Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Krypta Blacków
AutorWiadomość
Krypta Blacków [odnośnik]05.02.21 12:58
First topic message reminder :

Krypta Blacków

Na Cmentarzu dla magicznych w Londynie znajduje się wysoka krypta, do której prowadzą dwa boczne wejścia. Rzeźbione kolumny pokryte są płaskorzeźbami kruków, które wydają się zmieniać swoje położenie w zależności od pory dnia. Nad bramą wejściową widnieje napis Toujours Pour, hasło rodowe Blacków. Po wejściu do środka widać schody prowadzące do góry lub w dół. Góra wydaje się być całkowicie zamknięta i niedostępna dla jakiegokolwiek odwiedzającego, za to przez parter i podziemia ciągną się korytarze, zwieńczone szerokimi prostokątnymi komnatami. Ściany przyozdabiają nazwiska pochowanych tam członków rodziny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 17:27
Cronus Malfoy zjawił się na miejscu wraz z pozostałymi, przyprószone siwizną włosy spięte czarną wstążką w długi jedwabisty kucyk z tyłu głowy nie pozostawiały wątpliwości co do jego tożsamości, twarz przecięta kilkoma zmarszczkami zdawała się utrzymywać wyraz niegasnącej powagi należnej podobnemu wydarzeniowi. Minister Magii zjawił się na miejscu na wpół prywatnie - wiedziony przyjaźnią, jaki jego ród od dawien dawna darzył kruczy ród Blacków - a na wpół zawodowo, zgodnie z tytulaturą zamierzając pożegnać syna jednego pośród 28 rodów, dobrze rokującego młodego polityka i oddanego poplecznika Czarnego Pana. Obleczone czarnymi rękawiczkami dłonie wspierały się na czarnej lasce, okryty był czarnym płaszczem pozbawionym ozdobnych wykończeń i, jak nie on, niósł się szatą skromnie, uwagę zwracając bardziej dostojeństwem sylwetki niżeli biżuterią lub haftem. Wdowiec nie przyszedł sam, w tłumie dało się dostrzec jego syna, Abraxasa, wraz z rodziną, któremu towarzyszyła starsza córka Ministra. Młodsza, debiutująca Cordelia, kroczyła przy nim.
Omiótłszy komnatę spojrzeniem, skierował je na służbę, wychwytując spojrzenie Celine - było w nim coś naglącego, coś nieznoszącego sprzeciwu i coś, co półwila była w stanie odebrać jako wezwanie. Minister Magii chciał, by zaprowadziła go na przeznaczone dla niego miejsce.

Lord Malfoy z córką siadają tam, gdzie zaprowadzi ich służba
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 18:02
Dalsza podróż upłynęła w komfortowym milczeniu, którego nie zamierzała przerywać byle pogawędkami. W innych okolicznościach - i innym towarzystwie - wykorzystałaby każdą minutę do cna, by nawiązać nowe znajomości lub ugrać coś politycznie dla la Fantasmagorii, lecz żaden z towarzyszy żałobnego konduktu nie oferował potencjalnych zysków. Mogła więc po prostu wsłuchać się w deszcz, śledząc skąpany w szarudze Londyn i wdychając świeży, cytrynowy zapach, tłumiący nawet woń perfum Forsythii i wód kolońskich reszty dżentelmenów.
Gdy powóz się zatrzymał, skinęła z szacunkiem głową Crabbe'owi, jego córce oraz Corneliusowi, nie odzywając się jednak. Mulciber poczynił odpowiednie werbalne honory, przyjęła więc jego rękę i zwinnie opuściła karocę po wąskich schodkach, wdychając głęboko wilgotne powietrze. Podążyła razem z odzianym w czerń pochodem w stronę krypty, podążając tuż obok Ramseya. Ceniła jego milczącą obecność, nie musieli plotkować ani rozmawiać o, skądinąd wspaniałej, pogodzie, nie dopytywał też o widoczne napięcie między nią a Corneliusem. - Jedynie z opowieści. To podobno mądra, rozważna czarownica - odparła cicho na zadane pytanie, uznając, że dotyczyło ono młodziutkiej Aquili a nie innych przedstawicielek tak okrutnie doświadczonego przez los rodu. - A dlaczego pytasz? Podoba ci się? Chyba jest w twoim typie, wizualnie rzecz jasna - dodała tym samym, statecznym szeptem, tak, jakby dzieliła się z kompanem niedoli swym smutkiem, a nie zastanawiała się nad potencjalnymi planami małżeńskimi Mulcibera. Wolała skupić się na nich niż na tym, że powinna odczuwać głęboki smutek: wszak przed nią niesiono trumnę z najbliższym przyjacielem. - I jakie miejsce miałaby zająć? Wśród nas? - dorzuciła jeszcze, powoli kierując się wraz z tłumem niżej, głębiej, do tajemniczego i mrocznego miejsca, do krypty, do której zwykli śmiertelnicy nie mieli dostępu. Deirdre dzieliła z Blackami wiele, także część swojej młodości, nie szukała jednak wzrokiem dawnego mentora, przesuwała nim po ścianach, rzeźbach i w końcu - niesamowitym, surowym wnętrzu głównej krypty. W milczeniu ruszyła za Ramseyem, torującym drogę ku krzesłom w przedniej części sali. Nie zależało jej na najlepszym miejscu, nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia, nie wiedziała też, obok kogo zasiądą. Zgrabnie wyminęła mężczyznę i zajęła wskazane przez śmierciożercę miejsce, z wzrokiem utkwionym w ułożonej na katafalku trumnie, skrywającej ciało Alpharda. Alpharda, który wybrał śmierć, sam po nią sięgnął, który zdobył się na niesamowitą odwagę - czy jego rodzina o tym wiedziała?
Z rozważań wyrwał ją dopiero znajomy głos - przekręciła głowę w bok i w górę, najpierw spoglądając na Fantine, a później, za jej plecami, wychwytując Tristana oraz Evandrę. - Lordzie nestorze, lady doyenne - powitała ich cicho, nie chcąc przeszkadzać w przeżywaniu żałoby; coś w bladości i obojętności Tristana ją zaniepokoiło, ale nie dała tego po sobie poznać, schylając głowę w geście szacunku. Podobnym obdarzyła stojącą nad nią Fantine oraz pojawiającą się chwilę później Melisande. - Lady Rosier - dodała, nawet nie mrugnąwszy okiem, gdy słowiczy głosik młodszej z Róż przeciął powietrze rozkazem. Spojrzała tylko na nią ze smutnym zdziwieniem, po czym wstała, nie oddalając się jednak od krzesła - na wszelki wypadek, gdyby Fantine postanowiła przeskoczyć przez podłokietnik, moszcząc się na wygodnym siedzisku. - Melisande, moja droga, przyjmij raz jeszcze wyrazy największego współczucia. Pamiętaj, że jestem, gdybyś mnie potrzebowała - powiedziała cicho, chwytając na moment dłoń Melisy, by ścisnąć ją w wspierającym geście. Skłoniła też czoło w geście szacunku oraz żałoby, po czym usiadła ponownie na swoim miejscu, nie komentując dalej sugestii przeniesienia się na inne miejsce. Bądź - jak wskazywało na to spojrzenie Fantine - przeniesienia się na tamten świat.

| tak jak powyżej w poście Ramseya, siedzę na 9


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 19:48
Atmosfera w powozie dzielonym przez szlachetny ród Burke i równie szlachetną rodzinę Carrow, pozostawiała wiele do życzenia. Może jedynie drobne rozproszenie zaoferowane przez jedną z córek lorda Icara sprawiło, że Adeline nie mogła z czystością sumienia określić tej krótkiej podróży jako całkowitej porażki.
Niemniej jednak twarz lady Burke zastygła w wyrazie chłodnej obojętności, która w tym momencie wydawała się jej najbardziej odpowiednia. Tylko ona mogła uchronić ją przed przesiąkniętymi niezadowoleniem słowami wyrzuconymi w stronę Aresa. Powód? Z odnalezieniem takowego lady nestorowa nie miałaby najmniejszego problemu. Zwyczajny pech, zrządzenie losu sprawiło, że parszywość samopoczucia lady Burke miała skumulować się na lordzie Aresie, który przecież w najbliższym czasie stanie się częścią rodziny Burke za sprawą mariażu, który chociaż sprzyjał interesom rodów nie potrafił wywołać radości w sercach zaangażowanych.
I niczym królowa lodu, z nieposzlakowaną gracją opuściła przeznaczony im powóz, z wdzięcznością korzystając z asysty Charona. I to właśnie z jego ramienia postanowiła skorzystać w drodze do krypty, gdzie mieli pożegnać Alpharda Blacka, opuścić go, aby resztę podróży mógł odbyć samotnie. Pozwoliła sobie na posłanie Charonowi krótkiego spojrzenia i powściągliwego, podszytego nutą wdzięczności uśmiechu. Niespokojne myśli Adeline gnały naprzód, do męża idącego na czele żałobnego korowodu. Szczupłe ramię Charona i zachowany przez niego stoicki spokój pozwolił i jej przywdziać powagę na twarz, utrzymać w tym wyrazie rysy twarzy. W końcu, mimo tragicznych okoliczności, to była kolejna maskarada, gra pozorów, która nieprzerwanie trwała tam, gdzie pojawiali się przedstawicieli najznakomitszej warstwy czarodziejskiego społeczeństwa. Dlatego musiała wyglądać na odpowiednio zmartwioną, ale nie aż nadto, aby nie wzbudzić wątpliwości co do naturalności emocji, które znalazły swoje ujście w ponurym spojrzeniu i smutnej twarzy. Na szczęście była Burkem wystarczająco długo, aby ponurość zakorzeniła się w jej codzienności. Żałobną czerń nosiła niczym drugą skórę, przyzwyczajając się do niej absorbującej głębi. Krótkim, ledwie widocznym skinięciem głowy podziękowała Charonowi za eskortę i opiekę, która nie była zwyczajnym gestem uprzejmości w oczach Adeline, a jeszcze jednym dowodem na to, jak szczelnie rodzinne więzy Burków splatały się ze sobą. Nie miała kroczyć sama.
Oczy, które przypominały lód zaklęty w tęczówkach, niemalże od razu odnalazły w tłumie sylwetkę męża. Badawcze spojrzenie skoncentrowało się na jego twarzy. Jakby szukała zapewnienia, że jeszcze z nią tutaj był, że nie dał się porwać temu, co siedziało w jego głowie. Czymkolwiek było. Niemoc i niewiedza mierziły i spędzały spokój z powiek Adeline. A ona niezmiernie kryła to wszystko za cieniem posępnego uśmiechu, który nie budził oburzenia, a wysyłał pokrzepienie. Nie do żałobników, nawet nie do rodziny zmarłego, ale do niego. Mogła odetchnąć z ulgą, kiedy zajęli miejsca, kiedy w końcu siedział tuż obok niej. Subtelnością gestów, na jakie pozwalały jej okoliczności chciała zapewnić go, że jest przy nim, że wspólnie przetrwają kolejne chwile zamknięci w krypcie.

/zajmuje miejsce nr 14 obok Edgara
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 22:37
Goście powoli zajmowali miejsca w krypcie, ale jedyne na czym Aquila była w stanie skupić swoje myśli to trumna. Wpatrując się tępym wzrokiem w katafalk, nie była w stanie wyobrazić sobie tego dnia, chociaż czekała na niego długo, zbyt długo. Ostatnie tygodnie spędzane przez młodą Black były głównie w ciszy i znalezienie się w końcu w krypcie, tak nieuchronne jak śmierć, zwiastowało wreszcie koniec wędrówki Alpharda. Czy dało się jeszcze coś zrobić? Dlaczego jego dusza nie powróciła, nie zamieszkała na Grimmauld Place? Wieczna tułaczka po ziemskim padole, wieczne bycie w niebyciu. Mało kto by się na to zdecydował, a jednak byli tacy. Aquila czuła jedynie nieprzyjemny ścisk w żołądku i zajmując miejsce pragnęła jedynie by wszystko jak najszybciej się zaczęło, chociaż do początku ceremonii zostało jeszcze zapewne kilka minut. Rozejrzała się jeszcze na boki, wciąż ciekawa czy na pogrzeb mogliby przyjść tak znamienici goście jak sam Czarny Pan i sam Minister Magii. Gdy dostrzegła sylwetkę Cronusa Malfoya wciągnęła jedynie głośniej powietrze. Ta obecność dla Blacków znaczyła wiele i na pewno wiele znaczyłaby dla samego Alpharda. Pojawił się wraz z dziećmi, a chociaż Cordelia była o 5 lat młodsza, przecież jeszcze w Hogwarcie i jeszcze w dzieciństwie miały dobry kontakt. Co prawda, kilkuletnia wtedy jeszcze Malfoy, potrafiła bać się motyla, a to kiedyś irytowało. Dzisiaj takie wspomnienia były zwyczajnie przyjemne, chociaż odległe. Nierealnie radosne w tej pogrążonej w smutku krypcie. Black podążała jednak wzrokiem za Ministrem, gdy ten zdawał się wbijać swoje spojrzenie gdzieś obok niej, trochę na prawo. Aquila instynktownie odwróciła się, chcąc dostrzec co przykuło jego uwagę. Mogło chodzić o kobietę i mężczyznę, którzy zdecydowali się za nią usiąść. Kobietę mogła rozpoznać bez problemu. Deirdre Mericourt, widywała ją na Grimmauld Place, Aquila otrzymała również wysłane przez nią kondolencje. Nigdy nie było okazji by porozmawiać dłużej, dzieliła je zresztą różnica wieku, ale nie miała powodu by nie czuć do niej zwykłej sympatii. Obok siedział, o ile dziewczynę nie myliła pamięć (a ta szwankowała w ostatnich czasach, zamglona nerwami) Pan Mulciber. Zaledwie minęli się parę razy w Ministerstwie Magii, gdy Black odwiedzała braci lub ojca, ale sylwetka mężczyzny była jej wystarczająco znana by skojarzyć chociaż nazwisko.
Wzrok Lorda Malfoya wydawał się jednak wędrować nieco wyżej, wprost do... Celine? Celine... Jeszcze tego brakowało.
Celine, nie wolno Ci przynieść mi wstydu! Jeśli on na Ciebie patrzy to masz być mu posłuszna, to Minister Magii. Na brodę Merlina, Celine... Poradzisz sobie. Idź tam, wskaż mu miejsce.
Myślała jedynie wpatrując się we własną służkę z wytężonym spojrzeniem, tak jakby próbowała jej przekazać wszystkie swoje myśli. Uniesione wysoko brwi i kołatanie serca nie pomagały. Oby tylko służka nic nie zepsuła.
Aquila wróciła wzrokiem na salę, wciąż próbując wypatrzeć Forsythię. Niczego nie żałowała tak mocno jak tego, że jej kuzynka nie urodziła się w Blackach. Teraz mogłaby usiąść obok, chwycić ją za rękę. Potrzebowała Crabbe bardziej niż byłaby w stanie to przed sobą przyznać. Evandra i Primrose były ważne, były najważniejsze, ale Forsythia... Była jej przecież jak siostra.

dalej siedzę na F, nie ruszam się



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 22:49
Był nieobecny. Jego myśli wciąż uciekały do wydarzeń kilku poprzednich dni, nie mógł skupić się dostatecznie mocno, aby prowadzić jakąkolwiek konwersację. Był niemal pewien, że nikt z jego rodziny nie miał mu za złe aktualnego stanu, ani milczenia, które serwował im od samego początku. Nie przepadał za spotkaniami towarzyskimi, tłumem ludzi i koniecznością prowadzenia rozmów, choć nie miał na co narzekać - uroczystości pogrzebowe były bardzo specyficznym rodzajem spotkań, tutaj nikt nie miał ochoty na głośne rozmowy, przekrzykiwanie się i usilne próby dowiedzenia własnej racji. Cisza, spokój i milczenie. To coś, czego w tym momencie potrzebował nie tylko on, ale pozostali żałobnicy, którzy zgromadzili się w tym miejscu. Zastanawiał się co czuje Melisande. Miała wyjść za Alpharda, przenieść swoje życie do Londynu, zostać zapewne matką jego dzieci... Teraz to wszystko należało do historii, do poczynionych planów, które nie zostaną zrealizowane. Bezustannie w jego głowie pojawiała się myśl, że to mógł być właśnie on... nie był do końca pewien czy to efekt wydarzeń z Gringotta, tego co działo się w ich głowach czy czegokolwiek innego, ale jego spokój ducha został zaburzony i nie zapowiadało się, że wróci na miejsce.
Dotarli do Krypty, w powozie był milczący i skupiony na własnych dłoniach, starając się unikać wszelkiego kontaktu. Na miejscu podążył wraz z matką i Callistą za pozostałymi, spojrzał na Tristana zajmującego miejsce wraz z Evandrą, Fantine i Melisande, które najwyraźniej chciały usiąść bliżej nich, ale na drodze pojawiła się Deidre i Ramsey. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie gdzie kto usiądzie? Dla niego żadne, dlatego kiedy tylko podszedł bliżej trzeciego rzędu usiadł wraz z Callistą i matką na pobliskich miejscach. Nie musiał siedzieć w pierwszym rzędzie, nie musiał być w centrum uwagi. Szczerze mówiąc, wolałby zapaść się pod ziemię i nie musieć w tym uczestniczyć. Jego stan był trudny do określenia, nie czuł pewności, wręcz przeciwnie. Zdecydowanie skupił się w tym momencie na elementach krypty, próbując to jakoś uporządkować, po selekcjonować, dopasować jedno do drugiego. Musiał zająć czymś myśli...

Zajmuję miejsce 18, a Callista 19



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 22:56
Wyjątkowo niegrzeczne zachowanie Sigrun pozostało bez komentarza ze strony pana Cunnighama, a co bardziej zaskakujące - także samego Macnaira, który wydawał się wyjątkowo milczący i pogrążony we własnych myślach. Blondynka przestała zwracać uwagę na swoich towarzyszy podróży bryczką, nie odezwała się także więcej. Ani do nich, ani do widma Alpharda Blacka, który przez kilka chwil wpatrywał się w deszczową aurę za okienkiem - a po chwili rozmył się, zniknął, co Sigrun odebrała za całkowicie naturalne. Tak było przecież od jej przebudzenia się w lecznicy Cassandry. Postać Alpharda Blacka pojawiała się i znikała. Zazwyczaj wtedy, kiedy docierało do czarownicy, że nie żyje.
Dziś mocno się pogubiła. Zacierała się granica pomiędzy rzeczywistością, a jej urojeniami. Może Cassandra nie powinna była pozwalać Sigrun opuszczać lecznicy tak wcześnie. Może lepiej byłoby dla niej, gdyby spędziła tam jeszcze kilka dni. Przynajmniej dotąd, dopóki nie miałaby pewności co jest prawdziwe, a co nie.
Powóz zatrzymał się, wyrywając Rookwood z ponurych rozważań o tym, czy to działo się w jej głowie, kiedy nie było z nią kontaktu w podziemiach Banku Gringotta, to prawda, czy też nie. Wysiadła z bryczki, nie zaszczycając swoich towarzyszy ani słowem, blada i milcząca. Dołączyła do równie ponurego tłumu żałobników, wchodzącego do rodowej krypty Blacków.
Sunęli niemal jak żółwie przez korytarze wiodące do podziemi, a wilgoć i stęchlizna lochów drażniły zmysły wiedźmy. Żałobna melodia zaczęła ją przytłaczać, a podziemie przywodziło na myśl Locus Nihil. Do komnaty, gdzie miała odbyć się ceremonia pożegnania dotarła jako jedna z ostatnich, kiedy trumnę położono już na przedzie, przy portrecie Alpharda Blacka.
Wtedy Sigrun przystanęła, zamarła w bezruchu, a później ruszyła żwawym krokiem pomiędzy rzędami z szeroko otwartymi oczyma. To przecież niemożliwe. Przecież jeszcze kilka chwil wcześniej z nim rozmawiała. Myślała, że jadą na pogrzeb kogoś innego - a nie jego. Przystanęła między rzędami i wpatrywała się w trumnę nieznośnie długą chwilę, a pierś falowała jej pod wpływem płytkiego oddechu. Miała ochotę podejść jeszcze bliżej i uchylić wieko, by się przekonać, że on naprawdę nie żyje. Mieć pewność. Może zwróciła na siebie uwagę innych, kiedy tak stała i gapiła się na trumnę, jakby zobaczyła ducha - bo zobaczyła, stojącego Alpharda tuż obok.
Zacisnęła wargi tak mocno, że aż jej pobielały. Czy ktokolwiek widział to oprócz niej? Wszyscy wpatrywali się wyłącznie w trumnę. Rozejrzała się wkoło i dostrzegła postać Deirdre - przypomniała sobie o wczorajszej rozmowie. Miała trzymać się blisko. Podążyła więc w jej kierunku.
- Przepraszam - wymamrotała szeptem, kiedy przechodziła obok lorda Rosiera i jego małżonki, by dołączyć do Śmierciożerców. Nie zdawała sobie sprawy, że to mogło być nieeleganckie - ale przecież Deirdre kazała jej trzymać się blisko.
Zajęła więc miejsce obok i splotła dłonie na podołku, a wargę przygryzła sobie niemal do krwi.


| miejsce nr 8 Smile


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Krypta Blacków [odnośnik]14.02.21 23:48
Powozy suną pośród roszonych deszczem ulic, ciężar chmur osadzonych nisko potęguje wrażenie przygnębienia, jakby sam Londyn pogrążał się właśnie w żałobie. Obserwuje krople, ich taniec na szybie, pozwalając myślom wędrować ponad smutki, ponad ból odczuwany przez dusze zgromadzone, poszukując w tej zawiłej plątaninie odpowiedzi na dręczące ją pytanie. Bo co jeśli losowi podłemu nie dość było okrucieństw i cierpienia, dlatego też przywołał wilgoć, która mogłaby zaszkodzić misternemu upięciu oraz srebrnym pasmom? Niepokój dreszczem wdarł się na biel skóry, gdy chaber tęczówek drgnął w nagłym oszołomieniu. Cóż to za straszne, potworne zagranie! Nie zdziwiłaby się, nawet gdyby za niewdzięczną pogodą stał ten...ten Macmillan! Ten sam, który w ruinę obrócił wiekowe Stonehenge. Takie psucie bardzo by mu pasowało. Jasne brwi marszczą się w oburzeniu, jednak różane usta nie są gotowe przyznać się do podobnych podejrzeń, jeszcze mogliby opóźnić całą uroczystość, a to brzydko tak martwemu czekać na własny wieczny spoczynek. Chociaż tak właściwie, to zdołał on już spocząć. A może nie? Nie była pewna, wizja śmierci zawsze była poza zasięgiem drobnych dłoni, nie zastanawiała się nad własnym końcem, zbyt długo karmiona opisami wystawnego życia przed i po zamążpójściu. Dalej wydawało się nie być nic, gdyż obraz przyszłych dzieci - niebywale ślicznych oraz niezaprzeczalnie uroczych - i potencjalnie grubych kostek podczas ciąży, został wymazany z umysłu arystokratki, która ceniła harmonię oraz piękno świata, a dąsy miała już zresztą zaplanowane na parę tygodni do przodu. Stara więc się opanować, godnie prostować wąskie ramiona, małe ręce splatać ze sobą spokojnie, wcale nie rzucać kostkami, bo to przecież nie wypada tak dawać się podpuszczać kuzynowi. Kiedy więc powóz dociera do celu, staje się uosobieniem idealnie wychowanej panienki, otulonej całunem melancholii, wymieniającej ostatnie uprzejmości z lady Bulstrode oraz lordowskim kuzynostwem. W asyście pana brata udaje się w stronę krypty, sylwetki szanownych rodziców snują się zapewne za nimi, jednak lwiątko nie odwraca głowy, nie rozgląda się na boki w zaintrygowaniu, łaknąć szczegółów. Miejsca, wystroju, ludzi wypełniających przestrzeń. Pozwala prowadzić się bratu, niezbyt pewna cóż innego winna czynić, wszak było to jej pierwsze oficjalne wyjście pośród szlachetnego grona, pierwszy taki pogrzeb. Drga lekko dopiero, zaburzając rytm kroku, kiedy Oleander znajduje się tuż obok, z maską spokoju osiadłą na twarzy, bez iskry w błękitnych tęczówkach, za to ze wsparciem w swej własnej osobie. Zajmują więc miejsce, w ciszy, w milczeniu, w oczekiwaniu na ceremonię, która choć częściowo zasklepi zadane rany.

| Eurydice zajmuje miejsce 3, a Oleander Flint 4. Euri towarzyszy starszy brat


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : 1
UROKI : 5
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 0:31
Podróż powozem była istną katorgą w jej mniemaniu, a całej reszcie odpowiedziała jedynie skinieniem głowy, gdy przyszło do wychodzenia z powozu. Coraz bardziej traciła cierpliwość do uprzejmych gestów i słów, choć z założenia miała dziś być przykładną córką swego ojca. Miała nie poczynić żadnych problemów, lecz najwyraźniej jej natura stawała niczym jedzenie w przełyku lub… gorzej, niczym woda, która nagle postanowiła, wlecieć do tchawicy blokując oddech, a tym samym wywołując kaszel, który wszyscy wokół byli w stanie dostrzec. Jej zachowanie choć subtelniejsze, najwyraźniej mogło wzbudzać podobne reakcje. Jednak ile jeszcze wytrzyma w tym towarzystwie? Ile nocy dane jej będzie, spędzić pod ojcowskim dachem, nim postanowi pozostawić go samego? Może nawet jeśli nie będzie wyprowadzała się poza Londyn to do mieszkania dalej… nawet ulicę dalej, byleby nie wiedział gdzie jej szukać. Byleby stracił tę władzę, którą tak kurczowo trzymał. Zdawała sobie sprawę, jak mogłoby wszystko na to wpłynąć, ale czy naprawdę nie poradziłaby sobie? Miała swego korespondencyjnego przyjaciela, mogła też zwrócić się do kochanej Phillie, która z pewnością nie odmówiłaby jej noclegu i Steffena, który właściwie… zaoferował jej mieszkanie. Jej oczy zabłysnęły na tę myśl, przecież mogła to wszystko rzucić, a w Dolinie z pewnością mogłaby przydać się jej wiedza magizoologiczna. Lecz co z karierą? Co z badaniami i podróżami? Spuściła lekko powieki, ściskając mocniej szczękę. Po stokroć przeklęte wybory. Bez niczyjej pomocy, wyszła, próbując jak najprędzej odnaleźć Aquilę spojrzeniem. Kochała Alpharda, byli rodziną, lecz praktycznie w ogóle nie była w stanie o nim myśleć, znajdowała się gdzieś dalej, a jednocześnie wciąż tutaj. Cały tłum przytłaczał ją swoją wyniosłością i sztucznością, a sylwetka ojca doprowadzała ją do szewskiej pasji. Zerknęła na niego podejrzliwie, a potem przyspieszyła perfidnie kroku, umykając mu prędziutko i pozostawiając w jego paskudnej dłoni zaledwie rękawiczkę. Zniknęła za dwoma postawnymi mężczyznami, a zaraz potem szła dalej, próbując przebić się do przodu, aby znaleźć się koło Aquili, chociaż powątpiewała w to, że jej plan powiedzie się w stu procentach.
W końcu musiała odpuścić i zwolnić, lecz była wystarczająco daleko od ojca, aby przestać się irytować. W dodatku dostrzegła Aquilę. Złapała jej wzrok na dłużej i myślała, że uda jej się zdążyć, aby zająć miejsce tuż za nią, lecz niestety… czy to przez opieszałość w ruchach, czy inne powody, jej miejsce zajęły inne osoby. Westchnęła cicho, odwracając się do rzędu po lewej stronie, nie kierując się żadną większą logiką. Usiadła obok jasnowłosej kobiety, tuż przy samym skraju, tak aby miejsca obok niej nie mógł zająć ojciec. I dobrze. Siadając, zerknęła na drugą stronę, bacznie studiując sylwetkę mężczyzny o egzotycznej urodzie, lecz bardziej zaintrygowały ją słowa, które zdążyła usłyszeć po swojej lewej. Wracanie jako duch i opętanie tych, których się nienawidzi? Wyśmienite zagranie. Uśmiechnęła się na nie pod nosem i nawet nie zdążyła się zastanowić, nim delikatnie pochyliła się ku blondynce, aby pozostawić szeptem swój komentarz. – Wyborny pomysł, mogę go pożyczyć? – zapytała, wracając do wyprostowanej pozycji. I to było towarzystwo, z którym byłaby w stanie otworzyć wino, o którym myślała w powozie, a przynajmniej tak jej się wydawało w pierwszej chwili. Uparcie wypierała z myśli obraz Alpharda, leżącego pod wiekiem trumny. Traktowała ten pogrzeb inaczej, niż ostatni. Teraz nie było tu trupa, nie mogło być. Splotła dłonie na kolanach, wciągając zapach kadzideł, przynajmniej dobrze tu pachniało – wolała dym, niż kwiaty.

| Zajmuję miejsce 25

[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 15.02.21 0:35, w całości zmieniany 2 razy
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 0:34
Całą trasę na cmentarz przemilczał. Nie miał ochoty na rozmowy, a jedyne o czym marzył to aby ten dzień się jak najszybciej skończył. Liczył też bardzo, że nic się nie stanie, że żadni terroryści nie przeszkodzą w tak świętej uroczystości jaką jest pogrzeb. Gdyby tak się stało, utwierdziłoby to tylko wszystkich w przekonaniu jakimi są bestiami. Nie obawiał się o to, że sobie z nimi nie poradzą, była tutaj cała masa świetnych czarodziejów, którzy na pewno odepchnęliby atak, ale nie mogliby w spokoju pożegnać brata, przyjaciela, wielkiego człowieka jakim był Alphard.
Wyszedł z bryczki i stanął przy wejściu, a także witał wszystkich wchodzących do środka skinieniem głowy czy uściskiem dłoni. Trzeba było odpowiednio gości przywitać. Gdy już większość weszła sam postanowił zając miejsce koło ojca. Usiadł na krześle oznaczonym literą D. Cieszył się z faktu, że miał koło siebie Rigiela, a także Aquelie. Był zdania że powinni trzymać się razem, zwłaszcza dzisiejszego dnia. Można było mieć nadzieje, że nikt z nich nie zginie podczas wojny, lecz Cygnus był realistą. Sam nie miał zamiaru biernie się jej przyglądać i chciał dołączyć do walki, choć nie uważał siebie za dobrego w walce. Większość swojego życia poświęcił na polityce, nieprzespane noce wypełniał dokumenty siedząc za biurkiem, a tylko w chwili wolnej mógł porobić coś bardziej aktywnego fizycznie.
Pojawienie się Ministra Magii wiele dla niego, a także pewnie dla innych z rodziny wiele znaczyło. Pokazywało to jakim szacunkiem był obdarowywany Alphard. Jako starszego brata bardzo go to cieszyło. Był z niego niezmiernie dumny. Żałował tylko, że nie będzie mu dane to tego powiedzieć.
Cygnus jak zwykle siedział z poważną miną przyglądając się głównie trumnie. Czekał aż cała uroczystość się zakończy, a także na słowa jakimi zostanie pożegnany. Ciekawiło go też czy ktoś zechce zabrać głos i powiedzieć kilka słów. Sam się nad tym zastanawiał, lecz nie wiedział czy będzie na to okazja. W końcu nie wiedział jak potoczy się cała uroczystość.

Cygnus zajmuje miejsce D
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 13
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 0:50
O ile w powozie dał porwać się nerwom i niezdrowej zazdrości, o tyle wszedł do krypty dumnie wyprostowany, ze skromnie spuszczonym wzrokiem i smutkiem wymalowanym na twarzy. Emocje - tak łatwo było je udawać, na ogół. W obecności Deirdre omal nie stracił nad sobą panowania, to niedopuszczalne. Nie wiedział, dlaczego nadal tak na niego działała. To pewnie przez tą wizytę w jego sypialni, impertynencką, grubiańską, bezczelną, okrutną, złą, podłą. Zauważył, jak oprowadzała się z Mulciberem, jak dumnie poszli usiąść w pierwszych rzędach, zupełnie jakby zapominali o swych nazwiskach, o tym, co wypada. Może i służyli Wyższemu Celowi dłużej niż on, Cornelius, ale to nie uprawniało ich do gwałcenia szlachetnego porządku, chyba. Arystokracja popierała wszak Czarnego Pana po to, aby ochronić Stary Porządek, nieprawdaż?
Powstrzymał grymas pogardy i skromnie ruszył ku miejscom przeznaczonym dla znanych polityków bez szlachetnego nazwiska. Towarzyszył mu zresztą kuzyn Faustus, któremu Cornelius posłał wymowne spojrzenie.
Gdzie siada twoja córka? - zapytał w myślach, mrugając dwukrotnie. Kuzyn zrozumie. Całkiem sama, to nie wypada. - zganił Forsythię w myślach, a potem, ratując honor rodziny, ruszył do rzędu tuż za nią. Faustus będzie mógł stąd pilnować zbuntowanej latorośli, a Cornelius i tak miał niezły widok na całą kryptę. Utrzymując na twarzy wyraz bezbrzeżnego smutku, przesuwał dyskretnie spojrzeniem po zebranych. Pojawił się Minister, zgodnie z oczekiwaniami. Ach, jakże załował, że nie jest jeszcze oficjalnie jego prawą reką, że nie może usiąść bliżej znamienitego polityka! Odprowadził wzrokiem Ministra, jego śliczną córkę i służbę, a potem zauważył lorda Shafiqa - bez narzeczonej, ciekawe. Pomknął spojrzeniem ku pięknej Aquili i jej braciom, a potem obejrzał się jeszcze za siebie i...
...zamarł, skrzyżowawszy spojrzenia z panną Lovegood.
Co.
Ona.
Tu.
Robi?
Nigdy nie zapominał imion ani nazwisk ani twarzy legilimentowanych osób. Zwłaszcza, jeśli ich ojcowie byli oskarżeni o morderstwo. Zwłaszcza, gdy ich myśli były tak słodkie i upajające, jak narkotyk.
Przełknął ślinę i pośpiesznie obrócił się z powrotem, twardo spoglądając w przód.
Nigdy nie znał Celine Lovegood, nieprawdaż?

zajmuję miejsce 34, a mój drogi kuzyn Faustus Crabbe 35
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Krypta Blacków - Page 5 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 1:22
Faustus Crabbe opuścił mniejszą grę, rozgrywającą się w powozie, na rzecz tej większej przy krypcie szlachetnego i starożytnego rodu Blacków. Tylu graczy, tyle pionków, aż trudno było w tym wszystkim odnaleźć wzorzec. Choć pan Crabbe się świetnie bawił, jeśli można u niego mówić o tak pozytywnych emocjach. Walka o wpływy i władzę, nawet tak zamaskowana, była słodsza niż najdroższe wino, najpiękniejsza kobieta czy największe bogactwo. To nadawało życiu mężczyzny smak, jedyna walka godna jego krwi.
Niestety dobry nastrój przerwała jego córka, największa hańba, którą chyba tylko w nadziei na przyszłą użyteczność przy sobie zostawił. Zostawiła za sobą smak rozczarowania i rękawiczkę, nie mając w swojej żałosnej osobie nawet uncji klasy. Z ulgą przyjąłby wieś, że jego była żona dopuściła się zdrady, a jej owoc został mu przedstawiony jako własny. Tak, wtedy ta prawda byłaby łatwiejsza do zaakceptowania - Forsythia Crabbe była dla niego tylko powodem do wstydu. Pozwolił sobie jedynie na ponurą miną. Wyrodna córka zapłaci za to, nie zapomni tego już nigdy.
Dobrze, że miał chociaż w tych chwilach towarzystwo Corneliusa, bez niego zadusiłby tę żmiję gołymi rękoma tu, na miejscu. Miał jednak kuzyna, na kim mógł się oprzeć, dodającym mu siły. Jedni powiedzą, że to słabości... zapewne mieli rację, ale Sallow teraz pozwolił mu przetrwać.
Wtem plansza się zmieniła, wkroczyła osobistość zdecydowanie warta uwagi Faustusa. Zaszczycił ich sam Minister Magii, właściwie pan Crabbe mógł się tego spodziewać. Ród Blacków zdecydowanie zaliczał się do ważnych, więc siłą rzeczy ta obecność była oczekiwana... choć Czarnego Pana raczej się nie spodziewał...
- Corneliusie, wszystko w porządku? - szepnął, widząc jak spoglądał na jakąś nieznaną mu dziewczynę, chyba ledwie służkę.
Kolejny do odnotowania fakt, może będzie okazja go wykorzystać. Oczywiście nie przeciw Corneliusowi, ale kto wie co przyniesie przyszłość i jak ta niewiasta może namieszać. Miała w spojrzeniu coś, co zwiastowało kłopoty.
Pan Crabbe usiadł za swoją córką, niech czuje na sobie jego wzrok.

Zajmuję miejsce 35, obok mojego drogiego kuzyna Corneliusa


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Krypta Blacków - Page 5 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 1:30
Friedrich Schmidt powoli zaczynał żałować przyjęcia zaproszenia. Nie wypadało inaczej, a i owszem, zapewne gdyby jego staruszek jeszcze chodził po tym świecie dałby mu srogą reprymendę za podobne myślenie, fakt jednak był faktem - do tej pory pogrzeb nie wywarł na nim większego wrażenia, a ród Black, za sprawą ciemnoskórego gościa, stracił odrobinę w jego oczach, jak z resztą i reszta angielskiej szlachty. Małpy powinny znajdować się w ZOO zamiast nosić się ze szlacheckimi tytułami. W tym pojęciu, chociaż zapewne jak syn nie wypowiedziałby tego na głos, zgodziłby się świętej pamięci Hugo Schmidt, którego przekonania tyczące rasy byłby niezwykle silne. Kto wie, może winien wrócić do Austrii? Ona przynajmniej nie była splamiona takim brudem (a przynajmniej tak pamiętał szmalcownik).
Kiwnął głową w odpowiedzi na słowa lorda Black, gdy ten otworzył drzwi od ich powozu, z którego Schmidt czmychnął sprawnie, ruszając w kierunku trumny. Parszywy obowiązek był do spełnienia. Przez chwilę bystrym spojrzeniem przyglądał się trumnie, by finalnie zająć miejsce z lewej strony, tuż przy tyle trumny. Spośród mężczyzn, którzy towarzyszyli mu w powozie niewielu wyglądało na takich, których mięśnie faktycznie posiadały jakąkolwiek siłę, a na ich drodze były do pokonania schody, wspaniałomyślnie więc wybrał dla siebie miejsce, na które podczas wchodzenia po schodach wpadnie największy ciężar. A później trumna wylądowała na jego barku, a Schmidt gdzieś w środku uznał, iż organizacja w której się udzielał posiadała pewne braki. Przynajmniej w jego mniemaniu, gdyż niesienie trumny zdawało mu się niezwykle irytującym, nie był jednak w stanie stwierdzić czemu. Kroki nie były stawiane równo, nie wszyscy byli jednego wzrostu, a to wszystko sprawiło, że pomruk niezadowolenia uciekł z jego piersi w momencie, gdy wchodzili po schodach i tak jak sądził, ciężar trumny spadł na tył.
Kroczyli korytarzem, bystre spojrzenie uważnie rozglądało się po otoczeniu, a myśli skrytykowały nieprzemyślaną konstrukcję. Kto z nich przeżyłby, jeśli nagle przyszłoby do ataku szlam? Miał swoje podejrzenia, tak samo jak posiadał swoje podejrzenia tyczące się tego, kto zginąłby jako pierwszy. Wiedział również, czyją śmierć z oglądałby z przyjemnością. W końcu doszli do miejsca, w którym miał odbyć się pogrzeb. Ostrożnie (jak na siebie) odłożył trumnę z gwiazdą dzisiejszego dnia.
Zielone spojrzenie na chwilę powędrowało w kierunku zebranych gości. Kwinął głową w kierunku Deirdre oraz Sigrun w formie krótkiego przywitania, ten sam gest posłał w kierunku siedzącego obok Ramseya, nie miał jednak zamiaru zajmować miejsca w ich okolicy. Ruszył ku tyłowi pomieszczenia, zielone spojrzenie ściągnęła jednak znajoma twarz. Austriak uniósł z zaciekawieniem brew ku górze, gdy jego oczy zatrzymały się na twarzy Evandry. No proszę... Mężczyzna posłał jej odrobinę dłuższe, odrobinę intensywniejsze spojrzenie. - Hallo, mein Lieber. - Zwrócił się do niej w swoim ojczystym języku, z twardym akcentem wskazującym na miejsce pochodzenia, by jednocześnie skinąć jej głową odrobinę porządniej niż innym. Był pewien, że rozumiała - witał się z nią tak za każdym razem, gdy mieli okazję się widzieć. I chciał by wiedziała, że o niczym nie zapomniał. Nim jednak jego postój zostałby uznany za nieodpowiedni lub zbyt długi ruszył ku tyłowi sali. Po drodze kiwnął głową w kierunku Elviry, by zająć miejsce w ostatnim rzędzie - tym, który dawał najlepszy widok na wszystkich zebranych; na dokładne obserwacje które pomogłyby mu jakoś zapełnić czas - jak na razie, ceremonia wydawała mu się niezwykle nudna. Dopiero teraz zerknął w kierunku swojego cukiereczka Cilliana, do tej pory pewien, iż podąża on tuż za nim.


| zajmuję miejsce numer 40


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 2:13
Tego spojrzenia nie sposób było nie poczuć. Paliło tam, gdzie tylko osiadło choćby na moment, kazało zwrócić na siebie uwagę w sposób tak autorytarny, że półwila nie śmiałaby odmówić ciągnącemu ją za dłoń losowi - instynktownie odwróciła głowę i uchwyciła wzrok dostojnego Ministra Magii pojawiającego się wśród gości. Wzywał ją do siebie, choć nie wykonał stricte żadnego dostrzegalnego gestu; u jego boku dostrzegła piękną, niziutką niewiastę o alabastrowej twarzy i srebrnych puklach, niewątpliwie jedną z młodszych, piękniejszych córek lorda Cronusa - i serce jak dzwon załomotało jej w piersi. Czym innym była służba u lady Aquili, cierpliwej i wyrozumiałej względem notorycznie popełnianych błędów, a czym innym ruszenie na spotkanie z wysoko postawioną personą, o której mądrości i życiowym doświadczeniu mówiła każda zmarszczka widoczna na twarzy. I choć na moment zabrakło jej gruntu pod nogami, nie pozwoliła Ministrowi czekać na siebie długo. Momentalnie ruszyła w jego kierunku, , jednocześnie zmuszona minąć Corneliusa. Poznała go. Oczywiście, że go poznała. Ta twarz prześladowała ją w koszmarach, ten ból wwiercający się w czaszkę, nieproszone dłonie i gorąc, który od środka rozsadzał ją wtedy pożogą. Z ukłuciem premedytacji spojrzała mu w oczy. Tu nie byłby w stanie podnieść na nią różdżki, a w Parszywym pewnie nawet nie wiedział kim teraz była. Służącą lady Aquili.
Kimś, kogo tak skrzywdził.
Zwinnie lawirując między żałobnikami wybierającymi swoje miejsca spośród tych wciąż dostępnych, w końcu stanęła przed szlachetnie urodzonym politykiem oraz jego śliczną towarzyszką, po czym dygnęła nisko, niemal do pasa, by jakkolwiek oddać żywiony do niego szacunek. Czy zasługiwał na to jako człowiek? Nie miała pojęcia, ale lord Cygnus ostrzegał, że każdy jej gest będzie brany akonto lady Aquili, nie mogła jej zawieść, nie teraz, kiedy na plecach czuła także jej przejmujący, świdrujący wzrok. Przypominał blask reflektorów. Oto znów była na deskach sceny przed olbrzymią widownią śledzącą najmniejszy krok, najmniejszy gest porcelanowej dłoni.
Ona, łabędź z zaklętego jeziora. I zatańczy właśnie dla nich.
- Panie Ministrze, lordzie Malfoy - odezwała się cicho do Ministra, melodyjnie, nieświadoma, że roztaczać wokół siebie mogła aurę przekleństwa własnego urodzenia. Półwili gen doszedł do głosu, przemawiał przez jej ciało, mimikę i zielono-błękitne oczy, których nie śmiała podnieść na mężczyznę, zaraz potem zwracając się do towarzyszącej mu damy z kolejnym dygnięciem, - Lady Malfoy. - Celine czuła jak drżą w niej wszystkie mięśnie, jak serce pragnie wyrwać się z klatki żeber, ale wszelkimi siłami starała się nie dać tego po sobie poznać przy gładkim obrocie na pięcie, by dłonią wskazać im potem drogę do zaszczytnego pierwszego rzędu. To do niej należała ta przerażająca decyzja, nikt wcześniej nie uprzedził jej gdzie posadzić tak ważnego jegomościa, dlatego półwila, skazana na samodzielność, zaproponowała im siedziska w lewym rzędzie, tuż po lewicy lorda nestora Polluxa Blacka. To wydawało się najlepszym wyborem, pamiętała przecież wspominki z Grimmauld Place, że to nie tylko rodzinne, ale także polityczne wydarzenie... A to znaczyło, że ktoś taki jak Minister Magii powinien znaleźć się blisko epicentrum szacunku, prawda? - Moje miejsce jest blisko lady Aquili Black, mojej pani, w tym ważnym dniu, ale w razie potrzeby służę pomocą, lordzie, lady Malfoy. Nazywam się Celine - dodała równie cicho, znów dygając z taneczną elegancją i wyjaśniając swoje nieuchronnie nadciągające odejście od boku Ministra i jego córki. W niedoświadczonym jeszcze mniemaniu czarownicy ważnym było zaakcentowanie, że nie znajdowała się w bezpiecznej odległości od Blackówny przypadkiem, a lord Cygnus uczył, by przedstawiała się w rozmowie z nieznajomymi arystokratami. Zaczekała jeszcze na odpowiedź lorda Malfoya i, tylko jeżeli nie oczekiwał od niej niczego więcej - dopiero wtedy oddaliła od niego i Cordelii. Celine powróciła na swoje miejsce przy ścianie, z rękoma ponownie założonymi za plecami. Dłonie wciąż drżały, teraz mocniej niż wcześniej, gdy nikt nie mógł dostrzec ich w bocznym półmroku krypty. Pani Macnair na pewno poradziłaby sobie z tym lepiej.

| 55 nieświadomy urok wili na ministra... i wracam pod swoją ścianę między miejscami 20 a 30.
jeśli można to ministra zapraszam na nieoznaczone literą miejsce po prawej od c, a cordelię na miejsce c.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 2:42
Nie do końca wiedział, jak skomentować odbiegające od normy zachowanie śmierciożerczyni. Szczęśliwie Claude był przyzwyczajony do usprawiedliwiania swego rozmówcy i nie urągało mu to jakkolwiek by przyjąć na siebie i tym razem winę za niezręczną atmosferę. W porządku. Mógł być tym, któremu się przesłyszało. Mógł też nie być urażonym tym, że właśnie obgadywała go z niewidzialnym towarzyszem siedząc tuż obok... Nie mógł jednak w skonsternowaniu nie unieść wyżej brwi. Proszę mi wybaczyć, musiałem się przesłyszeć - tyle powiedział nie komentując kobiecych przepychanek. Szczęśliwie powóz dość szybko dojechał na miejsce. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo drażniły go bardzo niegrzeczne i nie będące na miejscu przytyki niewiast dopóki nie znalazł się poza ich towarzystwem. Westchnął, poprawiając schludnie zaczesaną fryzurę, prostując ruchem dłoni zagięcia szaty. Poczucie porządku go uspokoiło.
Podążał w stronę krypty bez zbytecznego pośpiechu i tym razem wtapiając się w poruszającą się masę czarodziei. Jasne, smutne tęczówki podniosły się wyżej ku powykręcanemu przez czas drzewu. Niby spokojny, niemrawy strażnik, czuwający nad wszystkimi znajdującymi się w jego korzeniach - podobnie martwymi, powykręcanymi. Momentalnie przeszyło go wyjątkowo depresyjne poczucie zazdrości. Przyjemny musiał być to spoczynek - pomyślał wracając spojrzeniem przed siebie. Jeszcze przed wejściem do kamiennego korytarza wypełnił płuca przyjemną wonią wilgotnej ziemi. Dekadencka muzyka i jego samego wprowadziła w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Lubił pogrzeby. Jakkolwiek by to nie brzmiało stanowiły swoisty balsam dla duszy i zszarganych nerwów niosąc obietnicę końca - przerażającego, nieoczekiwanego, lecz nieuniknionego. Było w tym coś romantycznego.
Zasiadł na jednym z pierwszych miejsc nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że wybór wcale nie był przypadkowy - miał stąd doskonały wgląd na Nestora rodu Rosier, jak i jego rodzinę. Na czole pojawiła się zmarszczka kiedy dostrzegł pewne poruszenie w okolicy tamtych miejsc. Był jednak gościem. Nie powinien interweniować, nie powinien się wychylać, robić cokolwiek. Był nikim zaproszonym przez kogoś na doświadczenie ceremonii pogrzebowej, która była nie tylko pokazem, lecz również intymnym przeżyciem dla najbliższych - zapominanie o tym, zaburzanie patosu sytuacji było czymś karygodnym. Lokajowi przetoczyła się smutna i wyjątkowo cierpka myśl o tych wszystkich pomrukach, rozpraszających gestach. Dziś żałował, że mało co potrafiło mu umknąć uwadze. Splótł przed sobą palce dłoni. Spoglądał na nie smutno.

|36
Claude Cunningham
Zawód : lokaj
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 25
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8368-budowa#243098 https://www.morsmordre.net/t8512-do-rak-wlasnych#248065 https://www.morsmordre.net/t8510-i-m-on-duty-sir#248046 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8595-claude-cunningham#252888
Re: Krypta Blacków [odnośnik]15.02.21 9:27
Pogrzeby były tragicznie smutne. Nie dość, że zakres dopuszczalnych w ubiorze kolorów kończył się (i zaczynał) na czerni, za którą Cordelia nie za bardzo przepadała, to jeszcze musiała skrywać swoją śliczną buzię za żałobną woalką. Nie wspominając już o najbardziej koszmarnym fakcie - przebywania w jednym pomieszczeniu ze zwłokami. Prawdziwymi, rzeczywistymi, nie takimi z baśni, które czytała jej piastunka, przestrzegając przed konsekwencjami zbrodni takich jak wyruszenie samotnie poza granice posiadłości albo zjedzenia za dużej liczby malinowych babeczek przeznaczonych na herbaciany wieczorek starszej siostry. Już wtedy wizja śmierci paraliżowała szlachciankę do głębi, a przecież były to tylko wyobrażenia, a nie prawdziwa sytuacja, w jakiej w tym momencie znalazła się lady Malfoy.
Najchętniej udałaby chorobę, byleby nie musieć brać udziału w tym smętnym pogrzebie, z drugiej jednak strony nie mogła odpuścić okazji, by podsłuchać ploteczek i zadać szyku swoją nieskromną osobą. Po długich wewnętrznych bojach postanowiła być odważna niczym Lycus Armand Malfoy i stawić czoła swym lękom. Z pomocą garderobiany przywdziala najbardziej strojną czarną suknię, jaką posiadała w swojej kolekcji (ilość koronek mogła przyprawić o zawrót głowy), później trzykrotnie zmieniała fryzurę, finalnie decydując się na rozpuszczone fale, przysłonięte tylko odrobinę czarną woalką przypominającą bardziej mgiełkę niż zgrzebną zasłonę. Kilka wybuchów płaczu oraz ataków niezadowolenia później dobrała biżuterię i mogła godnie reprezentować ród Malfoyów razem z całą rodziną - i nikt nie mógł wiedzieć, że lekko zapuchnięte od łez, błękitne oczy są wynikiem rozpaczy z powodu niemożliwości ubrania jasnozielonej sukienki, a nie głębokiego smutku z powodu śmierci lorda Alpharda.
Kiedy ceremonia zbliżała się ku punktowi kulminacyjnemu i cały pochód schodził wgłąb krypty, Cordelia ledwie powstrzymała grymas obrzydzenia. Czy tylko ona czuła w powietrzu wilgoć i zapach trupa? Owszem, kadzidła i świece nieco łagodziły tę woń, ale przysięgłaby na swoją ulubioną kolekcję sprowadzanych z Indii (lub Indonezji, nieważne) jaśminowych herbatek w pozłacanych torebeczkach, że przez te aromaty przebija się zapach śmierci. Przełknęła ślinę i zacisnęła usta, z dumnie uniesioną głową podążając za rodziną. Najchętniej szepnęłaby do starszej siostry jakiś komentarz, ale wiedziała, że wszystkie oczy skierowane są na Ministra, powstrzymała więc chęć poplotkowania, przynajmniej do momentu, w którym przystanęli na środku sali. Niecierpliwie przestąpiła z nogi na nogę, stukając srebrnymi bucikami (musiała je założyć, po prostu  m u s i a ł a, a czarny tren sukni przykrywał te świecące cudeńka, więc wszystko było pod kontrolą), po czym rozejrzała się dookoła, omijając trumnę. Przystojny Ares, przystojny Francis, przystojny Edgar, przystojny Charon - cudownie, godni reprezentanci szlacheckiego stanu byli już tutaj, poważni i wyglądający tak dostojnie w czerni. Gdzieś w tle ich partnerki i inne lady, nieistotne, Cordelia starała się nie porównywać własnej sukni z ubraniami lady Fawley, Burke i innymi damami, to nie bankiet a pogrzeb, Cordie, uspokój się. Dalej lordowie Blackowie, smutni i posępni, w tym Aquila - blondynka ledwie powstrzymała się od uniesienia dłoni i wesołego pomachania starszej przyjaciółce. Tak jednak nie wypadało, posłała więc damie smutne spojrzenie, a potem...A potem w końcu ujrzała jego. Również zasmuconego, nieco pobladłego, strapionego - ach, jakże lord nestor wyglądał oszałamiająco w tej smutnej scenerii. Cordelia westchnęła ciężko z zachwytem, aż materiał woalki uniósł się nieco do góry. Niestety, towarzyszyła mu równie oszałamiająca półwila, Evandra, ten...ten półczłowiek, bo jak inaczej nazwać te paskudne, zwierzęce istoty, brzydkie pod tą całą pozłotką? Wargi Malfoyówny zadrżały z niezadowolenia, objęła się ramionami i spojrzała spode łba na podchodzącą ku nim...na Merlina, kolejną przedstawicielkę niegodnych kusicielek.
Spojrzała na nią niezadowolona, uprzednio wymieniając spojrzenie ze starszą siostrą - ona także nie darzyła potomkiń wili sympatią - i wywróciła oczami, gdy urocza blondyneczka popełniła pierwsze faux pas, miarkując za niskie dygnięcie. - Czy nie sądzisz, że powinno się nas poprowadzić na miejsca od razu, zanim znajdzie się tu tłum? - szepnęła wyniośle do siostry, próbując znaleźć coś, z czego mogła być niezadowolona. Lista niepowodzeń na szczęście się wydłużała z każdym krokiem, przybliżającym ich do przodu sali - a więc i do trumny, na widok której zrobiło się jej nieco słabo. Nagła bladość uwiarygodniła przeżywaną żałobę, gdy okazywała wyrazy swego współczucia rodzinie Blacków. Później zajęła wskazane miejsce, od razu zwracając się do odchodzącej służki. Cicho, ale zdecydowanie.- Celine, jest tu trochę chłodno, prosiłabym o jakieś ciepłe okrycie pasujące mi do sukni. Nie chciałabym się przeziębić - zażądała z czarującym, wyniosłym uśmiechem; kojarzyła tę dziewczynę, Aquila chyba o niej opowiadała, zresztą, służące zlewały się jej w jedną masę. Mimo wszystko wolała skupić się na uprzykrzaniu pogrzebu tej jasnowłosej lafiryndzie niż na tłumieniu mdłości wywołanych bliskością trumny. Z jednej strony cieszyła się nobilitującym miejscem w sali, przed wszystkimi, tak, jak należało, z drugiej - wiązało się to z niemal bezpośrednim kontaktem z leżącym kilka metrów dalej trupem. Przystojnym, pamiętała lorda Alpharda - ale czy przypadkiem nie zaczął się już rozkładać? Na tę myśl posmutniała (i pozieleniała na twarzy) jeszcze bardziej.
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321

Strona 5 z 15 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10 ... 15  Next

Krypta Blacków
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach