zapanował chaos, który bardzo mi się nie spodobał i którym zamierzałam wzgardzić, choć zaczynałam wątpić, że będę potrafiła tego dokonać. Wydarzenie było znaczące, obecność i współudział w świętowaniu musiał zostać podkreślony. Nigdy nie zaplatałam wianka, nigdy też nie oddawałam miłosnego marzenia w ramiona baśniowego losu. Nawet takiego marzenia nie miałam. Nie upatrywałam w opowiedzianej przez kuzynkę tradycji czegoś, co mogłoby zadziałać w moim przypadku. Dziewczęta wokół snuły podniosłe fantazje, oddając je wodzie w formie kwiecistej korony. Jeżeli tak należało zrobić, zamierzałam odtworzyć te ruchy. Bez nadziei i szczęśliwości. Nigdy nie celebrowałam lata i nigdy nie prosiłam o zakochanie.
Wspólnie z niedźwiedzicami podążałyśmy ku łąkom. Przysłuchiwałam się rozprawie matki i córki, przyglądałam się dłoniom misternie budującym z natury symboliczny sznur. Choć byłam obecna, duch pozostawał gdzieś za plecami – być może w niedawnej nocy, być może jeszcze dalej. Do uszu spływały zdania rozumiane coraz lepiej, choć wciąż nie tak płynnie. Pojmowałam, dyskretnie szukając sensów pomiędzy pojedynczymi niewiadomymi. – Tak – potwierdziłam Cassandrze, podejrzewając w myśli, że Yelena nie pozwoliłaby, abym zjawiła się tutaj pozbawiona wyjaśnienia dla letniej tradycji. – Nie były mi nigdy… ważne. Tańce lata i słowa słońca – zwróciłam się do Yeleny, próbując odpowiedzieć na jej pytanie. Próbując, bo choć w Rosji istniały pewne tradycje, ja w porze słońca kryłam się w cieniu niechętna do wychodzenia w żar słońca aż do pory nocy. Byłam zimą. – To pierwszy mój wianek – przyznałam ponuro, niespecjalnie jednak rozczarowana. Moje dłonie sięgnęły po kilka kwiecistych plonów, przystępując do wyzwania i ucząc się tradycji. Cokolwiek było w Rosji – lub czego nie było – teraz miałam wchłonąć Anglię, a tutaj czarodzieje właśnie tak postępowali. Dlatego się starałam. Opuszczałam spojrzenie na dywany wonnej zieleni, by zdecydować, którą z łodyg należało wyrwać i wpleść do wianka. Nie znałam znaczeń tych kwiatów i żadnego też nie spróbowałam wyróżnić ponad inne. Pomiędzy kolejnymi krokami powtarzałam w myśli słowa Cassandry. Jeżeli ktokolwiek miał nadejść i wybrać moją plecionkę, to chciałam, by był to on. Ten, któremu raz już obiecałam taniec pod księżycem.
– Przyjmę pomoc, mała wiedźmo zwróciłam się do najmłodszej częściowo po rosyjsku, obdarowując ją łagodniejszym spojrzeniem. – Które kwiaty powinnam wybrać? – skierowałam ku niej pytanie, lecz przy ostatnim słowie ulokowałam spojrzenie na Yelenie i Cassandrze. Zastanawiałam się, na ile barwy albo konkretne odmiany winny się dopasować do człowieka. A może wcale? Posuwające się nieopodal po wodnej tafli wianki odnajdywały chętne dłonie, lecz inne zapewne topiły się w zapomnieniu. Miałam ochotę spytać o rozplecione, rozpuszczone w wodzie, nigdy niewybrane, nigdy niespełnione. Milczałam jednak. Nie chciałam ofiarować im goryczy. – Czy to dobre z historiami święta? - skleciłam nieco nieskładnie i przesunęłam spojrzenie ku Yelenie, kiedy zasugerowała, by mąż wyłowił wianek żony. Czy pośród ochotniczek oddających ozdoby wodzie nie znajdowały się wyłącznie panny? Nie zrozumiałam, co dokładnie sugerowała, być może przez wzgląd na niepewność w tłumaczeniu części jej słów.
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13 +3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889
Re: Jezioro [odnośnik]07.09.23 17:22
post

-A jest czym?- rzuciłem unosząc brew. Już po jej minie zrozumiałem, że było to pytanie retoryczne, gdyż najprawdopodobniej niewinna wyprawa łódką miała zakończyć się poważną rozmową na temat, który od wielu tygodni zaprzątał moją głowę. Najwyraźniej nie tylko moją. Nie ogarnął mnie stres tudzież wewnętrzny niepokój, bowiem w końcu musiał ten dzień nastąpić – zwlekaliśmy i tak zbyt długo. Być może wiedzeni złudną nadzieją, że problem rozwiąże się sam lub nagle, bez jakiegokolwiek wysiłku z obu stron, cokolwiek się poprawi.
Nie odpowiedziałem od razu na wspomnianą wątpliwość, tylko uniosłem na nią spojrzenie i upiłem trunku. Rzadko sprawiała wrażenie zazdrosnej, właściwie gotów byłem na palcach jednej ręki zliczyć ile razy przyszło jej zapytać tudzież podważyć jakąkolwiek z koleżeńskich relacji. Elvira była wyjątkiem od reguły, robiła wiele rzeczy, za które Belvina mogłaby wpaść w szał, ale też nie chwaliłem się tym na lewo i prawo – wręcz przeciwnie. Do blondynki nie trafiały proste słowa, między innymi przez jeden ze swych wybryków została zdegradowana, co jasno określało moje stanowisko względem niej. Nie wyobrażałem sobie brać ciężaru jej czynów na własne barki, bo nie widziałem w tym choć grama własnej winy. -Ciężko, aby spływało po mnie coś co niezwykle rzadko miało miejsce, jeśli w ogóle. Wyprowadź mnie z błędu jeżeli się mylę, ale czy dawałem ci powody ku niej?- nie chodziło mi o odbijanie piłeczki, ale konkretne sytuacje, których ja nie mogłem sobie przypomnieć. Tak naprawdę do lipca nie uczyniłem nic przeciw niej. Oszukiwałbym sam siebie twierdząc, że ni patrzyłem na inne kobiety, lecz z pewnością nie miałem wobec nich żadnych planów.
-Zostaw go na lepszą okazję- odparłem z lekkim uśmiechem. Nie zamierzałem kłamać, a więc nie przyniosłoby jej to żadnych korzyści, chyba że za takową uznawała moją złość.
Wsłuchiwałem się w jej słowa leniwo poruszając wiosłami. Faktycznie rzadko bywałem w domu i choć kryło się za tym wiele powodów, to przeważała ilość obowiązków. -Dziwne zachowania?- uniosłem pytająco brew zupełnie nie rozumiejąc do czego nawiązywała. Stawiała to na równi ze wspomnianą nieobecnością, czy miała na myśli zupełnie coś innego? -Niedogodności?- drążyłem licząc, że uraczy mnie podobną szczerością. Zbyt dużo wolnej przestrzeni pozostawiliśmy domysłom. -Rozwiń te kwestie, bo nawet nie wiem jak się do nich odnieść- odparłem nie chyląc się na ironię. Poważny ton był tego dowodem.
Pokiwałem wolno głową na znak zgody, gdy wspomniała o chwiejności, a nawet rozpadzie. Byłem podobnego zdania, w którym kolejne doniesienie tylko mnie utwierdziło. Czyli jednak? Może to był powód braku zaangażowania, rozmowy na ten temat i szeroko rozumianej chęci pomocy? Może dlatego zdawała się być z boku, jakby wydarzenia z pierwszego kwietnia nigdy nie miały miejsca?
-Do niczego nie zamierzam cię zmuszać- odparłem oschle.
Zmrużyłem oczy spostrzegając wodę na dnie łódki, ale po chwili uznałem, iż po prostu musiała się tutaj znajdować od samego początku. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że z każdą minutą cieczy było coraz więcej, a czas naszej wyprawy był policzony.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 51 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Jezioro [odnośnik]23.10.23 22:24
Pokręciła głową przecząco, gdy Yelena spytała o wianek Cassandry. Czułaby się śmiesznie, plotąc symbol czystości z kilkuletnią córką u boku. Wiele zamężnych czarownic wracało do tej tradycji, zwłaszcza teraz, kiedy okrucieństwo wojny mogło w każdej chwili rozdzielić kochanków już na zawsze, ale jej wydawało się to niewłaściwe, sprzeczne z pierwotną tradycją, a te należało szanować. - Już to zrobił, Yeleno, nie ma takiej potrzeby - z przyjemnością obejrzę, jak kwiaty przyozdabiają wasze skronie. - Jej wzrok przemknął z Yeleny na Varyę, to było ich święto, święto młodych dziewcząt, panien. Przyszła tu dla nich, a Lysandra po części zaznajomić się z tradycją, której częścią stanie się dopiero za parę lat, a po części dla zabawy, bo dla małej każdej małej dziewczynki niewiele rzeczy było równie interesujących, co naśladowanie młodych, ale dorosłych już kobiet. - Może zmoczy spodnie dla tej młodej damy - przemknęła spojrzeniem po profilu córki, z łagodnym uśmiechem. Zawsze pilnowała Lysandry, gdy wrzucała swój wianek do wody, dyskretnie upewniając się, że żaden z mężczyzn na wybrzeżu nie patrzył wtedy na jej dziecko. Mimo to czuła się lepiej mając pieczę nad całą sytuacją, a ojciec dziewczynki był jedynym kawalerem, z którym mogła spędzić ten wieczór. - A co z tobą, Yeleno? Czy czekasz na błysk w oku kogoś konkretnego? - pytała, przyglądając się jej z troskliwą ciekawością. Dawno nie rozmawiały szczerze, w ostatnim czasie była bardzo zabiegana - przeprowadzka, przygotowanie siedliska w Niedźwiedziej Jamie, szpital Warwick, zajęcie miejsce u boku namiestnika, dopiero teraz, w Waltham, mogła zatrzymać się na dłużej i zasmakować odpoczynku pachnącego piękną i pradawną tradycją. Zatęchły zapach kadzideł, łąka pełna polnych kwiatów, drzewa oblepione żywicą, tegoroczne obchody w Waltham były zaiste piękne. Jej ostatni natłok pracy był jednak jedną z przyczyn, z której nie zdążyła poznać Varyi zbyt dobrze. Po chwili zawahania podwinęła poły spódnicy i pozwoliła sobie przysiąść na trawie obok córki skupionej na niebieskich kwiatach, wyglądało na to, że zostaną tu dłuższą chwilę.
- Nie były dla mnie ważne - poprawiła Varyę odruchowo, dobrze wiedząc, że jeśli zamierzała uchodzić w towarzystwie za poważną, musiała sprawnie posługiwać się tutejszym językiem. - Tutaj również nie przepadamy za słońcem. Twoja skóra powinna być jasna jak chmury na niebie. Szczęśliwie, w Anglii nie uświadczysz go zbyt często, ostatni okres to niezwykła anomalia. Już wkrótce zapoznasz się z lepkimi mżawkami, ciężkimi burzami i ulewami, po których pozostają gęste mgły. Jeszcze niedawno Londyn bywał tak zamglony, że nie dało się dojrzeć przeciwległego krańca jednej ulicy. Jest lepiej, odkąd zniknęli mugole - mówiła, chcąc przybliżyć jej obcy kraj. Wyobrażała sobie, że wciąż się tu tak czuje - obco - a obcości w życiu zdążyła nauczyć się wiele. Obserwowała córkę, kiedy Varya poprosiła ją o dobór kwiatów, a gdy ta dokonała już wyboru, Cassandra zerwała kwiat polnego maku, by uzupełnić kompozycję. - Ładnie kontrastują z twoimi oczami - zwróciła się do niej, przekazując łodyżkę. - Nigdy nie byłam w Rosji, ale moja babka, a twoja prababka, Lysandro - na krótko przeniosła wzrok na córkę - zwykła mawiać, że maki są pokarmem zmarłych. Spożycie kwiatu miało pozwolić na przekroczenie bariery pomiędzy światami. Ty też zmieniasz światy, Varyo, bądź w tym sama sobie przewodniczką.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

i am my mother's savage daughter

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 28 +10
TRANSMUTACJA : 24 +2
CZARNA MAGIA : 1 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Jezioro [odnośnik]27.10.23 12:20
11 sierpnia - środek dnia
Festiwal był cudownym oddechem - choć tak naprawdę, chyba nie o sam festiwal się rozchodziło. Ostatni miesiąc był dla Melisande czymś, czego nie doświadczyła nigdy wcześniej, skrupulatnie pilnując każdego słowa i gestu - przede wszystkim zaś, własnych myśli i zrywów. Wcześniej na samym początku lipca nie wyglądała ku niemu zbytnio - skupiona mocniej na przygotowaniu na ten czas tego w jaki sposób będzie funkcjonował rezerwat by i ich pracownicy choć częściowo mogli z niego skorzystać. Nie pamiętała też, kiedy na tyle czasu prawdziwie zdecydowała się na wolne. Czuła się lekko, tak naprawdę w myślach nadal mając wspomnienia nieplanowanego wyjazdu, cieplejszego niż angielskie słońca osiadającego na skórze, rozmów i śmiechu. Wędrującego za nią spojrzenia i swobody, kiedy nie podążały za nią inne oczy. Ale do kraju nie wracała z żalem - a tak nieczęsto pojawiającą się przy jej boku nadzieją. Chciała tego - coraz trudniej było jej zaprzeczać przed samą sobą, wcześniej broniona rozsądkiem i dumą przed tym, co mogło nie wykazać się stałością. Była realistką i jej własny realizm zabijał porywy romantyzmu - ale nie żałowała tego teraz, nie żałowała też wcześniej. Gdyby pozwoliła sobie na więcej po pierwszej intrygującej myśli, do dziś mogłaby cierpieć po Alpharda śmierci.
Nad jezioro ruszyła samotnie kiedy Manannan z zaangażowanie wchodził w dysputę oznajmiając, że wróci niedługo. Miała cel - ten zdawał się jej nieodłączną częścią - kiedy wędrowała w kierunku jeziora licząc, że młode panny podejmą się splecenia wianków zgodnie ze zwyczajem i tradycją. Oczywiście, mogła nie trafić w dzień - wszak Festiwal niemal zbliżał się ku końcowi, ale z jakiegoś powodu nie przejęła się tym wcale wędrując spokojnie pośród łąki, niektóre z dziewcząt witając uśmiechem, kiedy okazywały się znajome, rozglądając się za jedną, konkretną - a może raczej za parą, bo zdawały się dzielić ze sobą przyjaźń.
- Lady Rowle, Lacerto - zaanonsowała swoją obecność, zadowolona, że sprawy znów złożyły się zgodnie z wybranym przez nią torem - miałam nadzieję, że uda nam się spotkać podczas Festiwalu. - przyznała zgodnie z prawdą wyciągając do niej dłonie i obdarzając uśmiechem. Przywitała ją trzema, ledwie muskającymi policzki całusami prostując się. - Pięknie rozkwitłaś od naszego ostatniego spotkania. - pochwaliła ją, kiedy odchyliła się cofając, by zrobić przestrzeń. Rozejrzała się wokół. - Nie ma z tobą Margaret? - zapytała łagodnie, skupiając na niej znów krucze spojrzenie. Odkąd pamiętała zdawały jej się nierozłączne. - Pewnie za chwilę się zjawi. - odpowiedziała sama sobie, gładkie dłonie zaplatając przed sobą, dziś ozdobione wymyślną biżuterią na całą długość dłoni, przypominającą niemal rybacką sieć, jednak o splocie eleganckim, łagodnie owijające jej palce. Suknia w kolorze morza miała długie, podążające za nią - ale przewiewne - rękawy. A szyję zdobiło kilka dłuższych naszyjników. - Wybacz, że nie odezwałam się wcześniej, praca i nowy zamek pochłonęły mnie bez reszty. - wytłumaczyła się uprzejmie, pozwalając, by przez zgłoski przebiła się sympatia. - Liczę że wam wianki przyniosą więcej szczęścia niż te, które mnie przyszło przeżyć. - zaśmiała się perliście, wspominając własny rozczarowujące prezent od losu sprzed kilku lat. - Jak się miewasz, moja droga? Wprowadź mnie w zmiany które nadeszły kiedy nie było dane nam się spotkać. - poprosiła pochylając łagodnie głowę.



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.

Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Jezioro [odnośnik]28.10.23 19:10
12 VIII 1958


Jezioro w sercu Waltham Forest nie przypominało morza w Weymouth. Ani trochę. Maria miała wrażenie, że londyńska sceneria była zdecydowanie bardziej szara, ponura, nawet mimo radości rozmalowanej jaskrawymi kolorami na twarzach przechodniów, nawet pomimo spokoju, który rozłożony wydawał się nad głowami festiwalowiczów, podobny do ochronnego baldachimu. Sytuację z pewnością ratowała bogata roślinność, która zdobiła krajobraz wokół brzegów wodnego zbiornika. Wybierając się na samotną przechadzkę, rozpoznawała niektóre z kwiatów. Szczególną uwagę zwracała na te białe, po których imiona przybierały jednorożce, którymi się opiekowała. Mijała więc zawilce, wysokie kłącza trybuly leśnej, delikatne groszki pachnące i kilka innych, pięknych, których nazw nie znała, ale pragnęła zapamiętać przynajmniej po wyglądzie, żeby odnaleźć je później w jednym z atlasów w trakcie nauki.
Czy to dobry dzień na plecenie wianka? Lepszego chyba mogło nie być — kręcone włosy splecione zostały w dwa warkocze, związane białymi wstążkami na końcach, nad skroniami wpięte miała kupione kilka dni wcześniej spinki w kształcie kwiatów białej lilii. Tylko sukienka wyłamywała się spośród schematu. Lniany materiał zafarbowany został na błękit, który musiał stracić już trochę koloru przy praniu, wciąż prezentując się porządnie, zupełnie tak, jakby jasny odcień nie był efektem ubocznym noszenia ubrania, a intencjonalnym zabiegiem. Maria starała się dbać o swoje ubrania tak bardzo, jak tylko umiała oraz jeszcze trochę. Nie była przecież na tyle majętna, żeby móc kupić sobie cokolwiek nowego. Jeżeli coś pojawiało się w jej szafie, najczęściej było dziełem jej rąk.
Dziełem jej rąk będzie też wianek. Wszak lepszego dnia może już nie być.
Powróciła do miejsca, w którym dojrzała najwięcej z kwiatów, a przez to i całkiem sporo dziewcząt. Nie pragnęła jednak ścigać się z nimi, walczyć o kwiaty kolorowe, bujne, pstrokate. To nie było w jej naturze, nie powinno więc pojawić się w wianku. Dodawała kwiaty powoli, mimowolnie powracając myślami do ostatniej okazji, gdy było jej dane tak spędzać czas. I przypomniała sobie piknik w Somerset, na który umówiła się z Anne, plecione naprędce kwiaty, które złożyły na skroniach czarnej jak smoła istoty, cierpiącej tak wyraźnie, że owo cierpienie kapało wtedy na nie, nie pozwalając na sekundę spokoju. Dzisiaj jednak nie miała ratować nikogo. Chciała po prostu dopełnić tradycji, gdzieś w środku siebie wierząc, że ktoś mógł skusić się na jej wianek. Nawet bez wpływu kadzideł, może przez to, że taki śmiałek nie od razu rozpozna, kto wypuści na wodę ten kwietny splot.
Och na górze żyta bez liku, połowa już zielona wyjątkowo cichy, nieśmiały śpiew wylał się z jej ust zupełnie niespodziewanie, jakby blondynka zupełnie nie miała nad sobą kontroli. Przynajmniej tyle dobrego, że wobec jej raczej marnych umiejętności, nie karciła nikogo wokół wyciem. Dziewczęta poszły na żniwa, zapomniały sierpadokładała kolejne kwiaty, powoli zaciskając konstrukcję wianka tak, aby nie rozpadła się pod wpływem byle siły. Słowa piosenki przekazała jej kiedyś jej własna babcia, to stara piosenka z okolic Gloucestershire Mama moja wysyła mnie, by zebrać zielone żyto. Ale ja wyrzucę sierp, pognam do chłopaków. Żal mi chłopaka, żal mi go tak, zadepczę sobie buty, by tylko dostrzec jego znakwianek był już gotowy, Maria zdążyła powrócić już nad brzeg jeziora, gdy gdzieś w kącie oka mignęła jej znajoma sylwetka. Chyba nie powinna była zwracać uwagi — to mogło być tylko przywidzenie — ale nie mogła się powstrzymać. Uniosła głowę do góry i to wystarczyło, by mogła rozwiać swoje wątpliwości.
— Lady Margaret — w kilku susach zjawiła się obok damy, witając ją krótkim ukłonem i skinieniem głowy. Były w miejscu publicznym, a przez wzgląd na to Maria starała się trzymać konwenansów, wszelkich zasad wychowawczych, które zdążyła już wchłonąć, byleby swoim zachowaniem nie przynieść wstydu damie. — Nie spodziewałam się, że... lady... — uniosła dłonie trzymające wianek nieco wyżej, zatrzymując się na wysokości klatki piersiowej. — Że tu będziesz — dodała zdecydowanie ciszej, przechylając się odrobinę do przodu, chcąc, aby jej słowa były słyszalne wyłącznie przez damę. Dopiero później odsunęła się, na powrót na stosowny dystans. — Lady wianek z pewnością przyciągnie wielu kawalerów... — westchnęła, choć w jej tonie trudno było szukać nawet iskry zazdrości. Taki był już jej los i nie musiała się okłamywać, że kiedyś będzie inaczej. Każde z nich miało swoje miejsce w drabinie społecznej. A miejsce Marii pozwalało jej na zbiegnięcie do brzegu bez pilnowania ruchu sukienki, bez pilnowania, że jej krawędzie zmoczyły się od wody, gdy najpierw zrzuciwszy z nóg trzewiki, ułożyła wianek na wodzie i pchnęła go, aby śmielej wpłynął na taflę jeziora.
Dopiero wtedy wyprostowała się, spoglądając wprost na lady Burke, zachęcając ją do podejścia bliżej i wypuszczenia wianka na wodę.[bylobrzydkobedzieladnie]


Having dreams means
at times you'll be faced with loneliness
You have to walk an empty path



Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: Jezioro [odnośnik]31.10.23 20:11
Lysandra w swojej sukience wyglądała prześlicznie. Taka młoda, a już tak mądra, wyprzedzająca wiele dzieci w tym samym lub podobnym wieku emocjonalną dojrzałością, wychowana pod opiekuńczym matczynym skrzydłem, najlepszym z najlepszych. Zastanawiała się, czy w ten właśnie sposób wyglądała niegdyś mała Cassandra i czuła się jakby obserwowała nieznaną przeszłość ubraną w inne ciało, zrodzone z tej samej krwi i tej samej sroczej czarności, i uśmiechnęła się do tych myśli mimowolnie, bo oto była przyszłość Mulciberów, ona i Calchas. Jedyni, którzy mogli na tę chwilę ponieść schedę najmłodszego pokolenia. Spojrzenie miękkie od zadowolenia i dumy przesunęła na Cassandrę i kiwnęła głową w zrozumieniu. Przyrzekli sobie z Ramseyem świętość i trwałość, nie potrzeba było do tego wianków i dowodów spisanych letnią tradycją, gdy najważniejsza przysięga okalała ich serca i pieczętowała ich jedność.
- Słusznie. Z naszych wianków ten będzie najpiękniejszy, a czy istnieje ważniejsza męska postać w sercu córki, niż ojciec? - westchnęła łagodnie, Avgustin Mulciber nigdy nie zanurzył się w wodzie po wianek własnej latorośli, na początku twierdził, że była na to za mała, a później umarł Alexei i spojrzenie ojca stało się zimne jak zgliszcza, które pozostawił po sobie ogień trawiący część domu. Zamyśliła się nad tym na chwilę, nim dotarło do niej pytanie Cass, które sprawiło, że spłoniła się lekko, odwracając wzrok. - Obawiam się, że po śmierci Colborna na nikogo już nie czekam - odpowiedziała wymijająco. Goyle bez wahania rzucał się w fale, by być pierwszym przy puszczanych przez nią wiankach, a teraz? Czym była chwila uniesienia, którą przeżyła u boku Igora? Otrzeźwienie nadeszło o poranku, wnętrze sypialni gościnnej przypominało, że mogło dojść do czegoś zatrważającego, co pomimo kadzidlanego upału zdołała ukrócić w zarodku. Pocałunki, dotyk, to było miłe, przyjemne, pojednywało przeszłość z teraźniejszością, lecz gdy wyobrażała sobie jak mocno mogłaby puścić wodze kontroli, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji... Westchnęła, kręcąc głową. - Ten jednak, na którego mogłabym czekać, i tak się nie zjawi - zawyrokowała, zbyt wiele wianków pływało po łagodnej tafli jeziora, wianków ładniejszych od niej, ciekawszych, o mniej ostrawych kantach. Słysząc nawoływanie Lysandry o błękitnych kwiatach, zbliżyła się do kępy niezapominajek, przysłuchując się również cierpliwym, matczynym instrukcjom Vablatsky wobec wyznania Varyi. - W tych mgłach zawsze wydawał mi się tyle niepraktyczny, ile tajemniczy - przytaknęła, tęskniąc dziś do kłębów bieli prześlizgujących się przez ulice i rozmydlających widoczność. Yelena sięgnęła po wskazane przez Małą Srokę rośliny i przesunęła palcami po drobnych kwiatach, uśmiechając się do dziewczynki. - Bystre oko, dziękuję - zwróciła się do Lysy i niespiesznym ruchem oderwała niezapominajki od ziemi, układając je w zgięciu ramienia, gdzie niosła pozostałą część nazbieranych letnich roślin, zielonych, mających stanowić dekorację niźli ognisko uwagi. - Do niedawna kobiety zamężne nie plotły wianków, lecz dziś powrót do tych zwyczajów przez związane przysięgą czarownice cementuje miłość, odnawia ją, daje świeżość. Mężowie po raz kolejny mogą zdobywać swoje wybranki i oddawać im girlandy odebrane wodom - odpowiedziała kuzynce, pochylając się do kolejnych kolorowych wiązek, które mogłaby wpleść do swojej kompozycji. - Czy to zgodne z tradycjami święta? - dodała po chwili, uśmiechając się do niej ciepło i rzucając spojrzenie Cassandrze, w mig nauczą Varyi jak posługiwać się płynną angielszczyzną, one i Lysandra.


The lessons of the fire as we reach for something higher.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 18 +8
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Jezioro [odnośnik]05.11.23 1:00
Wear a crown of flowers on your head, let its roots reach your heart.
4 VIII 1958

Błądził pomiędzy festiwalowymi atrakcjami, jednak w stawianych przez niego pozornie przypadkowo krokach krył się głębszy sens. Szukające spojrzenie brązowych oczu raz jeszcze rozbudziła tęsknota, choć starał się maskować to uczucie, udawać pogoń za rozrywką, co zajmie go chociaż na kilka chwil. Nigdzie nie przystanął dłużej niż kilka minut, w pewnym momencie niepodobnie do siebie ignorując cudze próby poprowadzenia z nim mniej lub bardziej ciekawej dyskusji. Czy łatwo było ujrzeć w nim przejawy zniecierpliwienia? Dawał po sobie jednak poznać desperackie ruchy? Wydawało mu się, że czas umyka mu przez palce, nijak mu nie sprzyjał, ale trzymał w ryzach chęć wyrwania się do przodu biegiem. Pilnował oddechów, mijał kolejne osoby, nie wiedząc gdzie ruszyć. Źródła swojego niepokoju nie odnalazł pomiędzy straganami ani wśród malarzy zgromadzonych na moście, nie sączyła wina na polanie.
Materiał koszuli przylgnął do jego rozgrzanego w słońcu ciała. Na festiwalu wszyscy cieszyli się swobodą, przejawiało się to również w ubiorze, więc Sophos w ostatnich dniach nosił tylko jasne koszule, ciemne spodnie garniturowe i dobierał do tego lekkie mokasyny. Ścieżki nie miały prawa być ubłocone, od dłuższego czasu z nieba nie spadła choćby jednak kropla. Chciał prezentować się młodo, świeżo, dystyngowanie z racji uroku niźli z ubioru, a wszystko po to, aby jak najlepiej wypaść przed nią jedną, to jej zdanie o nim było kluczowe. Tym razem pilnował, aby guziki były zapięte, tylko ten jeden przy kołnierzyku pozostawał luźno, aby mógł oddychać pomimo kumulującego się w podbrzuszu stresu.
Wczorajszego dnia bardziej się wahał, wciąż nie dowierzał, że spotkał ją prawdziwą w stanie błogości, w chwili całkowitej swobody nie tylko samemu zdradzając tęsknotę ostatnich lat, ale również to samo wyznanie otrzymując od niej. Jej obecność zdawała się być wyśnionym marzeniem, lecz nie miał żadnej wątpliwości co do jej realności, czułą bliskość pamiętał bardzo żywo. Pod zamkniętymi powiekami odnajdował barwy, z którymi go zapoznała tamtego wieczora – róż wstydliwego rumieńca, perliste łzy słabości, szmaragd rozmarzonego spojrzenia. Tak oto stworzyła w jego głowie obraz siebie, a całokształt tych pięknych kolorów nawiedził go w postaci snu. Ciało pamiętało gdzie i w jaki sposób było dotykane, opuszki palców piekły od wspomnień miękkiej i gładkiej faktury kobiecej skóry, niewinny splot dłoni poprowadził umysł do śmiałych wyobrażeń. Na dnie jego duszy zawsze czaiło się pragnienie przybierające jej postać, zaczął to dostrzegać wyraźniej, z pełną świadomością znaczenia stojących za tym emocji.
Odnalazł jej sylwetkę, ujrzał ją wędrującą wzdłuż jeziora, ponownie przypominając sobie posągi eterycznych nimf. Jeden szczegół zwrócił jego uwagę natychmiast – jasną głowę zdobiła kwietna korona. Tylko przez przypadek do splecenia roślinnej kompozycji wybrała kwiaty białe, niebieskie i jasnofioletowe? Czy istniał cień szansy, że sięgając po te ostatnie przez jej głowę przemknęła myśl o nim właśnie? Momentalnie serce zabiło mocniej te kilka razy, póki w plątaninę myśli i emocji nie wkradł się niewygodny fakt.
Na jej głowie był wianek.
Długie palce zacisnęły się wręcz boleśnie na okładce skradzionego jej tamtego wieczoru woluminu. Chciał oddać książkę, planował udawać, że niemożność jej przeczytania stała się motywem do poznania obcego języka, więc chciałby ją poprosić o kilka lekcji – nieważne czy rosyjskiego, niemieckiego lub norweskiego. W książce krył się podarek, skryty pomiędzy stronami i miał nadzieję, że przypadnie jej do gustu, prezent był odpowiedzią na jej zamiłowanie do czytelnictwa. Wszystkie plany były już nieważne, bo krew mu zawrzała. Przy jej boku nie było nikogo, żadnego męskiego ramienia gotowego do okazania wsparcia, ale był wianek na jej głowie. Znał tradycję związaną z wyłowieniem go przez adoratora na oczach właścicielki. Kiedy wypuściła swój na wodę? Kto go złowił? Dlaczego nie ruszył nad jezioro prędzej? Jakim cudem wielbiciel opuściłby ją pomimo prawa trwania przy jej boku całą noc?
Nie zauważył kiedy szybkim krokiem pokonał cały dystans, ale natychmiast jego umysł zarejestrował, że znajduje się już tylko trzy kroki od niej. Powinien się przywitać, spytać o jej samopoczucie, zapytać o tamten piękny wieczór, ale w głowie miał tylko szum, skronie pulsowały wściekle z zawiści.
Z kim mam się pojedynkować o twoje względy? – spytał na wydechu, poważnym tonem, nie mogąc przestać spoglądać wprost na nią z jawnym zdenerwowaniem. Czyniła go bezsilnym, ogłupiałym, odbierała zdrowy rozsądek.
Niech szlag trafi wszystkie tradycje! Tak będzie, stanie do pojedynku na różdżki, szpady, a nawet pięści, choć w tej ostatniej formie rywalizacji z góry był na straconej pozycji. Będzie się bił, ale nikomu nie odda przywileju towarzyszenia jej do nastania poranku!
Sophos Bulstrode
Sophos Bulstrode
Zawód : asystent zarządcy kasyna Elizjum
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
we all wear masks
and the time comes when we cannot remove them without
removing some of our own skin
OPCM : 6 +2
UROKI : 4 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej
life is the most exciting bet
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11929-sophos-bulstrode https://www.morsmordre.net/t11944-pygmalion#369278 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f377-hertfordshire-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t11945-skrytka-bankowa-nr-2592#369279 https://www.morsmordre.net/t11942-s-bulstrode#369247
Re: Jezioro [odnośnik]05.11.23 12:44
dla Cassandry, Yeleny i Varyi

Zrywanie kwiatów, tworzenie z nich bukiecików, było czymś co ostatnio ją porywało. W Londynie nie było tyle zielonej przestrzeni, takich połaci łąk, po których mogła swobodnie się przechadzać. Kiedy towarzyszyła Matuli w odwiedzaniu innych ziem, wtedy pozwalały sobie na małe zboczenie z drogi, gdzie mogła nacieszyć się naturą. Z każdym dniem teraz coraz mniej tęskniła za starym domem. Zdarzało się jej szukać w nowych murach znanych jej dźwięków. Zamiast nich, odkrywała nowe, zupełnie jej nie nieznane, ale stające się teraz jej rzeczywistością.
Uczyła się jak żyć w domu pełnym innych osób. Poznawała odgłos ich kroków w korytarzu i na schodach. Wyławiała brzmienie głosu przez ściany. Malowała od nowa swój świat.
-To są chabry, niektórzy mówią na nie bławatki. - Wskazała kwiaty, z delikatnymi płatkami, tworzącymi koronę wokół serca rośliny. Zamyśliła się na chwilę, wyszukiwała w pamięci opisu i znaczenia tego konkretnego kwiatu. -O, pamiętam. Wiążą z wiernością i dobrocią. Ofiarować je to życzyć komuś szczęścia i pomyślności. A tamte to niezapominajki, a tamto… - Zawahała się na chwilę, zmarszczyła nieznacznie brwi -to cykoria podróżnik, ale jej nie zrywaj. Bardzo szybko usycha. - Podzieliła się swoją wiedzą zadowolona, że zapamięta tak istotne informacje. -Może białe? - Uniosła spojrzenie na Yelenę. Miała pomóc cioci Vi, więc oddała się zadaniu z pełną pasją i zaangażowaniem jakim może poszczycić się dziecko nim wejdzie w wiek dorosły i inne sprawy staną się ważniejsze. Widziała jak ciocia Vi jest bardziej zagubiona, jak łapie myśli. Nie umiała tego nazwać, ale czuła, że nie czuje się swobodnie w Anglii. -Zrobić go razem - jeszcze kaleczyła język. Jeszcze wiele jej brakowało do pełnej swobody wypowiedzi, ale nie zrażona tym starała się łączyć dwie tradycje. Tak jak Matula jej powiedziała. Jest Vablatsky i Mulciber, kiedyś, kiedy będzie starsza, nazwie to dwoistością istnienia, ale teraz czuła się dobrze w towarzystwie kobiet. Przyjęła od Matuli kwiat maku, delikatne płatki nieznacznie poruszały się pod wpływem powietrza. Ostrożnie wplotła go w tworzący się wianek, brakowało jednak sporo kwiatów, musiała zerwać więcej. Ruszyła na dalsze poszukiwania, a gdy usłyszała znaczenie, tego którego darowała jej Cassandra spojrzała na nią bystro. -Mała Lady mówiła, że wszystkie kobiety w jej rodzinie nazywa się Makowymi Pannami albo Makowymi Paniami. - Dawno nie widziała córki Edgara Burke, ale przechowywała w pamięci wszystkie ich wspólne spotkania. Kobiety rozprawiały o ważnych sprawach, tak wyczuwała z nut ich głosów. Były smutne, ale otoczone jakąś radością jakiej nie potrafiła nazwać, ani określić. Wiedziała, że wyłowiony wianek był ważnym symbolem, albo nawet złożoną obietnicą. Taką jakiej jeszcze nie była wstanie pojąć do końca. -Co to znaczy, że cementują miłość? - Zapytała kiedy wyłowiła kolejne zdania.


The girl...
... who lost things


Ostatnio zmieniony przez Lysandra Mulciber dnia 05.11.23 12:46, w całości zmieniany 1 raz
Lysandra Mulciber
Lysandra Mulciber
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Jezioro [odnośnik]05.11.23 12:57
| dla Sophosa

Wszystko wokół rozmywało się i budziło na nowo, potrzeba więcej, aby udowodnić mi swoje zaangażowanie. Pożegnawszy się z Primrose, ciche kroki kierowała wokół jeziora, pozwalając sobie odsunąć postrzeganie daleko poza pryzmat codzienności. Mimo całej buty zawartej w rozmowie, z kiełkującą wprost przyjaciółką, myśli powracały do scenerii sprzed kilku dni, spinając kobiece ramiona w przyjemnym poczuciu spełnienia. Nie liczyła na odwrót sytuacji, nie spodziewała się, że rozdrapane rany zagoją się samoczynnie a jego bliskość - o którą najpierw walczyła nastoletnimi prowokacjami, a następnie odrzuciła w odmęt bolesnego porzucenia - stanie się tak naturalna, tak prawdziwa. Był bezpieczeństwem, które kojarzyła z młodzieńczej swawoli, był też osobą, którą w swojej nieznoszącej dezaprobaty, półwilej naturze uznała za pewnik - za mus, który musiała sprowadzić pod swoje władanie. Wtedy, przed laty w kiełkujących uczuciach, pragnęła rozkwitu zauroczenia, ledwie kilka wiosen wcześniej chciała próby powrotu do tego, co dobre, a teraz... teraz chciała go. Chciała decydować i zadecydowała; w przypływie euforii i obecności chłodnej kalkulacji, w gorącu czułego uścisku i chłodzie wody, którą raczyła rozżarzone spotkaniem ciało. Być może był to jedynie kolejny kaprys, a może emocje, które towarzyszyły jej od pierwszych chwil zaistnienia w ciele czegoś więcej niż dziecięcych marzeń - ale nawet jeśli tak miało być, to był wyborem, który niegdyś jej odebrano i odebrać można było ponownie, wsuwając tuż obok pierścienia od babci zapieczętowanie umów handlowych.
Głos wybudził ją z letargu niczym uśpionego na zamszowej kanapie kota. W pierwszym geście zmarszczyła brwi, chwilę później poszukując odpowiedzi na pytanie, które w swojej absurdalności było niezdatnym do przetrawienia. Dopiero dłuższy moment nieruchomości, ciało obrócone w jego stronę i przesunięcie spojrzenia wzdłuż męskiej sylwetki rozbudziło korelacje możliwych scenariuszy i wizji, jakie winny gościć w rysowanym przez nią pejzażu. Nawet w tej scenerii, która roznosiła strzępi maski w boleśnie urwane fragmenty, był perfekcyjne skrojony pod jej własne, trwające od lat oczekiwania. Siedem lat wcześniej współdzielili podobny moment, czyż powinna powrócić do statusu quo swoich ówczesnych poczynań?
Ledwie myśl, jedna i drobna korelacja zdarzeń podsuwały odbywające się niegdyś kroki, wtedy przepełnione dziewczęcym rozkapryszeniem, teraz kierowane głęboką podświadomością własnego efektu, wprost kiełkującego ciągu zdarzeń doprowadzającego do całkowitego jej oddania. Doskonale wiedziała, do czego jest zdolny a zszokowanie wypełzające obślizgłymi mackami na plecy półwili wreszcie nabrało kolorytu - doskonale zrozumiała, jak odebrał rysującą się przed nim scenkę, która w swoim zanadrzu kryła prawdę niezrozumiałą, wprost niespodziewaną dla niezrzeszonych w kobiecej dyspucie osób. Każda dama marzyła przecież o sowitym oddaniu, niepohamowanej walce o jej uwagę i dobre imię, półwile otrzymywały to w mnogości rozsypywanego w męskich umysłach wrażenia, a jednak jego ruch, słowa, stres rysujący się na obkutej z marmuru twarzy - wszystko to sprawiało, że jej własne serce obiło się nerwowo o szranki żeber, wykrzywiając twarz w geście naprzemiennego zdziwienia i smaku obaw.
Płynności nadawała jej naturalna maniera, kiedy łagodnie zminimalizowała barierę przyzwoitości do granicy skrajnej akceptacji. Ledwie krok dzielił sylwetki, gdy uniosła brodę, spoglądając otwarcie na maskę rozzłoszczenia. Nieme przyzwolenie było najgorszym, co mogłaby uczynić, a jednak milczała, wychodząc z otępienia zmysłów spowodowanego skrajnym niezrozumieniem, ale także porównaniami do odległych, przemierzanych wspólnie chwil. Czy byłyby teraz zepchnięty w odmęt zwierzęcej wprost woli walki, gdyby nie czyniła tak co rusz, obdarzając go zwodniczym urokiem kontrolującym rozszarpane nerwy? Ile głupot dokonałby przed laty, gdyby w swojej nieprzyzwoitej naturze nie zapragnęła jego bezpieczeństwa, wpływając na sytuację jako osoba trzecia? Nie mógł dokonać kolejnej, nie, gdy ona była obok.
Schlebia mi twoja wola walki, Sophosie. —  Odrzekła łagodnie, z bliska zauważając kolejne zarysowanie pulsującej na skroni żyły. Szczęka zaostrzyła się ostrzej niż pielęgnująca ją brzytwa, powstrzymała się ledwie sił przed cichą kontemplacją tego widoku, gdy w zielonych oczach ukształtowała się smuga słodkiej niewoli emocji. Dłonie powędrowały do noszonego na głowie trofeum własnych decyzji, kreacja sprzed chwil rozprysła się w drobny mak, aby powrócić ze zdwojoną siłą do upału bijącego od ciała Sophosa. Podarowała mu to, o co chciał walzyć, bowiem doskonale wiedziała, kto miał go złowić. Powzięte w palce, kwieciste struktury uniosła niczym królewski atrybut na wysokość jego głowy, drobnym krokiem i uniesieniem się na palce, pozwalając sobie na ułożenie go i ofiarując mu tym samym ledwie chwilę niepozornej, acz nieodpowiedniej bez odpowiedniego kontekstu bliskości. W całym tym zaplanowanym geście jedną dłonią podparła się o męski bark, odszukując w opuszkach oparcia dla własnego ciała, w istocie jednak karmiąc się dotykiem zarysowywanych mięśni. Druga dłoń poprawiała kwiecistą koronę, czyniąc go tym samym władcą rozkwitającego popołudnia, ale również nocy i poranka.
Nie będziesz walczył tylko o mnie. — Zaczęła spokojnie, szeptem, w międzyczasie układając złożone kwiaty w geście wrodzonego perfekcjonizmu. — Będziesz walczył o mnie i dla mnie. Nie w czczych walkach o chwilę, a w najtrudniejszej walce o wieczność. — Czy tego właśnie chciała? Tym było kreowanie swojej przyszłości, bez zdania się na kapryśny los? Krok sprawił, że odsunęła się od męskiej sylwetki, nie karmiąc go już bliskością skrytą w letniej sukience. Materiał tulił na wpół z przyjemnością, która uraczyła kobiecą twarz subtelnym uśmiechem. Miała wrażenie, że bicie jej serca słychać w trakcie rozszalałych sztormów Atlantyku, oddech natomiast łaskotał niezmiennie rozchylone w rozemocjonowaniu wargi. Ostatni raz zacisnęła opuszki palców na męskim ciele - jakże bliźniaczo do jego własnych poczynań w wyśnionych marach kreujących jej byt ku jego uciesze - aby odsunąć się na bezpieczną odległość, sięgając po maksimum odpowiedzialności, jaką gotowa była nieść, owijając wokół jego zmysłów własne, nikczemne plany. Nie mogła powtórzyć błędu sprzed lat, gdy we własnym rozgoryczeniu straciła ster i zagubiła kurs - teraz trzymała wszystko w ryzach kontroli, daleka delikatności i nieświadomości półwilej młodości, pewna natomiast swoich kroków i otrzymywanego efektu. Nie spodziewała się, nawet przed laty, że dosięgnie zaszczytu sprowadzenia nastoletnich, naiwnych marzeń w odmęty realności, ale w tym właśnie kryła się potęga, którą niosła w lodowatej krwi władców mórz.
Lady Travers, bowiem, była kobietą czynu.
Podaruj mi bezpieczeństwo, a ja w zamian pozostanę z tobą aż do nastania świtu.

| urok półwili: 104


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolk, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego i przyszła kulturoznawczyni
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
rozpalasz ogień, niech płonie,
nie mógłby żaden z nich temu
zapobiec
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Jezioro - Page 14 E05c2be0eb5d233a5a663a41d78332b3
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers

Strona 14 z 16 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15, 16  Next

Jezioro
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach