Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Krypta Blacków
AutorWiadomość
Krypta Blacków [odnośnik]05.02.21 11:58
First topic message reminder :

Krypta Blacków

Na Cmentarzu dla magicznych w Londynie znajduje się wysoka krypta, do której prowadzą dwa boczne wejścia. Rzeźbione kolumny pokryte są płaskorzeźbami kruków, które wydają się zmieniać swoje położenie w zależności od pory dnia. Nad bramą wejściową widnieje napis Toujours Pour, hasło rodowe Blacków. Po wejściu do środka widać schody prowadzące do góry lub w dół. Góra wydaje się być całkowicie zamknięta i niedostępna dla jakiegokolwiek odwiedzającego, za to przez parter i podziemia ciągną się korytarze, zwieńczone szerokimi prostokątnymi komnatami. Ściany przyozdabiają nazwiska pochowanych tam członków rodziny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Krypta Blacków [odnośnik]08.02.21 23:37
Krople deszczu, niczym łzy na policzkach żałobników, spływały po szybach. Jednakże żadna z nich nie znalazła dla siebie miejsca na gładkiej, bladej skórze lady Adeline, której twarz zdobiło prawdziwe zmartwienie tak wygodne i łudząco przypominające żałobny smutek. Jej serce nie umiało zapłakać nad śmiercią lorda Blacka. Być może powodem chłodnej obojętności była zakorzeniona niechęć względem rodziny zmarłego, której nie udało jej się wyplenić mimo lat spędzonych w Durham. A może to fakt, że jej troski pędziły w kompletnie innym kierunku. Zatroskane myśli gnały w stronę zmęczonego oblicza męża. Rozkojarzony, zmęczony, przypominał cień samego siebie, nawet jeżeli z każdym dniem wracał do zdrowia, zaniepokojone spojrzenie lady nestorowej podążało za nim niczym cień, aby uciec, gdy tylko miało być przyłapane. Wątpiła, aby Edgar chciał ujrzeć w jej chłodno niebieskich oczach niepokój i troskę.  Zatem, tak jak zawsze, chowała za kurtyną opanowania swoje rozedrgane myśli, nie dając im ujrzeć światła dziennego. Odziana w żałobną czerń, patrzyła na mijający krajobraz, zaciskając palce na przedramieniu męża. Jakby ten delikatny uścisk jej wątłych palców miał przypomnieć mu gdzie jest. Przypomnieć o tym, co było tu i teraz i wyrwać ze szponów własnych myśli.
Gra pozorów zaczęła się wraz z opuszczeniem powozu. W obleczonych czarnym materiałem rękawiczki dłoniach Adeline trzymała chusteczkę, którą miała wykonać niejednokrotnie teatralny gest ocierania łez. A może nie miał być on teatralny? Może mimo wszystko łza zatańczy na krawędzi powieki lady Burke. Nikłe wspomnienie spotkania lorda Alpharda w pracowni należącej do jednej z lady Burke, rzekomym przypadkiem, towarzyszyło ponurej myśli o kruchości ludzkiego życia, obojętnie do kogo ono należało. Wystarczył ułamek sekundy aby zgasło, niczym język ognia frywolnie tańczący na knocie świecy. Idąc ramię w ramię z Edgarem, podeszła do trumny, którą obrzuciła szybkim spojrzeniem, aby spuścić nieco głowę i otrzeć suche policzki z łez, których nie było. Coś więcej niż pozory nie pozwoliło jej na drobną złośliwość. Dlatego wieniec skomponowany nienagannie, osobiście zadbała oto, aby nie było mowy o żadnym faux pas. Okoliczności zmusiły ją raz jeszcze do wyzbycia się ułomności własnego charakteru. Nie mogła sobie na nie pozwolić.
Nie było czasu, korowód żałobników ustawił się za ich plecami, a Adeline mogła wrócić do swojej rodziny. Grymas niezadowolenia na ułamek sekundy pojawił się na twarzy lady nestorowej, kiedy niechętnie puszczała ramię męża. Nie chciała tracić go z oczu, chociaż nie wiedziała skąd to nagłe zmartwienie, przecież miał zasiąść zaledwie kilka powozów przed nimi. Jednakże, gdy ostatni raz na nią spojrzał coś na kształt półuśmiechu przemknęło przez jej oblicze. Jakby chciała dodać otuchy, pytanie tylko komu. Trwało to zaledwie kilka sekund, po czym znowu spowiła ją chłodna obojętność, a swoją uwagę, przynajmniej pozornie, zwróciła w stronę powozu przeznaczonego dla reszty rodziny i – jak się okazało – Carrowów.
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 0:29
To przed tym dniem drżała tak długo. Łuny posępnych nocy otulały ją setką pytań, jak to będzie, jak to przebiegnie, ile serc zostanie tam złamanych? Czy kiedyś wszystko wróci do normalności - i czym tak właściwie w tym eleganckim, pokrytym złotem i diamentem świecie była normalność? Czy zanikną w końcu łzy, a żałoba przemieni się w nostalgiczne wspomnienia przywodzące stęsknione uśmiechy na twarz? Choć Celine nie znała lorda Alpharda, nie miała okazji zamienić z nim choćby jednego słowa, zawsze widziała w nim człowieka dość... Intrygującego. Innego niż lord Cygnus, absolutnie różnego od ekscentrycznego lorda Rigela, lecz teraz żadna siła władająca światem nie byłaby w stanie sprecyzować czy półwila w swoim osądzie miała choćby cień racji. Jego już nie było. Pozostało wyłącznie zimne ciało spoczywające pod ciężkim wiekiem trumny, której miejsce znalazło się w drugim powozie, wśród kwiatów i wieńców przygotowanych przez żałobników. Stojąca kilka kroków za lady Aquilą Celine przyglądała się temu pięknemu obrzędowi; patrzyła jak do karawanu zmierzają nieznane jej postaci dzierżące zapierające dech w piersiach wiązanki, wszystkie smutne, wszystkie przesiąknięte dekadencką rozpaczą ostatniego pożegnania; w swoich dłoniach też dzierżyła bukiet, ale nie tak duży, nie tak majestatyczny jak te, które przy kołysce zmarłego składały szlachetne rodziny.
Widziała jak czynią to Burke'owie, Fawley'owie, Crabbe'owie, Nottowie, Carrowowie, Shafiqowie i pozostali, których imion nie była w stanie skojarzyć z przygnębionymi licami. Tak wielu z tych ludzi nigdy nie widziała na oczy, ze znamienitą większością nigdy nie zamieni nawet słowa... A jednak byli tu razem - oni i ona, odziana w czarną, prostą sukienkę sięgającą ziemi, z długimi, lekko bufiastymi w nadgarstkach rękawami; złączeni szlachetną potrzebą złożenia bohatera do snu.
Oplecione dziewiczo białą wstęgą w jej dłoniach były równie alabastrowe skrzydłokwiaty Wallisa złączone w ikebanie z różowymi hortensjami i krwistym wrzoścem mającym życzyć lordowi Alphardowi spokojnej podróży tam, dokąd w ostatnim akcie istnienia zmierzy jego dusza. Towarzyszyły im łagodnie otulające kolorowe płatki pnącza myszopłochu kolczastego i skrzypu polnego. Ostatni z zielonych dodatków zaznajomiona mniej więcej z tajnikami zielarskimi Celine wybrała nieprzypadkowo. Lord Black był bohaterem. Poświęcił się w imię większego dobra, zaginął w wojennej zawierusze, ale pamięć o nim i jego dokonaniach będzie wieczna, wierzyła w to z całego serca - przecież czy istniało coś bardziej godnego podziwu niż ostateczna, najcenniejsza ofiara? Półwila zaczekała cierpliwie aż jej lady i towarzyszący jej członkowie rodziny złożą kwiaty jako pierwsi, samej dokonując tego symbolicznego aktu tuż po nich, zanim wszyscy odeszli od trumny, zwróceni w kierunku swojego powozu. Była niczym cień, ale cień przykładny i oddany rodzinie, do której należała, wiecznie tkwiąca u boku Aquili, do której nachyliła się na dźwięk cichego głosu, przeznaczonego wyłącznie dla jej uszu.
- Oczywiście, lady - Celine odparła szeptem, niepewna cóż jeszcze mogłaby dodać. Miłej podróży? Nie będzie miła. Bezpiecznej? Spokojnej? Głos uwiązł jej w gardle, bez dźwięku patrzyła zatem jak wspierana przez woźnicę szlachcianka wsiadła do powozu, przez moment niepewna czy mogła polegać na lordach Cygnusie i Rigelu, by w razie potrzeby otarli siostrzane łzy. Spojrzała na nich jeszcze gdy i oni wspięli się po schodkach do wnętrza pojazdu, a potem wzrok zwróciła w kierunku Marudka, który zasygnalizował, że czas już było przenieść się do krypty. Miała towarzyszyć jej pani Macnair, wraz z którą niebawem znikły sprzed Grimmauld Place, ach, przynajmniej tyle; samotność wśród żałobnych kamieni wydawała jej się przerażająca, choć wbrew pozorom to nie zmarłych należało się obawiać, a żyjących.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 7:00
Wiedział, że w końcu do tego dojdzie; listy, które otrzymał od czasu ucieczki z podziemi Gringotta, zdradzały nie tylko datę pogrzebu, ale i rolę, jaką miał na nim odegrać. Mimo to wizja stawienia się na Grimmauld Place napawała go niezmiennym smutkiem, smutkiem, który łatwo przeradzał się w złość. I – choć Blackowie pewnie przeklęliby go za to, w myślach czy na głos – nie potrafił i nie chciał poświęcić swej uwagi wyłącznie żałości po stracie jednego z nich, Rycerzy Walpurgii. Nie kłamał, kiedy kreślił wiadomość do lorda Polluxa, zmarły Alphard jawił mu się jako zdolny i odpowiedzialny czarodziej, którego śmierć była niemałym ciosem dla całej czarodziejskiej, hołubiącej tradycji, społeczności. Byli dla siebie jednak obcymi, stykającymi się ze sobą raz na jakiś czas jednostkami, którym przyświecał ten sam cel. Ciężej znosił wspomnienie jadowicie zielonego promienia, który wymknął się z różdżki Czarnego Pana, a który odebrał życie jego krewniakowi. Czy słusznie? Czy Theodore naprawdę zasłużył na tak haniebny los…? Gdyby nie on, zapewne nigdy nie dotarliby do serca labiryntu, nie poradzili sobie z kolejnymi przeszkodami, zagadkami, podszeptami nawiedzających podziemia duchów. Dopiero co go odzyskał, by utracić na nowo – tym razem nieodwołalnie, na zawsze.
Powoli, wspierając się na lasce, kierował się ku znajomej ulicy, niewidzącym wzrokiem rejestrując ciężkie, wiszące nisko na niebie chmury. Odniesione w banku rany wciąż dawały o sobie znać, kolano uparcie odmawiało współpracy, usłyszał jednak, że ciało potrzebuje czasu, by wrócić do formy. I choć czuł, że pożałuje obowiązku, który zamierzał wziąć na swe barki – dosłownie i w przenośni – to nie zamierzał się przed nim cofać. Raz po raz spoglądał w bok, w stronę idącej u jego boku Catriony. Choć nigdy nie przyznałby tego na głos, odczuwał coś na kształt wdzięczności w związku z jej obecnością. Towarzyszyła mu, gdy rozmawiał z Wilkesami, towarzyszyła mu i teraz, milcząca i taktowna; pomogła dobrać kwiaty – gerbery i czapetki pachnące na tle świerku, obwiązane czarną wstęgą. On sam nie miał pojęcia o symbolice roślin, o tym, co mogły znaczyć, czy mieli nimi urazić szlachetnie urodzonych lordów i damy, łudził się jednak, że małżonka obraca się w tych tematach sprawniej. Że pomaga, nie próbuje zagrać mu na nosie.
W końcu ich oczom ukazał się gmach siedziby rodu Blacków, stojące przed nim powozy, kręcący się tu i tam czarodzieje – wszędzie panowała przygnębiająca, lecz jakże odpowiednia do okazji czerń. Wspólnie złożyli bukiet przy misternie zdobionej trumnie Alpharda, po czym odprowadził Catrionę do wskazanego pojazdu, niezbyt zainteresowanym spojrzeniem żegnając się z upiornymi testralami. Wychudzone szkapy. Okazał woźnicy bilecik, pomógł czarownicy wspiąć się po schodkach, po czym pożegnał się z nią krótkim, urwanym skinięciem głowy. Wrócił na przód korowodu, nie poświęcając większej uwagi żadnemu z mijanych uczestników pogrzebu, wylegitymował się swym zaproszeniem i powoli, krzywiąc się przy gwałtowniejszym ruchu nogi, zajął miejsce w powozie numer trzy.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 7:45
Śmierć towarzyszyła Deirdre niemal każdego dnia, stała się rutynowym elementem, częścią skąpanej w blasku słońca codzienności; to z nią krążącą w żyłach nosiła pod swym sercem dwójkę dzieci, to nią wymierzała sprawiedliwość, to jej wypatrywała z utęsknieniem w oczach ofiar, w końcu - to do niej podążała, tłumiąc objawy człowieczeństwa w la petite mort. Słodkim, odurzającym, ostatecznym doświadczeniu, jednym z tych, o którym nie wypada myśleć na pogrzebie. Ale przecież tak naprawdę, wbrew pozorom i wypracowaniem wizerunkowi, rzadko postępowała tak, jak wypadało. Alphard o tym wiedział. Alphard znał ją najlepiej. Alphard potrafił okazać zrozumienie, ba, łagodność, które o dziwo nie budziły w niej obrzydzenia. To przy nim pierwszy raz na przestrzeni ostatnich miesięcy - czy aby nie lat, Deirdre? czy aż tak długo żyjesz w zaprzeczeniu? - pozwoliła sobie na chwilę słabości, pozwalając dojść do głosu uczuciom. Pamiętała tamtą noc przy ognisku, iskry uciekające wysoko w mrok razem z jakimikolwiek konwenansami - i spokojne, gorzkie stwierdzenie faktu, opartego tylko na przebłyskach, marnych okruchach prawdy, którymi go obdarowała. Mimo wszystko: najtrafniej podsumował to, co czuła i w jakiej sytuacji się znajdowała. O n  spętał cię w zupełnie inny sposób; te słowa odbijały się echem w głowie, gdy pojawiała się wśród żałobników, dziwne, obce, ale jakże trafne. Ruszyła statecznie pomiędzy zrozpaczonymi czarodziejami, wysmukła, odziana w obcisłą czarną suknię, z eleganckimi, koronkowymi, pajęczymi przeszyciami na ramionach, skrytymi jednak pod ciężką, wyglądającą na drogą, peleryną. Upięte skromnie, ale z finezją włosy, spinał ozdobny złoty grzebień, przytrzymujący także przeźroczystą woalkę, przesłaniającą całą twarz. Nie musiała skrywać łez, ostatnio niewiele czuła, ale wiedziała, że tak wypadało. Tak samo, jak zrezygnować z krwistoczerwonej szminki. I złożyć metaforyczne wyrazy współczucia razem z bukietem kwiatów. Nie znała się na roślinach, wybierała ten florystyczny gest instynktownie, decydując się na niebieskie i czarne róże, związane z liśćmi strelicji równie czarną wstęgą. Ułożyła wiązankę przy trumnie, nie zatrzymując się przy niej, nie patrząc na dębową skrzynię, w której skrywało się ciało Alpharda. Zostawiała przestrzeń rodzinie i bardziej nobilitowanym gościom, odchodząc od powozu z dziesiątkami myśli w głowie. Czy przypominał jeszcze samego siebie? Czy pogrzebowi specjaliści przywrócili na jego twarzy uśmiech? Czy miał otwarte oczy? Żadna odpowiedź nie wywoływała smutku - czy w ogóle była w stanie go poczuć? Odkąd opuściła podziemia Gringotta wydawała się pusta, martwa, ożywiona wyłącznie negatywnymi emocjami. Nawet śmierć najbliższego przyjaciela nie była w stanie tego zmienić. Ruszyła więc pomiędzy żałobnikami ku siódmemu powozowi, ściślej otulając się peleryną, wzrokiem szukając dziś tylko pewnej blondynki, nad którą zamierzała mieć pieczę. Jasne włosy Sigrun błysnęły gdzieś przy sąsiednim powozie tuż obok barczystej sylwetki Drew: skoro czuwał przy niej drugi śmierciożerca, mogła mieć nadzieję, że szaleństwo Rookwood nie przyniesie dzisiaj wizerunkowych strat.

| idę do siódmego powozu, rzut k3 na agresję...


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 7:45
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 11:07
Otrzymane zaproszenie budziło w nim dwojako skrajne emocje, które jednocześnie podsycane były przez obowiązek. Znał swój status, znał swoją rolę i powinność. Przynależał do Rycerzy Walpurgii, lecz nie czuł, że powinien z tego powodu czerpać profitów, ani zainteresowania. Obie te materie wiązały się ściśle z otrzymanym od rodu Black zaproszeniem na ceremonię. Czy to naprawdę było odpowiednie by się pojawił na żałobnej procesji, jako gość...? Z drugiej strony - czy znając swoje miejsce można mu było odmówić takiej prośby...? Długo bił się z myślami. Spędzały mu sen z powiek naprzemiennie z sennymi marami, koszmarami. Cienie pod powiekami podkreślały jasne tęczówki, które w tym momencie sunęły po sylwetkach trestali. Obrzydliwych, smutnych, makabrycznych, lecz jednocześnie pięknych i wdzięcznych stworzeniach. Mistycznie poważny woźnica prowadził je rytmicznym, eleganckim stępem. Baldachim kołysał się nieznacznie sprawiając, że srebrne refleksy ożywiały płótno na wzór i podobieństwo rozgwieżdżonego nieba przychylanego przez kruczych strażników pochylających się nad wyeksponowaną trumną. Tej nocy, o ile zamknie powieki, znów spotka lorda Alpharda. Bezradnie będzie patrzył, jak duch czarnomagicznej mary okutej w zbroję rozerwie i zdepcze jego ciało. Znów. Sny te były na tyle realne, że nauczył się już jak brzmi szczęk kruszonych kości, chlust wylewanych na posadzkę wnętrzności. Drgnął więc zlękniony, kiedy koło jednego z powozów przetoczyło się przez koleinę. Spuścił spojrzenie, zgarbił się czując wstyd z tych ponurych rozważań.
Kiedy ludzie zaczęli składać kwiaty i wiązanki on również podszedł, poruszając się z tłumem. Ostatecznie stanął jednak przed trumną w jakiegoś rodzaju melancholijnym otępieniu. Po chwili jednak drgnął zamierzając zniknąć. Nie miał przy sobie bukietu, który mógłby złożyć, lecz nie był to efekt zaniedbania z jego strony. Nie uważał, że to odpowiednie, by podchodził do trumny na cal. Kim był by to miało znaczenie...? Czym był w tej mozaice lęgnących do oddania czci ludzi...? Niczym. I niczym pozostać zamierzał. To wydało mu się takie odpowiednie - zniknąć i wtopić się w tych wszystkich ludzi. Jego twarz zleje się z pozostałymi - smętnymi, smutnymi. Będzie tu i wszędzie. Czy ktokolwiek zauważy, zapamięta, że złożył lub nie złożył kwiecistego podarki? Czy to miałoby jakiekolwiek znaczenie. Marność - wszystko w jego oczach w tym momencie właśnie nią było.
Posępnym krokiem udał się do powozu nieunikająca wcześniejszej kontroli.

|k100 na ukrywanie się? Ktoś zauważy, zorientuje się, że nie złożyłem kwiatków?
Claude Cunningham
Zawód : lokaj
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 25
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8368-budowa#243098 https://www.morsmordre.net/t8512-do-rak-wlasnych#248065 https://www.morsmordre.net/t8510-i-m-on-duty-sir#248046 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8595-claude-cunningham#252888
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 11:07
The member 'Claude Cunningham' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 45
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 11:47
Żegnali dziś jednego z rycerskiej braci, tego, z którym Calder wyruszył na swoją pierwszą misję; lord Black towarzyszył mu w wyprawie na wyspę Wight, pomiędzy krucze skrzydła, gdzie krył się człowiek, na którym zależało Rycerzom. Borginowi utkwiła w pamięci rozmowa, którą wtedy odbyli, przedzierając się przez Zamglony Las; mądrość i rozwaga biła ze słów Blacka, a także znajomość meandrów historii, bez której nie udałoby im się odnaleźć Kruczej Wieży.
Dziś pochowa go londyńska ziemia, przykryje jego wiedzę, zdolności, zakopie cały ten potencjał; szkoda każdej kropli szlachetnej krwi, plama z tej przelanej długo nie zatrze się w pamięci nie tylko osób lordowi najbliższych. Choć Borgin nie zdążył go dobrze poznać, nie potrafił pozostać obojętny, myśląc o nadciągającym zdarzeniu.
Marsowe spojrzenie zatopił w tłumie zgromadzonych, nie patrząc na nich, lecz jakby przez nich, jakby wszyscy byli tylko duchami; miał na sobie czerń, elegancki garnitur i ciemne rękawiczki. Niknął gdzieś pośród pozostałych, nie zwracając na siebie żadnej uwagi. Przybył sam, lecz także reprezentując swą rodzinę.
Właściwie nigdy nie przykładał wagi do tego, czym jeszcze cechują się kwiaty, poza właściwościami, które interesowały go ze względów alchemicznym; wybierając wieniec na pogrzeb nie potrafił doszukać się za barwą i kształtem czegoś więcej. Zdało mu się to jednak naturalne, że gdy umiera Black, powinno się sięgnąć po czarne róże. Kwiaty przewiązano czarną wstęgą, nie przybrano ich zielenią. Wieniec był surowy i prosty. Jedynie do wstęgi Calder osobiście doczepił niewielki fragment kamienia słonecznego, który przeprowadził ich na wyspie Wight przez mgły lasu, doprowadzając do celu. Naniósł na niego runę Algiz, symbol bezpieczeństwa; w tej ostatniej wędrówce być może przyda się to zmarłemu, by dotrzeć do obranego sobie celu. Borgin niewiele wiedział na temat tego, jak żegnano zmarłych na tych ziemiach, pogrzeby członków jego rodziny odbywały się zgodnie z tradycjami nordyckich magów. Nie myślał o tym, że taki wieniec może nie spodobać się każdemu konserwatyście. Miał jednak wrażenie, że sam lord Black doceniłby ten drobny gest.
Złożył kwiaty, czekając spokojnie na swoją kolej, a potem udał się w stronę powozu trzeciego, wracając myślami do tekstu, który pokazał mu niegdyś ojciec. Już w Havamal pisano, że wsławiając się wielkimi czynami osiąga się nieśmiertelność. Żegnali dziś człowieka, lecz witali nieśmiertelnego. Śmierć to wszakże tylko granica, którą każdy w końcu przekroczy, ważne jest to, gdzie zmierza się dalej. I jaką ścieżkę obiera się już za życia. A lord Black kroczył jedyną słuszną.



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 13:08
I popiołem i cieniem i wspomnieniem się stałeś.
Przyświecająca myśl o niepewności następnych kroków, rozgościła szczególnie silnie pośród ramion lodowatego wiatru. Czarna koronka przysłaniała lekko twarz, szelest sukni i wyrzutów sumienia tłumił niepokój moszczący sobie miejsce w młodzieńczym sercu. Mieli już nigdy więcej nie wymienić delikatnych uśmiechów, nigdy więcej nie skinąć delikatnie w akompaniamencie muzyki.
A jeszcze bardziej przerażające było to, że to nie koniec. Wojna niesie żniwo po obu stronach. Nie uchroni nikogo nazwisko, czystość krwi czy majątek. Wojna grabi ciała nierównomiernie, acz sprawiedliwie. Niesprawiedliwym było tylko to, że ze wszystkich światłych, zabrała kogoś, kogo szczególnie ceniła. Swojego rodzaju wzór, daleki, poszarzały. Nieobecny już na zawsze, choć zawsze miał gościć w wspomnieniach, bo wszak zapisał się na łamach historii.  
Bukiet dzierżył pan ojciec, osłonięty czernią, która nadawała zwykle szelmowskiemu uśmiechowi powagi. Był smutny, przesiąknięty tym, co towarzyszyło i Vivienne.
Tym, że ich rodzina, że ich bliscy mogą spocząć w bliskości ziemi podobnie jak lord Black. Zbyt szybko, zbyt lekkomyślnie, bo wszak popieranie argumentów nie równa się popieraniu wojny.
Każdy wolałby, aby do niej nie doszło, a jego racje doszły do skutku bez większych apelacji. Tylko głupiec hołduje stratom. Tylko i wyłącznie stratom, bacząc wszak na zszargany w bitewnym szale lud.
Teraz było to wszak nieistotne, bacząc na ponurość krążących wokół twarzy. Dłonie ojca trzymające wieniec pogrzebowy, którego nikt nie chciał składać.
To forma pożegnania ostatecznego, do którego nikt nie chciał doprowadzić.
Róża Zygmunta Budge’a komponowała się z bielą Mieczyka abisyńskiego. Szparag pierzasty zwieńczał całość wraz z granatową wstęgą.
Nie chciała wiedzieć dlaczego, po co, na czyim grobie taka mieszanka zagości. W tym momencie wolała zapomnieć o swoich krokach czynionych wśród światłych, o wszystkich skinięciach głową i składanych kondolencjach w ramię złączenia dłoni. Gesty, geściki i uprzejmości. Jedność niepojednanej grupy, której wszyscy chcieli, ale nie w takiej formie. Nie w momencie, gdy sprowadzana jest poprzez utratę kogoś wartościowego, młodego, mającego przed sobą całe życie.
Bliskiego, który popiołem się stanie, nigdy nie odradzając w płomieniach, które sprowadziła na Anglię wojna. Biel i niebieski sygnalizowały to, czego brakowało pośród otumaniającej ich czerni. Młodość, wigor i przyjacielskość, którą mu zabrano.

| zabieram jako npc pana ojca- lord Harfang Bulstrode


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 15:10
Nadszedł ten dzień. Jednocześnie się go obawiał, ale także chciał jak najszybciej zakończyć. Śmierć brata bardzo wszystkimi wstrząsnęła. Sam zadawał sobie pytanie, dlaczego przyszło mu grzebać młodszego od siebie krewniaka, nie powinno tak to wyglądać. Po jego głowie od wielu dni krążyły przeróżne myśli. Jedną z nich było "co by było gdyby nie wyjeżdżał z Wielkiej Brytanii?". Czy uratowałby Alpharda? Uchroniłby go przed tym losem? A może sam by teraz jechał w drugim powozie? Cały dzisiejszy dzień wydawał mu się niesprawiedliwy. Dopiero po jego śmierci zrozumiał jak bardzo był potrzebny w domu. Jak bardzo potrzebowała go rodzina. Obwiniał siebie, że przez swoje ambicje nie był w stanie uratować Alpharda. Być może gdy był na miejscu coś mógłby zrobić... być może.
Cygnus miał na sobie czarny garnitur, koszulę, kamizelkę, a także krawat. Nic w jego odzieży nie było innym kolorem. Jedną różnicą była mała, czarna kalia, która wystawała z jego kieszeni w marynarce. Był to zaczarowany kwiat, ponieważ na swoich płatkach świeciła konstelacja Hydry, a najjaśniejszą gwiazdą była Alphard. Był to symbol jego żałoby, rodzinny kwiat który przysługiwał każdemu Blackowi z odpowiednim ich odwzorowaniem. Kiedy ktoś z rodu odchodził wkładało się go na cześć żałoby. Po jej zakończeniu składało się go pod portretem koło drzewa geologicznego.
Cygnus przygotował własny bukiet na pożegnanie brata. Z kwiatów wybrał, wrzosiec krwisty, oraz lilie królewskie. Chciał oddać odpowiedni hołd bratu, dlatego też wybrał te kwiaty. Jego czyny i działania były naprawdę wielkie, więc musiał zadbać aby tak też został zapamiętany. Jako dodatek wybrał skrzyp palny, aby podkreślić jaką miał ciężką prace i dla niej się poświęcił. Cały bukiet został obwiązany czarną wstążką. Sam nie potrafiłby takiego zrobić, lecz na szczęście znał kogoś kto to umiał. Po złożeniu kwiatów stał przed drugim powozem, a także witał przybywających gości. Z jego postury można było odczytać powagę, a także dumę. Nie wyglądał na smutnego, ani na szczęśliwego, wyglądał tak jak każdy szanowany szlachcić gdy odchodzi im ktoś bliski. Gdy wszyscy goście weszli do powozów on także to zrobił.
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 13
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 16:10
Znów odczuwał pustkę. Ogromną otchłań bez dna, wysysającą każdą pojawiającą się na horyzoncie emocję. Początkowa złość, żal i rozpacz minęły ustępując miejsca apatii. Po raz pierwszy nie widział w wizji człowieka, jedynie lilie. Tysiące białych kwiatów porastających krwawe kałuże, wkrótce przeistaczające się w rzeki płynące wartkim nurtem. Uciekały do morza rozciągającego się aż pod horyzont, nad którym górowało czarne słońce. Znów nie pojął znaczenia - nie dostrzegłszy żadnych znajomych rysów twarzy nie umiał prawidłowo zinterpretować makabrycznego obrazu. Było już za późno, gdy wieści dotarły do Charnwood; znów nie potrafił zapobiec tragedii. Bezsilność uderzała w przerażone ciało z impetem, jakiego nie odczuwał jeszcze nigdy wcześniej. Wreszcie musiało nadejść wygłuszenie krzyczących w klatce piersiowej uczuć, w końcu zmęczył się trawiącą go rozpaczą. Przez następne dni pozostawał dziwnie bierny na dręczące go z zewnątrz bodźce, zatracił się w bezmyślnej pracy. Mijały godziny, czas raz zwalniał, raz przyspieszał, ale nigdy nie pozwolił o sobie zapomnieć. Dzień pogrzebu nadszedł niespodziewanie, znienacka atakując niezdrową rutynę Oleandra. Wdarł się do podświadomości siłą - bał się go. Tłumów milczących, okrytych całunami żałoby, cierpiących w zadumie lub nie cierpiących wcale. Ze sztuczną obojętnością przyklejoną do twarzy. Czekających na rychłe zakończenie uroczystości; ale czy żal po stracie także kiedyś się skończy? W tamtej chwili żył w przekonaniu, że to niemożliwe. Nonsens, po siedemnastu latach od śmierci ojca już prawie go nie pamiętał. Jakie miał oczy? Bladoniebieskie, turkusowe? Może butelkowe? Co lubił jeść na śniadanie i jakie magiczne stworzenie było jego ulubionym? Wszystkie szczegóły z przeszłości zacierały się, wbrew cierpieniu jakiego doświadczył młody Flint. Dość długo wierzył, że tamten ból będzie mu towarzyszyć już do końca jego własnego życia. Co za bzdura, pozbył się go tak szybko i sprawnie, że sylwetka rodzica stała się jedynie bladym echem historii. Najzwyczajniej brakowało mu zdolności do nawiązywania bardziej znaczących relacji, chociaż lubił sobie wmawiać, że to wina znikomej więzi z wiecznie nieobecnym staruszkiem.
Nie wiedział jak długo będzie ubolewać nad śmiercią kuzyna - kostucha zdawała się uwielbiać atmosferę wojny. Zabijała każdego, bez wyjątku; czy można przywyknąć do zapachu krwi? Innego od tego unoszącego się w starych murach szpitala, bardziej osobistego, wzbudzającego wyrzuty sumienia? Wyczuwał go także teraz, zbliżając się z wiązanką do powozu drugiego. Do trumny skrywającej idee jakie miały zostać pocieszeniem dla rodziny. Nie odczuwał żadnego pocieszenia. Właściwie to targało nim poczucie niesprawiedliwości, którego nie umiał ubrać w nic bardziej wyjściowego. Nic, co nadawałoby się na widok publiczny. Przybrał zatem twarz w neutralność tak jak czarne szaty oblegały ciało. Emanował wonią rozmarynu - pragnął połączyć się dziś z krainą zmarłych, złożyć ostatni hołd krewnemu. Nieprzypadkowo wybrał również poszczególne elementy wieńca: gałązki świerku w oprawie skrzydłokwiatu wallisa i mieczyka abisyńskiego, przecinane kobaltową wstążką. Biel kwiecia odróżniała się od wszechobecnej czerni, znacząc przestrzeń całą masą symboliki. Teraz złożonej obok Alpharda. Dziwacznie było w ten sposób myśleć patrząc na drewniane pudło bez duszy. Zatrzymał się przy nim odrobinę dłużej, czujnym wzrokiem lustrując ułożenie roślin, nim odszedł w kierunku rodziny.
Okazja nie wymagała słów; odnosił wrażenie, że te są całkowicie zbędne. Co miałby powiedzieć? Będzie dobrze? Jak może być dobrze, gdy tracisz bliską osobę? Przetrwacie? Zbędna oczywistość. Wszystko takim było, słowa zwyczajnie nie potrafiły oddać złożoności tej sytuacji. Określić ludzką psychikę. Wspomóc w potrzebie. Powitał wszystkich zwyczajowo, począwszy od Blacków przez resztę rodziny, pozostałych racząc oszczędnym kiwnięciem głowy. To nie czas na wylewne grzeczności oraz czcze rozmowy. Oczy zatrzymały się dłużej na jednej z sylwetek, której posłał krótki, blady cień uśmiechu - to nie był także moment na nadrabianie towarzyskich zaległości. Dlatego bez zbędnych słów i dalszej zwłoki skierował się do wyznaczonego powozu.


posłuchajcie opowieści liści: jak liściowi liść
szaleństwo wróży.

Oleander Flint
Zawód : uzdrowiciel, botanik
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
to korzeń fiołkowy
może to sny nasze
pogrzebane
wzruszyły korzenie?
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9284-oleander-flint#282747 https://www.morsmordre.net/t9298-cykoria#283083 https://www.morsmordre.net/t9297-oleander#283077 https://www.morsmordre.net/f327-leicestershire-charnwood https://www.morsmordre.net/t9325-skrytka-nr-2153#283830 https://www.morsmordre.net/t9324-oleander-flint#283826
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 16:37
Cornelius pojawił się na pogrzebie samotnie, jak zawsze. W duchu cieszył się, że nie zdążyli z Mathildą ogłosić nikomu swoich zaręczyn, teraz już zerwanych. Sallow miał koszmarny tydzień i był wyczerpany. Nie dość, że jego bękart fajtłapa dał się wpakować do Tower, na całe szczęście pod nazwiskiem jakiegoś cyrkowca, to jeszcze sam dał się wystrychnąć na dudka jakiejś łasej na kasę oszustce, jasnowidzce, podłej kobiecie z ciążą urojoną.
Ale dość o jego prywatnych dramatach. Dzisiaj był dzień Blacków. Cornelius ubrał czarną kamizelkę, spodnie, długi czarny płaszcz, cylinder, śnieżnobiałą koszulę, czarną muszkę i czarny cylinder.* Rozejrzał się dyskretnie po zebranych, choć wypatrywał tylko jednej osoby. Był ciekaw, jak tą stratę zniosło wrażliwe serce Lady Aquili. Wydawała się przywiązana do brata.
Bądź silna. - powiedziałby jej, gdyby mógł. Każdą stratę da się przeboleć, wiem coś o tym.
A potem zamrugał, widząc wśród żałobników jasnowłosą postać bez żałobnej woalki. Wziął głęboki oddech i wbił wzrok w niebo, wiedząc, że nie może spuścić oczu. Że pod żadnym pozorem nie może zerknąć na bruk. Zobaczyłby tam krew i jelita.
Może nie każdą stratę da się przeboleć. Ale tą powinien.
No nic.
Odliczył do trzech, żeby się uspokoić, a potem ruszył do przodu ze swoją wiązanką. Alphard Black był mu zupełnie obojętny, ale relacje z jego rodziną nie. Relacje z lady Aquilą szczególnie nie. Mieli wspaniałe plany na propagandę ku chwale właściwych wartości. Ta głupia śmierć je opóźniła, ale co się odwlecze, to nie uciecze.
Złożył wieniec z niebieskiej hortensji bukietowej, oznaczającej szczery żal. W błękitne kwiaty był wpleciony aster alpejski, symbolizujący długą drogę i świetlaną przyszłość szlachetnego rodu. To tylko jeden Black, rodzina wciąż trwała. Złożywszy kwiaty, Cornelius omiótł wzrokiem resztę wieńców. Uniósł wzrok, widząc czarne róże złożone przez jakiegoś młodzieńca (Calder). Nie umiał rozróżnić gatunku, ale jeśli to Róża Insanire, to... cóż, lepiej nie przypominać dzisiaj rodzinie o wydziedziczonym piracie. W myślach przewrócił oczyma (zachowując pokerową twarz) i skierował się do powozu.




coś w tym stylu
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 16:54
Czarna wieść znalazła drogę i do Yorkshire; spodziewał się wprawdzie tego zaproszenia, lecz do końca łudził się, iż ze względu na sytuację w kraju liczba gości zostanie zredukowana do minimum, a jemu przyjdzie tylko złożyć wylewne kondolencje, szczerze żałując, że zgasła jedna z gwiazd Blacków. Otrzymał jednak list i poczuł się zobowiązany, by pożegnać lorda, o którego zasługach słyszał wiele, głównie w kontekście talentu dyplomatycznego. Nietaktem byłoby odrzucenie zaproszenia na ceremonię pochówku. I choć uczestnictwo w pogrzebach wciąż było dla niego trudnym doświadczeniem, to nie zamierzał uchylać się od obowiązku.
Minęło już tyle lat, lecz wciąż każdy z pogrzebów kojarzył mu się jedynie z tamtym. Z białą, dziecięcą trumienką. Z uczuciami, których nie był w stanie stłumić nawet po tak długim czasie. Poszarpane, niespójne myśli, krążące wokół zadr przeszłości, zajął przygotowaniami. Udzielił drobnej pomocy bratu, który został poproszony o dostarczenie aetonanów oraz testrali do powozów konduktu. Nie towarzyszył mu jednak w wyprawie do Kornwalii, tym Ares zajął się osobiście.
Pojawił się na miejscu zawczasu, wraz z rodziną. Milczący, bledszy niż zwykle i nieswój, choć dostrzec to mogły jedynie osoby, które znały go dość dobrze. Pośród czerni wyróżniały się dwie młode róże, bliźniaczki nosiły niewinną biel; zgodnie z tradycją pogrzebową w ich wieku nie przystało odziać dziewczynek w ciemne stroje. Biel Carrowów niosła też żona Icara, gdy ruszyli w stronę drugiego powozu, by złożyć nań kwiaty. Trzymała delikatnie wieniec, którego skomponowaniem zajęła się osobiście. Białe róże, jednoznacznie kojarzące się z ich rodem, zerwane z przyzamkowego ogrodu, przyozdobione były liśćmi strelicji, a wszystko to spajała granatowa wstęga, kolorem przywodząca na myśl bezkresny firmament, który zdradzał Blackom swe tajemnice ufniej niż innym. Lady Cordelia złożyła wieniec od siebie i Icara, łagodnie, niemal troskliwie umiejscawiając pożegnalne kwiaty na ciemnym materiale pokrywającym trumnę. Widział po zachowaniu żony, po ledwie widocznej nerwowości i zamglonym, odległym spojrzeniu, że ona również nie czuje się tego dnia najlepiej. Spokojnym krokiem odeszli od powozu, a gdy znaleźli się już na powrót przy córkach, pozwolił sobie na poszukanie zrozumienia w jej oczach, w tafli których odbijały się dobrze znane mu emocje.
Współczuł tak rodzeństwu, jak i - może przede wszystkim - rodzicom lorda Blacka. Wbrew odwiecznemu porządkowi było to, iż nastał dla nich dzień, w którym muszą pogrzebać swe dziecko.

towarzyszy mi żona, Cordelia (z rodu Fawley), a także sześcioletnie córki, Octavia i Gloria, bliźniaczki



give me a bitter

glory.



Icar Carrow
Zawód : niosą mnie skrzydła
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
sure he fell, but in that glorious moment, as he floated in staunch defiance of heaven's fire, he knew no one had flown higher.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8504-icarus-carrow#247883 https://www.morsmordre.net/t9309-athena https://www.morsmordre.net/t9305-with-wind-gold#283368 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t9304-skrytka-bankowa-nr-2015#283365 https://www.morsmordre.net/t9358-icarus-carrow#284475
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 17:09
Nie towarzyszył mu żal i smutek, jaki mógł być cichym kompanem każdego, kto miał okazję poznać lorda Alpharda Blacka. Dla niego nieżyjący lord, był jedynie osobą, jednostką z którą nie miał szansy zamienić ani słowa, a gdyby nie był świadkiem i uczestnikiem wydarzeń z Locus Nihil, najpewniej nie potrafiłby połączyć personaliów z daną osobą. Ignorant pełną parą, lecz angielska arystokracja była mu do bólu obojętna, nie stanowiąc żadnego istotnego elementu w codzienności. Z tego powodu nie zamierzał pojawiać się na ów ceremonii, ostatnim pożegnaniu na które mogli chcieć dotrzeć inni, nawet jeśli żywił szacunek wobec zmarłego za to, co zrobił w podziemiach banku. Plany pokrzyżował mu dopiero list podpisany przez nestora rodu Black, a temu wbrew wszystkiemu nie wypadało już odmówić. Obojętnie jakie miał podejście do wszystkiego, imienna prośba miała większą siłę przebicia. Kreśląc odpowiedź, miał świadomość z czym wiązać będzie się zgoda, ale nawet piątego października na kilka godzin przed, nie potrafił pozbyć się wątpliwości, które piętrzyły się powoli. Czarna, elegancka szata nie podkreślała już tak wyraźnie zmęczenia, gdy na całe szczęście zdążył poradzić sobie z ów problemem. Poprawiając nerwowo połę równie czarnego płaszcza, obserwował zbierających się wokół czarodziejów, ustawiających się zgodnie ku drugiemu z powozów, gdzie spoczywała trumna. Ciężka atmosfera tonowała go mocno, budząc myśl, że niedługo może skończyć tak samo przez pracę albo lojalność wobec tego, co jeszcze parę miesięcy temu uważał za nie warte pozostania w kraju. Ruszył się z miejsca, gdy większość zebranych wokół trumny odeszła na bok, aby później skierować się do powozów. Zacisnął mocniej palce na trzymanym w dłoni wieńcu, nie znał się na tym, wybór był całkowicie przypadkowy, więc odrobinę liczył, że nie zrobił żadnego błędu w doborze. Zerknął na kwiaty, czarne róże insanire oraz niebieskie róże budge’a, wydawały mu się odpowiednie, przetkane skrzypem polnym i związane czarną wstęgą. Całość nie wyróżniała się, być może była pasująca. Odłożył w końcu kwiaty, składając je przy trumnie i bez słowa odszedł ku kolejnemu z powozów. Przechodząc obok jednego z czterech testrali, przesunął dłonią po szyi zwierzęcia, przenosząc zaraz spojrzenie na woźnicę.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Krypta Blacków [odnośnik]09.02.21 17:11
Od tragicznej wiadomości o śmierci lorda Blacka minęły dwa tygodnie, a największy żal zdążył już ją opuścić. Z uczuciem smutku i odosobnienia zaprzyjaźniona była od lat, z każdym dniem radząc sobie z nim coraz lepiej. Na gotującą się w niej frustrację znalazła nowe ujście - mnogość kolejnych obowiązków blokowała negatywne myśli, pozwalając odciąć umysł od skaleczonego serca, w które swoje kolce dotkliwie wbijały poczucie winy oraz wstyd.
Trzymając się ramienia Tristana z uniesioną nieznacznie głową stała na Grimmauld Place w towarzystwie najbliższej rodziny. W milczeniu przesuwała wzrokiem po zebranych żałobnikach, nie szukając wśród nich żadnej konkretnej twarzy. Bała się spotkania z Aquilą i Rigelem, o których zamartwiała się mimo zapewnień Aresa, że ci na pewno zrozumieją brak bezpośredniej obecności Evandry w tak trudnych chwilach. Miała zamiar zamienić z nimi kilka słów po pogrzebie, oczywiście o ile będą chcieli z nią rozmawiać.
Do jasnych włosów lady Rosier srebrną szpilką wpięto czarny kapelusz bez woalki, jaka zasłaniałaby jej twarz. Ozdoba jakże niezwykle stylowa, była zarezerwowana dla najbliższych zmarłemu. Wprawne oko mogło dostrzec nań cień zmęczenia, lecz uroda półwili za bardzo odwracała uwagę od wątpliwości i pytań. Spod związanego w pasie czarnego płaszcza wychodziła szeroka spódnica z ciężkiego materiału, na którym próżno szukać charakterystycznych dla jej ulubionego stylu misternych zdobień. Eleganckie, skórzane rękawiczki skrywały jasną skórę dłoni, skutecznie chroniąc przed panującym w całej Anglii zimnem.
Dobierając kwiaty do wieńca zastanawiała się nad różnymi kompozycjami. W pierwszej chwili wybór padł na róże białokwiatowe, ale zrezygnowała z nich w obawie, że ten gest nie zostanie źle odebrany. Odwieczny konflikt między ich rodami miał zostać zażegnany i mimo iż do godzącego ich ślubu nie doszło, to nie było sensu przywoływać znów dawnych zwad. Układające się w gwiazdy duże, białe płatki mieczyków abisyńskich świadczyły zarówno o podziwie, jak i zdradzały niepewność wobec nadchodzących czasów, a kwiaty hortensji trzymane w dłoniach Evandry przybrały mieszaninę barw białej i bladoróżowej. Jasne płatki zostały ozdobione liśćmi peperomii i skrzypu, które nie tylko dodawały bukietowi koloru, ale i zaznaczały szacunek wobec wytrwałości zmarłego. W imieniu swoim oraz męża przewiązany czarną i zieloną wstęgą bukiet złożyła na powozie wśród innych wiązanek.
Przyjrzała się testralom, których upiorne postury Evandra widziała po raz pierwszy w swoim życiu. Oglądane dotychczas na kartach starych woluminów ilustracje nie oddawały w pełni wyglądu tych skrzydlatych stworzeń, jakie na moment wyprowadziły z równowagi lady Rosier. Znała na tyle ich charakterystykę, by skojarzyć je sobie z placem egzekucyjnym. Tamten dzień upalnego lata wpisał się wyraźnie w jej pamięć, a widok rozlanej po katowskim podeście krwi powracał czasem we snach. W porę odetchnęła, nie chcąc przytrzymywać kolejki do złożenia wieńców. Wraz z resztą rodziny skierowała kroki do czwartego powozu, a po okazaniu biletu pogrzebowego woźnicy, zajęła w nim swoje miejsce.

| Rosierom towarzyszą NPC lady Cedrina Rosier oraz lady Diane Rosier.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 2 z 15 Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next

Krypta Blacków
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach