Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Stoke-on-Trent
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Stoke-on-Trent

Jedno z najmniejszych, jeśli nie najmniejsze miasteczko Anglii w ogóle, formalnie nie spełniające nawet warunków, by zyskać takie prawa. Otrzymało je ze względu na kwitnący przemysł garncarski. Miało turystyczne znaczenie wśród mugoli, niewielkie wśród czarodziejów: nigdy nie mieszkało ich tutaj wielu, ale dość powszechnie znany jest niewielki sklepik z ingrediencjami alchemicznymi miejscowej zielarki - ze względu na otaczające to miejsce niezamieszkałe tereny dość łatwo jest tu pozyskać rzadkie gatunki ziół lub innych komponentów odzwierzęcych, a zwłaszcza pióra.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Słuchał słów niosących się ponad tłumem, przypomnienia historii, która nie była im przyjazna. Stosy na których palono czarownice, dziś miały zapłonąć dla mugoli. Zabawny obrót spraw, chociaż sprawiedliwość marna, gdy spłonąć miała tylko dwójka na setki czy tysiące wartościowszych żyć zakończonych w płomieniach. Wiedział jednak, że na to przyjdzie czas, coś co zaczęło się na długo przed jego powrotem do Anglii, doprowadziło do dzisiejszego dnia i pójdzie dalej. Niewielka część kraju jeszcze walczyła o stary, wypaczony porządek, ale musieli się ugiąć w końcu. Nie mieli wyboru, nikt nie chciał już Kodeksu Tajności, ukrywania się przed wzrokiem żałosnych, nieznających magii jednostek, marnych istnień.
Zerknął na mężczyznę, który podobnie, jak on i Sigrun, miał swą rolę w egzekucji. Nie znał go, był mu całkowicie anonimową osobą, ale to nie miało znaczenia. Obserwował, jak kneble zostają zdjęte, a chwilę później pochodnia pochyla się ku każdemu ze stosów. Języki ognia szybko objęły to, co im zaoferowane, pochłonęły sylwetki z okrutną stanowczością. Swąd palonej skóry, płonących ciał i krzyki, były czymś, co w pierwszej chwili uderzyło bardziej, niż się spodziewał. Nie drgnął z zajętego miejsca, bez cienia wątpliwości patrzył i czekał na swoją kolej. Czuł cień zniecierpliwienia, chociaż wiedział, że szubienica to ledwie moment, jedynie chwila satysfakcji. Odpowiednio długa lina i grawitacja, robiły swoje. Wrócił spojrzeniem do tych, którzy przemawiali, zdradzając talent, by słowem przekonywać tłumy. Skupił swą uwagę na nestorze rodu Rosier, gdy rozpoczął swoją część przemówienia. Czekał, kiedy padały kolejne słowa uświadamiające zebranych, jak wyglądała rzeczywistość i do czego już nie wrócą. Wystarczyło już chowania się jak szczury, teraz niech inni chowają się przed nimi, kryją w najgłębszych norach w nadziei, że będą bezpieczni. Ignorował melodię harfy, która rozbrzmiała w tle, nie poświęcając ani cienia uwagi temu dodatkowi.
Widząc subtelne skinięcie i jasny rozkaz, zrobił to na co czekał. Czwórka półkrwi miała za moment zginąć, lecz nie zamierzał zaryzykować błędu. Ostatni raz sprawdził czy wszystko było tak, jak powinno, bez ociągania i zwlekania. Skazańcy idealnie na swoich miejscach, stryczki na szyjach, przylegając do skóry. Zerknął na tych, którzy pełnili rolę strażników dając im znać, by cofnęli się. Tu już nie było miejsca i groźby ucieczki, liny nieustępliwie odbierały szanse i tłamsiły wątłą nadzieję. Popchnięta dźwignia zwolniła prosty mechanizm, a podłoga pod nogami czterech zdrajców zapadła się odbierając podparcie. Patrzył, jak liny naprężają się, a trzy karki pękają, niosąc szybką śmierć. Tylko jeden miał mniej szczęścia i nie spadł tak, jak pozostali. Ignorował ten fakt, podobnie jak szarpiące się przez ledwie parę minut ciało, zanim znieruchomiało. Nikomu nie będzie go szkoda, był zdrajcą, przypieczętował swój los własnymi wyborami.
Nie ruszając się z miejsca, przeniósł wzrok znów na lorda Rosiera, gdy przedstawił tłumowi, kim był czystokrwisty czarodziej, a później na Sigrun, która musiała czekać najdłużej. Znał swą kuzynkę, domyślał się więc, że niecierpliwiła się i wcale nie dziwił się jej. Usłyszał czarnomagiczną inkantację, nie wątpiąc, że Rookwood wybrała najbardziej brutalną, ale i najwygodniejszą dla tego momentu. Patrzył, jak krew rozlała się po szacie mężczyzny, popłynęła na deski, kiedy bezwładne już ciało upadło głucho.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

Pokaz siły był zaiste imponujący. Przemknęło mu przez głowę, że gdyby do tej pory nie był zdecydowany, za którą stroną się opowiedzieć, w tym momencie nie miałby problemu z podjęciem decyzji.
Siły Ministerstwa Magii, defilada oraz płomienna przemowa trafiały do niego w każdym calu, z każdym słowem i każdym wizualnym przeżyciem. Był przekonany o słuszności słów syna Ministra. Znał historię ich społeczeństwa bardzo dobrze, szczycił się czasami nawet posiadaną wiedzą w tej dziedzinie, więc temat, do którego odwoływał się Malfoy był mu doskonale znany. Nadszedł najwyższy czas na obrót ról by to ciemiężcy stali się ofiarami. Teraz to oni mieli zapłonąć na stosach i poczuć strach, który przodkowie, dzisiaj zgromadzonych tutaj czarodziejów i czarownic, czuli w przeszłości.
Kiedy zapłonęły stosy pod dwójką mugoli, a ich wrzaski i zapach palonej skóry rozeszły się po placu, docierając do uszu i nozdrzy zgromadzonych, Burke uśmiechnął się pod nosem. Xavier nawet na moment nie odwracał wzroku, rozkoszując się tą chwilą, tym momentem kiedy niezdecydowani i przeciwnicy właśnie zobaczyli co ich czeka jeśli postanowią tkwić w niepewności lub dalej okazywać opór przeciwko panującej władzy i Czarnemu Panu. Obserwował płonących mugoli zaledwie przez chwilę, by moment później skupić całą swoją uwagę na Śmierciożercy, który wyszedł teraz na przód i rozpoczął swoją mowę. Xavier nie potrafił jeszcze rozpoznać ich po maskach, nie należał do szeregów jeszcze na tyle długo, jednak w żaden sposób nie zniechęcało go to do dalszego działania na rzecz Rycerzy Walpurgii. Wszyscy wyznawali te same idee, te same wartości i mieli wspólny cel, świat bez mugoli, świat bez szlam, pokój i stabilizacja dla czarodziejów czystej krwi. Miał zamiar działać w myśl tej idei tak długo, jak długo starczy mu sił.
Wysłuchał mówcy, zgadzając się w pełni z każdym jego słowem, po czym przeniósł spojrzenie brązowych tęczówek na kolejnych skazanych. Zasługiwali na swój los, poniosą karę adekwatną do swoich zdrodni. Jedyne z czym się nie zgadzał, to z tak honorową śmiercią tego, który w swoich żyłach miał czystą krew. On w jego mniemaniu dopuścił się największej zdrady i nie powinien w ten sposób ginąć. Powinien cierpieć, czuć, że jego uczynki były złe... nie jemu jednak było dane decydować. W każdym razie przyjął jego śmierć z pewnego rodzaju ulgą i zadowoleniem.
Pokazywało to bowiem, że skoro nie cofnąć się przed egzekucją na czarodziejach czystej krwi, którzy zdradzili swoich pobratymców, to jaki los czeka tych brudnych i obrzydliwych mugoli i czarodziejów brudnej krwi, którzy postanowią sprzeciwić się ich władzy?


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Zaklęcia, które rzuciła, były perfekcyjne, nie dopuszczała zresztą możliwości, że będzie inaczej. Nie mogła doznać upokorzenia na scenie podczas pokazowej egzekucji; nawet jeśli nie było jej dobrze widać za stojącymi w pierwszym rzędzie śmierciożercami, wiedziała, że Tristan Rosier i Abraxas Malfoy odpłacą jej za pomyłkę, jeżeli się takowej dopuści. Gdy wzmocniony magią głos obu mężczyzn poniósł się nad tłumem, uśmiechnęła się subtelnie pod nosem i wykonała kilka ostrożnych kroków w tył, przyglądając się skazańcom wprowadzonym na podwyższenia. Niedaleko dojrzała Cilliana, jednego z wybranych katów - skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie preferowałaby jego roli. Zamiast jednak okazać zazdrość, posłała przyjacielowi dyskretne skinięcie głową, które miało sygnalizować uznanie. Dobrze się spisał, został więc nagrodzony zaszczytem. Znała go na tyle długo i dobrze, by wiedzieć, że doskonale sprawdzi się jako morderca, nie miała też wątpliwości, że zadanie to sprawiało mu okrutną satysfakcję.
Wysłuchała przemowy Rosiera z namaszczeniem, mrużąc powieki i pozwalając ustom ułożyć się w wyraz pośredni między złośliwością a zadowoleniem. Każde dudniące w tłumie słowo podkreślało wzniosłość dzisiejszego wieczora, a gdy na końcu omówienia przewin każdego ze skazanych czarodziejów padł rozkaz wykonania wyroku, poczuła, że pod luźnymi rękawami jej czarnej szaty po bladej skórze przetaczają się ciarki. Bynajmniej nie niepokoju.
Dyskretnie zwilżyła dolną wargę i skrzyżowała ramiona na piersi, zadzierając głowę, aby dostrzec ostatnie chwile zdradzieckich magów, życie ulatujące z ich oczu; usłyszeć cichy trzask łamanych kręgów, jęki urwane zanim na dobre zdążyłyby wybrzmieć. Jeden z nich nie miał szczęścia, dusił się, a ona z fascynacją obserwowała jego daremne podrygi, przypominające lalkę na sznurkach szarganą wiatrem. I w końcu i ta głowa wygięła się brzydko, spoczywając na klatce piersiowej w akompaniamencie cichej, wzruszającej niemal melodii wygrywanej na harfie. Jakże wielką przyjemność sprawiał fakt, że mogła oglądać to wszystko z tak bliska. Kolejny był skurwysyn, nad którymi pieczę trzymała Rookwood - honorowa śmierć, tak to nazwali, dla Elviry jednak każda pokazowa egzekucja w gruncie rzeczy sprowadzała się do jednego; była przejawem głębokiej pogardy. Celnie wymierzone zaklęcia sprawiły, że szaty na piersi Sprouta zwilżyła krew, czysta krew, którą należało przelać, aby uchronić ich dziedzictwo przed zagładą. Przymknęła oczy i wsłuchała się dobrze w płynące z wiatrem słowa, w trzask płomieni, w muzykę. Chciała zapamiętać tę chwilę na długo.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Nie podejrzewałaby, że może się zawieść, ale widoki, jakie dzisiaj zapewniało Stroke-on-Trent, były ponad jej najśmielsze oczekiwania. Płonęły stosy, płynęła krew, a nad wszystkim czuwała grupa dumnych czarodziejów, dzięki którym całe społeczeństwo magiczne mogło w końcu trwać w spokoju. Celebracja śmierci, bo tak też można było nazwać dzisiejszy dzień, nie zdawała się być czymś typowym. Poruszała serca i oczy. Aquila chwyciła więc za dłoń przyjaciółkę, gdy pierwszy krzyk rozciął powietrze, dolatując wprost do jej uszu. Wzdrygnęła się, nie spodziewała się, że wywoła on aż taki efekt na jej ciało. Ciarka przeszła po kręgosłupie aż do palców, które to zadrżały, wsłuchując się w nuty wydobywające się z płuc skazańca. Oczy otworzyła szerzej, a wstrzymane w płucach powietrze zaczęło ulatywać. Skazany na śmierć, skazany za mugolstwo. Mieli czas, mogli uciec z kraju, ale wielu nie skorzystało z ofiarowanej im łaskawie szansy i postanowili bić się o sprawę, która od wieków była dla nich przegrana. Black nie było szkoda tych istnień, wpatrywała się płomienie, a te odbijały się w jej oczach. Tamten atak na Connaught Square, ulotki szykanujące ją samą, plakaty... Alphard, jego śmierć i poświęcenie, a także słowa Czarnego Pana, gdy przedarł się swoimi oczami, dostrzegając ją, Rigela i Cygnusa w pierwszym rzędzie przy trumnie Alpharda. Wtedy patrzyła na niego z uwielbieniem, dziś spoglądała na płonący stos bez mrugnięcia okiem. Ten widok nie bolał, to samo próbowali robić im przez setki lat. Niech żyje zmiana i niech żyje magia, piękniejsza niż wszystko, co mugole stworzyli na świecie. Niech błagają o litość i niech uciekają w popłochu. Wzrokiem przejechała po tych, którzy wykonywali egzekucje, a potem po maskach śmierciożerców. Garstka potężnych czarodziejów, która doprowadziła ich kraj do czystości, teraz stała tu przed nią, z dumą spoglądając na ofiary. Z tyłu ktoś zajęczał, z przodu ktoś krzyczał, a wszędzie rozbrzmiewała potęga. Aquila spojrzała na czystokrwistego czarodzieja. Timon Sprout... Zdrajca, buntownik, łotr. Gdyby mogła, to splunęłaby w jego twarz, bo za nic miała takich jak on, ale trzymałą się daleko stamtąd, napawając się tym widokiem, gdy dłoń trzymająca dłoń Evandry przestawała drżeć, aż w końcu wysunęła się z niej. Nie odwróciła wzroku, nie pozwoliła sobie na zawahanie się. Dumnie wzniosła nos w górę i obserwowała tę scenę. Chciała wiedzieć co będzie potem. Nie chodziło o życie ulatujące z tego człowieka. Chodziło o zdradzieckie istnienie opuszczające ten kraj. I to się liczyło.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Kiedy z ciemnego jak atrament nieba jęła kropić krew, Azjatka odchyliła głowę, chętna poczuć ją na swojej skórze. Rozkoszować się delikatną pieszczotą nagrody za doskonale wykonane zadanie. Rozpływać się w poczuciu spełnienia obywatelskiego obowiązku i świadomości, że oto Staffordshire stało się dziś piękniejsze. Niestety - było to tylko iluzją, która prędko rozpierzchła się w nicości, nim zdążyła jej dosięgnąć. Rozczarowanie krótko błysnęło w czarnych oczach, które następnie zwróciła na egzekucyjne podium, gdzie rozpocząć miały się przemowy: i to w nich odnalazła namiętność, której nie zapewniła jej posoka zdrajców. Lord Abraxas Malfoy snuł przed ludem zebranym przy stosach i stryczkach niczym urodzony erudyta, roztaczając wokół atmosferę chwytającej za serce powagi, porywającej jedności; dość mieli już wszyscy czasów, gdy czarownice palono za chęć niesienia pomocy chorym mugolom, a dzieci niewinnie objawiające magię topiono w rzekach, byle tylko wyzbyć się diabła zrodzonego z ich chorych przekonań. Zgadzała się z każdym słowem polityka, momentalnie oczarowana. Z uwagą spojrzała na stosy. Płomień szybko zaczął trawić chrust przygotowany pod drżącymi nogami przerażonych, słabych mężczyzn płacących srogą karę za swój zbrodniczy występek: umierali krzycząc, błagając, płacząc, podczas gdy ogień zemsty trawił ich owładnięte agonią ciała, dostarczając Wren przyjemności. Chciałaby podejść bliżej, wsłuchać się uważniej, przyjrzeć trawionej przez gorąc skórze odchodzącej od ciała, zwęglonej na czerń - ale nie ruszyła się ze swojego miejsca, zdekoncentrowana przez Śmierciożercę, który odezwał się jako następny. Lord Rosier, choć nie rozpoznała go spod przywdzianej maski, mówił równie pięknie. Obaj mężczyźni rozpalali ją od środka, jak pochodnia rozpaliła stosy skazanych na śmierć burmistrza i biskupa; Wren oddychała głęboko, z ledwie dostrzegalnym uśmiechem pełnym podziwu i zachwytu. Piękne. Wspaniały spektakl wieńczący dzień pełen doznań, sukcesu, czy mogła prosić o więcej?
Kiedy zapadło się drewno pod nogami wisielców, aż zadrżała widocznie, zacisnąwszy ręce na czarnym płaszczu. Dławiący dźwięk błagania o powietrze dotarł aż do niej, mimo szlochów, szeptów i westchnień dobiegających gdzieś z jej otoczenia, nieistotnego, bzdurnego, bo bzdurną była rozpacz po zdrajcach, nawet jeśli stanowili rodzinę. Natomiast drugie zaklęcie Sigrun, to, w jaki sposób wypowiadała je ze sprawczą mocą, uświadomiło Wren tożsamość Śmierciożerczyni. Poznałaby ten tembr wszędzie, nasączony wyważonym jadem, ciężkim jak dobra whisky. Rookwood wyglądała dziś pięknie. Jak kat o najważniejszej renomie, mieczem ścinającym głowę niegodnego króla. Ale on, zamiast tego, po prostu pożarł serce.
Uśmiech na ustach Azjatki poszerzył się nieznacznie - stało się, Czarny Pan posiadł Staffordshire, wierzyła to całą sobą, rozogniona, spragniona więcej, więcej, więcej. Byli wspaniali, wszyscy. Cillian bez cienia wahania wieszający mugoli, Lyall podkładający ogień, zebrani na piedestale ci - Rycerze i Śmierciożercy, których wywyższono spośród śmiertelników. Nie stała wśród nich, lecz hołdowała im w pełnym oddaniu, zakochana w potędze, którą sobą reprezentowali.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Zamiast skazańcom, przyglądał się z zaciekawieniem obecnym Śmierciożercom i reszty bardziej mu znanych Rycerzy. Nieznany mu mężczyzna, zapewne powiązany z Ministerstwem podłożył ogień, a w następne kilka sekund zajęły się nim ciała mugolskie. Rhysand zmarczył nos na nieprzyjemny zapach palonej skóry, oraz ustające dopiero po dłużej chwili okrzyki. Wiedział, co znaczą te pokazy i jaki cel miały, jednak wykonaniu brakowało, chociaż odrobiny finezji, którą miały poprzednie dwie przemowy Abraxasa. Zgadzał się z nimi całkowicie, w dodatku nie bez nuty uznania zauważając wyjątkową stosowność argumentów znajomego lorda. Operował językiem historii, który przekonywał ludzi do swoich racji bez najmniejszego trudu, a skłonni uwierzyć byli nawet prości czarodzieje z ulicy.
Jednocześnie szubienica poszła w ruch, spełniając swój mechaniczny obowiązek i po raz kolejny kilka marnych istnień odeszło z ich ziem. Bo były one właśnie ich. Wywalczone od zdrajców ciężkim poświęceniem, które teraz mogli świętować poprzez śmierć tychże wrogów. Wzrok przesunął się po obecnych na podeście lady Rosier i lady Black, z zaniepokojeniem. Wydawały się Rhysandowi delikatnymi kwiatami pośród burzy przemocy, którą chociaż on był w stanie przyjąć z wypracowanym spokojem, emocje dam mogły być niepotrzebnie nadwyrężane. Na szczęście chwilowa troska ustała, gdy odkrył, gdy obie zdawały się dumnie wznosić głowy do góry, by obserwować egzekucje. Czarny Pan znalazł szczególne miejsce w sercu Selwyna, jego idee jasne niczym płomienie liżące usychające truchła, ale oglądanie spełnienia się jego planów na żywo stanowiło coś w rodzaju satysfakcjonującego spełnienia i próby charakteru. Nie urodził się wojownikiem, który brukał swoje palce krwią z łatwością, całą odporność wraz z umiejętnościami wypracował własnym wysiłkiem, skutecznie pokonując strach przed śmiercią i przerażeniem widoku zabijanych. Nawet teraz, po latach ćwiczenia czarnej magii oraz umiejętności legilllimencji w tyle szyi czaiła się gęsia skórka niepokoju widzianymi scenami. Pozostawało jedynie walczyć z nią w samotności, dążyć do udoskonalenia własnych emocji, a także ostatecznego pokazania, że jak nikt godny jest miejsca w szeregach tych, którzy wspólnie dążą do świata pod władaniem Czarnego Pana.



angels would damn themselves for me
Rhysand Selwyn
Rhysand Selwyn
Zawód : ambasador MKCz, persona polityczna, mecenas sztuki
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
fine, make me your villain

OPCM : 0
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
 igni ferroque
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10361-rhysand-m-selwyn https://www.morsmordre.net/t10437-koperty-przy-kieliszku-whiskey#315412 https://www.morsmordre.net/t10439-la-vien-selwyn#315458 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t10441-skrytka-bankowa-nr-2290#315558 https://www.morsmordre.net/t10440-r-m-selwyn#315504

Powrót do góry Go down

Zdawało mu się, że płomienne przemowy niosły się echem wokół jeszcze długo po tym, jak głosy Abraxasa i Tristana umilkły. Wierzył, że dosadne treści zostaną przyjęte przez wszystkich, którzy dzisiaj ich słuchali, a potem powtarzane zmienią się w przypowieści, historie, legendy i ostrzeżenia, niosąc się po świecie. Potęga Czarnego Pana i poddanemu mu Ministerstwa Magii nie mogła zostać zaburzona — nie istniała żadna siła, która potrafiłaby ją zrównoważyć, a co dopiero pokonać. Tryumfowali i ten tryumf powinien być widoczny w ich postawach, słowach i twarzach. Powinien wybrzmiewać w głosach i czynach, bo przecież nie mogli na tym poprzestać. Ten dzień zapisze się w historii. Będą o nim pamiętać ci, którzy przeżyli, lordowie tych ziem i oni, uczestnicy wielkich zdarzeń. Stalowoszarymi oczami patrzył, jak jeden z mężczyzn odknebolwuje pojmanych i podkłada pod stos ogień. Niech krzyczą, niech płoną. Niech odpowiedzą za błędy swoich przodków, przewiny swojego gatunku. Bez litości patrzył, jak płomienie zajmują kolejne gałęzie, gorąc drażnił ciała i zajmował materiał, jak dym drapał już w gardło niemilknące w krzyku rozpaczy. Nie mniejszej zbrodni dopuścił się czarodziej. Tristan mądrze i słusznie prawił o jego czynach. Stał się więc przestrogą dla pozostałych, komunikatem o tym, co stanie się ze zdrajcami krwi. Wciąż, pomimo tych wszystkich przeżytych lat, tylu spotkanych osób i dyskusji, nie pojmował, dlaczego pobratymcy popełniali ten sam błąd. Dlaczego woleli być słabi i pojednani, dlaczego godzili się na taki los. Mugole, byli jak te głupie owce, nie było sensu szukać w sobie dla nich ani zrozumienia, ani nawet niechęci. Nie żywili względem niego żadnych uczuć, nawet nienawiści — uczuć tak płomiennych, silnych i trudnych w kontroli wystrzegał się od wielu lat. Jedynie niechęć, obrzydzenie względem ich natury, słabości, nijakości. Ale oto nadchodził ich kres. Mieli oczyścić Anglię, usunąć kopce, wytępić mrówki, zalać robactwo gnieżdżące się po kanałach. Dzisiejsza rzeź była ledwie przystankiem na drodze do całkowitej potęgi.
Stojąc wśród nich, największych, najznakomitszych czarodziejów obserwował wspaniałe egzekucje. Dawno już zapomniał, jak to jest być katem, brudzić sobie dłonie niechlubnym zajęciem. Sprout ginął z rąk śmierciożercy, nie mógł sobie wymarzyć bardziej honorowego widowiska. Obserwował Sigrun i jak wyciąga ku niemu różdżkę. Nie mrugnął nawet okiem, kiedy zaklęcie sięgnęło Tima. Nie ruszył się z miejsca, dumnie i z powagą śledząc sączący się szkarłat, oczekując, że wkrótce tuż z nimi stanie ich wierna przyjaciółka, Śmierć. Zabierze ich ze sobą, zadowolona z dzisiejszego krwawego żniwa.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Stoke-on-Trent - Page 5 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Powrót do góry Go down

Przyświecający im jasno cel pchał ich ku działaniu, pokonywaniu własnych słabości i dążeniu do przekroczenia pewnej granicy. Skuteczność to podstawa. Czasy kiedy wychylali się powoli do przodu minęły dawno, teraz to w ich rękach leżała przyszłość świata, a na barkach spoczywał ciężar odpowiedzialności. Wyznaczali sobie cele, które musieli zrealizować, każde najsłabsze ogniwo winno być wyeliminowane, zanim doprowadzi do ogólnej katastrofy. Nikt nikogo nie zmuszał do działania, nie nakłaniał, a każde z nich było tu dobrowolnie. To cele kreowały ich drogi, stawiane przed sobą zadania były wymagające i należało podchodzić do nich ze szczególnym zaangażowaniem. Powinni przypominać sobie nawzajem, że tylko od nich zależy przyszłość i od skuteczności ich działania zależy każde powodzenie. Niejednokrotnie wymagało to pewnego rodzaju poświęceń, a on był gotów do tych największych w imię idei.
Beznamiętnie patrzył na twarze tych, którzy byli skazywani za popełnione grzechy. Byli winni każdego zarzucanego im czynu, wystąpili przeciwko nim chroniąc szlam i pełzające robactwo. Powinni ponieść odpowiedzialność za popełnione grzechy, spotkać się z surową karą na miarę występków, których się dopełnili. Skazani na śmierć, byli jak owce prowadzone na rzeź, ale byli winni. Włożyli wiele pracy w to, aby znaleźć się w tym miejscu. Każdy ich oddech był policzony, każdy być może był ostatnim nieprzyjemnym tchnieniem, z tłumem oczu wpatrzonym w ich nędzne ciała. Nie żałował ich, patrzył na nich z pogardą w ciemnych tęczówkach i jawnym obrzydzeniem. Nie sądził, aby którykolwiek z nich kiedykolwiek pożałował tego co zrobił, dla nich nie było już żadnej nadziei.
Skazańcy oddali ostatnie tchnienie, a ich martwe ciała opadły na ziemię. Tak kończą się heroiczne zrywy i zgrywanie bohatera, występowanie przeciwko tym, którzy oczyszczali ziemie hrabstw ze szlam i mugoli. Nie byli bohaterami, byli zwyczajnie trupami, które jeszcze miały okazję tak po prostu oddychać. Wszystko ulegnie zmianie, a nowe porządek przyjdzie zaakceptowany przez świat. Każdy sprzeciw natomiast spotka się z odpowiednią reakcją, szybką odpowiedzią. Tylko w ten sposób będą mogli triumfować.


Mathieu Rosier


Be not the slave of your own past...
plunge into the sublime seas, dive deep, and swim far,
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Łowca i opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Powrót do góry Go down

Zmrok nad Stoke-on-Trent zapadł już dawno – niebo, tej nocy zasnute chmurami i pozbawione gwiazd, pokryło się czernią, na tle której dogasały już ostatnie łuny pożarów, zaledwie kilka godzin wcześniej rozjaśniające horyzont ponad Staffordshire. W wypełniającym rynek powietrzu, niemal równie ciemnym, co pozbawiony księżyca nieboskłon, wirowały coraz szybciej płatki śniegu, odbijając światło rzucane przez ogień płonący w ustawionych na podwyższeniu czarach. Oddechy zgromadzonych na placu ludzi zamieniały się w parę, mróz czerwienił policzki i przedzierał się przez ciepłe ubrania – a kiedy z podestu padły rozkazy wykonania kary śmierci na zdrajcach, zarówno ciemność, jak i chłód, zdawały się zgęstnieć. Wśród zgromadzonych rozlał się niepokój, lęk, początkowo pozbawiony swojego źródła – materializującego się po chwili w postaci kłębów czarnej mgły ciemniejszej nawet od nocy, która wirując ponad głowami mieszkańców, przesunęła się w stronę podwyższenia a potem opadła niżej – zasłaniając światło i poruszany wiatrem śnieg. Z oparów wyłonił się czarodziej – ubrany w powłóczystą szatę, o jasnej, zmienionej nie do poznania twarzy, opadł miękko na podest, choć nawet gdy na nim stanął, zdawał się unosić ponad ziemią. Śmierciożercy i Rycerze Walpurgii rozpoznali go jako pierwsi – bez trudu dostrzegając w nim tego, którego wolę wypełniali, wyczuwając bijącą od niego potęgę nawet bez spoglądania w jego kierunku. Wyczuli ją też inni, szmer grozy poniósł się wśród falującego tłumu, pośród którego umilkły wszystkie głosy i szepty; ci, którzy do tej pory spoglądali w kierunku straconych czarodziejów, nie byli w stanie oderwać wzroku od stojącego pośrodku podestu Czarnego Pana, którego spojrzenie przez kilka sekund przesuwało się po placu, jakby oceniając, chłonąc dzieło dokonane tego dnia przez Rycerzy Walpurgii oraz tych, którzy im pomagali. Dopiero później odwrócił się za siebie – spoglądając po kolei na każdego ze Śmierciożerców, choć na żadnym nie zatrzymując spojrzenia na dłużej; mimo że nie wypowiedział żadnego słowa, ci, na których spoczął jego wzrok, wiedzieli, że Lord Voldemort był zadowolony.
Przyjaciele – odezwał się, najpierw zwracając się do swoich popleczników, unosząc w górę parę dłoni o długich palcach; pierścień z czarnym kamieniem zalśnił w świetle pochodni, na krótko – później Czarny Pan znów zwrócił się w stronę tłumu, najpierw odnajdując po kolei każdego z Rycerzy Walpurgii i ich sojuszników. – Czarodzieje i czarownice Staffordshire – mówił dalej, podosząc wzrok; choć jego głosu nie wzmacniało żadne zaklęcie, ten brzmiał wyraźnie, niosąc się po rynku i docierając do każdego, otulając jak lodowata mgła. – Zapamiętajcie ten dzień – jako dzień, w którym dostąpiliście zaszczytu wstąpienia w nową rzeczywistość, jaką zbudujemy na gruzach starej. Aż do dzisiaj wasze ziemie opanowane były przez zdrajców, którzy obiecywali wam wyzwolenie. Wolność. Ochronę. Zostaliście oszukani. – Urwał, pozwalając, by jego słowa wybrzmiały; by dotarły do każdego, kto go słuchał, wsiąkły w umysły tak samo, jak rozlana przez Sigrun krew wsiąkała w deski, z których zbite było podwyższenie. – Słowa tych, którzy zwą siebie Zakonem Feniksa, są tak samo puste, jak puste są ich obietnice. Wkrótce ich bastiony upadną – wioska po wiosce, miasto po mieście i hrabstwo po hrabstwie. Ich zwolennicy rozpierzchną się lub zginą. Pozostaną tylko ci, którzy byli wystarczająco silni, by sięgnąć po przynależną czarodziejom władzę i potęgę – mówił, przy tych słowach znów spoglądając za siebie, tam, gdzie ramię w ramię stali Śmierciożercy – oraz ci zbyt słabi, by zasłużyć na miejsce w naszym świecie – ciągnął dalej, tym razem przenosząc spojrzenie nieco w tył – na kołyszące się na szubienicy ciała, i na martwego Timona Sprouta. Choć twarz Czarnego Pana wydawała się pozbawiona emocji, w głosie rozbrzmiała pogarda – a każde kolejne zdanie brzmiało coraz bardziej jak przepowiednia, wizja przyszłości, która niechybnie miała się spełnić. – Ci, którzy zostaną nagrodzeni, oraz ci, których spotka wyłącznie kara. Decyzja, po której stronie się znajdziecie, należy do was – i musicie podjąć ją dzisiaj. Zadecydujcie o swoim losie – dołączcie do tych, którzy wypełniają moją wolę – albo obróćcie się w proch razem z tymi, którzy się jej przeciwstawiają.
Czarny Pan zamilkł. Jego głos, wciąż tak samo przenikliwy, jeszcze przez parę sekund wybrzmiewał w mroźnym powietrzu, podczas gdy on sam przyglądał się twarzom zgromadzonych na placu ludzi – po czym po raz ostatni odwrócił się ku swoim najwierniejszym sługom, w ledwie dostrzegalny sposób kiwając w ich stronę głową – dając im znak, by kontynuowali. Spowijające go, czarne opary, powróciły, rozmył się w nich na krótką chwilę – by ledwie sekundy później zmaterializować się za plecami Śmierciożerców, przyglądając się ich działaniom już jako obserwator, choć jego obecność wciąż była wyczuwalna, budząc jednocześnie postrach i szacunek.

Rozgrywka toczy się bez zmian, mistrz gry pozwolił sobie na pojawienie się gościnnie, w ramach odpowiedzi na podjęte przez Was działania - nie przejmuje jednak kontroli nad wątkiem, ta pozostaje niezmiennie w rękach organizatorów. Niewykluczone, że przed końcem wydarzenia pojawi się ponownie, nie musicie jednak na niego czekać.

W razie jakichkolwiek wątpliwości odnośnie powyższego posta, należy kierować się do Williama.


Dokonywał wielkich rzeczy strasznych, to prawda, ale wielkich

Czarny Pan
Czarny Pan
Zawód : Czarnoksiężnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Zwierzęcousty
Stoke-on-Trent - Page 5 Tumblr_mmbuhtLKK11r3r73mo1_500
Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 https://www.morsmordre.net/f303-piwnica https://www.morsmordre.net/f303-piwnica

Powrót do góry Go down

Płomieniste przemowy Rosiera i Malfoya z pewnością miały zapaść głęboko w pamięć tłoczącego się pod podestem gminu. Część spijała słowa z ich ust z fascynacją, część z nieskrywanym lękiem, lecz niezależnie od emocji kłębiących się pod ich skórami, absolutnie nikt nie śmiał wystąpić przeciwko potędze, z którą żaden śmiertelnik nie był już w stanie się mierzyć. Bulstrode czuł dumę z racji swojego udziału w wydarzeniach wyznaczających krwawy koniec mugolskiej tyranii w Staffordshire i jednoczesny początek nowej, świetlanej ery, ery panowania potencjału magicznego, ery ostatecznego wyjścia z ukrycia, ery wielkich wizjonerów. Na ich oczach tworzyła się właśnie nowa, wspaniała historia - oni ją tworzyli, a Maghnus nie posiadał się z radości, że po wielu miesiącach niecierpliwego wyczekiwania jego ród postanowił wyjść z cieni, przestać być cichym sojusznikiem i zaangażować się otwarcie w wojnę, od której nie było ucieczki i która była jedyną słuszną drogą.
Role się w końcu odwróciły po tylu wiekach absurdalnej niesprawiedliwości i prześladowań; stosy zapłonęły, kłęby czarnego dymu zebrały się na scenie, otaczając łapczywie skwierczące ciała, niezasługujące na tyle atencji, ile właśnie otrzymywały. Jego nozdrza uderzył charakterystyczny zapach palonego białka, lecz nie skrzywił się, wciąż utrzymując niewzruszoną maskę; zapach ten towarzyszył mu od egzekucji w Markyate, wgryzł się w jego pamięć tak samo jak w receptory węchowe i zapewne miał już z nim zostać na dłużej, skoro to były zaledwie pierwsze z wielu stosów i dopiero początek wielkich zmian, jakie niepowstrzymaną falą miały się przetoczyć przez cały kraj. Kolejni zdrajcy usłyszeli swój wyrok i zawisnęli na szubienicach; większość niestety otrzymała od sił grawitacji prawo łaski, donośne chrupnięcia obwieściły przerwanie ciągłości ich kręgosłupów i natychmiastowy zgon, lecz jedno ciało drgało konwulsyjnie, wierzgało nogami w powietrzu, bezskutecznie próbując walczyć ze śmiercią nim znieruchomiało już na zawsze. Timon Sprout okazał się być ich wisienką na torcie i właśnie jego egzekucję Bulstrode oglądał najchętniej - nie istniała na tym świecie gorsza zbrodnia niż zdrada krwi, plucie w twarz wielowiekowym tradycjom i ideom, odrzucanie swej historii lekką ręką na rzecz szlamu i niemających racji bytu urojeń równościowych w miejscach, gdzie równości nigdy nie było i nigdy nie będzie. Brutalne zaklęcie czarnomagiczne rozpłatało klatkę piersiową mężczyzny, krew bluzgnęła na wszystkie strony, zachlapując podest i ściekając pomiędzy jego deski ciemną posoką.
Poczuł jego obecność, tak jak i wszyscy, jeszcze nim ich oczom ukazał się gęstniejący mrok, opadający coraz niżej na scenę, przesłaniający migoczące światła pochodni i tańczące na wietrze płatki śniegu; wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu lodowaty dreszcz, gdzieś podskórnie rozlał się niepokój, jaki potrafił wywołać Czarny Pan, który ostatecznie zmaterializował się w kłębach ciemnej mgły, zasiewając na placu głuchą ciszę. W bladej twarzy nie było już niczego ludzkiego, stała się ona żywym odzwierciedleniem niepojętej potęgi i ucieleśnieniem wszystkich lęków zebranych w całość. Czy słyszał o ich działaniach? Czy był zadowolony z czynów, na które porywali się z jego imieniem na ustach? Bulstrode zgiął kark, gdy ich przywódca omiatał mrożącym krew w żyłach spojrzeniem najbliższe otoczenie i twarze zgromadzonych. Każde z wypowiadanych przez Czarnego Pana słów wibrowało w jego uszach, a serce dudniło głucho w klatce piersiowej. Nikt nie musiał już nic więcej mówić; teraz i tak każde kolejne słowa wydałyby się dziwnie miałkie i zbędne. Czarna mgła pojawiła się ponownie, lecz czarnoksiężnik nie opuścił swych popleczników, zamiast tego lokując się za plecami Śmierciożerców i dając jednoczesne przyzwolenie na kontynuowanie przedstawienia ku jego chwale.


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374

Powrót do góry Go down

Abraxas Malfoy przemawiał chmurnie, dumnie, z emfazą, wykorzystując swe polityczne doświadczenie, a jego słowa niosły się nad wypełnionym po brzegi głównym placem Stoke-On-Strent, docierając do każdego czarodzieja, mogącego na własne oczy zobaczyć uosobienie sprawiedliwości. I wolności, o jakiej opowiadał i przypominał, odmalowując w retorycznych barwach historię czarodziejskiego uciemiężenia. Czy zdrajcy i terroryści o tym zapominali? O cierpieniach i nakładanych na magię kajdanach? O stosach, wykluczeniach i niszczeniu tak delikatnego i podatnego na destrukcję świata? Ich świata? Nawet zdająca sobie z tego sprawę od lat Deirdre poczuła rozwijający się pod sercem cierń gniewu - i miała nadzieję, że słowa syna Ministra Magii zasieją podobną reakcję w czarodziejach, którzy się jeszcze wahali, którzy wątpili, którzy nie chcieli zajmować stron. Na neutralność było już za późno, ta zresztą często stanowiła mizerną przykrywkę dla budzącego odrazę tchórzostwa, którego nie będą już akceptowali. Ani oficjalnie, w procesach o mugolstwo, ani na co dzień, wśród czujnie obserwujących swych sąsiadów, krewnych i przyjaciół, doszukujących się śladów zdrady krwi. W Stafford nadchodziły lepsze czasy: bezpieczniejsze, rozsądniejsze, pozbawione słabości. A nowym początkiem miał stać się ten zimowy dzień, zasnuty dymem z płonących wiosek i ciał.
To zapach tych drugich lubiła bardziej. Piekący, odurzający; pamiętała jeszcze czas, gdy budził mdłości i instynktowną panikę, lecz nauki Tristana wyczyściły ją z tych słabości, a wzbudzona w połamanym sercu moc czarnej magii skutecznie zobojętniła ją na ludzkie odruchy. Teraz mogła rozkoszować się wonią śmierci dokonującej się w ogniu, zasłużonej kary, zamieniającej wrogów w popiół. Uśmiechnęła się, lekko, szczerze, szczęśliwa, z emocjami ukrytymi pod lustrzaną maską. Pozostawała niewzruszona, nie drgnęła nawet o cal, lecz czarne oczy skryte w półcieniach maski rozbłysły niczym stosy. Przesunęła spojrzenie z gorejącego ognia na kontynuującego przemowę Tristana, widziała go z boku, starannie wyrzeźbioną maskę, wykutą w wyrazie dumy i bezwzględności, potrafiła jednak przywołać z pamięci profil jego twarzy, wykrzywienie ust z pogardą, zaciśnięcie ich w podkreśleniu ostatnich, chmurnych słów, a brutalna i piękna zarazem melodia głosu arystokraty zgrywała się z poszarpanymi dźwiękami harfy. Greengrassowie zawiedli: nie dlatego, że nie ochronili swych ziem, ale dlatego, że pozwolili je zanieczyścić, zhańbić, pozostając obojętnym na terrorystów i szlam ukrywających się na ich terenach. Dla nich też musiał nadejść koniec - lub otrzeźwienie - ale na to przyjdzie jeszcze czas, dziś mieli świętować i karać, kąpać się w krwi i okadzać dymem tych, którzy nie zasługiwali na to, by żyć.
Do ostrej woni żarzących się zwłok dołączył aromat krwi, wypływającej z pozbawianych przez Sigrun życia zdrajców i ten wykwitny duet, w połączeniu z bezwzględnymi rozkazami Rosiera, sprawił, że lekko zadrżała. Z ekscytacji, z dumy, z czystej radości przyczynienia się do czegoś wielkiego. I stania tutaj, wśród najbardziej utalentowanych, wiernych i naznaczonych. Przez niego, przez Czarnego Pana, który pojawił się znikąd, w czarnej mgle, zaskakując i przerażając samym swym istnieniem. A także słowami, zdającymi się wbijać w rzeczywistość niepowstrzymanym ostrzem. Maska znów skryła reakcję Deirdre, wpatrzonej w spoglądającego na nich Lorda Voldemorta z przerażeniem i wręcz służalczym oddaniem. Serce przyśpieszyło rytm, oblał ją zimny pot, ciało przeszyły dreszcze; schyliła głowę z szacunkiem, wstrzymując oddech. Docenił ich, ich starania, był zadowolony - lecz oprócz szalonej dumy czuła paniczny lęk, wzmagający się tylko, gdy Czarny Pan zniknął z zasięgu wzroku. Czuła jednak jego obecność za sobą, groźną, bliską koszmarowi. Wyprostowała się jeszcze bardziej, wpatrzona w tłum, zastanawiając się, co czują oni - i jak głęboko sięga ich przerażenie obecnością Lorda Voldemorta.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Przybył do miasteczka nieco spozniony; zajmowanie się szpitalem polowym (odnosił wrażenie, że nazywanie tak pomocy uzdrowicieli zorganizowanej w ruinach mugolskiej katedry było przerostem formy nad treścią, lecz trudno było mu znaleźć lepsze określenie) kosztowało Perseusa mnóstwo wysiłku — nie tylko tego związanego z używaniem magii leczniczej, ale również nadzorowania sytuacji. Wsparcie lorda Shafiq było nieocenione, lecz nawet rozłożenie odpowiedzialności na dwie osoby nie sprawiło, że ciążyła mniej. Rannych przybywało, odsłonięte drewniane elementy zniszczonej konstrukcji trzeszczały złowieszczo, a noc stawała się coraz zimniejsza. W pewnym momencie młody magipsychiatra zaczął zajmować się tylko niwelowaniem uczucia bólu, by byli w stanie dotrzeć do szpitali, do których ich (choć powiedzenie, że z ciężkim sercem byłoby kłamstwem; wbrew pozorom, w zawodzie lorda Blacka nie było miejsca na współczucie i empatię — były one zbyt wyczerpującymi psychicznie uczuciami. Chodziło o wyrozumienie, cierpliwość i wyczucie) odsyłał ich Perseus.
Wreszcie jednak udało się opanować sytuację, pozostawił w ruinach jedynie zaufanych kursantów, którzy mieli zająć się sprzątaniem (a konkretniej zbieraniem rzeczy przyniesionych z Munga) i ewentualnym odprawianiu kolejnych pacjentów, o ile ich stan nie był poważny. Sam natomiast udał się do Stoke-on-Trent, by uczestniczyć w egzekucjach, oczywiście jako świadek. Kiedy znalazł się na miejscu, stosy już płonęły, a zimowe powietrze przesiąknięte było charakterystycznym zapachem palonych ciał, lecz Perseus nie słyszał już krzyków zdrajców (zdrajców, czy obrzydliwej mugolskiej krwi? To nie miało znaczenia, kimkolwiek byli, zasłużyli na śmierć); zamiast tego udało mu się załapać na przemowę lordów Malfoya i... Rosiera? Słuchał jej w milczeniu, stojąc gdzieś w tłumie czarodziejów i czarownic, nie do końca przetrwarzając wszystko, co padło z ust mówców — efekt zmęczenia. Ożywił się jednak, słysząc znajome nazwisko, zadrżał i przestąpił do przodu, by lepiej widzieć to, co działo się na scenie.
Mówiłem, żebyś pokłoniła się Czarnemu Panu. Dlaczego nie słuchałaś?
Ale to nie była Aurora, ani Castor, ani nikt, kogo rozpoznał na fotografiach na Wrzosowisku. Zanim jednak zdążył się dokładniej przyjrzeć twarzy zdrajcy, ten leżał w kałuży własnej krwi, a lord Black zdał sobie sprawę z tego, że przez cały cas wstrzymywał oddech. Nie wiedział, co powinien czuć w tej sytuacji; z jednej strony ulżyło mu, z drugiej czuł jeszcze większe napięcie związane z dawną znajomością. Nie kochał jej — już nie, tego mógł być pewien — ale nie chciał jej krzywdy. Właściwie, to naiwnie wierzył, że być może jeszcze uda się ją naprostować, że to, co mówi i robi było tylko i wyłącznie eskalacją czarnych myśli, które pojawiły się u niej po nieprzyjemnych doświadczeniach z lordem, który zabawki się jej kosztem, próbą nadania swemu życiu jakiegoś znaczenia.
Wszystko to jednak stało się nieistotne, gdy zjawił się Czarny Pan. Jeżeli Perseusem targały jakiekolwiek wątpliwości, teraz rozmyły się całkowicie. Wiedział już, kim jest, jaka jest rola i co powinien zrobić. Czystość krwi i bezpieczny świat, pozbawiony mugoli był cenniejszy, niż sentymenty z nastoletnich lat.
Wiedział już, że pójdzie za tym Czarnoksiężnikiem wszędzie.


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726

Powrót do góry Go down

Kolejnych przemów musiało stać się zadość, Evandra czekała już w zniecierpliwieniu na dalszy ciąg wydarzeń. Opadający na policzki śnieg w zderzeniu z rozgrzaną od napięcia skórą parzył lekko, drażniąc i podtrzymując stan gotowości do przyjęcia kolejnych wrażeń. Jakże różne były sposoby do przekonania mieszkańców Staffordshire co do słuszności ich działań. Na pierwszy rzut oka ciepłe słowo i wsparcie nijak miało się do bezwzględnych czynów, czarownica na krótką chwilę zawahała się czy zestawienie ich ze sobą odniesie oczekiwany skutek, ale przecież nie będzie pytać wszystkich po kolei o wrażenia. Pozostało wierzyć, że otuleni ciepłymi kocami i ogrzewający się w płomieniu stosów czarodzieje zrozumieją, że na ich oczach dzieje się sprawiedliwość, którą tylko oni mogli im zagwarantować.
Wzniósł się ogień, ogarnął przywiązane do pali ciała. Okropne wrzaski płonących mugoli wdzierały się do uszu, wywołując dreszcze. Mięśnie półwili napięły się odruchowo. Swąd spalenizny uderzał w nozdrza, Evandra z trudem powstrzymała skrzywienie twarzy w reakcji na mdłości. Wrażliwa na wszelkie drażniące zapachy już od czasów szkoły unikała irytujących zapachów. Duma nakazywała nie drgnąć, tkwiła więc w milczeniu, dzierżąc jeszcze przez chwilę dłoń Aquili, która znosiła ten widok zdecydowanie lepiej, niż Evandra mogła się spodziewać.
Rozpoznała dźwięki harfy układające się w pieśń Greensleeves. Przykro było patrzeć na śmierć czarodzieja, lecz prawo było bezwzględne wobec wszystkich, każdy miał szansę na rachunek sumienia, by zdecydować i obrać stronę. Czy dalsi krewni Timona Sprouta otrzeźwieją po jego śmierci, czy zrozumieją, że dał się oszukać i zdradził swych bliskich? Pozostało tylko wierzyć, że wszyscy otrzeźwieją. Zawsze przykro było patrzeć na ludzkie tragedie, Evandra nie czerpała satysfakcji z widoku opadających bezwładnie ciał. Egzekucja była szybka, choć z pewnością nie bezbolesna. Może gdyby stanęła nieco bliżej, zajrzała w oczy konających, przyjrzała się wykrzywionym w bólu twarzom, traktowałaby ich inaczej, niż puste sylwetki leżące bezwładnie na drewnianym podeście.
Obecność Czarnego Pana mimo iż nieplanowana, nie była wielkim zaskoczeniem. Evandra skłoniła nisko głowę słuchając powitań i słów skierowanych do tłumu. Chłód jego głosu był wystarczająco przekonującym argumentem dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali. Lady Rosier nie dostała możliwości wyboru, przyjęła narzuconą jej stronę, lecz w żadnym wypadku nie zamierzała się jej sprzeciwiać. Mając na celu wyłącznie dobro własnej rodziny doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że od początku kroczyli jedyną słuszną drogą. Gdy tylko zamilkł, na powrót uniosła głowę i uniosła wzrok na podest, oczekując dalszego ciągu dzisiejszych wydarzeń.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Powrót do góry Go down

To niemożliwe.
Myśl, że tego dnia stanie między nimi sam Czarny Pan, nie była wcale, nie powinna być abstrakcyjną, lecz mimo to nie spodziewał się, że podjęte działania odniosą taką skuteczność, by sprowadzić go między nich. A jednak czarnoksiężnik docenił starania zgromadzonych Rycerzy, w tłumie pojawił się szmer grozy i szmer poruszenia, znieruchomiał, wpatrzony w rozmyte w powietrzu strzępy czarnej mgły. Śmierciożercza maska, insygnium jego namaszczenia, przysłaniała zaskoczony wyraz twarzy skutecznie, opamiętał się jednak w porę, gdy przedłożyć przed nim przepełniony szacunkiem i oddaniem pokłon. Pochwycił jego spojrzenie, na ułamek chwili, wystarczający, by pojąć, że tego dnia kierowało nim zadowolenie. Nie mógł ich spotkać większy zaszczyt niż ten, nie mogli zaznać większego zapewnienia o skuteczności działań, niżeli pojawienie się między nimi tego, którego wolę wypełniali. Sama jego obecność sprawiła, że serce Tristana zapłonęło czarnym ogniem gorliwości, uskrzydliła go wewnętrzna siła, łaska Czarnego Pana, jaka na nich dziś spłynęła, znaczyła więcej, niż jakiekolwiek święcenia triumfów. Pochylił głowę, gdy zwrócił się bezpośrednio do nich, unosząc ją dopiero, kiedy skierował wzrok na zgromadzony na placu tłum, zwracając się do nich bezpośrednio. Lodowaty ton głosu budził dreszcz grozy, jego sylwetkę otulał niezmącony majestat, był władcą, przed którym bez wstydu - z dumą - chylił własny kark.
Wsłuchiwał się w jego słowa w ciszy, ze spojrzeniem wbitym w jego sylwetkę, instynktownie unosząc brodę wyżej, gdy spojrzał znacząca na nich - tych, którzy służyli mu najwierniej, by ledwie krótką chwilę później przywołać - w opozycji - zabitych zdrajców. Postawione przez niego ultimatum jasno wybrzmiało na placu, niesiony lodowatym echem śród styczniowych nocnych wiatrów. Dostrzegł jego znak, przeniósł wzrok na Abraxasa, wychwytując i jego. Mieli na tę ceremonię inne plany, lecz pojawienie się Czarnego Pana zmieniało je całkowicie. To, co planowali, wydawało się zbyt błahe wobec tego, co właśnie się wydarzyło - musieli improwizować. Gestem dał znak harfistce, melodia z pieśni Geengrassów przeobraziła się w inną, graną na niższych tonach i bardziej podniosłą. Zwolna wyciągnął różdżkę, nieśpiesznie oplatając jej rękojeść długimi palcami.
- Morsmordre - wypowiedział wpierw bez zawahania, zamaszystym gestem wyciągając w górę prawe ramię, inkantacja wybrzmiała w ciszy z mocą, a szmaragdowa smuga lejącego się światła pomknęła ku czarnemu niebu, rozbłyskując się na jego czarnej kanwie: wpierw błysnęły pojedyncze szmaragdowe gwiazdy, potem dołączyły do nich kolejne, tworząc całą gromadę, wyzwalając nieistniejącą konstelację, która, otulona delikatną zieloną mgłą, nabierała coraz to plastyczniejszych kształtów, wkrótce składając się w obraz czaszki, spomiędzy której rozwartych szczęk jak język wysuwał się wijący się wąż o długich ostrych kłach. Mroczny Znak był symbolem, symbolem jego siły, jego determinacji, jego idei. Ten sam znak nosił na przedramieniu, ale namalowany tak okazale na niebie przemawiał z po stokroć większą siłą. To pod tym sztandarem dokonali dzisiaj tego dzieła. Znak rozjaśnił plac, twarze zgromadzonych na nim czarodziejów, szmaragdową poświatą, sprowadzając na wszystkich wyciszoną sferę sacrum. Echo jego inkantacji niosło się jeszcze chwilę, wkrótce blednąc w dali, ale nie od razu znalazł w sobie odwagę przerwać tę ciszę. Zrobiła to harfiistka, której pieśń poniosła się dalej, poruszając serca, pocieszając żałobników, hołubiąc poległych w walkach i niosąc nadzieję przerażonym, kiedy jego wzrok pozostał utkwiony w znaku na niebie. Zimowy chłód otulał odsłonięte fragmenty ciała, ale nic nie mogło już ostudzić rozbudzonego ognia fanatyzmu. Dłoń z różdżką opadła, ale nie schował oręża.

Potężne i surowe fale
granicą naszej są ojczyzny
I aż od Kumbrii po Kornwalie
zostaną jej surowe blizny

Zrodzeni z lat uciśnień, żalu,
Podnieśmy z kolan naród silny
Różdżki zaś w górę jak korony
A w imię wojny wroga niszczmy

Znów potężne stolicy biją dzwony
Niech nam zapanuje krew czysta
Jucha zdrajców rynsztokiem spłynie
I huk i czarów równy wystrzał

I do ataku, i do obrony
Oto jest sprawiedliwość losu
Niech ginie zdrajca wypatrzony
Swąd dymu spalonego stosu

Serce, seledynowe piękne
Ziemia chrzczona zwycięstwem
Relikwią triumfu poprzez Staffordshire

Serce, seledynowe piękne
Ziemia chrzczona zwycięstwem
Rozlaną zdrajców krwią nad Staffordshire


Gdy ucichły ostatnie wersy, wystąpił mocniej na przód, podnosząc głos wyżej niż wcześniej, do krzyku, który miał przedrzeć się na najdalsze krańca miasta, odbić się pogłosem po najdalszych zakamarkach, ponieść się dalej, z ust do ust, przez tych najmniejszych, do tych największych, głos niesiony był ogniem, nieposkromionym, zapalczywym i emocjonalnym, tak szczerze i ślepo wierzącym w słuszność każdego wypowiadanego słowa. Głos przepełniała fanatyczna pasją, jak gdyby sama obecność Czarnego Pana pobudziła emocje, siłę i uskrzydlone idee. Wydźwięk słów wzmacniała dumna postawa, prosta sylwetka, zadarta broda i naturalnie władcza intonacja, przedstawił żądania, które miały trafić do serc i umysłów wciąż wątpiących:
- Złóżcie pokłon przed Lordem Voldemortem, Czarnym Panem, tym, w imię którego nadeszliśmy i tym, którego wolę wypełniamy. Złóżcie pokłon przed najpotężniejszym czarodziejem, jaki kiedykolwiek stąpał po angielskiej ziemi. Oddajcie hołd temu, który dostąpił zaszczytu posiadania mocy większej, niżeli ktokolwiek śmiertelny. - Bo istnieją tylko dwie drogi: staniecie u naszego boku lub staniecie naprzeciw nam. - Porzućcie wstyd, który wmówiono wam przez lata i wyzbądźcie się jarzma mugolskiego władztwa. Przełamcie okowy, w których was zakuli i nie pozwólcie, by strach choć raz zatruł raz jeszcze wasze serca. Czarny Pan jest tym, który poprowadzi nasz świat ku świetności. Wizjonerem, wyzwolicielem, zbawcą magicznego świata. Nikt, kto stanie po naszej stronie, nie zostanie pozbawiony pomocy. Czarny Pan nie pragnie rozlewu krwi, ale wróg jest nieobliczalny i niebezpieczny, a śmierć stanowi konieczność wobec wszechobecnej zdrady. Przyjmijcie jego wolę jako własną. Czas najwyższy wyrwać się z naiwnej fantazji o możliwej koegzystencji z niemagicznymi, którzy nie są i nie będą nam nigdy równi. Nie jesteśmy i nie będziemy im już nigdy im ulegli. Nie zejdziemy już nigdy w ich cień. Złóżcie pokłon przed tym, który poprowadzi nas ku zwycięstwu! - zakończył gorliwie, nie czekając, aż echo wybrzmi w pełni, nim odwrócił się ku czarnoksiężnikowi.
- Mój panie - zwrócił się do Lorda Voldemorta, z usłużnym ukłonem. - Oddajemy ci porządek, który zdołaliśmy tu zaprowadzić. - Te ziemie miały należeć do niego, do nikogo innego, już nie do zdrajców, już nie do rebeliantów, pomoc znikąd nie nadeszła. Struchlały motyl opadł bez siły, a wąż zalśnił na niebie. Ognista łuna dogasających pożarów wciąż tliła się na niebie, zlewając się barwą z czernią nocy i szmaragdem wężowego symbolu. Podniosła atmosfera tego momentu pozwoliła mu uwierzyć, że byli o krok od całkowitego zduszenia rebelii w Staffordshire, czy rzeczywiście? - Nie pozwolimy, by źle zasiane ziarno wykiełkowało w Staffordshire ponownie. Zdusimy ostatni głos sprzeciwu. W imię twoje i twojej potęgi - obiecał, jego osoba tu, w tym miejscu, w tym momencie, była bardziej niż znamienna.

kostka na zaklęcie

48h na odpis

[bylobrzydkobedzieladnie]



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 24.08.21 11:19, w całości zmieniany 1 raz
Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Stoke-on-Trent - Page 5 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Powrót do góry Go down

Cały ten dzień miał zostać zakończony tutaj, w tym dokładnym wzniosłym momencie. Obserwowałam więc z tłumu, jak wszystko rozpoczyna się od przemów. Słuchałam ich zresztą cierpliwie, przekonana o każdym wygłoszonym tam słowie, bardziej jednak przesłuchując się, co mówią mieszkańcy tego miasta, którzy stoją koło mnie, o ile oczywiście zdecydowali się odezwać. Skwierczenie i smród palonego mięsa rozlewał się po placu, gdy kobieta obok przelewała rzewne łzy, podtrzymywana przez męża, aby nie wydała ich własnym jękiem. Spoglądałam na ciosane na scenie zaklęcia i słuchałam przemów, jakie płynęły stamtąd w stronę tłumu. Rozlewała się krew i Stafforshire pogrążało się pod potęgą Czarnego Pana, niegotowe na jego łaskę, ale zmuszone ją przyjąć i teraz, zgodnie ze słowami śmierciożercy, winni mu byli się pokłonić. Gdy harfistka śpiewała pieśń, ja milczałam, obserwując przedstawienie. Pierwszy raz widziałam Go przed własnymi oczami, pierwszy raz mogłam dostrzec potęgę w jego spojrzeniu, chociaż stałam daleko w tyle, zabezpieczając tę część tłumu. Na niebie nad nimi błyszczał mroczny znak, trupia czaszka zwiastująca koniec rządów mogolskich śmieci na tej ziemi. Spotkała ich nagroda za ich czyny. Kobieta obok mnie wciągnęła powietrze w przerażeniu, gdy dostrzegła twarz Czarnego Pana, a ja obserwowałam ją w ciszy, uważnie przyglądając się jego rysom. Zawsze fascynowałam się tym, co ludzie skrywali w swoich myślach, ale patrząc na jego oblicze, nawet nie śmiałabym snuć podejrzeń, co rozważa. Był wysoko ponad człowiekiem, poruszał się płynnie i gładko, sunął i omamiał mnie. - Skłoń się, jak nakazał - wycedziłam do kobiety, różdżkę podnosząc wyżej w jej stronę, gotowa zmusić ją do tego, jeśli tylko miała oszczędzić zbędnych buntów w tłumie. Sama schyliła głowę niżej, wzroku jednak nie odrywając od śmierciożerców stojących na podwyższeniu. Teraz czekałam w ciszy na jego kolejne słowa, nasłuchując każdego szumu, który mógłby zasugerować mi, że należy mi zareagować. Słowa śmierciożercy dzwoniły w uszach razem z pieśnią harfistki, a mroczny znak nad nami zamykał tę ziemię przed rebelią. Najwyższa pora skamleć i prosić o litość, gdy przyjdziemy po resztę. Moje poglądy były ugruntowane, ale to z obserwacji czerpałam wiedzę o świecie, a dzisiaj zaobserwowałam, że nie ma potęgi większej nad potęgę Czarnego Pana i jego sług, do których teraz już należałam. Może i wyglądałam niczym anonimowa postać w tłumie, ale w moich żyłach krew płonęła się jak ogień pod ofiarami kata, byłam gotowa uczyć się dalej.


dobranoc panowie
Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Stoke-on-Trent

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach