Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]04.08.21 14:32
First topic message reminder :

Salon

Każdy kto znał Bathildę Bagshot wiedział, że jej dom mieścił w sobie niewyobrażalną ilość książek. Każdy regał, każdy kąt obudowany był rzędem półek z woluminami. Niektóre z nich były magiczne — nie dało się ich otworzyć i przeczytać, umykały niegodnym kartkowania stron osobom, by na koniec każdemu kto nie zna się na literaturze zatrzasnąć się na nosie. Pokój jest duży i przestronny. Mieści się w nim zielona, welurowa kanapa, i dwa niedopasowane do niej fotele naprzeciw kominka, w którym od dawna nie trzaskał ogień.  Na ścianach pokoju widnieją obrazy przedstawiające ukochanego kota Ptysia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon [odnośnik]10.03.22 12:12
Nie znała głosu, który powitał ich w drzwiach, a skoro go nie znała, mógł należeć do każdego. Do nowo przyjętego strażnika w Tower, chcącego sprawdzić się w swoich obowiązkach z wigorem i ambicją świeżego narybku. Do szmalcownika czającego się w cieniach, za plecami chowającego rozstawioną pułapkę. Może gdyby jej strach był racjonalny, a nie wywodzący się z pęczniejących ropą ran traumy psychicznej, ukoiłaby go pierwsza myśl o tym, że Marcel nie zaufałby nikomu takiemu, że nie przyprowadziłby ich do miejsca, w którym oczekiwało zło, a już tym bardziej nie zrobiłby tego feniks. Tyle że ledwo przytomna Celine nie mogła jeszcze prowadzić rozważań w ten sposób; sine z zimna wargi drżały w niekontrolowanej sekwencji rezonansu, wciąż mokre ubrania lepiły się do ciała, odsłoniwszy niezdrowo chude kończyny, a umysł przepełniała trwoga raz po raz rozganiana wspomnieniami uroczego chłopca ze skrzypcami, oraz dźwięk głosu Carringtona, który wydarł je obie z paszczy złego smoka. - Kto to? - spytała Marcela cichutko, lękliwie, na obecność Thomasa, w domu spowitym nocą niezdolna dostrzec jego twarzy. Miękkość kanapy okazała się niekomfortowa. Przyzwyczajona do wręcz spartańskich warunków Celine - choć niektórzy twierdzili, że fakt posiadanego materacu, starego, zatęchłego i brudnego, stawiał ją w czołówce luksusów dostępnych w więzieniu - poczuła ból, promieniował od wyziębionego ciała wzdłuż kręgosłupa, wyrywał z ust prawie niedosłyszalne jęknięcie, ale nie oponowała, poruszona tylko kolejnym ciężarem, pod którym ugięło się siedzisko. Nie wiedziała kto usiadł obok. Percepcja jej zmysłów wciąż była trefna, ale zanim w odruchu spłoszonej sarny spróbowała resztkami sił czmychnąć do boku, Leonie ułożyła na niej koc. Jak się czujesz, Celine? - Czarny k-kot w kotle grzęźnie, co z ciemności... dziś wypełznie? - kolejna mantra, szeptała ją do siebie prawie nieświadomie w komforcie tego, co w ostatnim czasie stało się znajome; powtarzała słowa więźnia z celi obok, które czasem docierały do niej jak przez mgłę, bo z ciemności w Tower wypełzało coś zawsze. Człowiek albo insekt. Brud albo zimno. - Z-zimno mi - wreszcie odpowiedziała Marcelowi, chociaż wciąż brzmiała półprzytomnie, pozwoliła, by powieki opadły w dół, ociężałe. - James? - wyobraźnia płatała figle, mogła robić to i teraz, imitując głos znajomego grajka - jednak nie zdążyła zakołatać się w niej nadzieja, kiedy nagła fala paniki uderzyła znienacka w zmęczony umysł i oczy znów otwarły się gwałtownie, a mięśnie spięły do bólu. - Światło, proszę, ś... ś... zapalcie światło... - tym razem jej głos rozbrzmiał wyraźniej, panicznie i błagalnie, już prawie płaczliwie, a oddech przyspieszył. Poczuła krew? Tak blisko? Trudno było stwierdzić, zapewne sama Celine nie była świadoma co sprawiło, że tak mocno struchlała, mimo deklaracji Marcela o tym, że było tu bezpiecznie. Ale jeśli tak, czemu wciąż było ciemno? Co przed nią chowano?


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Salon [odnośnik]10.03.22 12:25
Oczywiście, że jego zmęczenie nie pomagało mu w rzuceniu tak banalnych zaklęć. Zaklął zaraz pod nosem zirytowany. Niewiele było widać w domu, bo w końcu nikt normalny nie sypiał przy zapalonych świecach, których nie mieli wiele, ani tym bardziej przy lumos, bo i po co? A i na dzisiejsze nocne niebo wyglądało wyraźnie inaczej, bez gwiazd i bez księżyca, wszystko utrudniając.
Kiedy usłyszał o schronieniu, zamykając za Marcelem drzwi, wręcz od razu ruszył w kierunku kuchni, oświetlając sobie samemu drogę lumos. Nie miał siły dyskutować... A z drugiej strony może czuł się nieco w obowiązku po tym co go spotkało zaraz początkiem marca? No i nie wyrzuciłby Marcela z domu. Raczej. Nie był pewny, co miało miejsce i dlaczego te dwie panny potrzebowały schronienia, ale chyba nawet nie przejmował się tym tak bardzo, aby zapytać. Nie chciał się tym przejmować, to nie były w końcu jego problemy. A przynajmniej chciał w to wierzyć, że nie musiał znać dokładnej przyczyny.
Zaraz zagotował wodę i do jakiegoś dzbanuszka pamiętającego jeszcze czasy właścicielki domu, nasypał herbaty, zalał wszystko wrzątkiem. Kubki na tackę, zaraz też sięgnął do innej szafki po skryte tam jabłka, które pamiętał że przyniósł kilka dni temu. Pokroił dwa z nich w plastry i na pół, układając na talerzyku. Ostatecznie również chwycił jakąś butelkę, w której był prawie pewny, że powinien znajdować się jakiś alkohol, oraz szmatkę dla Marcela.
Zawahał się, widząc jednak bogatość tacki, a po tym pierw skierował różdżkę w kierunku salonu. Potrzebował jakiegoś światła, bo przecież nie mógł iść na oślep - znaczy, mógł, ale przy kocie i śpiącej gdzieś w kuchni kurze, dodatkowo przy pełnej tacce z wrzątkiem było to raczej nierozsądne. I nawet jeśli nie słynął z rozsądności, wolał się nie przewrócić.
- Lumos Maxima. Lumos Maxima... - rzucił dwa razy, mając szczerą nadzieję, że tym razem kula światła zawita w salonie - lub nawet i dwie. A kiedy rzucał tutaj, nie było obawy, że ktoś usłyszy jeśli znów mu nie wyjdzie.
Po tym już odłożył różdżkę do kieszeni, zebrał się z tacką, kierując do salonu i wszystko ustalając na stoliku nieopodal kanapy.

| Herbata Jamesa, tak samo jak alko, więc niech zdecyduje czy to bimber, czy co innego, bo chyba nie mamy spirytusu czystego. Udane rzuty były tutaj.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 9 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Salon [odnośnik]10.03.22 12:43
Odprowadził wzrokiem ginące w ciemności sylwetki; czując jak po plecach przebiega mu dreszcz niepokoju. Nigdy nie odmówiłby Marcelowi pomocy, ale wierzył także w jego trzeźwą ocenę sytuacji — nie naraziłby ani Eve ani Sheili na niebezpieczeństwo. Odpowiadał sam sobie na kotłujące się w jego głowie pytania, raz po raz zerkając w stronę schodów. Obiecał mu pomóc, ale przecież nigdy nie ściągnąłby im na głowę żadnego pościgu. I wtedy wypowiedział to imię, zdrobniałe i z troską. Rozpłatał dłonie na piersi, opuszczając je wzdłuż ciała, ale nic nie powiedział, mocniej zmarszczył brwi. Dopiero kiedy światło rozlało się po salonie i korytarzu i zobaczył jasne włosy leżącej na sobie dziewczyny. Wyglądała jak Celina. Ale to niemożliwe.
— Co? Ale... Jak... — wydukał; jej głos wypowiadający jego imię. Jeszcze nie do końca to do niego dotarło. Spojrzał na Marcela i podszedł kilka kroków do sofy, by upewnić się, że mu się nie przesłyszało. Myślał, że nie żyje. Cornelius mu tak powiedział. Powiedział, że ją stracili w Tower, podobnie jak Hagrida. Stanął przy sofie i poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy; serce zgubiło swój rytm. Kiedy na nią spojrzał, kompletnie nie wiedząc co się dzieje, poczuł, że na moment przestał oddychać. To naprawdę była ona. — Celine? — wyrzucił z siebie na wydechu kucając przy sofie, tuż obok przyjaciela. Patrzył na nią jeszcze chwilę, zdezorientowany, skołowany, a potem niechętnie oderwał od niej wzrok, by odszukać spojrzenia blondyna. Wiedział, że to, co mu powiedział go zabolało, skrzywdziło. Nie miał pojęcia, że jego ojciec był takim podłym kłamcą, oszustem. — Ty żyjesz... To... Tak dobrze cię widzieć — dodał, powróciwszy do niej spojrzenie, zaraz odwracając się do drugiej z dziewczyn. Nie znał jej, nie kojarzył także. Była piękna. Potworne piękna. Wstał, spoglądając na Thomasa z tacą. Zaaferowany obecnością dziewczyny nie spostrzegł nawet rany Marcela. — Ekhm, mamy coś do jedzenia. Jakieś koce. — Ruszył się z miejsca, by znaleźć w korytarzu, tam w szafie były jeszcze koce przyniesione przez ich przyjaciół na sylwestra. Wziął dwa, jeden podał towarzyszce Celiny, na dłużej zatrzymując na niej wzrok, drugi ułożył na kolanach Lovegood, jakby ten jeden to było zbyt mało. Zaraz potem ruszył do kuchni, by wyciągnąć z szafki resztę bochenka chleba, który mieli, słoik wiśniowych konfitur, który zdobył specjalnie dla Eve, nóż, wrócił z tym do salonu, by położyć obok jabłek przynisonycrh przez brata. — Musicie coś zjeść.— Słowa rzucone w przestrzeń, nie wiedział nawet do kogo właściwie je kieruje, nie był świadom swojego nagłego zaaferowania. Dopiero po chwili znów dostrzegł Marcela. — Co się stało?— powtórzył, tym razem zerkając na jego ranę.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Salon [odnośnik]10.03.22 12:45
- Thomas - odpowiedział, kiedy zapytała o obecność starszego Doe. - Brat Jamesa - Nie zamierzał, nie miał powodów niczego przed nią ukrywać. Jego oczy odnalazły oczy samego Thomasa, kiedy wypowiadał te słowa, rzucone przez niego zaklęcia oświetliły pokój. Celine wciąż majaczyła. Nie rozumiał sensu jej rymowanek, próbował dotrzeć do niej podobną drogą - bezskutecznie. - Już dobrze - odpowiedział cicho, gdy powiedziała o zimnie, musiała odpocząć. Wiele przeszła i pokonała długą drogę. - Macie drewno? Do kominka? - zapytał, spoglądając na Jamesa, od ognia byłoby cieplej.
Kiedy wrócił od nich Thomas, odebrał od niego butelkę. Spojrzał na Jamesa, kiedy kucnął obok, ale nie powiedział nic - zalał alkoholem ranę, sycząc z bólu, urywaną chwilę poświęcając się tylko odczuwaniu tego bólu.
- To Leonie - przedstawił drugą z dziewcząt, kiedy James wręczył jej koc. Przyjęła go z wdzięcznością, kiwając głową. - I Celine - dodał, unosząc wzrok na Thomasa. Przytaknął głową przyjacielowi, kiedy zwrócił im uwagę na jedzenie, Leonie uśmiechnęła się niepewnie do nich obu. - A to James i Thomas, moi przyjaciele. Możecie im zaufać. Nic wam tutaj nie grozi - powtórzył, kolejny raz, bo wiedział. Wiedział, że James nie odmówi.
- Sam chciałbym wiedzieć - odpowiedział szczerze na słowa przyjaciela, oglądając się przez ramię na Celine. Pociągnął łyk z trzymanej butelki, rana bolała jak cholera. - Chyba... chyba znalazłem się na smyczy handlarzy ludźmi, Jimmy - wyznał ze zrezygnowaniem, przez jego twarz przemknął niezadowolony grymas, dłoń nerwowo wsunęła się we włosy. Pociągnął jeszcze jeden łyk, większy, nim oddał butelkę Jamesowi. Adrenalina opadała, dopiero teraz zaczynał sobie z tego wszystkiego zdawać sprawę. Mógł mówić swobodnie przy dziewczynach - przecież o wszystkim wiedziały najlepiej. - Sam się do nich przyczepiłem - Był zły na siebie. Naraził Sheilę. Nie chciał nawet myśleć o tym, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie Uszatek. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. - I chyba coś im ukradłem zamiast zrobić to, czego ode mnie chcieli - dodał, przenosząc spojrzenie na Leonie. - Ktoś mi pomógł, nie będą ich szukać - dodał, odnajdując wzrokiem Jamesa. Znacząco, enigmatyczny ktoś przestał być dla niego tajemnicą. Leonie nie ma dokumentów, a Celine... ją zabrali... sam wiesz skąd - Nie chciał tego wspominać przy niej. Opowieść Celine mogłaby rzucić na to więcej światła, ale nie chciał jej o to pytać. Nie teraz, kiedy była w takim stanie i nie teraz, kiedy była wśród ludzi, których nawet nie znała. Potrzebowała odpoczynku. - Muszą tu zostać na jakiś czas - dodał, nie odejmując wzroku od twarzy przyjaciela, bez napięcia. Wiedział, że się zgodzi, dlatego nie pytał.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Salon [odnośnik]10.03.22 13:12
Prosiła o światło i dzięki Thomasowi dokładnie to rozbłysło w salonie, ale wciąż nie była do niego przyzwyczajona. Bolało. Zbyt jasne, zbyt intensywne, wydusiło z kącików oczu kolejne bezwolne łzy, które półwila otarła tuż po tym, jak zacisnęła powieki, kuriozalnie usiłując odgrodzić się od migotania, od kalejdoskopowych brylancików wślizgujących się pod rzęsy, do środka, do ciemności, w której przyzwyczajała się powoli do ponownego widzenia. To dawało jednak przestrzeń na oddech. Wzbierająca w niej panika nie odnalazła ujścia, jej istnienie rozmyło się jakby, gdy przez kilka następnych minut tkwiła sama ze sobą, oderwana od rzeczywistości, choć tak bardzo pragnąca być jej częścią - żeby upewnić się, że to wszystko było prawdą. Że mogłaby znów zaufać.
Kiedy na nowo otwarła oczy, zobaczyła przed sobą rozmazaną twarz Jamesa, złożoną z niewyraźnych, lecz znajomych kształtów, nie odszedł, nie zniknął, był tu jak deklarował Marcel; wątła ręka sięgnęła w jego kierunku, z trudem przecinając powietrze, mozolnie, bo każdy gest kosztował zbyt wiele energii, ale nie dotknęła go, zamiast tego cofając dłoń w ostatnim momencie. Jeśli to sen, nie chciała go mącić. Jeśli to kłamstwo, niech trwa wiecznie. - James... - powtórzyła cicho jego imię, łagodniej, smakowało słodko na języku, w porównaniu do kolejnego, które z trudem, niepewnością i niepokojem przywołała do zwichrowanej pamięci. - Thomas... - i Marcel, i Leonie, i Celine, i Eve gdzieś na piętrze, wciąż owiana mgiełką nieistnienia. Gdzie byli? Nie rozpoznawała ścian tego domu, meble wydawały się leciwe ale zadbane, właściwie wszystko, co następowało po Tower było dla niej zadbane. - Handlarzy? - zmąconym pytaniem, nie dość przytomnym wzrokiem dojrzała Carringtona, przecież nie wiedziała dokąd jedzie, do kogo, ani kim był elegancko ubrany mężczyzna, który tamtego dnia zjawił się w jej celi. Gdzie miała trafić, po co? - Ty... Marcel, ciebie boli - ręka znów zabolała kiedy podniosła ją w kierunku zakrwawionych spodni, rozcięciem ujawniających ranę, której nabawił się przy skoku z okna. Tyle dla nich zrobił, dla nich obu, w Parszywym też próbował ich uratować i choć nie była tego świadoma, pomógł wtedy przynajmniej jednej osobie. A teraz krwawił. Pogrążona w letargu chorowitej mizerności nie mogła zrobić wiele, chciałaby, ale nie mogła - jedynie wskazała na obrażenie wyciągniętym ku niemu palcem, chcąc w ten wręcz anemiczny sposób zwrócić uwagę, że krwawić nie powinien.
Kwestię jedzenia zbyła delikatnym, prawie już bezsilnym pokręceniem głową; może i żołądek zareagował inaczej, ale półwila nie chciała jeść, nie chciała wypełniać pustki, nie chciała, bała się, przekonana, że gdy tylko chwyci w palce coś innego niż suchy chleb albo kawałki rozgotowanych ziemniaków, ktoś przyjdzie ją za to ukarać; kolejny strażnik. - Gdzie jest tu? - jej szept stawał się coraz gorzej słyszalny, Celine oparła bok głowy o siedzenie kanapy i zamknęła oczy, oddychając głęboko. Nie bój się, Sallow tu nie trafi. Sallow tu nie przyjdzie. Sallow nie przyprowadzi tu magicznej policji. - Hagrid... I Philippa, i Rain... - co stało się z nimi?


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Salon [odnośnik]10.03.22 13:12
Spojrzał zaskoczony na poruszenie brata, ale go nie skomentował, zerkając po chwili pierw na Leonie, a później na Celinę. Zatrzymał na dłużej wzrok na obu, powoli kładąc tackę na pobliskim stoliku i nalewając do kubków nieco herbaty. Pierw jeden z nich podał Leonie, która zdawała się być w o wiele lepszym stanie niż ta druga...
- Rozgrzeje was - rzucił spokojnie, już chcąc nalać do drugiego kubka porcję dla Celiny, kiedy usłyszał słowa Marcela.
Handlarzy ludźmi.
Od razu wbił w niego wzrok. Gdzie? Ilu? Strażnicy czy jeszcze inni? Czy to było ich stałe zajęcie? Po co? Co z nimi... gdzie ci wszyscy...
Jak wielu ludzi zamordowali, sprzedali? Czy Marcel był w Lancashire? Nie, nie wydawało mu się, żeby po tym co się zadziało wtedy w podziemiach, oni wszyscy nie zmienili swojej kryjówki. Chociaż co dokładnie się tam tak naprawdę zadziało? Jak wiele wiedzieli, że oni wiedzą? Czy byli w stanie się dowiedzieć jakie informacje miał Zakon?
- Gdzie? Kogo? Pamiętasz imiona, twarze? - zapytał zaraz, nie wiedząc nawet samemu co miałby zrobić z takimi informacjami. Już raz ich spotkał, choć pewnie innych, którzy próbowali sprzedać niewinne dzieci. Nie pamiętał wiele, a jednocześnie mierziło go na samą myśl, że to się działo na porządku dziennym.
Poczuł jak mu się żołądek ściska, kiedy znów przeniósł wzrok na Celine. CELINE! Czy to o nią wtedy pytał Marcel? Czy to ona..?
Im bardziej się jej przyglądał tym bardziej widział jak wyraźnie światło ją drażni. Co jej robili wtedy w tej celi?
Wrócił wzrokiem zaraz do dzbanka, nalewając do kubka ciepłej herbaty i podsuwając też obok Marcela, żeby się poczęstował. Kolejny kubek wypełniony ciepłą herbatą skierował do Celiny.
- Dasz radę utrzymać? Jest ciepłe... Powinnaś się trochę napić - powiedział spokojnie. - Dolina Godryka, daleko od Londynu i daleko od złego, i od złych ludzi też daleko. Nikt tutaj nie przyjdzie - odpowiedział cicho, jakby bojąc się że spłoszy dziewczynę swoim głosem, próbując ją uspokoić i może nieco zapewnić o bezpieczeństwie - chociaż nie był w stanie jej niczego zagwarantować przecież.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 9 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Salon [odnośnik]12.03.22 20:57
Obserwował dziewczyny przez chwilę, a później przyjaciela w milczeniu, dopóki nie spytał o drewno. Spojrzał na Thomasa, kiedy zaproponował, że rozgrzeje dziewczyny. Pokiwał głową, nie odzywając się więcej. Wyszedł na tył, na ogród, wsunąwszy tylko buty Thomasa po drodze, bo napatoczyły mu się z tamtej strony i wyszedł na odwrót. Nie ubierał kurtki, zimne powietrze miało mu przynieść ulgę. Obudzić go do końca. To był dziwny sen, prawda? Celina była wciąż martwa. Denerwował się, ale nie wiedział dlaczego. Czuł tylko to podskórne mrowienie w okolicy żołądka. Wrócił z drewnem na opał, w kominku już dawno wygasło. Poukładał rąbane przez nich ostatnio pniaczki, a później chwycił różdżkę. — Incendio — szepnął, kierując kraniec różdżki w kilka pomiętych stron Walczącego Maga. Leonie i Celine. Celine i Leonie. Wrócił do nich, wbijając wzrok w ziemię.
— Co o tobie wiedzą? — spytał; dane tych ludzi nie interesowały go aż tak. Obchodziło go, czy i co groziło Marcelowi. Wyrwał tym ludziom z rak dwie piękne dziewczyny. Ktoś je kupił, albo zamierzał. — Musimy pogadać. Ale nie tu i nie teraz — mruknął, spoglądając na Marcela, a później na Thomasa. Ci ludzie stracili dziś dużo pieniędzy, a coś w kościach podpowiadało mu już teraz, że Marcel na tym nie poprzestanie. Będzie chciał iść znowu tam gdzie był. Jeśli był choć cień szansy na to, że sytuacja się powtórzy i uratuje jeszcze kogoś, wróci tam. Znał go na tyle, by nie pytać.
Odebrał butelkę od Marcela i upił łyk, a później oddał ją bratu. — Nie mamy za wiele, ale pare ciepłych ubrań się pewnie znajdzie. Sheila i Eve śpią — te słowa skierował do Marcela. Nie żalił się jednak bardziej; jakoś im to wytłumaczą. Thomas to zrobi. Zrzuci całą winę na niego w razie kłopotów.
Zatrzymał spojrzenie Marcela, rozumiejąc chyba jego zaszyfrowane wiadomości. Nabrał powietrza w płuca, pokiwał głową.
— Nic wam tu nie grozi. Na dom nałożone są pułapki, spec od zabezpieczeń Gringotta o to zadbał — zwrócił się do nich, chcąc je uspokoić. Nie było powodu, by nie ufał Steffenowi. Napewno zrobił kawał dobrej roboty przed sylwestrem. Spojrzał na dziewczyny znów, a później na Marcela, przypominając sobie o jego ranie. Przypomniał sobie także o Eve. — Moment — mruknął, po czym powoli ruszył na górę. Zaszedł do sypialni, gdzie spała. Podszedł do łóżka i pochylił się nad nią, budząc ją delikatnie.
— Marcel jest ranny, pomożesz mu? — Trzeba to było jakoś owinąć, napewno miały swoje sposoby. Był jednym z nich, był ich bratem. Nie mógł tego zrobić sam. — Przyprowadził ze sobą... dwie... eee, osoby. Pomógł im, ale, ee opowie ci sam. — Zakończył, prostując się. Trzymał już w rękach długi sweter dla niej.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 0:21
- Nic mi nie jest - odpowiedział, kiedy się do niego zwróciła; jego ból był niczym w porównaniu do tego, co przeszła przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące. Martwił się o nią. Półsen, w którym wciąż trwała, wcale się nie kończył. Musiała odpocząć. Wyspać się. Przeniosł spojrzenie na Thomasa, mówił jej, że zmierzają do Doliny. Nie pamiętała. Gubiła sie w plątninie myśli. W ich chaosie. W bólu. Jak wiele musiała przejsć? Jak bardzo ją tam skrzywdzili? Nie miał odwagi zapytać, takie słowa mogłyby ją tylko zranić. Nie odwrócił się w jej stronę, kiedy wspomniała trzy imiona. - Później ich poszukamy - odpowiedział, po chwili milczenia. Hagrid z pewnością był już martwy. Philippy i Rain nikt nie widział od tak dawna, że wydawało się, że spotkał je podobny los. Czy dobrze zrobił okłamując ją? A czy miał inne wyjście? Była teraz zbyt krucha na druzgoczącą prawdę. Przeniósł spojrzenie na Thomasa, kiedy dopytywał o szczegóły i dłuższą chwilę wpatrywał się w jego oczy. Dlaczego o to pytał?
- Z nimi też zadarłeś? - zapytał, właściwie bez zaskoczenia. Nie ciągnął tematu, jeśli Thomas chciał usłyszeć odpowiedź na którekolwiek z tych pytań, Marcel musiał najpierw wiedzieć, dlaczego go to interesowało. Odebrał od niego kubek z herbatą. Zmarzł w trakcie podróży, upił łyk. James też pytał o szczegóły - Marcel jedynie skinął głową na jego dalsze słowa. Nie tu i nie teraz. Nie przy Celine. Nie przy Leonie. Miał przecież racje, mieli coś jeszcze do zrobienia. Przeniósł wzrok na ogień w kominku, płomienie dawały przyjemne ciepło. James odszedł,  a on przypomniał sobie, że wciąż miał coś w kieszeni, dokumenty Sheili. Spała, nie chciał jej budzić.
- Będę się zwijać, Thomas. Pożyczysz mi miotłę? Nie mam dużo czasu, muszę znaleźć ojca Leonie. - Zanim będzie za późno. - Zabiorę cię do niego, jak tylko odzyskam twoje dokumenty - obiecał przytomniejszej dziewczynie. - Zostaniesz tu, Celia? - zapytał, zwracając się do przyjaciółki, znała tutaj tylko Jamesa, ale znajdowała się wśród życzliwych ludzi. - Przyjdę jutro, obiecuję - dodał, bez zawahania, średnio też zainteresowany reakcją gospodarzy tego miejsca.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 0:25
Ogień zapłonął w kominku w momencie gdy przyjmowała filiżankę od Thomasa, wciąż niepewna, płochliwa, jakby w każdej chwili zza kanapy miał wyłonić się strażnik z różdżką skierowaną w jej stronę, z zaklęciem formującym się na ustach wykrzywionych w podłym uśmiechu. - Dziękuję - odpowiedziała młodzieńcowi przytłumioną melodią, ujmując w palce kolorowe naczynie, od którego biło tak wdzięczne ciepło. Herbata nie była gorąca, nie parzyła, kiedy ostatnim razem piła coś podobnego? Pewnie jeszcze u Blacków, rodziny, której służyła z oddaniem podobnym uzależnieniu, a która nie odpowiedziała na błagalny list dostarczany przez więzienną sowę; zostawili ją na pastwę losu, wierząc w kłamstwa okrutnego Corneliusa Sallowa, który nie dość, że doprowadził jej ojca do stracenia, to zagroził również niewinnym przyjaciołom. Samo wspomnienie sprawiło, że zadrżała w strachu. - Ale nie m-mogę tego wypić, to szkodzi... - wyznała szeptem, jakby w konspiracji, zdradzając Thomasowi sekret. Przecież w pociągu poczuła się tak sennie po zmodyfikowanym, obrzydliwym specyfiku, tak źle, świat kołysał się wokół niej w tańcu pozbawionym harmonii, robił to nawet teraz, na szczęście już tylko odrobinę, kiedy wykonywała jakiekolwiek ruchy. A mimo zdrowego - niezdrowego - rozsądku: uwierzyła mu. Że tu jest bezpiecznie. W Dolinie żyli dobrzy ludzie, tyle pamiętała półwila, przyciągająca ku sobie kubek, który oparła o tors, jednocześnie podciągając nieco kolana na siedzeniu kanapy. Chciała się skulić jak mysz, na wszelki wypadek wtopić się w tło, jeśli słowa Thomasa i Marcela okazałyby się nieprawdą - ale przypłaciła to kolejną falą niemocy, oczy cały czas mając zamknięte. Skinęła tylko głową na pytanie Marcela, nie tyle apatyczna, co bujająca się na granicy snu i wymuszonej przez traumę czujności. - Wrócisz? Prawdziwy? - zapytała cicho, mimo zapowiedzi, że zjawi się tu następnego dnia. Wróć, proszę. Namacalny, z krwi i kości, nie będący jedynie wytworem delirium, by tańczyć z nią w chorobie. Ledwie zdążyła znów mieć go przy sobie, gdy on deklarował, że zniknie, odleci na miotle w kierunku gwieździstego nieba nie wiadomo dokąd, żeby odnaleźć nie wiadomo kogo. Dobry, waleczny chłopiec. Ciepło, które czuła - dochodziło z buchającego w kominku ognia, herbaty czy może z obezwładniającego wzruszenia? - Nie mów im prawdy, oni i t-ak nie słuchają - dodała, kto nie słuchał, jakiej prawdy? Majaczące słowa lawirowały wokół wciąż świeżych wspomnień wyrytych na delikatnej psychice pasmem blizn; nieważne ile razy powtarzała płacząc, że nie należała do grona rebeliantów mających za zadanie narazić Corneliusa Sallowa na cierpienie, nikt jej nie wierzył. - James? - nie było go, ruszył na piętro, została sama z Marcelem, Leonie i Thomasem, a kubek niebezpiecznie przechylił się w zmęczonych dłoniach; nie wiedziała nawet dlaczego wymówiła jego imię, ba, nie wiedziała, że to w ogóle zrobiła.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 0:27
Nie do końca rozumiał słowa Celiny i co oznaczały, ale miał zamiar traktować je jak pewnego rodzaju grę.
- Jedna szkodzi, druga pomaga, a trzecia pokazuje jak tańczyć z motylami - odpowiedział dość cicho z wyuczonym uśmiechem, jakby rozmawiał teraz z jakimś dzieckiem czy opowiadał znów bajkę w tłumie.
Sam nie był pewny dlaczego zainteresowało go to w tak żywy sposób. Po prostu był zły na samą myśl, że to znowu miało miejsce - że nigdy się nie skończyło, nie przerwało. A może był zły na to czego doświadczył? Był mordercą przez to wszystko? Przez nich... Jeśli mówił wtedy prawdę. Wydawało mu się to absurdalne, bo przecież nie był mordercą.
- Może, a może nie. Pieprzone całe... - zawahał się przede słowem Tower, zerkając w stronę Celiny. Nie był pewny czy powinien o tym wspominać, widząc to w jakim była stanie. - Strażnicy cel to robią. Sprzedają dzieci - rzucił po romsku, powoli tak jak praktycznie nie mówił do Marcela. Ale teraz przecież zależało mu na tym, aby zrozumiał, a jednocześnie żeby te które się tutaj znajdywały, nie przeraziły się za bardzo.
Co miałby zrobić z tą wiadomością, kim byli tamci ludzie? Nie był w stanie, nie tak do końca. Już raz stanął z nimi twarzą w twarz, i jeśli to o czym mówił było prawdą, zawiódł po całej linii.
Chociaż z drugiej strony, co miałby do stracenia teraz? Gdyby spróbował ich znaleźć, nawet jeśli teraz bez konkretnego celu; gdyby spróbował w jakiś sposób im uprzykrzyć życie...
- Bierz miotłę, zajmiemy się nimi. Nie potrzebujesz pomocy z tą raną na pewno..? James pewnie poszedł po Eve lub Sheilę... - powiedział, w tym samym czasie sięgając dłonią do kubka Celine. Nie zabrał go z jej dłoń, ale jedynie podtrzymał tak, aby nie oblała się jego zawartością. Zaraz po tym, delikatnym ruchem poprawił na niej koc.
- Jimmy zaraz przyjdzie. Teraz jestem tutaj ja, Tom, dobrze? Czegoś potrzebujesz Celine? - zapytał cicho, nie będąc pewnym dlaczego wolała jego brata, ale widząc jak powoli usypia. Cóż, śpiącymi było łatwiej się zająć.
Przeniósł też spojrzenie na Leonie. - Zaraz ci zorganizujemy miejsce do spania też, na pewno jesteś zmęczona, a kęs późno. Jakbyś czegoś potrzebowała to też wołaj od razu... Na górze mamy jeszcze jakiś wolny pokój, ale możesz też spać tutaj jeśli wolisz - powiedział spokojnie, wciąż cicho, tak aby nie zbudzić za bardzo zasypiającej Celine.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 9 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 17:36
Nie obudził jej hałas za oknem sprzed kilkunastu minut. Nie obudził brak obecności drugiej osoby w łóżku, chociaż to zwykle sprawiało, że spała gorzej i tym razem wcale nie było inaczej. Zmęczenie ostatnich dni sprawiało, że stała się obojętna na to, co miało miejsce w otoczeniu. Ciężko było jednak zignorować, kiedy ktoś bezpośrednio cię budzi. Mruknęła marudnie, próbując odsunąć się od Jamesa.- Odczep się, Jimmy.- burknęła niewyraźnie, dając wydźwięk drażliwości, która od paru dni dominowała w jej humorze.- Jest środek nocy? – spytała, kiedy zerknęła krótko w jego stronę, a wszystko spowijała ciemność. Ukryła na moment twarz w poduszce, nadal niechętna, aby podnieść się.- Wyślij go do jakiegoś uzdrowiciela.- rzuciła na wzmiankę o Marcelu, ale mimo to usiadła. Przyswajała resztę informacji, niekoniecznie uważając je za interesujące, nadal tkwiąc w półśnie. Wzdrygnęła się, kiedy odrzuciła koc, a rozgrzana skóra skonfrontowała się z zimnym powietrzem. Nałożyła porzuconą na krześle sukienkę, zaraz zabierając od Jamesa również sweter. Lepiej, aby Marcelowi odcięło pół nogi albo ręki znów, bo jeśli wstawała do jakiejś drobnej ranki z którą mógł sobie radzić... to pierwsza ofiara jej złości była już oczywista.
Zeszła na dół, otulając się mocniej ciepłym materiałem. Słyszała dobiegające z salonu głosy; Thomas i Marcel oraz jeszcze jeden damski. Przystanęła w wejściu, prześlizgując spojrzeniem po zebranych.- Cześć, Marcel.- podeszła bliżej bez pośpiechu.- W co się wpakowałeś tym razem... i kim są One? – spytała. Miała na końcu języka bardziej cięte pytanie, ale powstrzymała się.- Pokaż, co sobie zrobiłeś.- dodała.- W łazience powinno być jeszcze coś, co nada się na opatrunek. Jakaś resztka bandaża, może gaza.- obejrzała się na Thomasa i Jamesa, nawet nie prosząc któregoś, aby się po to pofatygował, a wręcz wymagając reakcji. Przy tych dwóch nauczyła się, że prośby nie skutkowały. W międzyczasie przetarła lekko oczy i skupiła na moment swoją uwagę na Celine, później na drugiej dziewczynie oraz na tym, co chłopaki przynieśli nieznajomym panną.- Cześć.- rzuciła w końcu do obu z wyczuwalną nieufnością. Nie mogła pozbyć się również niechęci, której źródła nie do końca rozumiała.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Salon - Page 9 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 23:06
— Dobra, poradzę sobie s a m — mruknął, mimo to jednak nie ruszył się, dopóki nie zwlokła się z wąskiego łóżka, na którym oboje bez trudu się mieścili Przygryzł wargę od środka, spoglądając w kierunku okna, ale na dworze było wciąż ciemno, księżyc nie dawał żadnego światła, a dom spowijały grobowe ciemności. Przynajmniej na górze. Podał jej sweter i zszedł za nią, intuicyjnie zachowując pewien dystans, na wypadek, jakby chciała obrócić się w jego kierunku zbyt energicznie. Rozbolał go brzuch; coś musiał zjeść niedobrego. Na dole wszystko minęło. Stanął przy sofie, spoglądając na Thomasa, który pochylał się nad Celiną z kubkiem gorącej herbaty. Jego nagłe zainteresowanie dziewczyną wywołało w nim mdłości. Nawet jej nie znał.
– Idź do łazienki — zwrócił się do brata, chociaż to on stał bezczynnie. Zerknął po wszystkich, zatrzymując na dłużej wzrok na Leonie. Powinni być gościnni. Powinni zrobić dobre, jak najlepsze wrażenie na gościach. — Pieprzyć to — mruknął po chwili do siebie cicho i ruszył z powrotem na górę. Nie miał pojęcia, co było potrzebne do opatrzenia ran, ale chyba coś tu rzeczywiście się znajdowało. Thomas wspominał, że Castor właśnie tu doprowadzał się do porządku w trakcie sylwestra. Otworzył szafkę pod umywalką, szukając czegoś interesującego. Bandaż nie był trudny do rozpoznania, ale to drugie? Jak to miało wyglądać? Przewracał bibeloty z jedną, na drugą stronę, aż w końcu znalazł bandaż. Tego przynajmniej był pewien. Wziął jeszcze jakieś bawełniane chustki z wyszytym haftem BB, które znajdowały się w wiklinowym koszyczku. Wyprostował się i zerknął na swoje odbicie.
Stanął przy Eve, podając jej znaleziony bandaż. Dopiero przez jej ramię dostrzegł jak paskudnie wyglądała jego rana. Wyciągnął też rękę z jedną z chusteczek, choć nie miał pojęcia, czy były konieczne do tego procesu, skoro już zdążył oblać to alkoholem. A alkohol został nietknięty, Thomas dalej wolał wisieć nad Celiną. Wziął więc butelkę i podał przyjacielowi.
— Możecie iść na górę, zmieścicie się w łóżku bez problemu. My zostaniemy tutaj — zaproponował, zerkając na dziewczyny.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 23:19
- Prawdziwy - przytaknął na jej słowa, z zawahaniem, nigdy wcześniej nie widział jej w takim strasznym stanie, strasznym i ponurym. Bal się o nią. Martwił się o nią. Nie była z nimi, była gdzieś obok nich, ledwie półprzytomna, półśniąca. Jak wiele musiała przejść? Jak wiele musiała znieść w tamtym miejscu? Pamiętał, co robili, jak traktowali ich. Pamiętał, że myślał wtedy, co mogli zrobić Sheili. A Celine - Celine była inna. Najpiękniejsza. Patrzyli na nią wszyscy, gdziekolwiek się nie pojawiła. Czy mogli jej przepuścić? Thomas ciągnął jej słowa, był mu za to wdzieczny. Sam nie miał już na to sił, ale czuł, że Celine było to potrzebne. Cokolwiek to wszystko mogło znaczyć. Kiedyś zapyta. Za jakiś czas. Parę tygodni, może miesięcy. Spojrzał na niego z powagą, kiedy zaczął mówić o dzieciach. - Skurwysyny - odpowiedział łamanym głosem, bezsilnie i rozpaczliwie. Czy można było zrobić coś bardziej obrzydliwego? - Potem - dodał, po romsku. Trudno było mu odpowiedzieć pełnym zdaniem, nie znal romskiego tak dobrze. Ale to nie był czas ani miejsce. Rozmawiając między sobą w obcym języku mogli wzbudzić większy niepokój u dziewczyn. Obejrzal się przez ramię. Na niego. Na nią. Przyglądał się temu w ciszy.
- Eve - przywitał się, kiedy usłyszał jej głos. - Eve - powtórzył jeszcze raz, tym razem spoglądając na Celine, a potem na Leonie. - Przyjaciółka - przestawił ją. - To Leonie i Celine. Przeszły piekło, muszą tu zostać na trochę - dodał, nie zadając pytania, stan Celine mówił sam za siebie. Leonie też była przerażona i słaba. - To nic - zaprzeczył, kiedy zapytała o rane. Nie chciał jej zawracać glowy. - Mam coś do załatwienia, Thomas obiecal pożyczyć mi miotlę, będę się zwijac - dodał, choć jeszcze nie wstał. Chwycił butelkę, która podał mu James i wypił większy łyk - znieczulal ból. - Dzięki, Jimmy - odpowiedział, z jakiegoś powodu poczuwając się przyjść te propozycje zamiast dziewcząt. - Powinnyście się położyć jak najszybciej. Celine nie dojdzie tam o własnych silach - dodał, spoglądając na Jamesa. Musiał jej pomóc. Podal mu alkohol, omijając dziewczyny.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Salon [odnośnik]28.03.22 23:31
Pokręciła lekko głową, nie starczyło jej sił na werbalną odpowiedź. Nie, motyle już nie pamiętały jak tańczyć, nie pamiętały nawet jak być motylami, ktoś przekonał je o tym, że pasowały wyłącznie do nocy, więc w kokonach przeobraziły się w ćmy, szare, nijakie, naiwne i głupiutkie. Mogły tylko płonąć. Palić się, a potem płakać, że przecież nic nie zapowiadało tragedii. Parująca z kubka herbata była takim płomieniem, Celine chciała trzymać ją blisko siebie, jak najbliżej, nawet pomimo prawie już bezwładnych palców; gdyby nie pomoc jednego z braci Doe, od razu wylałaby na siebie ten napar. - Tom - zgodziła się niemal bezgłośnie, a potem przytaknęła, kiedy Marcel obiecał, że wróci do niej na jawie, nie we śnie; nie będzie tu sama, rozpoznała Jamesa, u boku miała także Leonie, której pokrewna niedola zachęcała do zaufania, nie spętaliby jej w tamtym pociągu, gdyby było inaczej. Razem miały trafić do piekła, tymczasem razem je z niego uratowano. - Nie... Dziękuję. Tom - szepnęła na pytanie Thomasa. Tower wypleniło z niej pojęcie potrzeby. Nauczyło, by przyjmować to, co akurat było jej dane i nie liczyć na więcej, bo więcej zazwyczaj nigdy nie nadchodziło. Dobroć strażników była umiarkowana, podtrzymywali ją przy życiu z konieczności, karmili lepiej tylko kiedy w chorobie trwała na granicy ze śmiercią, tylko po to, by z powrotem zdrowia znów forsować na niej meandry niekończących się przesłuchań wyglądających tak samo. Drgnęła teraz na nagłe pojawienie się kolejnej obcej osoby. Kobiety. Jej głos był miły dla ucha, ale Celine odruchowo tylko mocniej zacisnęła powieki i skuliła się w sobie, przestraszona, ale i zbyt senna, by poprawnie się przywitać, jakkolwiek przedstawić się samej, wytłumaczyć dlaczego tak nagle zjawiła się w domu, który musiał należeć do Doe. - Eve, bardzo ł... ładnie - tym razem to jej imię powtórzyła, sprawdzała jak smakowało na języku, było ostrzejsze niż Tom, ale nie nieprzyjemne. Nie tak okropne jak Cornelius. Przyjaciółka. Marcel jej ufał, to najważniejsze. Na wspomnienie o łóżku, być może przez zdziwienie, jej powieki uniosły się lekko, śpiąco; pierwszym co zobaczyła były niewyraźne, rozmyte twarze, w tarczach tęczówek zamigotała lękliwa niepewność. - Nie, ja, ja mogę tutaj - jedna z dłoni ześlizgnęła się z powierzchni naczynia i w półśnie opadła na bok, tak naprawdę wskazując na podłogę; w Tower powtarzano, że nie była dość dobra, by spać jak ludzie, nie była nawet człowiekiem jako takim, genetycznie rozcieńczona krwią magicznych istot.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Salon [odnośnik]30.03.22 15:33
Podniósł zaskoczone spojrzenie na brata, unosząc brew. Nie odpowiedział mu, nawet nie spróbował się podnieść na słowa Eve, a tym bardziej na słowa Jamesa, który w końcu stał nie robiąc niczego. Co prawda on również nie robił wiele w tym momencie, poza trzymaniem kubka z herbatą, tak aby Celine nie wylała na siebie wrzątku, ale przecież to młodszy nie miał zajęcia. Nie mówiąc o tym, że Eve była.jego żoną, więc to właśnie on powinien się jej słów posłuchać i przychylić do polecenia.
Przeniósł jednak spojrzenie na Marcela, kiwając lekko głową. Domyślał się, wiedział, że to nie było miejsce na wchodzenie w takie szczegóły... Nawet nie był pewny co miałby z nimi zrobić. Co mieliby zrobić tym ludziom? Nie byli w stanie zdziałać wiele...
Chociaż wtedy na placu również było ich mniej, a zdziałali coś. Może to było rozwiązanie? Zadziałać tak jak potrafili? Być uciążliwymi dzieciakami z ulicy?
Po kolejnych słowach brata, kiedy wrócił z tym co potrzebowała Eve, wyraźnie zmarszczył brwi, nie rozumiejąc do końca jego... zachowania? Nie widział stanu Celine? Może Leonie mogłaby wstać i wejść po schodach, ale mimo to...
- Możesz tutaj, gdzie leżysz, chociaż na górze jest łóżko, w którym byłoby ci wygodniej. Musimy teraz zadbać, żeby ci było wygodnie - powiedział spokojnie, przytrzymując kubek, który po chwili już odstawił na bok, widząc jak przyprowadzona już odpływa powoli do snu.
Wyprostował się, zerkając i na Leonie. Cóż, mogły zostać i spać tutaj, ale mogły również pójść na górę...
- Mars śpi na górze z Sheilą? Może lepiej, żeby zostały tutaj? - zaproponował zaraz, zerkając w stronę Eve, a później Jamesa. - Chcesz pójść do łóżka czy spać tutaj..? - dopytał zaraz znów i samej zainteresowanej, bo o ile Celine wyraźnie nie była w stanie do odpowiadania tak Leonie zdawała sie być bardziej przytomna. Chociaż nie był pewny czy powinni przenosić Celinę. Może powinni jej zasnąć i odpocząć tutaj, gdzie się znajdywała?
- Jimmy, pokażesz Leonie pokój na górze?



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 9 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 9 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach