Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Stoke-on-Trent
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Stoke-on-Trent

Jedno z najmniejszych, jeśli nie najmniejsze miasteczko Anglii w ogóle, formalnie nie spełniające nawet warunków, by zyskać takie prawa. Otrzymało je ze względu na kwitnący przemysł garncarski. Miało turystyczne znaczenie wśród mugoli, niewielkie wśród czarodziejów: nigdy nie mieszkało ich tutaj wielu, ale dość powszechnie znany jest niewielki sklepik z ingrediencjami alchemicznymi miejscowej zielarki - ze względu na otaczające to miejsce niezamieszkałe tereny dość łatwo jest tu pozyskać rzadkie gatunki ziół lub innych komponentów odzwierzęcych, a zwłaszcza pióra.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Od kilku godzin ta niepozorna mieścina pękała w szwach, goszcząc w swym obrębie wielu żołnierzy sojuszu antymugolskiego. Tuż po wygłoszeniu gorliwej przemowy, do miasta zjeżdżać zaczęli sprawcy ognistej zorzy, która jawiła się w oddali i na niebie, zwiastując kolejny triumf Czarnego Pana. Trudy elitarnej formacji miały wiodący wpływ na okupację hrabstwa, rozpalały dumę w sercach lojalistów idei, symbolizowały nowy początek. Służby Ministerstwa Magii miały z deka inną rolę w przedsięwzięciu. Pod wodzą syna zwierzchnika obecnego rządu, tej nocy demonstrowali niepodważalną siłę, wzbudzali podziw wywołany bladym strachem, ukazywali mieszkańcom Stoke-on-Trent nowe perspektywy. W ledwie półtoragodzinnej przerwie między orędziem a punktem kulminacyjnym ministerialne wojsko przegrupowało się na mniejsze plutony, podzielone między kilkoma zadaniami, do których należała między innymi ochrona placu. Oddział antymugolskich egzekutorów powziął szturmem wskazane adresy i wyciągał z budynków kolejne ciała układane na rosnącym, trupim stosie. Sama maskotka propagandy - Felix Everton, określany przez tutejszych mianem "zdrajcy" - otrzymała stosowną ochronę, którą objęto także schorowaną matkę. Zadbano, aby każdy mieszkaniec został poinformowany o wydarzeniu, do tego celu najmując dzieci w porywach do dziesięciu lat, ogłaszające wszem wobec, że odbędzie się proces o mugolstwo i wieszanie zdrajców, a wszyscy mieszkańcy zobowiązani są do stawiennictwa pod groźbą surowej kary.
Abraxas nie wykorzystał chwili spoczynku, którą cieszyli się pozostali zaangażowani. Tego wieczoru nic nie mogło zakłócić ich spektaklu. Popełnienie choćby jednego błędu mogło sprawić, że cała propaganda weźmie w łeb, a przecież w jego rękach leżało dopełnienie dzieła wysłanników Lorda Voldemorta. Nie miał wątpliwości, że Ministerstwo Magii przygotowane jest na tę okazję, lecz jego mania kontroli dawała się we znaki z każdą chwilą. Na bieżąco odbierał raporty z działań terenowych, prowadził zakulisowe ustalenia względem prac przygotowawczych na głównym placu, wzmagał morale płomiennymi przemowami pośród żołnierzy. Kiedy wszystko było już gotowe, spoczął w restauracji przy stoliku z Tristanem, raz jeszcze omawiając przebieg przedsięwzięcia. Gdy prominenci skończyli dzielić się strategią, stanowczo stwierdzając gotowość służb ministerialnych i sprzymierzonych Rycerzy Walpurgii, wyszli na ulice zdobytego miasta, krocząc w stronę głównego placu, gdzie powoli zbierało się zbiorowisko przerażonych mieszkańców.
Chwilę później stał dumnie na podeście, mając po swej prawicy Tristana Rosier i przyłączających się doń lojalistów Czarnego Pana w budzących trwogę śmierciożerczych maskach. Taksował spojrzeniem zebranych, rzucając pierwej spojrzenia na szlachetne damy otoczone troską zaufanej ochrony, Felixa Everton i towarzyszących mu żołnierzy zajmujących pozycję na widoku, by skończyć na żałosnym, nieprzekonanym pospólstwie. W oddali zza tłumu dostrzegł oddziały magicznej policji, które brutalnie sprowadzały na plac opornych czarodziejów odmawiających udziału w wydarzeniu; organizowano ich w odrębną grupę, po egzekucjach bowiem czekała ich stosowna kara.
Gdy wybiły dzwony, a cała uwaga była skupiona na głównej scenie, w milczeniu i podniosłej atmosferze uniósł swą różdżkę ku górze. Wiązka czerwonego zaklęcia poszybowała w niebo niczym flara, sygnalizując rozpoczęcie zbrojnej demonstracji.

Czas na odpis: 48h
Abraxas Malfoy
Abraxas Malfoy
Zawód : polityk propagandysta
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Złotą, nie żółtą koroną się rządzi, inaczej Kingdoms Divided
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10189-abraxas-malfoy https://www.morsmordre.net/t10220-vaesen https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10222-skrytka-bankowa-nr-2296 https://www.morsmordre.net/t10221-abraxas-malfoy

Powrót do góry Go down

« Even though I walk through the darkest valley, I will fear no evil, for I am the meanest mother fucker in the valley »
Skrzypienie drewna i trzaskanie zaklęć już od jakiegoś czasu przestały orać powietrze. Budowanie podestów, słupów oraz szubienicy skończyło się razem z wybiciem dziewiątej wieczorem. Zatrudnieni do tego specjaliści na spółkę z oddziałami przydzielonymi Lupinowi z Ministerstwa wspólnie stworzyli scenę pod nadchodzący spektakl i chociaż wydawało się to niczym przygotowanie statku do wypłynięcia, podróż, w którą wybierali się pasażerowie, miała być tylko jednostronna. Czy sprawiedliwa? Niespecjalnie się nad tym zastanawiał, nie interesując się też konfliktem toczącym się w Brytanii. Życie było niesprawiedliwe od samego początku, a ci, którzy nie zdawali sobie z tego jeszcze sprawy, byli cholernymi idiotami najlepiej gotowymi do eliminacji.
- Wszyscy już są, szefie.
Przeniósł spojrzenie na stojącego przed nim Moodyego, który ledwo sięgał Lupinowi do ramienia. Spod narzuconej na szatę peleryny przebijał się kraniec różdżki, trzymanej pewnie przez młodego brygadzistę. Lyall mruknął jedynie w odpowiedzi, wskazując czarodziejowi brodą, by dołączył do reszty oddziału. Łatwo było zauważyć zgęstniały tłum otaczający z każdej strony plac oraz przedstawicieli służb porządkowych wyznaczających granice zebrania. Nie tylko nie pozwalali zbliżać się do centrum oraz podestu, na którym znajdowali się wodzireje wydarzenia, ale pilnowali również wszelkich przejawów buntu. A ten miał się na pewno pojawić. Nie trzeba było być geniuszem, aby to wiedzieć — to, co miało się dziać, miało wzbudzać wiele emocji, a co za tym miało iść, wiele reakcji. Większy wysiłek musiał być więc włożony w szybkie stłamszenie jakichkolwiek oznak szemrania — ostatnie czego tu chcieli to rozróby. Na samą myśl Lupin wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu. O czym on do cholery myślał? Egzekucje nie miały być przecież pierdoloną zabawą. Musiało coś jebnąć, a jeśli tak — musiał się tym zająć. Nie podobała mu się ta rola — dowódcy. Był samotnikiem. Pracował sam. Wolałby po prostu zostać przydzielony konkretnej osobie do ochrony, niż zajmować się całym tym gównem. W końcu to zadanie było inne niż wszystko, co do tej pory robił. To imiona aurorów były wcześniej znane w Ministerstwie Magii. Byli wszak tymi złotymi chłopcami w zbrojach, których zastąpili aktualnie Śmierciożercy. Jedni i drudzy wydawali się siebie warci — prężący się i dumni z własnego miejsca w łańcuchu pokarmowym. O Lyallu zdecydowanie nie można było powiedzieć tego samego. Psy karmiło się wszak pod stołem, zamiast sadzać je obok siebie na dostojnych miejscach — dlaczego więc wzięli jego? Pieniądze, które mu zaoferowali, mogli sobie wsadzić w dupę — radził sobie całymi miesiącami, przebywając na pustkowiach, robiąc jedynie to, co było konieczne, by przetrwać. Nie musiał polegać na kimkolwiek innym. Miał wszystkich gdzieś i, chociaż odzywał się mało, nie obawiał się mówić wprost. Ale był dobrym żołnierzem. Być może właśnie dlatego. Dlatego, że doskonale zdawał sobie sprawę z własnego miejsca oraz filozofii rządzącej światem. Bo to nie on był straszny. On był jedynie szczery w tej zbieraninie hipokrytów.
Przeszedł ostatni raz po tyłach podestu, na którym stała szlachta i zwolennicy ich idei. Widział, jak porozstawiani brygadziści trwali u boków odpowiednich osób, mając za zadanie ich ochraniać. Skontrolował także sztab młodych dzieciaków z poboru — wszyscy stali kawałek dalej, bliżej centralnej części placu. W pewnym momencie poprawił uwierające go w ramię złączenie kabury na różdżkę i zdał sobie sprawę, że pomimo zebranego tłumu, temperatura miasteczka spadła o kilka dobrych stopni. Mimo, że nie miał na sobie grubego kożucha jak inni, nie odczuwał mrozu. Ze zbiorowej szatni brygadzistów wybrał dla siebie coś, co przypominało skórzany pancerz — lekki, mocny, ale elastyczny, a na tych cechach najbardziej zależało czarodziejowi, który musiał ponad wszystko być mobilny. Wiedział w końcu, jak polować na bestie w lasach, jaskiniach — czy wypatrywanie zagrożenia wśród ulic miało się czymś różnić? Nie był idiotą. Wiedział, że tak, ale w tym musiał polegać na większym doświadczeniu policjantów. Ubrani w jednolite uniformy różnili się od brygadzistów — nieogolonych, nierzadko z długością włosów, które wśród egzekutorów były niedopuszczalne. Lyall nie wyróżniał się niczym szczególnym pośród nich — jedynie wzrostem górował nad wszystkimi, przez co na pewno przyciągał spojrzenia. Nie wyglądał na dowódcę, ale nie wyglądał też na kogoś niezaznajomionym z tematem. Razem z innymi głowami pojedynczych sztabów zebrał odpowiednie informacje o miejscu, w którym miało się wszystko wydarzyć, ustalili plan działania i go wykonywali. Byli odpowiednio przygotowani. Na jakąkolwiek możliwość? Tego nie mógł obiecać. Nie był idiotą.
Gdy sprawdził wszystko, co chciał, dostrzegł też zbliżającą się grupę czarodziejów oraz popędzających ją policjantów. Powoli więc zaczynało się to, co miało. Lyall przesunął się więc w bardziej widoczne z miejsce — nie oddalał się już, stając u podnóży podestu na samym jego skraju po prawej stronie. Wiedział, że w tym momencie musiał być w zasięgu wzroku Malfoya. To od niego dostawał rozkazy. Brygadzista spojrzał jeszcze na swoje dwa psy, które stały u jego boku. Mogły się przydać, ale liczył na to, że bez względu na wszystko miały wyjść z tego cało. Nie chciał, żeby jakiś jebany czarodziej pozbawił go wyspecjalizowanego wsparcia do pracy.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470

Powrót do góry Go down

Płomienna przemowa na placu wyraźnie nakreśliła charakter ich wizyty w Stoke-on-Trent. Słuchając słów Tristana i Abraxasa wiedziała, że nie można było wytypować do tej roli lepszych przedstawicieli. Gdyby sama nie wierzyła w głoszone przez nich idee, tego dnia oddałaby swoją przyszłość w ręce popleczników Czarnego Pana. Zbyt bliskie były jej hasła o jadzie sączącym się do słabych umysłów, wszak ten, który nigdy nie istniał zginął w imię zasad, jakie zatruły jego duszę, mamiąc szkodliwą ułudą. Nie każdy z zepsutych mechanizmów można było naprawić, czasem wyrzucenie go i zastąpienie nowym było jedynym z dostępnych rozwiązań.
Nie był to jej pierwszy posiłek w towarzystwie Rycerzy, więc wiedziała już czego się spodziewać od podobnych spotkań. Trzymała się na uboczu, nie mieszając do ich dyskusji, rozmawiała głównie ze szlachetnie urodzonymi, w tym Aquilą Black, która zgodziła się jej towarzyszyć także podczas następnego z zaplanowanych na dziś wydarzeń. Rosier, wiedząc jak delikatną była panną, postawiła sobie za punkt honoru wspierać ją w każdej, nowej dla niej chwili. Przyjaciółka radziła sobie  zaskakująco dobrze, przez cały czas utrzymując fason, lecz najważniejsze miało przecież dopiero nadejść.
W restauracji jej wzrok spoczął na tej, której obecności nie do końca się tam spodziewała. Madame Mericourt nosiła na sobie kilka krwawych śladów, skupiona na zadaniu, dostojna, poważna; na nowo budząca w lady Rosier emocje, których nie była w stanie określić prostymi słowami. Od czasu ich spotkania w La Fantasmagorie minął niemal miesiąc, a życie zdawało się iść dalej swym niezmienionym tempem, ale czy aby na pewno? Evandra wpatrywała się w nią bezwstydnie przez dłuższą chwilę, aż ich spojrzenia nie spotkały się na moment. Kącik półwilich ust uniósł się nieznacznie, jakby w znaczącym uśmiechu, który zrozumieć miały tylko tylko same zainteresowane. Nie zamieniły wtedy ze sobą ani słowa.
Posiłek pozostawiał wiele do życzenia, nie umywając się do potraw podawanych przez wykwalifikowanych kucharzy, lecz i tak niewiele była w stanie przełknąć na myśl o nadchodzącym wydarzeniu. Podobieństw do egzekucji na Connaugth Square było kilka, a największą z różnic z pewnością nastawienie lady doyenne. Dygotała wtedy w niepewności, ostrożnie stawiając każdy krok. Dostosowała się do narzuconej roli, dostojnie przygaszona, z niechętnie uniesionym na podest wzrokiem; była to jedna zaszczytna chwila, która pozwoliła na zmianę nastawienia. Stała się impulsem do powrotu do aktywnych działań na rzecz ich społeczności i wypełniłaby wszystkie z założonych sobie planów, gdyby nie nieplanowane wypadki, jakże wybijające z równowagi.
Kiedy nadszedł czas, wraz z resztą podniosła się z miejsca, by opuścić goszczącą ich restaurację. Nie omieszkała złożyć osobistych podziękowań na ręce właścicieli, jednocześnie zapraszając na finał, jaki miał się odbyć na głównym placu miasteczka. Ogrzane w restauracji policzki na nowo przyzwyczajały się do chłodu, dłonie obleczone w ciepłe rękawiczki nie były schowane w głębokich kieszeniach płaszcza, a zaciśnięte lekko w udzielającym się wszystkim napięciu. Zajęła miejsce w jednym z pierwszych rzędów, nie tylko ze względów własnego bezpieczeństwa, ale i ciekawości, którą spełnić mogło wyłącznie tak namacalne zetknięcie z przygotowaną egzekucją. Uniosła podbródek, patrząc wprost na ustawiających się na scenie Śmierciożerców, a następnie zwróciła wzrok na Malfoya, który miał właśnie dać wszystkim znak do rozpoczęcia.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

Egzekucja była tym, na co wszyscy czekali, zwieńczeniem ciężkiej pracy Rycerzy, śmierciożerców oraz ich sojuszników, która w hrabstwie Staffordshire trwała od rana do wieczora. Sama Elvira nie wzięła udziału w walce, nieszczęśliwie musiała zrezygnować z bez wątpienia wspaniałej rzezi przez wzgląd na słabość pozostałą po obfitującym w wypadki grudniu. Jako że była wraz z Zacharym głównym uzdrowicielem, nie mogła sobie pozwolić na szybkie wyczerpanie - zwłaszcza, że zdecydowała pojawić się wśród rannych w jak najlepszej formie, aby wzbudzić zaufanie i nie zniechęcić ich do siebie wyczerpaniem porównywalnym do ich własnego. Oczekiwali pomocy, nie kogoś równie zmęczonego, co oni. Zrealizowała plan do samego końca, a po powrocie z obozu uchodźców zajęła się również opatrywaniem ran co poniektórych towarzyszy, w tym Rookwood z zabawnie połamaną ręką.
I wreszcie nadeszła noc, czarna, chłodna i mistyczna. Chwilowy odpoczynek w restauracji jedynie podjudził głód krwi Elviry - korzystając przez cały dzień jedynie z białej magii, nie zdążyła go zaspokoić. Pokazową egzekucję najgorszych ścierw i zdrajców uważała za przedsięwzięcie doskonałe i trzymające w ryzach potencjalnych następców. Nie po to wyczyścili teren, by zaraz na powrót zalał się szlamem.
Dosięgnął ją zaszczyt wejścia na podest razem ze śmierciożercami i prowadzącymi uroczystość, choć, rzecz jasna, nie stała z nimi w pierwszym szeregu, ale nieco z tyłu, dość blisko, aby zapewnić magiczną obstawę. Zadanie, które otrzymała, było w gruncie rzeczy błahe, ale jeśli oznaczało, że dzięki temu znajdzie się o krok od śmierciożerców i zobaczy z bliska uchodzące ze zdrajców życie, byłaby skłonna przystać na każdą rolę. Czuła satysfakcję i dumę, gdy dostrzegła, że najważniejsi dla niej czarodzieje nie ucierpieli znacznie podczas gonitwy i trzymali dumną postawę. Drew, Cillian, Wren, ich szukała wzrokiem częściej, przystając w tyle podestu z wysoko uniesioną brodą. Wybawcy, wojownicy lepszej przyszłości, zarządcy tych ziem, tym byli. Wkrótce mieli to udowodnić.
Widziała już jedną egzekucję na Connaught Square, nie miała jednak wtedy okazji stanąć tak blisko - w pełnym, letnim słońcu, w tłumie, nie było również tak mrocznej atmosfery jak w świetle płomieni późną, styczniową nocą. Milczała, przecierała ręce, które mimo skórzanych rękawiczek i tak były zmarznięte.
Oczekiwanie budziło podniecenie. Krew natomiast miała wzbudzić euforię.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Ten dzień był wyczerpujący, lecz szalenie satysfakcjonujący, inaczej tego określić nie potrafił. Zakładnicy pojmani popołudniu w okolicach wysadzonego w powietrze ratusza zostali uprzednio przekazani w ręce ministerialnych służb, mających zadbać o odpowiednią oprawę wielkiego finału, którego wszyscy wypatrywali z utęsknieniem; miał być zwieńczeniem dzieła, którego tu dokonali, dzieła niewątpliwie wielkiego i mającego zapisać się krwawym atramentem na kartach historii. Cichy trzask aportacji obwieścił pojawienie się Maghnusa nieopodal umówionego miejsca. Zachowanie dystansu okazało się być dobrym wyborem, gdy już po chwili powtórnie dopadł go nagły atak kaszlu, wyciskający z obolałych tkanek płucnych czarne strzępy dymu. Chcąc nie chcąc, poznał już ten mechanizm całkiem dobrze, dlatego też poczekał cierpliwie w cieniu bocznej uliczki aż targające jego klatką piersiową niekontrolowane wstrząsy się zakończą, wydobył z kieszeni jedwabną chustkę wyhaftowaną złotą nicią i starł z ust i twarzy osiadłą substancję balansującą na pograniczu popiołu i sadzy - wyjątkowo dokładnie, by pomiędzy ludźmi nie wyglądać jak kocmołuch niegodny swojego urodzenia. Wziął trzy głębsze wdechy, uspokajając powracający do normy oddech i skierował swe kroki do restauracji, na spotkanie z resztą towarzyszy, z którymi tego dnia ramię w ramię rewolucjonizował niepoprawne, szlamolubne obyczaje Staffordshire.
Wołowina, jak na jego gust, była przesuszona, lecz całkiem smaczny posiłek przyjemnie rozgrzał ciało po wielu godzinach spędzonych na śniegu i mrozie, a gdzieś z tyłu głowy odzywał się głos rozsądku, że skromnemu lokalowi daleko było do londyńskich przepychów, o wyszukanych kuchniach szlacheckich posiadłości już nawet nie wspominając. Siedział przy stole wraz z pozostałymi Rycerzami Walpurgii oraz sojusznikami, w odległości od znajdujących się daleko pod ścianą miejsc zajętych przez Śmierciożerców, lecz w trakcie toczonych rozmów co jakiś czas zerkał badawczo ku Aquili, jakby chcąc się upewnić, że jego kuzynka odnajduje się dobrze w tej osobliwej rzeczywistości. Obecności lady Rosier u jej boku wprost nie dało się przeoczyć; to dobrze, że trzymały się blisko siebie, wspierając się wzajemnie w wypełnianiu swych powinności, choć nie mógł mieć pewności co do tego, jakie myśli skrywały ich głowy i jakie uczucia przepełniały ich serca w minuty przed największym spektaklem, w którym miały wziąć udział.
Ziąb ponownie otoczył go szczelnie po opuszczeniu murów restauracji, gdy kierował swe kroki w stronę przygotowanego podestu, na którym już czekali odpowiednio wytypowani do swych zadań ludzie rozstawieni pomiędzy poszczególnymi elementami scenografii, a zwieńczeniem całego tego obrazka była obecność odzianych w budzące respekt maski Śmierciożerców oraz lorda Malfoya, pełniący rolę wysłannika Ministerstwa. Bulstrode wymijał poszczególnych ludzi, by zająć miejsce nieopodal podestu, na tyle blisko, by móc wszystkimi zmysłami chłonąć bodźce płynące z krwawego przedstawienia, lecz jednocześnie pozostając gdzieś w tłumie, gotów sondować panujące w nim nastroje i reagować na wszelkie niepokojące sygnały. Skinął głową znajdującym się powyżej sylwetkom na znak swojej gotowości i czekał aż kurtyna pójdzie w górę.

| rzut na kaszelek


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374

Powrót do góry Go down

Nie mogła wyobrazić sobie piękniejszego dnia.
Czarny dym unoszący się nad spalonymi kryjówkami szlamu pachniał wolnością, ciągnąc się gęstym całunem nad hrabstwem, powoli rozwiewany przez mroźny, zimowy wiatr, a Deirdre na moment stała się jego częścią, mroczną mgłą, przemykającą ponad zalanymi krwią wioskami, w końcu odzyskanymi z rąk wroga. Z oddali obserwowała kończące się działania, płomienie buchały w powietrze z rzadka, wszak mieli odbudować ten rejon, a nie zniszczyć go do gołej ziemi, lecz odblaski czarnomagicznych zaklęć wystarczały, by ją zadowolić. I skusić do ponowienia satysfacjonującej rozrywki. Sama pojawiła się jeszcze w kilku miejscach, wspomagając działania Rycerzy Walpurgii, by finalnie zmaterializować się w Stoke-on-Trent wieczorem, zsuwając z twarzy maskę i chowając ją w zakamarkach ciężkiego, ozdobionego futrem płaszcza. Wyczuwała nastroje panujące w miasteczku, syciła się nimi, chaosem i lękiem, pragnęła jednak więcej. Ostatecznego triumfu, potwierdzenia siły wspólnych działań, zaprowadzenia w Staffordshire porządku dyktowanego rozkazami Czarnego Pana i dekretami podlegającego mu Ministra Magii. Wieczorna egzekucja miała właśnie tym się stać, przed nią jednak musieli omówić dotychczasowe dokonania i wymienić się wojennymi informacjami.
Do restauracji przygotowanej specjalnie dla nich dotarła jako jedna z ostatnich, dopiero za progiem ściągając z głowy kaptur. Czarne włosy spłynęły równą falą na ramiona, odrzuciła je od niechcenia, spragniona wrażeń, nie jadła czy drogich napojów. Nie przejmowała się swą prezencją, ciągle otulona czarnym, pobrudzonym krwią płaszczem, zasiadła przy bocznym stole wśród innych śmierciożerców, tylko przelotnie spoglądając na Tristana. Powołał ich tu Lord Voldemort, to w jego imię czyścili czarodziejskie ziemie z brudu, na nowo wciągając je pod kuratelę rządu, zapewniającego dostatek i bezpieczeństwo. Wierzyła w to, tak, jak wierzyła w efekt działań, przeprowadzonych z morderczą skutecznością. Z uznaniem słuchała rzeczowych relacji z mijających godzin, sama także zdała beznamiętny raport, nie zapominając wyrazić słów uznania dla odwagi i zdolności Wren oraz Zachary'ego. O sobie nie wspominała, podsumowujac tylko wybicie co do nogi mugolskiej ludności Lavedale i oferując gotowość, by wspomóc przesiedlenie czarodziejów oraz sugerując, że wiosce przydałoby się gruntowne oczyszczenie, tym razem już nie z szlamiego brudu, a krwi zalewającej główny plac i niektóre domostwa.
Dopiero później, gdy wstawała, by opuścić restaurację, spostrzegła nad tłumem gości . Również nie spodziewała się tutaj Evandry - lecz może powinna, ta przecież występowała coraz częściej publicznie u boku nestora, zyskując coraz większą polityczną siłę. Na kilka sekund ich spojrzenia się spotkały, Deirdre zamarła wpół gestu odsuwania krzesła, wytrzymując przeszywający wzrok błękitnych tęczówek. Wzrok...prowokujący? Pełen politowania? Ironii? Ciężkiej od oparów wina sugestii? Do tego ten uśmiech, krótki, zmysłowy w swej kpiącej subtelności. Budzący zaintrygowanie i pewien rodzaj lęku graniczącego z dyskomfortem niepewności: lady doyenne udało się tego dnia przebić skutecznie do myśli śmierciożerczyni kilkoma barwnymi obrazami, których szybko się jednak pozbyła. Nie odwzajemniła uśmiechu, nie skłoniła głowy z pokorą, po prostu patrzyła, zagadkowo, pozornie niewzruszona, a jedynie lekkie uniesienie brwi zdradzało wewnętrzne poruszenie. Żałosne, nie powinna go odczuwać, nie powinna czuć kiełkującej zazdrości; znów Evandra bezpardonowo uczestniczyła w czymś, co miało należeć do nich; naiwna nadzieja na to, że wspólne świętowanie zakończą razem, we dwoje, w Białej Willi, sycąc się krwią po raz kolejny, oddając namiętność, rozprysnęła się w goryczy. Skutecznie zdławionej poczuciem obowiązku, nie obejrzała się już ani na półwilę ani na śmierciożerców, wychodząc wcześniej od innych z karczmy. Na zewnątrz znów nałożyła na twarz lustrzaną maskę, a długie włosy skryła pod kapturem; w obszernym, drogo obszytym płaszczu, kryjącym kobiecą sylwetkę, była znów anonimowa, bezpieczna i bezduszna, podległa tylko temu, co najważniejsze: wypełnianiu woli Czarnego Pana.
Gdy na placu zaczęli gromadzić się Rycerze Walpurgii, strażnicy oraz reszta czarodziejskiego społeczeństwa, śmiało ruszyła wzdłuż tłumu na schody prowadzące na podest. Dumna, wyprostowana, z różdżką ściśniętą w rękawie szaty, gotową do użytku. Obcasy zastukały o podest; miała deja vu, pojawiła się już na egzekucji, ba, przemawiała na niej, zalana krwią krnąbrnego zbrodniarza, którego głowę potem odkopała z obrzydzeniem. Czy i dziś spotka ją podobna rozrywka? Nie przewidywała takich problemów, stanęła więc spokojnie, bez ruchu, z brzegu podestu, z dala od Rosiera, ale wśród innych śmierciożerców, wyprostowana jak struna, niewzruszona, wpatrując się w gęstniejący tłum popleczników Czarnego Pana. Zauważyła wśród nich Wren - a więc poradziła sobie do końca; doskonale, tej dziewczynie należała się nagroda - oraz innych bliskich sprawie ludzi, jej wzrok przemknął też raz jeszcze po twarzy Evandry, lecz nie rozkojarzyła się jej obecnością. I, o dziwo, nie syciła świadomością, że w końcu ona stoi tu, bliżej niego. To nie było teraz ważne.

| locus


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 31
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

W cieple restauracji, do której pozwolono udać się i jej, zmęczenie zaczynało dryfować w objęcia niepamięci, zastąpione przez słodki smak wciąż świeżych wspomnień powracających do niej błogimi falami. Na rynku w wiosce Lavedale czuła się jak ptak po latach wypuszczony z klatki; mury dokoła niej opadły bezpowrotnie, uwolniły bestię wyhodowaną na piersi Deirdre, wzmocnioną mlekiem czarnej magii lejącej się przez gardło żywym wręcz ogniem. Dziś to zrozumiała - w pełni. Swoje przeznaczenie. Spojrzała mu w twarz gdy różdżka wibrowała w dłoni okrutną magią, wypluwając z siebie inkantacje, jakich nauczyła się na przestrzeni ostatnich miesięcy, z gracją drapieżnika zapraszająca do wspólnego tańca przerażonych mugoli, żałośnie usiłujących zbiec z miejsca zdarzenia - choć tak naprawdę nie mieli dokąd uciekać. A później, gdy ekstaza zaklęć opadła, miała okazję wspomóc Elvirę w szpitalu polowym, gdzie razem opatrywały rannych, godnych, wartych przeżycia. Dopiero kiedy uzdrowicielka zaleczyła rozległego krwiaka rozlanego pod jej piersią - będącego ledwie czarnomagicznym pocałunkiem z Lavedale - i zajęła się własnymi sprawunkami, Azjatka pozwoliła sobie na chwilę odetchnąć; zmyła z twarzy krew, ułożyła włosy, poprawiła płaszcz, by skorzystać z zaproszenia i ruszyć do ciepła bijącego z lokalu, który na swój użytek zawłaszczyli sobie Rycerze. Nie próbowała zbliżać się jednak do nich nieproszona; znała swoje miejsce w szeregu, pozwalała im na triumf we własnym gronie, usadzona z boku, z zadowoleniem i wewnętrznym spokojem kosztująca potraw przynoszonych do jej stołu. Były lepsze niż cokolwiek, co w ostatnim czasie miała okazję smakować; a przede wszystkim odnawiały w niej energię, której tak wiele wykorzystała na magiczne arkana i unicestwianie mugolskiego robactwa. Wzrok jedynie raz na jakiś czas uciekał w kierunku Mericourt zasiadającej przy stole Śmierciożerców; była z niej zadowolona? Choć ciemne moce uderzyły w Wren bezlitośnie, nie pokiereszowały jej tak mocno, jak mogły - jak czyniły to już wcześniej, a ona na placu boju odnalazła się biegle. Wyjątkowo biegle. Mimo to nie prosiła o pochwały. Nie wystawiała głowy do pieszczot jak spragniony uwagi kundel.
Nie tu i nie teraz, jeśli w ogóle.
Smukły palec drażnił delikatnie szkło wypełnione winem, którego jednak nie tknęła. Noc jeszcze nie dobiegła końca, a ona nie zamierzała bezsensownie mącić zmysłów. Mogła pozwolić sobie na to dopiero w domowym zaciszu, na Pokątnej, w ogniu namiętnej samotności rozpamiętując ich dokonania - i tak właśnie zamierzała uczynić, rzucając jeszcze jedno spojrzenie na trunek, nim pozostawiła go na blacie.
Wypoczęta, z napełnionym żołądkiem mogła bez przeszkód udać się na egzekucję. Miejsce przygotowane przez zastępy ministerialnych oddziałów robiło prawdziwe wrażenie: ciemność rozświetlały rozżarzone czary, natomiast na podeście zebrały się same prominentne figury, na których maski spoglądała z zachwytem. Prezentowali się wyśmienicie, wszyscy i każdy z osobna. W pamięci raz po raz błyskały wspomnienia Connaught Square, ale atmosfera Stoke-on-Trent była zupełnie inna, jakby sensualna, o wiele bardziej intymna od tamtego wydarzenia; ciemne oczy z uwagą śledziły zatem główne podium, podczas gdy sama Azjatka pozostała w tłumie, bliżej frontu linii przeznaczonej dla gawiedzi, skora podziwiać pełnię zwycięstwa odniesionego tej doby nad brudem Staffordshire. Wszystko to było niczym obraz - namalowany łagodnym światłocieniem charakterystycznym dla starych mistrzów klasyki. Wren czuła przeszywające ją dreszcze podniecenia. Kto polegnie pierwszy? W jaki sposób unicestwią tych ważniejszych? Krótko oblizała usta, przyglądając się każdej z masek na twarzach Śmierciożerców, z ekscytacją oczekująca rozpoczęcia się wspaniałej uroczystości.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Dzisiejszy dzień obfitował w rozrywki. Nie było opcji aby cokolwiek zburzyło dobry humor Xaviera. Najpierw wraz z bratem i Hannibalem udali się do Mglistego Lasu, gdzie po mistrzowsku zniszczyli całe obozowisko mugoli, jednocześnie wykończając każdego mieszkańca. Hannibal ze swoimi psami i umiejętnością porozumiewania się ze zwierzętami sprowadził okoliczne wilki, które również bardzo im pomogły. Udało im się schwytać zdrajcę, który ten obóz zorganizował. Delikwent stracił rękę wiodącą, więc kiedy skończyli, a z obozu nie zostało nic więcej jak tylko popiół wśród zakrwawionego śniegu, zabrali go do punktu medycznego. Tam zostawili go na jakiś czas, by uzdrowiciele jako tako go ustabilizowali. Oczywiście w żadnym wypadku nie gwarantowało mu to tego, że dożyje do rana.
Kiedy zostawili rannego zdrajcę pod opieką uzdrowicieli on udał się do restauracji gdzie mieli się spotkać wszyscy. Panowała tam przyjemna atmosfera zwycięstwa. Było widać, że wszyscy byli zadowoleni ze swoich dzisiejszych poczynań. Nic dziwnego, w końcu osiągnęli swój cel. Pokazali ludności Stanffordshire, że walka z aktualną władzą nie ma żadnego sensu, że jedynie Rycerze Walpurgii pod wodzą Lorda Voldemorta są jedyną słuszną stroną i mogą im zapewnić dobrobyt. Wystarczyła współpraca i oddanie. Z resztą, tego wieczora mieli się również przekonać, że zdrada nie popłaca. Zanim pojawił się w restauracji przeszedł się na spokojnie uliczkami prawie pustego Stoke-on-Trent gdzie trafił na główny rynek. Prace przygotowawcze do wieczornego wydarzenia szły pełną parą i nawet jeśli jeszcze nie wszystko było gotowe był pod wrażeniem. Z pewnością wieczorem wszystko będzie prezentowało się bardzo okazale.
W końcu pojawił się w restauracji rozejrzał się po wnętrzu i widząc tych wszystkich, oddanych ich sprawie ludzi, uśmiechnął się sam do siebie. Po chwili na spokojnie zajął miejsce przy jednym ze stolików. Lekko się zdziwił nie widząc przy stoliku Śmierciożerców, swojego brata. Rozdzielili się pod punktem medycznym i od tamtej pory go nie widział. Liczył jednak, że mimo wszystko pojawi się wieczorem. W końcu było to bardzo ważne wydarzenie. Zauważył jednak Lorda Rosier’a oraz Madame Mericourt, z którą nadal nie spotkał się w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w grudniu. Choć nie była to jego wina w żadnym wypadku, to jednak zawinił jego pracownik, człowiek, którego zatrudnił. Xavier czuł się zobowiązany by wynagrodzić chociaż trochę nieprzyjemności Madame Mericourt.
Jedzenie nie zachwyciło go. Nie umywało się do tego, które było serwowane w Durham Castle czy chociażby w londyńskich restauracjach, w których bywał, rzadko bo rzadko, ale jednak. Nie zmieniło to jednak faktu, że spodziewał się czegoś gorszego i z chęcią zjadł coś ciepłego, popijając szklanką wody. Wina nawet nie ruszał, wątpił by serwowali tu coś co mogłoby sprostać jego wymagającemu podniebieniu.
Wyszedł chwilę przed wszystkimi, by w momencie wybicia odpowiedniej godziny osobiści przyprowadzić na główny rynek schwytanego czarodzieja. Oddał go naturalnie w ręce odpowiednich służb, które potem miały doprowadzić delikwenta w odpowiednie miejsce. Sam na spokojnie zajął miejsce z przodu zbiegowiska, przed podestem by doskonale wszystko widzieć. Chciał być tego świadkiem, widzieć wszystko dokładnie. Jednocześnie oczywiście miał różdżkę w pogotowiu, był zawsze gotowy. Co prawda nie przewidywał aby miało cokolwiek lub ktokolwiek zaniepokoić ich podczas tego wydarzenia, ale jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Finalnie stanął nieopodal Lorda Bulstrode mając jednocześnie dobry widok i na podest i na tłum.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Staffordshire wreszcie miało być spokojne o swój los pod ich władzą. Doskonałe zakończenie dnia miało swój kres w Stoke-on-Trent, gdzie zgodnie z planem znalazł się w okolicach wieczora. Restauracja, którą zajęli, nie obfitowała w bogactwo, ale posiłek zjadł ze smakiem zwycięstwa, który sprawiał, że barwa rosołu nabierała nawet lepszej palety smakowej w jego gardle. Idąc na miejsce egzekucji, rozglądał się pobieżnie po otoczeniu miejsca, w głowie czując pogardę dla rodu Greengrassów. Jakiego większego dowodu na nieprawidłowe wartości swoich panów potrzebowali mieszkańcy tych ziem, jak nie tylko ich ewidentny brak obecności w kluczowych momentach. Zamiast rzekomej pomocy i chwały terrorystów, na miejscu byli oni. Oni nieśli pomoc potrzebującym czarodziejom, wspomagali tych, którzy za godną cenę zgadzali się pomóc w sprawach honorowych i ważnych dla całego rządu. Podest przygotowano skrzętnie, a ochrona miejsca pozostawała w stałej gotowości do działania, co Rhysand przyjmował z zadowoleniem. Ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza wobec tego Zakonu, o którego działalności słyszał tak mało, bo i ich czyny nie należały do wiekopomnych. Czarny płaszcz unosił się w lodowatym wietrze, gdy zajmował swoje miejsce na czele obserwujących przed podestem, uważnie obejmując wzrokiem zebranych Śmierciożerców. Ciekawiły go ich role i powinności wobec Czarnego Pana, bez wątpienia odpowiedniego czarodzieja, na odpowiednim miejscu, który nie raz ukazał potęgę i słuszność własnych możliwości. W prawdzie nie znał ich tożsamości, a też sama idea Rycerzy Walpurgii dopiero kiełkowała w jego wiedzy na temat sytuacji politycznospołecznej obecnego rządu, to Rhysand dostrzegał w sytuacji potencjalne okazje do wyzwania, przy tym znalezienie sensu zgodnego z jego przekonaniami, który wynagradzał ciężko pracę dla dobra sprawy i odpowiednie osiągnięcia stosownie uznawał. Było coś kuszącego w tak zorganizowanej potędze, która przecież nie brała się z powietrza i była owocem zbiorowego wysiłku wszystkich tu zgromadzonych, którzy popierali odpowiednie idee. Przelotnie podchwycił wzrokiem twarz lorda Bulstrode, kiwając mu z szacunkiem na ponowne przywitanie. Czas jednak naglił, a uwaga ponownie podchwyciła scenę rozgrywającą się na deskach przed nim, gdzie już wkrótce po raz kolejny mieli udowodnić nie tylko swą absolutną przewagę, ale też skuteczność, z jaką działali. Selwyn nie był naiwny, liczył się z prawdopodobieństwem nawiedzenia całej uroczystości niechcianymi gośćmi, ale nawet jeśli ryzyko takie istniało, to konsekwencje byłby znacznie gorsze dla buntowników, niż któregokolwiek z reszty obecnych. Niech spróbują podnieść rękę do ich ognia, a spotka ich coś dużo gorszego niż zwykłe oparzenie.



angels would damn themselves for me
Rhysand Selwyn
Rhysand Selwyn
Zawód : ambasador MKCz, persona polityczna, mecenas sztuki
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
fine, make me your villain

OPCM : 0
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
 igni ferroque
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10361-rhysand-m-selwyn https://www.morsmordre.net/t10437-koperty-przy-kieliszku-whiskey#315412 https://www.morsmordre.net/t10439-la-vien-selwyn#315458 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t10441-skrytka-bankowa-nr-2290#315558 https://www.morsmordre.net/t10440-r-m-selwyn#315504

Powrót do góry Go down

Przed kilkoma godzinami wsłuchiwała się w przemowy głoszone przez Abraxasa i Tristana. Żal, że nie było dane jej słuchać tego w nieskończoność. Prawdy głoszone na temat społeczeństwa, przyszłości czarodziejskiego strata, a także konsekwencji za działania, były niczym muzyka dla uszu. Wszystkie słowa były zajmujące i piękne, ufała im bezgranicznie, a także zgadzała się z każdym. Wspomnienie o Alphardzie, który przecież oddał swoje własne życie za ich przyszłość, było żywe, a obserwowanie jak kolejne miasta wypełniają swoje przeznaczenie, było największym wyróżnieniem. Posiłek wspólnie z osobami niżej urodzonymi nie należał do norm, ale zwyczajnie rozmawiała tam z arystokracją, usiłując nie zwracać uwagi na resztę. Była im wdzięczna za całą pracę, ale przecież to nie oznaczało, że mieli wspólne tematy do dyskusji. Na szczęście lordów było tu paru, nawet jeśli pochodzili z rodów Rosier i Selwyn, to przecież dziś musieli stać ramię w ramię. Był tutaj Abraxas Malfoy, do którego wiedziała, że może się zwrócić, gdyby cokolwiek się działo. Chociaż miał wiele pracy, wspierał ją, w końcu żyli w wyjątkowo pozytywnych relacjach. Tak samo Maghnus Bulstrode, kuzyn od strony matki, do którego żywiła szczerą sympatię. Posiłek był daleki od ideału, sama zresztą ruszyła bardzo mało, jedynie z kultury jedząc łyżkę zupy. Brakowało w niej wysokiej jakości przypraw, produkty zdawały się być mdłe. Zamoczyła usta w nie pierwszej świeżości kawie i gdy nadeszła pora przejścia na główny plac, uznała, że będzie trzymać się blisko Evandry, skoro były tam razem. Londyńska egzekucja skończyła się atakiem na cywilów, ale czy dziś się tak właściwie się tego bała? Wydarzenia z Connaught Square zdawały się ćmić zdrowy rozsądek, zachęcały do wycofania się, ale dumnie zajęła miejsce w pierwszym rzędzie, nos wznosząc wyżej, aby wysłuchać przemowy Malfoya. Obserwowała śmierciożerców, maski kryjące twarze odpowiedzialne za sukces w kraju, a delikatny uśmiech dumy spływał na jej twarz w miarę opływu chwil. Pozostało oczekiwanie i przypatrywanie się temu wszystkiemu, co miało tu dziś mieć miejsce. Podwyższenie, gdzie zapewne odbędzie się najważniejsza część już czekało, a ona czuła, jak serce dygoce z wrażenia. Oto spełniały się życzenia, społeczeństwo zostało uzdrowione, a to dalej był dopiero początek.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Piąty stycznia miał być dniem triumfu. Pięknym, wspaniałym dniem pełnym zniszczenia, chaosu i krwi - krwi mugoli i zdrajców. Staffordshire miało spłynąć nią obficie i tak właśnie się stało, choć to jeszcze nie był koniec. Od wielu godzin w miasteczku Stoke on Trent panował prawdziwy chaos. Nad dachami budynków unosiły się chmury dymu, których źródłem był płonący peron kolejowy i stacja benzynowa. Sigrun mogłaby wpatrywać się w takie niebo długo, słuchając wrzasków strachu mugoli i krzyków rozpaczy, gdy trafia ich kolejne czarnomagiczne zaklęcie. Wraz z Maghnusem uporali się z zadaniem dość prędko i mieliby dość czasu, aby się zabawić - los jednak był dla Sigrun wyjątkowo przewrotny.
Ledwie oparła się mocy Arawn, który próbował przejąć nad nią kontrolę już na samym początku. Czuła jego wielką moc, zdołała się jednak wyrwać ze szponów śmierci - po raz kolejny. Nie dopuściła, by jej ustami wydawał Bulstrodowi rozkazy, aby jej różdżką popsuł plany na dzisiejszy dzień. Sprostała zadaniu, wypełniła misję - zamiast satysfakcji na koniec czuła jednak ból.
Miasteczko Stoke on Trent musiała opuścić na kilka godzin, aby dotrzeć do miejsca, gdzie stacjonowali uzdrowiciele. Ledwie dotarła tam na swojej miotle, ciężko lecieć mając tylko jedną, lewą rękę, podczas gdy z prawej sterczy kość pod kątem trzydziestu stopni. Obolała i zmęczona wezwała do siebie Elvirę Multon. Wolałaby Cassandrę, jej ufała bardziej, nie mogła jednak pozwolić sobie na podróż do Londynu - nie teraz. Odsłoniła rękaw i powierzyła otwarte złamanie kości Elvirze, zaciskając przy tym zęby i modląc się, by tym razem tego nie spartoliła. Musiała móc czarować do wieczora. Prawie wrzasnęła znów z bólu, gdy Multon zaczęła swoje czary-mary, a kość wniknęła pod skórę, łącząc się z pozostałą jej częścią. Rana zniknęła, ból jednak pozostał i miał Rookwood towarzyszyć jeszcze przez długi czas. Nie podziękowała Elvirze, powiedziała jedynie, że zobaczą się wieczorem.
Do miasteczka dotarła po zmroku, gdy zbliżała się ustalona godzina. Przemierzała ulice już pieszo, miotłę miała w swojej zaczarowanej torbie, prostując i zaciskając palce prawej ręki. Dotarłszy na główny plac, gdzie czekał już podest, zgromadzili się ludzie i patrole czarodziejskie policji, wysunęła z rękawa cisową różdżkę. Nie musiała się przeciskać przez tłum - na twarzy Sigrun jawiła się maska Śmierciożercy i zgromadzeni odsuwali się jej z drogi, gdy zmierzała w stronę podestu.
Powiodła spojrzeniem po zgromadzonych - wśród widzów dostrzegła małżonkę Tristana oraz siostrę poległego Alpharda Blacka, którym skinęła głową ledwie zauważalnie. Sama nie stanęła przed postem, a wspięła się na niego, aby zająć miejsce u boku Tristana Rosiera, którego maskę doskonale znała; jemu także skinęła głową z szacunkiem, po czym przeniosła wzrok na lorda Malfoya, który przemawiał do tłumu.
Czuła się gotowa.

opętanie


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Powrót do góry Go down

The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 43
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Chaos w głowie po utracie kontroli nad samym sobą i oddanie jej całkowicie świadomie w ręce demona, który zawłaszczył sobie jego ciało już dawno ustąpił. Wrócił do pełnej kontroli, zupełnie nieświadomy tego, ile poświęcił dla tej przedziwnej współpracy, jak wiele wspomnień umknęło mu z głowy, jak wiele nowych obrazów zakorzeniło się w jego świadomości z myślą, że uczestniczył w owych zdarzeniach osobiście. To wszystko przyjdzie z czasem, wraz z zrozumieniem istoty tej symbiozy, może nawet pojęciem zasad funkcjonowania, działania — chciał to wykorzystać, nauczyć się wykorzystywać do własnych czynów, chciał potęgi i siły, która drzemała w pradawnym bóstwie, chciał jego władzy i mocy, która wykraczała ponad jego dotychczasowe wyobrażenia. Ale to minęło. Cmentarz, na którym ukrywały się grupki mugoli został oczyszczony. Truchła znalazły się tam, gdzie ich miejsce, w krypcie, w ziemi, okryte cienką warstwą szronu. Inferiusy stworzone z nieboszczyków ruszyły przed siebie poza cmentarne bramy, by siać popłoch, grozę i zniszczenie.
W Stroke-on-Trent pojawił się późnym popołudniem, aby zawitać do restauracji, w której wraz z pozostałymi śmierciożercami mieli omówić wszystkie najistotniejsze kwestie. Na miejscu skinięciem głowy powitał wpierw czarującą małżonkę Tristana, Evandrę, a później Aquilę, która słusznie wspierała ich sprawę. Napił się, odpocząć i zjadł, korzystając z dobrodziejstw tego miejsca, z przyjemnym łaskotaniem w żołądku oczekując finału. Tłum zbierał się na placu głównym, kiedy więc nadeszła odpowiednia pora, odłożył kielich z winem i ruszył, by pojawić się tam, gdzie było jego miejsce — wśród najwierniejszych sługów Czarnego Pana.
Wydarzenie miało się dopiero rozpocząć.
Przywdziawszy na twarz maskę śmierciożercy; surową, stalową, o ziejących pustka oczodołach, naciągnął na głowę kaptur czarnego, grubego płaszcza. Dłonie Mulcibera okryły czarne, skórzane rękawiczki. Skinięciem głowy powitał wszystkich mijanych Rycerzy Walpurgii, którzych był w stanie rozpoznać — oni nie musieli rozpoznać jego, ale maska, którą nosił nie mogła być im obca. Miał ja na sobie zawsze, przy wszystkich najważniejszych wydarzeniach, od samego początku nosząc ją z wielką dumą. Wkroczył na podest, obrzucając wzrokiem szubienicę. Powitał lorda Malfoya, Tristana i zajął miejsce tuż obok Sigrun i jednocześnie przy Deirdre, od razu spoglądając w dal, na oddziały policji, które miały sprowadzić tu więźniów. Stojąc pomiędzy dwoma pięknymi, silnymi kobietami dłonie zaplótł za sobą, za plecami, brodę delikatnie zadzierając wyżej. Czarny płaszcz, kaptur i maska nie pozwoliły jednak na odsłonięcie ani kawałka nagiej skóry.

| locus



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Stoke-on-Trent - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Stoke-on-Trent

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach