Wydarzenia


Ekipa forum
Polana
AutorWiadomość
Polana [odnośnik]10.03.12 23:11
First topic message reminder :

Polana

Sporej wielkości polanka otoczona kilkunastoma starymi kasztanami. Jest to w miarę bezpieczne miejsce usytuowane niezbyt blisko groźnego matecznika. Upodobali je sobie zwłaszcza podrzędni opryszkowie, choć zdarzają się i groźniejsi bandyci zamieszkujący podziemny, opustoszały bunkier z czasów wojny zakończonej jeszcze nie tak dawno temu. Oni wszyscy są doskonale świadomi obecności zbiegów - szlam, charłaków - na leśnych terenach. Spokój i cisza wprowadza tylko pozornie pewien rodzaj błogiej, spokojnej, niemalże sielskiej atmosfery, tak bardzo kontrastującej z plugawą rzeczywistością. W powietrzu unoszą się liczne pyłki kwiatowe, które utrudniają ukrywanie się wszelakim alergikom.
Miejsce to najpiękniej wygląda jasną nocą, oświetlone blaskiem bijącym od rozgwieżdżonego nieba. Jeśli wierzyć plotkom rozpowszechnianym przez najstarszych ze zbirów, czasem - z rzadka, oczywiście - przebiegają tędy pojedyncze okazy dzikich jednorożców. Na nich zapewne też czyhają; świadomi ceny za ich krew, włosie, czy błyszczące, twarde jak skała rogi. Za ile lat te stworzenia staną się tylko legendą?

Tańce na polanie

Melodia niosła się po całej polanie. I choć to cymbały i skrzypce było słychać najmocniej, nie dało się ukryć, że wyjątkowe brzmienie zawdzięczała także skrzypcom, harfie i irlandzkim bębnom. Celtycka muzyka splatała się z rytmem czarodziejom dobrze znanym, doskonałym do klasycznych podrygów i piruetów. I choć nie było nigdzie typowego parkietu, a muzycy nie przypominali orkiestr znanych z sabatów czy innych dostojnym wydarzeń, tańcom nie było końca odkąd tylko pierwsi czarodzieje znaleźli się na polanie. Muzycy ubrani w starodawne czarodziejskie stroje zajmowali miejsce przy jednym z mniejszych, trzaskających ognisk. Siedzieli na głazach i konarach, rozświetleni złotym blaskiem wznoszących się płomieni, przygrywali pod nóżkę, kłaniając się lekko nowym parom. Podczas miłosnego festiwalu Brón Trogain, nawet podczas tańców, czarodzieje składali hołd Matce Ziemi. Kobiety niezależnie od wieku i statusu zdejmowały pantofle na obcasie, które mogły wbijać się w miękką ziemię, zrzucały cienkie wierzchnie okrycia, tiary i kapelusze, by w samym środku polany ująć dłoń wybranka i zatańczyć. Pary wirowały na miękkiej, ugniecionej trawie w rzędach jak na sali balowej. Cienkie, przewiewne materiały sukni falowały na wietrze i przy obrotach, a kwiaty na głowach dziewcząt, które puściły na jeziorze splecione przez siebie wianki drżały przy każdym ruchu.

Umęczone tańcem pary mogły odpocząć przy drewnianych stołach; spocząć na ławach, na które dla komfortu gości narzucone tkane, miękkie, materiały. Stoły zastawione były syto. Pierwsze zebrane tego lata owoce i warzywa wymieszane ze sobą w misach, ziemniaki podawane na różne sposoby. Nie brakowało przede wszystkim chleba, który był symbolem pokarmu i poświęcenia Tailtiu, świeżego nabiału serwowanego na tradycyjnych paterach i przede wszystkim pieczonego na rożnie mięsa reema podawanego na drewnianych deskach — pokrojonego na porcje.



Degustacja win i innych trunków

Między wiedźmami dbającymi o to, by goście festiwalu nie byli głodni spacerowały młode dziewczęta wielu kojarzone z pierwszej, dziękczynnej uczty. Jedne widziano z dzbanami pełnymi wody lub tradycyjnego, domowego bimbru, inne na drewnianych tacach proponowały gościom alkohole z różnych części świata — spłynęły statkami do Anglii specjalnie na święto Brón Trogain wraz z handlarzami z kontynentu.

Dziewczę podsuwa ci tacę z ręcznie malowanymi kielichami. Każdy z nich przedstawia coś innego, różnią się dominującym kolorem w swych malowidłach, lecz przede wszystkim — różnią się zawartością. W celu degustacji wina, postać rzuca kością k10 na jeden z kielichów.

Wina:

Na polanie można było też spotkać około dziesięcioletnie dzieci z glinianymi dzbanami. Małe dziewczynki przemykały między dorosłymi w letnich sukienkach, z rozwianymi słowami, a ich małe główki zdobyły korony z suszonych ziół. Grzecznie oferowały napitek z dzbana, który dźwigały, ale nie pamiętały, co znajdowało się w środku. Były w stanie wspomnieć jedynie o alkoholu innym niż wino. Zawsze towarzyszyli im mali chłopcy w lnianych koszulach, którzy nosili rogi reema, służące za kielichy do tych szczególnych napojów. Rozkojarzeniu dzieci trudno się było dziwić, gdy wokół tak wiele się działo. Ludzie kosztowali potraw i win, głośno ze sobą rozmawiali, tańczyli. Same niecierpliwie przebierały nóżkami. By skorzystać z degustacji koktajlu należy odebrać róg reema od chłopca i rzucić kością k10 na zawartość jej dzbanka.

Koktajle:

Deser z niespodzianką

Starowiny z wiklinowymi koszami spacerujące po polanie nienachalnie proponują odpoczywającym gościom skosztowanie specjalnego deseru z ciasta drożdżowego z masą migdałową. W jednym z kawałków ciasta jest ukryta srebrna moneta, która wedle przesądów ma zapewnić szczęśliwemu znalazcy obfitość i szczęście. W trakcie Brón Trogain, każdy gość może zamówić specjalne ciasto i rzucić kością k100.

1-99 - nic się nie dzieje
100 - znajdujesz szczęśliwą monetę! Możesz założyć, że oddałeś ją do przetopienia w jednym z lokali na Pokątnej i zgłosić ten fakt w temacie "Komponenty Magiczne" aby otrzymać komponent srebro. Jeśli nie przetopisz monety, jednorazowo ochroni Cię przed efektem pierwszej wyrzuconej przez ciebie po festiwalu krytycznej porażki, a potem rozpadnie się w pył.
Każdy poziom biegłości szczęście obniża ST losowania srebrnej monety o 5 oczek (95 dla poziomu I, 90 dla poziomu II, 85 dla poziomu III).


[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 21 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana [odnośnik]02.02.24 21:23
Adriana

Fakt, że rzucony przez komendanta żart spotkał się z rozbawioną reakcją z twojej strony, zdawał się poprawić mu humor; mogłaś odnieść wrażenie, że w jego spojrzeniu – naturalnie chłodnym – błysnął ślad życzliwości, a sam czarodziej wyglądał, jakby dobrze się bawił. Jego postawa stała się nieco bardziej otwarta, nie podchwycił twojej sugestii dotyczącej poszukiwania partnera do tańca, ale jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. – Schlebia mi pani, pani Chernov – zauważył, unosząc wyżej brew. – W takim razie jednak czuję się zobowiązany, by nie sprawić pani zawodu – dodał, nie porzucając jeszcze na wpół żartobliwego, na wpół poważnego tonu.
Oh? – wtrącił, kiedy wspomniałaś o swoim doświadczeniu w podróżowaniu okrętami, nachylił się lekko, przysłuchując się z zainteresowaniem – wydawało się, że prawdziwym, niewymuszonym uprzejmością. Pojawienie się w historii żmijoptaka ukrytego w butelce po winie sprawiło, że oczy komendanta otworzyły się szerzej, a brwi powędrowały do góry. – Co też pani mówi! Ludzie, doprawdy, pozbawieni są wyobraźni – stwierdził, kręcąc głową nieco teatralnie; przez moment przyglądał ci się z (raczej udawaną) troską, która szybko utonęła jednak w toku dalszej rozmowy.
I tak, i nie – odpowiedział, wcześniej wzdychając głęboko. Wyprostował się, opierając się na chwilę na lasce. – Najbardziej krnąbrne w opanowaniu okazały się opowieści rozgłaszane przez niektórych z portowych strażników. Skoro już jesteśmy przy wyobraźni, to im jej los zdecydowanie nie poskąpił – podjął, krzyżując z tobą spojrzenia. – Podejrzewam, że miało to coś wspólnego z zarekwirowanym transportem Zielonej Wróżki, ale dostawaliśmy najbardziej absurdalne zgłoszenia. Od kapeluszy, które rzekomo nagle ożyły i próbowały pożreć znoszącego je na brzeg marynarza, po tajemnicze bestie rozpływające się niespodziewanie w powietrzu. Jeden czarodziej twierdził, że pod pokładem widział szarżującego zouwu. Oczywiście wcale go tam nie było – sprostował, po czym machnął lekceważąco ręką – zaraz przed tym, nim jego uwaga zwróciła się w stronę przyniesionego przez młodą dziewczynę wina.
Miejmy nadzieję, że w tej butelce nie kryje się żaden żmijoptak – zasugerował, nim uniósł wyżej rzeźbiony misternie kielich. – Pani ojciec był podróżnikiem? – zagadnął na wspomnienie o pomarańczach. – Proszę dać sobie chwilę, na pewno pani je poczuje – dodał z uśmiechem, przyglądając ci się przez dłuższą chwilę. Na toast zgodził się od razu, uniósł kielich. – Za spotkanie – przytaknął, po czym upił łyk trunku; przymknął na chwilę powieki, jakby delektując się smakiem. – Wyborne – skomentował. – Co pani sądzi? – zapytał, widocznie ciekaw twojej opinii. Otaczająca was melodia zmieniła się ze skocznej na spokojniejszą, tańczące nieopodal pary zaczęły wirować w wolniejszym tańcu.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 21 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana [odnośnik]08.02.24 18:00
Niezupełnie podążała za tokiem myślowym, którym zdawała się podążać lady Travers, ponieważ trudno było jej ocenić, czy była to prawdziwa deklaracja aktywnego transformowania swojego losu czy zaledwie frazes, pozbawiony sensu zlepek słów. Chociaż prostolinijne, nudne i zachłyśnięte złotem ojców kobiety nadal budziły jej politowanie, nie była już skłonna twierdzić, że arystokratki jako grupa są puste - i Primrose i Evandra stanowiły fascynujące i rozwijające towarzystwo, nawet Odetta z całą swoją trzpiotkowatością stawała się pełna pasji gdy mówiła o swojej pracy. Nic nie było tak odpychające jak brak celów i zajęcia, ale nie mogła założyć niczego takiego przy Melisande. Sprawiała przynajmniej wrażenie kogoś kto jest zainteresowany światem wokół siebie.
- Dryfując w ten sposób po filozofii stosunku do świata lubię dociekać również osobistego odniesienia. Gdyby miała lady sięgnąć po coś bez ograniczenia, po co by sięgnęła? Co mieści się w zakresie planów lady na najbliższe tygodnie? Lata? - Oparła dłonie na ławce i odchyliła się nieco, by lepiej spojrzeć na śliczną twarz Melisande mimo padającego od zachodu oślepiającego światła słońca. - Odpowiedzi na te pytania są czasem bardzo osobiste, nie śmiałabym marzyć, że w takiej sytuacji je otrzymam, ale lubię słuchać o ambicjach i marzeniach zdecydowanych kobiet. Są budujące. Często stanowią źródło inspiracji - Kłamała tylko po części, bo czasem rzeczywiście zdarzało jej się usłyszeć coś interesującego, coś z czego mogła zaczerpnąć; a jeśli nawet nie, dowiadywała się w ten sposób sporo o tym z jakim rozmówcą ma do czynienia.
Rzadko zdarzało się, by ktoś tak od razu i schematycznie obnażał jej małe błędy, zwykle przechodziły one bez echa, ignorowane lub domniemane. W pierwszym przypływie odczuła rzecz jasna irytację, typową dla siebie reakcję na bycie przyłapaną, lecz jeden i drugi głębszy oddech letnim powietrzem ugruntował ją w rzeczywistości i przypomniał, że były same. Same w tłumie, na ławce, która w ogólnym gwarze i skwarze mogła zdawać się niemal intymna. Melisande mówiła cicho i konspiracyjnie i nie stosowała żadnych gierek. Przypominając sobie te wszystkie kobiety w jej życiu, w szpitalu, wśród bliskich, które oczerniały ją wyłącznie za jej plecami nie mogłaby choć częściowo nie docenić tej... odwagi. Odwagi spojrzenia komuś w oczy i wyłuskania myśli wprost; nawet najbardziej dumne z kobiet często tego nie potrafiły.
- Zdaję sobie z tego sprawę. I jestem wdzięczna, że powiedziała mi o tym lady natychmiast, wyłapując niezręczność w moich słowach - Pokręciła głową, uśmiechnęła się kątem ust, chłodniej. - Pozwoli mi to uniknąć takich potknięć w przyszłości... mogąc mieć tylko nadzieję, że nie stanę się jeszcze obiektem przechodniej plotki. - Zaśmiała się cicho pod nosem, miękko, jakby z westchnieniem, gdy usłyszała odpowiedź na własne wzniosłe frazesy. - Żeby chronić swoją krew i tradycję musimy wspierać się ponad podziałami... ale fakt, nie każdego zaprosiłabym do domu - Co nie miało większego znaczenia, prawda? Z pewnością nie teraz. I tak nie była przesadnie gościnnym typem.
Zainteresowanie Melisande jej naszyjnikiem budziło ostrożność, nawet jeżeli kobieta pochodziła z poważanego rodu i wyszła za liczącego się wojownika; chociaż Cienie stawały się coraz powszechniejsze a artefakt tylko nabierał mocy, wciąż, już ponad rok od wydarzeń przy Ołtarzu, uznawała rzecz za pewien sekret. Manannan musiał znać szczegóły doskonale, ale Melisande kryła się wystarczająco dobrze, by nie mogła stwierdzić, ile ona wie na ten temat. Nie były sobie wcale bliskie, więc Elvirze przeszło zaledwie przez myśl, że winna dowiadywać się tego w domu, a nie od niej.
Chętnie więc uśmiechnęła się z podobnie ostrożną życzliwością i skinęła głową na rozsądne stwierdzenie.
- Zrozumiałe. Wezmę z lady przykład. - I w ten sposób musnęły zaledwie tę sekretną, tajemną moc, a Elvira ostatni raz przesunęła palcami po swoim najcenniejszym nabytku i odwróciła się w kierunku czarownicy rozdającej poczęstunek. Na sekundę skrzywiła nos, jakby niezadowolona, ale przyjęła ciasto bo tak wypadało, a potem patrzyła na swój talerzyk może odrobinę zbyt długo; w każdym razie dość, by jej towarzyszka zwróciła na to uwagę. - Hmm. Tak, tak zamierzam - powiedziała nieco rozkojarzona i nabrała na widelczyk maleńki kawałek ciasta, skubiąc je zaledwie. Nie zawstydzona, ale... niepewna. Masa była jednak rozkosznie gorzkawa, rozpływała się na języku w sposób, w jaki ciasta drożdżowe Marii z tanich składników nigdy by nie mogły. - Jest pyszne - powiedziała cicho po przełknięciu, ale wciąż jadła dostrzegalnie powoli.


you cannot burn away what has always been
aflame
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Uzdrowicielka, koronerka, fascynatka anatomii
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Once you cross the line,
will you be satisfied?
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +6
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
unsteady
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t12162-elvira-multon#374517 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Polana [odnośnik]15.02.24 12:56
|komendant

Komendant był w istocie orzechem trudnym do zgryzienia; zdradzał dokładnie tyle, ile zamierzał, a w rzucanych jej spojrzeniach trudno było doszukiwać się drugiego dna, wskazówki, którą mogłaby pochwycić. Pilnował się, a może był skryty i ostrożny z natury? Czy wiedział, że wystarczyłby jej choćby okruch, by złapać trop? Nie bez powodu Michael zamierzał ją aresztować gdy spotkali się w maju pod słupem; nie wiedział jeszcze wtedy, że działa dla rebelii, ale wiedział, że należy do agentów niebezpiecznych i skutecznych.
Adda uniosła nieznacznie brwi w niemym wyrazie zaskoczenia, gdy komendant przywołał plotki i bez większego trudu utrzymała z nim kontakt wzrokowy. Cień satysfakcji ze znalezienia swojego okrucha informacji został elegancko stłumiony, zamaskowany uniesieniem kącika warg w lekkim półuśmiechu, który stanowił reakcję na portowe fantazje o kapeluszach i zouwu.
Jasny kosmyk wymknął jej się spod upięcia przy kolejnym ruchu; Adda niespiesznie nawinęła go na palec i zaczesała za ucho, opuszką palca musnęła błyszczący kolczyk. Gesty splotły się w naturalną, niewymuszoną sekwencję.
Oboje pracujemy w Departamencie Przestrzegania Prawa ― zaczęła miękkim, ciemnym głosem ― i rzecz jasna oboje jesteśmy świadomi procedur. Chciałabym jednak by miał pan świadomość mojego potencjalnego wsparcia w sprawach dotyczących dziwnych opowieści. Oficjalnie. I nieoficjalnie.
Adda spojrzała na komendanta z uwagą i niegasnącym zainteresowaniem; kurtuazyjny uśmiech zagościł na pociągniętych szminką wargach. Przesunęła się pół kroku do przodu; lekko i płynnie; przyjemny zapach perfum stał się silniejszy. Jaśmin i pomarańcze.
Wszelkie plotki, fantazyjne informacje… z właściwą pomocą mogą okazać się nie tak krnąbrne w opanowaniu. Autorytet służb i odznaka czasem działają na tamtejszych osobników jak płachta na byka ― stwierdziła miłym dla ucha szeptem; słowa były przeznaczone tylko dla komendanta, ale zapewne Montague był doskonale świadom pewnych trudności, które mogli napotkać funkcjonariusze. Portowi chłopcy, bandyci i marynarze; czasem każdy z nich miał ciągoty by działać na przekór władzy i obowiązującemu porządkowi. ― O wiele lepiej reagują natomiast na ładną buzię i francuski akcent.
Gdyby Montague postanowił wykorzystać jej talenty do wyciszania plotek lub chociażby ich sprawdzenia zanim wyśle tam odpowiednie jednostki, to już byłaby krok do przodu, a na bazie solidnej pracy i oddania sprawie mogłaby zbudować fundament zaufania na tyle trwały, by próbować przedostać się dalej. Bliżej.
Zaśmiała się krótko, szczerze, gdy komendant wyraził nadzieję na absolutny brak magicznego stworzenia w butelce i cofnęła się nieco, powracając do poprzedniej pozycji. Bliskość była dobra, przesuwanie granic także, ale wszystkie te działania musiały być odpowiednio dozowane.
Mój ojciec był niespokojną duszą ― odparła gładko, pogodnie ― podczas swoich studiów runistycznych miał w zwyczaju dużo podróżować, podejmował się wielu prac w charakterze klątwołamacza, nim na stałe osiadł w Anglii. Między innymi stąd te pomarańcze.
Degustacja wina okazała się większym wyzwaniem niż początkowo sądziła. Bukiet owocowy był wyczuwalny w pierwszej nucie, na języku pozostawał cierpki posmak kawy, ale wspomniane przez komendanta kakao paliło jej zmysły niewygodną absencją. Upiła kolejny łyk, a po nim jeszcze jeden, wyraziła zadumę w cichym, aksamitnym pomruku. Dopiero przy kolejnym wydechu poczuła charakterystyczny posmak, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Dostrzegła miły uśmiech komendanta i obdarzyła go podobnym, dbając także o to, by blask najbliższego ogniska ładnie ozłocił jej skórę.
Toast był lekki i szybki, a Addzie przyszło zaobserwować, że komendant w istocie lubuje się w degustacji wina. Zaraz potem nadeszło pytanie o opinię; czarownica zastukała paznokciem w kunsztownie zdobioną ściankę kielicha, pozwalając sobie na chwilę namysłu.
Podoba mi się jego kolor. Czerwony, intensywny, jakby w kielichu kołysała się krew, a nie wytrawny trunek. W smaku czyste, pozbawione kłujących podniebienie nut alkoholu, te są subtelnie zamaskowane, prawie niewyczuwalne i zdradzę panu, że jest to dla mnie pewna nowość. Nigdy jeszcze nie piłam wytrawnego wina, które nie nasuwałoby mi jakiegoś niepochlebnego komentarza. Gdybym miała się jednak przyczepić ― spojrzała na komendanta spod rzęs, w zielonym oku mignął żartobliwy ognik ― to wskazałabym trudno wyczuwalną nutę kakao. Jej objawienie stanowiło miłe zaskoczenie, choć wątpię, że odnalazłabym ją sama, bez pańskiej wskazówki. Jaka jest pańska opinia jako konesera? Jestem ciekawa różnic.


Looking for trouble and if I cannot find it,
I will create it

Adriana Tonks
Adriana Tonks
Zawód : podwójna agentka, rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
And you don't know the
consequences
of the things you say
I'll be your operator, baby
I'm in control
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 24 +5
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t12085-adriana-tonks#372538 https://www.morsmordre.net/f177-somerset-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley#353913

Strona 21 z 21 Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21

Polana
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach