Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Schody
AutorWiadomość
Schody [odnośnik]04.08.21 15:59
First topic message reminder :

Schody na piętro

Wyłożony zakurzonymi dywanami korytarz ciągnie się przez całą długość domu, a na samym jego końcu wpada w pokój, w którym znajdują się schody prowadzące na piętro. Rośliny zajmujące większą część przestrzeni nie potrzebują pielęgnacji. Zaklęte przez profesor Bagshot, nie schną, ale też nie rosną. Tutaj też znajduje się wyjście do zarośniętego, zaniedbanego ogrodu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Schody - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Schody [odnośnik]04.05.22 15:38
Nie jej problem, owszem - bo cała była problemem, problemem tutejszych gospodarzy, problemem Marcela, który postąpił wbrew bardzo złym ludziom, problemem strażników w Tower, którzy z niezadowoleniem odnotują fakt jej ucieczki, zniknięcia; a ich niezadowolenie zawsze było wyjątkowo bolesne. Parzyło albo zostawiało siniaki, jakby od niechcenia gojące się na ciele, magicznie usuwane w gorączkowym delirium, gdy wreszcie odwiedzał ją uzdrowiciel. Policzki pokryły się intensywną czerwienią. Szkarłatem wstydu. Ale nie powiedziała nic, kiwnęła tylko głową, lekko, prawie niewidocznie, po czym powłóczyła nogami za Eve, tyle że nie tak, jak włóczyć nogami mieli w zwyczaju inni. Jej chód, mimo wszystkich złych doświadczeń, pozostawał lekki. Cichy. Bezszelestny, instynktownie ciągnący do cieni, w których mogłaby się skryć, udawać, że nie istniała, byle tylko pozostać niewidoczną. Więźniowie zwracający na siebie przesadną uwagę zawsze prędko tego żałowali, nawet ci hardzi, nieustępliwi, zarzekający się głośno, że ich serca i karki pozostaną niezłamane. Bzdura. Łamano wszystkich, prędzej czy później.
- Naprawdę? W porcie trochę próbowałam, jak w Parszywym był mniejszy ruch - wymamrotała melancholijnie. Philippa bardzo dobrze gotowała, szkoda tylko, że Celine była wtedy bardziej zainteresowana zaćpaniem swoich problemów, zamiast przystosowaniem się do normalnego życia. - Ciebie też ktoś uczył? - nieśmiałość znów wybrzmiała w głosie. Uczyła cię mama? O to chciała zapytać; mama pewnie tak śliczna jak Eve. - Raz chciałam zrobić ciasto, ale wyszła z tego sama mąka i cegła... - westchnęła z zażenowaniem, z niemrawym uśmiechem zgubionym w kącikach ust. Ciche och i zatrzepotanie głową skwitowało jej pytanie, Lovegood usiadła z powrotem, z zaakcentowaną westchnieniem ulgą, gdy ciężar stojącego ciała znów mógł odpocząć. Zmęczenie kwitło w niej jak chwast; wyrywała go przez wzgląd na samodzielnie wzniecone poczucie konieczności, ale on uparcie wracał i infekował ją od środka pnączami, których haczyki rozbebeszały wszystko na swojej drodze.
Nie była głodna. W ogóle nie chciała jeść, objadać ich, to było jak kradzież.
- I tak wyglądasz bardzo ładnie - przyznała niespiesznym pomrukiem, jeszcze przez chwilę przyglądając się twarzy Eve, po czym odwróciła wzrok i spuściła go na swoje kolana, chude, skryte pod cienkim materiałem koszuli nocnej, pod którym odznaczały się wystające kości. W porównaniu do niej, wręcz boleśnie brytyjskiej, Doe była egzotyczna. Jak stworzenie z innego kontynentu, który Celine znała wcześniej tylko dzięki Jamesowi. Jej spojrzenie powędrowało ku górze dopiero na wspomnienie ogrodu; sięgnęła nim do okna, poszukując za szkłem drzew leniwie budzących się do życia po wyjątkowo srogiej zimie, z tęsknotą wyczekujących całkowitego stopnienia śniegu, poszukując nieba przykrytego welonem szarych, brudnawych chmur. Smutna, angielska aura. Smutna, a jednocześnie wolna, tak wolna, że z trudem przychodziło jej objęcie tego umysłem.
- Jeszcze nie - jej głos opadł do chrapliwego szeptu; półwila upiła kolejny łyk herbaty i odchrząknęła cicho, jednak nie kontynuowała od razu. Szybsze mrugnięcia zdradzały rwący potok stępionych, chaotycznych myśli. Niepewności. Szczerość bywała bolesna, na ile mogła pozwolić sobie z Eve? Na ile sama w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, co się z nią teraz działo? - Bałam się, wiesz. Boję nadal. W domu jest inaczej, on... - wolną dłonią sięgnęła do szyi i dotknęła jej lekko, zanim palce rozczapierzyły się i łagodnie zacisnęły wokół niej. On dusi. - Ale lepiej tak, niż otworzyć okno i wpuścić powietrze, które to wszystko może zabrać, albo wyjść i... nie móc już wrócić, jeśli to sen - mówiła nieskładnie, z lękiem bulgoczącym tuż pod powierzchnią rumianej skóry; bała się tego, że wychylenie nosa na balkon mogłoby obedrzeć piękny sen z jego kłamstw i pokazać, że tak naprawdę cały czas tkwiła w swojej ciasnej celi w areszcie, wyobrażając sobie inne miejsca. Na szczęście przyjemnie parujący ciepłem napój powoli koił wznowione rozedrganie; Celine uniosła kubek do brody i oparła tam jego krawędź, pozwoliwszy by rozgonił poczucie zimna gnieżdżące się w tkankach, zimna wspomnień, zimna strachów. - Urodziłam się tu - wyznała po chwili; tu, w Dolinie Godryka, bo podobno właśnie w tej miejscowości się znajdowali. - A ty? - z którego gniazda w brytyjskiej rzeczywistości pochodzisz ty, Eve?


there's a part of me that's desperate for changes, tired of being treated like a pawn. but there's a part of me that stares back from inside the mirror, part of me that's scared I might be wrong, that I can't be strong...
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Schody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach